piątek, 31 lipca 2015

Włosy w lipcu 2015r.

Witajcie Kochani :)
Ostatnio miałam troszkę stresów i stało się - złapało mnie jakieś choróbsko. Leżę i pachnę (czosnkiem) :D Postaram się jednak napisać, co działo się u moich włosów w lipcu. Ze wszelkie literówki czy błędy stylistyczne przepraszam, słabo się czuję. Zaczynajmy :)

Oba zdjęcia są bez lampy:

Co słychać u moich włosów?
Pamiętacie, jak w czerwcowej aktualizacji chwaliłam Wam się, że włosy postanowiły na nowo się pokręcić? W lipcu znowu zrobiły mi psikusa i się wyprostowały - nudno to ja z nimi nie mam, oj nie ;) Niespecjalnie mi to przeszkadza, ponieważ namiętnie testuję ostatnio złożoną pielęgnację włosów - czyli użycie dwóch maseczek/odżywek po sobie, w czasie jednego mycia. Możecie o tym przeczytać TUTAJ oraz TUTAJ. Widzę, że falom bardzo przypadło to do gustu - dużo mniej się puszą, są gładsze i bardziej błyszczące, choć mniej pokręcone. Ale takie też je lubię - no i mniej z nimi roboty, niż z ugniataniem :):) Nie spędzam wiele czasu na słońcu, zatem nie mam problemu z większym przesuszeniem. Jeśli jest bardzo sucho - ładuję na włosy kroplę oleju z pestek moreli - pomaga :) No i stawiam na emolienty, emolienty i jeszcze raz emolienty :)

Olejowanie:
W lipcu starałam się olejować dość regularnie, w ciągu całego miesiąca udało mi się aż 10 razy - jak na mnie to sukces :) Dokańczam ukochany olej z awokado od fitomedu. Rozpoczęłam też testowanie oleju andiroba - ale nie mam jeszcze zdania ;) Widzę, że dzięki regularnemu olejowaniu włosy są bardziej dociążone i błyszczące - muszę koniecznie pamiętać o regularnym olejowaniu, może nie co mycie, ale co drugie :)

Mycie:
Tutaj Was nie zaskoczę - na co dzień myję włosy balsamami mrs. potters :) Odkąd jednak testuję złożoną pielęgnację, częściej zdarza mi się sięgać po płyn facelle sensitive oraz ukochany szampon biolaven. Szampon jednak troszkę mnie na drugi dzień obciąża, używam go zatem wtedy, kiedy zależy mi na gładkich włosach - nigdy nie zawodzi :) Do oczyszczania - szampon pokrzywowy z barwy.

Odżywianie:
Tutaj dość różnorodnie - złożona pielęgnacja zobowiązuje :) W obiegu bardzo często były emolientowe kallosy - głównie ukochany blueberry, ale także cherry i chyba raz omega. Często, jako emolientowy produkt, na moich falach lądował bardzo przyjemny balsam green pharmacy z olejem arganowym i granatem. Solo był dla mnie troszkę za lekki, jednak w złożonej pielęgnacji spisuje się idealnie. Jest również fajny jako odżywka bez spłukiwania, oczywiście mocno rozwodniony ;) Z nawilżających produktów - opisywany ostatnio balsam ecolab z olejem żurawinowym. Pachnie ślicznie, solo troszkę za słabo dociąża, ale do złożonej pielęgnacji albo pod olej - jak znalazł. Proteinek dostarczał mi kallos latte, wzbogacony kilkoma kroplami keratyny hydrolizowanej. Solo strasznie nie służył moim włosom, ale jeśli nałożyłam po nim na chwilkę emolientowego kallosa - spisywał się bardzo dobrze ;)

Zabezpieczanie końcówek:
Coś porzuciłam silikonowe sera, muszę do nich wrócić :) Na suche włosy, po umyciu nakładałam najczęściej kropelkę oleju z pestek moreli - uwielbiam go :)

Stylizacja:
Stylizacja ogranicza się do zawinięcia wysuszonych już włosów (chłodnym nawiewem suszarki lub naturalnie) w koczka ślimaka albo pętelkę :) Rano rozwijam i mam fale :)

Wcierki i porost:
Nieustannie zażywam witaminki B complex oraz witaminę D, jednak nic nie wcieram. Patrzę jednak na odrost i ma już prawie 1,5cm - także jak na mnie, dość ładnie :)


Jak Wasze włosy miewają się w te wakacje? Bardzo wymęczone słoneczkiem? :) Całuję :*



środa, 29 lipca 2015

Ecolab - balsam regenerujący z olejem żurawinowym

Witajcie Kochani :)
Coraz częściej pytacie mnie w meilach i komentarzach, jak spisuje się ten słynny balsam do włosów ecolab z olejem żurawinowym :) Moje włosy ostatnio dość często miały z nim do czynienia, zarówno solo, jak i w złożonej pielęgnacji. Zatem - bez przedłużania - zapraszam na recenzję balsamu z olejem żurawinowym ecolab :)



Skład:
Aqua, Hibiscus Petal Floral Water(woda hibiscusowa), Prunus Persica Oil (olej z nasion brzoskwini), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Hibiscus Extract, Organic Triticum Vulgare Oli(organiczny olej z kiełków pszenicy), Organic Vaccinium Macrocarpon Seed Oil (organiczny olej z nasion żurawiny), Euterpe Oleracea Extract (euterpa warzywna – jagody acai), Argan Oil (olej arganowy), Glycerin, Behenamidopropyl Dimethylamine, Glyceryl Monostearate, Glyceryl Stearate SE, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Składy kosmetyków do włosów od Ecolab robią wrażenie :) Bazę balsamu stanowi woda z dodatkiem wody hibiskusowej. Dalej kilka pięknych emolientów - olej z nasion brzoskwini, olej jojoba, olej z kiełków pszenicy, olej z nasion żurawiny oraz olej arganowy. Znajdziemy tutaj także dwa ekstrakty - ekstrakt z hibiskusa oraz ekstrakt z jagód acai.  Po tych dobrociach - nawilżająca glicerynka, antystatyk oraz kolejne dwa emolienty. Potem już zapach i konserwanty.

Konsystencja i zapach:
Balsam ma bardzo przyjemną, zwartą i dość gęstą konsystencję, która bardzo dobrze trzyma się włosów. Jak pachnie? Hmm, może i faktycznie wyczuwam tu nutkę żurawiny? Ciężko mi określić ten zapach, ale jest to przyjemna, świeża, owocowa nuta ;)

Opakowanie:
Balsam otrzymujemy w ładnej i estetycznej buteleczce z pompką. Coś nie do końca działa mi ta pompka - niby daję na open, a nie zawsze balsam chce wypłynąć i muszę przy niej troszkę pokręcić i pomajstrować. Nie wiem, czy jest to wada producenta, czy mój konkretny egzemplarz się troszkę zacina. Ale nie jest to wielki problem :)

