Przenawilżenie włosów po raz drugi + życzenia na Nowy Rok :)

Przenawilżenie włosów po raz drugi + życzenia na Nowy Rok :)

Witajcie Kochani :)
Pokazuję Wam wreszcie obiecane zdjęcia moich włosów po porządnym przenawilżeniu. Jeszcze przed wizytą u fryzjera ;) Jakiś czas temu zamówiłam kilka nawilżających półproduktów - aloes, panthenol i mleczko pszczele. Regularnie dodawałam je do maseczek, głównie do kallosów. Jak się okazało - znowu przesadziłam, ograniczając proteiny i emolienty, a stawiając w większości na humektanty ;) Ostatnio tak porządnie przenawilżyłam moje fale w listopadzie zeszłego roku - pokazywałam Wam to w tym poście. Zobaczcie, jak wyglądały ponad dwa tygodnie temu ;)


Oba zdjęcia z lampą:

A tutaj już bez lampy ;)


Cechą charakterystyczną przenawilżonych włosów w moim przypadku jest klejący puch i do tego koniecznie postrączkowana, gumowa część włosów. Widać u mnie i to i to ;) No i brak skrętu. Jak udało mi się naprawić ten obraz nędzy i rozpaczy? ;) Emolienty - więcej i częściej, ostatnimi czasy naprawdę rzadko olejowałam włosy. I koniecznie proteinki. Po co pokazuję włosy w takim stanie? A no dlatego, żebyście wiedziały, że chyba każdej włosomaniaczce, nawet zaawansowanej zdarzają się złe włosowe dni. Mimo, że znam potrzeby swoich włosów i wiem, że nadmiaru nawilżaczy nie lubią, to jednak zdarzyło mi się drugi raz je przenawilżyć. Wszystko jest dla ludzi :D A teraz idę olejować i doproteinować włosy ;)


Korzystając z okazji - chciałabym złożyć moim Kochanym Czytelniczkom i Czytelnikom najszczersze życzenia na Nowy Rok ;) Bądźcie dla siebie dobrzy, myślcie ciepło zarówno o sobie, jak i o bliskich. Planujcie, wierzcie w siebie i spełniajcie marzenia - te duże, jak i te maleńkie. Chwalcie siebie i doceniajcie. Szczęśliwego Nowego Roku! :):*

Ja spędzam dziś cudownego Sylwestra z moim kochanym mężem i cudownymi dzieciaczkami - synkiem Kubusiem i siostrzenicą Mają :) Życzę Wam szampańskiej zabawy :*

Kallos caviar - czy udało mu się przebić ukochaną multivitaminę?

Kallos caviar - czy udało mu się przebić ukochaną multivitaminę?

Witajcie Kochani :)
Coraz częściej pytacie mnie o kallosa caviar i prosicie o recenzję :) Ostatnimi czasy bardzo regularnie używałam zarówno kawiorka, jak i mojej ukochanej multiwitaminy. Mam już małe porównanie i chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o kallosie caviar troszkę więcej - zapraszam na recenzję :)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Caviar Extract, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

Skład bardzo typowy dla kallosów - przez zapachem mamy mieszaninę emolientu i antystatyku, widzimy tutaj także ekstrakt z kawioru. Dalej jest już zapach, dwa silikony - jeden odparuje sam, drugi zmyjemy delikatnym detergentem. Na szarym końcu nawilżający glikol i konserwanty. Szkoda, że producent nie umieścił przed zapachem jakiegoś oleju, tak jak w poprzednim wersjach kallosów, np. blueberry, omega, cherry, banana czy multivitamin ;)

Zapach i konsystencja:
Kallos caviar pachnie troszkę męsko, przypomina mi zapach kallosa keratin, ale jest mniej intensywny od niego. Mógłby pachnieć ładniej, na szczęście zapach nie drażni i nie czuję go na moich włosach po zmyciu maseczki. Konsystencja jest gęsta, budyniowata, jak na kallosa przystało, jednak moim zdaniem nieco inna od wersji multivitamin.

Opakowanie:
Kallos caviar mieści się w znanym nam, wielkim litrowym słoiku z dość miękkiego plastiku. Lepiej, żeby słoiczek nie spadł nam na ziemię - plastik jest niestety mało wytrzymały - poczuł to kiedyś mój kallos blueberry ;)


Działanie:
Działanie zostawiam sobie na koniec ;) Od razu napiszę, że kawior nie zachwycił mnie tak, jak ukochana multivitamina. Kallos caviar zostawia moje włosy miękkie, delikatnie nawilżone, lekko błyszczące. Czuję, że mógłby jednak troszkę lepiej dociążać - tak, jak robi to multiwitamina. Kawior za to mocniej skręca moje fale - pewnie przez tytułowy ekstrakt z kawioru. Nie zauważyłam przesuszenia, nie używałam jednak maseczki co mycie i często dodawałam do niej kilka kropel oleju - wtedy dociąża i nawilża bardzo ładnie. Solo jednak może być troszkę za lekki i za mało odżywczy dla bardzo zniszczonych czy suchych włosów. Moje zdrowe, lekko przesuszone fale są jednak bardzo zadowolone, acz najlepiej spisuje się właśnie z dodatkowym olejem :) Absolutnie nie obciąża, co jest dla mnie wielką zaletą - mam cienkie i delikatne włosy, które łatwo teraz obciążyć ;) Fajny jako baza dla domowej roboty maseczek. Można także emulgować nim olej. Podsumowując - to bardzo przyzwoity kallos, jednak dla suchych czy zniszczonych włosów bardziej polecam multivitaminę.

Tutaj możecie zobaczyć moje fale po kallosie caviar, jeszcze przed warstwowym cięciem ;)


Miałyście już tego kallosa? Ja czekam na nowości, przetestowane mam wszystkie ostatnie kallosy :):) Całuję :*
Niedziela dla włosów: olejowanie na glutka lnianego i nowa maska dr. sante :)

Niedziela dla włosów: olejowanie na glutka lnianego i nowa maska dr. sante :)

Witajcie Kochani :)
Przez Święta moje włosy zrobiły mi miłą niespodziankę - bardzo ładnie i mocno się kręcą, oczywiście jak na ich możliwości ;) Postanowiłam zrobić im w ramach nagrody porządne włosowe SPA. Zobaczcie, co za dobroci dziś dostały :) Niedziela dla włosów tradycyjnie odbyła się w sobotę ;)



Olejowanie: olej z wiesiołka na żel lniany
Mycie: szampon odżywczy bania agafii
Maska: maska dr. sante z olejem arganowym
Odżywka b/s: rozwodniony kallos omega
Stylizacja: łyżeczka męskiego żelu isana bez alkoholu


