Niedziela (sobota) dla włosów - złożona pielęgnacja z odżywką mythos oraz maską gloria

Niedziela (sobota) dla włosów - złożona pielęgnacja z odżywką mythos oraz maską gloria

Witajcie Kochani :)
Tym razem nie będzie niedzieli dla włosów, ponieważ jutro raczej nie będę mieć czasu na bogatszą pielęgnację, zatem chciałabym Wam pokazać moją sobotę dla włosów ;) Czułam już, że włosy potrzebują zarówno oczyszczania, jak i doproteinowania. Postanowiłam zatem połączyć obie te czynności w czasie jednego mycia. Jak wyszło? A no bardzo ciekawie - i bardziej pofalowano, niż ostatnio ;)


Olejowanie: brak
Mycie: szampon barwa z pokrzywą
Odżywka proteinowa: odżywka mythos z miodem i soją  z 6 kroplami keratyny hydrolizowanej
Maska emolientowa: maska gloria z 5 kroplami oleju z orzechów ziemnych
Końcówki: kuracja marokańska z avonu


Tym razem nie olejowałam włosów - należało im się porządne oczyszczanie - umyłam je dwukrotnie szamponem pokrzywowym barwy, aż do skrzypienia. Następnie nałożyłam na nie solidną porcję odżywki mythos z miodem i soją, do której dokapałam 6 kropel keratyny hydrolizowanej. Odżywka sama w sobie posiada proteiny pszeniczne, ale nie czuję ich tam jakoś bardzo dużo, zatem dodatkowa keratynka była bardzo pożądana :) Potrzymałam mieszankę prawie pół godziny, zmyłam i na 10 minutek zaaplikowałam maskę gloria, zmieszaną z 5 kroplami oleju z orzeszków ziemnych. Wszystko spłukałam, końcówki zabezpieczyłam kuracją marokańską z avonu i wysuszyłam włosy naturalnie. Na noc, lekko wilgotne związałam w pętelkę i poszłam spać. Spałam bardzo źle, właściwie do 4 bardziej się rzucałam po łóżku, niż spałam. Myślałam, że przez to rano na głowie będzie jedno wielkie gniazdo, a wcale nie było tak źle  - sami zobaczcie, jak fale prezentują się dzisiaj ;)


Włosy nie były już tak gładkie i dociążone, jak w czasie ostatniej niedzieli dla włosów - tym razem ładniej się jednak pofalowały, były pełne życia i lekkiej objętości. Za to absolutnie nie były spuszone ani fruwające - tego to nie lubimy :) W dotyku bardzo miłe  i wreszcie doproteinowane - keratyna to moja ukochana proteinka :) Zdjęcia są bez lampy, szkoda, że nie było słoneczka.


Co planujecie na jutrzejszą niedzielną pielęgnację? :) Całuję :*
Ratunek dla zmęczonych latem stóp - świetne kremy i maść Gehwol :)

Ratunek dla zmęczonych latem stóp - świetne kremy i maść Gehwol :)

Witajcie Kochani :)
Nie wiem, jak Wy, ale sama największy problem mam ze stopami  latem. Nie zimą, kiedy jest sucho i nosimy ciężkie buty, ale właśnie latem. Wtedy również najczęściej odkrywamy stopy, chodząc w sandałkach czy japonkach i zależy nam, żeby prezentowały się one ładnie i estetycznie. Kiedy sklep Dlastop.pl zaproponował mi przetestowanie trzech produktów firmy Gehwol - początkowo się zawahałam. Niewiele produktów potrafiło poradzić sobie z nagniotkami czy zgrubieniami, które co i rusz pojawiały się na moich stopach latem. Rzuciłam jednak okiem na składy kremików i od razu przystałam na propozycję :) Same zaraz zresztą zobaczycie, jakie mają piękne składy. Zapraszam :)


Sklep bardzo zapunktował sobie u mnie już w momencie otwarcia przesyłki - była ona bardzo dobrze zabezpieczona - no i dostałam czerwony kubeczek. No powiedzcie, kto nie lubi takich małych, ale bardzo miłych gestów :) Poranną wodę z cytryną piję z kubeczka do dziś. Powyższe zdjęcie pokazywałam już na moim instagramie :)


Kremy mieszczą się w niewielkich, 20ml tubeczkach. Dostępne są także większe opakowania. Do przetestowania zażyczyłam sobie trzy produkty firmy Gehwol - maść na spękane stopy, krem aksamitna skóra oraz krem silnie nawilżający lipidro. 

