05:50:00

ANWEN, OLEJ BROKUŁOWY

ANWEN, OLEJ BROKUŁOWY
Witajcie Kochani :)
Czas troszkę nadrobić zaległości blogowe, mam dla Was sporo recenzji, przygotujcie się zatem :) Jakiś czas temu pokazywałam Wam na instagramie moje masła i oleje od Anwen - KLIK KLIK.  O jednym z nich już Wam pisałam, dzisiaj przyszedł czas na olej brokułowy, koniecznie przeczytajcie, co sądzą o nim moje fale.



*W składzie oleju przeważa kwas tłuszczowy erukowy, należący do grupy kwasów omega 9. Ten sam kwas tłuszczowy znajduje się w lubianym przeze mnie i testowanym kiedyś oleju abisyńskim, o którym pisałam Wam TUTAJ.

*Olej brokułowy ma bardzo charakterystyczny zapach, niestety nieprzyjemny. Dla mnie to jest jakby nieświeży brokuł z czymś dziwnym ;) Dlatego tak rzadko stosuję go do zabezpieczania końcówek, chociaż spisuje się tam znakomicie. Kolor jest żółto zielony, konsystencja taka bardziej śliska, inna od pozostałych olejów.

*Za 30ml zapłacimy 25zł. U mnie wystarcza to na 5-6 pełnych rytuałów olejowania, na dużo więcej, jeśli dodaję tylko do maseczki kilka kropel lub stosuję właśnie na końcówki.

*Stosuję go najczęściej na sucho - taki ze mnie leniuszek :) Raz nałożyłam go na żel lniany, na dosłownie 20 minut - bardzo ładnie wygładza, zamyka nawilżenie, zostawia włosy jedwabiste. Nie obciąża ich, delikatnie wzmacnia skręt. Spisuje się u mnie bardzo dobrze, bezproblemowo zmywa nawet odżywką czy maską. Tylko ten zapach ;) Nie mogę nosić go długo na włosach, bo po prostu strasznie mnie drażni, mój mąż też za nim nie przepada. Pamiętam jego minę, jak pierwszy raz naolejowałam całe włosy brokułem :D Idealny na końcówki, no tylko ten zapach.

*Ładnie spisuje się, kiedy dodaję kilka kropel do emolientowej maski na zamknięcie pielęgnacji. Tutaj na szczęście zapach nie zostaje na włosach, a sama maska robi się bardziej dociążająca.



Lubicie olej brokułowy? :) Jak oceniacie zapach? Całuję :*

17:40:00

ANWEN - SZAMPON "BRZOSKWINIA I KOLENDRA" ORAZ "POMARAŃCZA I BERGAMOTKA"

ANWEN - SZAMPON "BRZOSKWINIA I KOLENDRA" ORAZ "POMARAŃCZA I BERGAMOTKA"
Witajcie Kochani :)
Zasypię Was recenzjami, tak jak obiecywałam :D Znowu na tapecie kosmetyki Anwen - cóż ja poradzę, że obecnie w moim włosowym zestawie jakieś 70% kosmetyków to właśnie Anwenki :D Ale fakt, że wiele z nich wykańczam i czaję się na kilka rosyjskich cudeniek, między innymi maskę laminującą z ecolab albo taką fajną żółtą z cafe mimi, którą mi polecałyście. No ale co z tymi szamponami? Pamiętam, jak użyłam pierwszy raz wersji z pomarańczą i bergamotką. Najpierw nałożyłam masło mango, następnie umyłam włosy właśnie tym szamponem, po wszystkim na chwilkę kallos mango - swoją drogą to świetna maseczka - i wystylizowałam syossem. Efekty pokazywałam Wam na moim instagramie TUTAJ. Było pięknie i spodziewałam się, że szampony będą spisywać się bardzo dobrze. Następne mycia jednak nie były już takie idealne, ale zaraz Wam o tym opowiem ;)


Skład:
Zacznijmy jednak od składów, nie potrafię już inaczej pisać recenzji ;) Szampony Anwen opierają się na łagodnych detergentach, bardzo wysoko w składzie mamy nawilżającą glicerynę. Piszę o tym, ponieważ moje włosy zawsze i wszędzie wyczuwają glicerynę :D W obu szamponach znajdziemy również wysoko w składzie nawilżającą betainę. Później mamy już troszkę różnic. Wersja szamponu Anwen brzoskwinia i kolendra do suchej i wrażliwej skóry głowy - zawiera ekstrakt z siemienia lnianego oraz z prawoślazu, oba mają działanie nawilżające. Mamy tutaj także niacynamid oraz ekstrakty z shikakai, kolibła egipskiego i gipsówki wiechowatej. Wersja pomarańcza i bergamotka do normalnej i przetłuszczającej się skóry głowy - ekstrakty z shikakai, kolibła egipskiego, gipsówki wiechowatej i mydlnicy lekarskiej, a także  ekstrakt z wierzbownicy oraz cynk , które mają wpływ na przedłużenie świeżości włosów. 

