Anwen, Odżywka nawilżająca o zapachu bzu do włosów o różnej porowatości

Anwen, Odżywka nawilżająca o zapachu bzu do włosów o różnej porowatości

Witajcie Kochani :)
Od dłuższego czasu używam pewnej pięknie pachnącej odżywki, o której chciałabym Wam dzisiaj napisać coś więcej. Mowa o odżywce Anwen o zapachu bzu do włosów o różnej porowatości. Anwen ma niedługo wypuścić kolejne odżywki, już zacieram ręce na samą myśl, najbardziej na coś emolientowego :D 


Skład:
Odżywka Anwen ma bardzo nawilżający skład. Zaraz po wodzie mamy 1 emolient i 2 antystatyki. Dalej nawilżająca skrobia ziemniaczana (bardzo lubię jej dodatek do masek), ekstrakt z cebuli, następnie kolejny nawilżacz - pentawityna, czyli naturalny kompleks pozyskiwany z cukru. Kolejny nawilżacz - pochodna kwasu hialuronowego oraz sok z aloesu zatężony. Antystatyk, nawilżająca gliceryna, nawilżający mocznik. Guma guar, konserwanty, substancje zapachowe. 


Opakowanie i zapach:
Odżywka mieści się w tubce o pojemności 200ml, mamy 12 miesięcy na zużycie produktu od otwarcia. Zapach jest cudowny - kiedy dostałam moją odżywkę, cała paczuszka nią pachniała. To przepiękny, naturalny zapach bzu, włosy pachną jeszcze delikatnie po użyciu. 


Działanie:
Jesteście ciekawi, jak taka masa nawilżaczy spisała się na moich dość wymagających ostatnio falach? Z odżywką Anwen trzeba bardzo uważać - jeśli użyję ją w obecne upały, kiedy jest gorąco i wilgotno, a punkt rosy wynosi około 20 stopni - spotka mnie puch i miotła :) Kiedy jednak nałożę ją pod olej na godzinkę, moje fale są idealnie nawilżone, mięsiste, mięciutkie, gładkie i mocniej skręcone. Po umyciu mogę stosować ją tylko przy odpowiednim punkcie rosy - pisałam o nim więcej TUTAJ. Mimo zawartości gumy guar - nie obciąża mnie praktycznie w ogóle, całe szczęście. To naprawdę mocno nawilżający zawodnik, pamiętajmy jednak, żeby używać jej umiejętnie, inaczej może zrobić nam krzywdę ;) Odżywka jest zgodna z CG, jeśli ktoś uznaje gumę guar i jej pochodne jako zgodne z tą metodą.


Tutaj moje fale po użyciu odżywki Anwen:


Skusiłam Was? :) Całuję :*
Włosy w lipcu 2018r.

Włosy w lipcu 2018r.

Witajcie Kochani :)
Mamy już sierpień, czas zatem na lipcową aktualizację włosową. Troszkę zmian u mnie - znowu przerzuciłam się na hennę, a  efekty ostatniego hennowania pokazywałam Wam TUTAJ. Dodatkowo na dniach będę samodzielnie podcinać i cieniować włosy - ponad 6 miesięcy farbowania chemicznego dało niestety końcówkom mocno w kość. Już nigdy chemii. Ostatni raz podcinałam w styczniu, a tu już sierpień mamy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i czy nie będę musiała zamknąć bloga :P Mam nadzieję, że uda mi się w końcu kiedyś zapuścić włosy - wreszcie rosną coś szybciej, bo przez kilka lat to był około 1cm w dwa miesiące, bardzo słabo. W lipcu panowały upały, zresztą nadal panują, punkt rosy był bardzo wysoko, włosy marudziły na nawilżacze - dlatego stosowałam je tylko i wyłącznie pod olej. Zobaczcie, czego używałam w lipcu i jak prezentują się moje włosy ;)



Jakich kosmetyków używałam w lipcu?
W lipcu bardzo często myłam włosy vatiką z czarnuszką albo kallosem color - w upały najlepiej spisuje się u mnie mycie właśnie maską, włosy nie są tak suche. Używam silikonów, zatem co jakiś czas myłam je szamponem familijnym - właśnie mi się skończył, świetnie oczyszcza, muszę wreszcie zrobić recenzję ;)


Maski i odżywki do spłukiwania - jak zwykle sporo i różnorodnie ;) Jak już wspominałam, nawilżacze lądowały pod olejem, najczęściej była to odżywka Anwen o zapachu bzu, czasami również odżywka biolaven z olejem winogronowym, ma sporo nawilżaczy i pięknie pachnie ;) Jeśli włosy potrzebowały protein - aplikowałam odżywkę jajeczną z barwy, czasami z dodatkiem keratyny hydrolizowanej. Emolientów dostarczał mi kallos multivitamin oraz kallos mango, często z dodatkowym olejem. Świetnie spisywał się też garnier z żurawiną i olejem arganowym - właśnie go skończyłam. Odżywka bez spłukiwania - rozwodniony kallos color albo multivitamin.


