Dr. Sante - Maska do włosów z olejem makadamia

Witajcie Kochani :)
Z ostatnich wiadomości - miałam kryzys i musiałam zmienić coś w wyglądzie - myślę, że młode mamy wiedzą, o co chodzi ;) Padło na włosy, a jakże. Od kilku dni mam włosy w kolorze bordowym. Zastanawiałam się, czy kolor złapie po hennie. Odrosty bardzo mocno złapały i wyglądają pięknie, długość troszkę gorzej, ale i tak kolor jest dość intensywny. Niebawem porobię zdjęcia, jak będzie więcej słoneczka i pochwalę się ;) Dwa zdjęcia pokazywałam już na  instagramie: KLIK oraz KLIK. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o maseczce Dr. Sante z olejem makadamia.


Skład:
W składzie zaraz po wodzie widzimy emolient, antystatyk, emulgator, silikon, oblepiaczo-kondycjoner, emolient, oleje: makadamia, kokosowy, moringa. Dalej ekstrakt z gardenii, hydrolizowane proteiny sojowe, hydrolizowana keratyna. Następnie silikon, oblepiaczo-kondycjoner, kwas mlekowy i zapach. Skład mocno emolientowy, z dodatkiem protein. Maseczka nie jest zgodna z metodą curly girl.



Konsystencja i zapach:
Maseczka pachnie bardzo słodko, z lekką kwiatową nutką. Zapach jest bardzo ładny, nie czuć go na włosach po umyciu.  Konsystencja jest gęsta, kremowa, świetnie nakłada się na włosy.


Działanie:
O ile maseczkę Dr. Sante z olejem arganowym kochałam miłością wierną i oddaną - KLIK RECENZJA, tak tutaj muszę być bardziej ostrożna. Maseczka z makadamią potrafi przesuszyć moje włosy, jeśli używam jej zbyt często. Być może przyczyną jest to, że w składzie praktycznie nie ma nawilżaczy, które to występowały w wersji z olejem arganowym, za to jest sporo protein. Makadamia bardzo ładnie podkreśla skręt moich włosów, świetnie dociąża, włosy jednak nie są obciążone i pozbawione objętości. Muszę uważać, żeby nie używać jej zbyt często - tak raz na 10 dni jest optymalnie. Unikam w międzyczasie innych protein. Czuję, że jest ich tutaj naprawdę sporo. Jeśli marzą mi się ładne, dociążone fale, a wcześniej przez kilka myć stroniłam od protein - maseczka ta będzie strzałem w 10. Jednak jak już wspominałam - nie za często ;)


Tutaj moje fale po porządnym doproteinowaniu Doktorem Sante, zdjęcie bez lampy:


Znacie te maseczki? Są jeszcze litrowe opakowania, ja chyba zużywałabym taki litr rok albo dłużej :) Całuję :*

6 komentarzy:

  1. Znam, używałam wszystkich 3 z tej firmy i żadna mnie nie zachwyciła, nie pomagają rozczesać, co dla mnie jest minimum jakie maska czy odzywka powinna spełniać, nie poprawiały kondycji, takie nic. Nie dociażały, nie poprawiały skrętu. No jedyny plus tak na siłę jaki mogłabym wymienić to fajna konsystencja, ale to trochę mało, żeby kupować maskę ;). Zapach też nie rzucił mnie na kolana, owszem nie śmierdzi jak niektóre maski np. Kallos Blueberry, ale znam maski o o wiele piękniejszym zapachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no sam zapach to za mało niestety ;) Szkoda, że nawet skrętu nie poprawiły, bo to już zawsze coś w przypadku falowanych czy kręconych. Mam nadzieję, że tylko nie kupiłaś tych litrowych, bo jak się trafi litrowy bubelek, to dopiero jest przykro ;)

      Usuń
    2. Na szczęście nie. Na próbę brałam małe opakowania z zamiarem kupienia dużych, gdyby się sprawdziły, ale nie sprawdziły się.

      Usuń
  2. Ja tę arganową pokochałam tak mocno, że nawet nie kombinuję z pozostałymi z serii, bo po prostu nie chce mi się zmieścić w głowie, żeby jakaś proteinowa maska dała na mojej głowie lepsze rezultaty niż tamta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie nie powaliła i jakoś do marki nie powróciłam... Postaram się może jeszcze coś przetestować :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia plus wszyscy wypowiadajacy się są z tej maski niezadowoleni, coś w tym musi być.

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)