Tutaj skład wersji z pomarańczą i bergamotką:

Opakowanie i zapach:
Mam obie wersje szamponów - w piance oraz klasyczny w butelce z pompką. Muszę przyznać, że wersja w piance jest dużo mniej wydajna w moim przypadku. Na jedno umycie potrzebuję około 10 takich naciśnięć. Jednak klasyczne opakowanie z pompką, nawet po rozwodnieniu wypada u mnie lepiej. Co do zapachu - uwielbiam zapach szamponu z brzoskwinią, po prostu uwielbiam. Ten z pomarańczą też jest przyjemny. Zapach wyczuwam jeszcze delikatnie na włosach po wysuszeniu ich. Wersja piankowa ma 170ml, zwykła 200ml. Cena - 28zł, szkoda, że nie troszkę mniej, przeważnie kupuję szampony w okolicach 15zł.


Działanie:
Jak już wspomniałam, pierwsze mycie wspominam bardzo miło. Emolientowe masło mango na suche włosy, mycie szamponem z pomarańczą, emolientowa maska kallos mango, emolientowy kallos color b/s i żel syoss men power hold - mój ulubieniec ;) Mycie było mocno emolientowe. Jednak kolejne 2 mycia nie były już takie optymistyczne. Jeden raz umyłam włosy szamponem z pomarańczą i nałożyłam odżywkę proteinową, która zawsze mi się sprawdzała. Nie stosowałam metody OMO, normalnie umyłam i potem proteiny. Wystylizowałam jak zawsze syossem - a tam puch. Zdziwiłam się, pomyślałam, że to może nie czas na proteiny. Drugie z kolei nieudane mycie - szampon z brzoskwinią, a po nim dosłownie malutka ilość kallosa color na minutkę, wystylizowane syossem jak zwykle. Znowu puch  i źle. Zgłupiałam, odstawiłam na kilka myć szampony Anwen, wszystko wróciło do normy. Zaczęłam podejrzewać glicerynę, zatem wypadło kolejne mycie - tym razem szampon z brzoskwinią, ale użyty w metodzie OMO, czyli najpierw nałożyłam kallosa banana, potem szampon anwen z brzoskwinią i wykończyłam mocniejszym emolientem - maska kallos multivitamin z kilkoma kroplami oleju brokułowego na 10 minut. I znowu pięknie jak za 1 razem. Winna znowu jest  gliceryna - po użyciu szamponów od Anwen muszę zamykać pielęgnację emolientem, najlepiej też, jak użyję go w metodzie OMO, gdzie pierwszym O jest albo olej, albo jakaś maska. 

Nie mogę też pozwolić sobie na olejowanie włosów na nawilżający podkład, a potem umycie ich tymi szamponami, bo zaczynają się ciągnąć i przenawilżać. Mimo, że włosy mają stosunkowo krótki kontakt z szamponem, który ma glicerynę, to ona i tak wpływa na moje włosy. No ale one wyczują glicerynę wszędzie, jak już Wam wspominałam :D   Wersja z pomarańczą przedłuża lekko świeżość włosów, jestem w stanie przetrzymać je do 3 dni, po brzoskwini - standardowo do 2. Szampony ładnie odbijają moje włosy od nasady, nie podrażniają skóry głowy, dobrze domywają oleje. Szkoda, że nie mogę używać ich co mycie i muszę się bardzo pilnować, czego użyć przed i po, żeby nie doczekać się puchu ;) Przydałyby się jakieś małe buteleczki, co by każdy mógł sprawdzić na sobie, czy szampon mu służy :D



Jak spisują się u Was te szampony? Całuję :*


20:18:00

Taft - irresistible power - czyli słynny, złoty żel taft dla fal i loków

Taft - irresistible power - czyli słynny, złoty żel taft dla fal i loków
Witajcie Kochani :)
Odpowiedni stylizator to bardzo ważny element w przypadku pielęgnacji naszych fal i loków. Wiele z nas wybiera żele - sama należę do grona ich zwolenników. Od jakiegoś czasu testuję żele taft - dzisiaj przychodzę z recenzją żelu taft irresistible power, czyli słynnego złotego tafta ;)


Skład:
Skład to pierwsza rzecz, na którą zwracam uwagę, kiedy wybieram żel do włosów. Złoty żel taft spełnia wszystkie moje warunki idealnego stylizatora - nie ma wysuszającego alkoholu, ma mocne polimery, ma niewiele humektantów - tutaj mamy glicerynę i panthenol troszkę przed zapachem. No i jest niedrogi, a jak wiemy, żelu się zużywa całkiem sporo. Jest łatwo dostępny w rossmannie, choć w moim akurat nie było tej wersji, dorwałam w carrefour.