Olejowanie - często, włosy po farbowaniu chemią i tych upałach naprawdę mam suche. Z początku miesiąca olejowałam na wodę z kwasem hialuronowym - KLIK WPIS.  Teraz testuję olejowanie na żel aloesowy holika holika, wpis się powoli szykuje ;) Olejuję olejkiem Anwen do włosów średnioporowatych o zapachu mango. Końcówki zabezpieczam olejem marula oraz z jagód acai od your natural side


Stylizacja - włosy ugniatam oczywiście z ukochanym żelem syoss men power hold. Czasami, ale bardzo rzadko, zostawiam je bez stylizacji, kiedy nie mam czasu ani siły. Staram się jednak je regularnie ugniatać, żeby nie zapomniały, jak się kręcić ;)


Kolor po hennie prezentuje się tak, bardziej rudy do słoneczka:


Uff, jak Wasze włosy znoszą upały? :) Całuję :*
Sattva - czerwona henna - sposób przygotowania i efekty na moich włosach

Sattva - czerwona henna - sposób przygotowania i efekty na moich włosach

Witajcie Kochani :)
Pamiętam, jak jeszcze niedawno zarzekałam się, że nie wrócę już do henny, bo strasznie przyciemniła mi włosy i osłabiła skręt. No cóż - jak to mówią, tylko krowa nie zmienia zdania :) Na pół roku zdradziłam ją z farbami chemicznymi, a teraz wracam do henny z podkulonym ogonem, tym razem jednak zamierzam hennować mądrze :) Mam zamiar 2 lub 3 razy nałożyć hennę zakwaszoną acerolą, coby porządnie chwyciła na długości i nie wypłukiwała się, później będę hennować już tylko odrost, żeby nie nadbudować jej znowu na długości do mahoniu. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o hennie Sattva. Otrzymałam puszeczkę henny w ramach współpracy, oczywiście wybrałam hennę  w kolorze czerwonym. Sattva różni się nieco od khadi, której byłam wierna przez tyle lat. Zaraz opowiem Wam o tym coś więcej :) Pokażę Wam również, jak rozrabiam hennę i zakwaszam acerolą oraz pokażę ostatnie efekty hennowania.




Jak prezentuje się henna Sattva i czym różni się od Khadi?
Henna sattva znajduje się w tekturowym pudełeczku, w środku jest woreczek z zamknięciem, który mieści 150g henny. To więcej, niż ilość henny w khadi - tam mieliśmy jej 100g. W środku, oprócz samej henny znajduje się pędzelek do aplikacji pasty oraz 2 zestawy - rękawiczki + czepek. Wielki plus dla producenta, ponieważ taka duża puszeczka większości osób wystarczy na 2 aplikacje i od razu dostajemy 2 zestawy. W khadi nie mieliśmy pędzelka i był 1 zestaw rękawiczki + czepek.  Ceny są praktycznie na tym samym poziomie, z tym, że sattvy dostajemy 150g, a khadi 100. Henny te różnią się również zapachem - po khadi przez kilka myć czułam bardzo intensywny zapach siana i skoszonej trawy, tak samo było w trakcie nakładania. Tutaj również go czuć, ale jest dużo, dużo, dużo mniej intensywny ;) Mi ten zapach osobiście jakoś bardzo nie przeszkadzał, ale jeśli ktoś go nie lubił, sattva wypada tutaj dużo lepiej. Po rozrobieniu Sattva jest bardziej glutkowata, mniej spływa z włosów i lepiej się ich trzyma. Khadi, mimo że nakładałam dość gęstą pastę, częściej spływała i nie była taka glutkowata ;) Obie henny są bardzo drobno zmielone i bardzo dobrze się mieszają, nie zostawiając grudek.


Jak przygotowuję hennę krok po kroku?
Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałam odpowiedniej wiedzy, zakwaszałam hennę sokiem z cytryny. Używałam niepotrzebnie aż 2 czy 3 cytryn, kiedy wystarczyłaby połowa lub maksymalnie 1. Cytryna przesusza w nadmiarze plus mocno przyciemnia odcień henny. Tym razem celuję w rudości, dużo poczytałam na facebookowej kopalni wiedzy o hennie - KLIK KLIK - i zdecydowałam się na acerolę. Przygotowałam zatem połowę henny Sattva, czyli 80g, 10 g aceroli, gorącą (ale nie wrzącą) wodę, żel lniany oraz nawilżającą odżywkę Anwen o zapachu bzu - dla lepszego nawilżenia.


