11:32:00

Sattva - czerwona henna - sposób przygotowania i efekty na moich włosach

Sattva - czerwona henna - sposób przygotowania i efekty na moich włosach
Witajcie Kochani :)
Pamiętam, jak jeszcze niedawno zarzekałam się, że nie wrócę już do henny, bo strasznie przyciemniła mi włosy i osłabiła skręt. No cóż - jak to mówią, tylko krowa nie zmienia zdania :) Na pół roku zdradziłam ją z farbami chemicznymi, a teraz wracam do henny z podkulonym ogonem, tym razem jednak zamierzam hennować mądrze :) Mam zamiar 2 lub 3 razy nałożyć hennę zakwaszoną acerolą, coby porządnie chwyciła na długości i nie wypłukiwała się, później będę hennować już tylko odrost, żeby nie nadbudować jej znowu na długości do mahoniu. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o hennie Sattva. Otrzymałam puszeczkę henny w ramach współpracy, oczywiście wybrałam hennę  w kolorze czerwonym. Sattva różni się nieco od khadi, której byłam wierna przez tyle lat. Zaraz opowiem Wam o tym coś więcej :) Pokażę Wam również, jak rozrabiam hennę i zakwaszam acerolą oraz pokażę ostatnie efekty hennowania.




Jak prezentuje się henna Sattva i czym różni się od Khadi?
Henna sattva znajduje się w tekturowym pudełeczku, w środku jest woreczek z zamknięciem, który mieści 150g henny. To więcej, niż ilość henny w khadi - tam mieliśmy jej 100g. W środku, oprócz samej henny znajduje się pędzelek do aplikacji pasty oraz 2 zestawy - rękawiczki + czepek. Wielki plus dla producenta, ponieważ taka duża puszeczka większości osób wystarczy na 2 aplikacje i od razu dostajemy 2 zestawy. W khadi nie mieliśmy pędzelka i był 1 zestaw rękawiczki + czepek.  Ceny są praktycznie na tym samym poziomie, z tym, że sattvy dostajemy 150g, a khadi 100. Henny te różnią się również zapachem - po khadi przez kilka myć czułam bardzo intensywny zapach siana i skoszonej trawy, tak samo było w trakcie nakładania. Tutaj również go czuć, ale jest dużo, dużo, dużo mniej intensywny ;) Mi ten zapach osobiście jakoś bardzo nie przeszkadzał, ale jeśli ktoś go nie lubił, sattva wypada tutaj dużo lepiej. Po rozrobieniu Sattva jest bardziej glutkowata, mniej spływa z włosów i lepiej się ich trzyma. Khadi, mimo że nakładałam dość gęstą pastę, częściej spływała i nie była taka glutkowata ;) Obie henny są bardzo drobno zmielone i bardzo dobrze się mieszają, nie zostawiając grudek.


Jak przygotowuję hennę krok po kroku?
Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałam odpowiedniej wiedzy, zakwaszałam hennę sokiem z cytryny. Używałam niepotrzebnie aż 2 czy 3 cytryn, kiedy wystarczyłaby połowa lub maksymalnie 1. Cytryna przesusza w nadmiarze plus mocno przyciemnia odcień henny. Tym razem celuję w rudości, dużo poczytałam na facebookowej kopalni wiedzy o hennie - KLIK KLIK - i zdecydowałam się na acerolę. Przygotowałam zatem połowę henny Sattva, czyli 80g, 10 g aceroli, gorącą (ale nie wrzącą) wodę, żel lniany oraz nawilżającą odżywkę Anwen o zapachu bzu - dla lepszego nawilżenia.


Używam ceramicznej miseczki i plastikowej łyżeczki. Najpierw wsypałam acerolę do henny - ja mam firmy Biomus, drogo wychodzi, można dostać taniej, ale akurat taką miałam jeszcze w domu ;) Później powoli wlałam gorącej wody i zaczęłam mieszać.


Jak już grudek było mniej, dodałam łyżkę odżywki nawilżającej Anwen o zapachu bzu oraz 3 łyżki żelu lnianego. Lubię dodawać nawilżające dodatki do henny, włosy nie są później tak wysuszone ;)


Dalej chwilkę mieszałam łyżeczką, później sięgnęłam po mikser z plastikowymi łopatkami, który miesza wszystko błyskawicznie. Łyżeczką trzeba jednak dużo dłużej się bawić w mieszanie.


Mieszam, aż do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Jeśli henna wyszła Wam za rzadka, można dosypać troszkę proszku. Jeśli jest za gęsta, dolewamy dalej troszkę wody. Później owijam miseczkę workiem foliowym, ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na kilka godzin, nawet do całej doby ;) Tutaj odstawiłam akurat na jakieś 8 godzin. Przed nałożeniem henny oczyściłam włosy szamponem familijnym - poprzednim razem umyłam je tylko delikatnym szamponem i bardzo szybko się wypłukała ;) Aplikuję hennę na mocno wilgotne włosy, tak jest dużo wygodniej, niż na suche. Wszystko trzymałam pod czepkiem i ręcznikiem 2,5 godziny. Zmywałam grubo po północy ;)


Efekty:
Tutaj zdjęcie przed hennowaniem, kolor w lekkim słońcu:

Tutaj po, w słońcu, włosy po nocy, kompletnie nie ułożone ;) U góry są bardziej rude, któraś tam farba chemiczna mi mocniej włosy rozjaśniła  i dlatego.

