poniedziałek, 30 września 2013

Biovax z keratyną i jedwabiem - moja kolejna biovaxowa miłość :)

Hej hej Kochane :)
Pisałam Wam jakiś czas temu, że kupiłam dwie nowe maseczki od biovaxa - 3 oleje oraz proteinową z keratyną i jedwabiem. Moje fale wprost uwielbiają proteiny, bez nich są bez życia i bez skrętu :) O olejowej wersji napiszę niebawem, ale proteinowa naprawdę mnie zachwyciła.  Jesteście ciekawe -  czym? Przeczytajcie :)


Skład:
Skład: Aqua, Cetyl Acohol, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol (and) Cetareth-20,Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetyled Lanolin, Silk Amino Acids, Hydrolyzed Silk, Hydrolyzed Keratin, Lawsonia Inermis Extract, Trimethylsilylamodimethicone (and) C11-15 Parth-9, Parfum, Citric Acid, Tithanolamine, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol (and) Ethylhexyglycerin, Benzyl Salicytale, Butyphnyl Methylpropional, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Potassium Sorbate.

Jak to w maseczkach biovaxa - skład jest przepiękny. Po początkowej mieszance emolientów i antystatyków, widzimy nawilżającą glicerynę, olej ze słodkich migdałów, lanolinę, aminokwasy jedwabiu, hydrolizowany jedwab i keratynę oraz wzmacniający ekstrakt z henny. Podkreśliłam również cięższy silikon, który wymaga usunięcia szamponem z SLS. U siebie zauważyłam, że po 2 z kolei użyciu maseczki, potrzebowałam już oczyszczenia. Jest sporo protein, ale mamy też kilka emolientów, dzięki czemu mogłam jej używać co każde mycie przez kilka dni pod rząd i nie przytrafiło mi się przeproteinowanie.

Opakowanie:
Typowy dla maseczek biovaxa, solidny i estetyczny słoiczek, zamknięty na klapkę z zatrzaskiem. Ładnie wykonany, z pełnym i rzetelnym opisem - to lubię :) Maska zapakowana w pudełeczko razem z czepkiem i próbką serum silikonowego z witaminami A i E.

Zapach i konsystencja:
Troszkę slodkawy i mdły, ale dla mnie przepiękny, chyba najładniejszy ze wszystkich biovaxowych maseczek (3 oleje mają dość podobny i też piękny). Czuć go jeszcze jakiś czas po zmyciu maseczki z włosów, mmm :) Konsystencja jest zbita, bardzo gęsta, woskowata, przez co bardzo, bardzo, bardzo wydajna, na moje cienkie i krótkie teraz włosy nakładam jakieś pół łyżeczki, maseczka starczy mi zatem na bardzo długo - i bardzo dobrze :)

Działanie:
Przede wszystkim zauważyłam działanie bardziej długofalowe, a nie od mycia do mycia - wielki plus. Maseczka pięknie podbija mi skręt, to pewnie zasługa proteinek. Mam po niej cudownie nawilżone, elastyczne i gładkie w dotyku fale. Nie są obciążone, choć tego się obawiałam, może przez niewielką ilość, jaką nakładam.  Jak ich nie stylizuję, a jedynie suszę na powietrzu i przeczesuję palcami, są miękkie jak jedwab, odpowiednio dociążone, ale nie przeciążone. Choć i tak się wywijają, chcą się po niej kręci. Kiedy stylizuję - skręt jest cudowny, po prostu cudowny :) Trzymam pod czepkiem i ręcznikiem, nagrzanym suszarką przez 30 minut - włosy potem są niemalże idealne. Myślałam, że nie znajdę już lepszego biovaxa, od tego do włosów blond i do suchych, ale ten je jednak bije na głowę - brawa dla tego pana :D


 Zamieszczam zdjęcia moich fal po cudownym biovaxie, zdjęcie z lampą oraz bez niej:

A tutaj włosy po lekkim ślimaczku:



Miałyście już to cudo? Jak spisało się na Waszych włosach? :) Całuję :*



sobota, 28 września 2013

Rośnijcie włoski rośnijcie - kolejny plan na przyspieszenie porostu włosów.

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj czas na kolejny plan, mający na celu przyspieszenie wzrostu włosów. Poprzedni nie wypalił, a to przez wcierkę domowej roboty, która była na alkoholu, który znowu strasznie podrażnił i wysuszył mój skalp. Od teraz nic na sporej alkoholu. Czym będę wspomagać włosięta do wzrostu w październiku? Zapraszam :)

1. Wcierka z kawy :)
Pomysł zaczerpnięty z bloga ciasteczka - zerknijcie, naprawdę warto :) Wczoraj zrobiłam pierwszą porcję - małą łyżeczkę kawy zalałam małą ilością wrzącej wody, zaparzyłam, odcedziłam fusy, jak była lekko ciepła, nabierałam strzykawką, robiłam przedziałki na głowie i rozprowadzałam strzykawką. Przyjemne ciepełko czuję, oj przyjemne, do tego kilkuminutowy masaż :) Wada --> czuję zapach kawy i mam ochotę wypić dziś kolejną - już trzecią, a jeszcze cały dzień przede mną;)

2. Balea - kofeinowa odżywka do włosów
Jakaś odżywka na skórę głowy również musi być - postawiłam na odżywkę z kofeiną balea, oto skład:
aqua · cetearyl alcohol · glycerin · isopropyl palmitate · behentrimonium chloride · caffeine · panthenol · sodium benzoate · citric acid · parfum · isopropyl alcohol · hydroxypropyl guar hydroxypropyltrimonium chloride · potassium sorbate · alcohol · limonene · linalool · hexyl cinnamal · biotin · citronellol · punica granatum fruit extract.

Jest nawilżająca gliceryna, dalej tytułowa kofeina i wzmacniający panthenol. Alkohole po zapachu, wierzę, że nie zrobią mi tym razem krzywdy :) Na końcu biotyna i ekstrakt z granatu. Używam już od kilku myć, co każde mycie, czyli co 2 dni.