Odkąd zaczęłam kilkanaście dni temu na nowo, regularnie olejować włosy, widzę pozytywną zmianę w ich kondycji - nie mogę o tym zapominać ;) Dzisiaj zmoczyłam lekko fale wodą, nałożyłam na nie sporą porcję żelu lnianego, a na wszystko poszły ze dwie łyżeczki oleju z wiesiołka. Potrzymałam wszystko ponad godzinkę i zmyłam dokładnie ciepłą wodą. Następnie nałożyłam pod czepek i ręcznik malutką porcję maski dr. sante z olejem arganowym. Spłukałam ją bardzo dokładnie, po czym na ociekające wodą włosy nałożyłam 1 porcję rozwodnionego kallosa omega - o tej porze roku lubię emolientowe produkty bez spłukiwania ;) Potem tradycyjnie odcisnęłam nad wanną nadmiar wody rękami, wyprostowałam się, rozczesałam włosy szczerbatym grzebieniem (:D) i zaczęłam je ugniatać. Ostatnio kładę więcej żelu - kiedy włosy są dobrze nawilżone i jest na nich odżywka bez spłukiwania, mogę sobie na to pozwolić. Dałam aż łyżeczkę męskiego żelu z isany. Wysuszyłam fale suszarką z dyfuzorem, zrobiły się mocne sucharki. Kiedy włosy były już całkowicie suche, odcisnęłam sucharki gładką apaszką.


Zdjęcia do słoneczka, w naturalnym świetle :)

 Nie jest źle, ale w czasie ostatniej pielęgnacji było troszkę lepiej ;) Dzisiaj włosy całkiem przyjemnie się skręciły, choć stać je na więcej, Nie wiem, czy nie dałam im troszkę za dużo proteinek - są w maseczce dr. sante, a sporą ilość keratyny otrzymały 4 dni temu ;) Fale są przez to troszeczkę sztywniejsze i mniej przyjemne w dotyku. Za to ruloniki w spodniej warstwie są i mają się całkiem dobrze ;) Ogólnie nie powinnam narzekać, ale wiecie, jak to już ze mną jest ;)


Co planujecie na jutrzejszą pielęgnację? A może weekend dla włosów już za Wami? :) Całuję :*
Życzenia Śwąteczne prosto z serducha :)

Życzenia Śwąteczne prosto z serducha :)

Kochani!
Pewnie wszyscy jesteście dziś zabiegani, sama powinnam biec już do łazienki i zacząć powoli się szykować - czekają mnie dzisiaj dwie Wigilie ;) Udało mi się znaleźć jednak chwilkę, żeby napisać moim kochanym Czytelnikom życzenia i parę ciepłych słów :)

Życzę Wam Kochani, abyście codziennie rano budzili się z uśmiechem na twarzy, radośnie wypatrując nowego dnia. Żebyście odnaleźli bądź pielęgnowali swoją pasję, która da Wam mnóstwo radości i szczęścia. Uśmiechajcie się, myślcie ciepło o sobie i innych - a świat również się wtedy do Was uśmiechnie :) Wesołych Świąt :*


Włosy po wizycie u fryzjera i warstwowym cięciu ;)

Włosy po wizycie u fryzjera i warstwowym cięciu ;)

Witajcie Kochani :)
W dzisiejszym poście miałam Wam pokazać moje fale z zeszłego tygodnia po przenawilżeniu, postanowiłam jednak zrobić to jutro, a dziś pokazać coś milszego i ładniejszego ;) W czwartek poszłam spontanicznie do fryzjerki - chciałam podciąć końcówki, które nie widziały nożyczek już rok i myślałam coś o mocniejszym cieniowaniu i warstwach. Z długości poszły jakieś 2cm, dodatkowo mam 3 warstwy. Ma to wzmocnić skręt i już widzę, że włosy zaczynają się falować dużo wyżej, niż przedtem. Wiem, że muszą się one też przyzwyczaić do nowego cięcia - zawsze tak mam ;) No i górne warstwy muszą nauczyć mocniej się kręcić, ponieważ przeważnie bywały proste. Wszystko przede mną, będę dzielnie ugniatać i muszę pamiętać, żeby teraz żel aplikować również wyżej. No ale przejdźmy do zdjęć - dzisiaj włosy mam już naprawdę w świetnym stanie i skręt wyszedł bardzo fajny, ale coś ciężko było mi to dziś uwiecznić na zdjęciach. Wybaczcie za zdjęcia łazienkowe (choć wiem, że część z Was je lubi hehe), ale o tej porze roku tylko tam mam najlepsze światło i cokolwiek widać ;)


Zdjęcie z lampą oraz bez niej, włosy z tyłu, widać warstwy, jak się przyglądniecie ;)

I boczki, tu najlepiej widać skręt i ze dwa korkociągi, zdjęcia z lampą:

Dorzucam zdjęcie z następnego dnia, po porannej reanimacji, widać, że skręt jest mocniejszy ;)


Teraz pozostaje mi tylko zapuszczać włosy :):) Całuję Was, a w następnym poście zdjęcia z obiecanym przenawilżeniem ;) :*
Niedziela dla włosów - dopieszczanie fal po porządnym przenawilżeniu ;)

Niedziela dla włosów - dopieszczanie fal po porządnym przenawilżeniu ;)

Witajcie Kochani :)
W zeszłym tygodniu moje fale wyglądały strasznie - przesadziłam z nawilżaczami, przez co w ogóle nie chciały się kręcić, puszyły się, strączkowały i lekko kleiły. Pokażę Wam ten obraz nędzy i rozpaczy w następnym poście ;) Dodatkowo postanowiłam wreszcie podciąć końcówki, jakieś 2-3cm - przez rok nie widziały nożyczek - i dorobić jeszcze jedną warstwę, żeby włosy mocniej się kręciły. Na razie kręcą się tak sobie, przez to nieszczęsne przenawilżenie, ale jest już lepiej. Mam nadzieję, że za kilka dni intensywnej emolientowo-proteinowej pielęgnacji dojdą do siebie. Zobaczcie, jak przebiegała moja niedziela dla włosów :)


Olejowanie: olej z wiesiołka na 2 godziny na suche włosy
Mycie: maska scandic fruit x2
Odżywianie: kallos multivitamin+keratyna hydrolizowana 5 kropel
Odżywka b/s: rozwodniony kallos omega 1 porcja
Stylizacja: 2 groszki męskiego żelu isana bez alkoholu