Zapach i konsystencja:
Niestety nie przepadam za zapachem tego żelu - przypomina mi jakąś wodę toaletową, jakich używają starsi panowie - oczywiście nie obrażając panów ;) Na szczęście szybko ulatnia się z włosów. Konsystencja jest nieco gęstsza od niebieskiego tafta.

Działanie:
Żel bardzo dobrze się spisuje na moich włosach i lubię go coraz bardziej. Jest słabszy od mojego ukochanego syossa men power hold, jednak i tak bardzo ładnie podkreśla skręt i utrwala go. Zaletą jest to, że następnego dnia nie matowi tak włosów, jak zdarza się to syossowi. Zostawia lekkie sucharki, mogę użyć go całkiem sporo, aplikuję na ociekające wodą włosy, oczywiście pod spodem jest odżywka bez spłukiwania. Jest niedrogi, szybko się kończy, ale tak to już jest z żelami ;) Zgodny z metodą curly girl, nic, tylko próbować. Miła niespodzianka po rozczarowaniu niebieskim taftem.

A zdjęcia na bloga robią się tak :)



Zapraszam na mojego włosowego instagrama --> KLIK KLIK

09:34:00

ANWEN, OLEJ Z PESTEK CZARNEGO BZU

ANWEN, OLEJ Z PESTEK CZARNEGO BZU
Witajcie Kochani :)
Jak wiecie, testowanie nowych olejów do włosów to jedno z moich hobby ;) Pokazywałam Wam na moim instagramie nową kolekcję maseł i olejów od Anwen - KLIK KLIK. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o pierwszym z nim, a mianowicie o oleju z pestek czarnego bzu. Zanim dotarł do mnie olejek od Anwen, miałam nieco wcześniej 30ml buteleczkę tego oleju, bodajże ze sklepu Zrób sobie krem. Ten od Anwen działał dokładnie tak samo, zatem czas wreszcie na recenzję ;)



*Olej składowo prezentuje się tak: około 40% kwasów tłuszczowych omega 6, około 40% kwasów omega 3, troszkę omega 9 i nasyconych, ale niewiele. Bardzo podobnie prezentuje się olej z truskawki i maliny, a te bardzo, bardzo lubię w pielęgnacji moich włosów.


*Olej z pestek czarnego bzu od Anwen ma zielonkawy kolor, zatem nie wiem, czy dobrze spisze się u  blondynek ;) Zapach niestety nie jest czysto owocowy, wyczuwam tutaj listki i lekką nutę owoców. Podobnie pachną inne owocowe oleje, przyzwyczaiłam się już ;)

*Za 30ml oleju zapłacimy 20zł. Mi taka buteleczka wystarcza aż na jakieś 6 aplikacji, zatem nie wychodzi tak źle. Gorzej, jeśli ktoś ma bardzo długie lub gęste włosy ;)

*Najczęściej stosowałam go w metodzie olejowania na sucho, raz też na mieszankę wody z żelem hialuronowym. Wspaniale spisywał mi się właśnie na sucho, najczęściej na kilka godzin lub całą noc. Moje fale były po nim takie gładkie, jedwabiste i błyszczące - bardzo lubię ten efekt po owocowych olejach. Nie wzmocnił skrętu, jak mój ulubiony olej z krokosza, ale też nie osłabił go, jak miało to miejscy przy awokado. Myślę, że świetnie sprawdzi się na włosach wysokoporowatych.

*Lubię dodawać kilka kropel tego oleju do kallosa color na zamknięcie pielęgnacji, żeby uczynić go jeszcze mocniej emolientowym.



Skusiliście się na któryś olej lub masło od Anwen? :) Całuję :*

18:11:00

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW NISKOPOROWATYCH "KOKOS I GLINKA"

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW NISKOPOROWATYCH "KOKOS I GLINKA"
Witajcie Kochani :)
Ostatnio pisałam Wam o maseczce Anwen do włosów o średniej porowatości. Zużyłam także 2 saszetki maski do włosów niskoporowatych "kokos i glinka", o której chciałabym Wam opowiedzieć dzisiaj ;) Przypominam, że maska teoretycznie nie była dedykowana moim włosom, sama mam fale o średniej porowatości. 



