sobota, 18 marca 2017

Dzień dla włosów: Bad Hair Day - kozieradka, peeling skóry głowy i odżywka profesjonalna bielendy

Witajcie Kochani :)
Chciałabym Wam przedstawić dzisiaj kolejny dzień dla włosów, tym razem mój klasyczny Bad Hair Day, który sobie zmalowałam na własne życzenie ;) Znowu spotkało mnie przenawilżenie, nie wiem, co ja się tak ostatnio na te nawilżacze uparłam, chyba mam za mało czysto emolientowych produktów. Wczoraj pokazywałam Wam na instagramie całkiem przyjemny, włosowy dzień z maseczką Anwen. Maseczka ta jest jednak naprawdę bardzo mocno nawilżająca, z pewnością nie powinnam używać jej częściej, niż raz na tydzień. Wszystko byłoby dobrze, gdybym w czasie dzisiejszego mycia zaaplikowała włosom więcej emolientów oraz protein, z niewielką bądź minimalną ilością nawilżaczy. A mądra Kasia co zrobiła? :D A no nałożyła odżywkę profesjonalną bielendy do włosów suchych i zniszczonych, która faktycznie ma i emolienty i keratynę, ale dalej w składzie, a tuż po wodzie jest masa nawilżającego panthenolu. No i skończyło się tak, jak się skończyło, zobaczcie małą katastrofę ;)




Wcierka: kozieradka
Mycie: Natura Siberica scrub do skóry głowy
Odżywianie: odżywka profesjonalna bielenda do włosów suchych i zniszczonych
Odżywka b/s: kallos multivitamin
Stylizacja: żel syoss men power hold


Zaczynam coś tam wcierać, zobaczymy, ile wytrwam :D Na 2 godzinki przed myciem na skórze głowy wylądowała wcierka z kozieradki.  Potem wzięłam się za mycie. Długie miesiące nie robiłam już peelingu, a dostałam od Kochanej Ani odlewkę scrubu do skóry głowy Natura Siberica. Nałożyłam zatem niewielką ilość, starałam się, aby większość wylądowała właśnie na skórze głowy. Powiem Wam, że pieni się jak szalony. Drobinek nie jest bardzo wiele i nie są jakoś bardzo drapiące, ale całkiem przyjemnie odświeżyły skórę głowy, czułam nawet taki delikatny chłodek, zostawiłam scrub na jakieś 2 minuty. Spływająca piana zmyła resztę włosów, nie musiałam już używać dodatkowo szamponu. Następnie nałożyłam porcję odżywki profesjonalnej bielendy do włosów suchych i zniszczonych - TUTAJ pokazywałam Wam ją na moim instagramie. Potrzymałam ją dosłownie 10 minut, po czym spłukałam. W bardzo mokre włosy wgniotłam 3 groszki lekko rozwodnionego kallosa multivitamin. Rozczesałam włosy i wgniotłam 3 groszki ulubionego żelu syoss men power hold. Wysuszyłam włosy suszarką z dyfuzorem, ale już w czasie suszeniu widziałam, że nie będzie najlepiej. No zobaczcie, co to się podziało.Zdjęcie wyżej i to niżej - bez lampy, w świetle naturalnym. Z lampą wyglądały dużo lepiej, a chciałam Wam pokazać prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, a nie ulepszony lampą ;)