Przenawilżone kosmyki zawsze wołają u mnie o olej - dostały zatem porcję wiesiołka, naolejowałam suche włosy. Po dwóch godzinach zmyłam włosy dwukrotnie maseczką scandic fruit, a następnie nałożyłam pod czepek porcję kallosa multivitamin z 5 kroplami keratyny hydrolizowanej - niezbędnik przy przenawilżeniu ;) Potrzymałam mieszankę 20 minut i dokładnie spłukałam ciepłą wodą. W ociekające wodą włosy wgniotłam 1 porcję rozwodnionego kallosa omega, a następnie wystylizowałam fale 2 niewielkimi groszkami męskiego żelu isany bez alkoholu. Wysuszyłam suszarką z dyfuzorem. Po tej ratunkowej akcji włosy prezentowały się tak:


Prawa strona z lampą i bez:

Lewa strona z lampą oraz bez niej:

Jak widać włosy nie odzyskały jeszcze swojego dawnego skrętu, ale naprawdę jest o niebo lepiej - zobaczycie na jutrzejszych zdjęciach, jak tragicznie wyglądały ;) Puchu za to nie ma już praktycznie w ogóle, strączków i klejących kosmyków również dużo mniej. Jak się przyglądniecie, to możecie zobaczyć nową górną, krótszą warstwę na włosach :) Mam nadzieję, że już za kilka myć pokręcą się ładnie i zobaczycie skręt i nową fryzurę w całej okazałości.


Idę oglądać Wasze niedziele dla włosów :) Całuję :*
Odkrycia włosowe 2015 roku :)

Odkrycia włosowe 2015 roku :)

Witajcie Kochani :)
Na początku stycznia mogliście przeczytać moje włosowe odkrycia 2014 roku. W bieżącym roku miałam przyjemność testować wiele maseczek i odżywek, jak również szamponów. Znalazłam kilka perełek, z którymi na pewno się nie rozstanę i chciałabym Wam o nich dzisiaj napisać - zapraszam na odkrycia włosowe 2015 roku :)


Odkrycia włosowe 2015 roku

1. Kallos multivitamin
O kallosie tym przypominam Wam prawie w każdej niedzieli dla włosów ;) Nic nie poradzę na to, że spisuje się on fantastycznie, zarówno używane samodzielnie, jak i z dodatkiem nawilżających czy natłuszczających półproduktów. W zeszłym roku pokochałam kallosa blueberry, teraz multivitaminkę - oba są tak samo wspaniałe :) Moją recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Tak naprawdę to w tym zestawieniu powinnam umieścić również kallosa cherry, omega i botox - ale nie chcę umieścić tutaj samych kallosów, wersja witaminowa spisała się jednak najlepiej ;)

2. Olej z wiesiołka
Mój w miarę świeży nabytek, ale już widzę, że szykuje się kolejny ulubieniec ;) Za pierwszym razem nałożyłam olej na sucho i wymyłam włosy delikatnym szamponem. Potem wystylizowałam, nie kładąc już żadnej odżywki. Po takim zabiegu fale były cudownie jedwabiste i pokręcone. Każda kolejna aplikacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że moje włosy kochają oleje z przewagą kwasów tłuszczowych omega 6 ;) Tabelki z podziałem olejów możecie obejrzeć tutaj, tutaj oraz tu

3. Maska scandic fruit
Moja ukochana maseczka do mycia włosów, po zmianie składów balsamów mrs. potters musiałam znaleźć dobry zamiennik. Fakt, że teraz muszę częściej myć włosy delikatnymi szamponami, ale odżywka czy maseczka myjąca zawsze znajdzie swoje miejsce w mojej łazience. Scandic owocowy jest pojemny, lekki, świetnie myje, a litr kosztuje 15zł :) Można dorwać na allegro albo w sklepach fryzjerskich. Moje hymny pochwale są tutaj.

4. Szampony ecolab
Szampony ecolab to moje ostatnie odkrycie - potrzebowałam czegoś delikatnego, bez mocnych detergentów. Najpierw sprawiłam sobie wersję regenerującą z żurawiną, która tak mnie zachwyciła, że szybko dokupiłam szampon odżywczy z awokado i szampon do włosów przetłuszczających się z pigwą - pięknie pachnie. Szampony absolutnie nie robią krzywdy długości moich włosów - nie wysuszają, nie powodują puszku. Dobrze myją i nawet delikatnie dociążają. Nie mogę ich jednak używać co mycie, ponieważ skóra głowy troszeńkę marudzi - ale ja już tak mam, nie mogę myć jakimkolwiek szamponem co mycie, ponieważ skalp się buntuje. Szampony świetnie spisują się na zmianę z mycie maseczką scandic fruit. Szykujcie się na recenzję :)

5. Krem do loków boots
Dostałam ten kremik od pewnej kochanej wizażanki (:*). Strasznie byłam ciekawa, jak spisze się na moich falach. Początkowo spotkało mnie rozczarowana, ponieważ  słabo podkreślał skręt, a nałożony w średniej ilości dość mocno obciążał włosy. Któregoś razu jednak postanowiłam zreanimować nim fale rano - zmoczyłam lekko włosy, wgniotłam dosłownie kapeczkę kremu, tak na końcówkach palców i podsuszyłam suszarką z dyfuzorem. Włosy odzyskały skręt z poprzedniego dnia, a dodatkowo były tak milutkie w dotyku, że okrzykuję krem boots niezbędnikiem w porannej reanimacji włosów. Efekt po nim możecie obejrzeć w ostatnim poście na temat reanimacji.

6. Szampon odżywczy bania agafii
Miałam już kilka saszetek tego szamponu - bardzo ładnie i dokładnie oczyszcza on włosy i skórę głowy, w składzie ma jednak tylko olejów i dobroci, że nie przesusza przy tym skalpu i włosów na długości. Fale mam po nim mięciutkie, jednak oczyszczone - ideał :) Chyba szybko nie wrócę już do szamponów barwy, chyba że będę ich używać tylko przed hennowaniem ;) Bania agafii do kupienia jest w sklepach z rosyjskimi kosmetykami, u mnie jest również w Kosmyku, recenzja znajduje się tutaj.