 
Kremy i maść zauroczyły mnie swoimi składami. Już Wam o nich poopowiadam :) Zacznijmy od tajemniczej maści do spękanych stóp Gehwol Med.
Bazą maści jest wazelina z lanoliną - lanolina to cudowny, zmiękczający i regenerujący półprodukt. Dalej znajduje się woda, nawilżający panthenol, tlenek cynku, nieco dalej gliceryna, bisabolol - naturalny składnik ekstraktu z rumianku i koktajl olejków eterycznych - między innymi olejek eukaliptusowy, lawendowy, rozmarynowy czy tymiankowy. Znajdziemy tutaj także mentol i kamforę - ta ostatnia posiada silne właściwości antyseptyczne.

Maść jest gęsta i tłusta - jeśli ktoś miał do czynienia z lanoliną ten wie, o czy mówię :) Ma też specyficzny zapach - jedni mówią, że lanolina śmierdzi owcą, coś w tym jest ;) Sama wyczuwam tu także woń olejków eterycznych, głównie tego eukaliptusowego. Zapach nie jest dla mnie jednak jakiś bardzo nieprzyjemny - smaruję nim stopy na noc, zakładam skarpety i idę spać ;) Nie radzę po posmarowaniu ubierać butów lub chodzić boso - wszystko będzie tłuste :) Potraktujmy tą maść jako taki silnie działający lek, do użycia raz za czas :) A jak maść sprawdziła się na moich stopach? Moim stopom dokuczały nieestetyczne zgrubienia, z którymi nie mogłam sobie do końca poradzić nawet tarką. Nakładałam maść przez kilka dni, niezbyt grubą warstwą na te problematyczne miejsca, zakładałam skarpety i szłam spać. Po kilku dniach naprawdę stał się cud - zgrubienia bardzo zmiękły, mogłam bez problemu je zetrzeć, a część zupełnie zniknęła. Stópki stały się gładkie i miękkie jak pupa niemowlaka ;) Miałam też taki malutki nagniotek na dużym palcu - również zniknął :) Maść ma świetne opinie na KWC i sama podpisuję się pod nimi rękami i nogami :D Uprzedzam jednak, że to prawdziwy tłuścioch i naprawdę polecam używać tylko na noc. Działa bardzo szybko i naprawdę zauważalnie. Mimo niewielkiej, bo 20ml pojemności, produkt jest naprawdę wydajny - wystarczy tylko cienko go nakładać :) Na pewno kupię sobie większą tubkę, jeśli znowu nabawię się problemów ze stopami. 20ml możemy dostać za 7zł, 75ml - za 30. Jednak naprawdę warto :)



Kiedy maść spełniła swoje zadanie i pozbyła się większości  zgrubień i nagniotków - zaczęłam pielęgnować stopy kremem Gehwol "Aksamitna skóra" oraz Gehwol Med "Lipidro krem silnie nawilżający"

Oba kremiki mają taką samą składowo bazę, różnią się jedynie dodanymi ekstraktami i konserwantami. Produkty bazują na moczniku - i bardzo dobrze, to świetny składnik kremów do stóp - zmiękcza i nawilża. Tutaj znajdziemy go zaraz po wodzie. Dalej jest olej awokado - ładnie regeneruje. Następnie nawilżająca gliceryna oraz kilka emolientów. W wersji "Aksamitna skóra" znajdziemy ekstrakt z miodu oraz hydrolizowane proteiny mleczne, natomiast w wersji "Lipidro" - ekstrakt z chlorelli zwyczajnej, ekstrakt z rokitnika, wodę morską oraz alantoinę. 

