poniedziałek, 30 listopada 2015

Niedziela dla włosów z kallosem multivitamin i nowymi półproduktami :)

Witajcie Kochani :)
W sobotę zakręciłam włosy na lokówce i potraktowałam lakierem z alkoholem ;) Nie jest to dla mnie tragedią - gorzej byłoby, jeśli robiłabym tak na co dzień. Impreza andrzejkowa udała się świetnie :) Kilka dni temu przyszła do mnie paczuszka z półproduktami, postanowiłam zatem użyć ich do niedzielnej pielęgnacji włosów. Jesteście ciekawe, co z tego wyszło? :)


Mycie: maska scandic fruit, szampon brzozowy barwa
Odżywianie: maska kallos multivitamin+olej z pestek moreli+mleczko bawełniane
Odżywka b/s: rozwodniony kallos cherry
Stylizacja: żel isana bez alkoholu, suszarka z dyfuzorem


Nie olejowałam włosów, ponieważ były jeszcze nieco sztywne od lakieru i chyba nie dałabym rady ;) Postanowiłam najpierw dokładnie umyć je maseczką scandic fruit, a następnie szamponem brzozowym barwy. Były suche, oj były, podejrzewałam nawet, że przy tym myciu nie będą zbyt dobrze się prezentować ;) Żeby im troszkę te włosowe szaleństwa wynagrodzić, wymieszałam sporą łyżeczkę kallosa multivitamin, dodałam 6 kropel mojego ukochanego oleju z pestek moreli oraz 6 kropel nawilżającego i zmiękczającego mleczka bawełnianego. Potrzymałam mieszankę pod czepkiem i ręcznikiem 20 minut, dokładnie spłukałam i w ociekające wodą włosy wgniotłam porcję rozwodnionego kallosa cherry. Odgniotłam nadmiar wody rękoma, wyprostowałam się, pougniatałam chwilkę włosy bez niczego i wzięłam się za nakładanie żelu. Użyłam oczywiście męskiej isany bez alkoholu, jeszcze mam ostatnią tubkę ;) Wgniotłam ze 3 orzechy laskowe, chciałam, żeby zostały mi strączki po suszeniu. Wysuszyłam fale suszarką z dyfuzorem, strączki były :) Odgniotłam je dokładnie gładką apaszką. Włosy prezentowały się tak:

Zdjęcie tym razem niestety tylko z lampą, było już późno i ciemno, na zdjęciach bez lampy nic nie widać.

Specjalnie postanowiłam spiąć górną warstwę włosów, żebyście mogli zobaczyć, jakie loczki wyszły mi pod spodem. Mam niestety problem z nieregularnym skrętem - pod spodem loczki i gdzieniegdzie korkociągi, w wierzchniej warstwie słabe fale. Niezależnie od ilości żelu, którą tam nakładam i intensywnego ugniatania. Tak już mam, czasem mnie to denerwuje, ale zawsze mogę tą górną warstwę spinać, żeby odsłonić pokręconą dolną ;) Włosy pięknie się pokręciły w spodniej warstwie. O dziwo - po myciu barwą nie były prawie w ogóle suche, pomogła pewnie mieszanka kallosa, oleju morelkowego i mleczka bawełnianego. Będę testować również rozwodnione kallosy jako odżywki bez spłukiwania :) A tutaj macie zdjęcie górnej, dużo mniej pofalowanej  warstwy, która przykrywa tą spodnią, ładnie pokręconą:


Co dobrego Wasze włosy dostały tej niedzieli? Robiłyście jakąś andrzejkową fryzurę? :) Całuję :*

piątek, 27 listopada 2015

Olej arganowy loton z biedronki - mega obciążenie w niskiej cenie ;)

Witajcie Kochani :)
Dobrych kilka miesięcy temu kupiłam sobie w biedronce dwa olejki loton , wersję z olejem arganowym oraz z olejem makadamia. Pokazywałam Wam je w tym poście. Od maja użyłam już kilkanaście razy olejku arganowego - niestety nie przypadł mi do gustu. Dlaczego? Zaraz przeczytacie :)


Skład:
Helianthus Annuus Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Tocopheryl Acetate 

Bazą olejku  niestety nie jest tytułowy olej arganowy - przed nim znajdziemy olej słonecznikowy, dalej emolient i dopiero olej arganowy. Potem jest już zapach i przeciwutleniacz. Wielu producentów olejków stosuje taki chwyt - bazą jest często właśnie olej słonecznikowy, czasem olej sojowy, a gdzieś na szarym końcu tytułowy olej arganowy czy jakiś inny wartościowy olej ;) Czytałam jednak skład olejku przed zakupem i nawet cieszyłam się, że bazą jest słonecznik - ten olej lubię, za arganem przepadam średnio. 

Zapach i konsystencja:
Pisząc recenzję olejku, nie mogę nie wspomnieć o zapachu - jest bardzo intensywny, ale śliczny, kosmetyczno-słodki, przypadł mi do gustu, ale może męczyć. Konsystencja - jak to olejek - tłusta, ale nieco inna od czystych olejów, jakby bardziej śliska ;)

Opakowanie:
Producent umieścił olej w plastikowej buteleczce z pompką. Jeśli chcemy zabezpieczać olejkiem końcówki włosów, musimy uważać - po jednym naciśnięciu wychodzi naprawdę sporo olejki i taka ilość na pewno obciąży nam końcówki  - najpierw możemy wysmarować łokcie czy kolana, a resztkę we włosy :) No chyba że olejujemy całe włosy, wtedy nie ma problemu ;) Olejek ma 125ml, kosztuje około 12-13zł.

Działanie:
Nie mam zastrzeżeń co do samego działania oleju na moje fale - stosowałam go zarówno na suche  włosy, jak i na nawilżającą maskę. Włosy po takich zabiegach były bardzo ładnie nawilżone i gładkie, ale niestety każdorazowo mniej lub bardziej obciążone. Od lat oleje zmywam najczęściej dwukrotnie odżywkami, rzadziej delikatnym szamponem. Tutaj czasem nie pomogło zmywanie nawet mocnym szamponem barwy. Końcówki i nierzadko włosy na długości były po prostu niedomyte.  Nie po to jednak olejuję włosy, żeby zaraz je wysuszać agresywnymi detergentami - moje fale niestety takich szamponów nie tolerują, używanych zbyt często. Mogłam nałożyć dosłownie niecałą łyżeczkę, a przychlast i tak był ;) Olejek bardzo mocno obciąża też końcówki, mimo że najpierw porcję olejku wcierałam w łokcie czy kolana, a resztkę, która została na dłoniach, w końcówki. Wiem, że wiele z Was z powodzeniem używa tego oleju na włosach - mnie niestety nawet niewielka ilość obciąża. Na szczęście produkt świetnie spisuje się na wilgotnej skórze po kąpieli - cudownie pachnie i ładnie zatrzymuje nawilżenie. 

