Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taft. Pokaż wszystkie posty

20:18:00

Taft - irresistible power - czyli słynny, złoty żel taft dla fal i loków

Taft - irresistible power - czyli słynny, złoty żel taft dla fal i loków
Witajcie Kochani :)
Odpowiedni stylizator to bardzo ważny element w przypadku pielęgnacji naszych fal i loków. Wiele z nas wybiera żele - sama należę do grona ich zwolenników. Od jakiegoś czasu testuję żele taft - dzisiaj przychodzę z recenzją żelu taft irresistible power, czyli słynnego złotego tafta ;)


Skład:
Skład to pierwsza rzecz, na którą zwracam uwagę, kiedy wybieram żel do włosów. Złoty żel taft spełnia wszystkie moje warunki idealnego stylizatora - nie ma wysuszającego alkoholu, ma mocne polimery, ma niewiele humektantów - tutaj mamy glicerynę i panthenol troszkę przed zapachem. No i jest niedrogi, a jak wiemy, żelu się zużywa całkiem sporo. Jest łatwo dostępny w rossmannie, choć w moim akurat nie było tej wersji, dorwałam w carrefour.


Zapach i konsystencja:
Niestety nie przepadam za zapachem tego żelu - przypomina mi jakąś wodę toaletową, jakich używają starsi panowie - oczywiście nie obrażając panów ;) Na szczęście szybko ulatnia się z włosów. Konsystencja jest nieco gęstsza od niebieskiego tafta.

Działanie:
Żel bardzo dobrze się spisuje na moich włosach i lubię go coraz bardziej. Jest słabszy od mojego ukochanego syossa men power hold, jednak i tak bardzo ładnie podkreśla skręt i utrwala go. Zaletą jest to, że następnego dnia nie matowi tak włosów, jak zdarza się to syossowi. Zostawia lekkie sucharki, mogę użyć go całkiem sporo, aplikuję na ociekające wodą włosy, oczywiście pod spodem jest odżywka bez spłukiwania. Jest niedrogi, szybko się kończy, ale tak to już jest z żelami ;) Zgodny z metodą curly girl, nic, tylko próbować. Miła niespodzianka po rozczarowaniu niebieskim taftem.

A zdjęcia na bloga robią się tak :)



Zapraszam na mojego włosowego instagrama --> KLIK KLIK

19:23:00

Taft - Stand Up Look - czyli niebieski żel do włosów taft ;)

Taft - Stand Up Look - czyli niebieski żel do włosów taft ;)
Witajcie Kochani :)
Znowu życie mnie wciągnęło, ale jestem, wracam, nie znikam :) Dzisiaj chciałabym Wam wreszcie opowiedzieć o jednym z osławionych żeli taft - a mianowicie o wersji niebieskiej, zgodnej z metodą CG. Jeśli chodzi  o inne żele taft - zgodna z metodą CG jest jeszcze wersja złota - KLIK oraz przezroczysta - ale tylko dla osób, które uznają w tej metodzie polyquaternia i quaternia. Ale wracając do tatfa niebieskiego - zużyłam całe opakowanie, ale tylko dlatego, że mogę go nakładać bardzo dużo, zupełnie inaczej, niż z moim ukochanym żelem syoss men power hold ;)

żel niebieski taft





















Skład:
Rzadko kiedy analizuję składy żeli składnik po składniku - najczęściej piszę jednak o ilości polimerów, konserwantach, zawartości alkoholu oraz humektantów i ich wysokości w składzie. Tutaj będzie tak samo. Żel nie jest bardzo mocny, ma dosłownie jeden polimer PVP na 2 miejscu w składzie, dość wysoko w składzie fenoksyetanol - niezbyt ładny konserwant. Gliceryna czyli humektant na 6 miejscu w składzie, kolejny humektant - panthenol na 8 miejscu. Po zapachu kolejny brzydki konserwant. Zauważyłam, że producenci żeli do włosów niestety często stosuję te właśnie konserwanty. Alkoholu brak ;)



Konsystencja i zapach:
Zapach bardzo mi się podoba, chyba najładniejszy ze wszystkich taftów, jakie miałam. Jakby owocowo-męski, chociaż wiadomo, zapach kwestia gustu ;) Jest mniej gęsty od syossa. Raz go rozwodniłam, ale wtedy miałam wrażenie, jakbym nie nałożyła żadnego żelu, najlepiej stosować go w takiej postaci, w jakiej już jest ;)

Działanie:
No i niestety - moje fale 2c najbardziej lubią się z mocno polimerowymi żelami, które mają humektanty daleko w składzie. Tutaj ta gliceryna czy panthenol raczej mi nie zaszkodziły jakoś mocno, ale sam żel dość słabo podkreśla mój skręt. Oczywiście nie jest tak, że nic nie robi, ale jednak lubię efekt po syossie i już od tylu lat się do niego przyzwyczaiłam. Można nakładać go wiele, sucharków u mnie praktycznie brak, a to już znak, że z danym żelem prawdopodobnie się nie polubię - i tak było tym razem. Jakoś daje radę przy reanimacji, ale i tutaj wolę inne produkty, np. różowy krem do loków boots. Skończył mi się dość szybko, ale naprawdę łyżka na jedno mycie szła spokojnie, a efektu wielkiego nie było. Próbowałam też z groszkami, ale to już jednak wielka klapa ;) Inne tafty - złoty i przezroczysty - spisały się lepiej, ale o nich napiszę Wam niedługo.



Jaki jest Wasz ulubiony stylizator? :) Całuję :*