Garnier, Botanic Therapy, Odżywka z żurawiną i olejkiem arganowym

Garnier, Botanic Therapy, Odżywka z żurawiną i olejkiem arganowym

Witajcie Kochani :)
Mój drugorodny miał ostatni ciężki okres, a ja żyłam tylko kawą i nie miałam zwyczajnie sił na jakiekolwiek wpisy. Mam nadzieję, że troszeczkę się za mną stęskniłyście ;) Nie tak dawno przerzuciłam się na silikonową pielęgnację włosów - uzupełniłam zatem zapasy o nowe maseczki i odżywki - powoli chciałabym Wam je zrecenzować :) Jedną z nich jest Odżywka Garnier Botanic Therapy z żurawiną i olejkiem arganowym. To chyba ta sama odżywka z takim samym składem, jaka była kiedyś dostępna ;) Wcześniej jednak nie miałam okazji jej przetestować, przybywam do Was zatem z recenzją właśnie teraz. Powiem Wam, że produkt ten może Was bardzo zainteresować, zwłaszcza, że zima zbliża się wielkimi krokami, w końcu mamy już połowę grudnia :)


Skład:
Skład jest naprawdę ładny, mocno emolientowy, z bardzo niewielką ilością humektantów. Zaraz po wodzie znajdziemy kilka emolientów, w tym olej z żurawiny oraz olej arganowy dokładnie na 6 i 8 miejscu w składzie. Jest tutaj także antystatyk, który ma za zadanie ułatwienie rozczesywania - na 3 miejscu. Po emolientach Substancje zapachowe, zakwaszające, a także nawilżający glikol propylenowy oraz gliceryna - ale jest ich bardzo malutko - na moje szczęście ;) Brak wysuszającego alkoholu. Odżywka ma obciążający składnik - quaternium, zatem może nie spisać się dobrze w pielęgnacji curly girl.


Konsystencja i zapach:
Odżywka ganiera pachnie przepięknie - dla mnie to najpiękniejszy wiśniowy zapach, jaki do tej pory miałam okazję wąchać ;) Włosy pachną wiśniami jeszcze kilka godzin po umyciu, na co zwrócił uwagę również mój mąż, więc coś w tym musi być ;) Konsystencja o dziwo jest dość rzadka, trzeba nałożyć sporą ilość odżywki, aby poczuć ją na włosach. Nie będzie zbyt wydajna, już to widzę.

Działanie:
Produkt idealnie spisuje się w czasie deszczu, wiatru czy mrozu. Pięknie dociąża włosy, nie puszy ich, sam wręcz zapobiega puszeniu. Kiedy wysuszę je suszarką na prosto, a potem na chwilę zawinę w koczka ślimaczka, tworzy na moich włosach lekko pofalowaną taflę - do tej pory coś takiego robiła mi chyba tylko czarna maska marokańska :) Włosy pięknie po niej błyszczą i bardzo ładnie pachną. Warto używam jej wymiennie z czymś bardziejj nawilżającym - sama nam włosów mocno nie nawilży, sprawi jednak, że nie będą się puszyć, będą gładsze i zdrowsze. Coś czuję, że sprawię sobie więcej odżywek z serii garnier botanic therapy, chyba od stycznia mają być w rossmannie ;) Moją odżywkę kupiłam w drogerii kosmyk, ale miałam tam też inne wersje, chyba im się bliżej przyjrzę.



Wiem, że dostępna będzie m. in. wersja z olejem rycynowym i migdałem, z oliwą z oliwek, z miodem i propolisem, z zieloną herbatą i eukaliptusem. Są odżywki i maski :)  Skusicie się na odżywki garniera z tej nowej serii? Całuję :*
Plan pielęgnacji włosów na zimę - silikonowe maseczki i dużo emolientów

Plan pielęgnacji włosów na zimę - silikonowe maseczki i dużo emolientów

Witajcie Kochani :)
W ostatnim poście pisałam Wam, dlaczego rezygnuję z pielęgnacji włosów metodą Curly Girl. Tym samym postanowiłam zaopatrzyć się w kilka silikonowych maseczek i odżywek, ażeby wprowadzić zimową porą do pielęgnacji więcej emolientów. Zobaczcie, jakie nowości zagościły już w mojej pielęgnacji, będą to niemalże same nowości :)



Mycie:
Stawiam oczywiście na uwielbiane przeze mnie szampony ecolab - wersja wzmacniająca oraz odżywcza. Jeśli zajdzie potrzeba - w ruch pójdzie szampon familijny :) Rezygnuję na razie z mycia maską kallos color - zajmuje mi to za dużo czasu (szampon myje w pół minutki, kallosem myję z 5 minut). 


Odżywianie:
Tutaj będzie bardzo różnorodnie - pokazywałam Wam niedawno na instagramie moje nowości. Postawiłam głównie na emolienty - stąd maseczka garnier frucris oil repair butter oraz odżywka garnier botanic therapy z olejem żurawinowym i arganowym. Olejek marion z marakują - podstawą jest słonecznik, dalej marakuja, ciekawe, ile procentowo jej jest ;) Na końcówki i jako dodatek do maski.


Skusiłam się także na proteinową maseczkę Dr. Sante z olejem makadamia - uwielbiałam wersję z olejem arganowym, makadamia po kilku użyciach zapowiada się tak samo wspaniale. Suchy szampon pokrzywowy z farmony - czasem chciałoby się odświeżyć włosy, ale nie ma czasu na umycie. Bardzo intensywnie pachnie, zobaczymy, jak będzie się spisywał. 