Zobaczcie sobie, jak obciążone miałam po nim końcówki, włosy z przodu też były postrączkowane, tylko nie widać tego na zdjęciu - myłam po olejowaniu szamponem barwy ;) 


Miałyście już te słynne olejki? Jak spisały się na Waszych włosach? :) Całuję :* 

środa, 25 listopada 2015

Plan pielęgnacji na listopad i grudzień

Witajcie Kochani :)
Często w meilach od moich Kochanych Czytelniczek [i Czytelników ;)] pojawiają się prośby o takie miesięczne zestawienia kosmetyków, których używam. Sama nazywam to planem pielęgnacji - choć w ostatnich miesiącach zapominałam o robieniu takich postów ;) Przybywam zatem z planem pielęgnacji włosów na trwający miesiąc listopad i nadchodzący grudzień ;) Nadal ograniczam silikony występujące wysoko w maskach i odżywkach, żeby włosy mogły się kręcić. Znowu w tej sytuacji ratują mnie kallosy - silikony niby mają, ale przeważnie po zapachu, moje fale za bardzo ich tam nie czują. Wbrew pozorom niewiele jest takich stricte bezsilikonowych kosmetyków, zgodnych z metodą curly girl. Na szczęście udaje mi się takie perełki wynajdywać ;) 



Mycie:
*Szampon brzozowy barwa - do oczyszczania włosów raz za czas
*Maska scandic fruit mask - do mycia włosów na co dzień

Odżywianie:
*Kallos multivitamin
*Kallos cherry
*Fitomed odżywka z żeń szeniem
*Ecolab maska nawilżająca
*Ecolab balsam regenerujący - rozwodniony jako odżywka bez spłukiwania

Inne:
*Męski żel isana do stylizacji - ostatnia tubeczka bez alkoholu ;)
*Olej z orzeszków ziemnych do olejowania - chyba nigdy się nie skończy ;)


Do oczyszczania włosów służy mi oczywiście szampon barwy, skończyła się wersja pokrzywowa, teraz jest brzozowa. Nie widzę między nimi żadnych różnic, biorę taki, jaki mi się spodoba na daną chwilę ;) Włosy na co dzień myję maską scandic fruit - odkąd do moich ukochanych balsamów Mrs. potters dodali silikon, używam właśnie scandica. Spisuje się świetnie, niedługo zamawiam litrową wersję, choć polecam go do mycia włosów rozwodnić ;)  Emolientów dostarczają mi kallosy - skończyłam już praktycznie ukochanego kallosa blueberry, zatem jego miejsce zastępuje prawie tak samo lubiany cherry. Testuję intensywnie także nową multivitaminkę, nawet dopiero co jej użyłam, myjąc przed chwilą włosy ;) Do kallosów nierzadko dorzucam nawilżający panthenol oraz ze 2-3 krople oleju. Nawilżaczy dostarcza mi również bardzo lubiana maseczka nawilżająca ecolab. A co z proteinami? Raz na tydzień używam przyjemnej odżywki farmony z żeń szeniem - chwaliłam Wam ją już na blogu dawno temu. Dorzucam do niej czasem kilka kropel oleju i do wyboru albo keratyny hydrolizowanej albo protein zbożowych. Znalazłam także cudowną odżywkę bez spłukiwania - rozwodniony balsam regenerujący do włosów ecolab z olejem żurawinowym. Olejuję włosy świetnym i dociążającym olejem z orzeszków ziemnych. Trzeba tą flaszkę kiedyś skończyć, zanim kupię coś nowego ;) Do stylizacji służy mi ostatnia tubeczka męskiego żelu isany, bez alkoholu. Na szczęście mam jeszcze joannę gumową i elastyczną ze starym składem ;) Zrobiłam również wczoraj zamówienie na e-naturalne, a w nim znalazły się: mała buteleczka oleju z pestek moreli (nie do olejowania, a jako dodatek do maseczek do włosów), ukochane mleczko pszczele, mleczko bawełniane i aloes ;)


Czego używałyście w listopadzie i co planujecie ciekawego na grudzień? Ja na pewno planuję kupić kallosa caviar, wiem, że mu się nie oprę, ale to w grudniu ;) Całuję ;*

poniedziałek, 23 listopada 2015

Niedziela dla włosów z intensywnym nawilżaniem :)

Witajcie Kochani :)
W ostatni piątek znowu hennowałam włosy. Po hennie moje fale zawsze są troszeczkę przesuszone, zatem niedziela dla włosów musiała być mocno nawilżająca i odżywcza. Zobaczcie, co tam ciekawego zmajstrowałam :)


Odżywka b/s: rozwodniony balsam regenerujący ecolab
Stylizacja: męski żel isana bez alkoholu, suszarka z dyfuzorem


Bardzo lubię olejować włosy na odżywkę albo maskę nawilżającą - naprawdę wyraźnie widzę wtedy działanie oleju :) Tym razem zmoczyłam lekko włosy, nałożyłam na nie mieszankę kallosa blueberry z panthenolem, potem poszedł olej z orzeszków ziemnych. Nadal go mam, ten z biedronki, jest świetny. Po jakiś 2 godzinkach zmyłam wszystko szamponem isany z mocznikiem. Kupiłam jakiś czas temu drugą buteleczkę, niby dla męża, ale czasem jednak go podbieram, pasuje mi już bardziej, niż kiedyś ;) Zastanawiałam się, czy kłaść potem coś jeszcze - olejowanie na odżywkę bardzo ładnie nawilża moje włosy. Po hennie są one jednak nieco bardziej suche, dlatego zdecydowałam się jeszcze na kapkę maski nawilżającej ecolab. Zmyłam ją po dosłownie 5 minutkach, w ociekające wodą włosy wgniotłam 2 groszki rozwodnionego balsamu regenerującego ecolab. Odgniotłam nadmiar wody rękoma, wyprostowałam się, zrobiłam przedziałek, przeczesałam włosy palcami i wzięłam się za wgniatanie męskiego żelu z isany. Poszły dosłownie 2 małe groszki, nie potrzeba mi więcej :) Wysuszyłam włosy suszarką z dyfuzorem, prawie do końca. Po całkowitym wyschnięciu fale prezentują się tak:

Zdjęcie bez lampy, jakieś delikatne słoneczko wyszło :)

I z lampą, coś nie mogłam dobrego zdjęcia zrobić ;)

Jak widać, końcówki są jeszcze minimalnie suche - powinno to zniknąć w czasie następnego mycia :) Skręt wyszedł całkiem fajny, choć wiem, że stać moje włosy na więcej - tuż po hennie są jednak takie jakby grubsze i cięższe, mocniejszy skręt powinien wrócić za kilka myć ;)


Jak Wasze włosowe niedziele? :) Całuję:*

sobota, 21 listopada 2015

Suche, sztywne i matowe włosy po hennie - jak sobie z tym radzić?

