Włosy w kwietniu 2018r.

Włosy w kwietniu 2018r.

Witajcie Kochani :)
Najwyższy czas pokazać Wam, jak aktualnie prezentują się moje włosy. Ostatnio zafarbowałam je na dość odważny kolor - kilka lat temu nie byłabym na to gotowa ;) Wyszło bardzo ładnie, zobaczymy, jak długo rudości się utrzymają. Przeczytajcie, czego używałam w ostatnim czasie oraz w jakiej kondycji są moje włosy.


Znowu położyłam farbę garnier olia, tym razem w odcieniu 6.46. Miałam już się zdecydować na kupno farby color&soin, ale garnierowy odcień tak mnie zauroczył, że przepadłam ;) Jeśli jednak wypłuka się tak szybko, jak poprzedni odcień, który położyłam bezpośrednio na hennę, przejdę na color&soin - ponoć praktycznie nie przesusza włosów, zobaczymy. Garnier jednak trochę mnie podsusza, a tego na dłuższą metę chciałabym uniknąć. Ach, te kompulsywne zakupy ;)


Mycie:
Włosy myję oczywiście szamponami ecolab - nie wiem, czy szybko zdecyduję się na coś innego :) Miałam krótki romans z szamponem le cafe de beaute, fajny, ale jakoś wolę ecolaby. Tym razem mam wersję z żurawiną, bardzo ją lubię. Niedawno skończyłam ecolaba z awokado. Co jakiś czas, może raz na 3 tygodnie oczyszczam włosy szamponem familijnym. Nie mam potrzeby częściej, ecolab zmywa większość stosowanych przeze mnie silikonów.


Odżywianie:
Tutaj jak zwykle różnorodnie ;) Ostatnio zachwycam się mocno proteinową maseczką Dr. Sante z keratyną, argininą i kolagenem. Bardzo podkreśla mój skręt i robi mi gdzieniegdzie spiralki. To prawdziwa proteinowa bomba, nie stosuję jej częściej, niż raz na 7-10 dni. Na co dzień stosuję za to produkty nawilżające i emolientowe. Nawilżaczy dostarcza mi maseczka Anwen do włosów wysokoporowatych oraz maseczka farmony z lnem i aloesem - ona ma też troszkę keratyny. Jeśli potrzeba mi emolientów - stawiam na czerwoną odżywkę garniera z żurawiną lub wzbogacam kallosa multivitamin wybranym olejem.



Olejowanie:
Staram się nakładać olej raz w tygodniu. Ostatnio testuję nowe metody olejowania. Nakładam olej na wodę z miodem lub wodę z cukrem. Niebawem napiszę Wam o tym coś więcej ;) Kończę drugą buteleczkę oleju Anwen marakuja do włosów wysokoporowatych, skończyłam także olej z krokosza i olej kameliowy. Chyba czas na zakupy ;)


Stylizacja:
Tutaj oczywiście idealnie spisuje się mój ukochany żel syoss men power hold. Od czasu do czasu używam też jego zielonego brata max hold. Ugniatam dzielnie włosy i suszę suszarką z dyfuzorem. Na noc albo zostawiam sucharki z żelu i odgniatam rano, albo robię plopping na noc, najczęściej na suche, odgniecione z żelu włosy.






Używałyście już farby color&soin? Następnym razem skuszę się chyba właśnie na nią i na odcień 8c. Całuję :*
Farmona, Herbal Care, Nawilżająca maska do włosów 'Aloes i kwiat lnu'

Farmona, Herbal Care, Nawilżająca maska do włosów 'Aloes i kwiat lnu'


Witajcie Kochani :)
Słoneczko przepięknie dziś świeciło, wreszcie można było ubrać balerinki! :) Wymęczyłam dziś chłopców długiiiiim spacerem, więc wieczór mam wolny, bo poszli spać już o 20. Postanowiłam zatem napisać Wam o maseczce, która powinna idealnie spisać się na falowanych i kręconych włosach, zapraszam na recenzję nawilżającej maseczki z aloesem i lnem od farmony :)




Skład:
Czymże byłaby moja recenzja bez dokładnej analizy składu? :) Maseczka farmony ma emolientowo-nawilżająco-proteinowy skład. Moje włosy jednak twierdzą, że protein nie ma tutaj jakoś bardzo dużo, zatem nie ma co obawiać się o przeproteinowanie, oczywiście jeśli nie będziemy maseczki używać co każde mycie. Co zatem ciekawego siedzi w składzie? Po wodzie mamy emolient, antystatyk, olej ze słodkich migdałów - emolient. Dalej nawilżająca gliceryna, kolejny emolient, antystatyk, emolient, nawilżający sok z aloesu, nawilżający ekstrakt z lnu, nawilżający glikol propylenowy, hydrolizowana keratyna, dwa kolejne antystatyki, inulina - prebiotyk, konserwanty, zapach. Jak widzimy - skład głównie emolientowo-nawilżający, jest troszkę keratyny hydrolizowanej. Maseczka jest zgodna z metodą CG, nie ma silikonów, oblepiaczy oraz alkoholu.