Przydałoby się jeszcze coś nawilżającego - zostało mi prawie pół maseczki Anwen do włosów wysokoporowatych, czas wreszcie ją skończyć, jest cięższa, na zimę w sam raz ;) Będę używać jej pod olej, ewentualnie jako normalną maskę po umyciu, jeśli punkt rosy nie będzie tragiczny.


Olejowanie:
Zimą warto używać większej ilości emolientów - ostatnio często olejuję włosy, najszybciej, czyli na sucho :) Na tapecie oleje z nacomi - z czarnuszki oraz konopny. Oba spisują się świetnie, o czarnuszce napiszę osobnego posta. Zastanawiacie się pewnie, co na zdjęciu robi kremowe serum do ciała od bielendy ;) Otóż będę używać go do kremowania włosów, w składzie przeważa masło shea i parafina, zobaczymy, czy moje włosy zmieniły zdanie o parafinie ;) Na końcówki stosować będę wspomniany już wyżej olejek marion z marakują oraz olejek z isany z silikonami.




Ciekawa jestem, czy macie coś fajnego, silikonowego i ochronnego na zimę w swoich zbiorach :) Całuję :*

Pielęgnacja włosów zgodnie z metodą Curly Girl - dlaczego rezygnuję?

Pielęgnacja włosów zgodnie z metodą Curly Girl - dlaczego rezygnuję?

Witajcie Kochani :)
Pewnie zauważyłyście, że ostatnio mniej mnie na blogu jak i na naszej zakręconej, facebookowej grupie. Miałam małe zawirowania domowe, dodatkowo opieka nad ząbkującym Maluchem i jego starszym bratem ostatnio mocno mnie zmęczyła, a życie troszkę przytłoczyło. Wiecie, jak jest ;) Na bloga nie miałam siły, ani czasu. Wieczorem, zamiast siąść do komputera czy myć włosy - marzyłam tylko o tym, żeby posiedzieć w ciszy albo włączyć odmóżdżający serial - pierwsza miłość górą ;) Może pamiętacie, jak pisałam Wam na początku września o wprowadzeniu pielęgnacji włosów zgodnej z metodą curly girl. Sumiennie stosowałam się do niej przez prawie 2 miesiące. Zbliża się 3 miesiąc, muszę niestety z niej zrezygnować. Zaraz napiszę Wam, co jest przyczyną ;)



Co i jak?
Przyczyną jest między innymi ten Mały przystojniak, którego widzicie wyżej. Ząbkowanie w pełni, ja mam jeszcze dodatkowe zlecenia i zobowiązania poza blogiem, starszego Synka, Męża, no i siebie, która też potrzebuje oddechu i odpoczynku ;) Oczywiście mam Męża, która ogromnie mi pomaga, ale pewnych rzeczy za mnie jednak nie zrobi ;) A ja wieczorem wolę zwyczajnie odpocząć czy spędzić czas ze Starszakiem, który również potrzebuje mamy. I nie liczy się dla niego to, jakie loki mam na głowie ;) Pielęgnacja włosów zgodna z metodą CG za dużo mnie kosztowała. Dlaczego?
*Po 1 - mycie maską, które zajmuje więcej czasu, niż mycie delikatnym szamponem. Szampon zajmuje mi maksymalnie minutę, maseczkę trzeba masować, masować, masować i dokładnie spłukać.
*Po 2 - ugniatanie i stylizacja włosów - i tutaj moja największa bolączka. Kiedy nie ugniatam włosów, wystarczy, że je szybko wysuszę suszarką, bądź zostawię do naturalnego wyschnięcia, a później zawinę w ślimaka. W przypadku metody CG czas zajmuje mi wgniatanie żelu i suszenie, bo bez dyfuzora mam dużo słabszy skręt. Dodatkowo poranna reanimacja loków, kiedy każda minuta snu jest teraz na wagę złota. To nie dla mnie ;)
*Po 3 - idzie zima i w tym okresie lubię włączyć do włosowej diety silikonowe maseczki i silikonowe sera do końcówek :)

Jak teraz będzie wyglądać moja pielęgnacja i stylizacja włosów?
A dokładnie tak, jak opisałam TUTAJ :) Mycie delikatnym szamponem, później maska/odżywka silikonowa na 5 minut, silikonowe serum, suszarka lub suszenie naturalne i koczek ślimak. 

Mowa końcowa :)
Nie przeczę, że kiedyś może wrócę do tej metody. Włosy są jednak dla mnie, a nie ja dla nich ;) Z pewnością mogę powiedzieć, że pielęgnacja zgodnie z metodą CG wzmocniła mój skręt - niestety głównie 1 dnia. Drugiego dnia włosy potrafiły być tak gładkie, że bardziej przypominały lekkie fale, niż loczki. Jednak henna dość mocno je wygładziła i naturalnie dociążyła. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadza :) Szykujcie się zatem na nowe włosowe, silikonowe nabytki i recenzje, będzie wreszcie o czym poczytać :) Ostatnio już kupiłam parę nowości.




O aktualnej pielęgnacji z silikonowymi produktami przyszykuję Wam jeszcze osobny wpis :) Całuję :*

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)