3. Skrzypokrzywa
Codziennie piję skrzypokrzywę, udało mi się zebrać i wysuszyć zarówno skrzyp, jak i pokrzywę. Teraz gotuję na małym ogniu skrzyp jakieś 20 minut, zalewam pokrzywę, parzę pod przykryciem znowu 20 minut i piję - smak dużo lepszy, niż czystego skrzypu czy pokrzywy :)

4. Suplementacja calcium pantothenicum
Pisałam w ostatnim poście, że biorę od kilku dni po 2x2 tabletki dziennie Calcium Pantothenicum. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :) 


Mierzyłam dziś obwód kucyka - niecałe 6cm. Przed porodem miałam prawie 10cm. Wypadło tego naprawdę dużo po porodzie, aż nie sądziłam, że tak dużo. :(


Końcem października napiszę o pierwszych efektach, mam nadzieję, że jakieś będą :) Całuję :* 


piątek, 27 września 2013

Calcium Pantothenicum - kurację czas zacząć :)

Hej hej Kochane :)
Postanowiłam rozpocząć kurację tabletkami Calcium Pantothenicum - czyli witaminką B5. Co mnie skusiło? Liczę, że choć trochę ograniczy wypadanie włosów, które znowu zaczyna mnie męczyć, a także spowoduje nieco szybszy wzrost włosów. Będę brać 2 razy dziennie po 2 tabletki, pierwszą dawkę wzięłam już wczoraj.


Słyszałam i czytałam na blogach o skutkach ubocznych, będę uważnie się obserwować, żeby nic złego się nie przydarzyło. Czytałam, że u kilku z Was źle podziałał na paznokcie, a u innych powodował czerwonawe suche placki na ciele i twarzy.

Łykałyście już witaminkę B5? Jakie efekty zaobserwowałyście? Całuję :*



czwartek, 26 września 2013

Podrażniona skóra głowy - jak sobie radzić?

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj temat, który pewnie  chociaż raz w życiu dopadł każdą z nas - podrażniony skalp. Skóra głowy swędzi, piecze, pojawiają się białe, suche placki. Mnie takie podrażnienie spotkało całkiem niedawno, przy okazji używania domowej wcierki na włosy, pisałam o tym tutaj :( Co mi pomaga w takich chwilach i jak radzę sobie z podrażnionym skalpem? Mam kilku niezbędników, które pomagają mi, kiedy dopadnie mnie podrażnienie skóry głowy, oto one:



Olejek łopianowy przeciwłupieżowy z green pharmacy:
Już pisałam o nim więcej tutaj. A w skrócie - nakładam go przed myciem, na kilka godzin bądź nawet na całą noc. Wystarczą takie 2-3 aplikacje, a skalp jest jak nowy - poważnie, uwielbiam go za to i cały czas mam pod ręką, jakby miał być potrzebny. Wada - trochę ciężko się zmywa, muszę umyć włosy dokładnie 2 razy odżywką, ale dla pewności wolę zmyć choćby szamponem hippa. Jest niedrogi i naprawdę nie jeden raz uratował mi życie :)







Żel aloesowy z Flos-leku:
Skład: Aqua, Propylene Glycol, Aloe Arborescens Leaf Extract, Panthenol, Triethanolamine, Carbomer, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinone.
Ekstrakt z aloesu ma bardzo wysoko w składzie, jest też łagodzący panthenol. Nakładam go na jakąś godzinkę przed myciem na skórę głowy. Zmywa się bardzo ładnie i pięknie koi. Niezastąpiony, muszę znowu go gdzieś dorwać, bo niedawno mi się skończył.
                       
              
Żel lniany, czyli popularny glutek lniany :)      Na mniejsze skalpowe problemy polecam żel lniany, nałożony przed myciem nawet na kilka godzin. Upaćkamy całą łazienkę, ale co tam :P Choć u mnie nie przynosi aż tak świetnych efektów, jak żel aloesowy czy olejek łopianowy, ale na mniejsze przesuszenia skalpu, jeśli nic innego nie mamy pod ręką - będzie jak znalazł. 



Maska aloesowa z Natur-Vital: Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Aloe Barbadenis Leaf Juice, Cetyl Esters, Glycerin, Juniper Communis Fruit Extrat, Behetrimonium Chloride, Panthenol, Cetrimonium Chloride, Parfum: Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Sehydroacetic Acid, CI 7789   Bardzo ładny skład, sok z aloesu mamy już na 3 miejscu w składzie, nieco dalej nawilżająca gliceryna, ekstrakt z jałowca i łagodzący panthenol. Maseczka wprost stworzona do nałożenia na nasz biedny skalp. Zawsze mi pomagała, teraz mam 2 inne aloesowe, ale ta jest naprawdę świetna zarówna na skórę głowy, jak i na długość. Muszę znowu ją kupić :)   



Mycie odżywką :) Podrażniony skalp myję tylko i wyłącznie odżywką, która nie wysusza skóry głowy. Jeśli umyję szamponem z SLS, skalp jeszcze bardziej się buntuje, jeszcze bardziej swędzi i piecze, dlatego teraz nigdy nie myję szamponem podrażnionego skalpu. Odżywka delikatnie go koi i na pewno nie robi mu nic złego. Najbardziej lubię myć włosy i skórę głowy balsamami mrs. potters.



Jak sobie radzicie, kiedy dopadnie Was podrażnienie skóry głowy? Macie swoich pewniaków, którzy nigdy Was nie zawodzą?  Całuję :*


wtorek, 24 września 2013

Odżywka alverde z morelą i cytryną - romans z alverde rozpoczęty :)

Hej hej Kochane :)
Niedawno, dzięki pewnej Kochanej Osóbce (mam nadzieję, że to czytasz :*) dostałam kilka odlewek odżywek alverde, m.in. z morelą i cytryną, z aloesem i hibiskusem, z awokado i winogronem, z różą i miechunką, z migdłem i arganem, z amarantusem, z brzozą i szałwią oraz odżywkę do włosów blond.
Dzisiaj czas na recenzję odżywki, której regularnie używałam od początku września:

Alverde odżywka z trawą cytrynową i morelą


Skład:
Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Sodium Lactate, Avena Sativa Extrakt*, Citrus Aurantifolia Extract*, Prunus Armeniaca Extract*, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Parfum**, Citral**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Eugenol**

Mamy emolienty, oleje i ekstrakty, w tym olej sojowy, ekstrakt z owsa, trawy cytrynowej i moreli, są również humektanty: gliceryna i kwas mlekowy. Widzimy także antystatyki. Mamy potencjalnie wysuszający alkohol. Jednak w towarzystwie tylu emolientów - może, acz nie musi wysuszać.

Konsystencja: 
Odżywki alverde mają gęstą konsystencję, jednak ja je lubię, przypominają mi konsystencją odżywki z alterry. Wygodnie się nakładają i nie spływają z włosów.

Zapach:  
Trochę przypomina mi zapach mojej ukochanej odżywki alterkowej z morelką. Owocowy, słodkawy z lekką ziołową nutką, dla mnie bardzo przyjemny i nienachalny, nie utrzymuje się na włosach po zmyciu odżywki. Nie czuć zbyt mocno tutaj alkoholu - duży plus.

