środa, 31 grudnia 2014

Włosy w grudniu 2014r.

Witajcie Kochane :)
Lubię grudzień - kojarzy mi się ze Świętami i Mikołajem :) Mniej za to lubią go już moje włosy, które o tej porze roku smęcą i marudzą :) Ale jeśli się nimi tak porządnie zajmę i im się przyjrzę, to pozostajemy w całkiem niezłej komitywie. Znowu nie olejowałam tak często, jak sobie zapowiedziałam, ale usprawiedliwię się domowymi problemami z moim Małym Motorkiem W Pupie ;);) Nie hennowałam ich też, więc odrost ma się już coraz lepiej, ale na szczęście aż tak nie rzuca się w oczy. W pielęgnacji znowu masa emolientów, umiarkowanie protein, z eksperymentami humektanowymi (zakończone prawie każdorazowo puchem). Zobaczcie, jak moje fale prezentowały się w grudniu :)


Ugniatane na żelu, z lampą błyskową i bez lampy:


Olejowanie:
W grudniu raczyłam włosięta olejem ryżowym. Mam jednak co do niego mieszane uczucia, recenzja niebawem. Na pewno nie zrobił takiego szału, jak testowany ostatnio olej z pestek wiśni ;)

Mycie:
Przez większość miesiąca myłam włosy oczywiście balsamem mrs. potters, tym razem z aloesem i jedwabiem. Oczyszczałam włosięta częściej, niż zwykłe, przez silikonową pielęgnację. Służył mi do tego szampon farmony z żeń szeniem oraz balsam myjący sylveco z betuliną.


Odżywianie:
*Odżywka yves rocher odbudowująca - mój emolientowy pewniak, który zawsze robi mi piękny, mięsisty skręt bez puchu. Recenzja znajduje się TUTAJ.

*Kallos maska bananowa - pokochałam ją miłością szczerą i oddaną, a raczej pokochały ją moje włosy :) Kolejna emolientowa ulubienica, która trzyma moje fale zimą w ryzach. Pięknie podkreśla mi skręt. Recenzja TUTAJ.

*Bingo kuracja arganowa do włosów - używałam jej do emulgacji oleju i kilka razy jako maskę, chyba jednak się nie polubimy, mimo że skręt podkreśla wspaniale. Czekajcie na recenzję :)

Odżywka b/s:
Niezmiennie joanna naturia z lnem i rumiankiem - RECENZJA.

Końcówki:
Najchętniej jedwab green pharmacy - recenzja znajduje się TUTAJ.

Stylizacja:
Żel męski isana, ze starym składem, najukochańszy, choć nie wiem, czy przy zdrowych włosach nie robi się troszkę za mocny, w styczniu potestuję słabsze żele :) Recenzja isanowego żelu jest TUTAJ.


Jak sprawują się Wasze włosięta grudniową porą? Robiłyście jakieś wymyślne fryzury na święta? :) Całuję :*

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Plan pielęgnacji włosów na styczeń - kallosowo :)

Witajcie Kochani :)
Moja pielęgnacja włosów nadal w większej mierze będzie opierać się na emolientach - to właśnie one trzymają jesienną i zimową porą moje fale w ryzach :) Częściej też noszę włosy robione na prosto (nie ugniatam i suszę suszarką z chłodnym nawiewem wzdłuż łuski włosa), ponieważ silikony dość mocno osłabiają mój skręt, a o tej porze roku są dla mnie niezbędne. Nadal nie używam praktycznie humektantów, a moje włosy dawno nie były w tak fajnej kondycji, jak teraz - nadmiar nawilżaczy nigdy dobrze im nie robił ;) Postaram się częściej olejować, bo teraz robię to jakoś raz na tydzień. Przedstawiam Wam włosowy, pielęgnujący arsenał na styczeń:




Mycie:
*Balsam mrs. potters z aloesem i jedwabiem do codziennego mycia
*Szampon farmony z żeń szeniem

Odżywianie:
*kallos blueberry 
*kallos chocolate
*inebrya maska z olejem arganowym
*maska jajeczna babuszki agafii na skalp
*joanna lniana jako odżywka b/s

Inne:
*olejek yves rocher do olejowania
*jedwab green pharmacy do zabezpieczania końców
*joanna rzepa wcierka z moimi dodatkami :)


Jak widzimy, do odżywiania służyć mi będą głównie kallosy :) Testuję olejek yves rocher, jednak widzę, że nie będzie szału, postaram się napisać niebawem recenzje. Końcówki zabezpieczam nadal dzielniej jedwabiem z green pharmacy, o tej porze roku silikonowe serum jest mi niezbędne - odstawię je zapewne wiosną. Jako wcierka - joanna rzepa, którą wzbogaciłam kilkoma półproduktami, żeby działała jeszcze lepiej.


Jakie są Wasze noworoczne, pielęgnacyjne postanowienia? :) Całuję :*

niedziela, 28 grudnia 2014

Niedziela dla włosów z kallosem blueberry :)

Witajcie Kochane :)
Jak czujecie się po świętach, przybyło parę kilogramków? :) Ja na szczęście potrafiłam się opanować i zjadłam tyle, co zwykle - moje żywienie bezglutenowe nie pozwoliło mi napchać brzuszka do granic możliwości ;) Ale wróćmy do tematu - od kilku dni namiętnie testuję kallosa blueberry - nowość, która kusiła mnie okrutnie i którą znalazłam pod choinką :) Wiem, że jeszcze za szybko na wydanie ostatecznego werdyktu, ale jak na razie czuję, że to będzie nowa miłość, obok kallosa bananowego i keratynowego :) Co zrobiłam w ramach weekendowego dopieszczenia włosów?


Olejowanie: brak
Mycie: balsam myjący sylveco z betuliną
Maska: kallos blueberry solo
Odżywka bs: joanna lniana
Stylizacja: żel męski isana


Nie olejowałam tym razem włosów, żeby móc dobrze ocenić działania kallosa :) Umyłam je balsamem myjącym z betuliną od sylveco, następnie nałożyłam na włosięta na 20 minut troszkę kallosa blueberry. Zmyłam, na ociekające wodą włosy nałożyłam 2 kapki odżywki z lnem i rumiankiem joanna. Odgniotłam nadmiar wody rękoma, wyprostowałam się, przeczesałam włosy palcami i zaczęłam ugniatać z odrobiną męskiego żelu z isany, bez alkoholu. Wysuszyłam włosy suszarką z dyfuzorem. Prezentują się tak:


Nie ma puchu - bardzo mnie to cieszy, bo ostatnio lubił mi towarzyszyć po źle dobranych produktach. Fale są mięsiste, dociążone, odczuwalnie nawilżone i całkiem fajnie pokręcone, mimo że kallos ma silikony, które lubią poluźniać mój skręt. Jest też blask, chociaż na zdjęciu oczywiście od lampy błyskowej ;) Będę na pewno dalej testować kallosa w innych kombinacjach i z proteinami, trzymajcie kciuki :)


Macie swoje ulubione kallosy? Jak Wasze włosowe niedzielne poczynania :) Całuję :*

piątek, 26 grudnia 2014

Dbasz o włosy już tyle czasu, a one dalej się puszą?

