19:37:00

Peeling z nasion róży Ol'vita - idealny peeling dla skóry głowy :)

Peeling z nasion róży Ol'vita - idealny peeling dla skóry głowy :)
Witajcie Kochane :)
Jak obiecywałam w tym poście, dbam teraz regularnie o skórę głowy :) Kilka miesięcy temu dostałam od kochanej czytelniczki (Moniko :*) peeling z nasion róży firmy Ol'Vita - klik. Postanowiłam zrobić z niego peeling do skóry głowy - co z tego wynikło? Czy produkt spisał się lepiej, niż dodawany do szamponu cukier albo fusy z kawy? Przeczytajcie w dalszej części posta :)


Czymże jest owy peeling z nasion róży?
Jest to 100 % naturalny kosmetyk bez konserwantów i dodatków zapachowych. Przeznaczony do delikatnego złuszczania i odżywiania skóry twarzy i ciała, a także pielęgnacji wspomagającej walkę z cellulitem. Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe,witaminy,minerały, antyutleniacze i inne substancje aktywne sprawiają iż produkt ten może być wykorzystywany w dwojaki sposób, tj. jako maseczka i peeling. Nasiona róży posiadają w swym składzie m.in. kwas retinowy, który wspomaga niwelowanie zmian na skórze pod postacią blizn, przebarwień i drobnych zmarszczek. Peeling z róży wykazuje działanie złuszczające martwy naskórek i pobudzające mikro krążenie skóry. W efekcie końcowym skóra jest bardziej dotleniona, gładsza i posiada bardziej wyrównany koloryt. Peeling mechaniczny jest niezbędnym zabiegiem przygotowującym skórę do makijażu, maseczki czy też opalania. Systematyczny peeling ciała wspomaga walkę z cellulitem. W celu uzyskania peelingu do produktu należy dodać oleju zimno tłoczonego ( najlepiej z róży) lub innego nośnika aby uzyskać konsystencję luźnej papki. Delikatnie masować przez 5-15 minut. Po zabiegu w skórę wmasować niewielką ilość oleju zimno tłoczonego. Maseczka z pestek róży wykazuje działanie regenerujące, nawilżające oraz kojące podrażnienia. Kosmetyk naturalny przeznaczony do skóry delikatnej, wysuszonej.

Skład: 100 % zmielonych, częsciowo odtłuszczonych pestek róży.Przebadany dermatologicznie.W przypadku dostania się do oczu przemyć dużą ilością wody. Przechowywać w zamkniętym pojemniczku.

Opis pochodzi ze strony producenta: klik


Jak produkt spisał się na mojej skórze głowy?  
Pomysł na wykorzystanie nasion róży do peelingu skóry głowy podsunęła mi właśnie Monika :) Do porcji szamponu dodaję kopiastą łyżeczkę nasion róży, mieszam i nakładam na wilgotną skórę głowy porcjami. Masuję około minutki i spłukuję. Wymywa się naprawdę łatwo i szybko, nie skleja włosów, nie trzeba ich potem myć szamponem. Skóra głowy jest wdzięczna - jest oczyszczona, odświeżona, przestaje swędzieć i jest gotowa na przyjęcie różnych dobroci :) Osobiście dużo bardziej polubiłam peeling różany od np. peelingu cukrowego, który błyskawicznie mi się rozpuszczał, nie zdążyłam porządnie wymasować skalpu. Włosy były po nim jakieś takie obklejone, matowe i musiałam dodatkowo myć je znowu delikatnym szamponem. Nie przepadam również za peelingiem kawowym - może i ładnie trze, ale ciężko się wymywa i muszę wisieć dość długo z głową nad wanną :) A tutaj proszę - peeling różany załatwia sprawę szybko, prosto i skutecznie :)

Używam go również zgodnie z przeznaczeniem - czyli jako peeling do twarzy :) Dodaję niewielką ilość pesteczek do olejku myjącego i masuję, ale bardzo delikatnie, ponieważ jest to niezły zdzierak. Jednak ja mam cerę wrażliwą i płytko unaczynioną - miejcie to na uwadze ;) Skóra po takim zabiegu jest bardzo ładnie odświeżona, jaśniejsza i oczyszczona, jeśli masuję delikatnie, nie jest podrażniona.