Działanie:  
Składowo jest dość podobna do odżywki morelkowej alterry, jednak ma mniej od niej olejów i ekstraktów. Uwielbiam bogate składowo odżywki, tutaj mamy olej, ekstrakty i humektanty, moje włosy kochają takie połączenie :) Skręt mam po niej zawsze dużo większy. Włosy są ładnie, naturalnie dociążone, nie ma puchu, włosy nie są za lekkie, są mięsiste, gładkie, elastyczne. Można je czesać palcami i tak robię, kiedy nie stylizuję włosów :) Wyraźnie bardziej błyszczą. Odżywka nie obciąża, nawet trzymana godzinę, jednak nakładam ją zawsze od ucha w dół.  Lubię do takiego emolientowego towarzystwa dodawać proteiny: keratynę, kolagen z elastyną czy spirulinę. Wtedy skręt mam jeszcze większy, a wiem, że w emolientowym towarzystwie nie przeproteinuję włosów. Odżywka trafia do grona moich ulubieńców, jestem bardzo ciekawa działania kolejnych i będę sukcesywnie ich używać :)






Moje króciaki w wersji prostej, bez puchu, nawilżone i gładkie po alverde :)

Macie swoich ulubieńców z alverde? Jak spisała się u Was morelka z cytryną? Całuję :*


poniedziałek, 23 września 2013

Woda różana z fitomedu - ja po prostu kocham hydrolaty :)

Hej hej Kochane :)
Rano pisałam o kremie nr. 2 z fiotmedu, który wybrałam sobie w ramach współpracy razem z hydrolatem różanym - klik. O mojej miłości do hydrolatów już kilka razy pisałam, od wielu, wielu miesięcy zastępują mi drogeryjne toniki wyśmienicie. Jak spisał się ten z fitomedu? Zapraszam :)


Woda różana z Fitomedu
Zdjęcie zapożyczone ze strony producenta, ja miałam opakowanie w starej wersji ;)


*Woda różana przepięknie pachnie, prawdziwą, słodką różą, uwielbiam ten zapach i z prawdziwą przyjemnością spryskuję sobie hydrolatem rano twarz, żeby się obudzić :) Miłośniczki róż powinny być bardzo zadowolone.

*Opakowanie to prosta buteleczka na klapkę, z naklejoną papierową nalepką, ja jednak swój hydrolat przelewam do buteleczki z atomizerem, tak dużo wygodnie mi się go używa, niż nalewanie na wacik.

*Oczywiście przeczytałam informację o tym, że najlepiej rozcieńczyć hydrolat z wodą, ale nie robiłam tego z żadnym hydrolatem innych firm i tego po prostu nie zrobiłam - co skończyło się lekkim podrażnieniem. Potem rozcieńczyłam z wodą demineralizowaną w proporcji 1:1 i już jest pięknie, nic nie podrażnia :)

*Rozcieńczony hydrolat łagodzi wręcz mniejsze podrażnienia, przyjemnie chłodzi i rano bardzo fajnie odświeża cerę i budzi mnie do życia :) Nie lepi się, jak wiele drogeryjnych toników, za to naprawdę ładnie nawilża i zmiękcza cerę. Używam go też do rozrabiania maseczek z glinek, świetnie się do tego nadaje. Spryskuję nim również glinkowe maseczki na twarzy, żeby nie zaschły. Czasem spryskuję nim włosy, żeby ładnie pachniały, ugniatam i reaktywuję fale ;) 




Opis producenta:
Uwaga! Ten produkt jest surowcem kosmetycznym. Przed zastosowaniem na skórę zalecamy rozcieńczenie z wodą w proporcjach 1/1. 

Prawdziwa woda różana powstaje w procesie uzyskiwania olejku różanego podczas destylacji płatków kwiatów. Zawiera niewielkie ilości olejku eterycznego oraz wywar z roślin. Podczas destylacji płatki róży oddają do środowiska wodnego również tłuszcze, związki cukrowe, garbniki, flawonoidy, witaminy (w tym witaminę C) i sole mineralne. Czysta woda różana może być doskonałym tonikiem do cery dojrzalej i suchej. Alergikom jednak należy rozpoczynać od jej rozcieńczenia. Wodę różaną można dodawać do maseczek i kremów (jako fazę wodną). Działa odżywczo, nawilżająco i wygładzająco. Nie należy mylić wody aromatycznej z wodami toaletowymi, które zawierają syntetyczne substancje zapachowe i służą do perfumowania, nie zaś do pielęgnacji. Wody roślinne mają bogaty, zbilansowany skład, są delikatniejsze od olejków i nie powodują uczuleń.



Fitomed 


To taki uniwersalny kosmetyk, wiele osób uważa, że hydrolaty są zbędne, inni nie mogą bez nich żyć. A Ty - do której grupy należysz? :) Całuję :*

Krem nr 2 z Fitomedu - czy zadowolił moją kapryśną cerę? :)

Hej hej Kochane :)
Jak pisałam Wam tutaj, udało mi się nawiązać moją pierwszą blogową współpracą z firmą Fitomed klik. Do przetestowania wybrałam sobie 2 kosmetyki: krem nr. 2 do cery naczynkowej oraz wodę różaną. Dzisiaj czas na recenzję kremiku, zapraszam :)


Mój krem nr 2 z Fitomedu


Skład:
Ingredients: Aqua, Hamamelis Virginiana Flower Water, Theobroma Cacao Seed Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Wheat Germ Oil, Lecithin, Aesculus Hippocastanum Extract, Hamamelis Virginiana Extract, Arnica Montana Extract, Glycerin, Hydroxyethyl Acrylate, Sodium Hyaluronate, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, D-Panthenol, Trilaureth-4-Phosphate, Caprylic/Capric Triglyceride, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Ceramide 6, Rutin, Sorbitol, Lactic Acid, Ascorbic Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine.

Skład bardzo mi się podoba, jak wiecie, lubuję się w naturalnych kremach :) Mamy tutaj wszystkie składniki, wymienione przez producenta - jest woda oczarowa, masło kakaowe, olej z ceramidami i lipidami, liposomy na naczynka i kremobaza :) Bez zbędnych składników i chemii.

Konsystencja:
Zbita i masełkowata, kiedy pierwszy raz użyłam kremu, bałam się, że mój makijaż spłynie, a krem będzie wchłaniał się wieki. Jakież było moje zdziwienie, że masełkowata konsystencja przyjemnie topi się pod wpływem ciepła, bardzo ładnie rozsmarowuje, nie klei się ani nie lepi, ale zostawia delikatniutką warstewkę ochronną na skórze.