Witajcie Kochane :)
Zdarza się tak, że dbamy o włosy naprawdę intensywnie. Traktujemy je delikatnie, nie prostujemy, nie rozjaśniamy, intensywnie olejujemy, myjemy je delikatnym szamponem, maseczkujemy, zabezpieczamy końcówki. One jednak nadal się puszą...  Poszukajmy razem ewentualnych przyczyn puchu :)




1. Falowana? Kręcona?
Włosy falowane czy kręcone nie będą raczej nigdy gładziutką taflą, warto to zrozumieć i docenić piękno fal i loczków. O ile jeszcze właścicielki rasowych loków raczej nie traktują ich jak włosy proste, tak już właścicielki fal robią tak dużo częściej. Sama kiedyś do nich należałam.  Fale czy loczki, czesane na sucho najczęściej się puszą. Wymagają również innego traktowania, niż włosy proste, bo inaczej zwyczajnie się spuszą. Jak dojść do tego, czy mam włosy falowane?  Można spróbować ugnieść je po myciu, takie mokre na małej ilości odżywki bez spłukiwania czy żelu lnianego i zostawić do naturalnego wyschnięcia.  Z włosów prostych nie wyjdzie nic bądź wyjdą krzywe fale, które bardzo krótko się utrzymają.  Z włosów falowanych - a no możemy się bardzo zdziwić i zaskoczyć ;)


2. Problematyczne humektanty - nawilżacze
Szał w blogosferze robią teraz odżywki i maski nawilżające - czyli takie z aloesem, gliceryną, miodem, glikolem propylenowym czy panthenolem. Nie mam oczywiście nic do takich produktów ;) Jednak nierzadko zdarza się, że używamy ich za często/w nieodpowiednim towarzystwie/naszym włosom nawilżacze po prostu nie służą. Na moim przykładzie: praktycznie do każdej, mocno nawilżającej maski czy odżywki muszę dokapać kilka kropel oleju. Dokładnie śledzę również punkt rosy - kiedy jest bardzo wysoki albo bardzo niski, staram się unikać nawilżaczy. Najbezpieczniej w takim przypadku używać ich pod olej, np. olejowanie na nawilżającą maskę czy na żel lniany :) Jeśli używam takich mocno nawilżających maseczek i odżywek za często, kilka razy pod rząd i nie równoważę ich proteinami i emolientami - włosy bardzo protestują, co pokazałam w poście o przenawilżeniu TUTAJ


3. Nadmiar ziół/protein/alkoholu:
Ziółka w kosmetykach do włosów, alkohol oraz proteiny lubią wybitnie często robić sianko. Oczywiście nie ze wszystkich włosów - jednak spróbujmy zaobserwować to u nas.  W moim przypadku - niemalże zawsze ziołowa odżywka czy maska mnie spuszy, alkohol czasem toleruję, jeśli jest w emolientowym towarzystwie. Proteiny - lubię, ale też zależy, jakie i w jakim towarzystwie ;) Są włosy, które w ogóle mogą nie tolerować protein albo tolerować je dosłownie raz na miesiąc.  


4. Nieodpowiedni szampon czy inne myjadło
Musimy same odkryć, co nasze włosy i skóra głowy najbardziej lubią do mycia. Moje włosy byłyby suche i spuszone (a i skalp by marudził), jeśli myłabym je zawsze oczyszczającym szamponem z SLS czy SLES - sprawdzone, nie ma bata, nie mogę tak robić. O dziwo - również nie przepadają za stałym myciem szamponami dziecięcymi - czy to hippem, czy babydreamem. Są wtedy za miękkie i za lekkie, zaczynają się puszyć. Puszy minie również zawsze szampono-żel do mycia schauma baby. Po prostu, pewnie przez glicerynkę ;) To samo jest z facelle. I właśnie odżywki myjące - balsamy mrs. potters uwielbiam najbardziej. Raz na jakiś czas (różnie, czasem raz na tydzień, a czasem raz na 2 tygodnie) oczyszczam je prostym ziołowym szamponem, który użyty z taką częstotliwością krzywdy im nie robi. Przyjrzyjcie się, poszukajcie innych myjadeł, niekoniecznie samych delikatnych szamponów, gorąco zachęcam również do próby umycia włosów odżywką - post o tym jest TUTAJ i TUTAJ. Spis delikatnych szamponów, niekoniecznie dziecięcych - TUTAJ.


5.  Źle dobrany olej 
O tak, źle dobrany olej potrafi zrobić z włosów niezłe sianko :) U mnie tak było z kokosem, babassu i olejem monoi.  Podobnież z  olejem rokitnikowym czy arganowym.  Oliwa z oliwek matowiła i puszyła moje fale, tak samo masło shea i olej palmowy. Jeśli próbujemy nowego oleju, róbmy to najlepiej ze sprawdzonymi produktami.  Czyli odpowiadające nam myjadło, ewentualnie odżywka czy maska. Wtedy zorientujemy się, jak działa nasz olej. Może on pokazać swoją puszącą naturę już po pierwszym użyciu, ale może też potrzebować na to trochę więcej czasu  - miejmy to na uwadze :)

Na posty olejowe zapraszam tutaj:
*Oleje - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych cz.I
*Oleje - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych cz. II 
*Masła i oleje nasycone - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych 
*Podział olei na grupy wg. zawartości kwasów tłuszczowych  
*Jaki olej dla włosów wysokoporowatych?
*Miesiąc olejowania włosów przed każdym myciem 
*Miesiąc olejowania włosów przed każdym myciem - efekty 
*Olejowanie włosów na żel lniany - najlepsza metoda dla suchych włosów
*Olejowanie włosów na mokro - czy moje włosy polubiły tą metodę?
*Olejowanie włosów na odżywkę - moja nowa ulubiona metoda
*Olejowanie włosów na odżywkę - jakich odżywek używam w tym celu? 
*Jak wybrać idealny olej + jakie oleje służą moim włosom
*Jak olejuję włosy krok po kroku
*Olejowanie włosów - praktyczne wskazówki  

*Mój idealny olej - czyli jaki?
*Trzy oleje i trzy efekty na dwóch różnych typach włosów
*Jak moje włosy reagują na oleje z poszczególnych grup?
*Przetestowałam już kilka olejów i żaden mi nie służy - to też Twój problem?

*Olejowanie kokosem - czy coś się zmieniło po 4 latach?


6. Suszarka lub... jej brak :) 
Suszysz włosy tylko gorącym i szybkim nawiewem, co powoduje ich rozdmuchiwanie i puszenie? ;) A może dbasz o nie naprawdę ładnie i schną tylko naturalne, ale dalej się puszą?  Każde włosy są inne - jedne wyglądają wręcz lepiej, jeśli wysuszymy je suszarką - ale bardziej polecam chłodny lub ciepły nawiew, niż gorący. Inne tolerują tylko schnięcie naturalne. Wiele fal i loków potrzebuje dyfuzora, żeby uzyskać zdefiniowany skręt i brak puchu. Spróbujcie wysuszyć włosy na kilka sposobów - ostatnio tak odkryłyśmy z Magdą przyczynę jej puchu :) Pisałyśmy troszkę na temat jej włosów, uparcie suszyła je naturalnie, bo tak wydawało jej się zdrowiej dla włosów. Zaproponowałam wysuszenie włosów nawet nie chłodnym, a ciepłym (nie gorącym) nawiewem suszarki - puchu było już ponoć wyraźnie mniej :) 