A po 1 umyciu i wystylizowaniu prezentują się tak, już praktycznie nie są suche:

Dużo bardziej wolę się w rudościach, niż w tym mahoniu z nadbudowanej henny ;) Hennujecie włosy? Farbujecie? A może stawiacie na naturalny kolor? :) Całuję :*





14:18:00

ANWEN - OLEJEK DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH "MANGO"

 ANWEN - OLEJEK DO WŁOSÓW  ŚREDNIOPOROWATYCH "MANGO"
Witajcie Kochani :)
Uwielbiam oleje do włosów - to one znacząco przyczyniają się do poprawy ich kondycji. Olejuję moje fale mniej lub bardziej regularnie już od wielu lat. Do tej pory stawiałam głównie na czyste oleje, choć od jakiegoś czasu testuję więcej olejowych mieszanek. I takim oto sposobem na urodziny zażyczyłam sobie olejek Anwen o pięknym zapachu mango do włosów o średniej porowatości :) Jakiś czas temu opisywałam Wam wersje do wysokoporków o zapachu marakui - KLIK KLIK. Który z nich polubiłam mocniej? Zapraszam na recenzję :)


Skład:
Co tam ciekawego siedzi w olejku od Anwen? A no mamy olej ze słodkich migdałów, olej z pestek śliwki oraz olej kameliowy - który swoją drogę testowałam czysty, z małej buteleczki i uwielbiam :) Później już konserwanty i substancje zapachowe. Wszystkie oleje z przewagą kwasów tłuszczowych omega 9, coś w sam raz dla średniej porowatości.


Opakowanie i zapach:
Olejek mieści się w 100 ml buteleczce z pompką w ładnych pastelowych kolorach - uwielbiam fiolet :) Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu, nawet jeśli używam go tylko na końcówki. Olejek pachnie cudnie! Myślałam, że pokochałam zapach olejku z marakują, ale ten bije wszystko na głowę. Słodkie, soczyste, tropikalne mango. Tak bardzo lubię ten zapach, że olejku używam czasem do ciała, coś pięknego :)


Działanie:
Uwielbiam wszystkie 3 oleje, którą znajdują się w tym produkcie - olej ze słodkich migdałów, z pestek śliwki i kameliowy. Jak zatem możecie się domyślać, olejek został ulubieńcem moich włosów. To on właśnie służył i nadal służy mi w moich ostatnich olejowych eksperymentach - w olejowaniu na kwas hialuronowy, a także w olejowaniu na żel aloesowy. Stosowałam go również na nawilżającą maskę oraz na suche włosy, na godzinę i na całą noc. W każdym przypadku spisuje się znakomicie, również na sucho. Moje fale są po nim bardzo ładnie dociążone, wygładzone, błyszczące i cudownie w dotyku. Troszkę osłabia skręt, ale taki właśnie efekt zostawiają u mnie oleje z przewagą omega 9 - taka cena za to wygładzenie i cudowne w dotyku włosy ;) Olejek zostawia delikatny zapach na moich włosach, ale niestety ten dość szybko się ulatnia. Stosuję go również do zabezpieczania końcówek, z tym, że ostrożnie, bo zbyt duża ilość może obciążyć. Myślę, że ma szansę spisać się dobrze na wszystkich porowatościach, chyba że wybitnie nie lubimy się z olejem migdałowym ;) Którą wersję wolę bardziej - marakuja czy mango? Sama nie wiem, marakuja mocniej skręca mi włosy, mango za to pięknie wygładza i tak cudnie pachnie. Oba są świetne, może delikatnie na korzyść mango.



Znacie olejki Anwen?  Myślałam o tym do niskiej porowatości, ale ma kokosa, a ja toleruję go tylko raz za czas ;) Całuję :*

10:38:00

Pielęgnacja włosów kręconych - PRZYKŁADOWY PLAN PIELĘGNACJI ZGODNY Z METODĄ CG - Z ZACHOWANIEM ZASAD PIELĘGNACJI WŁOSÓW LATEM

Pielęgnacja włosów kręconych - PRZYKŁADOWY PLAN PIELĘGNACJI ZGODNY Z METODĄ CG - Z ZACHOWANIEM ZASAD PIELĘGNACJI WŁOSÓW LATEM

Pielęgnacja włosów kręconych - plan

Witajcie Kochani :)
Jakiś czas temu przygotowałam 2 plany pielęgnacji włosów, zgodne z metodą Curly Girl - KLIK oraz KLIK. Tym razem przygotowałam coś w sam raz dla początkujących, na lato. Jeśli zaczynamy pielęgnację, nasze włosy bardzo często potrzebują mocnego nawilżenia. Latem jednak nawilżacze lubią płatać nam figle i często zamiast nawilżać - przesuszają nam włosy. Mam jednak swoje sposoby na humektanty - najlepiej umieścić je pod emolientami ;) I taki właśnie jest ten plan, ma za zadanie mocno nawilżyć włosy i zminimalizować puch.





