piątek, 30 stycznia 2015

Zapuśćmy się na wiosnę - akcja Ewy + kolejne efekty po hennie z amlą :):)

Witajcie Kochane :)
Zdecydowałam się i biorę udział w akcji Ewy z Włosów na emigracji - zapuśćmy się na wiosnę :) Zatęskniłam za moją dawną długością - w ciąży miałam fale za zapięcie od stanika :) Potem jednak przyszły problemy z dzieciątkiem i nie myślałam o włosach, po prostu je ścinałam, żeby nie przeszkadzały. Teraz dziecię lada dzień kończy 3 lata i mama postanawia wziąć się wreszcie za długość! :) Zmierzyłam właśnie włosy i zrobiłam zdjęcie w sweterku w paski. Włosy są wilgotne i rozczesane, żeby były jak najbardziej proste, bo skręcone są już dużo krótsze ;) Walczyć o przyrost będę z pomocą dwóch specyfików - aktywatoru wzrostu od banii agafii oraz sprayu antyoksydacyjnego z szungitem od fratti :)


Aktualna długość mierzona od czoła: 46cm


A oto moi mali włosowi pomocnicy :)


Zahennowałam się kolejny raz, tym razem henną z amlą, oczywiście od khadi :) Zauważyłam, że z dodatkiem amli moje włosy wpadają bardziej w rude tony, a po czystej hennie bez amli - w czerwonawe :) Nie ma jakiegoś tragicznego przesuszu, ponieważ dodałam do mieszanki łyżkę maski gloria z dodatkiem 15 kropel mleczka pszczelego.



Trzymajcie kciuki za mój przyrost :D Bierzecie udział w akcji u Ewy? :) Całuję :*

czwartek, 29 stycznia 2015

Kallos chocolate - czekoladowe rozczarowanie?

Witajcie Kochani ;)
Kallosy to ostatnio moja nowa miłość - skusiłam się do tej pory na wersję latte, color, bananową, algową, blueberry, cherry i czekoladową. Uwielbiam zapach czekolady w kosmetykach, zatem musiałam zdobyć również takiego kallosa :) Po przedwczorajszych pochwałach na temat wersji jagodowej, czas na dzisiejsze, małe czekoladowe rozczarowanie. 




Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Hydrogenated Polysobutebne, Parfum, Cyclopentasiloxane, Dimethiconli, Panthenol, Theobroma Cacao Extract, Hydrolyzed Ceratin, Hydrolyzed Milk Protein, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Metchylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone. 

W składzie zaraz po wodzie widzimy emolient, antystatyk, nawilżacz, kolejny lekki emolient i zapach. Po kompozycji zapachowej, czyli w niewielkich ilościach - dwa lżejsze silikony, panthenol - nawilżacz, ekstrakt z kakao, hydrolizowana keratyna oraz hydrolizowane proteiny mleczne.

Zapach i konsystencja:
Kallos chocolate nie pachnie o dziwo czystą czekoladą, dla mnie to bardziej wyrób czekoladopodobny. Zapach jest bardzo przyjemny i wyczuwalny na włosach po zmyciu, choć nie tak intensywnie, jak w wersji latte. Konsystencja - kremowa, dość gęsta, bardzo przyjemna, choć mniej bogata, niż w werjji blueberry czy banana. 


Opakowanie:
Zgrabny, nieduży słoiczek, z miękkiego plastiku, widać ubytek kosmetyku. Nie mam zastrzeżeń ;)

Działanie:
Przechodzimy do działania czekoladki - tutaj już niestety nie będzie tak różowo, jak w przypadku wersji blueberry. Kallos chocolate, używany solo niestety mniej lub bardziej puszy mi włosy. Nie dociąża ich, nie nawilża odpowiednio, są po nim szorstkawe, takie matowe, bez blasku. Dość podobnie zareagowały na kallosa latte, o którym pisałam w tym poście. Nieco lepiej zachowuje się z dodatkiem ulubionego, dociążającego oleju (np. pestki śliwki). Jednak to i tak nie jest taki efekt, jak po ulubionych maseczkach i odżywkach. Mogłabym podejrzewać, że kallos ten nie spisuje się teraz dobrze, ponieważ pogoda i zima nie dopisuje, ale używałam go również ze 3 razy już kilka miesięcy temu i efekt był niestety taki sam. Nie zauważyłam obciążenia.


Zobaczcie moje matowe sianko po czystym kallosie czekoladowym:
Tutaj już z dużym dodatkiem oleju z pestek śliwki, lepiej, ale nie idealnie:


Zobaczcie, co dzisiaj przyszło w mojej paczuszce i co będę testować już od dziś? :)
Kallosa cherry prezentuje moja śliczna siostrzenica Maja ;)
Rośnie nam nowa włosomaniaczka, niech uczy się od najmłodszych lat :D



Miałyście już czekoladkę?  Opinie na KWC ma w miarę dobre, choć nie tak ładne, jak innych kallosów :) Całuję:*

wtorek, 27 stycznia 2015

Kallos blueberry - czy jagódka zauroczyła mnie i moje fale? :)

Witajcie Kochane :)
Kallosy zasypują nas nieustannie nowościami - blueberry, omega, cherry :) Po mojej miłości do wersji bananowej, postanowiłam kupić wersję kallos blueberry - jagodową. Czy jagódka zauroczyła mnie i moje fale? :) Przeczytajcie koniecznie - zapraszam do dalszej części posta.




Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Vaccinium Myrtillus Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCl, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone

Skład jest mocno emolienowy - w sam raz dla miłośniczek emolientowych produktów, czyli mnie :D Po wodzie widzimy emolient, dalej antystatyk, kolejny emolient - olej awokado. Dalej mamy już zapach, a za nim w niewielkich ilościach ekstrakt z czarnej jagody, dwa lżejsze silikony, humektant i koktajl witaminek.

Zapach i konsystencja:
Jeśli spodziewamy się słodkiego zapachu jagód, niestety mocno się rozczarujemy. Ja wyczuwam tutaj zapach taki kwiatowo-mdło-owocowy. Nie jest najpiękniejszy, jednak da się go spokojnie przeżyć. Włosy pachną delikatnie po umyciu, ale na pewno nie tak mocno, jak po wersji latte, także spokojnie :)  Konsystencja - jak widzimy na zdjęciu poniżej, kallos blueberry jest budyniowaty, gęsty, praktycznie identyczny, jak w wersji bananowej. Nie spływa z włosów i przyjemnie się aplikuje.