Jakie włosowe perełki odkryłyście w 2015 roku - pochwalcie się koniecznie :) Całuję :*
Reanimacja włosów. Jak reanimować fale i loki po nocy - moje sposoby + przepis na reanimujące psikadełko :)

Reanimacja włosów. Jak reanimować fale i loki po nocy - moje sposoby + przepis na reanimujące psikadełko :)

Witajcie Kochani :)
Ponad dwa lata temu umieściłam na blogu wpis na temat reanimacji fal i loczków po nocy - KLIK. Część z tych zasad nadal stosuję, znalazłam jednak nowe produkty i metody, o których chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Przeważnie myjemy nasze fale lub loczki wieczorem, odżywiamy je, stylizujemy i suszymy. Potem idziemy spać,  a rano nasze włosy często wyglądają nieciekawie. Są rozprostowane, spuszone i bez życia. Jest jednak kilka metod i produktów, które pozwolą loczkom i falom obudzić się na nowo - przeczytajcie o moich sposobach na poranną reanimację :)




1. Zmoczenie włosów wodą i nałożenie kremu do loków boots
Moim ostatnim reanimacyjnym odkryciem jest krem do loków boots. Nie jest on niestety dostępny w Polsce, można go jednak dopaść na allegro ;) A jak dokładnie reanimuję nim włosy? Pochylam się nad wanną i moczę włosy, od ucha w dół. Nie za bardzo (tak, żeby woda nie lała się ciurkiem), ale też nie za słabo, żeby włosy nie były sklejone po kremie. Następnie wgniatam we włosy, już w pozycji wyprostowanej dosłownie odrobinkę kremu boots, tak na opuszkach palców. Jeśli damy za dużo, włosy mogą być obciążone i sklejone, a pamiętajmy, że mamy na włosach jeszcze porcję stylizatora z dnia poprzedniego. Następnie muszę podsuszyć włosy suszarką z dyfuzorem, jakieś 10 minut. Moim falo-loczkom bardzo spadła porowatość, a krem boots (w składzie sporo emolientów) pięknie zatrzymuję wodę we włosach i schną one naturalnie po takiej reanimacji ponad godzinę ;) Próbowałam już nakładam krem na zupełnie suche włosy, ale niestety był ona bardzo widoczny, nawet nałożony w minimalnej ilości. A oto efekty po reanimacji tym różowym, pachnącym cudem, prawda, że jest nieźle, jak na drugi dzień? :)

2. Zmoczenie włosów wodą i nałożenie lekkiego żelu do włosów
Postępujemy analogicznie, jak napisałam wyżej, z tym, że zamiast kremu boots wgniatamy dosłownie groszek żelu do włosów, wielkości paznokcia. Polecam jakiś taniutki, słaby żel, bardzo lubię żele z rossmana octagon, taki fioletowy albo różowy, ale nie wiem, czy są jeszcze dostępne. Fajnie spisują się również żele bielenda graffiti. Sama mam zapas, a zużywam go niewiele na jedną reanimację, zatem wystarcza mi na długo. Jeśli nie żel octagon, to jakiś inny, ze sklepu spożywczego za 2-3zł, patrzcie tylko, żeby wysoko w składzie nie miał alkoholu ;) W przypadku żelu zdarza się, że moje włosy wysychają naturalnie, czasem podsuszę je 5 minutek suszarką z dyfuzorem. Można nałożyć także kapkę żelu lnianego ;) Moje włosy po takiej reanimacji delikatnym żelem prezentują się tak:

3. Spryskanie włosów mgiełką domowej roboty :)
Kilka miesięcy temu kombinowałam z jakimiś psikadełkami domowej roboty, które służyłyby mi do odświeżania skrętu i szybkiej reanimacji rano, kiedy bardzo się spieszę. Udało mi się znaleźć proporcje, które najbardziej spodobały się moim falom. Na jakieś 150-200 ml wody daję małą łyżeczkę balsamu regenerującego ecolab (fajnie spisuje się również maseczka kallos multivitamin), łyżeczkę żelu lnianego i jakieś 10 kropelek konserwantu FEOG ze sklepu zrób sobie krem. Dokładnie mieszam, choć przed użyciem też czasem trzeba wstrząsnąć buteleczką, żeby składniki się połączyły. Z konserwantem mieszanka może sobie stać w łazience kilka miesięcy, opcjonalnie można dorzucić z 5 kropelek oleju eterycznego, ponieważ FEOG ma taki lekki, specyficzny chemiczny zapach. Dla jednych włosów może to być za dużo dobroci, inne muszą dać więcej jakiejś emolientowej odżywki ;) Można również dorzucić po kilka kropel różnych nawilżaczy (np. aloes, panthenol, kwas hialuronowy), mnie one czasem jednak puszą, zatem wolałam sobie je darować. Moje fale bardzo upodobały sobie to psikadełko, choć skręt nie jest po nim aż tak ładny następnego dnia, niż po moczeniu i bootsie albo żelu. Ale czasem trzeba, jak mamy dosłownie 5 minut. Spryskuję suche lub lekko wilgotne włosy włosy psikadłem, chwilkę dougniatam i daję im doschnąć naturalnie.

TUTAJ JEST PRZEPIS na kolejny spray, tym razem w wersji czysto emolientowej :)


4. Inne sposoby, które się nie sprawdzają
Wiem, że można rano wziąć prysznic, a para sprawi, że włosy skręcą się od nowa po swojemu. U mnie niestety często kończy to się puchem ;) Nie sprawdza się także wgniatanie jakiegokolwiek kremu, żelu czy odżywki b/s w suche włosy - zawsze są wtedy mniej lub bardziej sklejone i obciążone, a tego bardzo nie lubię. 


Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze sposoby na reanimację fal i loków rano? A może nic nie musicie robić z nimi po nocy i rankiem prezentują się pięknie? :) Całuję :*
Niedziela dla włosów ze wzbogaconym kallosem caviar

Niedziela dla włosów ze wzbogaconym kallosem caviar

Witajcie Kochani :)
Moje włosy wczoraj znowu miały bliższe spotkanie z lokówką, tym razem jednak na niższej temperaturze i bez wysuszającego lakieru ;) Pytałyście mnie kiedyś, czy zdarza mi się prostować albo kręcić włosy lokówką - oczywiście, że tak :) Dbam o włosy, ale czasem mam ochotę na odmianę, kiedy zależy mi na fajnej fryzurze czy roztrzepanych loczkach i wtedy je kręcę. Włosy nie zniszczą się od takich sporadycznych szaleństw. Jeśli chodzi o prostowanie - nie prostuję już bardzo długo, ale dlatego, że nie podobam się sobie w prostych włosach. No ale wróćmy do tematu :) Przedstawiam Wam dzisiejszą piękną, słoneczną niedzielę dla włosów z callosem caviar w roli głównej :)


Olejowanie: brak
Mycie: szampon odżywczy bania agafii
Maska: kallos caviar + aloes 4 krople + olej z pestek moreli 4 krople
Odżywka b/s: rozwodniony balsam regenerujący ecolab
Stylizacja: męski żel isana ze starym składem bez alkoholu, suszarka z dyfuzorem