Konsystencja z bliska - bardzo drobniutko zmielone pestki róży:



Skusiłam Was? :) Wykonujecie regularnie peeling skóry głowy? :) Całuję :*

11:19:00

Niedziela dla włosów z balsamem z olejem makadamia od planeta organica afryka

Niedziela dla włosów z balsamem z olejem makadamia od planeta organica afryka
Witajcie Kochane :)
Moja niedziela dla włosów miała już tradycyjnie miejsce w sobotę, a że wczoraj pięknie świeciło u mnie słoneczko, to i zdjęcia w słoneczku są. Postanowiłam wypróbować nowość w mojej łazience - balsam planeta organica afryka z olejem makadamia. Jest mocno emolientowy, a moje fale kochają emolienty, zwłaszcza zimową porą. Co z tego wyszło? :)


Olejowanie: brak
Mycie: balsam mrs. potters z aloesem i jedwabiem
Odżywianie:  balsam planeta organica afryka z olejem makadamia
Odżywka b/s: brak
Stylizacja: żel lniany
Inne: plunking i suszarka z dyfuzorem


Nie nakładałam na włosy żadnego oleju przed myciem, ponieważ chciałam sprawdzić, jak działa na nie sam balsam z makadamią :) Umyłam je zatem pottersem z aloesem i jedwabiem, następnie nałożyłam wspomniany już balsam z olejem makadamia na 15 minut, pod czepek. Zmyłam dokładnie ciepłą wodą, rozplątałam włosy palcami i na ociekające wodą nałożyłam sporo glutka lnianego, około łyżki na pewno. Pogniotłam chwilkę włosy i zrobiłam plunking bawełnianym podkoszulkiem, na dosłownie 5 minutek. Ściągnęłam podkoszulek z włosów i wysuszyłam je suszarką z dyfuzorem do jakiś 80%. Potem wyschły do końca same i zrobiłam zdjęcia:


Zdjęcie z lewej z lampą, prawe bez lampy, w słoneczku, coś takie żółte wyszło, to nie jest mój kolor ;)

Susza po hennie jeszcze troszkę jest, ale już prawie zanika :) Przyzwyczaiłam się już do tego, że przez jakieś 3 mycia po hennowaniu jest bardziej sucho i tam jakby matowo, potem jest już o niebo lepiej. Skręciło się nieco słabiej, jak to również po hennie bywa :) Nie jest jednak źle, fale przetrwały w takim stanie cały dzień. Nie ma puchu, porobiły się gdzieniegdzie małe korkociągi. Cieszę się, że w ogóle kręcą się po hennie ;)


Jedna z Was pytała mnie o torcik urodzinowy dla synka - oto nasz smerfny tort, oczywiście nie ja go robiłam, nie mam takiego talentu :)



Jak tam Wasze niedziele dla włosów? Już po, czy właśnie w trakcie? :) Całuję :*

15:08:00

Żel lniany - przepis ze zdjęciami wykonania krok po kroku i sposoby wykorzystania w pielęgnacji włosów

Żel lniany - przepis ze zdjęciami wykonania krok po kroku i sposoby wykorzystania w pielęgnacji włosów
Witajcie Kochani :)
Kto z nas nie słyszał jeszcze o żelu lnianym - łapka w górę ;) Żel lniany słynie ze wspaniałych właściwości nawilżających, o czym przekonało się już wiele włosomaniaczek i włosomaniaków ;) Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić przepis na żel lniany, po którym zawsze wychodzi on idealny. Przeczytamy też, w jaki sposób popularnego glutka lnianego można wykorzystać w pielęgnacji naszych włosów. Gotowi? Żel lniany - wystąp :D



Przepis na żel lniany

*2 łyżki siemienia lnianego w ziarenkach (nie mielonego)
*2 szklanki gorącej wody



Sposób przygotowania:

Żel lniany zawsze robię przy okazji gotowania obiadu, ostatnio weszło mi już w to krew :) Przepis jest bajecznie prosty, do garnuszka wsypujemy 2 kopiaste łyżki ziarenek siemienia, zalewamy to 2 szklankami gorącej wody, przykrywamy pokrywką (najlepiej przezroczystą, żeby wszystko było widać) i gotujemy. Od czasu zagotowania liczę 10-15 minut. Uwaga, trzeba przemieszać ze 2 razy, ponieważ ziarenka lubią czasem przyklejać się do dna garnuszka. Pilnujmy też, żeby ogień był naprawdę minimalny, inaczej wszystko może nam szybciutko wykipieć ;) Takie gorące siemię od razu przelewamy przez sitko, nie takie bardzo drobne, bo wtedy może nam nic nie polecieć ;) Na zdjęciu widzicie, jak przecedzam glutka od ziarenek:

 

I mamy nasz żel lniany, jest gęsty, wstawiamy go do lodówki, gdzie jeszcze bardziej zgęstnieje. Można go zakonserwować, taki czysty, bez konserwantu ma trwałość około tygodnia. Niektóre źródła podają 2 tygodnie, u mnie jednak przeważnie koło 10 dnia już zaczyna troszkę śmierdzieć ;)

Jeszcze gorący glutek, gęsta i idealna konsystencja :)



Wykorzystanie żelu lnianego w pielęgnacji włosów:



Nasz żel lniany można nam pomóc na kilka sposobów w walce o piękne i zdrowe włosy.

1. Można dodać go do dowolnej, najlepiej emolientowej maseczki do włosów. Łyżka/łyżeczka żelu lnianego na łyżkę maseczki. Potem zmywamy wodą. Włosy powinny być pięknie nawilżone. Opcjonalnie można dorzucić kilka kropel oleju, pamiętajmy, że żel lniany jest humektantem - może puszyć w bardzo suchą bądź wilgotną pogodę - sama zauważyłam jednak, że mnie dużo mocniej puszy gliceryna, niż glutek. Najlepiej żel lniany spisuje mi się z dodatkiem czarnej maski marokańskiej albo kallosa color z dodatkiem kilku kropel oleju.

2. Warto zrobić z niego płukankę - jest to moja ukochana płukanka :) Na litr chłodnej wody daję od 1/2  do całej szklanki żelu lnianego. Używam do ostatniego płukania. Płukanka ta bardzo ładnie podkreśla i nawilża moje fale. Są takie mięciutkie i mięsiste :)

3. Glutek lniany to świetny stylizator dla loczków i fal :) Jeśli nie lubicie się z drogeryjnymi żelami do włosów, żel lniany może być świetną alternatywą. Nie matowi i nie skleja włosów tak, jak niektóre drogeryjne produkty. Można dać go dużo więcej i ciężko z nim przesadzić :) Moją ulubioną metodą jest wgniecenie większej ilości żelu lnianego w ociekające wodą włosy, nad wanną. Fale są potem mięciutkie i odczuwalnie nawilżone, choć skręt jest nieco słabiej podkreślony, niż przez drogeryjne żele. Warto uważać na niego jesienią i zimą, może spuszyć loczki i fale, ale oczywiście nie musi. Żel lniany można - i warto - zakonserwować, żeby móc bezpiecznie trzymać w łazience. Mój zakonserwowany żel spokojnie stoi sobie miesiąc i nic się z nim nie dzieje. Jak go zakonserwować? Post TUTAJ :)

4. Żel lniany bardzo ładnie nawilża i łagodzi skórę głowy. Ileż to razy miałam podrażnioną i przesuszoną skórę głowy przez agresywne szampony czy wcierki na alkoholu, oj ;) Glutek spisuje się w takiej sytuacji bardzo ładnie, delikatnie, acz skutecznie nawilża i łagodzi skalp. Nakładać go przed myciem, na przynajmniej godzinę. Momentalnie czuję ulgę, lubię kłaść taki zimny z lodówki :)

5. Ostatnimi czasy bardzo lubię olejować moje fale na żel lniany - moczymy lekko włosy, nakładamy sporą porcję żelu lnianego, a na wszystko odpowiednią dla naszych włosów porcję oleju. Trzymamy wszystko 1-2 godzinki i zmywamy. Włosy będą wspaniale nawilżone :) Post o olejowaniu włosów na żel lniany możecie zobaczyć TUTAJ.