Opakowanie:
Opakowanie to typowy, kallosowy, litrowy słój, ilość maseczki w nim mnie przeraża ;) Edytuję - wyszły mniejsze, 250ml opakowania i teraz kupuję tylko takie ;)

Działanie:
Przechodzimy do najważniejszego - jak kallos blueberry spisał się na moich włosach? IDEALNIE :) Myślałam, że nic nie przebije już wersji bananowej, jednak jagódka jest od niej jeszcze lepsza :) Spisuje się świetnie, kiedy suszę włosy naturalnie bez ugniatania, a potem zawijam w ślimaka - mam wtedy bardzo delikatne, ale idealnie gładkie, nawilżone i dociążone fale. Widać też wyraźnie blask i taką mięsistość. Bardzo podoba mi się ten efekt, nawet mój W zauważył, że mam po jagódce takie gładziutkie włosięta :) Kiedy ugniatam włosy w fale, skręt jest bardzo ładny, fale są mięsiste, dociążone, bez puchu i odstających włosów - a pogodę mamy naprawdę ciężką :) Pięknie dociąża i zapobiega puchowi -a mówię to ja, właścicielka mniejszego bądź większego puchu zawsze ;) Nie trzeba aplikować go wiele, ja daję jakieś pół łyżeczki, ale włosy mam teraz niezbyt długie, Wam pewnie trzeba będzie więcej ;) Nie wiem, kiedy ja go skończę, ale jest tak cudowny, że wcale nie chciałabym zobaczyć dna. Nie potrzebuję niczym go wzbogacać - sam działa rewelacyjnie. No chyba że będę mieć ochotę na mocniejszy skręt, to dorzucę mu troszkę keratynki. Siostra mi się tu piekli i mówi, że mam napisać, że również jest w jagódce zakochana :) Anetka jest właścicielką niskoporowatych, prawie że prostych włosów.




Odżywka do mycia: 
Próbowałam kallosem myć również włosy - ładnie domywał olej już za pierwszym razem, choć pewnie przez obecność oleju i lekkich silikonów - włosy na drugi dzień były już lekko obciążone. Ale może ładnie się spisać w przypadku bardzo suchych czy zniszczonych włosów :)


Chciałabym Wam pokazać moje zadowolone włosy po nocy z koczkiem ślimakiem i kallosem :)
Zdjęcia z lewej bez lampy, z prawej z lampą:

I włosięta stylizowane w fale, zobaczcie jak mocny skręt, sama aż się zdziwiłam, zdjęcia z lampą :)

Skusiłam Wam na to jagodowe cudo? Próbowałyście już wersji omega albo cherry? Bo ja nie mogłam się powstrzymać i właśnie zamówiłam na allegro cherry :) Całuję :*


niedziela, 25 stycznia 2015

Rosyjskie kosmetyki do włosów - czy warto? :)

Witajcie Kochane :)
Przyznać się, która z nas nie wpadła w szał rosyjskich kosmetyków włosowych? :) A tak poważnie, sama, zanim złożyłam moje pierwsze rosyjskie zamówienie, spędziłam kilka długich wieczorów na przeglądaniu składów i opinii. Wiedziałam, że coś, co świetnie spisuje się na gładkich, niskoporowatych, prostych włosach, niekoniecznie dobrze spisze się na moich, średnioporowatych falo-loczkach. Co sądzę o rosyjskich kosmetykach włosowych? Na co warto zwrócić uwagę, składając zamówienie? 


Zwracajmy uwagę na składy kosmetyków
No i znowu te składy :) Wiem, że przynudzam, jednak znajomość poszczególnych składników może nam bardzo pomóc wybrać odpowiedni kosmetyk. Jeśli mamy włosy suche, kręcone czy rozjaśniane i wysokoporowate, powinnyśmy raczej zrezygnować z bardzo dużej ilości ziółek (np.balsamy i odżywki babuszki agafii czy baikal herbals). Możemy za to skusić się na mocno emolientowe maski, odżywki czy balsamy.  Pamiętam, jak na początku szał robił Balsam na kwiatowym propolisie. Część zachwalała go pod niebiosa (np. moja niskoporowata, prawie prosta siostra), ja miałam po nim puch stulecia, a koleżanka z suchymi z natury włosami - jeszcze bardziej suche i matowe włosy ;) Są włosy, które bardzo lubią się z ziołami, wolą lżejsze konsystencje i mniejszą ilość emolientów - i to częściej będą proste, niskoporowate włosy, niż naturalnie suche i kręcone czy rozjaśniane i porowate.

Ze swojej strony bardzo polecam serię planeta organica. Mam wrażenie, że to właśnie ona najlepiej spisuje się na różnych typach włosów. Ma przeważnie mocno emolientowe składy, które świetnie powinny się spisać na porowatych, suchych czy zniszczonych włosach, jak i tych normalnych czy niskoporowatych. Choć te ostatnie może obciążać ;) Oczywiście, jeśli bardzo nie lubimy się z jakimś olejem, który widnieje wysoko w składzie, lepiej nie kupujmy danego kosmetyku ;) Taa, odezwała się tak, która nienawidzi rokitnika, a kupiła widoczny a zdjęciu powyżej balsam rokitnikowy w ślicznej pomarańczowej buteleczce ;) Będę pisać głównie o maseczkach, odżywkach i balsamach do włosów, jako że to ich właśnie głównie używam.


Jakie kosmetyki polecam dla suchych, zniszczonych i bardziej porowatych włosów?
Przejrzyjcie ofertę kosmetyków planeta organica. Obfituje przeważnie w emolienty i w niektórych przypadkach - nawilżacze. Są także ekstrakty ziołowe w mniejszych bądź większych ilościach.

PO oferta klasyczna: balsamyszamponymaski
Warto zwrócić uwagę na klasyczną ofertę, w której znajdziemy balsamy i maski do włosów, pełne olejów, ale także ziołowych ekstraktów - uwaga dla włosów, które za nimi nie przepadają. Wśród balsamów możemy wymienić marokański, turecki, aleppo, fiński, tybetański i prowansalski. Sama uwielbiam wersję marokańską i turecką, mimo ziółek ;) Znane i popularne maseczki do ajurwedyjska, marokańska, toskańska i tajska. Miałam trzy pierwsze, na tajską się czaję :)

Recenzje balsamów znajdują się tu:

Natomiast recenzje maseczek tutaj:


Możemy tutaj wybierać spośród pielęgnacyjnych właściwości oleju arganowego, awokado, makadamia, mango i masła shea. Dla każdego coś dobrego :) Mamy maseczki, balsamy i szampony. Sama ze swoim strony bardzo polecam balsam z olejem arganowym, który wychwalałam tutaj. Ostatnio kupiłam również maseczkę z olejem awokado, którą chwaliłam się tu :)
Wybierzmy sobie coś spośród oliwy z oliwek, oleju rokitnikowego czy z oleju z cedru syberyjskiego. Balsamy są bardzo emolientowe, choć mi akurat nie odpowiada żaden z tych olejów i niestety żaden z nich dobrze się nie spisał ;) Ale to moje wybredne włosiska. Wersję rokitnikową recenzowałam tutaj, natomiast cedrową tu. Dostępne są również szampony, acz podejrzewam, że delikatniejsze włosy mogą obciążać.