1 mycie jest nawilżająco-emolientowe. Najpierw olejujemy włosy ulubionym olejem na 30-60 minut na wodę z miodem --> TUTAJ mój wpis na ten temat. Następnie zmywamy wszystko maseczką - najbardziej polecam maskę Vatika z czarnuszką, można też pokusić się o kallosa color, ja jednak bardziej chwalę sobie vatikę, po kallosie mogą wypadać włosy, po vatice o tym nie słyszałam. Dalej aplikujemy maskę lub odżywkę emolientową - w tym wypadku może to być czerwona odżywka garniera z żurawiną, dostępna w rossmannach i wielu innych drogeriach. Spłukujemy i na ociekające wodą włosy nakładamy jeszcze odrobinkę emolientowej odżywki w roli odżywki bez spłukiwania - może to być wspomniany czerwony garnier albo kallos color. Później aplikujemy żel do włosów z niewielką ilością nawilżaczy - najlepiej syoss men power hold czy krem do loków boots.



2 mycie jest typowo emolientowe - emolienty są bardzo ważne w pielęgnacji fal i loków, zwłaszcza latem. Myjemy sobie włosy, czy to kallosem color, czy vatiką z czarnuszką. Następnie aplikujemy (najlepiej pod czepek i ręcznik) mocno emolientowy produkt - może to być maseczka cien z olejem arganowym, makadamia i kokosem - ta żółta szaszetka. Kokosa w niej niewiele i większość fal i loczków ją lubi. Można ją wzbogacić kilkoma kroplami oleju, żeby była jeszcze mocniej emolientowa. Później tradycyjnie emolientowa odżywka bez spłukiwania na ociekające wodą włosy - może być kallos color oraz produkt do stylizacji z niewielką ilością nawilżaczy. Uwaga tutaj na żel lniany, żel syoss max hold i isana hidden control - bardzo dużo nawilżaczy, raczej nie na lato.



3 mycie - nawilżająco-emolientowo-proteinowe. Olejujemy włosy na nawilżającą maskę na 30-60 minut, zgodną z CG - może  to być maska biovax z aloesem do włosów skłonnych do wypadania lub jej odpowiednik z lidla - maska cien z aloesem, ta fioletowa. Metodą takiego olejowania opisałam w TYM POŚCIE. Następnie myjemy oczywiście włosy - vatika z czarnuszką, kallos color, scandic fruit. Teraz czas na proteiny - możemy zaaplikować czerwoną saszetkę cien z keratyną jedwabiem, to znana i lubiana maseczka, dodatkowo ma niewiele nawilżaczy. Zamykamy wszystko emolientem - na ociekające wodą włosy aplikujemy emolientową odżywkę bez spłukiwania - polecam kallosa color lub czerwonego garniera z żurawiną. Stylizujemy włosy żelem czy kremem z niewielką ilością nawilżaczy.



4 mycie - czysto emolientowe, bardzo przyda nam się tutaj maska kallos color. Myjemy włosy owym kallosem, następnie nakładamy kallosa color z dodatkowym olejem - nawet do łyżeczki, pod czepek i ręcznik na 30 minut. Spłukujemy, na ociekające wodą włosy aplikujemy odrobinę kallosa color jako odżywkę b/s, stylizujemy i gotowe ;)



5 mycie - nawilżająco-emolientowe - po takich myciach mam z reguły najładniejsze włosy. Olejujemy włosy na żel lniany - TUTAJ mój wpis na ten temat ;) Po godzinie  zmywamy wszystko naszą maską myjącą, a następnie aplikujemy emolientowy produkt - niech będzie to nasz słynny kallos color. Po spłukaniu go nakładamy jeszcze niewielką jego ilość w ociekające wodą włosy jako produkt b/s. Następnie stylizujemy włosy stylizatorem z niewielką ilością nawilżaczy=humektanów.



6 mycie - znowu czysto emolientowe. Po takim myciu bardzo często mam mięsiste falo-loki bez grama puchu. Myjemy włosy naszą maską myjącą - wiecie, kallos color, vatika i te sprawy ;) Później pod czepek i ręcznik ląduje emolientowy produkt - bardzo lubię używać w tym celu odżywki garniera z żurawiną i olejem arganowym. Po spłukaniu kallos color ląduje na ociekających od wody włosach w formie odżywki b/s. Później zostaje nam już tylko stylizacja żelem czy kremem z niewielką ilością humektanów, coby włosów nie spuszyć.



7 mycie - proteinowe ;) Starajmy się dostarczyć protein tak około raz w tygodniu. Olejujemy włosy na nawilżającą maseczkę - fajnie spisuje się tutaj pomarańczowa saszetka cien z miodem i cynamonem lub jej biovaxowy odpowiednik - maska do włosów suchych i zniszczonych. Po 30-60 minutach wszystko spłukujemy, myjemy kallosem color czy vatiką. Później aplikujemy proteinowy produkt - albo czerwoną saszetkę cien, albo np. kallos color z 10 kroplami keratyny hydrolizowanej z buteleczki i z 10 kroplami oleju - super miks :) Po wszystkim znowu leci kallos color b/s i stylizator z niewielką ilością humektantów. Mocny skręt po proteinach gwarantowany ;)




