wtorek, 15 grudnia 2015

Reanimacja włosów. Jak reanimować fale i loki po nocy - moje sposoby + przepis na reanimujące psikadełko :)

Witajcie Kochani :)
Ponad dwa lata temu umieściłam na blogu wpis na temat reanimacji fal i loczków po nocy - KLIK. Część z tych zasad nadal stosuję, znalazłam jednak nowe produkty i metody, o których chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Przeważnie myjemy nasze fale lub loczki wieczorem, odżywiamy je, stylizujemy i suszymy. Potem idziemy spać,  a rano nasze włosy często wyglądają nieciekawie. Są rozprostowane, spuszone i bez życia. Jest jednak kilka metod i produktów, które pozwolą loczkom i falom obudzić się na nowo - przeczytajcie o moich sposobach na poranną reanimację :)

1. Zmoczenie włosów wodą i nałożenie kremu do loków boots
Moim ostatnim reanimacyjnym odkryciem jest krem do loków boots. Nie jest on niestety dostępny w Polsce, można go jednak dopaść na allegro ;) A jak dokładnie reanimuję nim włosy? Pochylam się nad wanną i moczę włosy, od ucha w dół. Nie za bardzo (tak, żeby woda nie lała się ciurkiem), ale też nie za słabo, żeby włosy nie były sklejone po kremie. Następnie wgniatam we włosy, już w pozycji wyprostowanej dosłownie odrobinkę kremu boots, tak na opuszkach palców. Jeśli damy za dużo, włosy mogą być obciążone i sklejone, a pamiętajmy, że mamy na włosach jeszcze porcję stylizatora z dnia poprzedniego. Następnie muszę podsuszyć włosy suszarką z dyfuzorem, jakieś 10 minut. Moim falo-loczkom bardzo spadła porowatość, a krem boots (w składzie sporo emolientów) pięknie zatrzymuję wodę we włosach i schną one naturalnie po takiej reanimacji ponad godzinę ;) Próbowałam już nakładam krem na zupełnie suche włosy, ale niestety był ona bardzo widoczny, nawet nałożony w minimalnej ilości. A oto efekty po reanimacji tym różowym, pachnącym cudem, prawda, że jest nieźle, jak na drugi dzień? :)

2. Zmoczenie włosów wodą i nałożenie lekkiego żelu do włosów
Postępujemy analogicznie, jak napisałam wyżej, z tym, że zamiast kremu boots wgniatamy dosłownie groszek żelu do włosów, wielkości paznokcia. Polecam jakiś taniutki, słaby żel, bardzo lubię żele z rossmana octagon, taki fioletowy albo różowy, ale nie wiem, czy są jeszcze dostępne. Fajnie spisują się również żele bielenda graffiti. Sama mam zapas, a zużywam go niewiele na jedną reanimację, zatem wystarcza mi na długo. Jeśli nie żel octagon, to jakiś inny, ze sklepu spożywczego za 2-3zł, patrzcie tylko, żeby wysoko w składzie nie miał alkoholu ;) W przypadku żelu zdarza się, że moje włosy wysychają naturalnie, czasem podsuszę je 5 minutek suszarką z dyfuzorem. Można nałożyć także kapkę żelu lnianego ;) Moje włosy po takiej reanimacji delikatnym żelem prezentują się tak:

3. Spryskanie włosów mgiełką domowej roboty :)
Kilka miesięcy temu kombinowałam z jakimiś psikadełkami domowej roboty, które służyłyby mi do odświeżania skrętu i szybkiej reanimacji rano, kiedy bardzo się spieszę. Udało mi się znaleźć proporcje, które najbardziej spodobały się moim falom. Na jakieś 150-200 ml wody daję małą łyżeczkę balsamu regenerującego ecolab (fajnie spisuje się również maseczka kallos multivitamin), łyżeczkę żelu lnianego i jakieś 10 kropelek konserwantu FEOG ze sklepu zrób sobie krem. Dokładnie mieszam, choć przed użyciem też czasem trzeba wstrząsnąć buteleczką, żeby składniki się połączyły. Z konserwantem mieszanka może sobie stać w łazience kilka miesięcy, opcjonalnie można dorzucić z 5 kropelek oleju eterycznego, ponieważ FEOG ma taki lekki, specyficzny chemiczny zapach. Dla jednych włosów może to być za dużo dobroci, inne muszą dać więcej jakiejś emolientowej odżywki ;) Można również dorzucić po kilka kropel różnych nawilżaczy (np. aloes, panthenol, kwas hialuronowy), mnie one czasem jednak puszą, zatem wolałam sobie je darować. Moje fale bardzo upodobały sobie to psikadełko, choć skręt nie jest po nim aż tak ładny następnego dnia, niż po moczeniu i bootsie albo żelu. Ale czasem trzeba, jak mamy dosłownie 5 minut. Spryskuję suche lub lekko wilgotne włosy włosy psikadłem, chwilkę dougniatam i daję im doschnąć naturalnie.

4. Inne sposoby, które się nie sprawdzają
Wiem, że można rano wziąć prysznic, a para sprawi, że włosy skręcą się od nowa po swojemu. U mnie niestety często kończy to się puchem ;) Nie sprawdza się także wgniatanie jakiegokolwiek kremu, żelu czy odżywki b/s w suche włosy - zawsze są wtedy mniej lub bardziej sklejone i obciążone, a tego bardzo nie lubię. 


Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze sposoby na reanimację fal i loków rano? A może nic nie musicie robić z nimi po nocy i rankiem prezentują się pięknie? :) Całuję :*

16 komentarzy:

  1. Ja myję włosy przeważnie późnym wieczorem nakładam dużo żelu, a rano odgniatam sucharki i są w nienaruszonym stanie. Gorzej jest po kolejnej już nocy kiedy włosów nie myję. Próbowałam z różnymi psikadełkami, żelami ale zazwyczaj po reanimacji wyglądają gorzej niż przed. Więc z reanimacji loczków nie korzystam wyglądają w miarę zadowalająco, chyba że użyję jakiegoś bubla, ale wtedy przeważnie się wkurzam i myję włosy od razu następnego dnia ;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam właśnie ten problem, że nie chcą mi się robić sucharki za bardzo ;) A jak dam już tak dużo żelu, żeby się zrobiły, to rano włosom jest już za ciężko i skręt jest wręcz słabszy. ;)

      Usuń
  2. Przydałoby mi się znaleźć wreszcie jakiś sposób na poranną reanimację fal :) Dziś kupiłam krem do loków Isany (bo promocja ;)) i jutro rano będę testować, ciekawa jestem co (i czy cokolwiek) z tego wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę cały czas o tym kremie, ale boję się troszkę, że będzie za ciężki ;)

      Usuń
  3. Mój jest prosty - spryskanie włosów mieszanką jakiejś odżywki i wody, na to żel. Wysuszenie do sucharków, potem odgniecenie, odrobina kokosa lub serum na końcówki i wszystko. Moje ostatnie wpisy ze zdjęciami są na drugi dzień po myciu (głowę myję zawsze wieczorem i z wilgotnymi włosami kładę się spać). Zdjęcia zazwyczaj robię wieczorem, więc reanimacja świetnie sprawuje się przez cały dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie świetnie Ci to Kochana wychodzi ;):)

      Usuń
  4. u mnie fajnie układają sie po własnie cieplym prysznicu,albo że glutku lnianym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie po prysznicu często się puszą ;)

      Usuń
  5. Ach, zazdroszczę Ci tych loków! :)
    Pozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za przydatne porady :)
    PS fajne loczki <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Zmoczenie i zel rowniez sie u mnie spisuja ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne masz te kłaczki nawet po reanimacji, a moje po reanimowaniu to jak miotła wyglądają zawsze, niezależnie od metody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że masz kochana dużo większy skręt i rano są pewnie bardziej suche, a takie ciężej niestety zreanimować.

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...