7.  Brak odpowiedniego zabezpieczenia-czyli witajcie silikony :)
Nie byłam nigdy na włosowej diecie stricte bezsilikonowej. Nie wpadłam też na szczęście w szał pielęgnacji bez silikonów ;) Zawsze gdzieś znajdowały one swoje miejsce w mojej pielęgnacji.  Uważam nawet, że dla niektórych włosów są wręcz niezbędne, zwłaszcza jesienią czy zimą. Spróbujcie wprowadzić do pielęgnacji choć jedną silikonową maseczkę (np. popularne ostatnio kallosy - bananowy, algowy, blueberry, omega) oraz/lub serum silikonowe na końcówki. Niektóre włosy po prostu potrzebują pewnej silikonowej warstewki, która uchroni przed uszkodzeniami mechanicznymi i odparowywaniem wody z włosa. Może to właśnie Ty jesteś właścicielką takich włosów? :) 


8. Sukcesywne niszczenie włosów
Podejrzewam, że raczej codziennie nie prostujemy włosów, nie używamy lokówek. Oczywiście nie mówię o jakiś większych wyjściach, raz za czas, tylko stale i regularne :) Jeśli jednak zdarza nam się codziennie przejechać prostownicą po włosach czy regularnie je rozjaśniać - nie liczmy, że uda nam się pozbyć na stałe puchu - raczej trzeba z takich mocno niszczących zabiegów zrezygnować. Sama byłam kiedyś uzależniona od prostownicy i wiem, jak na początku jest ciężko ;)


9. Nadal hodujemy sporą część zniszczonych włosów 
Ja wiem, że długie włosy są piękne i chciałybyśmy mieć je już zadbane i właśnie długie :) Sama jednak w życiu ścinałam trzy razy po 15-20cm włosów, zniszczonych, na raz. Lubię zdrowe włosy, są zupełnie inne w dotyku ;) Wyobraźmy sobie sytuację, że prostujemy przez kilka lat włosy codziennie. Nagle trafiamy na wizaz/blogi/koleżankę (odpowiednie skreślić) i odmienia nam się - zaczynamy dbać, olejować, maskować. Jednak te zniszczone włosy nie chcą poddać się naszemu dopieszczaniu, dalej są suche, sianowate, matowe i puszą się. Warto takie włosy podciąć, nawet sukcesywnie po trochu, bo zniszczone włosy nigdy nie będą tak piękne, jak nasze wyhodowane zdrowe :) Włosy szybko odrastają, nie ma co się martwić :)


10. Źle je traktujemy
Trzemy mocno mokre włosy ręcznikiem frotte, szarpiemy kołtuny szczotką - wtedy mogą naprawdę porządnie się spuszyć. Ale chyba żadna włosomaniaczka tego nie robi co? ;);)



Co dodałybyście do mojej listy? Macie problem z puchem, czy jesteście szczęściarami i kompletnie Was to nie dotyczy? :) Całuję :*  
 


środa, 24 grudnia 2014

Tymczasem pod choinką... + życzenia świąteczne :)

Witajcie Kochane :)
I ja chciałabym Wam złożyć świąteczne życzenia. Nie znam większości z Was osobiście, ale chciałabym Wam życzyć przede wszystkim MIŁOŚCI. Mam na myśli miłość zarówno bliskich, jak i do samego siebie :) Warto być swoim najlepszym przyjacielem, który zawsze nas wesprze w każdej sytuacji. W końcu jesteśmy ze sobą do końca życia :) 
Ciepłych i pełnych miłości Świąt Kochane :*
I oczywiście - coraz piękniejszych włosów :)


Tymczasem pod choinką...
Czekają już na mnie takie cuda ;)
Kallosie blueberry, szykuj się na intensywne testy :):)


Całuję świątecznie :*:*

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Niedziela dla włosów z kallosem latte, NMF i olejem ryżowym

Witajcie Kochane :)
Nie udało mi się weekendowe dopieszczenie włosów, oj nie - zachciało mi się kombinowania i innej pielęgnacji, niż do tej pory - to mam za swoje ;) Ale eksperymenty włosowe są takie fascynujące, mimo faktu, że doczekałam się mega puszku ;) Zobaczcie, co tam ciekawego zmajstrowałam.


Olej: olej ryżowy na mieszankę kallosa latte z 10 kroplami NMF
Mycie: balsam mrs. potters z lotosem i kolagenem
Odżywianie: brak
Odżywka b/s: joanna z lnem i rumiankiem
Stylizacja: żel męski isana


Ograniczyłam mocno humektanty, ale postanowiłam dać im ostatnią szansę w większej ilości - jak zobaczycie na zdjęciu poniżej - nie zdały egzaminu ;) Chciałam także zobaczyć, jak moje włosy będą się zachowywać bez żadnej maski i odżywki d/s po umyciu. Są jednak suche z natury i taka maska czy odżywka są im niezbędne.

Włosy zmoczyłam delikatnie i nałożyłam na nie mieszankę kallosa latte z 10 kroplami NMF - naturalnego czynnika nawilżającego. Za chwilkę poszła na to łyżeczka oleju ryżowego. Wszystko trzymałam jakąś godzinkę, po czym zmyłam balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem. Nie nakładałam celowo potem żadnej maseczki czy odżywki, od razu po umyciu, na ociekające wodą włosy zaaplikowałam joannę lnianą b/s. Delikatnie odgniotłam wodę z włosów samymi dłońmi. Wyprostowałam się, przeczesałam je palcami i wgniotłam 2 małe groszki żelu isany (ze starym składem, bez alkoholu). Już przy ugniataniu widziałam lekki puch, co rzadko kiedy się zdarza.  No ale cóż było zrobić - wzięłam się za suszenie :) Wysuszyłam włosięta suszarką z dyfuzorem.



Mam nadzieję, że widać mój śliczny puszek okruszek? :)
Przyczyna? Za dużo nawilżacza (NMF) w nieodpowiednią pogodę (późną jesienią i zimą je odstawiam albo dokładam dużoooo oleju). No i kallos latte (RECENZJA) - który zawsze robi mi większy lub mniejszy puch. Podejrzewam, że brak maseczki czy odżywki do spłukiwania po umyciu również mógł się przyczynić do słabszego dociążenia włosów - a moje z natury są jednak suche i dociążenia potrzebują bardzo. No ale nie można mieć zawsze fajnych falek hehe ;) Za to skręt jest bardzo mocny, nawet chodzę z takim puszkiem, co mi tam ;)


Jak tam Wasze weekendowe włosowe poczynania, mam nadzieję, że poszło lepiej, niż u mnie ;) Całuję :*

czwartek, 18 grudnia 2014

Jak dbam o włosy jesienią i zimą - czyli nie damy się puchowi :)

Witajcie Kochane ;)
Dostaję od Was coraz częściej meile, w których narzekacie na obecną pogodę i pogarszający się stan włosów. Na pocieszenie napiszę - mam tak samo, dlatego niezbędnych było kilka zmian w pielęgnacji moich włosów, żeby były w jako takiej kondycji. Zobaczcie, jak dbam o włosy jesienią i zimą ;)


Włosy puszą się, elektryzują, są matowe i szorstkie?  Jakoś sobie poradzimy :)


Emolienty, emolienty i jeszcze więcej emolientów:
Jesień i zima to czas testowania masek i odżywek mocno emolientowych i olejowych (obecnie najlepiej sprawdza się u mnie odżywka planeta organica afryka z olejem arganowym, balsam green pharmacy z arganem i granatem, kallos bananowy oraz maska inebrya z olejem arganowym). Warto także wprowadzić częstsze olejowanie włosów, na całą noc bądź chociaż na godzinkę przed myciem - w moim przypadku olejuję teraz 2 razy w tygodniu, zamiast 1,  jak to było do tej pory ;) Także dodatek kilku kropel oleju do maseczki czy odżywki d/s powinien trzymać włosy w ryzach. Dobierzmy idealną ilość oleju do maski - dla jednej z nas będzie do łyżeczka, dla innej zaledwie 3 kropelki - tak, mówię tu o sobie ;)