Możemy tutaj wybierać spośród szamponów, balsamów i maseczek. Kuszą mnie zwłaszcza  maseczki, ta różowa i niebieska :) Nie jestem jednak pewna, czy sól z morza martwego nie będzie wysuszać, pewnie wszystko zależy od włosów, jednak trzeba mieć to na uwadze.


Co jeszcze polecam sucharkom i zniszczonym? :)
Natura siberica wprowadziła jakiś czas temu serię profesjonalną ;);) z olejem rokitnikowym. Są tam zarówno szampony, balsamy, maseczki, jak i oleje, spraye, pianki i żele do włosów. Od wyboru do koloru :) Produkty znajdują się np. tutaj czy tutaj. Składy są olejowo-ziołowe - jeśli ktoś nie lubi ziółek, niech uważa ;)
Bardzo przyjemnie wygląda balsam bania agafii odżywczo-regeneracyjny, pełen olejów, wysoko znajduje się także nawilżająca glicerynka :) Opis jest tutaj, a moja recenzja tu.

Ciekawie wygląda również seria Dr. Bio. Mocno emolientowe maski i balsamy, są i szampony.
Jest także seria BIO, oferująca kilka balsamów i szamponów. Polecam przyjrzeć się  trzem maskom do włosów Organic shop.



A może coś dla cienkich, łatwych do obciążenia włosów, lubiących się z ziółkami?
Warto przyglądnąć się mniej znanym balsamom do włosów Baikal Herbals. Mają sporo ziółek, z tego co czytałam, są dość lekkie :) Seria Bania Agafii również obfituje w zioła, mniejsze ilości olejów, spora część zawiera jednak quaternia, zatem może obciążyć niektóre włosy. Znana i lubiana seria Recepty Babci Agafii - oferuje kilka balsamów na propolisach i na zmrożonej wodzie. Maski babci agafii dedykowane są raczej głównie dla skóry głowy. Drożdżową swoją drogą uwielbiam :) Natura Siberica, linia klasyczna - ma raczej sporo ziółek i trochę olejów, powinna ładnie spisać się na włosach lubiących się właśnie z ziołami. Oczywiście warto także obejrzeć wszystko, co sugerowałam włosom suchym, zniszczonym i tym o wyższej porowatości - jednak naprawdę cienkie i delikatne włosy mogą one obciążyć.


Inne:
Seria love2mix - jest dość dyskusyjna. Chodzi mi głównie o maseczki, chociaż dostępne są też szampony. Opinie są dość podzielone i nie ma ich też jakoś bardzo dużo. Może się sprawdzić super, może być źle. Maseczki nie należą też do najtańszych, więc zastanówmy się, zanim coś kupimy ;) Może uda nam się dostać malutką odlewkę od blogowej koleżanki :)

Bardzo ciekawa seria fratti z szungitem. Sama mam spray antyoksydacyjny, używam na skórę głowy i jestem zachwycona :) Są jeszcze maseczki, balsam i szampony - wszystko raczej dedykowane głównie dla skóry głowy, choć można też i spróbować na długości. Warto się zainteresować :)



Pamiętajcie, że nie jestem żadną wyrocznią, opierałam się głownie na Waszych blogowych recenzjach i typach włosów, a także komentarzach pod postami, moimi jak i Waszymi ;) Jednak nie twierdzę, że nie ma żadnych szans na to, aby rozjaśniane i porowate włosy polubiły się z ziołowymi balsamami babuszki agafii :) Oczywiście może tak być, ale jest dużo większe ryzyko, że włosy takie pokochają mocno emolientowe maski i odżywki planeta organica :) Próbujmy, wymieniajmy się odlewkami, ale patrzmy też na składy i własne włosowe upodobania :)


Jakie są Wasze doświadczenia z rosyjskimi kosmetykami do włosów? Chętnie przeczytam Wasze opinie i może skusicie mnie wreszcie na pierwszy rosyjski szampon :):) Całuję :*



piątek, 23 stycznia 2015

Czemu odżywka garniera z olejem awokado i masłem karite może Cię puszyć? :)


Witajcie Kochane :)
Pielęgnację moich włosów rozpoczęłam od kupna oleju kokosowego i odżywki garniera z olejem awokado i masłem karite, jak pewnie wiele z Was :) Jednak zarówno olej kokosowy, jak i odżywka garniera niestety mocno puszą moje włosy. Owa odżywka jest bardzo polecana jako dociążąjąca i emolientowa, powinna pięknie ograniczać puch i wygładzać włosy. A jednak nacięłam się na nią zarówno ja, jak i wiele innych osób. Choć druga połowa wręcz ją uwielbia :) Wytłumaczymy sobie zaraz, jaka może być przyczyna, zerknijcie na skład:

Skład: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance (FIL C39789/1).
 
Wiem, że teraz gdzieś tam pod koniec składu dodali alkohol, ale nie o nim chcę pisać. Możemy myśleć, że to olej awokado albo masło shea nie służy naszym włosom, ale ja stawiałabym jednak na olej palmowy. Jest w składzie zaraz po wodzie i jednym emoliencie, czyli bardzo wysoko. Tytułowe oleje znajdują się jednak pod koniec składu. A czymże owy olej palmowy jest? A no ma on bardzo podobny skład i rozkład kwasów tłuszczowych, jak olej kokosowy. Tak, ten olej, który tak często nas puszy :) Zobaczcie w tabelce. Zarówno kokos, jak i olej palmowy zawierają bardzo dużo kwasu lauronowego, który jest olejem wnikającym. Dlatego może puszyć włosy, szczególnie te o wyższej porowatości. Za to przeważnie świetnie pielęgnuje włosy niskoporowate ;)




Jeśli zatem puszy nas olej kokosowy, zastanówcie się dwa razy, zanim sięgniecie po garniera. Choć pewnie już każda z nas używała tej kultowej odżywki. Pamiętam, jaka byłam zawiedziona, kiedy po trzecim z kolei użyciu,, moje włosy wyglądały jak po bliższym spotkaniu z piorunem :) Swoje przeżycia opisałam w TEJ RECENZJI. Bardzo jestem ciekawa, jak garnier z olejem awokado, masłem karite i olejem palmowym (:D) spisał się na Waszych włosach oraz jaki macie stosunek do oleju kokosowego?