Działanie:
Balsam ma glicerynę - wiedziałam o tym od początku :) Ma jednocześnie również sporo emolientów i byłam bardzo ciekawa, jak taki duet spisze się na moich włosach. Kiedy nałożyłam go solo, w przyjazną pogodę (punkt rosy około 10), fale były bardzo przyjemne w dotyku, mięciutkie, błyszczące i nawilżone. Brakowało im jednak dociążenia, które ostatnio tak sobie cenię :) Z dodatkiem kilku kropel wygładzającego oleju - było dużo lepiej. Balsam jednak idealnie spisuje się w złożonej pielęgnacji - nałożony po umyciu na 15 minut - potem na 5 minutek coś emolientowego. W takiej kombinacji - fale są cudownie dociążone, cudownie mięsiste i cudownie nawilżone :) Coś mi się wydaje, że nigdy nie zadowoli mnie tak na 100% produkt, który w składzie ma glicerynę, jeśli użyję go samodzielnie, bez dodatków. Ale od czego mamy wzbogacanie albo złożoną pielęgnację? Kombinujmy, jeśli coś nam nie pasuje :) Produkt może zadowolić właścicielki średnio i niskoporowatych włosów, dla wyższej porowatości, użyty samodzielnie może być nieco za lekki ;)

W ostatniej niedzieli dla włosów pokazywałam Wam duet balsamu ecolab oraz balsamu gp :)
 

Lubicie kosmetyki do włosów ecolab? Mnie kusi jeszcze któraś z masek :) Całuję :*

poniedziałek, 27 lipca 2015

Niedziela dla włosów - złożona pielęgnacja z balsamem ecolab oraz balsamem green pharmacy :)

Witajcie Kochani :)
Ostatnio namiętnie testuję złożoną pielęgnację włosów -  to właśnie temu zagadnieniu poświęciłam ostatnie dwa posty. W czasie tej niedzieli dla włosów nie mogło być inaczej - w ruch poszły dwa odżywcze produkty. Jak wyszło tym razem? :)


Mycie: płyn facelle sensitive
Odżywka nawilżająca: ecolab balsam regenerujący z olejem żurawinowym na 15 minut
Odżywka emolientowa: balsam green pharmacy z olejem arganowym 
Końcówki: kropelka oleju z pestek moreli

Włosy potrzebowały już nawilżenia - postanowiłam sprawdzić, czy glicerynowy balsam się sprawdzi, jeśli użyję go w czasie złożonej pielęgnacji. Umyłam zatem włosy płynem facelle sensitive - od czasu do czasu mi służy, jednak nie za często ;) Następnie nałożyłam na nie porcję balsamu regenerującego ecolab z olejem żurawinowym - w składzie ma sporo olejów, ale także nawilżającą glicerynę. Pochodziłam tak jakieś 15 minut, spłukałam balsam ciepłą wodą i na dosłownie 5 minutek nałożyłam przyjemnie emolientowy balsam green pharmacy z olejem arganowym i granatem :) Zmyłam balsam już chłodniejszą wodą, włosy do połowy wyschły naturalne, dosuszyłam je potem chłodnym nawiewem suszarki - śpieszyło mi się :) W suche już kosmyki wgniotłam kropelkę oleju z pestek moreli. Zawinęłam włosy w ciasnego ślimaka na jakąś godzinkę. Po rozwinięciu i jakiś 3 godzinach później prezentowały się tak:



Wybaczcie mi jakość zdjęć, nie miałam kiedy zrobić innych, dobrze, że udało mi się pstryknąć jakiekolwiek :) Pierwsze było z lampą, drugie, to ciemne, bez lampy. Nie wiem, czy widać to na zdjęciach, ale włosy były bardzo odczuwalnie nawilżone - przy jednoczesnym ładnym dociążeniu, bez fruwających wszędzie włosków :) Podejrzewam, że to kwestia nałożenia nawilżaczy właśnie pod emolienty. Skręt po ślimaczku wyszedł ciekawy, nawet mi się spodobał i długo utrzymał :) Bardzo cieszę się zwłaszcza z braku tego puchu, mimo zastosowania produktu z gliceryną :):)


Jak Wasze włosowe niedziele? :) Całuję :*

czwartek, 23 lipca 2015

Złożona pielęgnacja włosów - podział produktów do włosów na emolientowe, nawilżające i proteinowe :)

Witajcie Kochani :)
Na dworze taki upał, że zamknęłam się w pokoju z butelką zimnej wody, wiatrakiem i laptopem :) W ostatnim poście na temat złożonej pielęgnacji włosów obiecałam Wam, że zrobimy sobie taki spis z podziałem produktów na emolientowe, nawilżające i proteinowe. Zaczynajmy zatem :D





Produkty emolientowe:
Na moim blogu znajdują się już dwa obszerne posty, w których zamieściłam czysto emolientowe produkty do włosów, z minimalną domieszką nawilżaczy :) Spis produktów drogeryjnych znajduje się TUTAJ, natomiast spis produktów rosyjskich - TUTAJ. Wiem jednak, że nie każdemu będzie chciało się przedzierać przez te wpisy, zatem wymienię emolientowe produkty tutaj:

*odżywka garnier  awokado i karite
*odżywka garnier kakao i kokos
*odżywka garnier oleo repair
*balsam green pharmacy z olejem arganowym i granatem
*odżywka timotei drogocenne olejki
*maska i odżywka yves rocher odbudowująca
*maska yves rocher zwiększająca gęstość włosów
*kallosy: banana, cherry, omega, blueberry i multivitamin
*ziaja maska i odżywka z masłem kakaowym
*ziaja maska i odżywka z oliwą z oliwek
*maska gloria (z dodatkowym olejem)

Sama używałam już do złożonej pielęgnacji balsamu green pharmacy, odżywki yves rocher i emolientowych kallosów). Używam także czasem jako maseczki emolientowej - popularnej i lubianej glorii, ale koniecznie z dodatkiem 5-6 kropel oleju :) Najbardziej do złożonej pielęgnacji polecam właśnie emolientowe kallosy - nawet jeśli solo nie zdały egzaminu na Waszych włosach, mogą się kapitlanie spisać właśnie w takiej bogatej pielęgnacji.


Produkty nawilżające:
I tutaj jest już jeden obszerny post na ten temat, dokładniej możecie znaleźć go TUTAJ.
 
*bioetika maseczka nawilżająca
*biovax maska z aloesem do włosów ze skłonnością do wypadania
*biovax maska do włosów blond
*biovax maska do włosów suchych i zniszczonych
*kallos aloe
*kallos honey
*naturvital maska z aloesem
*OMIA maski: z aloesem, olejem lnianym, arganowym i makadamia
*seri maska z miodem
*isana kuracja z olejkiem arganowym 
*isana professional repair nutrition 
*isana professional oil care spulung 
*isana professional pure locken spulung 
*fitokosmetik maski z serii profesionalnej 
*ecolab maska nawilżająca i balsamy do włosów

Świetnie w złożonej pielęgnacji sprawuje mi się kallos aloe, biovaxy i balsam regenerujący ecolab.  Ciekawią mnie wszystkie trzy odżywki isany z rossmana, wysoko mają nawilżający glikol propylenowy, dalej w składzie panthenol. Choć też mogą się okazać nieco zbyt ciężkie do złożonej pielęgnacji, ale kto wie ;) Jeśli kogoś interesują rosyjskie kosmetyki - fajne spisać się mogą rosyjskie maski fotokosmetik z serii profesionalnej - każda ma sporo gliceryny, moje włosy to czują ;) Jednak to troszkę drogi interes, na tak małe saszetki. Również maska nawilżająca i balsamy ecolab zawierają w składzie nawilżającą glicerynę - fajny jest ten balsam regenerujący z olejem żurawinowym :)