Witajcie Kochani :)
Od ponad roku regularnie hennuję włosy naturalną henną od khadi, mniej więcej co 4-5 tygodni. Często piszecie mi w meilach i komentarzach, że problemem jest suchość, sztywność i matowość po hennie i prosicie o rady, co z tym zrobić. Spróbujemy sobie z tym problemem dzisiaj poradzić :)



Dodatek nawilżającej maseczki do henny
Moją pierwszą hennę rozrobiłam tylko z ciepłą wodą i sokiem z cytryny. Włosy po spłukaniu były bardzo tępe, splątane, suche, szorstkie, matowe, aż się trochę przestraszyłam ;) Postanowiłam poczytać, pokombinować i zacząć dodawać do henny coś nawilżającego. Świetnie spisuje się tutaj maseczka aloesowa NaturVital - w składzie ma masę aloesu, a także glicerynę i panthenol. Często dorzucam zamiast niej saszetkę biovaxa do włosów słabych, w składzie zawiera nawilżający sok z aloesu, miód i glicerynę. Próbowałam również z żelem lnianym a także prostą maseczką gloria, do której dodawałam kilkanaście kropel panthenolu albo NMF. Łącznie dodaję może łyżkę takiej maski. Cały post o nawilżających dodatkach do henny możecie sobie obejrzeć tutaj. Dobrze by było, żeby taka nawilżająca maska nie miałam w składzie silikonów ani innych oblepiaczy, żeby wszystko mogło nam ładnie wniknąć we włosy. Wiem, że są osoby, które dodaję łyżkę maski albo odżywki alterra z granatem - jeśli kogoś nie przesusza alkohol, warto spróbować ;)

Żel lniany nałożony na włosy po spłukaniu henny
Wiem, że wszędzie piszą, że do 48 godzin po hennowaniu nie powinno się na włosy nakładać nic, żeby kolorek ładnie się utrwalił. Sama jednak, po dokładnym spłukaniu henny wgniatam w mokre jeszcze włosy porcję żelu lnianego i suszę je naturalnie. Dzięki temu najbardziej narażone na wysuszenie końcówki są miększe i bardziej nawilżone. Kolor i tak jest bardzo żywy, nie widzę różnicy w intensywności koloru, kiedy to żelu lnianego nie wgniatałam. Wiem, że są osoby, które na końcówki nakładają np. ze dwie krople oleju czy silikonowe serum, ja zostaję jednak przy żelu lnianym ;)

Bogata pielęgnacja w czasie pierwszego mycia po hennie
Po jakiś 48 godzinach od hennowania myję włosy - i jest to naprawdę bogate mycie ;) Nakładam ulubiony, odżywczy olej (np. z pestek śliwki, z pestek moreli, z kiełków pszenicy) na nawilżającą maseczkę (np. na kallosa aloe). Po jakiś 2 godzinach zmywam wszystko dwukrotnie maseczką bez silikonów - do tej pory były to balsamy mrs. potters, teraz maska scandic fruit. Następnie nakładam jeszcze coś emolientowego - np. kallosa blueberry, cherry czy omega z dodatkiem kilku kropel oleju. Potem stylizuję jak zwykle. Po takiej bogatej pielęgnacji włosy są już praktycznie takie, jakie są normalnie, czasem czuć jeszcze minimalną suchość. Wtedy funduję moim falom jeszcze jedno bogate mycie i wszystko wraca do normy. Odkąd jednak dodaję do mieszanki henny nawilżającą maskę, włosy po pierwszym myciu wracają do siebie ;)


Macie swoje sposoby na suszę i pustynię po hennowaniu? A może przygoda z henną dopiero przed Wami?  Podzielcie się swoimi wrażeniami - całuję :* :)

czwartek, 19 listopada 2015

Proteiny zbożowe w pielęgnacji włosów

Witajcie Kochani :)
Moje fale bardzo lubią proteiny - dzięki nim przeważnie dużo ładniej i mocniej się skręcają, są błyszczące i gładkie. Początkowo używałam ich bardzo często, teraz wystarczy jeden raz w tygodniu. Moją ukochaną proteinką jest keratyna hydrolizowana, bardzo lubię także kolagen z elastyną. Od kilku miesięcy maseczki i odżywki zaczęłam wzbogacać proteinami zbożowymi - i to o nich chciałabym Wam dzisiaj napisać :)




W jaki sposób używam protein zbożowych?
*Od lat mam na proteinki jeden, skuteczny sposób - dodaję kilka kropel do porcji nawilżająco-natłuszczającej maski bądź odżywki. Ostatnio najczęściej była to maska nawilżająca ecolab bądź któryś z kallosów z dodatkiem panthenolu i właśnie protein zbożowych.W takim towarzystwie proteiny całkiem dobrze wzmacniają mój skręt i sprawiają wrażenie grubszych włosów. Fale nie są jednak po nich aż tak aksamitne w dotyku i błyszczące, jak po ukochanej keratynie hydrolizowanej. Jest jednak całkiem przyjemnie, choć 1 raz w tygodniu stanowczo wystarczy :)

*Próbowałam robić też takie reanimacyjne psikadełko do fal i loków, w skład którego wchodziła woda destylowana, porcja emolientowo-nawilżającej odżywki (balsam regenerujący ecolab) oraz proteiny zbożowe w ilości kilku kropel - tutaj już jednak było nieco szorstko, choć skręt ładnie się wzmacniał po użyciu mgiełki.