Skład:
Maseczka Anwen kokos i glinka ma zrównoważony, PEH-owy skład. Po wodzie mamy emolient, następnie tytułową glinkę, antystatyk, olej kokosowy - idealny dla niskiej porowatości, nawilżającą glicerynę, olej babassu podobny składowo do kokosa, nawilżający panthenol, zapach. Dalej aminokwasy - arginina i cysteina oraz nawilżający kwas hialuronowy.


Zapach i konsystencja:
Wyczuwam tutaj zapach glinki, jest również cytryna. Zapach znośny, acz nie najpiękniejszy, podoba mi się jednak bardziej, niż ten z maseczki do włosów średnioporowatych. Najpiękniej jednak pachniała maska do włosów wysokoporowatych. Konsystencja średnio gęsta, kremowa.

Działanie:
Maseczka nadaje moim falom mega objętość - byłam bardzo zaskoczona. Tak właśnie działa na mnie od jakiegoś czasu olej kokosowy i babassu - mam po nich fale o pięknej objętości, na szczęście nie puszą się i nie są suche, jak to było lata temu po użyciu tych olejów. Skręt całkiem w porządku, niestety włosy w dotyku po kilku godzinach robią się matowe i podejrzewam o to glinkę - tak niestety działa na mnie właśnie glinka. Wystarczy, że zrobię peeling skóry głowy z dowolną glinką, a część spłynie po włosach, a te po wysuszeniu już są matowe, mimo, że wcześniej nałożyłam maskę lub odżywkę. Podejrzewam, że na niskiej porowatości maseczka faktycznie może spisać się idealnie - muszę ją koniecznie podrzucić mojej siostrze. Dobrze spisuje się na skórze głowy ;) Jest zgodna z metodą curly girl. Ja wracam jednak do mojej ukochanej wersji do włosów wysokoporowatych oraz bardzo dobrej do średnioporowatych.


Testowałyście maski Anwen? :) Całuję :*

11:12:00

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH "WINOGRONA I KERATYNA"

ANWEN, MASKA DO WŁOSÓW ŚREDNIOPOROWATYCH "WINOGRONA I KERATYNA"
Witajcie Kochani :)
Ponad 2 lata temu zachwalałam Wam maseczkę od Anwen do włosów o wysokiej porowatości, wersja kakao i kiełki pszenicy - KLIK RECENZJA. Skończyłam całe opakowanie i zawsze muszę mieć w łazience choć jedną saszetkę maseczki - kiedy potrzebuję mega nawilżenia ;) Z czasem skusiłam się również na saszetkowe wersji dwóch pozostałych maseczek - kokos i glinka do niskiej porowatości oraz keratyna i winogrono do średniej - i o niej właśnie chciałabym Wam dzisiaj napisać. 


Skład:
Maseczka Anwen ma bardzo zrównoważony, PEH-owy skład. Mamy tutaj emolient, olej z pestek winogron -  bogaty w kwasy omega 6, dalej antystatyk, nawilżającą glicerynę, hydrolizowaną keratynę oraz hydrolizowany jedwab. Zapach, po zapachu sól morska, krzemionka, nawilżający sok z aloesu oraz nawilżający panthenol. Dalej konserwanty i substancje zapachowe. Nawilżaczy, czyli humektantów w odczuciu moich włosów jest tutaj sporo.


Zapach i konsystencja:
Zapach maseczki nie należy do najpiękniejszych, wyczuwam tutaj sporą dawkę keratyny, a jak pachnie keratyna z buteleczki, pewnie wiele z Was wie ;) Na szczęście szybko ulatuje z włosów. Konsystencja kremowa, średnio gęsta.

Działanie:
Maseczka spisuje się u mnie bardzo dobrze, ale tylko w określonych warunkach. Humektantów jest sporo, zatem jeśli użyłam jej gorącym latem lub mroźną zimą, normalnie po umyciu, nie zamykając emolientem - spotykał mnie niestety puch i suche włosy. Maseczka Anwen winogrona i keratyna spisywała się najlepiej w określonym punkcie rosy, najlepiej jeszcze z dodatkowym olejem - bądź pod olej, na jakieś 20 minut, a także jako pierwsze O w metodzie OMO. Zwracam uwagę, że tych humektantów jest tutaj naprawdę sporo, a przynajmniej tak twierdzą moje fale ;) Zatem najlepiej pod olej, ale pamiętajmy, że są tam również proteiny, albo na pierwsze O. Kiedy użyłam jej w ten sposób, mój skręt był dużo mocniejszy, a fale mięsiste, błyszczące, nawilżone i bez puchu. Maseczka jest zgodna z metodą CG.