Konsystencja i zapach:
Maseczka farmony z aloesem i lnem jest kremowa, o białym kolorze oraz bardzo przyjemnym zapachu. Coś kwiatowego, kosmetycznego, zapach nie drażni oraz nie utrzymuje się długo na włosach po zmyciu produktu. Podobnie pachniała stara wersja odżywki farmony z lnem, którą bardzo lubiłam :)

Działanie:
Jak działa to małe cudo? A no fantastycznie :) Maseczka powinna idealnie spisać się na falach i lokach - przepięknie podkreśla skręt moich falowanych włosów, sprawia, że są elastyczne i sprężyste. Pięknie błyszczą. Nie puszą się, mimo zawartości gliceryny - jest tutaj jednak sporo emolientów i to chyba ich zasługa :) Mimo zawartości protein - nie przesusza, nie usztywnia, mogę jej używać 2-3 razy pod rząd i zawsze mam piękne włosy. Używając tej maseczki muszę wręcz uważać na przenawilżenie - więcej tutaj czuję właśnie nawilżaczy, których w składzie jest całkiem sporo - zaznaczyłam je na niebiesko. Świetnie spisuje się również pod olej, ale tak na góra 30 minut - jest tu jednak ta keratyna. Maseczka nie obciąża włosów, idealna do metody curly girl, bardzo, bardzo polecam :) Swoją tubkę kupiłam w biedronce, były jeszcze 2 inne wersje. Są też u mnie dostępne w drogerii kosmyk. Takie mi spiralki zrobiła :)



A taki dzisiaj mieliśmy miły dzionek :)




Skusicie się na maseczkę farmony? :) Całujemy :*
Maska Garnier Oil Repair Butter

Maska Garnier Oil Repair Butter

Witajcie Kochani :)
Jakiś czas temu skusiłam się w rossmannie na maseczkę garnier fructis oil repair 3 butter. To był typowy, nieprzemyślany, kompulsywny zakup :) Wiecie - mama chorego starszaka i ząbkującego młodszego wybrała się do drogerii i po prostu MUSIAŁA COŚ KUPIĆ :) Padło na garniera - szkoda, bo po składzie mogłam spodziewać się małej porażki. Zobaczcie, co mam tej pięknie pachnącej maseczce do zarzucenia.




Skład:
Z najważniejszych rzeczy - w maseczce znajdziemy masę emolientów, w tym wysoko olej kokosowy i nieco dalej olej makadamia i jojoba. Masło shea i olej ze słodkich migdałów bliżej końca. Jest też niacynamid, czyli witamina B3, dalej kilka ekstraktów roślinnych, za którymi moje włosy nie przepadają. Trochę chemii, zapachy, konserwanty. Maseczka typowo emolientowa z ekstraktami roślinnymi i dużą zawartością oleju koksowego. Jest też alkohol w połowie składu i jeden lżejszy silikon.


Konsystencja i zapach:
Maseczka ma bardzo przyjemną, gęstą, masełkowatą konsystencję. Na moje włosy wystarczyła naprawdę niewielka ilość, ale wiecie, że ja ogólnie nie nakładam masek łyżkami :) Zapach jest bardzo ładny, słodko-owocowy, utrzymuje się na moich włosach po zmyciu. 


Działanie:
Taka ilość oleju kokosowego i roślinnych ekstraktów nie miała szans dobrze zadziałać na moich falach. No, jak już pisałam - zakup był dość kompulsywny. Maseczka już po 1 użyciu lekko przesuszyła moje fale. Na plus to, że nie obciążyła mnie oraz poprawiła skręt - ale co mi z suchych, choć lepiej skręconych włosów ;) Pięknie pachnie, ma przyjemną konsystencję, no ale tego przesuszenia jej nie daruje. Być może to też kwestia alkoholu w składzie, ale namiętnie od kilku tygodni używam odżywki garniera z olejem rycynowym, która również posiada alkohol i nic złego nie zauważyłam ;) Raczej nie polecam maseczki dla suchych z natury loczków, bardziej dla posiadaczek niskoporowatych włosów i tych lubiących się z olejem kokosowym - tutaj jest go naprawdę sporo. Swój słoiczek oddałam siostrze, która ma prawie że proste włosy o niskiej porowatości - jest zachwycona ;)


Lubicie tego garniera? :) Całuję :*

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)