*Półprodukt ten możemy znaleźć w sklepie e-naturalne oraz na ecospa pod nazwą fitokeratyna ;) Z gotowych produktów zestaw proteinek zbożowych widziałam w odżywce balea do włosów kręconych, w takim pomarańczowym opakowaniu :) Są także w maskach alverde: z awokado i winogronem oraz aloesem i hibiskusem - oczywiście jeśli nic nie pomieszali w składach ;)


Właściwości protein zbożowych:
INCI:  Aqua, Hydrolyzed Wheat Gluten, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Corn Protein

Proteiny zbożowe otrzymywane są poprzez enzymatyczną hydrolizę protein występujących w kukurydzy, soi i pszenicy. Taka kombinacja protein zapewnia zbalansowaną zawartość aminokwasów, przydatną w wielu recepturach kosmetycznych. Charakterystyka protein pozawala na osiągnięcie wysokiego poziomu nawilżenia, ma działanie niwelujące podrażnienia oraz chroniące skórę przed skutkami promieniowania. Idealny preparat w produktach zarówno do, jak i po opalaniu oraz w preparatach po goleniu. Ponadto bogactwo witamin i minerałów czyni je idealnym preparatem do pielęgnacji włosów.
Proteiny zbożowe mogą stanowić alternatywę dla hydrolizatów protein pochodzenia zwierzęcego. Ze względu na swoja charakterystykę wykazuje właściwości filmotwórcze i nawilżające. Silne właściwości filmotwórcze wynikają ze składu aminokwasów, które mają higroskopijną naturę i pomagają utrzymywać odpowiedni poziom nawilżenia skóry, pozostawiając jednocześnie przyjemne odczucie. Cechy te powodują, że hydrolizat zbożowy szczególnie dobrze spisuje się w produktach do kąpieli, po kąpieli, po goleniu czy w mleczkach od ciała.
Ze względu na wysoką zawartość kwasu asparaginowego, glutaminowego oraz cysteiny hydrolizat zbożowy może być stosowany w produktach do pielęgnacji włosów. Aminokwasy odbudowują wiązania cystynowe i eliminują wolne grupy – SH, restrukturyzując włos. Dodatkowo ułatwiają rozczesywanie i dodają włosom blasku. Proteiny chronią włosy przed uszkodzeniem wywołanym zanieczyszczonym środowiskiem, naprawiają je, kondycjonują, zwiększają elastyczność i redukują ryzyko zniszczenia. Hydrolizat zbożowy może zatem znaleźć zastosowanie w produktach kondycjonujących i regenerujących włosy, poprawiających ich rozczesywanie i nadających blasku.

Proteiny zbożowe zawierają:

  • proteiny (głównie albumina, globulina, glicyna i kazeina),
  • lipidy (nienasycone kwasy tłuszczowe, kwas linolowy, oleinowy),
  • minerały (wapń, potas, organiczny fosfor),
  • witaminy z grupy B (B1, B2, B3, B5)
  • karoteny,
  • tokoferole i śladowe ilości witaminy D.
Opis pochodzi ze strony e-naturalne.


 Tutaj wzmocniony skręt po proteinkach zbożowych, zdjęcie z lampą :)

A tutaj po lewej bez lampy, po prawej z lampą:


Lubicie proteinki w pielęgnacji włosów? Jak często ich używacie? :) Całuję :*

wtorek, 17 listopada 2015

Maska scandic fruit - owocowa przyjemność do mycia włosów :)

Witajcie Kochani :)
Stali czytelnicy mojego bloga zapewne pamiętają, że od kilku lat myję włosy głównie odżywkami i maskami. Do tej pory, przez kilka lat z przyjemnością zużyłam kilkadziesiąt buteleczek balsamów Mrs. Potters. Były to moje ulubione odżywki do mycia włosów, póki producent nie postanowił zmienić składu :( Musiałam znaleźć szybko godnego następcę. Zajrzałam do swojego posta, w którym zapisałam moje ulubione maski i odżywki do mycia włosów i szybko zamówiłam na allegro bohaterkę dzisiejszego posta. Przeczytajcie o maseczce scandic line fruit :)


Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Parfum, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Pyrus Communis (Pear) Fruit Extract, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Fruit Extract, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Carica PaPaya (Papaya) Fruit Extract, Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Persea Gratissima(Avodaco) Fruit Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Buthylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol

W składzie przed zapachem mamy jedynie emolient, antystatyk (a także substancja myjąca) oraz nawilżacz. Po zapachu koktajl owocowych ekstraktów - z moreli, gruszki, mandarynki, brzoskwini, papai, melona, awokado, kokosa i jabłka. Brak silikonów i innych oblepiaczy - produkt o idealnym składzie  do mycia włosów ;)

Konsystencja i zapach:
Pamiętam, jak miałam tą maseczkę kilka lat temu - jeszcze w innym opakowaniu. Miała bardzo rzadką konsystencję, wręcz przelewającą się przez palce. Teraz maska jest naprawdę gęsta, sama ją dość szybko rozwodniłam, żeby łatwiej i skuteczniej mogła umyć włosy. Zapach - taki kwiatowo-pudrowy, nawet znośny, ale nie wielbię go jakoś szczególnie ;) 
Działanie:
Maseczka nie jest jakoś szczególnie bogata i odżywcza, co można wywnioskować po składzie ;) Jednak dzięki temu świetnie nadaje się do mycia włosów. Jak już wyżej pisałam, swój egzemplarz dość szybko rozwodniłam, ponieważ lepiej myje mi się rzadszymi produktami. Scandic myje włosy jeszcze lepiej od pottersów - sama nie sądziłam, że coś przebije stare wersje tych balsamów :) Domywa włosy jeszcze lepiej, nie obciąża ich, zostawia je miękkie, błyszczące i dość gładkie :) Użyty jako samodzielna maseczka - dla moich włosów jest za słaby, ale jest dobrą bazą dla półproduktów. Solo produkt może okazać się wybawieniem dla włosów z wiecznym przyklapem, które wszystko obciąża - scandic nie ma szans obciążyć, no po prostu nie ma ;) Dla mnie jest to idealna maseczka do mycia, skuszę się jeszcze na wersję kokosową. Bananka zostawiam sobie jednak do odżywiania i maseczkowania :)

Próbowałyście myć włosy odżywką albo maską? A może miałyście już maseczki scandic? :) Całuję :*

niedziela, 15 listopada 2015

Niedziela dla włosów ze wzbogaconym kallosem multivitamin i sporą dawką proteinek :)

Witajcie Kochani :)
Ostatnio miałam szalony czas, ale od kilku myć moje falo-loczki wręcz mnie zachwycają - porządnie je nawilżyłam, używam minimalnej ilości żelu do włosów i jest wspaniale. W dzisiejszej niedzieli dla włosów głównym bohaterem był kallos multivitaminowy. Z początku wydawało mi się, że nie działa tak, jak trzeba, jednak dzisiaj spisał się doskonale :)

Olejowanie: brak
Mycie: maska sacandic fruit
Odżywianie: kallos multivitamin+keratyna+panthenol
Odżywka b/s: rozwodniony balsam regenerujący ecolab
Stylizacja: 2 groszki męskiego żelu isana, suszarka z dyfuzorem