Kilka uwag - włosy kręcone i włosy falowane:

*7 myć, plan na 2 tygodnie, jeśli myjemy włosy co 2 dni :) Później po 7 myciu możemy zacząć od początku, od 1 mycia.
*Starajmy się nawilżacze=humektanty pakować latem pod olej - powinniśmy dzięki temu uniknąć bądź mocno ograniczyć puch i suszę. Humektanty nałożone po umyciu włosów, bez zamknięcia włosów emolientem mogą zamiast włosy nawilżyć - przesuszyć i spuszyć.
*Warto znaleźć stylizator bez lub z niewielką ilością nawilżaczy - może to być żel syoss men power hold lub krem do loków boots. Warto też zainteresować się żelami taft - niebieskim, złotym i przezroczystym.
*Proteiny uwzględniłam 1 raz w tygodniu.
*Jeśli jakiś produkt nam nie odpowiada - np. kallos color jako emolientowa maska, możemy użyć oczywiście czegoś innego, np. czerwonej odżywki garniera. Tak samo - jeśli nie pasuje nam olejowanie na miód - olejujmy na żel lniany czy na ulubioną nawilżającą maskę.
*Niektórzy z nas uznają maseczki cien z lidla za niezgodne z CG, ja uważam inaczej, ale dla tych osób podaję alternatywę :)
Cien maska keratyna jedwab --> zamiast niej możesz użyć:
*odżywka Anwen proteinowa magnolia
*odżywka Anwen proteinowa orchidea
*odżywka Anwen zielona herbata
*odżywka o'herbal z lnem (ma słabe proteiny, mleczne)
*odżywka jajeczna barwa
*odżywka ryżowa barwa

Cien maska z aloesem oraz z olejem ze słodkich migdałów  --> zamiast niej możesz użyć:
*odżywki petal fresh
*maska garnier hair food dowolna
*odżywka Anwen nawilżający bez
*isana odżywka miód i wanilia

Cien maska argan makadamia kokos oraz awokado z bambusem --> zamiast niej możesz użyć:
*kallos color
*odżywka garnier z żurawiną i olejem arganowym
*odżywka Anwen emolientowy irys
*odżywka Anwen emolientowa róża
*ziaja maska z olejem tsubaki




Mam nadzieję, że Wasze fale i loki będą zadowolone :)

17:44:00

Olejowanie na wodę z kwasem hialuronowym - doskonały sposób na nawilżenie włosów

Olejowanie na wodę z kwasem hialuronowym - doskonały sposób na nawilżenie włosów
Witajcie Kochani :)
Olejowanie włosów to jedna z czynności, które najmocniej przyczyniły się do poprawy stanu moich włosów. Po ponad 6 miesiącach farbowania chemią są one niestety w gorszym stanie, niż przy hennie. Muszę je mocniej nawilżać, ale dzięki temu mogę przetestować więcej nawilżających kosmetyków, a także spróbować nowych sposobów pielęgnacji. Jednym z takich sposobów jest olejowanie włosów na wodę z kwasem hialuronowym - stosuję go już od jakiegoś czasu i jestem bardzo zadowolona. Chciałabym Wam dzisiaj napisać o tej metodzie coś więcej, zapraszam.



Jak olejować włosy na kwas hialuronowy?
U mnie najlepiej spisuje się olejowanie włosów na mieszankę wody z kwasem hialuronowym. Do 50ml wody dodaję 5ml kwasu hialuronowego w formie żelu. Tym spryskuję obficie włosy - zostanie jeszcze spokojnie na 1-2 razy, trzymam resztkę w lodówce. Następnie aplikuję olej.

Jak długo trzymać taką mieszankę?
Na początek polecam około 30 minut do godziny. Czasami im dłużej  - tym gorzej. W przypadku olejowania na nawilżacze, przetrzymanie mieszanki może grozić puchem czy rozpulchnieniem włosów. Nie u każdego się to pojawi, nie od razu, ale u mnie już pół godzinki do godzinki daje świetne efekty. Później normalnie zmywamy wszystko delikatnym szamponem, np. tym z ecolabu lub maseczką vatika z czarnuszką czy kallosem color.

Jakiego oleju użyć?
Wiadomo - Waszego ulubionego :) Ja ostatnio sprawiłam sobie 2 ciekawe oleje z Your Natural Side - marula (ten już miałam i uwielbiam, ale zatęskniłam za nim) i nowość w mojej łazience - olej z jagód acai. Już nie mogę doczekać się testów :) Najczęściej jednak używałam olejku Anwen do włosów średnioporowatych o pięknym zapachu mango.


Jakiego kwasu hialuronowego użyć?
Można użyć takiego 1%, 1,5% czy nawet 3%. Może być np. TAKI, albo TAKI :) Sama najczęściej używam żelu ze sklepów z półproduktami, takich jak e-naturalne, zrób sobie krem, mazidła, ecospa, naturalissa.

Jak olejowanie na żel hialuronowy spisuje się na moich falach?
Chyba nie spodziewałam się aż tak dobrych efektów :) Olejowanie na kwas hialuronowy wspaniale nawilża włosy, chyba nawet mocniej od olejowania na miód czy glutka lnianego. Włosy są mięciutkie, nawilżone, mięsiste. Ważne, żeby stosować kwas hialuronowy właśnie pod olej, wtedy bardzo ładnie zamkniemy nawilżenie we włosach.