Włosów znowu nie olejowałam - odkąd są zdrowe, nie potrzebują już tak często nakładania oleju ;) Zastępuję im to często dodatkiem oleju do maseczki, co zrobiłam także i dzisiaj. Umyłam włosy szamponem odżywczym banii agafii - jest świetny, pisałam Wam o nim już TUTAJ. Następnie nałożyłam na nie następującą mieszankę: łyżeczka maseczki kallos caviar, 4 krople aloesu zatężonego oraz 4 krople oleju z pestek moreli. Potrzymałam wszystko pod czepkiem i ręcznikiem jakieś 20 minut, po czym bardzo dokładnie spłukałam ciepłą wodą. W ociekające wodą włosy wgniotłam 2 niewielki porcje rozwodnionego balsamu regenerującego ecolab. Odgniotłam nadmiar wody dłońmi, wyprostowałam się, rozczesałam włosy grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami i zrobiłam przedziałek. Następnie zaczęłam wgniatać mój ukochany męski żel z isany ze starym składem, dosłownie 3 małe groszki, od wysokości ucha, posuwając się w dół. Pougniatałam chwilkę włosy, po czym wysuszyłam je suszarką z dyfuzorem. Stylizacja i suszenie zajęły mi jakieś 20 minut. Poczekałam kilka minut, aż włosy całkowicie doschną. Po wszystkich zabiegach fale prezentowały się tak:

Zdjęcie bez lampy, w lekkim słoneczku:
Tutaj po lewej zdjęcie z lampą, po prawej bez lampy


Tym razem postanowiłam wzbogacić kallosa caviar odrobiną oleju - włosy dzięki temu były ładniej dociążone, a dzięki aloesowi wspaniale nawilżone i dzięki temu ładnie się pokręciły ;) W dotyku są mięciutkie i gładziutkie, nie ma ani śladu suchości. Nie wiem, jak wyglądałyby moje włosy bez nawilżających półproduktów - to one ostatnio robią całą robotę :) Fale mają ładną objętość i blask - chyba nie rozstanę się również z kallosami, są świetne użyte samodzielnie, jak i z półproduktami :)

Jak Wasze niedzielne włosowe poczynania? Skusiłyście się na kallosa multivitamin albo caviar? :) Całuję:*
Stylizacja fal i loków żelem. Żele do włosów - w jaki sposób ich używam - dużo praktycznych porad :)

Stylizacja fal i loków żelem. Żele do włosów - w jaki sposób ich używam - dużo praktycznych porad :)

Witajcie Kochani :)
Od jakiegoś czasu Czytelniczki zadają mi meilowo bardzo wiele pytań na temat żeli do włosów. Pytacie, jak ich używać, w jakiej ilości, co potem z nimi robić, czym zmywać. Chciałabym Wam dzisiaj napisać, w jaki sposób używam żeli do włosów - będzie dużo praktycznych porad, zapraszam :)



1. Po co stylizować włosy żelem?
Zaczniemy od odpowiedzi na pytanie, po co w ogóle stylizować włosy żelem? Żel to często niezbędnik dla właścicielek falowanych i kręconych włosów. Dzięki niemu możemy uzyskać mocniejszy skręt, który dłużej utrzyma się na naszych włosach. Trzyma on również "włosy w kupie" ;), dzięki czemu nie musimy aż tak obawiać się puchu.

2. Jaki żel wybrać?
Kilka lat temu na rynku było kilka świetnych żeli do włosów, pisałam o nich tutaj:
*Isana Męski żel do włosów 
*Isana Żel hidden control
*Joanna Mrożący żel do włosów 
*Octagon Żel do włosów fioletowy Extra Strong
*Syoss Męski żel do włosów wersja power hold
*Syoss Męski żel do włosów wersja max hold
Teraz niestety producenci dodali alkoholu do żelu isany, żeli joanny i bielendy. Chyba tylko żel z lidla  pozostał bez zmian, ale bardzo ciężko do dostać.  Żel octagon z rossmana (fioletowy albo różowy) jest za słaby dla moich włosów, używałam go tylko do reanimacji. Uwielbiam żel syoss men power hold, napisałam o nim już dwa posty: KLIK i KLIK. Świetny jest także żel isana hidden control - KLIKMożna jeszcze kombinować z taniutkimi żelami z lewiatanów czy innych osiedlowych sklepów. Dla mnie są one niestety za słabe. I szczerze mówiąc - jest problem, jeśli chodzi o wybór żelu - ja od siebie polecam jedynie syossa.

3. Kiedy i jak nakładać żel?
O stylizacji moich falo-loczków żelem jest już kilka postów na blogu: Jak stylizuję fale krok po ktoku oraz Jak nakładam żel do włosów krok po kroku. Ale napiszę jeszcze raz pokrótce  kilka najważniejszych punktów ;)

*Po pierwsze: bardzo ważna w przypadku moich fal jest odżywka bez spłukiwania, nałożona na ociekające wodą włosy, pod żel. Jeśli takiej odżywki nie nałożę, żel potem jest mocniej wyczuwalny i czasem daje wrażenie przesuszenia. Początkowo używałam odżywek joanna naturia, zaczęły jednak z czasem dość mocno matowić, przesuszać i tym samym strączkować moje fale. Znalazłam cudowny zamiennik - rozwodniony balsam regenerujący do włosów ecolab z olejem żurawinowym - ostatnio dość często o nim wspominam ;) Jeśli potrzebujecie czegoś cięższego i lekko silikonowego, rozwodnijcie balsam green pharmacy z olejem arganowym - dla mnie czasem jest on za ciężki, ale zdarza mi się go używać. Można rozwodnić także dowolnego emolientowego kallosa, np. color, omega, cherry, blueberry, multivitamin czy banana :) O doborze idealnej odżywki bez spłukiwania możecie przeczytać TUTAJ.

*Po drugie: kiedy na włosach jest już odżywka bez spłukiwania, powinniśmy delikatnie odsączyć je z wody nad wanną, ale samymi rękoma. Nie ręcznikiem, nie podkoszulkiem, a tylko swoimi dłońmi, tylko chwilkę, żeby jeszcze delikatnie kapały z nich pojedyncze krople wody. Nie żeby woda lała się ciurkiem, ale żeby coś tam troszkę kapało ;) Potem prostuję się, przeczesuję włosy palcami, robię przedziałek i dopiero biorę się za wgniatanie żelu. Wiem, że są osoby, które wiszą cały czas głową w dół i w takiej pozycji nakładają żel, bez przeczesania włosów. U mnie niestety kończyłoby się to wicherkiem i gniazdkiem na czubku głowy nie do rozplątania, zatem wyprostować się muszę.