Produkty proteinowe:
Wymieniam głównie produkty proteinowo-nawilżające, troszkę ich jest :)

bingo maska ze spiruliną i keratyną 
bingo maska mleczna z elastyną 
bingo maska z proteinami kaszmiru i kolagenem 
bingo maska z proteinami kaszmiru i jedwabiem 
bioetika maska odbudowująca latte 
biovax maska z keratyną i jedwabiem 
biovax maska latte 
biovax maska do włosów ciemnych 
equilibra maseczka z aloesem 
equilibra odżywka z aloesem 
farmona odżywka z żeń szeniem   
farmona odżywka z lnem 
kallos keratin  
kallos chocolate 
kallos milk 
kallos latte  
kallos botox 
scandic maska z miodem i mlekiem 
scandic maska z proteinami jedwabiu 
scandic maska bananowa 
seboradin balsam z żeń szeniem 

Lubię w złożonej pielęgnacji, jako maskę proteinową stosować kallosa latte wzbogaconego kilkoma kroplami keratyny hydrolizowanej, tak samo pięknie spisuje się kallos keratin. Łatwo dostępny i fajny skład ma biovax latte - biedronka i jej saszetki się kłaniają :) Również lubię używać odżywki farmony z żeń szeniem oraz mythos z pszenicą.



Próbowałyście już złożonej pielęgnacji? :) Całuję :*





wtorek, 21 lipca 2015

Złożona pielęgnacja włosów - podstawowe informacje

Witajcie Kochani :)
Jak widać, piękna pogoda i słoneczko zniechęcają do przesiadywania na komputerze - ja mam dokładnie tak samo :) Przychodzę dzisiaj jednak z bardzo ciekawym tematem, dotyczącym pielęgnacji włosów. Mowa o złożonej pielęgnacji :) Początkowo zainspirowałam się niesamowicie wspaniałą Gapą i jej blogiem - koniecznie zajrzyjcie :) Teraz sama tworzę różne maseczkowo-odżywkowe duety, za co moje fale tego lata są mi naprawdę wdzięczne. O co chodzi w tej złożonej pielęgnacji?



Wstęp :)
Są włosy, którym spokojnie wystarcza jedna odżywka czy lżejsza maseczka do włosów. Są po niej nawilżone, dociążone i gładziutkie. Istnieje jednak wiele właścicielek włosów, którym ciężko je a to dociążyć - po wszystkim fruwają, a to nawilżyć - po nawilżaczach są jeszcze bardziej suche. Moje fale po części takie są. Podejrzewam, że włosy choć części moich czytelniczek również :) Tak tak, trafia do mnie bardzo wiele osób z puszącymi się, często falowanymi i kręconymi włosami. Także tych prostych, ale porowatych i często mocno suchych czy zniszczonych. Myślę, że właśnie na takich włosach złożona pielęgnacja może spisać się idealnie. 

Złożona pielęgnacja włosów - o co tu w ogóle chodzi? :)
Złożona pielęgnacja - ależ to poważnie brzmi :) W moim przypadku chodzi tu po prostu o umiejętne dobranie dwóch lub trzech maseczek/odżywek i nałożenie ich obu przy okazji jednego mycia, jedna po drugiej. Łopatologicznie - myjemy włosy czym tam mamy ochotę, odsączamy włosy z wody i nakładamy jeden produkt (np. maseczkę nawilżającą), trzymamy ją na włosach 10-15 minut, spłukujemy, odsączamy nadmiar wody i na dosłownie 5-10 minutek kładziemy coś czysto emolientowego, dociążającego. Np. popularne, emolientowe kallosy: cherry, omega, blueberry, banana. Po co aż tak się bawić? A no po to, że maseczka nawilżająca nawilży nam pięknie włosy, a nałożona potem maseczka emolientowa zatrzyma to nawilżenie i dociąży włosy. U mnie metoda ta działa REWELACYJNIE :) Po produkcie nawilżającym - fale są nawilżone, potem kładę coś emolientowego - przez co są dociążone i nie spuszone, jak to często się zdarzało po maseczce nawilżającej.

A jeśli mam ochotę użyć protein?
Mamy tutaj przynajmniej dwa warianty - dla osób z większą ilością czasu i tych z mniejszą ;) Jeśli mamy więcej czasu, możemy na umyte włosy nałożyć najpierw coś nawilżającego na jakieś 10 minut. Spłukać i nałożyć coś proteinowego (15-20 minut), spłukać i dopiero coś emolientowego na 5-10 minut. Zajmuje to troszkę czasu, ale raz na 2 tygodnie można sobie coś takiego zafundować, efekty są pyszne :) Uważajmy na ilość nakładanych produktów i dokładne spłukanie, tyle specyfików może deczko obciążyć. Czas na opcję dla osób z mniejszą ilością czasu, którą sama często stosuję - po umyciu włosów nakładamy maseczkę/odżywkę nawilżająco-proteinową na 15 minut, spłukujemy i na 5 minut aplikujemy coś emolientowego. Nie trwa to bardzo długo, a często niweluje wysuszający wpływ protein.


Kilka rad:
*Próbowałam złożonej pielęgnacji po umyciu włosów odżywką - często na drugi dzień były lekko obciążone, złożona pielęgnacja idealnie spisuje się u mnie po użyciu delikatnego szamponu, bądź po mocniejszym oczyszczaniu :) Albo po jakimś przesuszu, jaki ostatnio zafundowały mi odżywki joanny.
*Jak często i co które mycie stosować takie połączenia? Myślę, że wszystko zależy od włosów. U mnie to konieczność przynajmniej raz w tygodniu, inne włosy mogą lepiej wyglądać po dwóch razach. Dużo zależy też od czasu, jaki możemy na to przeznaczyć :) Cienkie i delikatne włosy o niższej porowatości mogą być po takiej pielęgnacji momentalnie obciążone i nie będą musiał kombinować ;)


Kilka propozycji:
Mycie: szampon hipp
Maska nawilżająca: maska biovax z aloesem/do włosów blond/do włosów suchych na 10 minut
Maska emolientowa: kallos cherry/omega/blueberry/banana i ewentualnie dodatek kilku kropel oleju na 5-10 minut
Zależnie od potrzeb: kapka serum silikonowego bądź kropla oleju na końcówki :) 

Mycie: płyn facelle
Maska proteinowo-nawilżająca: kallos keratin na 15 minut
Maska emolientowa: garnier awokado i karite/garnier kakao i kokos na 5-10 minut
Zależnie od potrzeb: kapka serum silikonowego bądź kropla oleju na końcówki :) 

I na bogato:
Mycie: szampon barwa
Maseczka nawilżająca: maska naturvital z aloesem/omia z aloesem na 10-15 minut
Maska proteinowa: kallos latte+kilka kropel keratyny hydrolizowanej na 15 minut
Maska emolientowa: yves rocher odżywka/maska odbudowująca
Zależnie od potrzeb: kapka serum silikonowego bądź kropla oleju na końcówki :) 

Można tworzyć dowolne, odpowiadające nam kombinacje :) Podejrzewam, że większość włosomaniaczek ma teraz w zapasach jakąś nawilżającą biovaxową saszetkę (np. tę z aloesem,do włosów blond czy suchych) oraz jakiegoś kallosa emolientowego (banana, blueberry, cherry, omega) i tych produktów może użyć najpierw :) Trzeba tylko orientować się, do jakiej grupy mniej więcej co należy (czy produkt jest nawilżający, emolientowy a może nawilżająco-proteinowy).