Zdjęcie robione moim telefonem, zatem włosy oczywiście wyszły brązowe ;)
Zobaczcie, jakie nawilżone i mięsiste, taki fale lubię najbardziej.



Spróbujecie? :) Jaki jest Wasz ulubiony sposób olejowania włosów? Całuję :*

19:20:00

PUNKT ROSY - CO TO JEST I JAKI MA WPŁYW NA NASZE WŁOSY

PUNKT ROSY - CO TO JEST I JAKI MA WPŁYW NA NASZE WŁOSY
Witajcie Kochani :)
Od czasu do czasu wspominam Wam o punkcie rosy - temperatura punktu rosy jest miarą zawartości wilgoci w powietrzu.  Ogólnie chodzi o to, że punkt rosy jest bardziej miarodajnym wskaźnikiem wilgotności niż wilgotność wyrażona w procentach. Im wyższa temperatura i procentowa wilgotność powietrza - tym wyższy punkt rosy. I odwrotnie - im niższa temperatura powietrza i niższa wilgotność - tym niższy punkt rosy. Zaraz wyjaśnię Wam, jaki ma to wpływ na włosy.



1. Zdolność humektantów do wiązania wody z otoczenia
Nawilżacze (np. gliceryna, glikol propylenowy, aloes, panthenol, mocznik, kwas hialuronowy, miód) mają to do siebie, że wiążą wodę z otoczenia. Cóż to znaczy? Jeśli powietrze jest suche, a punkt rosy niski - włosy oddają wodę do otoczenia, mogę się puszyć, być suche, a skręt jest nierzadko luźniejszy. Za to gdy wilgotność jest duża, a punkt rosy wysoki - włosy chłoną wodę z otoczenia, mogą się mocniej kręcić, ale prawdopodobnie będą się też puszyć. Równie szybko tą wodę z włosów mogą oddać i znowu stać się suche.

2. Wartości punktu rosy
Ogólnie mówi się, że optymalny punkt rosy wynosi od około 4 do 16 stopni. Wtedy możemy bez obaw stosować humektanty. Moje włosy jednak uważają 16 stopni za zbyt wysoką wartość. Optymalnie jest u mnie od 4 tak do 14 ;) Wartość poniżej 4 - niska wilgotność, wartość powyżej 16 - wysoka wilgotność. Latem często punkt rosy dochodzi do 21-22 stopni. Zimą są to niskie wartości, często nawet ujemne. Zerknijcie sobie na tabelkę wklejoną powyżej.


3. Gdzie mogę znaleźć wartość punktu rosy?
Sama korzystam z TEJ PROGNOZY POGODY. Można tam oczywiście zmienić miasto na swoje ;) Przed myciem włosów szybko zerkam i dobieram kosmetyki do wartości punktu rosy. Oczywiście nie wiem, jaki punkt będzie kolejnego dnia, ale przynajmniej tego pierwszego dnia mycia prawie zawsze trafiam z doborem kosmetyków i włosy wyglądają dobrze. Tutaj dane z meteo z wczoraj, dzisiaj już jest dużo bardziej wilgotno i punkt rosy wynosi już 16 stopni w Krakowie.



4. Jakie kosmetyki wybrać, jeśli punkt rosy jest bardzo niski lub bardzo wysoki?
Kiedy wartości punktu rosy są naprawdę skrajne - np. wynosi on aż 20 stopni albo -2, staram się zupełnie na te kilka dni wyeliminować nawilżacze, jak również proteiny. Zauważyłam, że proteiny nie służą mi przy skrajnych wartościach. Stawiam na same emolienty. Bardzo pomagają mi wówczas emolientowe kallosy, czerwona odżywka garniera, maska fitokosmetik z olejem migdałowym. Takie bardzo wysokie lub bardzo niskie wartości punktu rosy nie zdarzają się bardzo często i raczej kilka dni pod rząd maksymalnie. Choć pamiętam lato 2016 roku, kiedy przez prawie 3 tygodnie miałam BHD - rosa oscylowała cały czas wokół 20 stopni. Kiedy jednak włosy naprawdę potrzebują już nawilżenia, mimo skrajnych wartości - nawilżacze pakuję pod olej. Olejuję na nawilżającą maskę, na wodę z miodem, na żel lniany. W czasie takiej pogody stosuję również serum silikonowe na końcówki włosów, zawsze, po każdym myciu. Jeśli stosujecie metodę CG - może to być olej, w ilości 2-3 kropelek.