O, tutaj mam zdjęcie, kiedy użyłam jej upalnym latem, bez zabezpieczenia emolientem, normalnie po umyciu - włosy zaczęły się puszyć, były suche, chociaż skręciły się całkiem mocno:

Tutaj już ładnie, maseczka Anwen jako pierwsze O w metodzie OMO:


Lubicie kosmetyki od Anwen? :) Całuję :*

10:38:00

Codziennik włosowy - kilka GHD z marca

Codziennik włosowy - kilka GHD z marca
Witajcie Kochani :)
Piszecie mi, że mało ostatnio tutaj zdjęć moich włosów. No i faktycznie stwierdziłam, że kiedyś dużo częściej pisałam włosowe codzienniki, a ostatni był bardzo dawno. Chciałam Wam zatem dzisiaj pokazać kilka moich dobrych włosowych dni z poprzedniego miesiąca, zapraszam :)


Na zdjęciu widać bardzo dobrze moje hennowe ombre ;) A jak wyglądała pielęgnacja?
*Na 5 minut zaaplikowałam maskę OMIA z olejem makadamia, maska zgodna z metodą CG, bardzo fajna
*Spłukałam i na ociekające wodą włosy nałożyłam porcję rozwodnionego kallosa multivitamin
*W bardzo mokre włosy wgniotłam łyżeczkę złotego żelu taft, wysuszyłam suszarką z dyfuzorem

Fale po złotym żelu od tafta są inne, niż po moim ukochanym syoss men power hold. Mają większą średnicę, nie są takie drobne, acz przeważnie skręt jest jakby słabszy. Lubię jednak ten żel i szykuje się recenzja ;)




Tutaj kolejny good hair day - tym razem po myciu oczyszczającym:
*Szampon lawendowy ziaja do włosów przetłuszczających się użyty dwukrotnie
*Odżywka tesco pro formula do włosów suchych + 5 kropel oleju z brokuła
*Kallos multivitamin na ociekające wodą włosy jako odżywka bez spłukiwania
*Stylizacja żel syoss men power hold w ilości 3 groszków




Będę co jakiś czas wstawiać takie zbiorcze codzienniki włosowe ;) Całuję :*

18:12:00

Olej kokosowy a masło shea - różnice, zdolność wnikania do włosa - który lepszy?

Olej kokosowy a masło shea - różnice, zdolność wnikania do włosa - który lepszy?
Witajcie Kochani :)
Gdzie nie spojrzymy, zobaczymy w internecie tabelki, które włosom o wysokiej porowatości stanowczo odradzają wszystkie masła i oleje nasycone - takie jak olej kokosowy, babassu, a także masło shea czy kakaowe. Jednak taki olej kokosowy i masło shea stanowczo się od siebie różnią - zaraz Wam to wszystko wyjaśnię. Na początek zobaczcie tabelkę i zawartość kwasów tłuszczowych w poszczególnych masłach i olejach nasyconych:


1. Kokos a shea
Zobaczcie - kwasy tłuszczowe w oleju kokosowym i maśle shea są zupełnie inne - kokos ma głównie kwas laurynowy oraz w mniejszej ilości  kwas kaprynowy i kaprylowy - ich nie umieściłam akurat w mojej tabelce, ale możecie zobaczyć dokładny skład poniżej:


A tutaj masło shea - głównie kwasy tłuszczowe omega 9 oraz nasycony kwas stearynowy - któryż to jest długołańcuchowy.

2. O co chodzi z tymi łańcuchami?
A no o to, że zdolność wnikania do włosów mają kwasy tłuszczowe krótko oraz średnio łańcuchowe - czyli wszystkie, które mają po 12 atomów węgla i mniej. Te, które mają powyżej 12 - są już długołańcuchowe i  nie wnikają w tak dużym stopniu, o ile w ogóle wnikają. Pamiętacie, że kokos miał w sobie kwas kaprynowy, kaprylowy i laurynowy? To zobaczcie sobie teraz do tej tabelki - ile jest atomów węgla w tych kwasach tłuszczowych? Laurynowy ma 12 atomów węgla, kaprynowy 10 atomów, kaprylowy 8. Czyli głównie te, które mają po 12 i mniej atomów węgla, są średnio lub krótko łańcuchowe i mają zdolność wnikania wgłąb włosa.

Masło shea za to posiada głównie długołańcuchowy kwas stearynowy, który posiada 18 atomów węgla oraz omega 9 - który w ogóle nie jest olejem nasyconym. Dużo, dużo mniejszy potencjał wnikający, zupełnie inaczej, niż w oleju kokosowym.