Jakie są znane produkty nawilżające, emolientowe i proteinowe?
Zrobiłam Wam małą ściągawkę, żeby wszystko sobie znaleźć i nie musieć samemu rozszyfrowywać składów: wszystko w TYM WPISIE.

Przykładowe zestawienia kosmetyczne do złożonej pielęgnacji:
TUTAJ znajdziecie kilka przykładowych zestawień kosmetycznych, które możecie zastosować do złożonej pielęgnacji  :) Starałam się wybrać takie kosmetyki, do których każdy ma dostęp. Króluję zatem biovaxy, kallosy, isany czy garniery.



Skusiłam Was do wypróbowania złożonej pielęgnacji? Może przy okazji najbliższej niedzieli dla włosów? :) Całuję :*




niedziela, 19 lipca 2015

Niedziela dla włosów z kallosem blueberry i olejem lanolinowym :)

Witajcie Kochani :)
Zachciało mi się eksperymentów :) Ostatnio kombinuję ze złożoną pielęgnacją - najpierw nakładam nawilżającą bądź proteinową odżywkę, zmywam ją i aplikuję coś mocno emolientowego. Metoda ta sprawdza się doskonale, o efektach napiszę Wam niebawem w osobnym poście :) Dzisiaj jednak wyciągnęłam z lodówki olej lanolinowy - bardzo lepki, ale odżywczy. Postanowiłam dodać go do mojego kallosa blueberry, chyba jednak dolało mi się o kropelkę za dużo ;) Same zobaczcie ;)


Mycie: szampon barwa z pokrzywą
Odżywianie: maska kallos bluberry + niewielka porcja oleju lanolinowego
Odżywka b/s: balsam green pharmacy z granatem i olejem arganowym
Końcówki: kropla oleju andiroba


Moje włosy potrzebowały już oczyszczenia po ostatnich eksperymentach, zatem umyłam je szamponem barwy z pokrzywą. Jako, że po oczyszczającym szamponie zawsze są troszkę przesuszone, postanowiłam dać im coś ekstra :) Wymieszałam łyżeczkę kallosa blueberry z niewielką ilością oleju lanolinowego - taka ilość małego paznokcia u dłoni. Jak się okazało, to troszkę za dużo jak na moje zdrowe włosy, ale o tym zaraz ;);) Trzymałam mieszankę jakieś 15 minut, po czym spłukałam ją dokładnie samą wodą. Włosy przy spłukiwaniu były takie troszkę dziwne, gładkie jak nie wiem co, ale tak nienaturalnie :P No ale nic, zmyłam mieszankę i na osuszone podkoszulkiem włosy nałożyłam groszek rozwodnionego balsamu green pharmacy z olejem arganowym i granatem. Wyschły naturalnie, nie stylizowane niczym, w suche już włosy wgniotłam kropelkę oleju andiroba i zawinęłam je dosłownie na chwilkę w koczek. Po kilku minutach rozwinęłam z koczka i szybko zrobiłam zdjęcie, bo już byłam spóźniona. Włosy prezentowały się tak:


Zdjęcie jest oczywiście bez lampy, do okna, w naturalnym świetle :) Zobaczcie, jak lanolina pięknie wygładziła mi włosy :) Włosy były takie gładziutkie, nawilżone i aksamitne - jeszcze nigdy takie nie były :) Końcówki troszeczkę marudziły po mocnym oczyszczeniu, co widać na zdjęciu, ale po kilku godzinach się wygładziły. Falka bardzo delikatna, po 5 minutowym koczku, nie ugniatałam ich, ostatnio nie mam do tego melodii, za gorąco mi ;) Minęło kilka godzin i jednak widzę, że dałam troszkę za dużo lanoliny- wizualnie wyglądają bardzo dobrze, ale po przejechaniu dłonią włosy lekko się lepią - jutro w ruch pójdzie znowu SLS-iak ;) Używałam oleju lanolinowego już dawniej ze świetnymi efektami, ale naprawdę w minimalnej ilości, dziś nalało mi się go za dużo, a że jest ciężki, lepki i gęsty, to nietrudno o przedawkowanie - następnym razem muszę uważać ;)

Co miłego Wasze włoski dostały w ramach weekendowego dopieszczania? :) Całuję :*








czwartek, 16 lipca 2015

Bania Agafii - maska do włosów - super silna - wzmocnienie , stymulacja wzrostu - 7 syberyjskich ziół, olej cedrowy, mech dębowy, pszczeli wosk

Witajcie Kochani :)
Na początku mojego włosomaniactwa niespecjalnie dbałam o skórę głowy - myłam włosy i skalp odżywką, zatem nie protestowała ona za bardzo. Problem pojawił się dopiero, kiedy zaczęłam eksperymentować z wcierkami. Większość z nich zawiera zioła i/lub alkohol, za którymi moja skóra głowy nie przepada ;) Wtedy to zaczęła się buntować: coraz częściej była przesuszona i podrażniona. Od tej pory na stałe do włosowej pielęgnacji włączyłam maski do skóry głowy. Używam ich przynajmniej raz w tygodniu. Chciałabym Wam dzisiaj napisać o takiej jednej, rewelacyjnej maseczce właśnie do skóry głowy :)



Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Evernia Prunastri (Oakmoss) Extract (ekstrakt dębowego mchu), Rhaponticum Carthamoides Extract (ekstrakt z korzenia szczodraka krokoszowatego), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok aloe vera), Allium Cepa (Onion) Bulb Extract (ekstrakt z łupin cebuli), Alnus Glutinosa Extract (ekstrakt z szyszek czarnej olchy), Organic Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (organiczny olej z kiełków pszenicy), Organic Beeswax (organiczny pszczeli wosk), Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (organiczny olej lniany), Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Caramel, Citric Acid

Skład jest naprawdę ładny i bogaty, jak na banię agafii przystało :) Wysoko w składzie widzimy emolienty, w tym olej cedrowy. Bliżej końca - olej z kiełków pszenicy, wosk pszczeli oraz olej lniany. Dalej bogactwo ekstraktów ziołowych - ekstrakt z dębowego mchu, z korzenia szczodraka krokoszowatego, łupin cebuli oraz szyszek czarnej olchy. Dość wysoko widzimy nawilżający sok z aloesu. Skład naprawdę ładny, ale dla włosów lubiących się z ziółkami.