Mam nadzieję, że dzisiejszy post Wam co nieco rozjaśnił :) Zwracacie uwagę na punkt rosy? Całuję :*

10:14:00

Najmocniej nawilżające maski i odżywki do włosów - moi faworyci

Najmocniej nawilżające maski i odżywki do włosów - moi faworyci
Witajcie Kochani :)
Jednym z najczęstszych problemów, z jakim się do mnie zgłaszacie meilowo jest problem z nawilżeniem włosów. Skarżycie się, że Wasze fale/loczki są suche, matowe i nieprzyjemne w dotyku. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać moich faworytów w kwestii nawilżania, zapraszam :)




1. Maska Anwen do włosów wysokoporowatych
To najmocniej nawilżająca maseczka, jaką miałam przyjemność używać :) Z nawilżających składników mamy tutaj miód, glicerynę oraz panthenol. Jako, że jest to naprawdę bardzo mocno nawilżająca maseczka, powinniśmy używać jej rozważnie. Obserwujmy punkt rosy - jeśli mieści się w przedziale od około 4 do 16 stopni - możemy użyć jej po umyciu. Jeśli jednak spotka nas puch, najlepiej zastosować ją pod olej - u mnie tak właśnie ostatnio spisuje się idealnie. Moczę włosy dość porządnie, nakładam porcję maseczki, a na to większą ilość oleju. Chodzę tak godzinkę - zmywam, aplikuję coś emolientowego - gotowe.




To drugi produkt, który bardzo, bardzo mocno nawilża moje włosy - i z nim muszę uważać :) Jeśli stosuję go po umyciu - często wzbogacam kilkoma kroplami oleju. No i bardzo uważnie obserwuję pogodę - inaczej puch murowany ;) Pod olej spisuje się znakomicie. Jeśli zastosuję odżywkę biolaven zgodnie z zasadami - mam cudownie nawilżone, skręcone, mięsiste i miękkie falo-loki. Mamy tutaj kilka ładnych nawilżających składników - gliceryna, ksylitol oraz mój ulubiony panthenol.




Wszystkie maseczki firmy OMIA wspaniale nawilżają moje włosy ;) Testuję właśnie ostatnią z nich - wersję z olejem makadamia. Mają one wspaniałe, nawilżająco-emolientowe składy. Z nawilżaczy znajdziemy tutaj sok z aloesu, glicerynę oraz propanediol - tak zwany glikol roślinny. Oczywiście pamiętam o podstawowych zasadach - zawsze kilka kropel oleju do maski, ewentualnie ląduje ona pod olejem, jeśli punkt rosy wybitnie nie sprzyja ;)




To mój najnowszy nabytek, ale już kilka razy wylądowała na moich falo-lokach. Pięknie nawilża, ma spory dodatek skrobi ziemniaczanej, która bardzo ładnie wygładza i nawilża włosy. Oprócz skrobi znajdziemy tutaj nawilżający sok z aloesu, glicerynę oraz mocznik. Kiedy nałożyłam ją solo po umyciu, a punkt rosy wynosił 10 stopni, spisała się świetnie. Innym razem zaryzykowałam i zaaplikowałam ją po umyciu przy punkcie rosy 17 - no, tutaj już była lekka suchość, ale tak to już jest z mocno nawilżającymi kosmetykami. Jeśli obserwujemy punkt rosy i pogodę, powinno wszystko być dobrze. Zawsze można naolejować na nią włosy :) Pięknie pachnie bzem.




Dodatkowe linki, które mogą Ci się przydać:


Macie swoje ulubione nawilżające kosmetyki? :) Całuję :*

11:28:00

RedBlocker - krem na dzień, krem na noc oraz płyn micelarny - seria do cery naczynkowej

RedBlocker - krem na dzień, krem na noc oraz płyn micelarny - seria do cery naczynkowej
Witajcie Kochani :)
Przy dwójce dzieciaków nie mam już niestety tyle czasu na naturalną pielęgnację cery i bieganie do lodówki po oleje. Stawiam teraz na gotowe kosmetyki. Muszę bardzo uważać, ponieważ moja cera jest delikatna, wrażliwa i płytko unaczyniona. Od jakiegoś czasu testuję kosmetyki RedBlocker do cery naczynkowej - chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o nich coś więcej, zapraszam ;)



Krem na dzień:
Chciałabym zacząć od produktu, który zadowolił mnie najmocniej :) Jest to krem na dzień z filtrem. Co mile mnie zaskoczyło - krem ma zielony kolor, dzięki czemu od razu po rozsmarowaniu cera staje się jaśniejsza i ujednolicona - uwielbiam ten efekt ;) Konsystencja jest lekka, idealnie nadaje się pod makijaż, nie muszę czekać wieki, aż produkt się wchłonie. Obecność filtra na plus, choć na wielkie upały wolę coś z wyższym faktorem.  Sama nie mam już tak wielkich problemów z naczynkami, jak jeszcze kilka lat temu, ale ostatnio troszkę zaniedbałam cerę przez brak czasu przy dwójce dzieciaków. Krem ma kilka wartościowych ekstraktów roślinnych, które mają za zadanie wzmocnić naczynia krwionośne i zmniejszyć zaczerwienienia - i faktycznie to robią. Cera po regularnym stosowaniu jest jaśniejsza, ujednolicona, znikają lekkie zaczerwienienia. Mała wada - krem lekko wysusza przy dłuższym stosowaniu, pewnie przez dwutlenek tytanu. Wieczorem polecam stosować coś mocniej nawilżającego ;) W składzie znajdziemy między innymi ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego, z ruszczyka kolczastego, żurawiny amerykańskiej, alg brunatnych, kwas hialuronowy i masło shea. Bardzo fajnie, że ekstrakt z ruszczyka znajduje się naprawdę wysoko w składzie i ma szansę zadziałać :) Szkoda, że nie ma jedynie trochę ładniejszych konserwantów.