Oba produkty działały u mnie niemalże identycznie, opiszę je zatem razem :) Konsystencja jest bardzo przyjemna, niezbyt gęsta, ale również niezbyt rzadka. Wchłaniają się szybko, zupełnie inaczej, niż w przypadku tłuściutkiej maści. Można zaraz wskakiwać w klapki, co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Wersja Lipidro jest praktycznie bezzapachowa, wersja Aksamitna skóra pachnie za to pięknie - wyczuwam tutaj nutkę zapachową, która była obecna kiedyś w  takim fioletowym kremie do rąk eveline, ale nie pamiętam, w którym dokładnie :) Kremy bardzo ładnie radzą sobie z nawilżeniem stóp - po wieczornym posmarowaniu, rano były aksamitne i gładziutkie. Nie poradzą sobie jednak z takimi zgrubieniami i nagniotkami, jakie miałam z początku. Tutaj jednak trzeba najpierw uleczyć stopy maścią przeciw spękaniom, a potem wziąć się za te kremy. Z suchością i szorstkością sobie jednak pięknie radzą - mocznik wysoko w składzie wspaniale zmiękcza, uelastycznia i nawilża. W przypadku mniejszych problemów ze stopami - radzę najpierw wymoczyć je w wodzie z solą, zetrzeć martwy naskórek tarką czy pilniczkiem, a potem wysmarować je którymś z tych kremików - sama ze względów zapachowych wybieram "Aksamitną skórę" - działanie za to oba mają bardzo porządne ;) Możecie przeczytać również bardzo ładne opinie na KWC - krem Lipidro. Aksamitna skóra nie ma jeszcze opinii. Tutaj również 20ml możemy otrzymać za 7zł, a 75 - za 30zł.


Na koniec konsystencja - od góry tłuściutka i żółta maść na spękane stopy, niżej krem aksamitna skóra i na samym dole - krem lipidro.
 

Wszystkie produkty, jak i sam sklep dlastop.pl bardzo polecam :) Maść powinna pomóc na naprawdę poważniejsze problemy ze stopami, jak ciężkie do usunięcia zgrubienia i nagniotki. Kremy dadzą sobie świetnie radę w przypadku suchych i lekko zrogowaciałych stóp ;)







Jak pielęgnujecie stópki latem? :) A może nie macie z nimi większych problemów - czego bardzo Wam życzę :) Całuję :*





Niedziela dla włosów z olejem z orzeszków ziemnych i balsamem planeta organica afryka

Niedziela dla włosów z olejem z orzeszków ziemnych i balsamem planeta organica afryka

Witajcie Kochani :)
Ostatnie upalne dni nie sprzyjały mojej weekendowej bogatej pielęgnacji - przeważnie nie robiłam z włosami wtedy nic, nie licząc "zasilikonowania" ich i spięcia :) Tym razem postawiłam jednak na kilka emolientowych, odżywczych produktów, które świetnie się spisały. Zerknijcie, co tam smacznego dostały moje fale w ramach niedzieli dla włosów ;)


Olejowanie: olej z orzeszków ziemnych na suche włosy
Emulgowanie oleju: kallos cherry
Mycie: płyn facelle sensitive
Odżywianie: balsam planeta organica afryka z olejem arganowym
Końcówki: kuracja marokańska z avonu


Moje włosy bardzo lubią bogatą pielęgnację i przeważnie reagują na nią bardzo dobrze -  tak było i tym razem :) Rytuały pielęgnacyjne rozpoczęłam od naolejowania ich na całą noc olejem z orzeszków ziemnych, tym z biedronki. Po raz kolejny utwierdzam się, że to będzie chyba najlepszy olej, jakiego do tej pory używałam - szykujcie się na recenzję :) Rano zemulgowałam olej kallosem cherry, a następnie umyłam włosy płynem facelle sensitive. Na jakieś 10 minutek nałożyłam jeszcze odrobinę mojego ukochanego balsamu planeta organica afryka z olejem arganowym. Spłukałam produkt i w wilgotne końcówki wgniotłam kropelkę kuracji marokańskiej z avonu - na razie to moje ukochane serum do włosów, mimo że za innymi produktami tej firmy nie przepadam :) Włosy wysuszyłam naturalnie, przeczesując je palcami w trakcie schnięcia. Po kilku godzinach prezentowały się tak:



Zdjęcia niestety są z lampą, ponieważ robiłam je bardzo późno- jednak na żywo prezentowały się bardzo, bardzo dobrze. Jak widać, włosy znowu się bardziej prostują - robiona kilka dni temu henna i emolienty robią swoje :) Jestem z nich jednak bardzo zadowolona - po oleju z orzeszków ziemnych były w dotyku takie gładziutkie i jedwabiste, zawsze są takie właśnie po nim :) Dodatkowo były przyjemnie dociążone, nawilżone, błyszczące i prawie proste :) I o dziwo - coraz bardziej lubię je w takim wydaniu :D Pod Dzisiaj rano się troszeczkę postrączkowały po nocy, ale wystarczyło przeczesanie grzebieniem i znowu jest dobrze :)


Co smacznego Wasze włosy dostały tego weekendu? :) Całuję :*
Emolientowe maski i odżywki idealne na upały + plan pielęgnacji włosów na upalne dni

Emolientowe maski i odżywki idealne na upały + plan pielęgnacji włosów na upalne dni

Witajcie Kochani :)
Uff, upały na szczęście minęły. Moje włosy przez kilka pierwszych, gorących dni wyglądały dość nieciekawie. Były bardzo suche, spuszone i matowe. Jak nie moje ;) Postanowiłam odstawić całkowicie proteiny i nawilżacze, a skupić się jedynie na mocno emolientowej pielęgnacji. To był strzał w dziesiątkę - już po drugim, mocno emolientowym myciu włosy wyglądały o niebo lepiej. Podejrzewam, że włosy o niższej porowatości niekoniecznie odczuły zły wpływ wysokich temperatur i naprawdę wysokiego punktu rosy (17-18 stopni) - jednak moje średnioporowate falowańce nie były zachwycone ;) Wiem, że wiele z Was również miało w czasie ostatnich kilkunastu dni duży problem z włosami. Pokazuję zatem, które konkretnie emolientowe produkty pozwoliły moim falom odetchnąć ;) Napiszę też taki przykładowy plan pielęgnacji na upalne dni, żebyście mogły się zorientować, kiedy czego używałam - zaczynajmy :)




Mój emolientowy arsenał:
Byłam tak zaniepokojona stanem włosów, że aż postanowiłam kupić w Kosmyku mój cudowny balsam planeta organica afryka z olejem arganowym - spisał się jak zawsze znakomicie i już po pierwszym użyciu włosy wyglądały lepiej :) Jego recenzję możecie przeczytać TUTAJ. W użyciu był również balsam z tej samej serii, jednak z olejem makadamia. Spisał się troszkę słabiej, niż arganowy brat, jednak i tak bardzo go cenię i polecam wypróbować :) Moja opinia znajduje się TU. W całym tym odżywczym arsenale nie mogło zabraknąć wspaniałych emolientowych kallosów - blueberry, omega oraz cherry. Służyły mi one jako takie bazy, które wzbogacałam sporą ilością oleju bądź kapką oleju lanolinowego. Emulgowałam nimi również olej, a także myłam włosy. Z pewnością w czasie upałów dobrze spiszą się inne emolientowe produkty, uważajmy jednak na humektanty - te wbrew pozorom, w trakcie takiej pogody mogą nam zrobić więcej krzywdy niż pożytku. Sama z nawilżaczy w ostatnich kilkunastu dniach tolerowałam jedynie aloes i to koniecznie pod olej :) Tutaj dla przypomnienia spis czysto emolientowych masek i odżywek: KLIK i KLIK.