Lekko klejący puch, strączki na końcach i włosy ciągnące się jak guma - czyli moje klasyczne przenawilżenie ;) O dziwo - nawet się skręciły. Dwa poprzednie przypadki, kiedy udało mi się włosy przenawilżyć pokazywałam Wam już TUTAJ oraz TUTAJ. Ogólnie to ja tą odżywkę bielendy naprawdę lubię, kiedy jednak mądrze jej użyję. Ostatnio wszędzie znowu były nawilżacze, a widzę, że moje coraz zdrowsze włosy już tak wiele nawilżania nie potrzebują - chyba wprowadzę więcej jakiś programów minimum, szykuje się chyba kolejny przełom w pielęgnacji, ehh ;) Widzimy teraz, jak ważna jest równowaga między proteinami, emolientami i humektantami. Nawet na zdrowych włosach można osiągnąć klasyczny Bad Hair Day, jeśli przesadzimy z jedną grupą produktów, zaniedbując przy okazji pozostałe. O PEH-u pisałam ostatnio więcej TUTAJ oraz TUTAJ. Pewnie się dziwicie, po co pokazuję zdjęcie tak brzydkich włosów ;) A no po to, żeby pokazać, że można popełnić błędy i mieć złe włosowe dni nawet po latach pielęgnacji, jeśli coś się zaniedba albo o czymś zapomni. Ostatnio nie myśli mi się za dobrze, tak już mam w ciąży - ale jeszcze ponad miesiąc i może moje funkcje mózgowo-myślowe zaskoczą i wrócą ;)


Czekam na Ciebie na moim instagramie:


43 komentarze:

  1. Też czuję ten chłodek po użyciu scrubu, naprawdę go lubię! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Włoski proszą o proteinki.
    Kasiu czy włoski są coraz krótsze, czy to zdjęcie z boku powoduje taki odbiór?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podcinałam już dobrych kilka miesięcy ;) Są mocno wycieniowane z boku, dlatego pewnie takie wrażenie :) Niebawem przy jakiejś recenzji dam zdjęcie od tyłu, to zobaczysz sobie długość:)

      Usuń
  3. Dziękuję :)
    Kasiu zerknij może na http://kokardka-mysi.blogspot.com/2017/03/mae-zmiany-wielki-efekt.html?m=1
    A może czytałaś to już... To może się przydać falowanej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Kochana, nie widziałam tego wpisu :) Cuda po zastosowaniu protein, oj wyciągam więcej proteinowych kosmetyków, a chowam choć część nawilżających ;)

      Usuń
    2. Na zdrowie☺

      Usuń
    3. No to teraz dowaliłyście dziewczyny. Po przeczytaniu wpisu Mysi uważam, że nie wiem kompletnie jak pielęgnować swoje włosy. Miałam wiedzę na ten temat usystematyzowaną w swojej głowie, ale po tym wpisie czuję się całkowicie zagubiona w temacie. Zastanawiam się czy Mysie na oko już wie, co dolega włosom, czy jednak przeprowadza z klientami wywiad i na tej podstawie wie, co doprowadziło ich włosy do danego stanu. Bo gdyby klientki wiedziały, że np. zastosowały za dużo nawilżaczy to by zaprzestały, więc ona chyba same nie wiedzą, czym się tak urządziły i Mysia chyba musi to robić na oko. W 1 wypadku ja osobiście bym sądziła, że włosy są za suche a nie spuszone od nadmiaru nawilżaczy (tak byłoby u mnie). W 2 przypadku do głowy by mi nie przyszło, że przeproteinowanie całkiem zmienia kształt loków, już prędzej bym powiedziała, że za dużo protein to włosy się puszą a spuszone skrętu nie chcą trzymać - też by tak u mnie było. Ale wcale nie twierdzę, że Mysia się nie zna. Po prostu dlatego właśnie tak ciężko mi teraz dobrać pielęgnację do swoich włosów, teraz to w ogóle nie wiem co jest dla nich dobre.No i moim zdaniem te loki po metamorfozie we wszystkich wypadkach nie wyglądają naturalnie, tylko jakby robione na lokówce, skręt jest bardzo równomierny, co jest charakterytyczne dla loków, które nie są dziełem natury, choć wiem, że wśród naturalnych kręconowłosych zdarzają się bardziej i mniej regularne rodzaje skrętu. Sama po tej lekturze doszłam do wniosku, że CHYBA stosuję za dużo emolientów i przez to moje włosy są za miękkie i nie chcą trzymać skrętu, ale bez nich moje włosy tak się puszą, że nazwać je sianem to mało, więc muszę stosować emolienty. Znowu za dużo i za często protein to się boję przeproteinowania, proteiny lubią mi włosy wysuszyć i spuszyć naturalne i tak już siano, więc czuje się jak w ciemnej uliczce pielęgnacji włosów - nie wiem którędy pójść.

