09:34:00

ANWEN, OLEJ Z PESTEK CZARNEGO BZU

ANWEN, OLEJ Z PESTEK CZARNEGO BZU
Witajcie Kochani :)
Jak wiecie, testowanie nowych olejów do włosów to jedno z moich hobby ;) Pokazywałam Wam na moim instagramie nową kolekcję maseł i olejów od Anwen - KLIK KLIK. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o pierwszym z nim, a mianowicie o oleju z pestek czarnego bzu. Zanim dotarł do mnie olejek od Anwen, miałam nieco wcześniej 30ml buteleczkę tego oleju, bodajże ze sklepu Zrób sobie krem. Ten od Anwen działał dokładnie tak samo, zatem czas wreszcie na recenzję ;)



*Olej składowo prezentuje się tak: około 40% kwasów tłuszczowych omega 6, około 40% kwasów omega 3, troszkę omega 9 i nasyconych, ale niewiele. Bardzo podobnie prezentuje się olej z truskawki i maliny, a te bardzo, bardzo lubię w pielęgnacji moich włosów.


*Olej z pestek czarnego bzu od Anwen ma zielonkawy kolor, zatem nie wiem, czy dobrze spisze się u  blondynek ;) Zapach niestety nie jest czysto owocowy, wyczuwam tutaj listki i lekką nutę owoców. Podobnie pachną inne owocowe oleje, przyzwyczaiłam się już ;)

*Za 30ml oleju zapłacimy 20zł. Mi taka buteleczka wystarcza aż na jakieś 6 aplikacji, zatem nie wychodzi tak źle. Gorzej, jeśli ktoś ma bardzo długie lub gęste włosy ;)

*Najczęściej stosowałam go w metodzie olejowania na sucho, raz też na mieszankę wody z żelem hialuronowym. Wspaniale spisywał mi się właśnie na sucho, najczęściej na kilka godzin lub całą noc. Moje fale były po nim takie gładkie, jedwabiste i błyszczące - bardzo lubię ten efekt po owocowych olejach. Nie wzmocnił skrętu, jak mój ulubiony olej z krokosza, ale też nie osłabił go, jak miało to miejscy przy awokado. Myślę, że świetnie sprawdzi się na włosach wysokoporowatych.

*Lubię dodawać kilka kropel tego oleju do kallosa color na zamknięcie pielęgnacji, żeby uczynić go jeszcze mocniej emolientowym.



Skusiliście się na któryś olej lub masło od Anwen? :) Całuję :*

18:11:00

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW NISKOPOROWATYCH "KOKOS I GLINKA"

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW NISKOPOROWATYCH "KOKOS I GLINKA"
Witajcie Kochani :)
Ostatnio pisałam Wam o maseczce Anwen do włosów o średniej porowatości. Zużyłam także 2 saszetki maski do włosów niskoporowatych "kokos i glinka", o której chciałabym Wam opowiedzieć dzisiaj ;) Przypominam, że maska teoretycznie nie była dedykowana moim włosom, sama mam fale o średniej porowatości. 



Skład:
Maseczka Anwen kokos i glinka ma zrównoważony, PEH-owy skład. Po wodzie mamy emolient, następnie tytułową glinkę, antystatyk, olej kokosowy - idealny dla niskiej porowatości, nawilżającą glicerynę, olej babassu podobny składowo do kokosa, nawilżający panthenol, zapach. Dalej aminokwasy - arginina i cysteina oraz nawilżający kwas hialuronowy.


Zapach i konsystencja:
Wyczuwam tutaj zapach glinki, jest również cytryna. Zapach znośny, acz nie najpiękniejszy, podoba mi się jednak bardziej, niż ten z maseczki do włosów średnioporowatych. Najpiękniej jednak pachniała maska do włosów wysokoporowatych. Konsystencja średnio gęsta, kremowa.