Zapach:
Ziołowy, w czasie aplikacji dość mocno wyczuwalny, po posmarowaniu wydaje mi się, że czuję delikatniutką nutkę masła kakaowego. Można go lubić bądź nie, dla mnie przestaje pachnieć po kilku minutach, ale zapach jest dla mnie przyjemny - jestem miłośniczką ziołowych zapachów.

Opakowanie:
Proste, estetyczne i porządnie wykonane, znajduje się na nim to, co trzeba, bez zbędnych rysunków, ładnie prezentuje się w łazience. Krem chroniony był takim plasticzkiem, wiemy, że nikt nam do niego nie wkładał paluchów ;)

Działanie:
Jest to krem tłusty do cery naczynkowej - tak mówi o nim producent :) Ja od siebie dodam, że cerę mam teraz przesuszoną i naczynkową właśnie. Jednak nie jest aż tak tłusty, jak mogło mi się wydawać. Dość szybko się wchłania, zostawia delikatną warstewkę ochronną (świetny na jesienne wiatry i zimowe mrozy). Świetny pod makijaż - podkład bardzo ładnie się na nim rozprowadza. Myślałam, że będę go używać tylko na wieczór, jednak rankiem również mi towarzyszy.

Cera po wieczornej aplikacji, rano jest wypoczęta, miękka, aksamitnie gładka i pięknie nawilżona - o to właśnie mi chodziło. Nie odstają żadne skórki, nie czuję przesuszenia. Skóra ma ładny, jednolity koloryt. 

Jak spisał się w sprawie moich naczynek? Nie mam już z nimi aż takich problemów, od dawna używam różnych mazidełek na naczynka, na pewno mnie nie podrażniał ani nie powodował powstawania i pękania nowych naczynek. Skóra po nim była uspokojona i jakby jaśniejsza. Jeśli coś się zmieni, napiszę za jakiś czas. Na pewno jednak mogę polecić go do przetestowania osobom, które mają problem z naczynkową i wrażliwą cerą. 

Nie zapchał mnie, nie spowodował wysypu nowych niespodzianek - acz uczulam, siostra ma cerę tłusto-mieszaną i ją po kilku aplikacjach zapchał, zwłaszcza w okolicy brody, także trzeba uważać. Mojej przesuszonej cerze krzywdy nie zrobił w tej kwestii :)


Opis ze strony producenta:

Skład kremu №2
Krem zawiera najlepsze składniki kosmetyki naturalnej o małym stopniu przetworzenia, są to:
  • Olej z ceramidami i lipidami
  • Kremobaza Fitomed
  • Woda mineralna
  • Woda oczarowa
  • Koncentrat liposomowy na naczynka
  • Masło kakaowe
Działanie kremu №2
  • Ochrona przed mrozem i wiatrem.
  • Ochrona przed nadmiernym wysuszaniem się skóry w ogrzewanych pomieszczeniach
  • Ochrona przed zaczerwienieniem i pękaniem naczynek
Dla kogo jest krem №2
Krem №2 polecany jest głównie do cery suchej oraz suchej i dojrzałej ze skłonnością do pękania naczynek oraz do cery naczynkowej. Można go stosować do pielęgnacji całej twarzy w tym okolic oczu, zarówno na dzień jak i na noc, w zależności od indywidualnych potrzeb. Cerę naczynkową należy dodatkowo tonizować w temperaturze pokojowej czystą woda oczarową lub w rozcieńczeniu z wodą w proporcjach 1:1. 



 



Podsumowując - to teraz jeden z moich ulubionych naturalnych kremów, chętnie wypróbuję inne z serii "Mój krem nr...". Może nr. 5 z olejem arganowym? ;)Macie swoich pewniaków z Fitomedu? Całuję :*


niedziela, 22 września 2013

Olej kokosowy - jak pięknie pachnący kokosek spisał się na moich falach?

Hej hej Kochane :)
Jak pewnie wiele z Was, swoją przygodę z olejowaniem zaczęłam od oleju kokosowego :) A jak ten wspaniale pachnący kokosem olej spisał się na moich falach? Zapraszam na recenzję :)


*Mój pierwszy olej kokosowy kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością, to olej firmy Efavit - klik. Trzymany w lodówce ma stałą konsystencję, przed użyciem trzeba go włożyć do garnuszka z gorącą wodą, żeby go trochę roztopić :) Pachnie cudownie, ja uwielbiam takie słodkie, jadalne zapachy, toteż nakładanie go i trzymanie na włosach to była czysta przyjemność. Czułam go przy każdym ruchu głową :)

*Po pierwszym użyciu na całą noc na włosy byłam zachwycona działaniem - włosy były mięciutkie i lepiej skręcone. No to nałożyłam drugi raz, zaczęło być coraz gorzej. Zaczęłam nakładam kokoska na krócej, na 2-3 godziny przed myciem, ale włosy z każdą aplikacją końcówki zaczęły mocno się puszyć, ale tak porządnie ;) Były za lekkie, jak u dzieciaczka. Fakt, że były lepiej skręcone, ale za cenę puchu - to nie dla mnie. Za to użyty raz na czas jako zabezpieczenie końcówek spisuje się ładnie, byle nie za często. Z powodzeniem za to używa go siostra o niskoporowatych włosach, sama jej go kładę na włosy, toteż mogę się napawać pięknym zapachem :)

Dopisek: mamy maj 2015 roku, moim włosom mocno spadła porowatość i bardzo polubiły się z kokoskiem :) Są po nim gładziutkie i bardzo przyjemne w dotyku, nie ma już puchu. Nie mogę jednak używać go na dłuższą metę samego, gdyż wtedy troszkę za bardzo rozmiękcza mi włosy. Ale na zmianę z innym olejem - super :)

*Składowo przeważają w nim kwasy tłuszczowe nasycone, głównie kwas laurynowy. Może przez to nie nadawać się dla włosów wysoko czy średnioporowatych, acz na pewno są wyjątki od reguły :)

*Jest dość lekki, u mnie bez problemu zmywał się jeden raz odżywką, choć na początku nie wiedziałam, że oleje można zmywać odżywkami i niepotrzebnie myłam szamponem z SLS, nawet dwukrotnie ;)

*Na twarz nie próbowałam, bo bałam się ewentualnego zapchania, olej ten ma wysoki potencjał komodogenny, choć może teraz, przy mojej przesuszonej cerze, zaryzykuję :)

*Ładnie się spisuje również jako dodatek do kremu do rąk, do stóp czy balsamu do ciała :)



Jak kokosek spisał się u Was?  A może kokosowa przygoda jeszcze przed Wami? Całuję :*

czwartek, 19 września 2013

Olej z orzecha laskowego - czy udało mu się mnie oczarować?