Opakowanie:
Maseczka mieści się w typowej dla banii agafii saszetce o pojemności 100ml. Jednym te opakowania się podobają bardziej, innym mniej. Ja jestem zadowolona - są poręczne, zajmują niewiele miejsca i to taka miła odmiana od wszelkich słoiczków i buteleczek ;)

Zapach i konsystencja:
Maseczka pachnie pięknie - ziołowo, ale tak jednocześnie świeżo. Zamykam oczy i czuję, jakbym była na łące, w otoczeniu pięknych kwiatów :) Zapach bardzo przypadł mi do gustu i myślę, że nie może się nie podobać ;) Konsystencja nie jest zbyt gęsta, ale to dobrze - dzięki temu całkiem przyjemnie rozsmarowuje się na skórze głowy ;)

Działanie:
Maseczkę przetestowałam zarówno na długości włosów, jak i na skórze głowy. Zacznijmy może od długości :) Z początku bania agafii zostawiała włosy mięciutkie i nawilżone, takie lekkie, troszeczkę niedociążone, ale bardzo miłe w dotyku. Jednak po kilku użyciach ziółka dały już o sobie znać i troszkę zaczęły mnie przesuszać - nie jakoś dramatycznie, ale dzięki temu postanowiłam przetestować produkt na skórze głowy. Jaka to przyjemność nakładać tak pięknie pachnącą maseczkę na skalp :):) A tam spisała się znakomicie - może nie przyspieszyła diametralnie porostu włosów, ale wspaniale nawilżyła i ukoiła skórę głowy. Jest po niej taka jakby bardziej świeża, ciężko mi to opisać, ale uwielbiam to uczucie na skórze głowy po zmyciu maseczki :) Absolutnie nie podrażniła, mimo sporej ilości ziółek. No po prostu ją uwielbiam, a kto wie, może przy 2 czy 3 saszetce włosy będą rosnąć szybciej? :)


Znacie już tą super silną maskę? :) Całuję :*



wtorek, 14 lipca 2015

Włosy o zapachu mandarynki, czyli jak konserwuję żel lniany :)

Witajcie Kochani :)
Wspominałam już na blogu kilka razy o żelu lnianym - pięknie spisuje się jako stylizator, dodatek do maseczek czy jako składnik płukanki. Możecie o nim więcej przeczytać w tym poście. Wiem jednak, że nie zawsze jest czas i ochota na wykonanie takiego żelu, dodatkowo dość szybko się psuje. Od jakiegoś czasu konserwuję mojego glutka, coby nie musieć robić nowej porcji raz na kilka dni. W jaki sposób? Czytajcie dalej, jeśli temat Was zainteresował :)



Jak zakonserwować żel lniany?

W buteleczce z białego jelenia jest oczywiście nasz żel lniany ;) Postanowiłam zakonserwować go dość popularnym i łatwym w użytkowaniu FEOG-iem. Jest to konserwant w płynie, toteż bez problemu możemy go dokapać do naszego glutka :) Poniżej zamieszczę Wam jego krótki opis:

 

INCI: Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin 

Zalety stosowania mieszaniny konserwującej FEOG:

  • bardzo szeroki zakres działania zarówno w stosunku do bakterii (gramdodatnichoraz gram ujemnych), drożdzy i grzybów
  • produkt dopuszczony jest do stosowania w kosmetykach w Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii i Japonii
  • dodanie oktylogliceryny do fenoksyetanolu wykazuje działanie łagodzące wpływ innych składników kosmetyków
  • żaden ze składników mieszaniny FEOG nie jest tematem dyskusji ze względu na działanie uczulające, rakotwórcze, tworzenie nitrozoamin, efekt estrogeniczny lub androgeniczny i wywoływanie alergii
  • w ciągu kilku godzin od wprowadzenia do układu wykazuje działanie biobójcze
  • zgodna z 7 poprawką do Cosmetics Product Directive
  • w przypadku stosowania w produktach transparentnych - nie powoduje mętnień

Składniki mieszaniny konserwującej są związkami otrzymanymi sztucznie lecz są to odpowiedniki substancji występujących w naturze. 

  • Fenoksyetanol jest właściwą substancją o działaniu bakteriobójczym (jest stosowany jako konserwant w kosmetykach np. Lavery)
  • Etyloheksylogliceryna nie jest substancją konserwującą lecz substancją wzmacniającą działanie fenoksyetanolu, obniża napięcie powierzchniowe i ułatwia przenikanie fenoksyetanolu do wnętrza mikroorganizmów. 
 Opis pochodzi ze strony Zrób sobie krem.


To ile dać tego konserwantu wreszcie? :)

FEOG jest bardzo prosty w użyciu, na 50ml kosmetyku musimy dodać od 5 do 10 kropli konserwantu. Sama do żelu lnianego dodałam 8 kropli, dodatkowo możemy wzbogacić nasz żel ulubionym olejkiem eterycznym - olejki eteryczne też mają lekkie właściwości antybakteryjne i antygrzybicze. No i zamaskujemy lekko nieprzyjemny zapach FEOG-u. Ostatnio przepadam za olejkiem mandarynkowym - pachnie tak cudnie, że dodaję go w niewielkiej ilości do kremów do rąk, olejków do ciała czy właśnie do żelu lnianego. Na 50ml żelu dodałam 5 kropel olejku - pachnie przepięknie, nie można też przesadzić ze stężeniem, żeby włosów dodatkowo nie przesuszyć. Ważne, żeby dokładnie wymieszać FEOG z żelem, na tyle, na ile da się  to z tym glutkiem zrobić ;) Uprzedzam, że po dodaniu konserwantu i olejku, nasz glutek robi się nieco rzadszy.


Jaka jest trwałość zakonserwowanego żelu?
Podążając za słowami producenta:
Zastosowanie FEOG pozwala na przechowywanie kosmetyku poza lodówką - tak jak sklepowych kosmetyków. W/g producenta zastosowanie FEOG jako jedynego konserwanta pozwala zakonserwować produkt kosmetyczny na 3 lata. Dokładna dawka powinna być ustalona po badaniach obciążeniowych.  

Jakoś nie ufałabym słowom, że  zakonserwowany żel przetrwa poza lodówką aż 3 lata, chociaż kto wie :D Mój ostatni żel stoi jednak w łazience już miesiąc i nic złego się z nim nie dzieje - nie śmierdzi, nie ma dziwnych kożuchów na powierzchni i nadal cudownie pachnie mandarynką :) Bardzo polecam Wam konserwowanie glutka, jeśli używacie go do stylizacji, maseczek czy płukanek - wiem, że nie zawsze chce się go gotować co 2 tygodnie i wiecznie o tym zapominamy, a tak będzie sobie stał bezpiecznie i czekał na użycie :) Dodatkowo FEOG kosztuje 8zł za 15ml, a starczy to Wam nie długo :) Ile czasu żel wytrzyma z konserwantem? Sama nie wiem, dam Wam znać, jak zacznie się z nim dziać coś niedobrego :)




Lubicie glutka lnianego? :) Całuję :*

 

niedziela, 12 lipca 2015

Niedziela z kallosem cherry i olejem morelowym

Witajcie Kochani :)
Wzięłam się za denkowanie kallosów - kupię nową wersję multivitamina dopiero, jak skończę któryś z nich :) Zapraszam Was na niedzielną włosową pielęgnację z kallosami w roli głównej :)


Olejowanie: olej z pestek moreli na kallosa aloe
Mycie: szampon biolaven z winogronem i lawendą 
Odżywianie: kallos cherry+3 kropelki oleju z pestek moreli
Końcówki: kropla oleju andiroba


Włosy naolejowałam moim ukochanym olejem z pestek moreli - właśnie go skończyłam, ale przede mną nowości - olej andiroba oraz pracaxi, nie załamuję się zatem :) Ale wracając do rzeczy, położyłam olej morelowy na kallosa aloe, na jakieś 3 godzinki. Zmyłam wszystko moim ukochanym szamponem biolaven z winogronem i lawendą - elegancko poradził sobie ze zmyciem oleju, a nałożyłam go więcej, niż zwykle, myślę, że nawet i całą łyżkę. Następnie na 10 minut nałożyłam kallosa cherry, wzbogaconego o 3 kropelki oleju z pestek moreli. Spłukałam mieszankę i zostawiłam włosy do naturalnego wyschnięcia, bez ugniatania. W suche już fale wgniotłam kroplę oleju andiroba - w celu ochrony końcówek :) Następnie zawinęłam je na kilka minut w koczka ślimaka. Potem żyły sobie własnym życiem i właśnie przed chwilką zrobiłam zdjęcia, prezentują się tak:


Zdjęcia bez lampy, udało mi się ledwo złapać jakieś światło jeszcze :)

I z lampą :)

Skręt jest delikatny, bez żelu i ugniatania, ale takie też mi się podobają i latem częściej takie włosy noszę :) Fale są bardzo mięciutkie, przyjemnie nawilżone - dzięki olejowaniu na kallosa aloe - bardzo lubię go tak właśnie używać, pod olej spisuje się idealnie :) Kallos cherry z dodatkiem morelki elegancko włosy dociążył, zwłaszcza że przed zdjęciami lekko potargał je wiatr - a tu wszystko trzyma się na swoim miejscu, bez czesania. No i olej andiroba zapowiada się ciekawie, przynajmniej na końcówki, troszkę w konsystencji przypomina mi olej arganowy, choć z arganem polubiłam się średnio. Ale jeszcze za wcześnie na werdykt, tak tylko sygnalizuję temat :) Przesusz po  odżywkach joanny  już praktycznie pokonany, uff ;)


Jak Wasze niedzielne włosowe zmagania? :) Całuję :*

sobota, 11 lipca 2015

Moje włosy bez stylizacji i stylizatorów ;)

Witajcie Kochani :)
Co jakiś czas prosicie mnie, żebym zamieściła zdjęcia moich fal bez stylizacji (czyli bez długiego ugniatania i suszarki z dyfuzorem) oraz bez stylizatorów (bez żelów, glutka lnianego czy kremów). Udało mi się wreszcie zrobić takie zdjęcia, zatem spełniam prośby i pokazuję :) 


Włosy tutaj umyte były oczywiście moim ukochanym balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem :) Następnie odżywiłam je wspaniałą maseczką od fitokosmetik z olejem arganowym. Po zmyciu maseczki, w ociekające wodą włosy wgniotłam 2 małe groszki rozwodnionego balsamu green pharmacy z olejem arganowym. Nie ugniatałam już włosów, dałam im wyschnąć naturalnie. Skręt jest słabszy, ale jest, na zdjęciu z prawej jest mój stały korkociąg - on jest zawsze, czego bym nie zrobiła. Po drugiej stronie również jest, ale schował się pod resztą włosów ;) 

Po co zatem używam stylizatorów? 
Bez nich moje fale na drugi dzień są bardzo słabe, gdzieniegdzie się niemalże prostują - głównie z tyłu i na wierzchniej warstwie. Mój skręt jest nieregularny, jak widać na powyższym zdjęciu. Tu korkociąg, tu falka, tu prawie wyprost. Stylizator jest mi niezbędny, żebym mogła uzyskać w miarę równy skręt na wszystkich partiach włosów - ot cała tajemnica :) Podejrzewam, że właścicielki np. takich loczków, które mają równomierny skręt na całej długości włosów, mogą nie potrzebować stylizatorów. Bardziej może czegoś do ogarnięcia puchu i dociążenia włosów. Ja bez żelu nie istnieję ;);)


Stylizujecie swoje falowane/kręcone włosy? :) Całuję :*


czwartek, 9 lipca 2015

Odżywki joanna naturia bez spłukiwania - więcej z nimi kłopotu, niż pożytku?

Witajcie Kochani :)
Od początku mojej włosowej przygody używałam odżywek joanna naturia, bez spłukiwania. Chyba każda falowana i zakręcona głowa spotkała się z tymi produktami :) Są one bardzo polecane na wizażu jako emolientowe i lekko dociążające odżywki, które mają zabezpieczać włosy przed puchem. Przez kilka lat byłam z nich zadowolona, jednak w zeszłym roku coś się zmieniło - zauważyłam, że zaczęły przesuszać moje włosy. Nadal jednak sporo osób ich używa, nie zdając sobie sprawy, że naturie mogą nam sprawić więcej kłopotu, niż pożytku. Dlaczego? Przeczytajcie :)



*Co takiego siedzi w joannie i może robić nam problem?
Specjalnie zrobiłam zdjęcia składów dwóch wersji odżywek joanny, z lnem i rumiankiem oraz z makiem i bawełną. Podkreśliłam na czerwono alkohol izopropylowy - może on mocno przesuszać nasze kosmyki. Jest dość wysoko w składzie, jeszcze przed ekstraktami i zapachem. Zauważyłam, że odżywki te używane od czasu do czasu nie robią mi krzywdy, jednak stosowane regularnie, co mycie, w sporych ilościach - matowią, puszą i mocno przesuszają moje fale. Pisałam o tym zjawisku już troszkę w tym poście. Problem mogą robić również ziółka - len i rumianek (w wersji z niebieską nakrętką) oraz mak i bawełna (w wersji z czerwoną nakrętką). Len teoretycznie nawilża, ale różnie z tym bywa ;)


*Czy mamy jakąś alternatywę?
Nie każda z nas musi używać odżywek bez spłukiwania, wiem jednak, że fale i loczki bardzo je lubią i często ich potrzebują. Sama od ponad roku z sukcesem używam jako odżywki bez spłukiwania rozwodnionego balsamu green pharmacy z olejem arganowym i granatem. Produkt ma w składzie silikony, toteż mocno go rozwodniłam i nakładam naprawdę malutko, żeby nie obciążył moich delikatnych fal ;) Coraz bardziej znane i lubiane stają się również odżywki farmony, a zwłaszcza dość rzadka wersja z lnem. Trzeba jednak uważać, ponieważ w składzie zawiera hydrolizowaną keratynę oraz sporo nawilżaczy - nie każde włosy polubią się z nią co mycie jako b/ska ;) 


*Czy koniecznie muszę odstawić odżywki joanny?

Oczywiście, że nie :) Jednak obserwuj swoje włosy, jeśli okaże się, że po roku pielęgnacji nic praktycznie się nie zmienia na plus, a regularnie używasz odżywek joanny z alkoholem - może to właśnie one są winne? Zwłaszcza, że są to wersje bez spłukiwania i pozostają na włosach aż do następnego mycia. Zauważyłam, że mi samej osobiście krzywdy nie robiły odżywki alterry, mocno emolientowe, ale z alkoholem jeszcze wyżej w składzie. Może dlatego, że spłukiwałam je dość szybko i dodatkowo nierzadko wzbogacałam nawilżaczami i olejami ;)

Tutaj możecie zobaczyć moje przesuszone ostatnio po joannie włosy, właśnie wyrzucam ją do kosza ;)



Używacie joanny? Jak spisuje się na Waszych włosach? :) Całuję :*




wtorek, 7 lipca 2015

Wygładzający peeling do twarzy od sylveco - skuteczny i delikatny jednocześnie? :)

Witajcie Kochani :)
Mam wielki problem z doborem dobrego peelingu do twarzy - mam cerę często przesuszoną, jednak lekko mieszaną w strefie T. Do tej pory z sukcesem używałam saszetkowego enzymatyka z sorayi, jednak czułam, że raz za czas potrzebują czegoś silniejszego. Z drobinkami, ale nie rysującego i nie podrażniającego mojej cery. Któregoś razu, przeglądając ofertę sklepów internetowych, rzucił mi się w oczy wygładzający peeling do twarzy od sylveco, z korundem. O korundzie słyszałam już wiele, tutaj jednak producent zapewniał, że produkt nie wywołuje podrażnień - dzięki swojej delikatnej formule. Rzuciłam okiem na skład i powiedziałam sobie - raz kozie śmierć. Dzięki temu znalazłam kolejnego ulubieńca :)




Skład:

Skład jest przepiękny, odnośniki odeślą Was do składników, opisanych na stronie producenta :) Bazą peelingu jest olej palmowy, dalej mamy korund. Jest sporo emolientów - wspomniany olej palmowy, wosk pszczeli, olej słonecznikowy. Jest także witamina E, a za zapach będzie odpowiadaćolejek z werbeny. 