Włosów nie olejowałam, szczerze, to nie było czasu nawet na godzinkę oleju - godzinę to miałam na umycie i wysuszenie włosów ;) Umyłam je zatem wspaniałą maseczką scandic fruit - odkąd zmienili składy balsamów mrs. potters, używam właśnie scandica. Spisuje się świetnie, koniecznie muszę napisać Wam o niej coś więcej :) Następnie w małym pojemniczku wymieszałam łyżeczkę kallosa multivitamin, 5 kropel keratyny hydrolizowanej oraz 5 kropel panthenolu. Panthenol to chyba mój ulubiony humektant, obok nawilżacza cukrowego :) Nałożyłam mieszankę na włosy, potrzymałam jakieś 15 minut [czasu brak na dłużej :(] i zmyłam dokładnie ciepłą wodą. W ociekające włosy wgniotłam 2 niewielkie porcje rozwodnionego balsamu regenerującego ecolab, odcisnęłam nadmiar wody rękoma, wyprostowałam się i rozczesałam włosy palcami. Tradycyjnie - zaczęłam wgniatać 2 małe groszki męskiego żelu isany, w miarę równomiernie. Wysuszyłam włosy suszarką z dyfuzorem - troszkę mi to zajęło, gdyż były bardzo ładnie nawilżone i schły dłużej. Udało mi się jednak wyrobić w godzinkę, suszyłam włosy praktycznie do samego końca, nie było strączków do odgniatania z żelu. Po wszystkich zabiegach fale prezentowały się tak:

Zdjęcie z lampą:

Zdjęcie bez lampy, pochmurny dzień, bez słoneczka:

Powiem Wam szczerze, że jestem zachwycona. Włosy bardzo przyjemnie skręciły się - tam pod spodem jest kilka korkociągów, w spodniej warstwie, niestety przykrywa je ta górna, mniej pokręcona ;) Fale były cudownie nawilżone, dzięki keratynce złapały ładny skręt, nie postrączkowały się i wytrzymały w tej formie do teraz :) Ostatnio w ogóle bardzo fajnie się zachowują i widzę, że bardzo odpowiada im mycie maseczką scandic. Jestem bardzo zadowolona z weekendowej pielęgnacji :)

Jak Wasze niedzielne zmagania? Co tam ciekawego nałożyłyście na włosy? :) Całuję :*

środa, 11 listopada 2015

Odżywka biały jeleń z kozim mlekiem - miłości to z tego nie będzie ;)

Witajcie Kochani :)
Biały jeleń jak dotąd kojarzył mi się tylko i wyłącznie z szarym mydłem :) Po czasie firma wprowadziła jednak do asortymentu m.in. szampony i odżywki do włosów. Sama dobrych kilka miesięcy temu skusiłam się na odżywkę z kozim mlekiem. Postanowiłam niedawno odstawić wszelkie silikony, żeby pomóc włosom się kręcić, zatem produkt ten wylądował na półce w łazience, z zamiarem intensywnego testowania. Wystarczyło jednak kilka aplikacji, żebym wiedziała, że miłości to z tego raczej nie będzie - przeczytajcie, dlaczego ;)



Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Behentrimonium Methosulfate, Isododecane, Hydrogenated Tetradecenyl/Methylpentadecene, Cetyl Alcohol, Panthenol, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Glycerin, Caprae Lac Extract, Propylene Glycol, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Butylene Glycol, Sodium Polyacrylate, Isotridecyl Isononanoate, Trideceth-6, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Triethanolamine.

Skład wydawał mi się bardzo obiecujący - sporo emolientów, w tym bardzo wysoko mój ukochany olej ze słodkich migdałów. Jest także antystatyk. Dalej nawilżający panthenol, gliceryna i glikol propylenowy, ekstrakt z mleka, hydrolizowana keratyna, hydrolizowane proteiny mleczne i hydrolizowana skrobia pszenna. 

Konsystencja i zapach:
Odżywka zapach ma prześliczny - to muszę przyznać. Wyczuwam tutaj mieszankę wanilii, mleka, migdałów - coś słodkiego, delikatnego i bardzo przyjemnego. O dziwo, zapach czuć jeszcze delikatnie na moich włosach po wysuszeniu. Konsystencja jest kremowa, średnio gęsta, bardzo przyjemna, jak na odżywkę przystało :)

Działanie:
Bardzo lubię olej ze słodkich migdałów, tutaj jest go naprawdę sporo. Dodatkowo troszkę nawilżaczy - w tym lubiany przez moje fale panthenol, troszkę proteinek. Odżywka jednak nie przypadła moim włosom do gustu. Były po niej mocno niedociążone, dodatkowo dość mocno spuszone, co ostatnio zdarza mi się naprawdę rzadko. W dotyku takie dziwne, lekko szorstkawe. Na pewno nie jest to wina przeproteinowania - biały jeleń szedł w ruch po kilku myciach bez protein. Z dodatkowym olejem wcale nie było lepiej - sama nie wiem, co do końca mi w tej odżywce nie pasuje. Ma ona jedną zaletę - pięknie podkreśla mi skręt ;) Ale co z tego, jak falo-loczki są spuszone i dziwne w dotyku ;) Jest bardzo lekka, nie powinna nikogo obciążyć. Produkt ma 200ml, dodatkowo nie jest zbyt wydajny. Może ładnie spisać się na włosach o niższej porowatości. My niestety mówimy sobie nie - ale nie można trafiać na same hity prawda? :) 

Na zdjęciu moje włosy z lutego 2015r., widać puszek, ale i mocny skręt ;) Ostatnio było bardzo podobnie, niestety nie mam zdjęcia, zatem zerknijcie na to z lutego :)

Miałyście już tego jelenia? :) Całuję :* 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Niedziela dla włosów z dwiema maseczkami scandic

Witajcie Kochani :)
Wczoraj była piękna pogoda, przynajmniej w okolicach Krakowa :) Słoneczko świeciło, wybrałam się na samotny spacer po łąkach - bardzo potrzebne mi było takie naładowanie akumulatorów. Bardzo jednak wiało, zatem zdjęcia włosów musiałam zrobić w domu - na wietrze wyglądałam jak strach na wróble z tymi latającymi włosami, a zapomniałam wziąć gumki ;) Zapraszam na niedzielną pielęgnację włosów, w której głównymi bohaterkami były dwie maseczki scandic.


