Przeproteinowanie włosów - jak do niego nie doprowadzić i jak z niego wybrnąć

Witajcie Kochani :)
Chwaliłam Wam się już na instagramie filmikiem, w którym mój Mały Kawaler wreszcie postawił samodzielnie pierwsze kroczki bez trzymanki ;) A wiecie, co to oznacza? Mało czasu dla mamy, oj tak ;) Udało mi się jednak przygotować dla Was wpis o przeproteinowaniu włosów - jak do niego nie doprowadzić i co zrobić, jeśli już nam się przydarzyło. Podobny wpis powstał w maju, z tym, że tematem głównym było przenawilżenie włosów - KLIK KLIK.




1. Jak wyglądają włosy przeproteinowane?
Mam zdjęcia z 2015 roku, z moich zapisków z tamtego okresu wynika, iż niemalże co 2 mycie stosowałam produkty z keratyną hydrolizowaną, często dokapywałam także keratynę do proteinowych masek z buteleczki. Zaniedbałam przy tym dość mocno nawilżacze i troszkę emolienty, co doprowadziło do klasycznego przeproteinowania. Włosy przeproteinowane - suche, szeleszczą w dłoniach, kruche, łamliwe. Jeśli szybko to wykryjemy - uda się wszystko uratować kilkoma nawilżająco-emolientowymi myciami. Jeśli jednak stosujemy takie mocno proteinowe ,regenerujące kosmetyki np. przez miesiąc, możliwe, że część włosów, a zwłaszcza wrażliwszych końcówek będzie musiała iść pod nożyczki.



3. Jak nie doprowadzić do przeproteinowania włosów?
*Najlepiej poznać troszkę składy i zorientować się, gdzie mamy proteiny. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej niebezpieczna jest keratyna hydrolizowana - w ogóle proteiny hydrolizowane łatwiej przeproteinują nam włosy, niż np. takie żółtko czy spirulina. Choć z tymi drugimi w nadmiarze też lepiej uważać. Proteiny najlepiej stosować co 3-4 mycie, nie zapominając o nawilżaczach i emolientach. Uważajmy na keratynę. Najlepiej poznać potrzeby swoich włosów - sama teraz stosuję jedną bombę proteinową w tygodniu - do proteinowej maski dodaję jeszcze kilka kropel keratyny hydrolizowanej, coś nawilżającego (np. żel lniany, aloes, panthenol) i kilka kropel oleju. Dla jednych włosów to będzie idealny przepis, dla innych zbyt dużo protein. Trzeba obserwować, jak często nasze włosy dobrze przyjmują proteiny, a kiedy zaczynają robić się niebezpiecznie suche i kruche. No i proteinki zawsze w nawilżająco-emolientowym towarzystwie, to znacznie zmniejsza ryzyko przeproteinowania włosów.

*Na co zwłaszcza należy uważać? Zwracajmy uwagę na tak zwane odżywki w sprayu, które ułatwiają rozczesywanie włosów. Zwłaszcza mgiełki gliss-kura obfitują w keratynę, chyba nawet wszystkie. Są osoby, które używają takich produktów po każdym myciu. Spotkałam się z tym już w kilkunastu przypadkach, sami mi o tym pisaliście :) Zwróciłam uwagę na te mgiełki, zostały odstawione, cała pielęgnacja też została zmieniona i włosy przeważnie za jakiś czas były w dużo lepszej kondycji. Uważajmy także na stylizatory (to głównie w przypadku fal i loków), niektóre żele, kremy czy mleczka do loków też mają proteiny. Tych produktów już nie spłukujemy i jest większe ryzyko przeproteinowania, niż w przypadku produktu, który należy spłukać.


Tutaj jeszcze jedno zdjęcie moich przeproteinowanych włosów, na zdjęciu nie wyglądają tak źle, w dotyku był straszne - szeleszczące, suche jak najwyższej jakości siano ;)


3. Jak wybrnąć z przeproteinowania?
W najgorszym wypadku, jeśli przez kilka tygodni używaliśmy protein na już przeproteinowanych włosach - trzeba będzie ściąć przynajmniej końcówki. Ale w większości przypadków da się bez tego obejść, jeśli zniszczenia nie są za duże, a włosy są jedynie bardzo suche i szeleszczą w dotyku jak siano. Tutaj koniecznie trzeba wprowadzić do pielęgnacji  nawilżacze i emolienty. Olejowanie na nawilżający podkład, później mycie maską lub delikatnym szamponem, a po wszystkim jeszcze mocno emolientowa maska powinny pomóc, do tego najlepiej serum silikonowe na końcówki. Kilka takich myć i włosy powinny zachowywać się i wyglądać dużo lepiej. Przyda się wtedy mój plan pielęgnacji do włosów suchych KLIK KLIK. Moje włosy po 4 takich myciach emolientowo-nawilżających po przeproteinowaniu prezentowały się już tak:



Włosy przeproteinowałam tylko raz, od tamtej pory bacznie zwracam uwagę na to, żeby nie szaleć tak z keratyną ;) A jak było u Was? Całuję :*

6 komentarzy:

  1. Mam dokładnie odwrotny problem - moje włosy są bardzo odporne na ten składnik i bez "proteinowych bom" na zmianę z małym dodatkiem keratyny do odżywek (w sumie proteiny przy każdym myciu) wyglądają strasznie i bardzo, bardzo łatwo je przenawilżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje włosy też uwielbiają proteiny. Keratynę hydrolizowaną mogę dodawać właściwie do każdej odżywki i maski, myję włosy szamponem z proteinami. Tylko wtedy mają fajny skręt, są puszyste i błyszczące. Proteiny odstawiam zaledwie na jedno mycie na kilka.

      Usuń
    2. Ja też tak mam, proteiny muszę mieć w masce po każdym myciu, oczywiście w odpowiednim towarzystwie EH i odpowiednich ilościach, nie mogą być to końskie dawki. Także to, co pisze tu Kasia u mnie kompletnie się nie sprawdza.

      Usuń
    3. Oczywiście co włos to opinia :) Pamiętam, jak sama przez jakiś może 1 rok pielęgnacji również bardzo często używałam protein, co każde mycie, czasem co dwa, razem z E i H - i tak było idealnie ;)

      Usuń
  2. Kasia czy moglabyś mi pomóc, czy ta odzywka ma proteinwy skład? https://www.e-zikoapteka.pl/palmers-coconut-odzywka-rewitalizujaca-250ml.html A także jaki skład ma ta maska: http://babuszkaagafia.pl/babuszka-agafia-lopianowa-wzmacniajaca-maska-do-wlosow-300ml-p-2339.html dziękuje i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odżywka palmers ma aminokwasy jedwabiu, czyli jest proteinowa :)
      Babuszka agafia E-H, ale otręby owsiane mogą mieć troszeczkę protein.

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)