Przykładowy plan pielęgnacji na upalne dni:
*olej awokado nałożony na maskę biovax z aloesem/kallosa aloe
*zemulgowanie oleju kallosem cherry
*mycie włosów płynem facelle
*kallos blueberry z kilkoma kroplami oleju awokado
*serum silikonowe na końcówki

*mycie włosów balsamem mrs. potters
*balsam planeta organica afryka z olejem arganowym
*serum silikonowe na końcówki

*olej z orzechów ziemnych na suche włosy
*zemulgowanie oleju kallosem omega
*mycie włosów szamponem hipp
*balsam planeta organica afryka z olejem makadamia 
*serum silikonowe na końcówki

*mycie balsamem mrs. potters
*kallos blueberry+kilka kropel ulubionego oleju+minimalna ilość oleju lanolinowego (pół małego paznokcia)
*serum silikonowe na końcówki


To takie przykładowe zestawienia - dla części włosów to za dużo i ciężko - ja z natury mam suche fale o średniej porowatości, które nie znoszą upałów i zim - musiałam je tak dopieszczać, żeby się dobrze prezentowały ;) Kompletnie odstawiłam proteiny - raz nałożyłam coś z mlecznymi i keratyną na takie suche włosy - efekt był tragiczny ;)

Współpraca z AyurVedik i trzy sztuki kremu KAILAS dla Was ;)

Współpraca z AyurVedik i trzy sztuki kremu KAILAS dla Was ;)

Witajcie Kochani :)
Ostatnio nawiązałam dwie bardzo ciekawe współprace :) Wiecie, że jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o składy kosmetyków, jednak zaoferowane produkty tak mnie zaciekawiły, że postanowiłam przystać na współpracę :) Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów o kremie KAILAS, który będę mieć przyjemność testować dzięki uprzejmości Ayurvedik.pl :) Zorganizowaliśmy dla Was także konkurs, w którym trzy osoby będą miały szansę owy kremik zdobyć, zapraszam po szczegóły na końcu posta :)


 




KAILAS – ajurwedyjski krem z himalajskich ziół na problemy skórne

Receptura produkcji kremu Kailas jest rezultatem wieloletniej pracy ekspertów ajurwedyjskich zajmujących się badaniem właściwości ziół rosnących w Himalajach . W oparciu o receptury zawarte w ajurwedzie , we współpracy z dermatologami stworzony został krem jakiego jeszcze nie było!
Wyjątkowa skuteczność i szerokie spektrum działania kremu Kailas wynika z tego iż do jego produkcji używa się wielu rzadkich esencji ziołowych pochodzących z dziewiczo czystych terenów Himalajów, jak również jest to zasługa prastarej ajurwedyjskiej metody łączenia esencji ziołowych w odpowiedniej kolejności i w specjalnych proporcjach, dzięki czemu uzyskuje się zwielokrotnienie ich mocy.


Zastosowanie

Krem KAILAS to mieszanina odżywiających i nawilżających skórę olejów roślinnych połączona z ekstraktami roślinnymi o działaniu łagodzącym , stymulującym regenerację naskórka oraz mikrokrążenie skórne, a także usuwającymi przebarwienia. Produkt działa również antybakteryjnie oraz przeciwgrzybicznie.



Produkt polecany do pielęgnacji skóry:
  • łojotokowej,
  • trądzikowej,
  • z przebarwieniami
KAILAS zalecany jest także przy problemach z nadmiernie wysuszoną i pękającą skórą oraz przy nadmiernym rogowaceniu skóry. Łagodzi skutki:
  • ukąszeń owadów,
  • otarć,
  • podrażnień skóry np. po goleniu i depilacji.




W tradycji ajurwedyjskiej stosowany również przy:
  • łuszczycy,
  • hemoroidach,
  • grzybicy,
  • kurzajkach,
  • oparzeniach,
  • odleżynach,
  • opuchnięciach.
Krem przebadany na grupie osób z dodatnim wywiadem alergicznym.