      Usuń
    4. No powiem Ci, że Mysia super to rozpoznaje ☺ ja sama po tych niektórych zdjęciach nie zorientowałabym się do końca, czego włosom trzeba. Myślę, że tu też dużo robi wywiad z klientką ☺wiem Kochana, że masz ciężkie włoski w pielęgnacji 😐

      Usuń
    5. Anonimku a napisz mi jeszcze - czy zdarzyło Ci się takie przeproteinowanie, czy obawiasz się tych protein, ale jeszcze się nie przeproteinowałaś? No i jakich protein używasz, bo to też ma znaczenie. Zainspirowałam się tym wpisem Mysi, sama zauważyłam u siebie też, że nie za fajnie jest wpaść w samo nawilżająco-emolientowe koło, może u Ciebie też by to pomogło.

      Usuń
    6. Co najmniej raz zdarzyło mi się przeproteinowanie. Używałam wtedy raz na tydzień maski z proteinami a w tygodniu masek bez protein. No i w tej masce pamiętam były na 3 miejscu w składzie proteiny jedwabiu (nie lubię ich, ale dostałam litr maski w prezencie i trzeba było jakoś ją zużyć). Sama maska z proteinami nigdy mi jednak skrętu nie podkreśla, dopiera jak dokapię proteinek półproduktowych. I dokapałam do wielkiej porcji tej proteinowej maski (myślę, że to było nawet ok 60 ml, bo wtedy tyle maski zużywałam) zaledwie 0,2 ml keratyny. I już było przeproteinowanie. Oczywiście kilka myć mi zajęło, zanim włosy doszły do siebie. Może faktycznie powinnam więcej protein, alebo nawet co mycie, tylko w mniejszych ilościach. Mogę popróbować, mimo, że i tak się tego przeproteinowania obawiam, jeśli nie od razu to po jakimś czasie.

      Usuń
    7. A to też może być kwestia tych protein jedwabiu - zwłaszcza, że bardzo wysoko w składzie były. Mnie też bardzo rzadko jedwab służy, ale już np. z keratyną czy proteinami pszenicy jest zupełnie inaczej. Albo z kolagenem i elastyną. Faktycznie niewiele tej keratyny dokapałaś, ale kto wie, czy to nie wystarczyło. Albo keratyna też nie dla Ciebie? A jak po proteinach mlecznych, taki np. kallos milk może? :)

      Albo częściej, ale właśnie w mniejszych ilościach. Ciężko jest rozkminić, jak z tymi proteinami, jak już znajdziesz swój system, to łatwiej, ale zanim się go znajdzie, to trzeba czasu, sama tak miałam ;) Lubię proteiny często, ale w mniejszych ilościach w masce czy odżywce.

      Usuń
    8. Wydaje mi się, że keratyna chyba najlepiej mi służy, bo tylko po niej widzę poprawę skrętu - ale tylko gdy dodam ją jako półprodukt. Jeśli jest w składzie jakiejś maski, niezależnie od tego na którym miejscu to nigdy mi skrętu nie podbija. Próbowałam jeszcze jedwab w masce, nie jako półprodukt, ale coś go nie lubię, nawet nie umiem powiedzieć czemu, ale coś mi w nim nie pasuje, i raz maskę z proteinami owsa, kukurydzy i chyba soi, by może też i ryżu - taki mix, była tem też chyba keratyna i nawet ładnie działała ta maska, ale mimo, że też stosowałam tylko raz na tydzień potem już przestała dawać ładne efekty. Pamiętam jak pisałaś kiedyś, że włosy się do maski nie przyzwyczajają, tylko jak nie daje już efektów to jest inny powód, ale nie pamiętam już jaki ;). Innych protein nie stosowałam, bo gdzieś w necie znalazłam jakieś zestawienie, może u Anwen, ale nie pamiętam, było to dość dawno o tym jak dana proteina działa na włosy i było tam napisane, że inne albo słabiej podkreślają skręt albo ich działanie jest bardziej krórkotrwałe niż keratyny, więc nie chciałam już kombinować z innymi.