Działanie:
Maseczka nadaje moim falom mega objętość - byłam bardzo zaskoczona. Tak właśnie działa na mnie od jakiegoś czasu olej kokosowy i babassu - mam po nich fale o pięknej objętości, na szczęście nie puszą się i nie są suche, jak to było lata temu po użyciu tych olejów. Skręt całkiem w porządku, niestety włosy w dotyku po kilku godzinach robią się matowe i podejrzewam o to glinkę - tak niestety działa na mnie właśnie glinka. Wystarczy, że zrobię peeling skóry głowy z dowolną glinką, a część spłynie po włosach, a te po wysuszeniu już są matowe, mimo, że wcześniej nałożyłam maskę lub odżywkę. Podejrzewam, że na niskiej porowatości maseczka faktycznie może spisać się idealnie - muszę ją koniecznie podrzucić mojej siostrze. Dobrze spisuje się na skórze głowy ;) Jest zgodna z metodą curly girl. Ja wracam jednak do mojej ukochanej wersji do włosów wysokoporowatych oraz bardzo dobrej do średnioporowatych.


Testowałyście maski Anwen? :) Całuję :*

11:12:00

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH "WINOGRONA I KERATYNA"

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH "WINOGRONA I KERATYNA"
Witajcie Kochani :)
Ponad 2 lata temu zachwalałam Wam maseczkę od Anwen do włosów o wysokiej porowatości, wersja kakao i kiełki pszenicy - KLIK RECENZJA. Skończyłam całe opakowanie i zawsze muszę mieć w łazience choć jedną saszetkę maseczki - kiedy potrzebuję mega nawilżenia ;) Z czasem skusiłam się również na saszetkowe wersji dwóch pozostałych maseczek - kokos i glinka do niskiej porowatości oraz keratyna i winogrono do średniej - i o niej właśnie chciałabym Wam dzisiaj napisać. 


Skład:
Maseczka Anwen ma bardzo zrównoważony, PEH-owy skład. Mamy tutaj emolient, olej z pestek winogron -  bogaty w kwasy omega 6, dalej antystatyk, nawilżającą glicerynę, hydrolizowaną keratynę oraz hydrolizowany jedwab. Zapach, po zapachu sól morska, krzemionka, nawilżający sok z aloesu oraz nawilżający panthenol. Dalej konserwanty i substancje zapachowe. Nawilżaczy, czyli humektantów w odczuciu moich włosów jest tutaj sporo.


Zapach i konsystencja:
Zapach maseczki nie należy do najpiękniejszych, wyczuwam tutaj sporą dawkę keratyny, a jak pachnie keratyna z buteleczki, pewnie wiele z Was wie ;) Na szczęście szybko ulatuje z włosów. Konsystencja kremowa, średnio gęsta.

Działanie:
Maseczka spisuje się u mnie bardzo dobrze, ale tylko w określonych warunkach. Humektantów jest sporo, zatem jeśli użyłam jej gorącym latem lub mroźną zimą, normalnie po umyciu, nie zamykając emolientem - spotykał mnie niestety puch i suche włosy. Maseczka Anwen winogrona i keratyna spisywała się najlepiej w określonym punkcie rosy, najlepiej jeszcze z dodatkowym olejem - bądź pod olej, na jakieś 20 minut, a także jako pierwsze O w metodzie OMO. Zwracam uwagę, że tych humektantów jest tutaj naprawdę sporo, a przynajmniej tak twierdzą moje fale ;) Zatem najlepiej pod olej, ale pamiętajmy, że są tam również proteiny, albo na pierwsze O. Kiedy użyłam jej w ten sposób, mój skręt był dużo mocniejszy, a fale mięsiste, błyszczące, nawilżone i bez puchu. Maseczka jest zgodna z metodą CG.