No i oczywiście skład :)
Cocos Nucifera Oil, Shorea Robusta Resin, Santalum Album Oil, Camphor, Azadirachta Indica Leaves Extract, Tribulus Terrestris Fruit Exctract, Cynodon Dactylon Exctract, Cissampelos Pareira Bark Extract, Calcium hydroxide, Aqua



Biorę się niebawem za testowanie, najbardziej ciekawi mnie to łagodzenie podrażnień po goleniu i depilacji, mam z tym niemały problem ;) Spróbuję go użyć także na kawałku twarzy, choć bardzo ostrożnie - jestem sporym wrażliwcem :) Zapraszam również do obejrzenia i polubienia kremu kailas na facebooku :)  O produkcie tym pisała także Alina na swoim blogu :)



A teraz czas na konkurs - trzy osoby mają szansę zdobyć krem KAILAS dla siebie! :)

Warunki konkursu:
1. Zaobserwuj mój blog (jeśli jeszcze go nie obserwujesz) - 1 los
2. Podaj swój adres e-mail
3. Możesz umieścić banerek z informacją o konkursie na swoim blogu - 1 los
4. Odpowiedz na pytanie: jaki jest Twój ulubiony kosmetyk naturalny i dlaczego właśnie on - może to być olej, półprodukt czy gotowy kosmetyk.

Wzór zgłoszenia:
1. Obserwuję blog jako:
2. Mój e-mail:
3. Banner o konkursie na blogu: TAK/NIE; adres bloga
4. Jaki jest mój ulubiony naturalny kosmetyk?



Konkurs trwa od dziś, czyli od 16 sierpnia 2015 roku przez miesiąc, do 16 września 2015 roku do północy :) W ciągu kilku dni wylosuję trzy osoby, a firma Ayurvedik wyśle Wam kremiki :)

 

Upały - jak pomóc włosom je przetrwać?

Upały - jak pomóc włosom je przetrwać?

Witajcie Kochani :)
Na blogach cisza, wszyscy się opalają i grzeją - no i bardzo dobrze, sama zrobiłam sobie kilkudniową przerwę od blogowania - było mi to jednak potrzebne :) Jak Wasze włosy znoszą trwające od kilku dni upały? Moje szczerze mówiąc dość mocno ją odczuły, mam dla Was jednak garść rad, jak można naszym kłaczkom pomóc przetrwać falę upałów, która ma potrwać jeszcze dobrych kilka dni :)




1. Zabezpieczanie końcówek
Myślę, że pierwszym i chyba najważniejszym punktem w okresie letnich upałów jest konieczność zabezpieczania końcówek włosów silikonowym serum. Do wyboru mamy kilka znanych produktów, jak np. serum green pharmacy, biovax czy olejki orientalne marionu. Sama od siebie bardzo polecam kurację marokańską z avonu - to chyba jedyny kosmetyk tej firmy, który naprawdę polubiłam ;) Od kilku dni końcówki włosów zabezpieczam codziennie - mimo, że poprzedniego dnia dostały swoją porcję silikonowego serum, to następnego ranka łakną kolejnej :) Można także spróbować wgnieść we włosy 1-2 krople oleju, ale na trwające upały może być on za słaby.

2. Olejowanie
Jeśli już o olejach mowa - jak najczęściej olejujmy włosy - nawet na godzinkę, nawet na pół, ale starajmy się o tym nie zapominać :) W takie upały włosy stają się suche i sztywne, oleje powinny ograniczyć puszenie i odbudować otoczkę tłuszczową włosa. Sama widzę po swoich włosach, że w takie upały domagają się one znacznie częstszego olejowania, nawet co każde mycie. Preferuję oleje z przewagą kwasów omega 9 - ukochany ostatnio olej z orzeszków ziemnych z biedronki i olej awokado z fitomedu. Ale tutaj dobierzmy już sobie oleje do potrzeb naszych włosów.

3. Uwaga na humektanty
Mogłoby się wydawać, że nasze włosy potrzebują taką gorącą porą wielu nawilżaczy. Nawilżacze jednak mogą nam zrobić jeszcze więcej szkody niż pożytku przy takich temperaturach i punkcie rosy - w Krakowie oscyluje on w ostatnich dniach w okolicach 17,18 stopni. Praktycznie całkowicie wyeliminowałam humektanty i mocno ograniczyłam proteiny na rzecz emolientów.