3. Które oleje jeszcze mogą wnikać?
Jeszcze raz wkleję moją tabelkę - wnikać mogą te oleje zaznaczone na różowo - mają dużo kwasu laurynowego o 12 atomach węgla, podobnie jak kokos. Brakuje w tabelce jeszcze masła murumuru, ono również jest bogate w kwas laurynowy. Jeśli kogoś zatem puszy kokos - to samo może robić olej babassu, palmowy, monoi, tucuma czy murumuru. Za to śmiało można próbować z masłem shea, kakaowym, mango czy cupuacu - to zupełnie inne oleje. Dlatego właśnie Anwen dodała do swoje odżywki emolientowa róża, dedykowanej do wysokiej porowatości stosunkowo dużą ilość masła shea - ono często na tej porowatości spisuje się wspaniale.



Mam nadzieję, że udało mi się troszkę rozjaśnić sprawę z kokosem i shea - oba nasycone, a tak różne od siebie :) Jeśli zatem nie po drodze Wam z olejem kokosowym, śmiało próbujcie z masłem shea.

14:38:00

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - STYCZEŃ, LUTY, MARZEC 2019

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - STYCZEŃ, LUTY, MARZEC 2019
Witajcie Kochani :)
Robię teraz takie kwartalne aktualizacje, co miesiąc zbyt mało się zmienia, żeby tak często pisać ;) Pod koniec zeszłego roku i z początkiem nowego miałam długi, włosowy kryzys. Był on spowodowany rozpulchnieniem włosów przez zbyt długie przetrzymywanie masek i odżywek na włosach. Obszerny post na ten temat jest TUTAJ, może też macie taki problem, a nie wiecie, skąd się wziął ;) Ciężko też było później u mnie z pielęgnacją, głównie myłam włosy delikatnym szamponem i kładłam któregoś kallosa bez spłukiwania, nie miałam czasu na stylizację - chore dzieciaki, chora ja. Na szczęście wyszłam z tego zamętu, znowu dla Was piszę i udaje mi się mieć ostatnie same dobre włosowe dni, jak na przykład ten na zdjęciu poniżej.



Jakich kosmetyków używałam przez ten kwartał?
Zaczniemy od szamponów - do znudzenia, od ponad 3 lat - ecolaby :D Wersja normalizująca, używam wszystkich oprócz kojącej z aloesem - podrażniała mi skórę głowy. Do oczyszczania - szampon lawendowy ziaja - dobrze oczyszcza i nie robi z włosów sztywnego siana, jak niektóre SLSiaki. 


Jeśli chodzi o maski i odżywki - postawiłam na denkowanie :) Kończę emolientowego kallosa multivitamin, a także emolientową odżywkę tesco pro formula do włosów suchych i zniszczonych - świetna i tania. Od czasu do czasu stosowałam maskę ovoc agrestową, emolientowa z silikonami, zwłaszcza, jak pogoda nie dopisywała. Jeśli chodzi o proteiny - na wykończeniu odżywka Anwen proteinowa orchidea i magnolia, z humektantów maseczki cien - fioletowa i pomarańczowa, a także saszetki maseczki Anwen do wysokiej porowatości - świetnie spisywały się pod olej. Bez spłukiwania - oczywiście kallos color i multivitamin, rozwodnione.


Olejowanie i stylizacja:
Nie olejowałam włosów jakoś mega często, ale udało mi się wykończyć olej inca inchi - nie za specjalny, widać, że oleje z przewagą kwasów omega 3 nie robią u mnie szału, recenzja jest TUTAJ. Później używałam oleju sezamowego - jeden z moich ulubieńców, super się teraz u mnie spisuje, chyba jeszcze lepiej, niż kiedyś. Stylizowałam włosy albo żelem syoss men power hold - mój ulubieniec, albo złotym taftem, albo niebieskim taftem - ten żel spisywał się dużo słabiej, na szczęście szybko się skończył, recenzja jest TUTAJ. Końcówki zabezpieczałam masełkiem happy ends od Anwen - KLIK RECENZJA.




Jak tam Wasze włosy, czują już wiosnę? :) Całuję :*

21:06:00

Anwen Happy Ends - serum do zabezpieczania końcówek włosów

Anwen Happy Ends - serum do zabezpieczania końcówek włosów
Witajcie Kochani :)
Kilka miesięcy temu skończył mi się mój ulubiony olejek do końcówek z isany - KLIK RECENZJA, więc rozglądałam się w mojej ulubionej drogerii Kosmyk za czymś nowym. Myślałam o marionie, ale w oko wpadło mi serum do końcówek od Anwen o wdzięcznej nazwie happy Ends ;) Pierwsza moja myśl - no co ty, to takie masełko, na bank cię obciąży i będziesz zła. Ale ciekawość wygrała. Przeczytajcie, co sądzę o tym pięknie pachnącym masełku do końcówek włosów.