Silikony ;)
Miałam krótki okres czasu, kiedy całkowicie zrezygnowałam z silikonów. Teraz jednak nie widzę takiej potrzeby, a jesienią i zimą są u mnie nawet wskazane - ograniczają puszenie, dociążają, ale niestety zmniejszają skręt - coś za coś ;) Na trzy produkty do pielęgnacji włosów (maski, odżywki d/s) - jedna jest silikonowa. Można również zabezpieczać końcówki włosów silikonowym serum, dla mnie to już często jednak za dużo dobroci. Stanowczo wolę kroplę wybranego oleju. Pamiętajmy o częstszym oczyszczaniu włosów, jeśli już zdecydujemy się na wprowadzenie większej ilości silikonów do pielęgnacji ;)


Ograniczenie humektantów:
Humektanty świetnie spisują się na moich falach wiosną, latem i wczesną jesienią. Teraz jednak odstawiam je na tyle, na ile się da. Żegnajcie ukochane maseczki i odżywki, spotkamy się wiosną ;) Popularnymi humektantami są: gliceryna, glikol propylenowy, mocznik, miód, aloes, witaminy. To właśnie nawilżacze, używane jesienią i zimą generują mi na włosach największy puch i szorstkość, mimo że wiosną i latem spisują się świetnie - zwróćcie na to uwagę, może u Was jest podobnie ;)


Związywanie włosów i czapka:
Warto związywać włosy, kiedy jesteśmy na dworze. Są wtedy mniej narażone na otarcia od szalików czy kurtek, a jeśli schowamy je pod czapkę, to nie dopadnie ich mróz czy wiatr ;) Kiedy dotrzemy już na miejsce docelowe (szkoła, praca,uczelnia), ściągamy czapkę, rozpuszczamy włosy i cieszymy się piękną fryzurą ;) Pamiętam, jak nieraz wychodziłam w pięknie wystylizowanych falach, ubierałam tylko czapkę, nie związywałam ich,  na przystanek miałam 2 km, a tutaj mróz i wiatr. Często już w autobusie zaczynały wyglądać nieciekawie ;) Od kiedy są związane - jest o niebo lepiej.


Pozytywne myślenie ;)
Warto też się troszkę mniej przejmować naszym stanem włosów - naprawdę wiele z nas ma teraz włosowe problemy, ale to nie koniec świata ;) Nie uzależniajmy naszej wartości od tego, w jakim stanie są nasze włosięta.  Warto pokochać siebie - i wcale nie myślę tu tylko o wyglądzie zewnętrznym ;) Przyjdzie wiosna i lato, teraz mamy okres kocyków, świeczek, książek i filmów - to też ma swój urok. A włosięta odżyją już za kilka miesięcy ;)


Macie swoje sprawdzone sposoby na ogarnięcie wybrednych włosów jesienią i zimą? :) Całuję :*

wtorek, 16 grudnia 2014

Kallos banana - banany, wszędzie czuję banany :)

Witajcie Kochane :)
O kallosach słyszała już chyba każda włosomaniaczka :) Ostatnio firma zasypuje nas nowościami - kallos czekoladowy, bananowy, algowy, jagodowy czy z kwasami omega. Sama ostatnimi czasy namiętnie testowałam wersję kallos banana i dzisiaj przychodzę do Was z recenzją :)




Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisoth Iazolinone, Methylisothiaz Olinone.

Skład typowo kallosowy ;) Przed zapachem znajdziemy dwa emolienty, w tym oliwę z oliwek oraz antystatyk. Dalej znajduje się już zapach, kwas cytrynowy, dwa lżejsze silikony i nawilżacz. Potem dobroci - ekstrakt z banana i koktajl witaminek. Szkoda, że to wszystko po zapachu.

Konsystencja:
Konsystencja typowa dla kallosów, dość gęsta, świetnie rozprowadza się na włosach i nie spływa z nich. Bardzo lubię za to kallosy :)


Zapach:
Nie są to na pewno typowy zapach banana. Określiłabym go bardziej jak przesłodzony syrop bananowy, minimalnie chemiczny, ale wg mnie całkiem przyjemny :) Czuć go delikatnie na włosach po zmyciu, na pewno nie tak mocno, jak wersję latte.


Działanie:
Kallos banana zdecydowanie przypadł do gustu moich falom :) Jeden jedyny raz byłam z niego niezadowolona, ale miałam wtedy maksymalnie przenawilżone włosy (pisałam o tym TUTAJ) i nic im nie odpowiadało. W każdym innym przypadku efekt po bananku mnie zachwycał - włosięta były bardzo przyjemnie dociążone, nawilżone i PIĘKNIE błyszczą - zauważyło to nawet otoczenie, więc coś w tym jest :) Dodatkowo łapią świetny skręt, robią się ruloniki i gdzieniegdzie korkociągi - to lubimy ;) Maseczka nałożona w rozsądnej ilości nie obciąża, choć oczywiście przy myciu odżywką i użyciu pod rząd 3 razy bananka - należy im się już oczyszczenie :) Dużo bardziej od silikonów obciąża mnie jednak guar i quaternium. O dziwo - oliwa z oliwek, obecna w składzie nie spuszyła i nie zmatowiła mi włosów, jak ma to w zwyczaju - a może przekonam się jednak do oliwy?


Zobaczcie, jak ruloniki robią się same, mimo, że suszyłam włosy na prosto, chłodnym nawiewem suszarki, potem zawinęłam je dosłownie na 10 minut w kucyka:


 A tutaj już po zwykłej stylizacji w fale, zdjęcie z lampą oraz bez lampy, mokra koszulka musi być :)



Recenzje pozostałych przetestowanych przeze mnie kallosów znajdują się tutaj: Kallos latte, Kallos keratin, Kallos color.


Skusiłyście się już na maskę kallos banana? :) Mam jeszcze odlewkę wersji algowej, testy niebawem :) Całuję :*


niedziela, 14 grudnia 2014

Niedziela dla włosów z odżywką odbudowującą z yves rocher i NMF

Witajcie Kochane :)
Ten weekend był szalony i dla włosów miałam dosłownie chwilkę. Nie sądziłam, że uda mi się z nich wykrzesać coś fajnego, a wyszło całkiem nieźle, nawet przy opcji minimum pielęgnacji :)


Olejowanie: brak
Mycie: balsam mrs. potters z lotosem i kolagenem
Odżywka ds: yves rocher odbudowująca + 3 krople NMF
Odżywka bs: balsam green pharmacy z olejem arganowym i granatem
Końcówki: nic 


Włosięta tym razem nie dostały oleju, umyłam je jedynie balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem. Następnie nałożyłam na 20 minut odżywkę yves rocher odbudowującą z dodatkiem NMF - naturalnego czynnika nawilżającego KLIK. Zmyłam odżywkę i nałożyłam kapkę balsamu green pharmacy z olejem arganowym i granatem jako odżywkę b/s. Przeczesałam włosy palcami, nie ugniatałam ich i zostawiłam do naturalnego wyschnięcia.