A tutaj moje fale po żelu lnianym, mięsiste i błyszczące:



Używacie żelu lnianego, czy nie chce Wam się go robić? :) Całuję :*



09:51:00

Plan pielęgnacji włosów na luty

Plan pielęgnacji włosów na luty
Witajcie Kochani :)
Chciałabym Wam pokazać kolejny raz mój plan pielęgnacji włosów, tym razem na trwający już miesiąc luty :) Pielęgnacja po raz kolejny jest mocno emolientowa, ze sporym dodatkiem keratyny hydrolizowanej i niewielkiej ilości nawilżaczy. Taka pielęgnacja jak na razie najmocniej mi służy :) Zobaczcie, czym pielęgnuję włosy w lutym:





Mycie:
*Szampon fitomed do włosów normalnych i suchych do oczyszczania raz na tydzień
*Balsam mrs. potters z aloesem i jedwabiem do mycia na co dzień


Odżywianie:
*Maska kallos cherry
*Odżywka planeta organica afryka z olejem makadamia
*Odżywka mythos z miodem i soją
*Balsam green pharmacy z olejem arganowym i granatem jako odżywka b/s
*Fitokosmetik maska z gorczycą, rycyną i miodem na skórę głowy

Inne:
*Wellness&Beauty olejek do kąpieli 'Olej sezamowy i wanilia' - do olejowania :)
*Fratti spray antyoksydacyjny z szungitem jako wcierka do skóry głowy
*Żel isana ze starym składem do stylizacji
*Żel lniany do stylizacji
*Keratyna hydrolizowana jako dodatek do masek i odżywek
*Roślinny kompleks nawilżający jako dodatek do masek i odżywek


Jak widzimy - jest emolientowo :) Bardzo ciekawa jestem kallosa cherry, mam już kilka użyć za sobą. Zobaczymy również, jak spisze się mój wczorajszy nabytek - odżywka PO afryka z olejem makadamia :) Wracam z podkulonym ogonem do żelu lnianego - spisuje się teraz świetnie, zarówno jako stylizator, jak i do płukanek. Znalazłam w pobliskiej drogerii półkę z rosyjskimi kosmetykami - szaleństwo, nie miałam pojęcia, że w moim małym miasteczku będą takie cuda :) Jest cała seria Planeta Organica Afryka, są maseczki babuszki agafii, balsamy na propolisach, seria Natura Siberica Professional. Ach - i jak tu nie robić zapasów ;)



13:30:00

Niedziela dla włosów z kallosem cherry i olejem z kiełków pszenicy :)

Niedziela dla włosów z kallosem cherry i olejem z kiełków pszenicy :)
Witajcie Kochane :)
Wczoraj miało miejsce moje pierwsze mycie po świeżo zrobionej hennie, zatem włosięta prezentują się "tak se" ;) Jeszcze nieco suchawe, ale już przy następnym umyciu powinno być lepiej, przynajmniej do tej pory tak było. Mieliśmy wczoraj trzecie urodzinki mojego Synka + pierwsze kuzynki Jakubka, zatem mama musiała zrobić fajne loczki. Czy się udało? No jako tako, zobaczcie ;)


Olej: kiełki pszenicy na odżywkę farmony z żeń szeniem
Mycie: szampon fitomed do włosów normalnych i suchych
Odżywianie: maska kallos cherry+keratyna hydrolizowana
Odżywka b/s: brak
Stylizacja: żel lniany


Chciałam włosiętom hennowy, lekki przesusz wynagrodzić i naolejowałam je kiełkami pszenicy, wcześniej nakładając odżywkę farmony z żeń szeniem. Zmyłam po ponad godzince (grzejąc się w tym czasie do słoneczka na balkonie) szamponem z fitomedu do włosów normalnych i suchych. Następnie na jakieś 20 minut nałożyłam mieszankę kallosa cherry z dodatkiem keratyny hydrolizowanej. Na ociekające wodą włosy poszedł żel lniany, nie za dużo, niecała łyżka. Wysuszyłam włosięta suszarką z dyfuzorem. Poczekałam, aż całkiem wyschną, lekko odgniotłam resztki żelu (choć praktycznie nie było czego odgniatać) i zrobiłam zdjęcie :) Włosięta prezentują się tak:


Jak to po hennie - świecą się i są jeszcze przesuszone, acz nie jest bardzo tragicznie :) Nie wiem, czy nie spuszyły się lekko od nadmiaru humektantów, wszakże odżywka farmony, jak i żel lniany je posiadają ;) Skręt słabszy - jak to po hennie, włosy są wtedy grubsze, cięższe i nie chcą się tak falować, im dalej od poprzedniego hennowania, tym mocniej się kręcą - zauważyłam to już jakiś czas temu. Zdjęcie robione są bez lampy, w słoneczku, wpadającym pięknie wczoraj przez okno. Mam jeszcze takie zdjęcie, jak już podeschły do końca i ogarnął się troszkę puszek po suszeniu, robione również bez lampy, w naturalnym słoneczku:


Jak tam Wasze włosowe, niedzielne pielęgnacje? :) Całuję z Kubusiem :)

10:28:00

Zniszczone włosy, pielęgnacja włosów zniszczonych - od czego zacząć?