O, tutaj mam zdjęcie, kiedy użyłam jej upalnym latem, bez zabezpieczenia emolientem, normalnie po umyciu - włosy zaczęły się puszyć, były suche, chociaż skręciły się całkiem mocno:

Tutaj już ładnie, maseczka Anwen jako pierwsze O w metodzie OMO:


Lubicie kosmetyki od Anwen? :) Całuję :*

10:38:00

Codziennik włosowy - kilka GHD z marca

Codziennik włosowy - kilka GHD z marca
Witajcie Kochani :)
Piszecie mi, że mało ostatnio tutaj zdjęć moich włosów. No i faktycznie stwierdziłam, że kiedyś dużo częściej pisałam włosowe codzienniki, a ostatni był bardzo dawno. Chciałam Wam zatem dzisiaj pokazać kilka moich dobrych włosowych dni z poprzedniego miesiąca, zapraszam :)


Na zdjęciu widać bardzo dobrze moje hennowe ombre ;) A jak wyglądała pielęgnacja?
*Na 5 minut zaaplikowałam maskę OMIA z olejem makadamia, maska zgodna z metodą CG, bardzo fajna
*Spłukałam i na ociekające wodą włosy nałożyłam porcję rozwodnionego kallosa multivitamin
*W bardzo mokre włosy wgniotłam łyżeczkę złotego żelu taft, wysuszyłam suszarką z dyfuzorem

Fale po złotym żelu od tafta są inne, niż po moim ukochanym syoss men power hold. Mają większą średnicę, nie są takie drobne, acz przeważnie skręt jest jakby słabszy. Lubię jednak ten żel i szykuje się recenzja ;)




Tutaj kolejny good hair day - tym razem po myciu oczyszczającym:
*Szampon lawendowy ziaja do włosów przetłuszczających się użyty dwukrotnie
*Odżywka tesco pro formula do włosów suchych + 5 kropel oleju z brokuła
*Kallos multivitamin na ociekające wodą włosy jako odżywka bez spłukiwania
*Stylizacja żel syoss men power hold w ilości 3 groszków




Będę co jakiś czas wstawiać takie zbiorcze codzienniki włosowe ;) Całuję :*

18:12:00

Olej kokosowy a masło shea - różnice, zdolność wnikania do włosa - który lepszy?

Olej kokosowy a masło shea - różnice, zdolność wnikania do włosa - który lepszy?
Witajcie Kochani :)
Gdzie nie spojrzymy, zobaczymy w internecie tabelki, które włosom o wysokiej porowatości stanowczo odradzają wszystkie masła i oleje nasycone - takie jak olej kokosowy, babassu, a także masło shea czy kakaowe. Jednak taki olej kokosowy i masło shea stanowczo się od siebie różnią - zaraz Wam to wszystko wyjaśnię. Na początek zobaczcie tabelkę i zawartość kwasów tłuszczowych w poszczególnych masłach i olejach nasyconych:


1. Kokos a shea
Zobaczcie - kwasy tłuszczowe w oleju kokosowym i maśle shea są zupełnie inne - kokos ma głównie kwas laurynowy oraz w mniejszej ilości  kwas kaprynowy i kaprylowy - ich nie umieściłam akurat w mojej tabelce, ale możecie zobaczyć dokładny skład poniżej:


A tutaj masło shea - głównie kwasy tłuszczowe omega 9 oraz nasycony kwas stearynowy - któryż to jest długołańcuchowy.

2. O co chodzi z tymi łańcuchami?
A no o to, że zdolność wnikania do włosów mają kwasy tłuszczowe krótko oraz średnio łańcuchowe - czyli wszystkie, które mają po 12 atomów węgla i mniej. Te, które mają powyżej 12 - są już długołańcuchowe i  nie wnikają w tak dużym stopniu, o ile w ogóle wnikają. Pamiętacie, że kokos miał w sobie kwas kaprynowy, kaprylowy i laurynowy? To zobaczcie sobie teraz do tej tabelki - ile jest atomów węgla w tych kwasach tłuszczowych? Laurynowy ma 12 atomów węgla, kaprynowy 10 atomów, kaprylowy 8. Czyli głównie te, które mają po 12 i mniej atomów węgla, są średnio lub krótko łańcuchowe i mają zdolność wnikania wgłąb włosa.

Masło shea za to posiada głównie długołańcuchowy kwas stearynowy, który posiada 18 atomów węgla oraz omega 9 - który w ogóle nie jest olejem nasyconym. Dużo, dużo mniejszy potencjał wnikający, zupełnie inaczej, niż w oleju kokosowym.