Skład:
Skład jest bardzo bogaty - mamy tutaj mnóstwo naturalnych maseł i olejów. Ale od początku - olej babassu - troszkę się go obawiałam, bo - podobnie, jak kokos - ma bardzo dużo nasyconego kwasu laurynowego (50%), który ma zdolność wnikania we włosy, przez co może je spuszyć. Dalej wosk pszczeli,  dwa lżejsze silikony, olej z czarnego bzu (głównie omega 6 oraz omega 3), wiesiołka (głównie omega 6) masło murumuru (około 50% nasyconego kwasu laurynowego, który ma zdolność wnikania we włosy, tak jak kokos czy babassu), masło cupuacu (sporo omega 9 i nasyconego kwasu stearynowego) i masło mango (głównie nasycone kwasy stearynowy i palmitynowy). Kolejne oleje - brokułowy (dużo kwasu erukowego należącego do omega 9), pracaxi (zawiera 20% tajemniczego kwasu behenowego), sacha inchi (najwięcej omega 3 i trochę omega 6) i z baobabu (po 1/3 kwasów nasyconych, omega 9 i omega 6). Lanolina oraz witamina E. Same emolienty, brak humektantów oraz protein - to lubię w produktach do końcówek ;)


Opakowanie, konsystencja i zapach:
Serum ma konsystencję masełka, mieści się w małej, metalowej puszeczce o pojemności 15ml. Jest bardzo wydajne, pachnie cudnie - dla mnie to połączenie czegoś słodkiego z orientalnym, ciężko mi określić ten zapach, ale uwielbiam go ;)


Działanie:
Jak już wspominałam - bardzo bałam się obciążenia, moje hennowane fale są już zdrowe, mają niższą porowatość, a tu takie masełko, które wydaje się bardzo ciężko. Nałożyłam zatem pierwszy raz dosłownie odrobinkę, na końcu paznokcia. Zobaczyłam jednak, że masełko praktycznie zniknęło w końcówkach włosów, nie czuć go, więc jeszcze 2 takie porcje dołożyłam. Nie ma zatem obaw, że nas obciąży, chociaż wiadomo, że ilość trzeba dopasować pod swoje włosy :) Druga rzecz, której się obawiałam, to fakt obecności masła babassu - za czasów wyższej porowatości to jeden z olejów, które bardzo źle mi służyły, obok kokosa. Później jednak, po spadku porowatości - kokosa polubiłam i podejrzewam, że podobnie jest z babassu. Włosy po wgnieceniu masełka od Anwen są bardzo miękkie, jedwabiste, pięknie pachną. Wierzę, że chroni moje końcówki, nie znalazłam po ponad pół roku od cięcia ani jednego rozdwojenia, chociaż mi rzadko coś się rozdwaja ;) Ciężko z nim przesadzić, chociaż jest jedna wada - ta metalowa puszeczka. Dużo wygodniej wydobywa się jednak serum z buteleczki z pompką, chociaż wiem, że ta konsystencja masła raczej by uniemożliwiła takie opakowanie. Marzę jednak o serum od Anwen w konsystencji płynnej i myślę, że się doczekamy. Produkt nie jest zgodny z metodą CG, ma wosk i silikony. 



Ciekawa jestem, jak masełko spisuje się na włosach wysokoporowatych z uwagi na ten olej babassu w składzie - może zdradzicie mi swoje opinie? :) Całuję :*

16:29:00

Satynowy czepek do włosów z aliexpress - idealna ochrona skrętu nocą ;)

Satynowy czepek do włosów z aliexpress - idealna ochrona skrętu nocą ;)
Witajcie Kochani :)
Sposobów na ochronę naszego skrętu nocą wypróbowałam już wiele i opisałam Wam je w TYM POŚCIE. Od kilku miesięcy co jakiś czas śpię w czepku satynowym z aliexpress - mam dokładnie TEN model. Śpię w nim właściwie zawsze, jak stylizuję włosy, bo to moje najnowsze odkrycie na zachowanie porannego skrętu ;)

Musiałam Wam się pokazać w czepku, znacie mnie :D


Zalety:
*Rano skręt jest praktycznie taki sam, jak wieczorem - to dla mnie największa zaleta, bo nie znosiłam porannej reanimacji skrętu, a i po niej włosy nie zawsze wyglądały tak, jak lubię. Czasem muszę  suchymi rękoma z dosłownie kroplą oleju dougniatać troszkę włosy, bo minimalnie straciły kształt, ale efekt jest naprawdę świetny. Nie znoszę myć włosów rano,  a tak mogę to zrobić wieczorem, wystylizować, wysuszyć, odgnieść żel, nałożyć czepek i spać. Moje falo-loki wyglądają najlepiej, kiedy w czepek zapakuję włosy całkowicie suche, z odgniecionym żelem. Czasami próbuję z nieodgniecionym żelem, ale zdarza się, że rano są takie dziwnie powyginane.
*Tkanina jest naprawdę gładka, dzięki czemu włosy nie mechacą się i wierzę, że się tak nie niszczą ;)