Zniszczone włosy, pielęgnacja włosów zniszczonych - od czego zacząć?
Witajcie Kochani :)
Włosy zniszczone - chyba takie włosy ma większość z nas, kiedy zaczyna pielęgnację :) Fryzjer bądź my same zrobiłyśmy sobie krzywdę (rozjaśnianie, kilkuletnie prostowanie, codzienne używanie lokówki czy gorącego nawiewu suszarki), trafiamy na blogi, wizaż i wpadamy po uszy. Nadmiar informacji może przytłaczać, sama pamiętam swoje początku kilka lat temu :) Chciałabym tutaj wszystko usystematyzować, opisać, jak zacząć w ogóle dbać o włosy  zniszczone. Sama zaczynałam pielęgnację z włosami bardzo zniszczonymi kilkuletnim prostowaniem, możecie mi wierzyć :) Zaczynajmy :)



Zmiana nawyków:
Pierwsza i najważniejsza rzecz to zmiana nawyków - jeśli marzą nam się zdrowe włosy, musimy zrezygnować z tego, co do tej pory tak nam je zniszczyło. W moim przypadku było to kilkuletnie prostowanie włosów prostownicą, często dwa razy dziennie, bez żadnej ochrony i pielęgnacji. Jeśli zatem namiętnie prostujecie, kręcicie lokówką, suszycie gorącym nawiewem czy rozjaśniacie włosy - trzeba z tego zrezygnować, przynajmniej na początku. I nie ma zmiłuj - a ja wiem, jaki to jest ból, naprawdę ;) Potem, jeśli nasze włosy będą już zdrowsze, można oczywiście, przy odpowiedniej ochronie raz za czas je wyprostować czy zakręcić, ale na razie lepiej sobie takie niszczące zabiegi darujmy - na pewno nam nie pomogą ;)

Wizyta u fryzjera :
Już z samego początku wybrałam się do fryzjerki, żeby podcięła mi jakieś 15cm najbardziej zniszczonych końców. Nie byłoby mi żal, chociaż skończyłam z włosami do ramion. Pielęgnacja takich bardzo zniszczonych włosów, które są porozdwajane, wykruszają się i łamią może przynosić bardzo słabe efekty bądź nie przynosić ich wcale. Jeśli nie jesteście w stanie na raz obciąć kilkunastu centymetrów, można chodzić co miesiąc i obcinać po troszkę, ja tam ciacham zawsze wszystko na raz ;)

Mycie: 
Czym myć włosy bardzo zniszczone? Najlepiej odżywką :) Sama praktykowałam tą metodę na początku, włosy były zupełnie inne w dotyku, niż po myciu szamponami, nawet tymi delikatnymi. Bardzo, bardzo polecam mycie odżywką w przypadku zniszczonych włosów. Zerknijcie na moje wpisy:
Jeśli jednak Waszym włosom mycie odżywką nie przypadnie do gustu - co czasem może się zdarzyć, spróbujcie metody OMO (odżywka-mycie-odżywka). Próbowałam, jest ok, wolę jednak stanowczo mycie odżywką, jest delikatniejsze, a to ważne dla bardzo zniszczonych włosów :) Oczywiście raz na jakiś czas (np. co 1 lub 2 tygodnie) należy włosy oczyścić przy pomocy prostego, oczyszczającego szamponu.