4. Ochrona przed słońcem i słoną wodą
Najlepiej byłoby nie wystawiać włosów na działanie promieni słonecznych i słonej wody, ale ej no - w końcu mamy wakacje - włosy są ważne, ale nie najważniejsze - najważniejsze będą wspomnienia :D Warto jednak przed opalaniem czy kąpielą nałożyć na kłaczki sporo silikonów albo wręcz je naolejować :) Co Wam szkodzi poopalać się na ogrodzie z naolejowanymi włosami - potem i tak w końcu idziemy się umyć ;)

5. Ostrożnie z produktami z alkoholem i ziołami
Jak zapewne wiecie, produkty do włosów z alkoholem bardzo mocno je wysuszają. Lepiej ograniczmy je w letnik okresie - uwaga na wszelkie spraye do włosów czy odżywki - jeśli widzicie gdzieś w składzie alkohol, lepiej je na razie odstawcie ;) Podobna sprawa jest z ziołami - w nadmiarze lubią wiele typów włosów wysuszać. 


Macie jeszcze jakieś rady? :) Jak Wasze włosy znoszą upały? :) Całuję ;*


Maska gliss kur oil nutritive - wielkie rozczarowanie

Maska gliss kur oil nutritive - wielkie rozczarowanie

Witajcie Kochani :)
O maseczce i odżywce gliss kur oil nutritive słyszałam już od bardzo dawna - wiele z Was zachwycało się tym, jak oba produkty dociążają i wygładzają włosy. Odlewka maseczki z tej serii stała w moich zapasach już od dłuższego czasu, postanowiłam zatem po nią sięgnąć, z pewną dozą niepewności ;) Jesteście ciekawe, co wynikło z naszej znajomości?


Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Glycol Distearate, Dimethicone, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Panthenol, Cocodionium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Behentrimonium Chloride, Polyquaternium-37, Dicaprylyl Carbonate, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Methylparaben, Parfum, Propylene Glycol, PPG-1 Trideceth-6, CitricAcid, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citronellol, CI 15985, CI 47005

Skład jest bardzo bogaty i bardzooooo emolientowy - choć w składzie możemy również znaleźć keratynę hydrolizowaną oraz nawilżacze - panthenol i glikol propylenowy. Ale wróćmy do tych emolientów - bardzo wysoko, bo na 3 miejscu w składzie mamy masło shea. Dalej jest olej arganowy, makadamia, oliwa z oliwek, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek moreli, olej marula oraz olej sezamowy - prawdziwe bogactwo olejów ;) Dość wysoko występuje silikon zmywalny delikatniejszy szamponem, obecne są również antystatyki, które ułatwią rozczesywanie włosów. Całość prezentuje się bardzoooo bogato i interesująco ;)

Konsystencja i zapach:
Maseczka pachnie prześlicznie - dla mnie to takie jakby przesłodzone cytrusy :) Od razu chce się po niej jeść :D Konsystencja jest bardzo, bardzo gęsta, pewnie przez wysoką zawartość shea. To takie właśnie masełko, z którym trzeba się chwilkę namęczyć, żeby równomiernie je rozprowadzić na włosach. 

Działanie:
Po tak pięknym składzie można by się spodziewać maksymalnego dociążenia i wygładzenia - jednak nie w przypadku moich włosów :) Wiem, jak niefajnie działa na nie masło shea, a tego masełka jest tu naprawdę dużo. Już w czasie spłukiwania maseczki, którą to aplikowałam na 5-30 minut czuć, że na włosach została jakaś warstewka. Fale po wysuszeniu niestety nie prezentowały się zbyt dobrze - były matowe, lekko szorstkie, troszkę spuszone. Niestety nie otrzymałam tak lubianego przeze mnie wygładzenia i dociążenia, a szkoda, z tak pięknym olejowym składem mogło być pięknie ;) Próbowałam także nakładać produkt przed myciem - tutaj było już troszkę lepiej, ale niewiele ;) Podejrzewam, że maseczka to znajdzie wiele zwolenniczek, trzeba jednak lubieć się z masłem shea. No i na koniec - gliss kur dość mocno obciążył moje fale, na drugi dzień nadawały się już tylko do umycia, mimo nakładania niewielkich ilości ;)