Mycie: maska scandic fruit mask
Odżywianie: maska scandic bananowa+panthenol+olej z pestek malin
Odżywka b/s: rozwodniony balsam regenerujący ecolab
Stylizacja: żel isana bez alkoholu, suszarka z dyfuzorem


Nie zdążyłam już naolejować włosów, albo mi się po prostu nie chciało ;) Umyłam je maską scandic fruit - swój egzemplarz rozwodniłam, taką rozwodnioną maseczką myje się włosy dużo lepiej. Spisuje się całkiem dobrze w roli myjadła :) Następnie nałożyłam na włosy mieszankę maski bananowej scandic z 5 kropelkami panthenolu i 5 kroplami oleju z pestek malin. Zmyłam całość po 20 minutach, w ociekające wodą włosy wgniotłam 2 porcje rozwodnionego balsamu regenerującego ecolab. Odcisnęłam nadmiar wody rękoma nad wanną, wyprostowałam się, przeczesałam włosy palcami, zrobiłam przedziałek i wgniotłam 2 maleńkie groszku żelu isany bez alkoholu, tego czarno-pomarańczowego z przystojniakiem z przodu :D Wysuszyłam fale suszarką z dyfuzorem, praktycznie do końca. Nie było żadnych sucharków do odgniatania - za mało żelu ;) Zdjęcia są zrobione na szczęście przed spacerem, po spacerze na tym wietrze, w rozpuszczonych włosach było mniej ciekawie ;)


Włosy całkiem przyjemnie się skręciły - a ostatnio szczędziłam im protein. Są umiarkowanie nawilżone, za to nie doczekałam się puchu ani strączków - a tych, jak wiecie bardzo nie lubię ;) Coś jednak czuję, że bardziej potrzebują olejowania, a ostatnio dość mocno się z tym opuściłam - chyba muszę skusić się na coś nowego, to mnie zawsze motywuje :)


Jak Wasze włosowe niedziele? Też tak ładnie świeciło u Was słoneczko? :) Całuję :*

sobota, 7 listopada 2015

Jak pokochać swoje fale lub loki w 3 krokach? :)

Witajcie Kochani :)
Fale i loki to włosy ciężkie w pielęgnacji - możemy na nie chuchać i dmuchać, a jak dopadnie nas deszcz, a my jesteśmy bez parasola, to lepiej nas nie oglądać :) Są też bardziej suche, niż włosy proste, zatem przeważnie wymagają intensywniejszej i bogatszej pielęgnacji. No i ostatnia sprawa - stylizacja. Jeśli będziemy rozczesywać fale/loki na sucho albo zostawimy je po myciu same sobie, możemy zastać na głowie mopa albo lwa. Dla nas wszelkie koczki ślimaczki, papilotki czy sterczenie nad wanną i ugniatanie żelem ;) Jednak falowane i kręcone włosy mają swój niezaprzeczalny urok - chciałabym Wam dzisiaj napisać, jak pokochać swoje fale i loki w 3 krokach, zapraszam :)



1. Akceptacja naszych włosów
Fale i loki nigdy nie będą zachowywać się tak, jak włosy proste – to niezaprzeczalny fakt, czy nam się to podoba, czy nie ;) Takie włosy dostaliśmy od matki natury i ciężko coś z tym zrobić. Można oczywiście próbować różnych zabiegów, chociażby keratynowego prostowania i powtarzać je co jakiś czas, aby nasze kosmyki były proste. Warto jednak postarać się zaakceptować włosy falowane i kręcone – one również mają swój urok i potrafią wyglądać wyjątkowo – i zawsze inaczej ;) A że przy okazji "życzliwa" koleżanka nazwie nas strachem na wróble albo miotłą, kiedy zapomnimy parasola i zleje nas deszcz? Zdarza się, my wiemy, ile czasu poświęcamy włosom, my widzimy efekty, a opinią często zazdrosnych ludzi nie ma co się przejmować. W każdym razie – od dziś pamiętamy i powtarzamy sobie: "moje włosy nigdy nie będą proste, ale kocham je takimi, jakie są" :)

2. Odpowiednia pielęgnacja 
Włosy falowane i kręcone potrzebują bogatej, nawilżająco-natłuszczającej pielęgnacji. Są z natury dużo bardziej suche, niż włosy proste. Jeśli dodamy do tego męczenie ich różnymi zabiegami (prostowanie, suszarka z gorącym nawiewem, lokówka, rozjaśnianie, czasem farbowanie) – możemy zobaczyć na głowie obraz nędzy i rozpaczy ;) Nie trzeba jednak się załamywać – warto na początek podciąć największą ilość zniszczonych, połamanych włosów na taką długość, jaką możemy zaakceptować. Chyba, że nasze włosy są tylko suche – tutaj warto podciąć jedynie kilka cm końcówek i rozpocząć bogatą pielęgnację. Pielęgnacja taka powinna się opierać na odpowiednim nawilżaniu i natłuszczaniu włosów. Warto przejrzeć SPIS NAWILŻAJĄCYCH MASECZEK I ODŻYWEK, wybrać coś dla siebie i używać regularnie. Pamiętajmy jednak, że fale i loki nierzadko lubią puszyć się po nawilżaczach, zwłaszcza przy bardzo wysokim lub niskim punkcie rosy. Warto wtedy do takiej nawilżającej bomby dodać kilka kropel oleju, ewentualnie UŻYĆ POD OLEJ albo w ZŁOŻONEJ PIELĘGNACJI. Do pielęgnacji koniecznie musimy dodać sporą ILOŚĆ EMOLIENTÓW. Częste olejowanie, dodawanie porcji oleju do maseczki/odżywki do spłukiwania czy zabezpieczanie końcówek włosów olejem powinny być na porządku dziennym ;) A jak wygląda sprawa z proteinami? Fale i loki często muszą na nie uważać – mogą przesuszać włosy albo sprawiać takie wrażenie. Proteiny są jednak bardzo często potrzebne (zwłaszcza dla zniszczonych włosów), dlatego stosujmy je na początku przynajmniej raz w tygodniu w nawilżająco-natłuszczającym towarzystwie. Do bogatej, nawilżająco-natłuszczającej maseczki (np. maska nawilżająca ecolab) dodaj kilka kropel keratyny hydrolizowanej. Można także wzbogacić bazową maseczkę (np. kallos latte, blueberry, omega, cherry, banana albo maska gloria) kilkoma kroplami oleju, nawilżaczem (gliceryna, aloes, nawilżacz cukrowy) oraz proteinami (np. moja ukochana keratyna hydrolizowana) i położyć taką bombę odżywczą raz w tygodniu :) Często konieczne jest używanie odżywki bez spłukiwania - polecane są joanny naturie, mnie jednak zaczęły strączkować, matowić i przesuszać. Bardzo jednak polecam mocno rozwodniony balsam regenerujący do włosów ecolab.