Opakowanie:
Peeling mieści się w przyjemnym słoiczku z metalową pokrywką. Słoiczek znajduje się w kartonowym pudełeczku, opisanym ze wszystkich stron - uwielbiam opakowania i obszerne opisy producenta ;):) Tutaj możecie sobie go obejrzeć:

Konsystencja i zapach:
Peeling pachnie werbeną, troszkę cytrynką, dla mnie całkiem przyjemnie i naturalnie :) Konsystencja jest gęsta, nieco tłusta, z wyczuwalnymi zatopionymi drobinkami korundu.

Działanie:
Producent nie poleca swojego produktu właścicielkom (i właścicielom) cery naczynkowej, ze skłonnościami do trądziku różowatego. Moja cera jest właściwie płytko unaczyniona, ale nie ma na niej stałych różowości od kilku lat, kiedy porządnie o nią zadbałam. Jest również przesuszona, lekko mieszana w strefie T, delikatna i wrażliwa. O właściwościach peelingu będę pisać jako właścicielka takiej właśnie cery, ponieważ jest to bardzo specyficzny produkt ;) Słyszałam, że korund to niezły zdzierak, dlatego nabieram niewielką porcję produktu i masuję DELIKATNIE cerę przez jakąś minutę. Nie ma co za mocno przyciskać i masować, korund naprawdę działa, choć przy masowaniu wydaje się, że nie ;) Następnie bardzo dokładnie opłukuję ją wodą. Na skórze zostaje tłusta warstewka, pewnie z oleju palmowego. Moja przesuszona cera jest za to wdzięczna, jednak właścicielki cer tłustych i mocno mieszanych będą pewnie na nią kląć ;) Jest to naprawdę wyraźna i tłusta warstwa, uczulam Was ;) Co do działania - peeling świetnie ściera martwy naskórek, momentalnie pozbywam się po nim suchych skórek i szorstkości. Nie podrażnia, moja skóra nie jest po nim praktycznie zaczerwieniona, czasem leciutko zaróżowiona, ale tylko jak potrę zbyt mocno :) Używam go jedynie wieczorem, a rano cieszę się cudownie gładką i lekko natłuszczoną cerą. Cóż mogę więcej dodać - sylveco to peeling idealny - skuteczny i jednocześnie delikatny ;) Jest jeszcze wersja oczyszczająca, ale podobno jest mocniejsza - ja zostaję przy mojej ukochanej wygładzającej. Pamiętajcie, że musimy zużyć 75ml peelingu w 6 miesięcy  - tak to jest z kosmetykami naturalnymi ;)


Miałyście już to peelingujące cudeńko od sylveco? A może czaicie się na wersję oczyszczającą? :) Całuję :*

poniedziałek, 6 lipca 2015

Niedziela dla włosów ze wzbogaconym kallosem omega - uff, jak gorąco ;)

Witajcie Kochani :)
Pogoda dopisuje - od kilku dni upały umilają nam czas. Jak dobrze, że mogę schować się na hamaku pod wielkim orzechem, tam przynajmniej jest trochę cienia ;) W taką pogodę, kiedy jest bardzo sucho, rezygnuję z humektantów - inaczej mam na głowie suchego mopa ;) Chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować moje włosowe niedzielne działania, zerknijcie :)


Mycie: balsam mrs. potters z aloesem
Odżywianie: maska kallos omega + 4 krople oleju z pestek moreli
Odżywka b/s: brak
Stylizacja: męski żel isana bez alkoholu
Końcówki: kropla oleju z pestek moreli


Włosów tym razem nie olejowałam, nie miałam chyba siły ;) Umyłam je balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem oraz nałożyłam na nie mieszankę maski kallos omega z 4 kropelkami oleju z pestek moreli. Zależało mi na dość mocnym wygładzeniu i dociążeniu fal, dlatego wybrałam właśnie tą maskę i ten olej - oba bardzo ładnie i naturalnie dociążają moje włosy. Po jakiś 15-20 minutach zmyłam z włosów mieszankę, po czym na takie lekko ociekające wodą wgniotłam dosłownie 2 groszki męskiego żelu z isany bez alkoholu, nadal mam zachomikowane zapasy i wolę nie myśleć, co będzie, jak się skończą ;) Dałam tym razem falom wyschnąć naturalnie, troszkę na powietrzu. Kiedy były już praktycznie całkiem suche, wgniotłam w nie kropelkę oleju z pestek moreli. Po wszystkich zabiegach prezentowały się tak:


Po lewej stronie zdjęcie z lampą, po prawej bez lampy, słoneczko akurat zaszło, więc troszkę ciemno :(

Jak już wspominałam, włosy wyschły naturalnie, co u mnie zawsze wiąże się ze słabszym skrętem - i tak było tym razem. Fale są, może i mniej zdefiniowane, ale nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie ;) Po mieszance kallosa omega oraz oleju z pestek moreli - są bardzo ładnie wygładzone i dociążone, mięsiste, niesklejone - takie, jak lubię :) Na szczęście nie spuszyły się od słońca i upału, dobrze, że zabezpieczyłam je kapką oleju. Wieczorkiem już troszkę oklapły - dałam im chyba za dużo kallosa albo już czas na oczyszczanie ;) 


Jak Wasze niedzielne włosowe zmagania, macie siłę robić coś z włosami? :) Całuję :*


sobota, 4 lipca 2015

Kallos botox - botox dla włosów? :)

Witajcie Kochani :)
Chyba większość włosomaniaczek miała w życiu choć jednego kallosa :) Firma nieustannie zasypuje nas nowościami, a jedną z ostatnich składowych perełek jest kallos botox. Nie byłabym sobą, jakbym się na niego nie skusiła :) Maseczki te mogą przytłaczać wielkością - sama na szczęście niemalże każdą biorę na spółkę z siostrą, 500ml nie przeraża już tak, jak 1000 ;) Jesteście ciekawe, jak wersja kallos botox spisała się na moich wymagających falach? 


Urocza modelka prezentuje produkt :)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Cocos Nucifera Oil, Parfum, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Panthenol, Hydrolized Keratin, Soluble Collagen, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone

W składzie znajduje się sporo dobroci, szkoda, że większość niestety po zapachu, czyli w niewielkich ilościach. Bazą jest tradycyjnie emolient i antystatyk. Jeszcze przed zapachem znajdziemy dwa kolejne emolienty - oliwę z oliwek oraz olej kokosowy. Są to dość charakterystyczne oleje i nie każda porowatość może się nimi polubić - zwłaszcza niech na baczności mają się osoby o wyższej porowatości. Po zapachu mamy dwa silikony - jeden odparuje sam, drugi jest zmywalny delikatniejszym detergentem. Następnie nawilżający panthenol, hydrolizowana keratyna, kolagen oraz nawilżający kwas hialuronowy. Jupiii - nie ma mało lubianej przeze mnie gliceryny :D

Konsystencja i zapach:
Kallos pachnie mydłem i czystością - skojarzył mi się tak po pierwszym powąchaniu i nadal tak mi się kojarzy :) Zapach jest całkiem znośny, z czasem polubiłam go jeszcze bardziej. Dodatkowo wyczuwam go lekko na włosach jeszcze tego samego dnia. Konsystencja - ten kallos jest nieco rzadszy, niż ostatnie emolientowe nowości - np. kallos omega czy cherry. Nie spływa jednak z włosów, wygodnie się nosi i dobrze miesza z półproduktami czy olejami.