Hej hej Kochane :)
Cykl olejowy trwa, tyle olei przewinęło się przez moją łazienkę (i kuchnię), a ja tak mało o nich wspominam. Dzisiaj na tapecie olej z orzecha laskowego - mój ulubiony olej z przewagą kwasów tłuszczowych omega 9. Zapraszam :)


Olej z orzecha laskowego
źródło


*Swój olej mam najczęściej z mazideł. Nierafinowany, zimnotłoczony i dodatkowo ekologiczny :) Jest gęstszy, cięższy i cudownie pachnie orzechami laskowymi - dlatego uwielbiam wersję nierafinowaną, teraz mam rafinowany z bingo i niestety nie pachnie, a i mam wrażenie, że działa jednak gorzej, niż nierafinowany, albo to tylko moje wrażenie ;)

*Składowo prezentuje się tak: 5% kwasów tłuszczowych nasyconych, 80% kwasów tłuszczowych omega 9 oraz 10% kwasów tłuszczowych omega 6. Czyli przed nami mnóstwo dobroczynnego omega 9, podobny skład ma olej kameliowy, który muszę koniecznie przetestować.

*Jak się spisał na włosach? Na końce był u mnie za ciężki, łatwo było z nim przesadzić i przetłuścić włosy, mimo że dawałam niewiele. Za to na kilka godzin przed myciem - cud, miód i orzeszki ;) W odpowiedniej i niewielkiej ilości dawał mi cudownie mięsiste i jakby wizualnie grubsze fale - uwielbiam ten efekt po omega 9, tak inny niż po omega 6 :) Do tego nawilżone, gładziutkie i miękkie, choć słabiej skręcone. Muszę jednak uważać z ilością, jeśli dam go za dużo -  włosy są lekko obciążone. Cienkie i łatwe do obciążenia włosięta - niech mają się na baczności :)

*Ciężej się zmywa - u mnie 2 razy odżywką, bardzo dokładnie, bądź 1 porządny raz hippem. Zdarzyło mi się go nie domyć, ale to po jednym myciu odżywką lub niezbyt dokładnym myciu hippem. Szamponem z SLS schodzi bez problemu, ale ja ich raczej nie używam do zmywania olejów.

*Świetny do pielęgnacji mojej przesuszonej cery - w połączeniu z żelem hialuronowym, rano cera jest wypoczęta, mięciutka, nawilżona, a suche odstające skórki znikają. Ma też podobno dobroczynny wpływ na naczynka :)

*Ten mazidłowy nie jest najtańszy - za 30ml damy prawie 10zł, za 60ml prawie 18zł. Ale ja i tak często mam go w swoich zbiorach, nie potrafię przestać go używać, mimo ceny :)


Tutaj zadowolone fale po orzechu laskowym:


Próbowałyście już tego cudownie pachnącego oleju? Do włosów, a może do twarzy? Całuję :*

wtorek, 17 września 2013

Olej z krokosza barwierskiego - mój najcudowniejszy :)

Hej hej Kochane :)
Jak wiecie - olejowanie to stały punkt pielęgnacji moich włosów. Olejów przetestowałam już sporo, dzisiaj post o najlepszym z najlepszych - olej z krokosza barwierskiego. Dotychczas żaden z olei nie działał tak rewelacyjnie na moje włosy, należy mu się osobny post i wychwalanie pod niebiosa :) Zapraszam serdecznie.




*Swój olej kupuję w sklepie Zrób sobie kremKLIK. Zimnotłoczony i nierafinowany, pachnie delikatnie, jakby coś delikatnie zbożowego? Potem już prawie nie czułam tego zapachu, ale jest przyjemny, nienachalny i niedenerwujący :) Kolor ma taki złotawy, konsystencja jest lekka i niezbyt gęsta.

*Składowo prezentuje się tak: około 8% kwasów tłuszczowych nasyconych, 10% kwasów omega 9 oraz 80% kwasów tłuszczowych omega 6. Ma chyba najwięcej kwasów omega 6 ze wszystkich olejów, chyba że o którymś nie wiem ;) Zaraz za nim składowo jest orzech włoski. A ja uwielbiam omega 6 w pielęgnacji włosów :)

*Jak spisał się w pielęgnacji włosów? Uwielbiam go ostatnio używać w celu ochrony końcówek, bo jest lekki, ciężej z nim przesadzić, niż np. z orzechem laskowym, a wiem, że końce są zabezpieczone i dobrze chronione przed czynnikami atmosferycznymi czy mechanicznymi.

*Uwaga uwaga - jest to mój ideał jeśli chodzi o całonocne olejowanie - włosy zawsze mam po nim dużo, dużo, dużo lepiej skręcone, błyszczące, elastyczne, nie są za ciężkie ani nie za lekkie, nie są obciążone, są gładziutkie jak jedwab i bardzo przyjemne w dotyku (W mnie cały czas po nich głaska) - po żadnym dotychczasowym oleju nie osiągam aż takich efektów, choć orzech włoski, kiełki pszenicy, konopny i pestki dyni są blisko ;)

*Jest lekki i zmywa się bardzo łatwo - u mnie jeden raz balsamem mrs. potters, nigdy nie zdarzyło mi się, bym go nie domyła :) Dla pewności można jednak umyć dwa razy odżywką bądź delikatnym szamponem.

*Stosunek ceny do objętości już nie jest taki piękny :) Przykładowo w sklepie Zrób sobie krem za 30ml damy ponad 6zł. Jak ktoś ma dłuższe włosy i 30ml starczy mu na 3 użycia, to nie jest mało pieniędzy. Ale ja teraz daję 5ml na jedną aplikację i mam buteleczkę 30ml na 6 razy, także nie jest tak źle za tak wspaniałe efekty na włosach :)

*Lubiłam go używać do pielęgnacji twarzy, kiedy miałam cerę mieszaną - szybko się wchłaniał z żelem hialuronowym, cera była miękka i delikatnie nawilżona. Teraz przy przesuszonej - jest nieco za słaby.