      Usuń
  4. A ja to nie rozumiem swoich włosów - stosuję swój rodzaj pielegnacji za każdym razem i czasem włosy są dość nawilżone, miłe w dotyku a niekiedy tak suche i szorstkie, że aż nieprzyjemnie ich dotykać. Nie mam pojęcie od czego to zależy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie ma to jakiegoś związku z pogodą na przykład? ☺

      Usuń
    2. Tak myślałam, ale chyba nie. Bo były dni, gdzie był np, bardzo niski punkt rosy, zły dla włosów a moje włosy miały się dobrze aż się dziwiłam jak to możliwe przy takim punkcie rosy. A innym razem punk rosy był optymalny a moje włosy wyglądały tragicznie, więc tym ciężej mi rozpoznać co u nich powoduje takie zmiany.

      Usuń
    3. A może to właśnie ta zachwiana równowaga PEH? W moim przypadku właśnie lubi tak być - zastosuję przez 2-3 mycia nawilżająco-emolientową pielęgnację, jest pięknie i brnę w to dalej. A potem coraz gorzej, aż nie oczyszczę włosów i nie zastosuję protein. A jaki masz schemat mniej więcej? :)

      Usuń
    4. Bardzo możliwe, jednak jeśli tak, to za Chiny Ludowe tej równowagi znaleźć u siebie nie umiem, a próbowałam już różnych konfiguracji. Obecnie mam taki schemat: olej w celu zabezpieczenia długości przed SLSem, ale to na max 10 min., wiec to nie takie typowe olejowanie, ale jednak emolienty. Potem maska, co ma oleje i nawilżacze ale jakoś nie ogromnie dużo i w weekend to samo, tylko wówczas maska z proteinami. I do każdej maski dodaję 1% panthenolu,bo kręcone włosy stale trzeba nawilżać, z 2 str to taka mała ilość nawilżacza, że chyba mnie nie przenawilży.

      Usuń
    5. A może jednak ten panthenol niepotrzebnie? :) Kręcone faktycznie suche lubią być zaraz, ale czasem ten nawilżacz może zrobić jeszcze więcej złego ;)

      Usuń
    6. No powiem Ci Kasiu, że panthenol to używałam w różnych konfiguracjach - zarówno 5% (tak maksymalnie dopuszcza producent), jak i 4% itd, był czas, że nie używałam go wcale i jeśli chodzi o to jakie włosy były w dotyku lub wyglądzie po różnych dawkach panthenolu lub bez niego to nie widzę najmniejszej różnicy. Stosuję go tylko dlatego, że mam bardzo suche włosy i nie chcę zaniedbac nawilżania w równowadze PEH, żeby bez tego nie było jeszcze gorzej, ale jakichś wymiernych efektów to nie widzę.

      Usuń
    7. A to jeśli nie widzisz różnicy z tym dokapywanym panthenolem, a bez niego, to spróbuj go na razie odłożyć. Ostatnio troszkę inaczej na te nawilżacze patrzą i czasem właśnie co za dużo, to niezdrowo ;) Zwłaszcza, że piszesz, że większej różnicy nie widzisz ;)

      "Potem maska, co ma oleje i nawilżacze ale jakoś nie ogromnie dużo i w weekend to samo, tylko wówczas maska z proteinami" --> napisz mi Kochana, jakie to dokładnie maski :)

      Usuń
    8. A to różne, bo nawet jak jakaś maska mi posłuży,to ja nie lubię do niej wracać tylko z tego powodu, że uwielbiam testować nowe produkty a tyle masek czeka na przetestowanie jeszcze (tzn. tyle jest do kupienia, które mam na oku). Ale obecnie w tygodniu to jest maska Inebrya Curly Plus (ta nowa wersja do włosów kręconych,bo wiem, że jest jeszcze stara w niebieskim opakowaniu, więc to nie ta, moja jest w jasnobrązowym). A keratynowe maski, które stosuję raz w tygodniu to też lubię zmieniać, ostatnio stosuję Ziaję Kurację Kaszmirową, wiem, że tam bardzo mało keratynki, ale i tak zostało mi tej maski jeszcze na 1 użycie w ten weekend i będę musiała kupić jakąś inną.