Krem na noc:
Ten krem jest już bogatszy, ma gęstszą konsystencję i troszkę dłużej się wchłania. Wszystko zapewne dzięki masłu shea dość wysoko w składzie. Wielką zaletą są ciekawe ekstrakty roślinne, które naprawdę mają szansę zrobić wiele dobrego dla naszych naczynek. Bardzo wysoko mamy ekstrakt z ruszczyka kolczastego, nieco dalej z kasztanowca zwyczajnego, żurawiny amerykańskiej, miłorzębu japońskiego oraz tajemniczej rośliny - jeżówki elektrycznej ;) Krem bardzo ładnie nawilża, zmiękcza i wygładza cerę - moja skóra bardzo lubi masło shea, tutaj jest go naprawdę sporo. Krem idealnie spisuje się na noc, ponieważ jakiś czas po aplikacji lekko się lepi. Rano twarz jest wypoczęta, gładka i rozjaśniona. Produkt mnie nie zapycha, ale mnie nie zapycha nawet czysty olej kokosowy, także sami rozumiecie ;) Ten sam zarzut, co do kremu na dzień - niezbyt ładne konserwanty.



Płyn miceralny:
Na końcu recenzuję produkt, który niestety nie spisał się u mnie dobrze. Dlaczego? Ano niestety podrażnił zarówno moją cerę, jak i oczy. Sama nie wiem, czy to zasługa gliceryny wysoko w składzie - ale kremy również ją miały i wszystko było w porządku. Być może stężenie było mniejsze. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu - nie mam zastrzeżeń. Płyn pozostawiał lekko lepką warstwę na skórze, robi to większość miceli. Bez problemu zmywa wodoodporny tusz do rzęs, cienie, kredkę. Niestety oczy zachodziły mgłą i piekły po zastosowaniu, a cera była zaczerwieniona i podrażniona. Taki już ze mnie wrażliwiec, cóż poradzić ;) W składzie sporo substancji nawilżających, jest także ekstrakt z kasztanowca. 





Jak produkty RedBlocker spisały się w pielęgnacji Waszej cery? :) Całuję :*



Wpis powstał przy współpracy z firmą Aflofarm.

18:28:00

Regenerum - regeneracyjny szampon i regeneracyjne serum do włosów

Regenerum - regeneracyjny szampon i regeneracyjne serum do włosów
Witajcie Kochani :)
Jakiś czas temu odezwała się do mnie przemiła Pani Małgosia, która zaproponowała mi przetestowanie kosmetyków do włosów Regenerum oraz dermokosmetyków do twarzy RedBlocker.  Wszystkie produkty idealnie pasują do mojej cery i włosów - pomyślałam zatem - czemu nie? :) Dzisiaj chciałabym Wam napisać o kosmetykach Regenerum, a dokładniej o szamponie i serum do włosów, które z pewnością kojarzycie :) Przeczytajcie, czy przypadły one do gustu moim włosom.



Składy:
Tradycyjnie zaczniemy od składów - na początek szampon. Z początku mamy mieszankę detergentów - silniejszego SLES oraz łagodniejszej betainy kokamidopropylowej. Następnie nawilżająca gliceryna, silikon - dość wysoko w składzie, bo na 6 miejscu. Z wartościowszych rzeczy - ekstrakt z brązowych alg, nawilżający sok z aloesu, nawilżający panthenol oraz hydrolizowana keratyna. Przy końcu składu -konserwant,  pochodna gumy guar oraz substancja oblepiająca-kondycjonująca. Szampon z mocniejszym detergentem, dość wysoko silikon, sporo nawilżaczy, jest też proteina.



Czas na skład serum do włosów - jest to właściwie maska ;) Na początku widzimy emolient, silikon, kolejny emolient, glicerynę, następnie ciekawy składnik - hydrolizat proteinowy z nasion drzewa karob ;) Antystatyk, alkohol - może przesuszać. Kolejny silikon, nawilżający panthenol, olej rycynowy - emolient. Ekstrakt z kiełków soi i pszenicy, witamina E oraz zapach. Później już konserwanty. Skład zrównoważny, emolienty-proteiny-humektanty, z dodatkiem silikonów oraz alkoholu.


Konsystencja, zapach, opakowanie:
Oba produkty mieszczą się w wygodnych, poręcznych tubach. Mają nieco mniejsze pojemności, niż standardowe kosmetyki - szampon 150ml, serum-maska - 125ml. Szampon ma delikatny, kosmetyczny zapach, konsystencja średnio gęsta, kolor przezroczysty. Serum - zapach równie delikatny i nienachalny, konsystencja dość gęsta, kolor biały. Na zdjęciu po lewej stronie - serum, po prawej - szampon.