  
Macie swoje ulubione garnierowe odżywki? :)  Całuję Was serdecznie :*

środa, 21 stycznia 2015

Olej z rokitnika - puch, puszek, okruszek

Witajcie kochane dziewczyny :)
Olej z rokitnika ciekawił mnie od dawna, to on był sprawcą tego, że skusiłam się na balsam planeta organica właśnie z olejem rokitnikowym :) Recenzję owego balsamu zamieściłam TUTAJ,  niestety nie spisał się dobrze na moich falowańcach. Jak jest jednak z czystym rokitnikiem? Przeczytajcie :)


Olej rokitnikowy


*Swój olej mam ze sklepu Naturalissa. Nierafinowany, zimnotłoczony, naturalny. Ma bardzo mocny, charakterystyczny zapach, dla mnie niezbyt przyjemny, mocno ziołowy, jakby coś z nutką maggi. Jest tłusty, ciężki, gęsty. Barwi skórę, ma intensywnie czerwono-pomarańczowy kolor, zatem poleca się go mocno rozcieńczać. Ja jedynie miejscowo używałam go w stężeniu 100%, ale o tym za chwilkę ;)

*Rozkład kwasów tłuszczowych prezentuje się mniej więcej tak: około 30% kwasów tłuszczowych nasyconych, 20% tajemniczego omega 7 - kwasu palmito-oleinowego, 30% kwasów omega 9 oraz 15% kwasów tłuszczowych omega 6. Skład niezbyt przyjazny moim włosom, ale i tak musiałam się z nim bliżej zapoznać :)

*Jak rokitnik spisał się w pielęgnacji moich włosów? Nie olejowałam nim jako tako, przeraził mnie chyba intensywnie czerwono-pomarańczowy kolor no i cena - zamówiłam tylko 15ml :) Dodawałam jednak kilka kropli do ulubionych odżywek i tutaj olej zawiódł na całej linii - włosy stawały się matowe, szorstkawe, za lekkie i dość mocno spuszone. Oj, takiego efektu to ja nie lubię i spodziewałam się go ;) Za to polubiła go moja siostra - niskoporowatka ;) Nawet nie próbowałam zabezpieczać nim końcówek, zapach chyba by mnie zabił. Szkoda, że sporo rosyjskich maseczek i odżywek ma w składzie olej rokitnikowy, tak chętnie bym ich spróbowała ;)

*Dość ciężko się zmywa nawet z nałożoną odżywką do spłukiwania, zdarzyło mu się moje fale obciążyć, a zdarza się to wyjątkowo rzadko w przypadku olejów. Wolę nie wiedzieć, jak zmywałby się, kiedy używałabym go w taki sposób, jak innych olejów - łyżeczkę na całe włosy, przed myciem.

*Lubię go do pielęgnacji twarzy, miejscowo, na rzadko pojawiające się u mnie niedoskonałości :) Ładnie je goi, podobno przyjemnie radzi sobie też w przypadku ran i blizn, zaobserwuję to :) Dodaję też kroplę rokitnika do kilku kropel innego oleju, łaczę z żelem hialuronowym i taką  mieszankę wklepuję wieczorem w twarz zamiast kremu.

*Olej jest drogi - 15ml na naturalissie kosztuje 10zł, starczyłoby to mi na 2 pełne olejowania, dlatego wolałam dokapywać kilka kropli do porcji odżywki i używać miejscowo ;)



Ogólnie uczucia mam dość mieszane, ale może się spodobać niskoporowatym włosom :) Całuję :*


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Odnalazłam przyczynę przesuszenia i strączkowania moich włosów - witamy panno joanno :)

Witajcie Kochane :)
Nie wiem, czy zwróciłyście uwagę, ale od kilku miesięcy marudziłam Wam, że moje fale po żelu strączkują się po kilku godzinach, niezależnie od użytego zestawu pielęgnacyjnego. Zauważyłam również ostatnimi czasy większe przesuszenie włosów. Postanowiłam działać i znaleźć winowajcę :) Zaczęłam przeglądać zdjęcia włosów i podpisy z kosmetykami, których użyłam. Wszystko stało się jasne - winowajcą jest odżywka bez spłukiwania od joanny. Nie używam jej już od trzech myć i już włosięta wyglądają zupełnie inaczej.



W czasie używania joanny bez spłukiwania:
O dziwo, moje włosy bardzo lubiły odżywkę joanny z lnem i rumiankiem za czasów wyższej porowatości. Nakładałam spore ilości na ociekające wodą włosy, potem aplikowałam żel i wszystko było w porządku, w ogóle jej nie czułam. Odkąd jednak włosy mam zdrowe na całej długości i spadła mi wyraźnie porowatość, coś złego zaczęło się dziać ze skrętem. 
Włosy po kilku godzinach od mycia często się strączkowały, były obciążone, nawet jeśli umyłam je samym szamponem i zaaplikowałam lekką odżywkę do spłukiwania. Zaczęły również coraz bardziej się przesuszać, zauważyłam to zwłaszcza w ciągu ostatnich miesięcy. Zrzucałam winę na jesień i zimę oraz nadmiar humektantów - jednak zawiniła poczciwa i niewzbudzająca moich podejrzeń joasia :) Choć fakt, że humektanty musiałam troszkę ograniczyć, to głównym winowajcą jest jednak owa odżywka.

Na zdjęciu z lewej strony możecie zobaczyć, jak moje włosy wyglądają po kilku godzinach od mycia, po użyciu joanny z lnem i rumiankiem oraz nałożeniu malutkiej ilości żelu. Swego czasu myślałam, że to wina żelu czy może zbyt dużej jego ilości, choć dawałam go naprawdę malutko. Teraz wiem, że to strączki po joannie, mimo że nie nakładałam jej bardzo wiele ;)

A na prawym zdjęciu puszek, widać go zwłaszcza po prawej stronie, użyłam do stylizacji samej odżywki joanny, bez najmniejszej ilości żelu, nie mogłam zatem zrzucić winy na niego ;) No i widać już, jak zaczynają wychodzić strączki na dole, po kilku godzinach było ich dużo więcej.


Po wyeliminowaniu joanny:
Tak jest od kilku myć, kiedy wyeliminowałam joannę z pielęgnacji, kładę jedynie żel, na ociekające wodą włosy. Tutaj po męskim żelu z isany, bez alkoholu, zdjęcie z ostatniej niedzieli dla włosów, po kilku godzinach od mycia. Mimo, że jest to mocny żel, nic złego się nie dzieje. Brak strączków, wysuszenia i obciążenia. Zdjęcie po prawej jest z dzisiaj, po żelu lnianym na ociekające wodą włosy, bardzo mi się tu podobają :) Nie nałożyłam ani kawałeczka joanny :) Zdjęcie po kilku godzinach od mycia. I chyba wreszcie rosną :)


Uff, kamień z serca, wreszcie mogę stylizować moje fale i cieszyć się skrętem dłużej, niż trzy czy cztery godziny :):) Jak Wasze włosy reagują na odżywki bez spłukiwania? Całuję Was serdecznie :*

niedziela, 18 stycznia 2015

Niedziela dla włosów z odżywką mythos i olejem z kiełków pszenicy

Witajcie Kochane :)
Chyba odkryłam tajemnicę moich strączków na włosach i przesuszenia - winna jest joanna naturia bez spłukiwania, ale o tym w następnym poście ;);) Dzisiaj czas na opisanie moich włosowych, niedzielnych działań pielęgnacyjnych. Skręt wyszedł mi bardzo przyjemny, jest też kilka korkociągów :) Zobaczcie same :)