Używam ceramicznej miseczki i plastikowej łyżeczki. Najpierw wsypałam acerolę do henny - ja mam firmy Biomus, drogo wychodzi, można dostać taniej, ale akurat taką miałam jeszcze w domu ;) Później powoli wlałam gorącej wody i zaczęłam mieszać.


Jak już grudek było mniej, dodałam łyżkę odżywki nawilżającej Anwen o zapachu bzu oraz 3 łyżki żelu lnianego. Lubię dodawać nawilżające dodatki do henny, włosy nie są później tak wysuszone ;)


Dalej chwilkę mieszałam łyżeczką, później sięgnęłam po mikser z plastikowymi łopatkami, który miesza wszystko błyskawicznie. Łyżeczką trzeba jednak dużo dłużej się bawić w mieszanie.


Mieszam, aż do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Jeśli henna wyszła Wam za rzadka, można dosypać troszkę proszku. Jeśli jest za gęsta, dolewamy dalej troszkę wody. Później owijam miseczkę workiem foliowym, ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na kilka godzin, nawet do całej doby ;) Tutaj odstawiłam akurat na jakieś 8 godzin. Przed nałożeniem henny oczyściłam włosy szamponem familijnym - poprzednim razem umyłam je tylko delikatnym szamponem i bardzo szybko się wypłukała ;) Aplikuję hennę na mocno wilgotne włosy, tak jest dużo wygodniej, niż na suche. Wszystko trzymałam pod czepkiem i ręcznikiem 2,5 godziny. Zmywałam grubo po północy ;)


Efekty:
Tutaj zdjęcie przed hennowaniem, kolor w lekkim słońcu:

Tutaj po, w słońcu, włosy po nocy, kompletnie nie ułożone ;) U góry są bardziej rude, któraś tam farba chemiczna mi mocniej włosy rozjaśniła  i dlatego.

A po 1 umyciu i wystylizowaniu prezentują się tak, już praktycznie nie są suche:

Dużo bardziej wolę się w rudościach, niż w tym mahoniu z nadbudowanej henny ;) Hennujecie włosy? Farbujecie? A może stawiacie na naturalny kolor? :) Całuję :*





 ANWEN - OLEJEK DO WŁOSÓW  ŚREDNIOPOROWATYCH "MANGO"

ANWEN - OLEJEK DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH "MANGO"

Witajcie Kochani :)
Uwielbiam oleje do włosów - to one znacząco przyczyniają się do poprawy ich kondycji. Olejuję moje fale mniej lub bardziej regularnie już od wielu lat. Do tej pory stawiałam głównie na czyste oleje, choć od jakiegoś czasu testuję więcej olejowych mieszanek. I takim oto sposobem na urodziny zażyczyłam sobie olejek Anwen o pięknym zapachu mango do włosów o średniej porowatości :) Jakiś czas temu opisywałam Wam wersje do wysokoporków o zapachu marakui - KLIK KLIK. Który z nich polubiłam mocniej? Zapraszam na recenzję :)


Skład:
Co tam ciekawego siedzi w olejku od Anwen? A no mamy olej ze słodkich migdałów, olej z pestek śliwki oraz olej kameliowy - który swoją drogę testowałam czysty, z małej buteleczki i uwielbiam :) Później już konserwanty i substancje zapachowe. Wszystkie oleje z przewagą kwasów tłuszczowych omega 9, coś w sam raz dla średniej porowatości.


Opakowanie i zapach:
Olejek mieści się w 100 ml buteleczce z pompką w ładnych pastelowych kolorach - uwielbiam fiolet :) Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu, nawet jeśli używam go tylko na końcówki. Olejek pachnie cudnie! Myślałam, że pokochałam zapach olejku z marakują, ale ten bije wszystko na głowę. Słodkie, soczyste, tropikalne mango. Tak bardzo lubię ten zapach, że olejku używam czasem do ciała, coś pięknego :)