3. Odpowiednia stylizacja
Odpowiednia stylizacja fal i loków to bardzo ważna sprawa - przyczynia się do końcowego wyglądu naszych włosów. O ile włosy proste często możemy po umyciu zostawić same sobie bądź szybko wysuszyć suszarką, tak przy falach i loczkach trzeba się już przeważnie troszkę bardziej przyłożyć. Relację zdjęciową ze stylizacji moich fal żelem zamieściłam w TYM POŚCIE. Metoda ta sprawdzi się przy loczkach i falach o mocniejszym skręcie. Dla fal o słabszym skręcie wybawieniem okazać się mogą koczki ślimaczki czy pętelki, zerknijcie TUTAJ. Można także wypróbować plunkingu - choć ja osobiście za nim nie przepadam ;) Wadą jest to, że stylizacja zajmuje troszkę czasu. No i czasem konieczna jest suszarka z dyfuzorem :) Problemem czasem są również fale i loki nocą  - ale TUTAJ macie kilka sposobów na fale i loczki nocą ;) Jeśli znajdziemy jednak swój idealny sposób stylizacji, powinnyśmy być zadowolone z wyglądu naszych falek czy kręciołków.


W jaki sposób pielęgnujecie swoje fale lub loczki? Chciałybyście mieć kiedyś proste włosy? :) Całuję :*


środa, 4 listopada 2015

Włosy w październiku 2015r.

Witajcie Kochani :)
Gotowi na październikową aktualizację moich włosów? Będzie ciekawie - znowu postanowiłam dać szansę loczkom, zapraszam :) Zobaczcie, jak moje włosy prezentowały się po trzecim z kolei ugniataniu, tym razem na żelu lnianym.


Co słychać u moich włosów?
Październik był miesiącem chorowania Kubusia, który zarażał mnie ;) Ale miałam dzięki temu troszkę czasu na kombinowanie z włosami. Ostatnio sporo mi urosły, a moje włosy im dłuższe, tym mocniej chcą się falować. Postanowiłam jeszcze raz dać szansę pielęgnacji CG - taką czystą CG stosowałam w ciąży i wtedy miałam najładniejszy i najtrwalszy skręt. Od połowy miesiąca usunęłam z pielęgnacji wszystko, co silikonowe (zostawiłam tylko kallosy, one silikony mają po zapachu i nie czuję ich tam wiele) i postanowiłam od nowa ugniatać włosy :) Z początkiem miesiąca znowu zahennowałam włosy, oczywiście z saszetką biovaxa z aloesem.

Olejowanie:
O rany, tak patrzę na moje notatki i włosy olejowałam w październiku tylko dwa razy przy okazji niedzieli dla włosów, ajj ;) Ale nie odbiło się to jakoś bardzo źle na ich kondycji, może dlatego, że niemalże każdorazowo dodawałam do masek czy odżywek kilka kropel oleju z pestek malin.

Mycie:
Włosy najczęściej myłam balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem - swoją drogą, czytelniczka dała mi znać i zmienili skład :( Sama używałam teraz tej buteleczki z nowym składem, nie zauważyłam nawet. Dimethicone copolyol (silikon zmywalny wodą) zamienili na zwykły dimethicone - faktycznie coś mi ostatnio potters bardziej włosy przyklapywał, nie wiedziałam czemu. Zamówiłam zatem do mycia inną maskę, którą bardzo lubiłam - maseczkę owocową ze scandica. Ale pottersy będą nie do odżałowania :( Oprócz tego - do oczyszczania wykończyłam szampon pokrzywowy barwy. Teraz został mi ziołowy fitomed :)

Odżywianie:
W obiegu była ciekawa odżywka wygładzająca sylveco. Recenzja się pisze, jestem zadowolona, acz mam pewne zastrzeżenia ;) Testowałam także balsam wzmacniający planeta organica morze martwe. O ile przeważnie serię PO kocham, tak tutaj produkt bardzo się nie spisał. Kallos omega - zawsze spoko, solo bądź z dodatkiem oleju :) Maska organic shop z figą i migdałami - nie za bardzo przypadła mi do gustu, dobrze, że miałam tylko odlewkę. Recenzja niebawem się pojawi. W połowie miesiąca do pielęgnacji włączyłam bardzo ciekawą maseczkę nawilżającą ecolab - pięknie nawilża moje fale. Skusiłam się także na kallosa multivitamin - pokazywałam Wam go na moim instagramie. Użyłam go dopiero dwa razy, ale jakoś tak dziwnie po nim. Muszę jeszcze go sprawdzić, ale chyba nie będzie takiego szału, jak z werjsą blueberry, cherry czy omega. Znalazłam pod żel świetną odżywkę bez spłukiwania - mocno rozwodniony balsam regenerujący ecolab :)

Końcówki:
Przy ugniataniu włosów jakoś zapominam o silikonach, zatem na końcówkach ląduje czasem kropla oleju, teraz najchętniej z pestek malin ;)

Stylizacja:
W połowie miesiąca zaczęłam znowu stylizować włosy - ostatnio najczęściej żelem lnianym, choć zdarzyło się też męskim żelem isany, jeszcze tym ze starym składem. Oczywiście wspomagam się suszarką z dyfuzorem - nadal mam philipsa :)

Wcierki i porost:
Nie wcieram, nie suplementuję,  włosy jakoś rosną, nawet całkiem dobrze ;)


Jak Wasze włosy miewały się w październiku? :) Całuję :*

poniedziałek, 2 listopada 2015

Niedziela dla włosów z olejem arganowym loton, maską nawilżającą ecolab oraz bardzo mocnym oczyszczaniem ;)

Witajcie Kochani :)
Moje włosy ostatnio non stop były obciążone - nie miałam pojęcia, co się dzieje, odstawiłam silikony, oczyściłam je, potem myłam znanym i lubianym balsamem Mrs. Potters. A te już następnego dnia przy skórze głowy były mniej świeże, końcówki jakieś takie smętne. Kilka dni temu jedna z czytelniczek napisała mi o zmianie w składach balsamów Mrs. Potters - odżywek, których od lat używałam do mycia włosów. Post o nowym składzie znajduje się tutaj. W skrócie napiszę - do balsamów dodano silikon - dimethicone. Dlatego miałam taki przyklap. Niedziela dla włosów skończyła się przez to naprawdę mocnym oczyszczaniem ;)


Olejowanie: olej arganowy loton
Mycie: szampon barwa x1, potem szampon fitomed do włosów suchych x1
Stylizacja: 3 groszki męskiego żelu isana, suszarka z dyfuzorem