*Po trzecie: jak już stoję wyprostowana (ależ się powtarzam hehe), biorę się za nakładanie żelu. Wiele osób popełnia ten błąd (sama go popełniałam), że najwięcej żelu nakłada na końcówki, przez co potem mogą one być obciążone albo za bardzo postrączkowane. Sama zaczynam nakładać żel gdzieś od wysokości ucha, potem dobieram maleńkie porcje i schodzę coraz niżej, bez przerwy ugniatając włosy. Końcówki mam delikatne i cienkie, zatem one dostają teraz jak najmniej żelu, przez co włosy nie są tam obciążone ani postrączkowane.

*Po czwarte:  ile tego żelu nakładać? Włosy mam teraz za łopatki i jeśli używam bardzo mocnego żelu, typu joanna mrożąca czy isana, nakładam aktualnie na całe włosy kilka groszków żelu. Jeśli jest to słabszy żel, to troszkę więcej. Jeśli nałoży nam się więcej żelu, a włosy są dobrze przygotowane (nałożona odżywka b/s, włosy dość mokre przed aplikacją żelu i ładnie nawilżone) to udaje mi się bez problemu potem odgnieść strączki z żelu. Staram się jednak uważać z ilością, ponieważ za dużo ilość żelu może obciążyć moje włosy na drugi dzień.

*Po piąte: żeby włosy dobrze wyglądały po stylizacji żelem, same w sobie powinny być w miarę dobrze nawilżone. Przykładowo - kiedy miałam bardzo suche włosy, bo używałam rosyjskich maseczek z ziółkami, włosy nie wyglądały ładnie. To samo, kiedy przesuszyłam je odżywkami joanna naturia. Skręt wtedy również był słabszy i jakby bardziej sztywny, taki nienaturalny i po prostu nieładny. Także pamiętajmy o dobrym nawilżeniu włosów - czasem konieczne jest sięgnięcie po nawilżające półprodukty, jak aloes czy panthenol ;) Większość nawilżających maseczek i odżywek w składzie ma glicerynę - ona przeważnie ładnie nawilża, ale wiele osób mi się żali, że włosy nadal są suche po używaniu takich  glicerynowych maseczek. Polecam wtedy właśnie pokombinować z innymi nawilżaczami. Żel lniany również ładnie nawilża, można na niego olejować, robić płukanki lniane czy dodawać do maseczek --> KLIK.

4. Co potem zrobić z żelem?
Jak już nałożymy żel tam, gdzie trzeba i pougniatamy włosy, możemy wysuszyć je naturalnie lub suszarką z dyfuzorem. Sama osobiście po dyfuzorze mam dużo mocniejszy skręt ;) Bywa, że mocniejszy żel zasycha nam w takie charakterystyczne sucharki - wtedy należy je odgnieść suchymi dłońmi lub jakąś gładką chusteczką czy apaszką. Takim samym ruchem, jak wgniatałyśmy żel :) Jeśli strączki nie odpuszczają po odgniataniu, a nam zostają takie dziwnie powyginane, suche strąki zamiast fal czy loków, to znaczy, że:
a) nałożyłyśmy ogólnie za dużo żelu, albo zbyt mocnego żelu dla naszych włosów
b) pod żelem nie ma odżywki bez spłukiwania (ważne, a często pomijane przez moje czytelniczki)
c) zbyt mocno odciskałyśmy włosy koszulką przed nałożeniem żelu i w efekcie aplikowałyśmy go na zbyt suche włosy (są osoby, które aplikują żel na mocno odciśnięte włosy i jest ok, często jednak to jest przyczyną dziwnie powyginanych i suchych strączków, których nijak nie da się odgnieść)
d) nałożyłyśmy żel na zbyt mało nawilżone włosy i zostały takie suche dziwnie powyginane strączki (również bardzo ważne, a nie tak dawno przeze mnie odkryte) ;)

5. Czym myć włosy, używając żeli? 
Żele w składzie zawierają polimery, które wedle mojej wiedzy należy zmywać mocniejszymi detergentami. Osobiście myślę, że wystarczy mycie mocniejszym szamponem raz na 2 tygodnie, żeby owe polimery zmyć. Chyba, że używamy większej ilości silikonów i innych oblepiaczy, wtedy szampon konieczny będzie częściej ;)


Kiedy stosuję się do tych zasad, mam taki fajny, mięsisty skręt - oba zdjęcia są bez lampy:

A kiedy się nie stosuję, to jest już dużo gorzej (żel nałożony na przesuszone ziołami włosy, z wysuszającą joanną naturią jako b/s pod spodem), zdjęcie z czerwca tego roku ;)

Macie swoje patenty na żele do włosów? Mam nadzieję, że post wyczerpał temat i wyjaśnił wszelkie wątpliwości początkujących fal i loczków :) Całuję :*
Kallos multivitamin - cudownie pachnąca i wspaniale działająca maseczka :)

Kallos multivitamin - cudownie pachnąca i wspaniale działająca maseczka :)

Witajcie Kochani :)
Prawie dwa miesiące temu skusiłam się na kallosową nowość - wersję kallos multivitamin, pochwaliłam się zakupem od razu na moim instagramie ;) Od tego czasu dość regularnie go testowałam. Nasze początki nie były zbyt dobre, podejrzewałam nawet, że multivitaminka nie przypadnie mi do gustu. Nie on jednak był powodem złych włosowych dni w tamtym czasie. Zapraszam na recenzję tej cudownie pachnącej maseczki - będą zachwyty ;)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Citrus Sinensis Extract, Citrus Limon Extract, Panax Ginseng roqt Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Niacynamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCL, Maltodextrin Sodium Starch, Ceterylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinone

Bazą kallosa multivitamin tradycyjnie jest już emolient oraz antystatyk. Dalej mamy cudownie działający na moje włosy olej awokado. Skład przed zapachem jest taki sam, jak w mojej ukochanej do tej pory wersji blueberry. Po zapachu ekstrakty z pomarańczy, cytryny i żeń szenia. Potem kwas cytrynowy, dwa silikony (jeden odparowujący, drugi zmywalny łagodnym detergentem), nawilżacz i koktajl witaminek. Na końcu już konserwanty. Skład bardzo emolientowy - taki, jak lubię :)


Konsystencja i zapach:
Ten kallos ma inną konsystencję, niż pozostałe emolientowe wersje. Jest gęstszy i dla mnie ma taką jakby lekko piankową konsystencję - bardzo przyjemną :) Zapach za to jest cudowny i dla mnie najpiękniejszy ze wszystkich kallosów. Kojarzycie zapachy kosmetyków fructis? Tutaj czujemy taką właśnie intensywną, świeżo-słodką, cudowną multivitaminkę :) Czuję zapach jeszcze jakiś czas na włosach po zmyciu produktu - coś pięknego. To najładniej pachnący kallos, zdecydowanie ;)