Zdjęcie niestety jest z lampą, ciężko mi teraz zrobić jakieś ładne zdjęcie, na którymś coś widać w naturalnym świetle, też macie taki problem? ;) Włosięta delikatnie się pofalowały, mimo tego, że ani chwilkę nie ugniatałam ich ;) W dotyku są jednak trochę szorstkawe, jak to po humektantach o tej porze roku u mnie bywa (NMF).  Za to są ładnie dociążone i nie spuszyły się, nawet na dworze. Już ich chyba nie oszukam i nie wmówię im, że są proste i dobrze :)


Jak tam Wasze niedzielne włosowe zmagania? :) Całuję :*

 

piątek, 12 grudnia 2014

Cięcie włosów falowanych i kręconych - jakie kształty miałam już na swojej głowie? :)

Witajcie Kochane :)
Do tej pory eksperymentowałam już sporo z włosami - były pocieniowane i cięte warstwowo, potem pozbyłam się warstw, miały kształt literki U i V ;) Chciałabym dzisiaj pokazać, jak każde takie cięcie wyglądało na moich włosach, a także, jakie miało wady i zalety ;) Odpowiednie cięcie w przypadku włosów falowanych i kręconych ma dla nich bardzo duże znaczenie, o czym sama się przekonałam i być może uda mi się coś podpowiedzieć Wam :)



Bardzo długi czas chodziłam z dość długimi jak na mnie włosami, miały kształt litery U i jedną warstwę. Powiem Wam szczerze, że uwielbiałam je wtedy, byłam w ciąży, kręciły mi się jak szalone, nie wypadały, były gęste. To był ich wspaniały czas. Potem było gorzej ;) Dzięki warstwie kręciły się bardzo fajnie, teraz myślę, że mogłabym dorobić wtedy jeszcze jedną, skręt zapewne poszedł by wyżej. Ale było naprawdę przyjemnie :) Brak mysich ogonków na dole. Rany, w 7 miesiącu ciąży miałam większe wcięcie w talii, niż teraz :P



Jakieś półtora roku po porodzie mocno obcięłam włosy (były bardzo zniszczone przez brak pielęgnacji i okazjonalne prostowanie), chciałam je delikatnie wycieniować i zrobić lekki kształt U, niestety skończyłam z mocnym V. Moje włosy były wtedy już dość przerzedzone po rocznym porodowym wypadaniu, zatem dół to była sterta mysich ogonków, skręt też nie był jakiś szałowy. Oj, nie lubiłam tego cięcia i dość szybko się go pozbyłam, choć na samym początku byłam zadowolona, potem na wierzch wyszły mysie ogonki w spodniej warstwie. Dlatego polecam cięcie w V dla naprawdę gęstych włosów i to pewnie nie każdych, inaczej można zrobić sobie krzywdę i wyglądać tak:


Potem stopniowo i wraz z długością obcinałam te ogonki, aż powstał mi lekki kształt U praktycznie bez warstw na włosach. Wielkim plusem był brak mysich ogonków na dole i wizualna objętość, ale brakowało mi jednak trochę mocniejszego skrętu, który osiągałam dzięki warstwom ;)


Zatem znowu wylądowałam u fryzjerki, tym razem mojej ulubionej, która zawsze podcinała mi tylko końcówki :) Kiedy jednak mówię 2cm, to jest 2 cm ;) Poprosiłam o mocniejsze wycieniowanie i warstwowe cięcie oraz kształt U, jako że włosy już mi się dzięki wcierkom sporo zagęściły od zeszłego roku i nieszczęsnego cięcia w mocne V. Udało się :) Dzięki warstwom udaje mi się bezproblemowo osiągnąć naprawdę mocny skręt, nie muszę przykładać się do ugniatania, brak mysich ogonków, ciekawa jestem, jak fale będą się prezentować, jak urosną. Minęły 3 tygodnie od ostatniego cięcia i jestem tak samo zadowolona, mam nadzieję, że to się nie zmieni ;)



Zobaczcie, jak odpowiednie cięcie potrafi wpłynąć na ostateczny wygląd włosów, ja nie mogę patrzeć na zdjęcia, na których miałam to mocne V i bardziej przerzedzone włosy ;)

Mocniejsze cieniowanie i warstwy na pewno pięknie wydobywają z fal i loczków skręt, warto jednak uważać na cieniowanie i warstwy, jeśli mamy rzadsze włosy. Uważajmy w takim wypadku także na kształt V, również może wydobyć nieestetycznie na wierzch nasze mysie ogonki. Najbardziej podobają mi się jednak włosy ścięte w delikatne U :)


Jak ścięte są Wasze włosy? Jesteście zadowolone, czy macie ochotę coś zmienić? :) Całuję :*




środa, 10 grudnia 2014

Lady Spa z olejem arganowym i jedwabiem - nawilżenie i dociążenie w jednym :)

Witajcie Kochane :)
Wielką odlewkę maseczki Lady Spa z olejem arganowym i jedwabiem dostałam od Kochanej Eter, która recenzję tego cuda zamieściła również u siebie na blogu --> przeczytajcie tutaj :) Ja, jako włosowa kuzynka Eter również ową maseczkę pokochałam, przeczytajcie, za co :)


Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Hydrolyzed Ceratonia Siliqua Seed Extract, Polyquaternium-7, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Panthenol, Silk Amino Acids, Zea Mays Starch, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Benzyl Benzoate.

Spójrzcie, maseczka ma przepiękny skład, taka mieszanka musiała spodobać się moim falom :) Jest pełna emolientów, za którymi moje włosy po prostu przepadają.  Widzimy tutaj kolejno emolient, antystatyk, olej z pestek winogron, olej arganowy. Nieco dalej w składzie jest gliceryna - znany humektant, dobrze, że nie ma jej więcej, bo wtedy maseczka mogła by się nieco gorzej spisać, jako że za gliceryną nie przepadam ;) Po glicerynie - kolejny antystatyk, hydrolizowany ekstrakt z chleba świętojańkiego, i jeszcze dwa oblepiaczo-kondycjonery (mogą obciążać). Następnie nawilżający panthenol, aminokwasy jedwabiu oraz skrobia kukurydziana. Po zapachu - dwa lżejsze silikony, jeden z nich cykliczny, czyli odparowujący.

Konsystencja:
Maseczka ma bardzo przyjemną, gęstą konsystencję, jak prawdziwy budyń :) Dzięki temu jest bardzo wydajna, już niewielka ilość pięknie otula moje włosy, dlatego mam ją już tak długo :)

Zapach:
Zapach jest cudowny i bardzo trafił w mój gust - czuję tu połączenie karmelu, wanilii, kawy i czekolady - wspaniałe nuty zapachowe, które po prostu mnie uwodzą :D Po zmyciu czuć go na włosach, ale niestety bardzooo delikatnie, szkoda.

Działanie: 
Ciekawe, co dalej? :) Maseczka spisuje się za każdym razem fenomenalnie - przepięknie nawilża, nawet moje marudne końcówki są gładkie, nawilżone i śliskie. Wspaniale dociąża - żaden włosek nie odstaje i nie lata wokół głowy. Fale są błyszczące, wygładzone i mięsiste - taki efekt bardzo, bardzo lubię. Może obciążyć - nakładam jej niewiele, po 2-3 użyciach pod rząd czuję już potrzebę oczyszczenia włosów szamponem z mocniejszym detergentem. Włosy bajecznie łatwo się po niej rozczesują. Nieco prostuje mi skręt, ale nie jakoś strasznie, muszę uważać tylko na to obciążenie ;) Jest naprawdę treściwa i ma szansę zadziałać świetnie na suchych i zniszczonych włosach.