      Usuń
    9. "Pamiętam jak pisałaś kiedyś, że włosy się do maski nie przyzwyczajają, tylko jak nie daje już efektów to jest inny powód, ale nie pamiętam już jaki ;)" - tak mi się wydaje właśnie :) Po prostu maseczka może nie dawać takich efektów, bo zaburzona może być równowaga PEH. Choć i są osoby, które mówią, że im się maseczki przejadają, sama nie wiem ;)


      No ta kaszmirowa tych protein faktycznie ma niewiele, już jestem tego pewna, niedługo szykuję recenzję ;) A może jednak w takim przypadku są trochę przenawilżone (maska inebrya i ten pahtnenol dokapywany),a jak proteinek jest niewiele, to się właśnie przenawilżyły? Coś mocniej proteinowego by się przydało, próbowałaś Kochana Dr. Sante z arganem, bo nie pamiętam? Albo biovaxa z keratyną?

      Usuń
    10. Powiem Ci Kasiu, że nawet jak stosowałam końskie dawki panthenolu to nigdy nie miałam objawów przenawilżenia, a włosy mam suche bardzo, więc sądziłam, że po prostu wszystko je za słabo nawilża, nawet nawilżające maski z dokapywanym panthenolem. Ale jak przeczytałam ten artykuł Mysi co tu Czytelniczka wyżej wkleiła i jej arytykuł o włosach szklistych to cos innego mi przyszło na myśl, choć wcale nie jestem pewna, czy idę w dobrym kierunku. Dla mnie wszystko było za słabe: ile bym nie dała oleju i nawilżaczy, włosy jak były spuszone tak spuszone zostały i suche jak na początku. Są tak spuszone, że kompletnie nie trzymają skrętu. Tu pomagała tylko dokapywana keratyna - maski, choćby bardzo proteinowe nigdy mi skrętu nie podbijały, a ja nie stosowałam dokapywania często, tylko raz na ruski rok, bo bałam się przeproteinowania, a żeby im dostarczyć budulca w postaci protein zadowolałam się maską proteinową raz w tygodniu. Ale teraz tak myślę, że Mysia w artykule o włosach szklistych pisała, aby usztywnić je proteinami a potem zmiękczyć emolientami i tak co mycie. Nie bardzo zrozumiałam logikę tego i nadal nie bardzo rozumiem, gdyż jak dla mnie w końcu to doprowadzi do prezprosteinowania. Ale może warto spróbowac? Już tylu rzeczy próbowałam, że chyba tylko to zostało. Tylko mam nadzieję, że kolejność jest tu dowolna, bo ja najpierw muszę zmiękczyć puch, który i tak nie trzyma kształtu olejem, aby zabezpieczyć włosy przed SLS. I myslałam, aby potem usztywniać proteinami. Może te włos mają faktycznie za mało budulca i dlatego kształtu nie trzymają? Tylko widze, że w takim razie u mnie trzeba chyba końskich dawek keratyny. Już 2 pod rząd mycia tak robiłam na każde 5 ml maski 1 kropla keratny, ale to nic nie dało, potem 2 krople i mimo iż po tym włosy już były w dotyku suche, sztywne to wciąż nie trzymają kształtu. Więc zamierzam co każde mycie zwiększać o 1 kroplę na 5 ml maski ale nie mam pojęcia czy nie zaszkodzę sobie jeszcze bardziej a efektu i tak nie będzie. Ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Używam maski bez protein i dokapuję jej. Nie wiem, czy mam włosy szkliste - nie spełniają wszystkich kryteriów włosów szklistych, ale niektóre tak.