Działanie:
Do tej pory moim ulubieńcem wśród kallosów była wersja blueberry, jednak kallos multivitamin śmiało może stanąć obok niej na pierwszym miejscu na podium ;) Oba mają bardzo podobny skład, różnią się tylko ekstraktami po zapachu. Pachnie cudownie, ładnie dociąża i nie powoduje puchu - jest świetna w deszczową pogodę :) Fale mam po niej pięknie skręcone, elastyczne i mięciutkie. Maseczka całkiem przyjemnie nawilża, zawsze można jednak dodać do niej jakiegoś nawilżacza - jest świetną bazą dla półproduktów i sama nierzadko coś do niej dorzucam :) Solo jednak działa również bardzo dobrze. Nie obciąża - a to teraz dla mnie bardzo ważne, ponieważ fale mam już o niższej porowatości, niż kiedyś. Wiem jednak, że dla bardzo mocno suchych czy zniszczonych włosów kallosy solo mogą być za słabe - ale wtedy można je wzbogacać olejem, nawilżaczem czy keratyną :) Pokazywałam Wam już dwie niedziele dla włosów z kallosem multivitamin, które były bardzo udane: KLIK i KLIK. Kallos bardzo ładnie spisuje się u mnie również do mycia włosów - przeczytajcie o tym TUTAJ :)

A tutaj moje falo-loczki po kallosie, zdjęcia bez lampy, w lekkim słoneczku :)


Miałyście już tego najpiękniej pachnącego kallosa, czy właśnie Was skusiłam? :) Całuję :*
Niedziela dla włosów z maseczką Natura Siberica Loves Estonia - puszek okruszek ;)

Niedziela dla włosów z maseczką Natura Siberica Loves Estonia - puszek okruszek ;)

Witajcie Kochani :)
Wczorajsza niedziela dla włosów nie należała do udanych ;) Ponad dwa miesiące temu sprawiłam sobie maseczkę Natura Siberica Loves Estonia - pokazywałam Wam ją w tym poście. Stała tak sobie i stała nieużywana, aż postanowiłam ją troszkę potestować. Skład ma bardzo przyjemny, zatem spodziewałam się dobrych efektów. Niestety kompletnie nie spisała się na moich falach, a szkoda, bo zależało mi wczoraj na ładnych falo-loczkach ;)


Olejowanie: olej z orzechów ziemnych na suche włosy na całą noc
Mycie: szampon ecolab regenerujący
Odżywianie: maseczka Natura Siberica Loves Estonia na 20 minut pod czepek
Odżywka b/s: rozwodniony balsam regenerujący ecolab
Stylizacja: żel isana bez alkoholu, suszarka z dyfuzorem


Włosy naolejowałam lubianym przez moje fale olejem z orzeszków ziemnych. Nałożyłam go na suche włosy na całą noc, niewielką ilość. Rano zmyłam go dokładnie szamponem regenerującym ecolab - tutaj go pokazywałam :) Następnie nałożyłam porcję maseczki  Natura Siberica Loves Estonia na 20 minut pod czepek. Zmyłam ją dokładnie, w ociekające wodą włosy wgniotłam porcję rozwodnionego balsamu regenerującego ecolab. Odcisnęłam nadmiar wody nad wanną samymi dłońmi, wyprostowałam się i przeczesałam włosy palcami, robiąc jako taki przedziałek. Następnie w takie dość mokre włosy wgniotłam dwa groszki męskiego żelu isany bez alkoholu. Pougniatałam je chwilkę, po czym wysuszyłam suszarką z dyfuzorem. Wysuszyły się bardzo szybko i już w trakcie suszenia pojawił się puszek - to nie był dobry znak ;) Po godzinie fale prezentowały się tak:

Zdjęcie w słoneczku, bez lampy:

Oba zdjęcia bez lampy, w słoneczku:

Na zdjęciach troszkę słabo widać ten puszek, w rzeczywistości było naprawdę gorzej :) Ale widać go zwłaszcza na pierwszym zdjęciu. Włosy, a głównie końcówki w dotyku dodatkowo były takie suche, niezbyt przyjemne. Gdzieniegdzie się też troszkę postrączkowały. Efekt nie podobał mi się, oj nie, chociaż użyłam ulubionego oleju. Jak widać, sama maseczka potrafi zepsuć cały efekt ;) Pamiętam, że użyłam jej jeden jedyny raz do tej pory, od razu po zakupie i również nie byłam z niej zadowolona, ale wtedy nie byłam pewna, czy to ona jest winowajcą. No nic, potestujemy się jeszcze chwilkę i napiszemy recenzję.  Za to skręt był naprawdę bardzo mocny, pod spodem miałam więcej korkociągów, niż zwykle ;)


Jak Wasze włosowe niedziele - mam nadzieję, że bardziej udane, niż moje ;) Całuję:*


Odżywka wygładzająca sylveco - taki mały dziwak ;)

Odżywka wygładzająca sylveco - taki mały dziwak ;)

Witajcie Kochani :)
Odżywka wygładzająca od sylveco ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Jedne włosy ją wprost uwielbiają, inne wręcz nienawidzą. Jak jest u mnie? A no tak... czasem dziwnie ;) Dlaczego? Zapraszam na dalszą część posta :)


Skład:
 Odżywka ma piękny, naturalny skład - szczerze powiem, że uwielbiam firmę sylveco właśnie za te składy :) W odżywce od początku możemy wyróżnić: wodę, emolient, cukier, olej z pestek winogron, oliwę z oliwek, glicerynę, kwas stearynowy, ekstrakt z łopianu, panthenol, emulgator, olej arganowy, emolient, kwas mlekowy, guma guar, konserwant, łagodny detergent i olejek sosnowy :) Skład jest emolientowo-nawilżający, nie widzę tylko takiego typowego antystatyka, odpowiedzialnego za ułatwienie rozczesywania włosów.

emolienty, nawilżacze, ekstrakty, oblepiacze, olejki eteryczne, inne
Opakowanie:
Producent umieścił swoją odżywkę w bardzo estetycznej, 300ml buteleczce z twardego plastiku. Bardzo podoba mi się szata graficzna - ale ja uwielbiam fiolety :) Produkt jest naturalny i należy go zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia ;)