Mam jedno zdjęcie, kiedy użyłam maseczki i suszyłam włosy na prosto - zrobiła mi niemalże taflę, z wywiniętymi końcówkami ;)


Miałyście już to cudo?  Mnie kusi jej różowa siostra :) Całuję :*




poniedziałek, 8 grudnia 2014

Olej z pestek wiśni - wiśniowy ulubieniec :)

Witajcie Kochane :)
Oleje zawsze pomagają mi przetrwać jesienno-zimowy, włosowy czas. Uelastyczniają, nabłyszczają i chronią. Wykończyłam ostatnio bardzo ciekawy olej, którego już mi brakuje :) Przeczytajcie o moim nowym ulubieńcu - przedstawiam Wam olej z pestek wiśni :)


Olej z pestek wiśni


*Swój olej mam ze sklepu e-naturalne. Niestety rafinowany, zatem nie pachnie. Mam jednak na oku już wersję nierafinowaną i prędzej czy później na pewno ją zakupię :):) Olej ma średnio gęstą konsystencję, na pewno nie tak lekką jak konopny, ale nie tak ciężką jak np. rokinik.

*Składowo prezentuje się tak: około 44% kwasów tłuszczowych omega 9 oraz 40% kwasów tłuszczowych omega 6. Prawie pół na pół ;) Sama nie wiedziałam, jak taka mieszanka może spisać się na moich włosach, ale dość podobny rozkład kwasów tłuszczowych ma olej sezamowy, z którym się bardzo polubiłam i którego recenzowałam już TUTAJ. Pokładałam w nim spore nadzieje :)

*Jak spisał się w pielęgnacji moich wybrednych z natury fal? ;);) Olejowałam nim włosy zarówno na sucho na całą noc, jak i na godzinkę-dwie na odżywkę. W każdej sytuacji spisywał się świetnie. Fale miałam po nim bardzo mięsiste - a ten efekt bardzo, bardzo lubię, chyba wiecie, co mam na myśli :) Dodatkowo przyjemny blask, dociążenie (ale nie obciążenie) i lekka poprawa skrętu - to lubię :) Nie puszył, nie matowił i innych nieprzyjemnych rzeczy przy jego używaniu na szczęście nie doświadczyłam ani razu.  Ratuje po hennowym przesuszu, razem z humektantową odżywką. Na końcówki deczko za ciężki, tutaj króluje jojoba, krokosz i orzech włoski ;) Chyba mam nowego ulubieńca :)

*Zmywa się dość łatwo, udaje mi się spokojnie 1 raz odżywką (po wcześniejszej emulgacji), czasem dla pewności zmywam 2 razy. Nie powinno być problemów ze zmywaniem :)

*Jak spisał się w pielęgnacji mojej cery? Potrzebuję teraz cięższych i bardziej odżywczych olejów (awokado i makadamia - szykujcie się), pestki wiśni są jednak nieco za słabe. Ale myślę, że lepiej spiszą się w wiosenno-letnich miesiącach.

*Stosunek ceny do objętości - przepłaciłam za rafinowany olej na e-naturalne, 100ml za 25zł, a na ol'vita mam 100ml za 20zł i to nierafinowanej wersji :)


Tutaj moje fale po cudownej wisience:


Skusiłam Was moim ulubieńcem? Jaki jest Wasz ulubiony olej do włosów? :) Całuję :*

sobota, 6 grudnia 2014

Niedziela dla włosów z olejem ryżowym i kuracją arganową od bingo :)

Witajcie Kochane ;)
Znalazłam w szafce z zapasami kurację arganową od bingo, w zeszłym roku bardzo mi służyła, postanowiłam ją dokończyć. Nie jestem z niej jednak dzisiaj zbyt zadowolona (ale jeszcze ją potestuję, bo to może być również wina pogody). Zobaczcie, co dziś przygotowałam dla moich fal w ramach weekendowego dopieszczenia - oczywiście muszę mieć "sobotę dla włosów", zamiast niedzieli hehe ;)


Olej: ryżowy na całą noc
Mycie: balsam mrs. potters z lotosem i kolagenem
Maska: kuracja arganowa bingo + jojoba
Odżywka b/s: joanna lniana
Stylizacja: żel męski isana ze starym składem


Fale naolejowałam na noc olejem ryżowym, na suche włosy. Rano zmyłam je dwukrotnie balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem, a następnie nałożyłam na 20 minut mieszankę kuracji arganowej od bingo z 3 kroplami oleju jojoba. Zmyłam, na ociekające wodą włosy nałożyłam 2 porcje joanny z lnem i rumiankiem, odcisnęłam delikatnie włosy rękami. Wyprostowałam się, rozczesałam włosięta i zaczęłam je ugniatać z męskim żelem isany.
Wysuszyłam suszarką z dyfuzorem.



Skręt wyszedł mi bardzo fajny, jak zawsze po bingo. Są i zawijaski :) Niestety włosy w dotyku były suchawe, prawdopodobnie przez ziółka z bingo  Po kilku godzinach suchość była jeszcze bardziej wyczuwalna, pójdą do spięcia albo spróbuję je jutro jakoś zreanimować. Są też umiarkowanie dociążone, bywało lepiej. Nie jest źle, jednak bywało lepiej,  zdjęcie nie oddaje niestety suchości i matowości włosów.


Fundowałyście włosom już weekendowe dobroci, czy wszystko przed nimi? :) Chętnie poczytam o Waszych włosowych niedzielach. Całuję :*

wtorek, 2 grudnia 2014

Włosy w listopadzie 2014r.

Witajcie Kochane ;)
Październik i listopad to nie są szczęśliwe miesiące w życiu moich włosów, zapewne podobnie będzie z grudniem, choć wolę już typową zimę, niż jesień ;) Fale zaczęły mi marudzić na niemalże wszystkie humektanty, zatem musiałam zrezygnować z używania ukochanego biovaxa gold, lady spa z olejem arganowym czy maseczki marion do włosów czerwonych. Poczekają sobie na lepsze czasy albo na wiosnę ;) Od połowy listopada używam głównie emolientów, co włosiętom wyszło bardzo na zdrowie :) Nie szczędzę im również olejów, w tym miesiącu królował olej z pestek wiśni. Z początku miesiąca ponownie zahennowałam całość włosów naturalną henną od khadi. Jestem jeszcze bardziej czerwona ;) Zapraszam na obejrzenie zdjęć i pielęgnacji w listopadzie.


Zdjęcie z lampą:


Olejowanie:
W listopadzie królował olej z pestek wiśni - zawsze robił mi miły, mięsisty skręt i przyjemny blask. Napiszę niebawem jego recenzję, już upatrzyłam sobie buteleczkę wersji nierafinowanej :)

Mycie:
Przez większość miesiąca myłam włosy oczywiście balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem. Do oczyszczania najpierw używałam szamponu z mocznikiem od isany, ale zaczął mnie puszyć przez sporą zawartość humektantów, przeszłam zatem na szampon farmony z żeń szeniem.

Odżywianie:
*Odżywka yves rocher odbudowująca - postawiłam na emolientowego pewniaka, wilgotność za bardzo dała mi w kość, a on pięknie ograniczał puch i dociążał moje fale. Recenzja jest tutaj.

*Kallos maska bananowa - jeszcze muszę ją rozpracować :) Pachnie przesłodzonym syropem bananowym, zapach może się nie podobać.

*Lady Spa maska z olejem arganowym i jedwabiem - uwielbiam ją, ale musiałam ją chwilowo odstawić, ma glicerynę, która przez wilgoć zaczęła mnie puszyć. Poczeka sobie na wiosnę :)

*Marion maseczka do włosów w odcieniach czerwieni - wspaniale podkreśla mi skręt, pięknie nawilża i dociąża, jednak teraz odstawiam na jakiś czas większość humektantów. Acz ta saszetka większej krzywdy mi nie robi na szczęście.