      Usuń
    11. Spróbuj Kochana tego, co pisała Mysia. Ona ma dużo większe doświadczenie, dziennie zajmuje się taką ilością włosów. Ja patrzę głównie po sobie i Czytelniczkach i na pewno mniej widziałam i próbowałam :)

      Też nie do końca rozumiem tej kolejności, ale może faktycznie to zadziała ;) A nawet jeśli się przeproteinują, to raczej da się to odwrócić, więc warto próbować. Kropelka keratyny na 5ml maseczki to nie tak dużo, ja na taką ilość dawałam z 5 :) Może Tobie nawet więcej się spisze.

      Z przenawilżeniem to też jest tak, że niektóre włosy mają inne objawy tego, niż moje. Bo przeważnie piszą, że są mokre, ciągnące, postrączkowane. A u mnie taki gumowy, klejący puch, troszkę coś innego ;)

      SPróbuj tej Mysiowej metody i zdaj relację - też bardzo mnie zaintrygował ten artykuł i kombinuję więcej z proteinami, bo strasznie w emolienty poszłam i wcale tak dobrze się to nie skońcyzło ;)

      Usuń
    12. W humektanty poszłam, nie w emolienty, pomyliło mi się ;) Zdawaj relację Kochana, jak to będzie u Ciebie. I spróbowałabym u Ciebie maseczki Dr. Sante z arganem jako proteinówki :)

      Usuń
  5. Moglaby Kasia trochę schudnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, poprawiłeś mi Anonimku humor ☺ znasz jakąś dietę cud, którą dobrze stosować w ciąży? Oczywiście mam nadzieję, że czuć moją ironię 😊 dużo uśmiechu życzę i więcej przyjaźni dla własnej osoby, żeby nie musieć wypisywać takich rzeczy i robić sobie chwilowo dobrze.

      Usuń
    2. Anonimku, ale może ona dobrze czuje się ze sobą taka, jaka jest, więc dlaczego miałaby się dostosowywać do życzeń innych?

      Usuń
    3. Kasiu brawo za takie podejście, niewielu ludzi ma takie w dzisiejszych czasach. Wiesz, że dla nas jesteś piękna, a dla mnie osobiście masz także piękne wnętrze. A taki, co by każdemu dogodził się jeszcze nie urodził, nie ma ludzi, co by się podobali każdemu, najważniejsze, że my Cię kochamy.

      Usuń
  6. na szczęście moje włosy mają ostatnio mają GHD:) A było tak kiedyś że bad hair day to była moja codzienność;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem Ci, że jak na Bad Hair Day, to Twoje włoski wyglądają całkiem nieźle. :) U mnie w takie dni, to jest jakaś totalna tragedia. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? To co ja mam powiedzieć, ja mam bad hair day całe życie ;).

      Usuń
  8. Moim zdaniem nawet nędza i rozpacz u Ciebie wygląda naprawdę dobrze :)
    U mnie dziś było na odwrót - puch puchem puch poganiał :D
    Ale przynajmniej miałam szałową objętość ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie super Kasiu, że pokazujesz- nam wszystkim Bad Hair Day się zdarza i ja zawsze zadaje sobie pytanie- jak to możliwe przecież tak się staram, dbam a one tak mi się odwdzięczają? A wrzucając swoje fotki pocieszasz Włosomaniaczki, że to się zdarza najlepszym ;)
    Mam takie pytanie dotyczące kwasu hialuronowgo- kupiłam go ostatnio w ZSK, zrobiłam kilka kosmetyków z Twoich przepisów i zauważyłam, że codziennie w któryms z moich produktów jest- w porannym serum z olejem i panthenolem, w toniku z mocznikiem i glukonolaktonem, a wieczorem w serum na naczyńka czy w kremie. I moje pytanie- czy to nie za dużo? Nie chciałabym (patrząc jak się czasem zdarza zrobić na głowie) chcieć zrobić dobrze, a tak naprawdę zaszkodzić. Dodam, że mam 24 lata, cerę normalną/suchą i kilka naczynek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to tak bezpieczna substancja, że nic złego nie powinna zrobić :) Sama bardzo długo codziennie go używałam i nic złego się nie działo ;)

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)