Działanie:
Uwielbiam wszystkie 3 oleje, którą znajdują się w tym produkcie - olej ze słodkich migdałów, z pestek śliwki i kameliowy. Jak zatem możecie się domyślać, olejek został ulubieńcem moich włosów. To on właśnie służył i nadal służy mi w moich ostatnich olejowych eksperymentach - w olejowaniu na kwas hialuronowy, a także w olejowaniu na żel aloesowy. Stosowałam go również na nawilżającą maskę oraz na suche włosy, na godzinę i na całą noc. W każdym przypadku spisuje się znakomicie, również na sucho. Moje fale są po nim bardzo ładnie dociążone, wygładzone, błyszczące i cudownie w dotyku. Troszkę osłabia skręt, ale taki właśnie efekt zostawiają u mnie oleje z przewagą omega 9 - taka cena za to wygładzenie i cudowne w dotyku włosy ;) Olejek zostawia delikatny zapach na moich włosach, ale niestety ten dość szybko się ulatnia. Stosuję go również do zabezpieczania końcówek, z tym, że ostrożnie, bo zbyt duża ilość może obciążyć. Myślę, że ma szansę spisać się dobrze na wszystkich porowatościach, chyba że wybitnie nie lubimy się z olejem migdałowym ;) Którą wersję wolę bardziej - marakuja czy mango? Sama nie wiem, marakuja mocniej skręca mi włosy, mango za to pięknie wygładza i tak cudnie pachnie. Oba są świetne, może delikatnie na korzyść mango.



Znacie olejki Anwen?  Myślałam o tym do niskiej porowatości, ale ma kokosa, a ja toleruję go tylko raz za czas ;) Całuję :*
PRZYKŁADOWY PLAN PIELĘGNACJI ZGODNY Z METODĄ CG - Z ZACHOWANIEM ZASAD PIELĘGNACJI WŁOSÓW LATEM

PRZYKŁADOWY PLAN PIELĘGNACJI ZGODNY Z METODĄ CG - Z ZACHOWANIEM ZASAD PIELĘGNACJI WŁOSÓW LATEM

Witajcie Kochani :)
Jakiś czas temu przygotowałam 2 plany pielęgnacji włosów, zgodne z metodą Curly Girl - KLIK oraz KLIK. Tym razem przygotowałam coś w sam raz dla początkujących, na lato. Jeśli zaczynamy pielęgnację, nasze włosy bardzo często potrzebują mocnego nawilżenia. Latem jednak nawilżacze lubią płatać nam figle i często zamiast nawilżać - przesuszają nam włosy. Mam jednak swoje sposoby na humektanty - najlepiej umieścić je pod emolientami ;) I taki właśnie jest ten plan, ma za zadanie mocno nawilżyć włosy i zminimalizować puch.





1 mycie jest nawilżająco-emolientowe. Najpierw olejujemy włosy ulubionym olejem na 30-60 minut na wodę z miodem --> TUTAJ mój wpis na ten temat. Następnie zmywamy wszystko maseczką - najbardziej polecam maskę Vatika z czarnuszką, można też pokusić się o kallosa color, ja jednak bardziej chwalę sobie vatikę, po kallosie mogą wypadać włosy, po vatice o tym nie słyszałam. Dalej aplikujemy maskę lub odżywkę emolientową - w tym wypadku może to być czerwona odżywka garniera z żurawiną, dostępna w rossmannach i wielu innych drogeriach. Spłukujemy i na ociekające wodą włosy nakładamy jeszcze odrobinkę emolientowej odżywki w roli odżywki bez spłukiwania - może to być wspomniany czerwony garnier. Później aplikujemy żel do włosów z niewielką ilością nawilżaczy - najlepiej syoss men power hold czy krem do loków boots.




2 mycie jest typowo emolientowe - emolienty są bardzo ważne w pielęgnacji fal i loków, zwłaszcza latem. Myjemy sobie włosy, czy to kallosem color, czy vatiką z czarnuszką. Następnie aplikujemy (najlepiej pod czepek i ręcznik) mocno emolientowy produkt - może to być maseczka cien z olejem arganowym, makadamia i kokosem - ta żółta szaszetka. Kokosa w niej niewiele i większość fal i loczków ją lubi. Można ją wzbogacić kilkoma kroplami oleju, żeby była jeszcze mocniej emolientowa. Później tradycyjnie emolientowa odżywka bez spłukiwania na ociekające wodą włosy - może być kallos color oraz produkt do stylizacji z niewielką ilością nawilżaczy. Uwaga tutaj na żel lniany, żel syoss max hold i isana hidden control - bardzo dużo nawilżaczy, raczej nie na lato.