Niedzielną pielęgnację rozpoczęłam od naolejowania włosów jeszcze w sobotę, na całą noc olejkiem arganowym firmy loton - do nabycia w biedronkach ;) Chciałam im choć troszkę wynagrodzić to oczyszczanie. Rano umyłam je dwukrotnie - najpierw szamponem pokrzywowym barwy - po jednym myciu nie słyszałam jednak charakterystycznego skrzypienia, zatem umyłam je drugi raz, szamponem fitomedu do włosów suchych. Skrzypienie wystąpiło ;) Włosy bardzo ciężko było rozczesać, jak to bywa po takich mocnych oczyszczaczach ;) Nałożyłam na nie solidną porcję maseczki nawilżającej ecolab - ostatnio to moja ukochana maseczka, najczęściej używana, co mogłyście już zauważyć ;) Potrzymałam ją pod ręcznikiem jakieś 15 minut - szkoda, że nie miałam czasu na czepek i dłuższe trzymanie, efekt byłby pewnie lepszy ;) Spłukałam maseczkę dokładnie, a w ociekające włosy nad wanną wgniotłam sporo rozwodnionego balsamu regenerujący ecolab. Odgniotłam nadmiar wody rękami i delikatnie bawełnianą koszulką, wyprostowałam się, przeczesałam włosy palcami i wzięłam się za wgniatanie żelu. Mam ostatnią tubkę męskiej isany, bez alkoholu, tej ze starym składem :) Zaaplikowałam jakieś 3 groszki żelu, choć czułam, że włosy są jeszcze takie trochę suche - po takim oczyszczaniu nie ma się co dziwić ;) Wysuszyłam je suszarką z dyfuzorem, do jakiś 80-90%. Po pół godzinie, kiedy wyschły całkowicie, odgniotłam lekkie sucharki z żelu, dałam włosom ułożyć się po swojemu i wzięłam za robienie zdjęć. Coś mi dziś aparat odmawiał posłuszeństwa i Synek latał pod nogami, ale się udało ;)

Zdjęcia do słoneczka, bez lampy:

Włosy całkiem przyjemnie się skręciły, choć pod wieczór skręt już lekko siadł, nie było jednak źle ;) Przetrwały nawet bez puchu wieczorną wizytę na cmentarzach, gdzie robiło się już mgliście i wilgotno. Widać na zdjęciach, że końcówki są jeszcze lekko suche - moje włosy bardzo źle tolerują mocne oczyszczanie, dlatego skupiam się teraz na myciu odżywkami/maskami i tym samym unikaniu silikonów, żeby szamponem myć jak najrzadziej się da ;) Myślę, że jeszcze ze dwa mycia z panthenolem i glutkiem lnianym i będzie z nimi lepiej - a pottersy z silikonem dostał mąż, jemu obciążenie nie straszne ;)


Jak Wasze niedzielne poczynania - miałyście w ogóle czas na jakieś większe zabiegi? :) Całuję :*

niedziela, 1 listopada 2015

Ecolab - maska do włosów nawilżająca - coś pięknego dla moich fal :)

Witajcie Kochani :)
Jak zapewne wiecie, z używaniem nawilżających maseczek muszę być bardzo ostrożna - nadmiar humektantów, a zwłaszcza gliceryny często prowadzi moje włosy do większego bądź mniejszego puszku. Kiedy jednak zobaczyłam skład maseczki nawilżającej ecolab, w której oprócz gliceryny znajdowało się mleczko pszczele oraz masa olejów - postanowiłam zaryzykować. Opłacało się - moje fale bardzo polubiły tą emolientowo-nawilżającą bombę odżywczą :)


Skład:
Aqua, Prunus Persica (Peach) Floral Water (hydrolat wody brzoskwiniowej) ,Prunus Persica (Peach) Kernel Oil (olej z pestek brzoskwini), Prunus Dulcis (Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów), Organic Butyrospermum Parkii Shea Butter (organiczne masło shea),Organic Sesamum Indicum Oil (organiczny olej sezamowy),Argan Oil (olej arganowy),Organic Zingiber Officinate Root Extract (ekstrakt z korzenia imbiru),Royal Jelly (mleczko pszczele), Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Glyceryl Monosearate, Glyceryl Stearate SE, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Aicd, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Skład jest bogaty i po prostu przecudowny :) Na początku widzimy wodę brzoskwiniową, dalej bogactwo emolientów: olej z pestek brzoskwini, olej ze słodkich migdałów, masło shea, olej sezamowy, olej arganowy, ekstrakt z korzenia imbiru, mleczko pszczele, gliceryna. Dalej antystatyk i jeszcze dwa emolienty. Potem już zapach i konserwanty. Pięknie - po prostu pięknie. Są i nawilżacze, ale w bogatym gronie emolientów. To musiało się udać :)

Opakowanie:
Maseczka przyszła do mnie w ładnym kartoniku. Sam produkt mieści się w porządnym, plastikowym słoiczku. Zawartość chroniona jest sreberkiem - wiemy, że nikt nam w maseczce nie maczał paluchów ;)

Konsystencja i zapach:
Maseczka ma gęstą, jakby lekko maślaną konsystencję - jak na maskę przystało. Zapach jest bardzo przyjemny, jakby cytrynowo-kwiatowo-brzoskwiniowy? Ciężko określić tu jedną nutę zapachową, ale powinien się podobać - mi bardzo przypadł do gustu. Szkoda, że ulatnia się z włosów po umyciu ;)

Działanie:
Ciekawe jesteście, jak maseczka spisała się na moich falach? Powiem Wam szczerze, że używałam jej teraz najczęściej, jako nawilżającej maseczki, kiedy stylizowałam włosy w fale, ugniatając je. Produkt nie ma w składzie silikonów, zatem nie da nam takiego typowego wygładzającego, silikonowego efektu. Moje włosy jednak praktycznie zawsze po użyciu maseczki nawilżającej ecolab są wspaniale nawilżone (:D), mięciutkie, pięknie pofalowane, błyszczące i  bardzo ładnie dociążone. Produkt może lekko obciążać delikatniejsze włosy, sama używam jej w bardzo niewielkich ilościach - pół łyżeczki maksymalnie - dzięki temu mam jej jeszcze bardzo dużo ;) Maseczka poprawia mi też skręt - może dzięki zawartości lubianego przeze mnie mleczka pszczelego? :) Bardzo się polubiłyśmy, choć zimą będę musiała ją odstawić - ach ta glicerynka :D Kuszą mnie teraz inne maseczki tej firmy i balsamy, składy możecie sobie obejrzeć i porównać w tym poście.

A tak ładnie się po niej kręcimy ;)

Miałyście już to cudo? Kusi Was coś jeszcze z ecolabu? Mnie balsam odżywczy :D Całuję :*