Olejowanie: olej z kiełków pszenicy na kilka godzin
Mycie: szampon farmony z żeń szeniem
Odżywianie: odżywka mythos z miodem i soją+keratyna hydrolizowana+olek z pestek śliwki
Odżywka b/s: brak i chyba tutaj jest mój sukces ;)
Płukanka: lniana
Stylizacja: żel męski isana ze starym składem
Suszenie: suszarka z dyfuzorem


Postanowiłam postawić wreszcie na sprawdzony olej - wreszcie przyszła do mnie buteleczka naturalnego oleju z kiełków pszenicy, uwielbiam go :) Naolejowałam włosięta na kilka godzin, po czym zmyłam szamponem farmony z żeń szeniem - należało im się już porządne oczyszczanie :) Następnie zaaplikowałam na włosięta mieszankę odżywki mythos z miodem i soją z dodatkiem 4 kropel keratyny hydrolizowanej oraz 3 kropel oleju z pestek śliwki. Trzymałam 20 minut, zmyłam ciepłą wodą i spłukałam płukanką lnianą. Nie odciskałam wody. Nałożyłam na ramiona duży ręcznik, wyprostowałam się i przeczesałam włosy palcami. Następnie zaczęłam je ugniatać z niewielką ilością męskiego żelu z isany, tego ze starym składem bez alkoholu. Wysuszyłam fale suszarką z dyfuzorem do jakiś 70%. Kiedy wyschły całkowicie, odcisnęłam strączki z żelu.


Zdjęcie z lampą oraz bez lampy, był bardzoooo pochmurny dzień:


Mamy dziś bardzoooo pochmurny dzień i ciężko było mi zrobić takie zdjęcie, na którym widać efekt. A włosięta sprawiły mi dziś wielką radość :) Są mięsiste, ciężkie, pokręcone i gdzieniegdzie się zrulonikowały :) Wreszcie brak puchu, suchości i jednocześnie strączków, które prawdopodobnie robiła mi odżywka bez spłukiwania z joanny. Popełniłam błąd, używając jej regularnie i w dużych ilościach od kilku miesięcy, kiedy to nie mogłam ogarnąć mojego skrętu. A to właśnie ona była przyczyną. Ale o tym w następnym poście ;) Bardzom zadowolona ;)

Jak tam Wasze niedzielne zmagania, jesteście już po? :) Całuję :*


wtorek, 13 stycznia 2015

Kompleks na naczynka - jak go używać - sposoby i przepisy

Witajcie Kochane :)
Zauważyłam, że sporo z Was szuka u mnie na blogu informacji o cerze naczynkowej. Postanowiłam nieco więcej pisać na ten temat, jeśli jest aż takie zapotrzebowanie :) Sama przeważnie jestem już prawie zawsze blada z bardzo lekkim różowawym odcieniem. Jednak kilka lat temu miałam poważny problem z rozszerzającymi się naczynkami, które uaktywniały się wpływem gorąca, zimna, alkoholu czy wysiłku fizycznego.





Pomocne mogą się okazać te wpisy:

Oraz cała zakładka NATURALNA PIELĘGNACJA, gdzie zamieszczam przepisy na kremy czy toniki do cery naczynkowej i wrażliwej :)



Przejdźmy teraz do tematu posta - kompleks na naczynka. Jest to taki mój mały przyjaciel, który od kilku lat wyraźnie mnie wspiera w walce z płytko unaczynioną cerą. Kupuję przeważnie kompleks ze sklepu Naturalissa - mam do niego zaufanie, dodatkowo jest bez gliceryny, która to mnie podrażnia. KOMPLEKS NATURALISSA



Czym jest kompleks na naczynka?
Liposomowy kompleks oparty na suchych, standaryzowanych ekstraktach roślinnych, które gwarantują niezmienną zawartość substancji czynnych oraz  najwyższą skuteczność produktu. Kompleks  zawiera substancje  aktywne wpływające na poprawę stanu naczyń  krwionośnych,  zapakowane w nośnik liposomowy.   Synergistyczne działanie wszystkich składników polega na obkurczaniu, wzmacnianiu, uszczelnianiu i zwiększaniu elastyczności naczyń krwionośnych. Kompleks redukuje zaczerwienienia i podrażnienia skóry. Lecytyna, o dużej zawartości fosfatydycholiny, gwarantuje dodatkowy doskonały efekt nawilżający oraz działanie przeciwzaskórnikowe. Małe transportery liposomowe pomagają substancjom czynnym przeniknąć przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu mogą działać w głębszych warstwach skóry. Kompleks został wzbogacony o Kwas Fitowy, naturalny chelator metali przejściowych, dzięki czemu bez obaw można łączyć go z pudrową witaminą C w formie L-Ascorbic Acid. Składniki kompleksu zdecydowanie przedłużają stabilność witaminy C, wykazują także silne działanie antyoksydacyjne oraz ochronne przed promieniowaniem UV. Tak więc KOMPLEKS DO CERY NACZYNKOWEJ doskonały dodatek do  serum z witaminą C i E. W skład kompleksu wchodzą: ekstrakt z owoców kasztanowca, ekstrakt z ruszczyka kolczastego, rutyna, witamina C, lecytyna, hesperydyna, MSM – organiczny związek siarki


Ekstrakt z  nasion kasztanowca – głównym składnikiem jest naturalna β-escyna, która  wykazuje właściwości przeciwzapalne, przeciwobrzękowe, zmniejsza przepuszczalność  jednocześnie zwiększając elastyczność ścian naczyń krwionośnych, usprawnia krążenie limfatyczno-żylne. Działa również przeciwobrzękowo, przyspiesza wchłanianie płynu surowiczego z już istniejących obrzęków.  Składnik hamuje hialuronidazę w naczyniach krwionośnych oraz tkance łącznej skóry, odpowiedzialną za rozkład kwasu hialuronowego  jedną z głównych przyczyn starzenia się skóry.  Ekstrakt zmniejsza zaczerwienienia, łagodzi podrażnienia, ma także działanie przeciwzmarszczkowe.

Ekstrakt z ruszczyka – główną substancją czynną jest ruskogenina  , która wpływa wzmacniająco na ściany naczyń krwionośnych, poprawia przepływ żylny, zmniejsza zastój i obrzęki, zmniejsza odczyn zapalny. Ekstrakt hamuje działanie enzymu elastazy odpowiedzialnej za niszczenie włókien elastynowych, dlatego ma zastosowanie w kosmetykach przeciwstarzeniowych. Zewnętrzne  działanie  jest związane z  pobudzaniem  mikrokrążenia  dzięki czemu, jest  skuteczny  w leczeniu tzw. pajączków. Idealnie sprawdza się  w kosmetykach do skóry podrażnionej i wrażliwej.  Składnik ten hamuje działanie enzymu elastazy odpowiedzialnej za niszczenie włókien elastylowych. Ekstrakt z ruszczyka wygładza  powierzchnię skóry przywracając jej naturalną elastyczność i gładkość.