3 mycie - nawilżająco-emolientowo-proteinowe. Olejujemy włosy na nawilżającą maskę na 30-60 minut, zgodną z CG - może  to być maska biovax z aloesem do włosów skłonnych do wypadania lub jej odpowiednik z lidla - maska cien z aloesem, ta fioletowa. Metodą takiego olejowania opisałam w TYM POŚCIE. Następnie myjemy oczywiście włosy - vatika z czarnuszką, kallos color, scandic fruit. Teraz czas na proteiny - możemy zaaplikować czerwoną saszetkę cien z keratyną jedwabiem, to znana i lubiana maseczka, dodatkowo ma niewiele nawilżaczy. Zamykamy wszystko emolientem - na ociekające wodą włosy aplikujemy emolientową odżywkę bez spłukiwania - polecam kallosa color lub czerwonego garniera z żurawiną. Stylizujemy włosy żelem czy kremem z niewielką ilością nawilżaczy.




4 mycie - czysto emolientowe, bardzo przyda nam się tutaj maska kallos color. Myjemy włosy owym kallosem, następnie nakładamy kallosa color z dodatkowym olejem - nawet do łyżeczki, pod czepek i ręcznik na 30 minut. Spłukujemy, na ociekające wodą włosy aplikujemy odrobinę kallosa color jako odżywkę b/s, stylizujemy i gotowe ;)




5 mycie - nawilżająco-emolientowe - po takich myciach mam z reguły najładniejsze włosy. Olejujemy włosy na żel lniany - TUTAJ mój wpis na ten temat ;) Po godzinie czy kilku godzinach zmywamy wszystko naszą maską myjącą, a następnie aplikujemy emolientowy produkt - niech będzie to nasz słynny kallos color. Po spłukaniu go nakładamy jeszcze niewielką jego ilość w ociekające wodą włosy jako produkt b/s. Następnie stylizujemy włosy stylizatorem z niewielką ilością nawilżaczy=humektanów.




6 mycie - znowu czysto emolientowe. Po takim myciu bardzo często mam mięsiste falo-loki bez grama puchu. Myjemy włosy naszą maską myjącą - wiecie, kallos color, vatika i te sprawy ;) Później pod czepek i ręcznik ląduje emolientowy produkt - bardzo lubię używać w tym celu odżywki garniera z żurawiną i olejem arganowym. Po spłukaniu tak sama odżywka ląduje na ociekających od wody włosach w formie odżywki b/s. Później zostaje nam już tylko stylizacja żelem czy kremem z niewielką ilością humektanów, coby włosów nie spuszyć.




7 mycie - proteinowe ;) Starajmy się dostarczyć protein tak około raz w tygodniu. Olejujemy włosy na nawilżającą maseczkę - fajnie spisuje się tutaj pomarańczowa saszetka cien z miodem i cynamonem lub jej biovaxowy odpowiednik - maska do włosów suchych i zniszczonych. Po 30-60 minutach wszystko spłukujemy, myjemy kallosem color czy vatiką. Później aplikujemy proteinowy produkt - albo czerwoną saszetkę cien, albo np. kallos color z 10 kroplami keratyny hydrolizowanej z buteleczki i z 10 kroplami oleju - super miks :) Po wszystkim znowu leci kallos color b/s i stylizator z niewielką ilością humektantów. Mocny skręt po proteinach gwarantowany ;)




Kilka uwag:
*7 myć, plan na 2 tygodnie, jeśli myjemy włosy co 2 dni :) Później po 7 myciu możemy zacząć od początku, od 1 mycia.
*Starajmy się nawilżacze=humektanty pakować latem pod olej - powinniśmy dzięki temu uniknąć bądź mocno ograniczyć puch i suszę. Humektanty nałożone po umyciu włosów, bez zamknięcia włosów emolientem mogą zamiast włosy nawilżyć - przesuszyć i spuszyć.
*Warto znaleźć stylizator bez lub z niewielką ilością nawilżaczy - może to być żel syoss men power hold lub krem do loków boots. Chyba też szary żel taft jest cg i nie ma wysoko nawilżaczy, ale jeszcze go nie testowałam.
*Proteiny uwzględniłam 1 raz w tygodniu.
*Jeśli jakiś produkt nam nie odpowiada - np. kallos color jako emolientowa maska, możemy użyć oczywiście czegoś innego, np. czerwonej odżywki garniera. Tak samo - jeśli nie pasuje nam olejowanie na miód - olejujmy na żel lniany czy na ulubioną nawilżającą maskę.



Sama aktualnie korzystam z tego planu, tylko mam nieco inne produkty, bo nie stosuję metody CG. Wczoraj, mimo dużej wilgotności nie spotkał mnie puch - olejowałam na nawilżającą maskę i zamknęłam wszystko kallosem ze sporą ilością oleju ;) Całuję ;*

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)