Odżywka b/s:
Niezmiennie joanna naturia z lnem i rumiankiem - recenzja.

Końcówki:
Kapka wybranego oleju, najchętniej jojoba ;)

Stylizacja:
Żel męski isana, ze starym składem, mój jedyny ;) Recenzja jest tutaj.


Jak Wasze włosy znoszą ten ciężki, jesienny czas?  Testujecie jakieś nowości? :) Całuję :*

niedziela, 30 listopada 2014

Niedziela dla włosów z olejem z pestek wiśni i odżywką odbudowującą z yves rocher

Witajcie Kochane :)
Obecna pogoda nie rozpieszcza moich włosów, oj nie. Nie lubią takiej wilgotności i wiatru. Moja obecna pielęgnacja opiera się teraz w dużej mierze na emolientach - tylko one są w stanie zabezpieczyć włosięta przed szkodliwymi czynnikami pogodowymi. Zapraszam na emolientowy weekend dla włosów :)


Olej: pestki wiśni na suche włosy na całą noc
Mycie: balsam mrs. potters z lotosem i kolagenem x2
Odżywka d/s: yves rocher odbudowująca
Odżywka b/s: joanna z lnem i rumiankiem
Stylizacja: żel męski isana ze starym składem


Włosy naolejowałam na całą noc pestkami wiśni (skończyłam je, bardzo żałuję, bo niezmiernie się polubiłyśmy, napiszę niebawem recenzję). Rano zmyłam wszystko dwukrotnie balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem, a następnie na jakieś 20 minut nałożyłam cudownie pachnącą i kremową odżywkę odbudowującą z yves rocher (uwielbiam ją, recenzja jest tutaj). Po zmyciu odżywki, na ociekające wodą włosy nałożyłam 3 małe paćki joanny z lnem i rumiankiem, w różne miejsca na głowie. Rozczesałam mokre włosy grzebieniem, wyprostowałam się, przeczesałam je palcami i chwilkę pogniotłam z męskim żelem z isany. Wysuszyłam suszarką z dyfozorem, lekko wilgotne podeschły już naturalnie.

Fale prezentują się tak (oczywiście w lustrze widać moje pranie hehe)
Skręt bardzo mi się podobał, o dziwo jest tak duży bez proteinek ;) Fale są dość mięsiste, błyszczące i miłe w dotyku, widać, że są minimalnie spuszone po powrocie do domu, ale i tak dobrze wyglądają jak na taką wilgotność ;) Spałam w gładkie chustce, jak do plunkingu, rano tylko ją rozwiązałam i mogłam wyjść, nie wymagały na szczęście reanimacji, choć po całym dniu i nocy skręt nieco siadł. Ostatnio mocno ograniczyłam silikony - jednak one były przyczyną mocnego osłabienia skrętu ;)


Co ciekawego testowałyście w czasie włosowego weekendu? :) Całuję :*

piątek, 28 listopada 2014

Bezglutenowo i bez chemii - to co Ty w ogóle jesz? ;)

Witajcie Kochane :)
Od dłuższego czasu przebywam na diecie bezglutenowej - nie z wyboru, lecz z konieczności, acz jeśli jakimś cudem alergia miałaby mi minąć - do glutenu już nigdy nie wrócę - za dużo złego o nim wiem ;) Często, kiedy w rozmowie wychodzi kwestia jedzenia, diety i tego, że nie jem produktów glutenowych (i ogólnie ograniczyłam w wielkim stopniu chemię w pożywieniu) pada pytanie - to co ty w ogóle jesz? Dostaję też sporo meilowych zapytań na ten temat ;) Chciałabym dziś odpowiedzieć na to pytanie :) Post o tym, co zaobserwowałam w moim organizmie po odstawieniu glutenu jest TUTAJ.





Jak się żywię?
Wszystko zaczyna się w naszej głowie, choć to prawda, że w dzisiejszych czasach ciężko nam pewnie sobie wyobrazić przerwę w pracy czy szkole bez drożdżówki, poranka bez bułeczki czy zupy bez makaronu ;) Ale to wszystko przyzwyczajenia, które przy odrobinie wiedzy i silnej woli da się zmienić - jeśli ja potrafiłam, to Wam też się uda, jeśli tylko będziecie tego chcieć :)

Uważam, że mimo wszystko moja dieta jest dość różnorodna, jem różne rodzaje mięs (choć już mniej i raczej z domowej hodowli, od wiejskiego kurczaka, przez wieprzowinkę, na podrobach kończąc). Nierzadko zamiast mięsa - kotlety jajeczne. Do takiego mięska świetnie pasuje całe bogactwo warzyw: ziemniaki w mundurkach z masełkiem i skwarkami, marchewka gotowana solo bądź w duecie z groszkiem i masłem, brokuły w sosie czosnkowym domowej roboty jak również solo, kalafior oraz fasolka szparagowa z masełkiem, buraczki z odrobiną śmietany, szpinak z rozbełtanym jajkiem i czosnkiem, pomidor posypany ziołami i pieprzem, ogórki oraz kapusta kiszona, cukinia smażona na smalcu z solą himalajską i czosnkiem (uwielbiam), papryka duszona z przyprawami, sałata z oliwkami i sosem vinegret domowej roboty (zamieszczę niebawem przepis). Pyszne jest też wegetariańskie leczo :) Taki zazwyczaj jem obiad :)

Lubię gotować rosół na kościach i kawałku mięska, z włoszczyzną, lubczykiem, solą i pieprzem, bez pełnych chemii kostek rosołowych. Kubek takiego rosołu na kolację, pycha :)

Na śniadanie jem jaja w przeróżnej postaci - czasem jest to kilka jaj na miękko, jajecznica z pomidorkiem na masełku, omlet z owocami i odrobiną śmietanki 30%. Często jem też wczorajszy, odgrzany na kuchence obiad ;)  Jemy tylko jajka od szczęśliwych kurek, biegających po trawie i jedzących robaczki. Zaopatruję się głównie u teściowej bądź na ryneczku, jeśli zabraknie. Wiem, że zrobienie jajecznicy zajmuje pewnie z 2 minuty więcej czasu, niż zjedzenie w biegu kanapki, ale warto choć spróbować znaleźć te kilka minut, chodzi w końcu o nasze zdrowie :)

Kiedy zjem wystarczającą ilość tłuszczu na śniadanie i obiad, nie zawsze mam ochotę na kolację, choć czasem przegryzam wtedy coś warzywnego - brokuła czy marchewkę solo, tak mi smakuje ;)
Albo kubek rosołu :)

Zdarza mi się, że mam ochotę na małe co nieco - świetnie spisuje się wtedy ubita śmietanka 30% z dodatkiem owoców, bakalii czy gorzkiej czekolady 70%.. Przeważnie nie ciągnie mnie już do słodkości, czekolada z 70% zawartością kakao jest dla mnie wystarczająco słodka ;) Nie jem jej jednak codziennie. Lubię także banany - są wystarczająco słodkie, dodatkowo mają sporo potasu ;)

Kupiliśmy cytrusiarkę i sami wyciskamy sok z pomarańczy, mandarynek czy cytryn. Są przepyszne, zupełnie inne w smaku, od tych kartonowych. Choć oczywiście nie tak słodkie ;)

Nie boję się już przede wszystkim tłuszczu i cholesterolu (jem masło, smalec, słoninę, jaja,  tłustą wieprzowinę, czasem awokado, oliwę z oliwek), wreszcie coraz częściej się o tym mówi, że cholesterol z pożywienia nie ma praktycznie wpływu na ten, zawarty w naszym organizmie (w dodatku cholesterol jest bardzo potrzebny), warto poszperać, poczytać i obrać swój kierunek ;)

Piję dużo wody, zainwestowaliśmy w filtr odwróconej osmozy, uwielbiam wodę z tego filtra ;) Czasem zrobię sobie też ziołową herbatkę, jednak czysta woda bądź woda z cytryną to jest to. Ostatnio mielę sobie w młynku łyżkę siemienia lnianego, dodaję po trochu do ziemniaków czy sałatki.