To jest mój przykładowy skręt po całonocnym olejowaniu krokoszkiem :)


Hymny pochwalne wyśpiewałam, teraz jestem ciekawa Waszej opinii o krokoszu :) Próbowałyście, a może Was skusiłam :) Całuję :*


 




poniedziałek, 16 września 2013

Zrób to sam - olejek myjący do twarzy z SLP

Hej hej Kochani :)
Widzę, że spodobał Wam się wpis o olejku z 10% witaminą C, dzisiaj więc kolejny bardzo prościutki przepis na olejek myjący do twarzy na bazie emulgatora SLP, który skutecznie zastąpi nam tradycyjny żel do mycia twarzy. Od dawien dawna miałam problem z doborem odpowiedniego żelu do mycia twarzy. Albo wysuszały, albo podrażniały, albo nieskutecznie domywały. Olejek myjący nie wysusza, nie podrażnia, świetnie wszystko zmywa, a do tego jest bardzo prosty w wykonaniu :) Początkowo kupowałam olejek myjący pomarańczowy z Biochemii Urody, potem sama zaczęłam go sobie robić, ale na bazie emulgatora SLP (olejek z biochemii urody był na bazie glyceryl cocoate).

 
Przepis:
Przepis jest bajecznie prosty, do 100ml dowolnego oleju (najlepiej najtańszy, można na spożywczym słoneczniku, oleju lnianym albo oliwce hipp) dodajemy 10ml emulgatora SLP KLIK oraz można dodać kilka kropel olejku eterycznego, ja bardzo lubię dodawać pomarańczowy, olejek wtedy ślicznie pachnie :) W przypadku cery tłustej czy mieszanej warto postawić na niekomodogenny i lekki olej słonecznikowy. Miałam kiedyś również olejek na olejku konopnym i spisywał się świetnie.



A jak olejek spisuje się na mojej skórze?
*nie wysusza skóry, to dla mnie teraz bardzo, bardzo ważne
*świetnie zmywa filtry, podkłady, pudry, od niedawna zmywam nim także makijaż i wreszcie nie mam zamglonych i szczypiących oczu :) bardzo dobrze radzi sobie także z kosmetykami wodoodpornymi - musimy potrzymać go tylko jakąś minutkę
*nie podrażnia oczu ani cery, a cerę mam wybitnie wrażliwą, również na produkty myjące ;)
*nie powoduje wysypu niechcianych niespodzianek- ale to też może zależeć od dobranego oleju - do cery z niespodziankami polecam zwykły słonecznik albo olej konopny :)
*pozostawia skórę mięciutką i delikatną w dotyku - coś w sam raz dla wiecznie  przesuszonych :)
*spisuje się na mojej przesuszonej skórze, jak i na skórze mieszano-tłustej mojej siostry
*jest bardzo, bardzo wydajny
*prosty w wykonaniu i niedrogi


W jaki sposób go używam?
Moczę delikatnie dłonie, wstrząsam olejek i wylewam kilka kropel w zagłębienie dłoni, rozcieram w dłoniach do powstania lekkiej emulsji i myję twarz :) Można nakładać na suchą, jak i wilgotną skórę, ja przeważnie nakładam na wilgotną.

Skusicie się? A może próbowałyście już takiego olejku? Jak się u Was spisał? Całuję :*

niedziela, 15 września 2013

Wygrana w moim pierwszym włosowym rozdaniu :)

Hej hej Kochane :)
 Dzisiaj o 14:00 zakończyło się moje włosowe rozdanie --> KLIK. Zliczyłam głosy i maszyna losująca wyłoniła zwyciężczynię :)


Żakiecik - serdecznie gratuluję i już napisałam do Ciebie meila :)

piątek, 13 września 2013

Olej awokado - czy spisał się w pielęgnacji moich włosów?

Hej hej Kochane :)
Ostatnio postanowiłam napisać trochę o olejach, których w swojej włosowej karierze używałam ;) A było ich na pewno kilkanaście. Dzisiaj na tapecie olej z awokado -  gęsty i ciemnozielony. Bardzo mocno mnie kusił, naczytałam się wiele o jego odżywczych właściwościach. Czy jednak moje wybredne fale go polubiły? :) Zapraszam do lektury.


Olej awokado


*Swój olej z awokado mam ze sklepu Zrób sobie krem, polecam ten sklep, naprawdę wielki wybór olejów, w małych i większych pojemnościach, żeby przetestować na swoich włosach czy cerze :)

*Składowo awokado prezentuje się tak: 20% kwasów tłuszczowych nasyconych, 8% tajemniczego kwasu palmito-oleinowego tj. omega 7, 60% kwasów omega 9 oraz 12% kwasów omega 6.

*Jak spisał się na moich włosach? Po kilku użyciach zaczęło robić się za miękko, za lekko, powstał lekki puch. Nie aż taki, jak przy kokosie czy maśle shea, ale jednak. Znam dużo lepsze oleje, avocado zatem na włosach już nie ląduje. Może to być zasługa kwasów nasyconych i być może tajemniczego omega 7. Jeśli przesadzę z ilością, włosy lubią trochę klapnąć na drugi dzień, ale niewielka ilość jest raczej ok :)

Dopisek: mamy maj 2015 roku, moim włosom mocno spadła porowatość i pokochały olej awokado, zarówno czysty, jak i ten w maskach i odżywkach. Włosy są po nim mięsiste, odżywione i ekstremalnie gładziutkie ;)

*Świetny jest za to do suchej czy przesuszonej okresowo cery. W duecie na noc z żelem hialuronowym i olejem z pestek dyni - to prawdziwa bomba odżywcza, rano skóra jest cudownie odżywiona, jędrna, gładka, mięciutka i nawilżona. Nie zapycha mojej cery, jednak niektóre cery może zapchać przez zawartość kwasów nasyconych i omega 9.

*Jest gęsty, cięższy, ciemnozielony. Zapach trochę jak ze stajni, pozostawię to bez komentarza ;) Naprawdę nie jest przyjemny :)

*Ciężej go zmyć, niż inne oleje, muszę umyć włosy dokładnie 2 razy balsamem mrs. potters bądź szamponem hipp czy bambino.


Próbowałyście oleju z awokado? Jak się u Was spisał? I jak podobał Wam się zapach ;) Całuję :*

czwartek, 12 września 2013

Olej z pestek dyni - moja nowa olejowa miłość :)

Hej hej Kobietki :)
Jak już Wam niedawno pisałam, olejuję teraz 1, maksymalnie 2 razy w tygodniu, jako że moje zdrowe już włosy częściej nie potrzebują :) Do tej pory bardzo lubiłam oleje z przewagą kwasów tłuszczowych omega 9 (orzech laskowy, pestki śliwki, pestki moreli, pestki brzoskwini, słodkie migdały). Jednak, wraz ze spadkiem porowatości, moje włosy bardziej przypodobały sobie oleje z przewagą omega 6 - te są lżejsze, ciężej im włosy obciążyć i spisują się po prostu świetnie. Dzisiaj czas na wpis o kolejnym, świetnym oleju z przewagą kwasów tłuszczowych omega 6.