Działanie:
Najważniejsze zawsze zostawiam sobie na koniec - działanie maseczki na moich włosach :) Kallos botox bardzo mnie ciekawił - tu olej kokosowy, które moje fale po wcześniejszej nienawiści pokochały, tutaj proteiny czy kwas hialuronowy. Maseczka zachwyciła mnie, ale działa też inaczej, niż moi ostatni kallosowi ulubieńcy - piszę tu o wersji blueberry, cherry, omega czy banana. Włosy po botoxie [;)] mają piękną objętość - której nie należy mylić ze spuszeniem, są świetnie skręcone, a jednocześnie takie sypkie w dotyku. Wspaniale nawilżone - mimo że nawilżacze mamy po zapachu. Proteiny również występują w składzie po kompozycji zapachowej, ale uczulam, że moje włosy czują je tutaj - dlatego nie nazywałabym tej maseczki czysto emolientową, raczej emolientowo-proteinowo-nawilżającą. Pięknie spisuje się solo, nie muszę jej wzbogacać, choć oczywiście czasem mi się zdarza :) W ostatniej niedzieli dla włosów dorzuciłam do maseczki 5 kropel keratyny - było to już troszkę za dużo, ponieważ maseczka sama w sobie ma już swoje proteiny i włosy były nieco szorstkie. Dla bardziej suchych i puszących się włosów polecam za to wzbogacanie owej maseczki kilkoma kroplami oleju. Kallosy używane co mycie nie działają u mnie tak samo ładnie, zatem rozkoszuję się ich właściwościami 1-2 razy w tygodniu, żeby nie przedobrzyć :) Maseczka może spuszyć włosy o wyższej porowatości i te, które nie przepadają za olejem kokosowym - moje fale go tutaj w pewnej ilości wyczuwają ;)

Tutaj możecie zobaczyć moje falowańce po kallosie botox, zdjęcia z ostatniej niedzieli dla włosów ;)


Skusiłyście się już na to cudo? :) Wiem, że jest problem z dostępnością i ostatnio doszły mnie głosy, że producent zmienił kallosa botox na pro-tox - wiecie o tym coś więcej? Całuję :*

czwartek, 2 lipca 2015

Nawilżające maski i odżywki do włosów - w jaki sposób ich używam?

Witajcie Kochani :)
Nawilżacze to taka specyficzna grupa - potrafią pięknie nawilżyć nasze włosy, ale czasem, nieumiejętnie użyte mogą je wręcz przesuszyć i stworzyć na włosach miotłę :) Sama z nawilżającymi maskami i odżywkami mam od dłuższego czasu niemały problem - nie mogę ich używać praktycznie solo, po umyciu, gdyż mam niedociążone i nierzadko jeszcze bardziej suche włosy. Jakie są moje sposoby na nawilżacze? Przeczytajcie, jeśli jesteście ciekawe :)




Jaki jest mój problem z nawilżającymi produktami?
Moje włosy znowu się zmieniły, kilka miesięcy temu, po kolejnym spadku porowatości ;) Pokochały olej kokosowy, co kiedyś nie mieściłoby mi się w głowie, za to zaczęły marudzić na nawilżacze, a najbardziej na glicerynę. Kiedy użyję jakiejś hitowej, nawilżającej maski jako zwykłej maseczki po umyciu włosów - na mojej głowie prawie zawsze zagości puch, niedociążenie i mniejsza bądź większa suchość włosów. Pomyślcie, jakie to może być denerwujące. Kupujecie produkt, który zachwalają wszyscy, że wspaniale nawilża włosy, a Ciebie on wręcz przesusza ;) Najbardziej szkodzą mi maseczki z gliceryną - od zawsze za nią nie przepadam, ale teraz to jest już normalnie jakieś apogeum ;) Lepiej toleruję aloes i glikol propylenowy, jednak i z nimi muszę uważać. Mam jednak swoje sposoby na takie gagatki i chciałabym Wam właśnie o nich napisać.



1. Pod olej
Najlepiej nawilżające produkty spisują się u mnie, nałożone pod olej. Od kilku miesięcy uwielbiam olejować włosy na kallosa aloe - jest wydajny, ma aloes, a nie glicerynę, a moje fale są po nim cudownie nawilżone, bez uczucia nieprzyjemnej suchości. O dziwo - mogę nałożyć kallosa aloe na włosy normalnie, po umyciu jako maseczkę, ale koniecznie z dodatkiem oleju. Ale o tym za chwilkę, a tutaj macie post o olejowaniu włosów na odżywkę. Ulubione odżywki pod olej pokazywałam tutaj.

2. W złożonej pielęgnacji
Nawilżające maski i odżywki świetnie spisują się także wtedy, kiedy zastosuję złożoną pielęgnację. Jest to nieco bardziej czasochłonne, ale nie zajmuje połowy dnia, spokojnie ;) Na czym owa złożona pielęgnacja polega? Myję włosy, po czym nakładam na nie, na kilkanaście minut nawilżającą maskę lub odżywkę, np. kallosa aloe czy coś z gliceryną. Następnie zmywam produkt i na 5-10 minutek nakładam coś czysto emolientowego, już najlepiej bez nawilżaczy albo z minimalną ich ilością. Tutaj dobrze spisują się emolientowe kallosy - blueberry, cherry, omega, banana. Można je dodatkowo wzbogacić kapką oleju. Takim sposobem włosy są nawilżone przez maseczkę nr 1, a nawilżenie jest zatrzymane dzięki emolientom z maseczki nr 2 :)

3. Z dodatkiem oleju
Można również dokapać kilka-kilkanaście kropli oleju do porcji maseczki, użytej normalnie, po umyciu włosów. U mnie czasem to daje radę, czasem nie - szczególnie niedobrze w tej metodzie wypadają produkty z gliceryną, które same w sobie mają niewiele emolientów. Zawsze jednak dokapuję olej do kallosa aloe czy np. maseczki aloesowej naturvital  - wtedy mam pięknie nawilżone włosy z minimalną ilością puchu ;) 

Podsumowanie:
Nawilżenia potrzebują każde włosy - co do tego nie mamy chyba żadnych wątpliwości. Jeśli użyjesz nawilżającej maseczki solo, po umyciu włosów i jesteś zadowolona - to bardzo dobrze :) Jeśli jednak po czymś takim spotka Cię puch i szorstkość, zamiast nawilżenia - spróbuj jednego z powyższych sposobów - powinno pomóc ;) I pamiętaj - nie jesteś sama :D Spis nawilżających maseczek i odżywek do włosów możecie znaleźć tutaj.


Jak działają na Wasze włosy nawilżające maseczki i odżywki? :) Macie swoje ulubione typy? Całuję :*