Rutyna -  jest flawonoidem występującym naturalnie w wielu roślinach, głównie  w kwiatach Sphora japonica oraz zielu gryki. Zapobiega kruchości i pękaniu naczyń włosowatych, wzmacnia mikrokrążenie. Jest także silnym antyoksydantem i wykazuje działanie przeciwzapalnie. Hamuje działanie hialuronidazy - enzymu, który powoduje rozpad kwasu hialuronowego - zmniejszając dzięki temu przepuszczalność i podnosząc elastyczność naczyń krwionośnych, a także chroniąc skórę przed uszkodzeniami.  Wykazuje wyraźny synergizm z witaminą C (zarówno przy stosowaniu zewnętrznym, jak i wewnętrznym), hamując oksydazę askorbinową (utlenianiu witaminy C) i wzmacniając  jej działanie.  Niestety bardzo słabo przenika przez warstwę rogową naskórka dlatego w kompleksie została zapakowana w liposomy.

Hesperydyna - jest to glikozyd (7-rutozyd) flawanonu zwanego hesperetyną. Występuje między innymi w owocni pomarańczy gorzkiej (Citrus aurantium) i liściach mięty pieprzowej (Mentha piperita). Hesperydyna zaliczana jest do tak zwanych czynników kapilarnych P. Ich działanie biologiczne związane jest przede wszystkim z naczyniami włosowatymi. Poprawia ich elastyczność oraz zwiększając szczelność śródbłonka naczyń. Działa także antyagregacyjnie, antyoksydacyjnie, oraz przeciwzapalnie, przez co ma duże znaczenie w profilaktyce i leczeniu schorzeń układu krążenia. Dodatkowo wykazuje działanie przeciwdrobnoustrojowe, antymutagenne i przeciwnowotworowe.  Wykazuje aktywność hamującą hialuronidazę, enzym powodujący rozkład kwasu hialuronowego, stanowiącego szkielet tkanek łącznych budujących między innymi ściany naczyń włosowatych. Stwierdzono ponad to, że wzmaga ona działanie witaminy C. Istnieją też doniesienia o działaniu przeciwwirusowym hesperydyny in vitro wobec wirusa grypy i opryszczki.

MSM –  to organiczny związek siarki , wykazuje działanie keratoplastyczne – usuwa nadmiernie zrogowaciałą warstwę naskórka, działa bakteriobójczo i grzybobójczo, hamuje łojotok, ma działanie przeciwzapalne. Chętnie wykorzystywana jest jako składnik kosmetyków do  skóry trądzikowej, a także do cery z trądzikiem różowatym.


Dane techniczne

Skład INCI Aqua, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Lecithin, Glucose, Rutin, Ascorbyl Glucoside, Sulfonyl Methane, Hesperidin Methylchalcone, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Phenoxyetanol
Ciężar właściwy/nasypowy 1,g/ml;
Zalecane stężenie 3% - 20%
Właściwości fizyczne brązowa ciecz
. zapach charakterystyczny
Przechowywanie przechowywać w temperaturze 5-20 C
Zalecenia techniczne nie podgrzewać do temp. wyższej niż 40oC
. niestabilny w ph poniżej 3,5
. unikać silnych zasad oraz kwasów
. liposomy można łączyć z gotowymi kosmetykami, najlepiej tuż przed aplikacją
. surowiec należy dodawać do ustabilizowanej emulsji - jako ostatnią fazę. Bezpośrednie połączenie z czystymi olejami (niezemulgowanymi) może doprowadzić do rozpadu struktur liposomowych




Przepisy na zastosowanie kompleksu: 
Postaram się zamieścić proste przepisy, które każdy z nas może zrobić w domu :) Dopuszczalne stężenie kompleksu to 3-20%. Ja przeważnie stosuję w najwyższym stężeniu 20% i nic złego się nie dzieje ;)  Takie stężenie kompleksu zawiera też większość poniższych przepisów, choć część z nich zawiera 10% stężenie, zaznaczam to przy każdym z nich. Warto zaopatrzyć się w buteleczki z ciemnego szkła lub takie plastikowe, są w sklepach z półproduktami, np. klik oraz klik. Przyda się także komplet łyżeczek miarowych, np. ten oraz coś do mieszania, może być ta bagietka.


Tonik - przepis na 20ml - wersja bez konserwantu
Woda destylowana/Hydrolat - 16ml
Kompleks na naczynka z Naturalissy 20% - 4ml

Tonik - przepis na 20ml - wersja bez konserwantu
Woda destylowana/Hydrolat - 18ml
Kompleks na naczynka z Naturalissy 10% - 2ml
 
Jest to opcja na tonik bez konserwantu, który można przechowywać jakieś 2 tygodnie w lodówce. Niewielka porcja, 20ml powinno wystarczyć właśnie na takie 2 tygodnie. Po kilku minutach można nałożyć krem czy serum.


Tonik - przepis na 100ml - wersja z konserwantem
 Woda destylowana/Hydrolat - 80ml
Kompleks na naczynka z Naturalissy 20% - 20ml

Tonik - przepis na 100ml - wersja z konserwantem
 Woda destylowana/Hydrolat - 90ml
Kompleks na naczynka z Naturalissy 10% - 10ml

Tonik z konserwantem najlepiej nadal przechowywać w lodówce (jest to informacja z mazideł), ale trwałość wydłuża się nam do 3-4 miesięcy.


Lekkie serum nawilżające 10ml
Woda destylowana/Hydrolat - 6ml
Żel hialuronowy - 2ml
Kompleks na naczynka z Naturalissy 20% - 2ml

Lekkie serum nawilżające 10ml
Woda destylowana/Hydrolat - 7ml
Żel hialuronowy - 2ml
Kompleks na naczynka z Naturalissy 10% - 1ml

Nie dodajemy tutaj oleju, jednak po aplikacji serum i odczekaniu kilkunastu minut, można w razie potrzeby wklepać w skórę kilka kropel oleju. Samo serum może niewystarczająco nawilżać skórę, wszystko jednak zależy od rodzaju cery ;) Serum przechowujemy w lodówce do 2 tygodni.