3. Które oleje jeszcze mogą wnikać?
Jeszcze raz wkleję moją tabelkę - wnikać mogą te oleje zaznaczone na różowo - mają dużo kwasu laurynowego o 12 atomach węgla, podobnie jak kokos. Brakuje w tabelce jeszcze masła murumuru, ono również jest bogate w kwas laurynowy. Jeśli kogoś zatem puszy kokos - to samo może robić olej babassu, palmowy, monoi, tucuma czy murumuru. Za to śmiało można próbować z masłem shea, kakaowym, mango czy cupuacu - to zupełnie inne oleje. Dlatego właśnie Anwen dodała do swoje odżywki emolientowa róża, dedykowanej do wysokiej porowatości stosunkowo dużą ilość masła shea - ono często na tej porowatości spisuje się wspaniale.



Mam nadzieję, że udało mi się troszkę rozjaśnić sprawę z kokosem i shea - oba nasycone, a tak różne od siebie :) Jeśli zatem nie po drodze Wam z olejem kokosowym, śmiało próbujcie z masłem shea.

14:38:00

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - STYCZEŃ, LUTY, MARZEC 2019

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - STYCZEŃ, LUTY, MARZEC 2019
Witajcie Kochani :)
Robię teraz takie kwartalne aktualizacje, co miesiąc zbyt mało się zmienia, żeby tak często pisać ;) Pod koniec zeszłego roku i z początkiem nowego miałam długi, włosowy kryzys. Był on spowodowany rozpulchnieniem włosów przez zbyt długie przetrzymywanie masek i odżywek na włosach. Obszerny post na ten temat jest TUTAJ, może też macie taki problem, a nie wiecie, skąd się wziął ;) Ciężko też było później u mnie z pielęgnacją, głównie myłam włosy delikatnym szamponem i kładłam któregoś kallosa bez spłukiwania, nie miałam czasu na stylizację - chore dzieciaki, chora ja. Na szczęście wyszłam z tego zamętu, znowu dla Was piszę i udaje mi się mieć ostatnie same dobre włosowe dni, jak na przykład ten na zdjęciu poniżej.



Jakich kosmetyków używałam przez ten kwartał?
Zaczniemy od szamponów - do znudzenia, od ponad 3 lat - ecolaby :D Wersja normalizująca, używam wszystkich oprócz kojącej z aloesem - podrażniała mi skórę głowy. Do oczyszczania - szampon lawendowy ziaja - dobrze oczyszcza i nie robi z włosów sztywnego siana, jak niektóre SLSiaki. 


Jeśli chodzi o maski i odżywki - postawiłam na denkowanie :) Kończę emolientowego kallosa multivitamin, a także emolientową odżywkę tesco pro formula do włosów suchych i zniszczonych - świetna i tania. Od czasu do czasu stosowałam maskę ovoc agrestową, emolientowa z silikonami, zwłaszcza, jak pogoda nie dopisywała. Jeśli chodzi o proteiny - na wykończeniu odżywka Anwen proteinowa orchidea i magnolia, z humektantów maseczki cien - fioletowa i pomarańczowa, a także saszetki maseczki Anwen do wysokiej porowatości - świetnie spisywały się pod olej. Bez spłukiwania - oczywiście kallos color i multivitamin, rozwodnione.


Olejowanie i stylizacja:
Nie olejowałam włosów jakoś mega często, ale udało mi się wykończyć olej inca inchi - nie za specjalny, widać, że oleje z przewagą kwasów omega 3 nie robią u mnie szału, recenzja jest TUTAJ. Później używałam oleju sezamowego - jeden z moich ulubieńców, super się teraz u mnie spisuje, chyba jeszcze lepiej, niż kiedyś. Stylizowałam włosy albo żelem syoss men power hold - mój ulubieniec, albo złotym taftem, albo niebieskim taftem - ten żel spisywał się dużo słabiej, na szczęście szybko się skończył, recenzja jest TUTAJ. Końcówki zabezpieczałam masełkiem happy ends od Anwen - KLIK RECENZJA.




Jak tam Wasze włosy, czują już wiosnę? :) Całuję :*