Działanie:
Jeden z produktów bardzo przypadł do gustu moim włosom, drugi niestety - wręcz przeciwnie ;) Zacznę od serum, które to dużo bardziej mi się spodobało. Stosowałam je jako normalną maskę, na 5-10 minut pod pod czepek i ręcznik. Dłuższe przetrzymywanie skutkowało mocniejszym obciążeniem, zatem te kilka minutek będzie idealne. Serum sprawia, iż moje włosy wyglądają jak po wyjściu od fryzjera ;) Sypkie, gładkie, mięsiste, dociążone, bez grama puchu. Najlepiej spisuje mi się, kiedy suszę włosy chłodnym nawiewem suszarki na prosto - dzięki temu uzyskuję niemalże prostą, gładką taflę. Kto by mi wtedy uwierzył, że naturalnie mam falo-loki? :) Producent zaleca stosować go 2 razy w tygodniu lub częściej - u mnie niestety nie zdaje to egzaminu. Serum w składzie ma alkohol i proteiny, zatem u mnie idealna częstotliwość to raz na 7-10 dni. Serum w działaniu przypomina mi maskę loreal lipidium - raz na kilka dni spisuje się idealnie, byle nie zbyt często ;) Zawsze używam tego produktu, kiedy mam ochotę na gładkie, dociążone, niemalże proste włosy, a nie mam zbyt wiele czasu na suszenie i stylizację. Uczulam jednak, że lepiej nie przesadzać z częstotliwością. Nie wykluczam, że kupię je ponownie - czasem potrzebne jest coś na już, co szybko poprawi wizualny stan włosów.

Czas teraz na szampon - nie jest to zły produkt, tylko niestety bardzo szybko obciąża i przetłuszcza moje włosy. Fakt, że przez kilka godzin są one sypkie, miękkie i gładkie, ale pod koniec dnia nadają się niestety już tylko do umycia. Podejrzewam, że moje włosy są już po prostu zbyt zdrowe na ten produkt. Produkt dobrze się pieni, nie podrażnił skóry głowy, a często zdarza się to innym szamponom. Szampon regenerum powinien spisać się idealnie w przypadku suchych, zniszczonych włosów. Sama niestety już do niego nie wrócę, zostanę przy moich delikatnych szamponach bez silikonów.




Znacie kosmetyki regenerum? Jak się u Was spisują? :) Całuję :*



Wpis powstał w ramach współpracy z marką REGENERUM.

10:31:00

Vatika, Maska z czarnuszką - najlepsza maska do mycia włosów, przebiła kallosa color ;)

Vatika, Maska z czarnuszką - najlepsza maska do mycia włosów, przebiła kallosa color ;)
Witajcie Kochani :)
Jakiś czas temu zachwycałam się pewną maseczką do włosów, która idealnie nadaje się do mycia - mowa o KALLOSIE COLOR - KLIK RECENZJA.  Jakiś czas temu skusiłam się jednak na inną, bardzo polecaną w blogowym świecie maskę - a jest nią VATIKA Z CZARNUSZKĄ.  Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że vatika przebiła nawet kallosa, jeśli chodzi o mycie włosów ;) Muszę jednak wspomnieć o jednym - jeśli kogoś podrażniał kallos color, vatika może zrobić to samo - ma te same, potencjalnie drażniące konserwanty. No, ale wróćmy już do zachwytów, zapraszam :)


Skład:
Skład jest prosty, po wodzie mamy 2 emolienty, następnie antystatyk i substancję myjącą. Nawilżający glikol propylenowy, ekstrakt z czarnuszki oraz ekstrakt z henny. Później już zapach, konserwanty i sporo substancji zapachowych i barwiących.


Konsystencja i zapach:
Vatika z czarnuszką ma gęstą konsystencją, taką lekko śliską i glutkowatą, nie spotkałam się jeszcze  z taką maseczką. Kolor ciemno zielony ;) Zapach jest przedziwny - najpierw czuję coś ziołowego, potem nutkę babcinych kosmetyków sprzed kilkunastu lat, a potem męskie perfumy. Może nie jest najpiękniejszy, ale nie czuć go po umyciu włosów i zmyciu maseczki ;)


Działanie:
Oceniam działanie tego produktu tylko jako maseczki myjącej - nie używałam jej jako normalnej maski po umyciu, zatem tutaj się nie wypowiem ;) Jako maska do mycia włosów spisuje się jednak idealnie - z tym, że mnie nie podrażniają konserwanty, obecne w vatice czy w kallosie color. Vatika całkiem fajnie, lekko się pieni, podobnie jak kallos color. Bardzo dobrze myje włosy, wręcz lepiej od kallosa - są po niej dłużej świeże, w kallosie chyba ten olej lniany minimalnie mi je obciążał. Jakoś tak przyjemniej się rozsmarowuje, dobrze masuje, dobrze spłukuje. Włosy są po niej miękkie, gładkie, bez problemu się rozczesują. Używam jej na zmianę z delikatnym szamponem, raz za czas włączam coś mocniejszego, ponieważ nie stronię od silikonów ;) Mam wrażenie, że na jedno mycie nakładam jej troszkę mniej, niż kallosa. Jestem bardzo zadowolona, choć warto wspomnieć jeszcze o aspekcie finansowym - za lira maski vatika zapłacimy ok. 40zł, a za litra kallosa - już 10 zł :) Vatika z czarnuszką nie posiada w składzie silikonów ani innych oblepiaczy, jest zgodna z metodą Curly Girl.



Miałyście już tą maseczkę? A może nie lubicie takiej metody mycia włosów? :) Całuję :*