Krem na bazie kremowej z e-naturalne bez gliceryny 50ml 
*40ml baza kremowa
*5ml macerat z kasztanowca bądź inny olej
*5ml liposomy na naczynka z Naturalissy 10%
Odmierzyć 40ml bazy kremowej, dodać 5ml oleju, wymieszać, aż baza dokładnie połączy się z olejem - to ważne. Potem dopiero dodać 5ml kompleksu na naczynka - mamy wtedy 10% stężenie kompleksu. Krem należy zużyć w ciągu kilku miesięcy. Baza ta powinna być w miarę bezpieczna dla cery mieszanej i tłustej, choć trzeba uważać na olej migdałowy dość wysoko w składzie i masło shea, ale ono jest już sporo dalej.


*45ml baza kremowa
*5ml liposomy na naczynka z Naturalissy 10%
Odmierzyć 45ml bazy kremowej i wmieszać dokładnie 5ml kompleksu na naczynka - czyli mamy 10% stężenie kompleksu. Krem ma trwałość 3 miesięcy. Uprzedzam jednak, że owa baza kremowa ma dość wysoki potencjał komodogenny, więc cery mieszane i tłuste niech uważają. Za to powinna być boska dla sucharków ;)


Serum ekspresowe na dłoni
Wersja na szybko, dla zabieganych :) W zagłębienie dłoni wyciskamy żel hialuronowy w ilości zielonego groszku i dodajemy z 2 krople kompleksu na naczynka, delikatnie mieszamy i wklepujemy w problematyczne miejsca - najczęściej to policzki i skrzydełka nosa. Po kilkunastu minutach można wklepać kilka kropel oleju czy krem, ponieważ mieszanka może wystarczająco nie nawilżać, a wręcz lekko wysuszać. Można próbować od razu łączyć na dłoni żel ha z olejem i kompleksem, jednak połączenie kompleksu z niezemulgowanymi olejami może powodować rozpad struktur liposomowych, zatem lepiej dmuchać na zimne i używać kompleksu z samym żelem ha, a potem ewentualnie olej czy jakiś krem.


Co jeszcze mogę Wam napisać - nie zawsze mam czas na lanie wody, a sama wolę ostatnio konkretne posty, zatem zostawiam Was z tymi przepisami - są naprawdę proste i skuteczne, sama z większości w ciągu ostatnich kilku lat korzystałam :) Efekty są pyszne, a rumieńce już praktycznie niewidoczne :) Całuję Was serdecznie :*


 



niedziela, 11 stycznia 2015

Niedziela dla włosów z odżywką mythos, keratyną i olejem ze słodkich migdałów

Witajcie Kochane :)
Moje włosy na gwałt potrzebują protein, nadal są przenawilżone. Przygotowałam już proteinowy arsenał, kiedyś używałam ich co każde bądź co drugie mycie, teraz występują u mnie raz na 7-10 dni i to stanowczo za rzadko ;) W ramach weekendowego dopieszczania włosów postanowiłam dać falom wreszcie odpowiednią porcję keratyny hydrolizowanej. Nadal jednak im  mało ;)


Olej: słodkie migdały na suche włosy
Mycie: szampon farmona z żeń szeniem
Odżywianie: odżywka mythos z miodem i soją+keratyna hydrolizowana+olej ze słodkich migdałów
Odżywka b/s: joanna z lnem i rumiankiem
Stylizacja: żel męski isana


Włosy naolejowałam sporą ilością oleju ze słodkich migdałów, deczko za dużą, mam już mniej porowate włosy, które jednak potrzebują niewiele oleju. Zmyłam wszystko szamponem farmony z żeń szeniem. Następnie nałożyłam na jakieś 20 minut mieszankę odżywki mythos z soją i miodem, z dodatkiem keratyny hydrolizowanej i oleju ze słodkich migdałów. Zmyłam wszystko dokładnie, w ociekające wodą włosy wgniotłam 2 porcje odżywki b/s joanny z lnem i rumiankiem. Wyprostowałam się, przeczesałam fale palcami i ugniatałam je minutkę z żelem od isany, ze starym składem bez alkoholu. Wysuszyłam włosięta suszarką z dyfuzorem.


Jak widać w spodniej warstwie, trochę nie domyłam oleju, ale czułam już to w czasie stylizacji i suszenia ;) Dodatkowo słodkie migdały znacznie osłabiły mój skręt, jednak zdawałam sobie z tego sprawę, oleje z przewagą omega 9 zawsze pięknie wygładzały mi włosy, a nie skręcały ;) Puchu już dużo mniej, widać, że proteinki były potrzebne. Włosięta są wyczuwalnie nawilżone. Nie ma szału, ale nie ma też tragedii, jest dobrze ;)


Jak tam Wasze weekendowe włosowe poczynania? :) Całuję :*

piątek, 9 stycznia 2015

Rośnijcie włoski rośnijcie - plan przyspieszenia porostu włosów z rosyjskimi skarbami :)

Witajcie Kochane :)
Dzisiaj kolejny post z serii "rośnijcie włoski rośnijcie" ;) W tym roku sumiennie obiecuję używać wcierek i maseczek przyspieszających porost włosów. I tym razem się nie złamię, już całkiem ładnie mi idzie. Ostatnio przyszło do mnie kilka nowości z lawendowej szafy, które to owy porost będą wspomagać :) Zobaczcie moich małych pomocników:


*Fratti spray do włosów na bazie szungitu KLIK - będę go stosować przed myciem włosów, jako wcierkę, może długość też dostanie swoją porcję, zobaczymy :)
Antyoksydacyjny spray do włosów na bazie wody szungitowej efektywnie wzmacnia osłabione włosy i zapobiega ich wypadaniu. Specjalnie dobrany zestaw ziół, kompleks aminokwasów i antyoksydantów poprawia krążenie krwi w skórze głowy, stymuluje wzrost włosów, pomaga przywrócić witalność cebulkom włosowym. Spray wzmacnia, regeneruje i stymuluje wzrost włosów
Wewnątrz butelki znajduje się mały kamień shungitowy. Nie należy go wyrzucać. Kiedy spray się skończy można go wyjąć, umyć i nosić w torebce. Kamień szungitowy ma potężną pozytywną energię

Składniki aktywne
Arginina to naturalny aminokwas, otrzymywany z nieoczyszczonego cukru, który ma olbrzymi wpływ na funkcjonowanie skóry. Jest wyjątkowo skutecznym nawilżaczem - nawilża nie tylko naskórek ale także głębsze partie skóry, a to za sprawą arginazy, która przekształca argininę w mocznik na poziomie komórkowym. Ze względu na wzrost nawilżenia naskórka i wzmacnianie bariery lipidowej skóry, arginina jest wyjątkowo cennym składnikiem w przypadku skóry bardzo suchej, atopowej czy z osłabiona barierą skórną. W cyklu biochemicznym arginina jest prekursorem produkcji tlenku azotu - substancji, która odpowiada za rozszerzanie naczyń krwionośnych. Ta jej cecha znajduje zastosowanie w preparatach pobudzających wzrost włosów, lepsze przenikanie substancji aktywnych do mieszka włosa a tym samym jego lepsze odżywienie, co wzmacnia osłabione, wypadające włosy, ze skłonnością do łysienia. Szungit to unikalny naturalny minerał, zawierający ponad 20 pierwiastków śladowych. Posiada duże właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne i absorpcyjne



*Bania agafii balsam do włosów aktywator wzrostu KLIK - tego pana będę stosować po myciu włosów, pod czepek, na przynajmniej 20 minut :)
Balsam do włosów specjalny - aktywator wzrostu  - stworzony na bazie specjalnie dobranych ziół przeznaczonych do pielęgnacji osłabionych włosów.  Naturalne składniki aktywne mają dobroczynny wpływ na skórę głowy, intensywnie odżywiają cebulki włosowe, stymulując wzrost włosów. Balsam wygładza włosy, zmiękcza i ułatwia rozczesywanie.