*Swój olej mam z oleofarmu, zimnotłoczony i nierafinowany, pięknie pachnie orzechami, ma kolor ciemnozielony do brązowego z naturalnym osadem, czysta natura :)

*Składowo wygląda tak:  około 15% kwasów tłuszczowych nasyconych, 25% kwasów omega 9 oraz 60% kwasów omega 6 :) Sporo omega 6 i troszkę omega 9 - to lubię :)

*Działanie - jak on się świetnie spisuje w pielęgnacji włosów! Na moją długość lekko za ramiona daję niecałą łyżeczkę, rano lub po kilku godzinach zmywam, a włosy są mięciutkie, błyszczące, śliskie; kiedy stylizuję - fale mają ładny skręt, kiedy nie stylizuję i robię je na delikatną falę - są gładziutkie i miękkie jak jedwab, poważnie, olej z pestek dyni trafia do grona moich ulubieńców. Przepięknie dociąża - bez obciążania.

*Dość łatwo się zmywa (no może nie aż tak łatwo, jak krokosz czy konopny), przeważnie jeden raz balsamem pottersa wystarczy, ale woda leci początkowo zielonawa, nie wystraszcie się :)

*Świetny stosunek ceny do objętości - za 250ml w auchanie dałam 22złote. Część już odlałam siostrze, bo gdzie ja to zużyję, najwyżej w kuchni czy do kąpieli albo do kremów :) W sklepach z półproduktami wyszłoby pewnie drożej.

*Lubię również używać go do pielęgnacji twarzy - na kroplę żelu hialuronowego daję 2 krople innego oleju + kroplę oleju z pestek dyni - ładnie wyrównuje koloryt skóry, pięknie wygładza i zmiękcza skórę, jest naprawdę odżywczy. Solo z żelem ha barwi moją jasną cerę, tak go zatem nie używam, jedynie w mieszance z innym olejem.


Tutaj moje zadowolone fale po oleju z pestek dyni:


Miałyście kochane przyjemność używać tego wspaniałeg oleju? Jak się u Was spisał? A może macie na niego chęć? Całuję:*

wtorek, 10 września 2013

Zrób to sam - Olejek do twarzy z 10% witaminą C

Hej hej Kochane :)
Tak dużo słyszymy o witaminie C. I ja już jakiś czas temu postanowiłam jej spróbować. Najpierw kupiłam najprostszą i najtańszą w formie pudrowej, już nie pamiętam w którym sklepie z półproduktami, ale mnie podrażniła. Postanowiłam zatem kupić witaminę C w formie olejowej - tak zwany tetraizopalmitynian askorbylu. Kupiłam go na mazidłach i ukręciłam swój bardzo prosty olejek :)





Przepis:
Przepis jest tutaj :) Najprościej rzecz ujmując, do 19.5ml dowolnego oleju, który nasza cera lubi, dodajemy tą małą próbkę 2g olejowej witaminy C. Ja odmierzam olej i wlewam do zdezynfekowanej szklanej zlewki, dodaję witaminę C, mieszam szklaną bagietką i przelewam wszystko do buteleczki z zakraplaczem (też z mazideł), tak najwygodniej mi jest olejku używać. Stosuję razem z żelem hialuronowym.


A jak olejek się spisuje na mojej cerze?
*na początku miałam wrażenie, że nie dzieje się nic, efekt jak po normalnym oleju (robię wersje na olejach owocowych: malina, truskawka, żurawina)
*pewnego dnia jednak (jakoś może po 2 miesiącach regularnego używania) patrzę w lustro dokładniej, a moja cera jest naprawdę bardziej promienna i rozjaśniona, taka jednolita; wiele osób wtedy zwracało mi uwagę, że wyglądam tak promiennie, sama tego nie zauważałam, bo nie miałam czasu na siebie patrzeć :)
*wydaje mi się, że olejek regularnie stosowany (co 1-2 dni) ma pozytywny wpływ na naczynka, ale na pewno nie on sam sobie poradził z moją naczynkową cerą :)
*świetnie działał na ewentualne podrażnienia - sam czysty olej owocowy aż tak fajnie nie działał, więc to na pewno zasługa owej witaminki
*sam absolutnie nie podrażniał mojej wrażliwej cery, która lubi być kapryśna i podrażniona, chwała mu za to
*ma działanie antyoksydacyjne, ale tego nie zauważymy gołym okiem, wierzę, że między innymi dzięki niemu moja cera za kilka-kilkanaście lat będzie wyglądać młodziej i piękniej ;)
*olejek jest bardzo wydajny, cena też nie odstrasza, a działanie na pewno nam to wynagrodzi
*swój olejek przechowuję w lodówce, a o dacie ważności decyduje zarówno data przydatności olejku, jak i witaminy C (informacje te są podane na etykiecie, jeśli kupimy produkty w sklepie z półproduktami)


Tutaj regularnie używałam olejku, faktycznie cera była jakby ładniejsza :)

Używałyście już serum bądź olejku z witaminą C? Jak spisała się u Was forma pudrowa, a jak olejowa? A może skusicie się na ten bardzo prosty olejek? Naprawdę warto :) Całuję :*

poniedziałek, 9 września 2013

Jak domowa wcierka spisała się na moim skalpie?

Hej hej Kochane :)
Miesiąc temu pisałam tutaj o domowej wcierce, którą regularnie wcierałam w skórę głowy. Liczyłam na szybszy porost włosów i zahamowanie wypadania. Jak wcierka spisała się na mojej wybrednej skórze głowy? Przeczytajcie :)




*Wcierka naprawdę przyspieszyła bardzo zauważalnie porost włosów - nie mierzyłam ich, nie mam też zdjęć porównawczych, bo zawsze inaczej się podkręcają albo wywijają, ale kilka osób to zauważyło, ja sama widzę, że przez ten miesiąc regularnego wcierania co 2 dni - włosy bardzo urosły, a był króciutkie do ramion po sierpniowym ścięciu.

*Zahamowała zauważalnie wypadanie, które e nawiedziło mnie znowu, zaczęłam znowu widywać w wannie całe kępki włosów, teraz w czasie mycia wypada zdrowo około 10-15 włosów.