Odżywianie: 
Bogate maseczki i odżywki to nasi sprzymierzeńcy w walce o zdrowe włosy. Warto je stosować co każde mycie - szukajmy w składzie olejów, nawilżaczy (gliceryna, glikol propylenowy, aloes, miód, mocznik, panthenol, kwas hialuronowy) i protein (hydrolizowana keratyna, hydrolizowany jedwab, hydrolizowane proteiny mleczne). Taką proteinową, regenerującą maskę warto nakładać przynajmniej raz w tygodniu, pod czepek na minimum 20 minut (np. maska biovax z keratyną i jedwabiem, kallos keratin). Część włosów będzie wymagała nałożenia po takiej maseczce - maski emolientowej (np. kallos cherry, kallos blueberry, maska marokańska i ajurwedyjska planeta organica), na dosłownie 5 minutek. Wtedy włosy nie będą suche i szorstkie, jak to czasem bywa po proteinach. Obserwujmy dokładnie, jak nasze włosy reagują na proteiny, a także nawilżacze. Nadmiar nawilżaczy, bez odpowiedniego emolientowego wsparcia może skończyć się zamiast nawilżenia - puchem. Najlepiej dodać do porcji takiej nawilżającej maseczki (np. maska aloesowa naturvital, maska OMIA z aloesem) - kilka kropel oleju, powinno to nas uchronić przed puszkiem. I koniecznie skupmy się na emolientach - co każde mycie :)  Starajmy się unikać alkoholu i dużej ilości ziółek - te lubią dodatkowo wysuszać. Zatem uwaga na znane i lubiane odżywki joanna naturia, alterra czy alverde ;)

Złożona pielęgnacja:
Zniszczone włosy są idealnymi kandydatami do wypróbowania złożonej pielęgnacji, czyli maska po masce :) Najpierw myjemy włosy, potem możemy na nie zaaplikować maskę/odżywkę humektantowo-proteinową bądź humektantową bez protein, po 20 minutach zmywamy i nałóżmy na 5 minut maseczkę/odżywkę emolientową bądź emolientowo-silikonową. Więcej o złożonej pielęgnacji i przykładowych maskach emolientowych, proteinowych i humektantowych znajdziecie w tych tematach:
*Złożona pielęgnacja włosów - o co tu w ogóle chodzi?
*Złożona pielęgnacja włosów - podział produktów na emolientowe, nawilżające i proteinowe
*Złożona pielęgnacja włosów - przykładowe zestawienia kosmetyków  

Olejowanie:
Wspominałam o emolientach - a jeśli mówimy o emolientach, nie można nie wspomnieć o olejowaniu. Oleje odbudowują utraconą otoczkę tłuszczową włosa, nabłyszczają, uelastyczniają i ograniczają puch. Możemy je stosować nawet co mycie, starajmy się go nałożyć chociażby na godzinkę - oleje sprawiają cuda. Uważajmy na oleje wnikające (np. kokos, babassu, palmowy, monoi) - mogą nam ładnie wpłynąć na włosy, ale też często w przypadku bardzo zniszczonych i porowatych włosów - puszą. Wiele olejowych wpisów zamieściłam już na blogu, zatem odsyłam Was TUTAJ oraz TUTAJ.

Zabezpieczanie włosów:
W przypadku zniszczonych włosów - lepiej nie rezygnujmy z silikonów. Obszerny wpis na ten temat zamieściłam TUTAJ. Silikony w maskach mogą się całkiem dobrze spisać, pamiętajmy jednak, żeby oprócz nich miały też inne dobroczynne składniki (przyjemnie mogą się spisać najnowsze kallosy z dodatkiem oleju - cherry, blueberry, banana, a także maski planeta organica - ajurwedyjska, marokańska, toskańska i tajska). Koniecznie zaopatrzmy się dobre silikonowe serum na końcówki i używajmy go po każdym myciu w niewielkiej ilości, a także w razie potrzeby między myciami. Polecam od siebie jedwab green pharmacy oraz kurację marokańską z avonu ;) Przydatna może być także odżywka bez spłukiwania, także z dodatkiem silikonów. Od jakiegoś czasu bardzo sobie chwalę w tej roli balsam green pharmacy z olejem arganowym i granatem.

Delikatne traktowanie: 
Starajmy się obchodzić z włosami teraz delikatnie - nie trzyjmy ich ręcznikiem frotte, a odciśnijmy  w bawełnianą koszulkę. Nie szarpmy szczotką, tylko rozczeszmy delikatnie grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami, nałożywszy wcześniej odżywkę bez spłukiwania. Lepiej nie suszmy ich gorącym nawiewem suszarki, dużo lepiej chłodnym lub po prostu niech wyschną naturalnie, jeśli mamy na to czas. Pamiętajmy też o regularnym podcinaniu włosów - niech już szybko będą zdrowe ;)


Dodacie jeszcze coś do siebie? :) Zmagałyście się ze zniszczonymi włosami, czy zaczynałyście pielęgnację od normalnych lub całkiem zdrowych? :) Całuję :*