Wyciąg z igieł syberyjskiej sosny karłowej -  bogaty w aminokwasy i witaminę C, przywraca witalność i gęstość włosów.
Pięciornik niski -  przywraca włosom miękkość, ułatwia układanie i rozczesywanie
Korzeń łopianu  - zawiera proteiny, witaminy A, B, E i P, wzmacnia korzenie włosów.
Olej eleuterokoka kolczastego - wzmacnia odżywienie cebulek włosowych
Organiczny ekstrakt dziurawca -  zapobiega łamliwości włosów.
Olej z ałtajskiego rokitnika -  jest bogatym źródłem witamin, intensywnie odżywia skórę głowy.

Skład INCI Aqua , Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Pinus Pumilio Leaf Extract (syberyjska sosna karłowa), Organic Hypericum Perforatum Extract (organiczny ekstrakt dziurawca), Potentilla Supina Extract (pięciornik niski), Arctium Lappa Root Extract (korzeń łopianu), Eleutherococcus Senticosus Root Extract (eleuterokok kolczasty), Rosmarinus Officinalis Oil (olejek eteryczny rozmarynu), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum



*Maska drożdżowa babci agafii KLIK - moja ukochana, to już moje któreś opakowanie, mój skalp ją uwielbia i swojego czasu ładnie przyspieszyła mi porost :)
Maska do włosów  drożdżowa to wspaniały sposób na przyśpieszenie wzrostu włosów. Drożdże piwne to naturalne źródło białka, witamin i mikroelementów, które przenikają w strukturę włosa, wzmacniając je i przyspieszając wzrost. Olej z kiełków  pszenicy posiada działanie regeneracyjne i przeciwdziałające wypadaniu.  Sok z brzozy to znany ludowy środek  na wzmocnienie cebulek włosowych. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia maska ułatwia rozczesywanie. Włosy stają się jedwabiste i pełne blasku.

Maska zawiera ekstrakty z:
Drożdże piwne (Yeast Extract) – poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
Sok brzozowy (Betula Alba Juice) – wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
Oman wielki  (Inula Helenium Extract) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
Mącznica lekarska ( Arctostaphylos Uva Ursi Extract) - znakomity naturalny antyseptyk
Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.
oraz oleje z zimnego tłoczenia:
Olej z kiełków  pszenicy (Triticum Vulgare Germ Oil) - regeneruje wnętrze włosów, odtwarza naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV.
Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil) – wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica  Cone Oil) – ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów
Olej z owoców dzikiej róży ( Rosa canina Fruit Oil) - odżywia, nawilża i uelastycznia włosy

Skład INCI: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, ; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Siberica  Cone Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid
  


*Fitokosmetik maska z olejem rycynowym, gorczycą i miodem KLIK - nie widziałam wcześniej tych saszetek, mają 30ml i różne wersje, mnie skusiła osobiście ta rycyna i gorczyca, pójdzie na skórę głowy pod czepek po umyciu, a jeśli się sprawdzi, wezmę inne wersje :) Wzięłam na spróbowanie dwie saszetki.
Maska gorczycowa z olejkiem rycynowym i miodem w naturalny sposób wzmacnia i stymuluje wzrost włosów. Maska intensywnie pielęgnuje włosy, przewraca im siłę, naturalne piękno i zdrowy połysk.

Składniki aktywne:
  • Gorczyca pobudza krążenie krwi w skórze głowy, stymuluje wzrost włosów, odżywia i wzmacnia, przywraca naturalny blask i gęstość włosów.
  • Olejek rycynowy błyskawicznie wygładza i uszczelnia włosy, sprawia, że stają się miękkie i łatwe w układaniu, zwiększa odporność.
  • Miód - źródło witamin i mikroelementów - intensywnie nawilża.

Efekt: zdrowe i piękne włosy! Regularne stosowanie maski stopniowo regeneruje włosy, zauważalnie wzmacnia i przyspiesza ich wzrost.

Składniki INCI: Aqua, Glyceryl Monostearate, Behenamidopropyl Dimethylamine, Oleum Ricini (olej rycynowy), Cotton Seed Oil (olej z bawełny), Bees Honey Extract (ekstrakt z miodu), Brassica Alba Seed Powder (proszek z gorczycy), Olea Europea Oil (olej z oliwek), Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Dimethicone, Panthenol (witamina B5), Perfum, Lactic Acid, Benzoic Acid , Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.



*Planeta organica afryka maska z olejem awokado KLIK - ta już nie na porost, raczej na długość włosów, choć kto wie ;)
Maska ​​do wszystkich rodzajów włosów, przygotowany na organicznym oleju avocado, nawilży włosy, przyśpieszy ich wzrost i nada im naturalny blask. Balsam przywróci włosom piękno i objętość.

PRODUKT ZAWIERA 12% ORGANICZNEGO OLEJU AVOCADO
z owoców zebranych ręcznie, bezpośrednie dostawy z Indonezji

Składniki aktywne:
Organiczny olej  avocado – nadaje włosom połysk, miękkość, zwiększa objętość,sprawdza się w pielęgnacji suchych, zniszczonych włosów.
Mleczko kokosowe – działa przeciwłupieżowo, odżywia włosy, zapobiega ich wypadaniu i pobudza porost włosów.
Liczi –  przeciwutleniacz, działa przeciwstarzeniowo, chroni barwę włosów, łagodzi podrażnienia. 

Skład INCI Aqua with infusion of Organic Persea Gratissima Fruit Oil (organiczny olej avocado), Coconut Milk Extract (mleczko kokosowe), Litchi Chinensis Fruit Extract (liczi), Vitus Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Myrtus Communis Oil (olej z mirtu), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Stearate, Polyquaternium-37, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Hydroxyethylcellulose, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.



Oczywiście nie wszystko na raz, na pierwszy ogień pójdzie spray z szungitem jako wcierka i maska fitokosmetik z gorczycą i rycyną :) Trzymajcie kciuki za moje włosięta. Całuję :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...