Czego nie jem?
Już kilka lat temu zrezygnowałam z białego cukru, warto spróbować wyjść z tego uzależnienia ;) Nie kupuję również typowych batoników, czekolad, ciasteczek, na prawdę, jeśli wyjdziemy z uzależnienia od białego cukru, to wszystko jest tak mdłe i przesłodzone, że nie da się tego zjeść. A czekolada 70% naprawdę jest słodka ;)

Wystrzegam się sklepowych wędlin i wyrobów, na szczęście mieszkam na wsi i mam dostęp kilka razy w roku do porcji świniaczka czy kurczaka, hodowanego jak Pan Bóg przykazał ;) Wiem, że nie każdy ma szczęście mieszkać na wsi, warto jednak rozglądnąć się po okolicznych ryneczkach ;)

Nie jem gotowych ciast, ciasteczek, sosów, dań w proszku, fast foodu i innych tego typu potraw. Nie robi mi problemu to, że w kawiarni zamawiam jedynie kawę  bądź herbatę, bez ciastek czy innych rzeczy ;)

Oczywiście nie jem również produktów typowo glutenowych - chleba, bułeczek, makaronów oraz ich bezglutenowych, przetworzonych i chemicznych odpowiedników. Nie mam takiej potrzeby ;) Jaja, ziemniaczki, warzywa i mięsko są sto razy lepsze.

Jem coraz mniej nabiału, niewykluczone, że zrezygnuję z niego całkowicie, jeszcze doczytuje i się dokształcam ;) Po czystym mleku na pewno czuję się źle.


Czy czegoś mi brakuje? 
Oj nie, czuję się coraz lepiej, osoby, które znają moją historię i problemy ze zdrowiem widzą, jak odżyłam, a brałam już naprawdę trochę leków jak na moje 25 letnie życie :) Do zdrowego, naprawdę zdrowego żywienia przekonał się mój mąż, siostra i szwagier, również synek je w ten sposób, każdy zauważył wspaniałe zmiany w zdrowiu i samopoczuciu, nie jest to zatem nieuzasadnione gadanie ;)

Część osób uważa, że popadam w paranoję ;) Moje zdanie jest inne - dbam o siebie i swoje zdrowe, kocham siebie, zatem naturalne dla mnie jest, że zwracam uwagę na to, co do siebie "pakuję" ;);) Zrozumie mnie pewnie dopiero ktoś, kto naprawdę miał problemy ze zdrowiem i wyszedł z tego bagna ;)

Fakt, że spędzam w kuchni troszkę więcej czasu (choć rzadko dłużej niż godzinę dziennie, kwestia organizacji), jednak czasu na zdrowie nie szczędzę, mamy tylko jedno ;)

Na początku możemy przeżyć szok, bo takie dość naturalne jedzenie wydaje się nieraz bez smaku, takie mamy wrażenie po wszelkich wzmacniaczach i innych glutaminianach ;) Jeśli jednak poznamy prawdziwy smak żywności, brokuł solo, bez przypraw będzie prawdziwym przysmakiem :)

I mówię to ja - osoba, która zajadała się w przeszłości parówkami, sklepowymi pasztetami, kiełbasami i sosami z proszku ;)


Nie namawiam nikogo do niczego, mam nadzieję, że nie odebraliście tego w ten sposób :) Uważam, że każdy jest odpowiedzialny za swoje życie, każdy ma swój wybór, warto jednak czasem zainteresować się tym, co wkładamy do ust i poczytać, w sieci jest teraz wiele takich miejsc. Nawet, jeśli obecnie czujemy się potencjalnie dobrze, wszystko, co jemy, ma na nas wpływ, choćby na nasze życie i zdrowie w przyszłości ;)


Jak tam jest u Was, zwracacie uwagę na to, co jecie? :) Zapraszam do kulturalnej dyskusji :)



środa, 26 listopada 2014

I po cięciu ;)

Witajcie Kochane :)
Obiecałam zdjęcia po cięciu, zdecydowałam się na cieniowanie i warstwy, teraz mam ich aż 3 :) Byłam u zaufanej fryzjerki, zatem byłam spokojna o efekt. Z długości poszło minimalnie, tylko tyle, ile trzeba było, może to był jakiś 1-1,5 cm, przynajmniej od razu podcięcie końców mam załatwione. Włosy kręcą się teraz jak szalone, jestem w szoku ;) Nie mogę się doczekać, aż urosną i jeszcze się nieco zagęszczą, nadal dzielnie wcieram joannę rzepę.


Po mojej stylizacji w falo-loczki:

Tuż po wyjściu od fryzjera, wysuszone na prosto, widać dokładnie warstwy:

Włosięta muszą jeszcze dojść do siebie, zawsze mam tak po cięciu, za kilka myć powinno być ok i myślę, że będą się ładnie układały :) Najbardziej zależy mi na tym, żeby dół dobrze wyglądał i nie był zbyt przerzedzony, ale wydaje mi się, że jest w porządku.

Jakie są Wasze wspomnienia z fryzjerskich wizyt?  Całuję :*


niedziela, 23 listopada 2014

Niedziela dla włosów z maseczką marion do włosów czerwonych :)

Hej hej Kochane :)
Przyszła ostatnio do mnie paczuszka, a w niej między innymi maseczka marionu do włosów farbowanych na odcienie czerwieni. Wersję do brązów zachwalałam już TUTAJ, używałam jej, kiedy miałam włosy w naturalnym kolorze. Po hennie czaiłam się jednak na mariona do czerwieni - i wreszcie go mam :)

Mycie: balsam mrs. potters z lotosem i kolagenem
Maska: marion do włosów czerwonych
Odżywka b/s: joanna lniana
Stylizacja: żel męski isana ze starym składem


Włosy tym razem nie dostały oleju, umyłam je jedynie balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem i na 20 minut nałożyłam maseczkę marionu. Ma intensywny, czerwono-różowy kolor :) Zmyłam ją (woda leciała różowa), na ociekające wodą włosy nałożyłam resztkę joanny lnianej. Potem męski żel isana ze starym składem, jak się okazało, nieco za dużo, podsuszyłam chwilkę suszarką z dyfuzorem


Na 1 zdjęciu w bardzo pochmurny dzień nie widać podbicia kolorku, za to ładnie widać to na 2 zdjęciu, tuż przy oknie. Dałam troszkę za dużo żelu, co widać po nieco postrączkowanych końcówkach, ale nie jest tak źle, na zdjęciu jest to bardziej widoczne, niż w rzeczywistości ;) Skręt jest całkiem przyjemny, choć bywał mocniejszy. Nie ma puchu, włosy są całkiem przyjemnie dociążone :)


Jak tam Wasza weekendowa pielęgnacja? :) Całuję :*