niedziela, 10 września 2017

Anwen - olejek do włosów wysokoporowatych z marakują - jak spisał się na moich falach?

Witajcie Kochani :)
Prawie miesiąc temu postanowiłam zrobić sobie prezent i sprawiłam sobie olejek Anwen do włosów wysokoporowatych z marakują. Może zastanawiacie się, czemu akurat wybrałam wersję do wysokiej porowatości, chociaż sama mam niższą? :) Sama nie sugeruję się opisami, patrzę na składy. Moje włosy uwielbiają olej z kiełków pszenicy oraz olej lniany, które zawarte są właśnie w olejku dedykowanym wysokiej porowatości. Bardzo polubiłam także maseczkę Anwen do włosów wysokoporowatych, pisałam Wam o niej więcej w TYM POŚCIE. Jesteście ciekawi, jak sprawił się na moich falach olejek? Zapraszam do dalszej części posta :)




Skład:
Zaczniemy oczywiście od analizy składu :) W olejku znajdziemy olej z kiełków pszenicy, olej lniany oraz olej z pestek jabłek. Dalej jest zapach, witamina E, substancja konserwująca oraz alkohol. Kiedy zobaczyłam skład, miałam małe obawy, czy owy alkohol nie przesuszy moich włosów. O tym opowiem Wam dalej :) Nie ma tutaj oleju z marakui, olejek za to przepięknie, owocowo pachnie ;)

Opakowanie:
Olejek umieszczony jest w bardzo ładnej, fioletowej buteleczce z pompką, która dozuje odpowiednią ilość produktu. Bardzo lubię te pastelowe odcienie, prześlicznie wyglądają ;) Buteleczka ma 100ml.


Konsystencja i zapach:
Jak już wspomniałam -  olejek Anwen do włosów wysokoporowatych z marakują pachnie prześlicznie, owocowo, tropikalnie, intensywnie. Czy tak pachnie marakuja? Możliwe, że tak, nie wąchałam chyba nigdy marakui ;) Konsystencja jest dość lekka jak na olejek, różni się dość mocno od czystych olejów.


Działanie:
Jak może pamiętacie, moje włosy swojego czasu bardzo lubiły olej z kiełków pszenicy - olej ten zawsze bardzo ładnie podkreślał skręt moich fal i nadawał im piękny blask. Pisałam Wam o nim dawno, dawno temu w TYM POŚCIE. Ciekawa byłam, jak spisze się olejek Anwen do włosów wysokoporowatych, który bazuje właśnie na oleju z kiełków pszenicy. Znajduje się tam również lubiany przeze mnie olej lniany - recenzja jest TUTAJ. Olejku Anwen używałam do olejowania na sucho - na godzinkę, na całą noc i raz nawet na dwa dni ;) Ze 2 razy olejowałam na kallosa aloe. Powiem szczerze, że najlepiej spisuje się przy zastosowaniu na nawilżającą maseczkę, a także przy olejowaniu na sucho, ale na dosłownie godzinkę. Przetrzymanie oleju sprawia, że moje włosy wyglądały troszkę gorzej. Kiedy jednak zastosowałam go tak, jak należy, moje włosy były naprawdę zadowolone. Olejek z pewnością bardzo ładnie podkreśla mój skręt - zupełnie jak czysty olej z kiełków pszenicy :) Fale były po nim  błyszczące, mięciutkie i jedwabiste w dotyku. Nie dociąża moich włosów tak mocno, jak oleje z przewagą kwasów omega 9 - np. olej z orzecha laskowego, awokado czy orzeszków ziemnych. Nie wiem zatem, czy każda właścicielka włosów o wyższej porowatości będzie zadowolona - no chyba, że tylko moje fale tak reagują ;) Ja jestem bardzo zadowolona - coraz rzadziej używam mocno dociążających olejów, które nierzadko moje włosy strączkują i lekko przeciążają. Olejek dodatkowo pięknie pachnie - czuję ten zapach czasami jeszcze lekko po zmyciu, bajka ;) Zmywa się bezproblemowo, dwukrotnie odżywką lub jeden raz delikatnym czy mocniejszym szamponem. Nie wiem, czy ja sama nie przypisałabym go bardziej do porowatości średniej, zamiast wysokiej. A ten dedykowany dla średniej - do wysokiej.  Olejek na szczęście nie przesusza moich włosów - alkoholu jest tam pewnie niewiele, na szczęście ;)


Tutaj skręt po olejku, chyba trzymałam go tutaj godzinkę przed myciem ;)


Macie którąś wersję olejku, czy raczej Was one nie interesują? :) Całuję :*

8 komentarzy:

  1. Również mam ten olejek i u mnie bardzo dobrze się spisuje :) najlepiej pod podkład albo mgiełkę nawilżającą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię go też na sucho - dużo lepiej kręcą mi się po nim włosy :)

      Usuń
  2. Moje włosy ogólnie są średnioporowate, ale końcówki na które planowałam nakładać olej są mocno w kierunku wysokoporowatych, to wybrałam też "marakuję". No dobra, a tak naprawdę to przeważył zapach :P Myślę jednak, że oba oleje mogłyby się u mnie sprawdzić. Na razie jednak nic nie mogę powiedzieć, poza tym, że pierwsze wrażenie bardzo miłe, bo oleju Anwen używam od tygodnia :)
    A i zapach rzeczywiście przypomina owoc marakui :D Czasem udaje mi się jakiś dorwać w supermarkecie to się skuszę, bo pachnie i smakuje bosko, szkoda, że nie trafia się częściej i taniej w polskich sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  3. No służy, służy Ci olejek:* A opakowanie jest śliczne:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż sama jestem ciekawa tych kiełków, na razie zużyję z nasion bawełny i następny będzie ten! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)