Konsystencja i zapach:
Nad zapachem mogę się rozwodzić i zachwycać cały dzień - odżywka pachnie lasem :) Czuć tutaj wyraźnie olejek sosnowy, szkoda, że zapach nie zostaje na włosach po zmyciu produktu. Pachnie pięknie - ale  musicie sami poczuć ten zapach, żeby również go pokochać :) Konsystencja jest gęsta, moim zdaniem zbyt gęsta jak na taką buteleczkę, prawie od samego początku mam problem z wyciśnięciem odżywki. Na głowie też ciężko ją postawić, pozostaje machanie buteleczką, aż coś wyjdzie ;)

Działanie:
Czemuż to uważam odżywkę wygładzająca od sylveco za dziwaka? Spisuje się bardzo dobrze, ale mam dwa zastrzeżenia. A nie, nawet trzy ;) Po pierwsze, w składzie nie widzę żadnego antystatyku, przez co włosy dość ciężko się po niej rozczesują. Moje fale normalnie nie plączą się, tutaj troszkę mam z tym problem. Po drugie - odżywka dość mocno obciąża włosy. W składzie ma gumę guar, a ten produkt niestety bardzo mocno oblepia mi włosy. Nadaje się jednak na wieczór, kiedy zależy mi na ładnym wyglądzie fal przez kilka godzin :) I po trzecie - włosy przez jakąś godzinę po wyschnięciu wyglądają po odżywce strasznie - są matowe, dziwnie spuszone, żeby po tym czasie zamienić się w cudownie gładkie, nawilżone i dociążone fale ;) Potem jest już przez kilka godzin wspaniale, fale są elastyczne, mięciutkie, cudowne w dotyku, aż po kilku kolejnych godzinach klapną. Sama nie wiem, co sądzić o tej odżywce - niby efekt po godzinie od wysuszenia daje wspaniały, ale ma kilka tych defektów ;) Mimo sporej zawartości nawilżaczy - ani razu nie doczekałam się po niej puchu, a używałam jej często w mocno wilgotną pogodę i deszcz. Odżywka bardzo szybko wsiąka we włosy, ale nie radzę jej bardzo wiele dokładać - przyklap może być coraz większy ;) Cienkowłose niech uważają - istnieje ryzyko obciążenia. Włosy o wyższej porowatości mogą się skusić, acz odżywka może spuszyć, ma dość specyficzny skład ;) Ja moją część oddaję siostrze, będę tylko podbierać na większe okazje, co by za często włosów nie obciążać ;)

Możecie zobaczyć moje fale po odżywce, widać, że takie smętne i bez życia się już robiły:

A tutaj jeszcze zdjęcie po koczku ślimaku, pokazywałam je w tej niedzieli dla włosów, zdjęcie z lampą oraz bez lampy:


Miałyście już odżywkę albo maskę sylveco? Mnie maska troszkę kusiła, ale również ma gumę guar i raczej odpuszczę, może uda się jakąś małą odlewkę zdobyć ;) Całuję :*
Włosy w listopadzie 2015r.

Włosy w listopadzie 2015r.

Witajcie Kochani :)
Chciałabym się pochwalić - wreszcie założyłam fanpage mojego bloga - nie wiem, czemu tyle czasu się broniłam :) Serdecznie zapraszam do polubienia i obserwowania mnie na facebooku ---> KLIK.

No, wróćmy już do tematu :) Rany, dopiero co robiłam październikową aktualizację włosów, a tu już czas na tę listopadową. Co tam ciekawego słychać u moich włosów? A no dalej się ugniatamy i raz falujemy, raz kręcimy ;) Ostatnio marudziłam Wam, że spodnia warstwa włosów kręci się dużo mocniej, a górna słabiej. Dalej tak jest, ale spróbuję coś z tym zrobić. Nadal stosuję pielęgnację praktycznie bez silikonów - używam jedynie kallosów, które silikony mają, ale po zapachu ;) Ostatnio znowu się przenawilżyłam, ale na szczęście szybko się zorientowałam. Muszę pamiętać o proteinkach. A tak prezentowały się moje falo-loczki w czasie ostatniej niedzieli dla włosów:


Olejowanie:
Olejuję teraz włosy raz w tygodniu - są już zdrowe i nie potrzebują nakładania oleju co jedno czy dwa mycia - jak to bywało na początku pielęgnacji, kiedy spisały każdą ilość oleju. Nadal używam wspaniale dociążającego oleju z orzeszków ziemnych. Dałam również ostatnią szansę olejkowi arganowemu loton, resztę zużyję jednak do ciała, włosy zbyt mocno obciąża ;)

Mycie:
Włosy na co dzień myję bardzo przyjemną maseczką scandic fruit. Już prawie mi się skończyła, wyciągam zatem jej bananową siostrę ;) Do oczyszczenia nadal służą mi szampony barwy - skończyłam wersję pokrzywową, teraz jest brzozowa. Muszę kupić też jakiś delikatniejszy szampon, na pewno wrócę do szamponu odżywczego bania agafii, może skuszę się również na któryś z szamponów ecolab.

Odżywianie:
Nie ma tutaj wielkiej różnorodności - wyciągam 3-4 maseczki/odżywki do spłukiwania i używam ich na zmianę, inaczej nigdy nie zużyję wielkich zapasów ;) Emolientów dostarcza mi teraz kallos cherry oraz kallos multivitamin. Często dodaję do nich nawilżających półproduktów. Używam także typowo nawilżającej maseczki ecolab - spisuje się bardzo ładnie, choć nie mogłaby być jedynym nawilżaczem w mojej pielęgnacji ;) Kończę odżywkę z żeń szeniem od farmony - sama w sobie ma keratynę, ale często dorzucam jeszcze kilka kropel tej proteinki, jak również kilka kropel oleju. Jako odżywki bez spłukiwania używam rozwodnionego kallosa cherry bądź balsamu regenerującego ecolab z olejem żurawinowym.

Stylizacja:
Nadal używam najlepszego żelu pod słońcem - męskiej isany, ze starym składem. Ciężko będzie, jak się skończy. Na szczęście mam jeszcze starą tubkę żeli od joanny - elastycznego i gumowego ;) Glutek lniany zaczął mi lekko obciążać włosy.

Końcówki:
Nie stosuję już silikonowych produktów do zabezpieczania, jak mi się przypomni, ciapnę na końcówki kroplę oleju z pestek malin ;) Przeważnie jednak zapominam, końcówki na szczęście mają się dobrze.


A żeby nie było, że zawsze jest fajnie - tutaj są przenawilżone. Puszek, smętne, lekko postrączkowane, niemalże mokre w dotyku. Na żywo, bez lampy wyglądały gorzej niż na zdjęciu ;)


Jak Wasze włosy zniosły listopad? :) Całuję :*

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)