*Niestety - mimo dbania o regularne nawilżanie skóry głowy - bardzo podrażniła skalp, zrobiłam ją na wcierce farmona radical z alkoholem, która już raz solo też mnie podrażniła. Skalp swędział, ja mimowolnie drapałam, robiły się strupki, wcierkę musiałam odstawić i już nie odważę się jej teraz użyć. Ratuje mnie olejek green pharmacy przeciwłupieżowy, po 3 aplikacjach skalp jest prawie jak nowy.

Może spróbuję jeszcze czegoś bez alkoholu, ale na razie mam dość domowych eksperymentów, a na porost regularnie piję pokrzywę i siemię lniane :)


Też spotkało Was podrażnienie ze strony domowej wcierki, czy tylko ja zaczynam mieć taki wrażliwy skalp? :( Całuję :*

piątek, 6 września 2013

Arganowa maseczka do włosów - bubelek od joanny

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj recenzja maseczki arganowej z joanny. Sama bym jej nie kupiła ze względu na skład, spodziewałam się, że moje fale z pewnością jej nie polubią. Jednak jedną tubkę dostałam w prezencie od koleżanki, a w niedługim czasie jeszcze odlewkę ;) No to sobie myślę - maseczka idzie na pierwszy ogień, żeby jak najszybciej ją wykończyć. Na szczęście jest koszmarnie niewydajna i wystarczyła mi na 10 użyć :) Zapraszam do przeczytania recenzji.


Skład:
Nie zrobiłam zdjęcia opakowaniu przed wyrzuceniem, ale udało mi się zrobić zdjęcie składu :) Po wodzie i 2 emolientach mamy parafinę, lżejszy silikon, olej kokosowy, glicerynę, nieco dalej tytułowy olej arganowy,  jest też polyquaternium i alkohol izopropylowy - potencjalny wysuszacz. Joanna lubi go dodawać do swoich odżywek i masek.


Opakowanie:
Estetyczna tuba, pod światło widać ubytek kosmetyku jako tako. Trochę za mały otworek jak na dość gęstą konsystencję kosmetyku.

Konsystencja:
Gęsta, ale ładnie rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich. Jednak jak nałożę za mało, efektu praktycznie brak, muszę dać jej nieco więcej, ale też nie przedobrzyć, żeby nie chodzić z przyklapem stulecia :)

Zapach:
Bardzo lubię zapach tej serii - słodki, ciepły, otulający, idealne na jesień i zimę. Czuć go było jeszcze delikatnie chwilkę na włosach po zmyciu maseczki.

Działanie:
Jeśli ktoś zna moje włosy, wie, że mieszanka parafiny, silikonu, polyquaternium i oleju kokosowego nie zadziała dobrze na moje fale - i tak też było :) Po 1 użyciu nie było tak źle, zwłaszcza że wcześniej włosy oczyściłam szamponem z barwy. Włosy były miękkie, gładkie, choć już pod wieczór się strączkowały. Po kolejnych użyciach zaczęły się puszyć, jeszcze bardziej strączkować i kłapać. Praktycznie po każdym użyciu maseczki musiałam je oczyszczać chociaż szamponem z hippa, inaczej do niczego się nie nadawały. Skręt - baaardzo słaby, ale tak mam, jak coś mnie mocno obciąży. Ale za to maseczka może spisać się u osób, które lubią, jak maska prostuje włosy. Szkoda tylko, że to obciążenie... Na szczęście tubka starczyła mi na jakieś 10 użyć, a to bardzo słaby wynik jak na mnie ;) Podejrzewam, że będzie koszmarnie niewydajna dla włosów długich i gęstych, zwłaszcza że trzeba jej nałożyć nieco więcej, by cokolwiek poczuć.


Skusiłyście się na tą maseczkę? A może na odżywkę z tej serii, o której pisałam tutaj. Zauważyłam, że olej arganowy robi teraz karierę, cały czas powstają coraz to nowe kosmetyki z tym właśnie olejem.
Całuję :*




czwartek, 5 września 2013

Olejek łopianowy przeciwłupieżowy z Green Phamacy - ukojenie dla mojej skóry głowy

Hej hej Kochane :)
O olejkach Green Pharmacy słyszeli chyba już wszyscy. Moja wersja przeciwłupieżowa z olejkami eterycznymi błyskawicznie ratuje mój skalp, kiedy dopadnie go podrażnienie, przesuszenie czy łupież. Zapraszam Was dzisiaj na recenzję owego olejku :)





Skład:
Skład: Vegetable Oil, SC-CO2-extract Arctium Lappa (Burdock) , Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Essential Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Essential Oil, BHT.

Skład jest krótki, widzimy olej roślinny (czyżby słonecznik?), dalej ekstrakt z łopianu, 2 olejki eteryczne - z drzewa herbacianego i rozmarynowy oraz konserwant.

Opakowanie:
Całe mam utłuszczone, ale z ja tak mam już z olejkami :) Ciemna, plastikowa buteleczka z naklejką. Nie mam mu nic do zarzucenia. Jedynie otworek w buteleczce jest deczko za duży i czasem lubi się wylać za dużo olejku.

Konsystencja i zapach:
Konsystencja bardzo fajna, niezbyt gęsta i niezbyt rzadka, taka w sam raz do nakładania na skórę głowy. Zapach dla mnie piękny, intensywny, czuć te olejki eteryczne. Mi zapach przypomina trochę taką roślinkę, potocznie zwaną anginką, mama zawsze hodowała ją, jak byłam młodsza :)

Działanie:
Jak go używam? Trochę olejku wylewam na szklany spodeczek i podgrzewam na kubku świeżo zaparzonej herbatki z pokrzywy. Kiedy olejek już się ogrzeje (ale nie tak, żeby parzył), robię przedziałki i wmasowuję w skórę głowy. Ukojenie czuję momentalnie, nie wiem, czy to moje placebo, czy naprawdę od razu koi :) W każdym razie, zawsze przynosi mi ulgę, kiedy wysuszę czy podrażnię skórę głowy - 2-3 aplikacje na całą noc i skalp jest jak nowy. Radzi sobie także z suchym łupieżem. Trochę ciężko się zmywa, muszę myć dokładnie 2 razy odżywką bądź szamponem. Nie wiem, czy miał wpływ na porost włosów, nie obserwowałam tego :) Ale może wersja z czerwoną papryczką czy skrzypem coś poradzi i przyspieszy porost.

Bardzo polecam Wam go kochane na wszelkie podrażnienia skóry głowy, radzi sobie rewelacyjnie. Miałyście któryś z olejków GP? Polecicie jeszcze jakiś? Całuję :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...