 Pokazuję zdjęcie po użyciu gliss kura, na zdjęciu widać troszkę ten puszek i matowość ;)

Mimo wszystko nadal kusi mnie odżywka, która nie ma masła shea :) Miałyście już któryś z tych produktów? Całuję :* 
Niedziela dla włosów z olejem z orzeszków ziemnych

Niedziela dla włosów z olejem z orzeszków ziemnych

Witajcie Kochani :)
Pokazywałam Wam wczoraj na instagramie mój nowy biedronkowy łup - olej z orzechów ziemnych :) Ma on sporo kwasów tłuszczowych omega 9 - a te przeważnie pięknie dociążają i wygładzają moje fale. Postanowiłam od razu go przetestować, w ramach niedzieli dla włosów. Jak się spisał? :)


Olejowanie: olej z orzeszków ziemnych na kallosa aloe
Mycie: szampon biolaven
Odżywianie: kallos latte + 3 krople oleju z orzeszków ziemnych
Końcówki: kropla oleju z orzechów ziemnych


Wszystkie zabiegi rozpoczęłam od zwilżenia włosów, zaaplikowania na nie solidnej porcji kallosa aloe, a następnie jakiejś łyżeczki oleju z orzeszków ziemnych. Bardzo lubię olejowanie na nawilżające maseczki - sprawdza się u mnie dużo lepiej, niż zabieg wykonywany na sucho :) Pochodziłam z olejem jakieś 2 godzinki, po czym zmyłam go moim ukochanym szamponem biolaven z winogronem i lawendą. Następnie, na dosłownie kilka minutek zaaplikowałam kallosa latte (tego biało-filetowego, nie sericala) z 3 kroplami oleju z orzeszków ziemnych. Bałam się troszkę, że włosy po kallosie będą dziwne, jak to kiedyś bywało, ale chciałam go wreszcie wykończyć i otworzyć coś nowego :) Zmyłam kallosa po 10 minutach, w końcówki wgniotłam kroplę oleju, oczywiście z orzechów ziemnych :) Wysuszyłam włosy suszarką - chwilę ciepłym nawiewem, wykończyłam chłodnym. Już po wysuszeniu były bardzo gładkie i takie jedwabiste - co rzadko zdarza mi się tuż po suszeniu. Zawinęłam je w pół godzinki w pętelkę. Po rozwinięciu i pochodzeniu jakąś godzinkę, włosy prezentowały się tak:

Z lewej strony zdjęcie bez lampy, z prawej z lampą, niestety niebo mocno zachmurzone:

Widzicie? Mam prawie proste włosy :D Nie wiem, czy tak dociążająco i wygładzająco podziałał olej - ale chyba właśnie to on jest sprawcą :) Włosy są tak miłe w dotyku, zachowywały się troszkę jak niskoporowate - nie odstawały, nie puszyły się, były bardzo lejące i gładkie - to dla mnie aż dziwne :D Nawet na wietrze zachowywały się jakoś tak dziwnie, no jak nie moje :) Powiem Wam szczerze, że bardzo mi się to spodobało - normalnie po kilku godzinach chodzenia coś tam się lekko spuszyło, a tutaj gładko i prawie prosto :) Zaskoczyło mnie również to, że kallos nie zmatowił i nie spuszył mi włosów - co często mu się zdarzało. Mogłyby się troszkę bardziej skręcić, ale nie będę już marudzić :D


Czego użyłyście w czasie Waszej weekendowej pielęgnacji? Obkupiłyście się w biedronkowe oleje? :) Mnie kusił jeden z moich ulubionych - orzechów włoskich, ale niestety już go nie było ;) Całuję :*




Odwiedzisz mnie na instagramie? :)