Wady:
*Główną wadą jest oczywiście wygląd wizualny - pewnie nie każdy mąż czy partner chce oglądać swoją falowaną lub kręconą piękność w takich oto nakryciach głowy przed samym snem, kiedy to kosmate myśli chodzą po głowie :D Moja metoda jest taka - zakładam czepek tuż przed samym snem, trzymam go pod poduszką, kiedy już małżonek słodki śpi - zawsze zasypia przede mną. Chociaż on i tak twierdzi, że wyglądam w nim ładnie, ale wiem, że nie każdy tak ma ;)
*Gumka w czepku jest dość ciasna, więc jak zakładam go normalnie, jak na pierwszym zdjęciu - odciska się na czole i ogólnie na głowie i źle się śpi. Moja metoda - naciągam czepek na oczy, dzięki temu nie ciśnie, a mi się lepiej śpi, jak mam coś na oczach i jest zupełnie ciemno. Wygląda to pewnie zabawnie, ale cóż, ważne, że działa :D



Jakie macie swoje sposoby na ochronę skrętu nocą? :) Całuję :*

19:23:00

Taft - Stand Up Look - czyli niebieski żel do włosów taft ;)

Taft - Stand Up Look - czyli niebieski żel do włosów taft ;)
Witajcie Kochani :)
Znowu życie mnie wciągnęło, ale jestem, wracam, nie znikam :) Dzisiaj chciałabym Wam wreszcie opowiedzieć o jednym z osławionych żeli taft - a mianowicie o wersji niebieskiej, zgodnej z metodą CG. Jeśli chodzi  o inne żele taft - zgodna z metodą CG jest jeszcze wersja złota - KLIK oraz przezroczysta - ale tylko dla osób, które uznają w tej metodzie polyquaternia i quaternia. Ale wracając do tatfa niebieskiego - zużyłam całe opakowanie, ale tylko dlatego, że mogę go nakładać bardzo dużo, zupełnie inaczej, niż z moim ukochanym żelem syoss men power hold ;)

żel niebieski taft





















Skład:
Rzadko kiedy analizuję składy żeli składnik po składniku - najczęściej piszę jednak o ilości polimerów, konserwantach, zawartości alkoholu oraz humektantów i ich wysokości w składzie. Tutaj będzie tak samo. Żel nie jest bardzo mocny, ma dosłownie jeden polimer PVP na 2 miejscu w składzie, dość wysoko w składzie fenoksyetanol - niezbyt ładny konserwant. Gliceryna czyli humektant na 6 miejscu w składzie, kolejny humektant - panthenol na 8 miejscu. Po zapachu kolejny brzydki konserwant. Zauważyłam, że producenci żeli do włosów niestety często stosuję te właśnie konserwanty. Alkoholu brak ;)



Konsystencja i zapach:
Zapach bardzo mi się podoba, chyba najładniejszy ze wszystkich taftów, jakie miałam. Jakby owocowo-męski, chociaż wiadomo, zapach kwestia gustu ;) Jest mniej gęsty od syossa. Raz go rozwodniłam, ale wtedy miałam wrażenie, jakbym nie nałożyła żadnego żelu, najlepiej stosować go w takiej postaci, w jakiej już jest ;)

Działanie:
No i niestety - moje fale 2c najbardziej lubią się z mocno polimerowymi żelami, które mają humektanty daleko w składzie. Tutaj ta gliceryna czy panthenol raczej mi nie zaszkodziły jakoś mocno, ale sam żel dość słabo podkreśla mój skręt. Oczywiście nie jest tak, że nic nie robi, ale jednak lubię efekt po syossie i już od tylu lat się do niego przyzwyczaiłam. Można nakładać go wiele, sucharków u mnie praktycznie brak, a to już znak, że z danym żelem prawdopodobnie się nie polubię - i tak było tym razem. Jakoś daje radę przy reanimacji, ale i tutaj wolę inne produkty, np. różowy krem do loków boots. Skończył mi się dość szybko, ale naprawdę łyżka na jedno mycie szła spokojnie, a efektu wielkiego nie było. Próbowałam też z groszkami, ale to już jednak wielka klapa ;) Inne tafty - złoty i przezroczysty - spisały się lepiej, ale o nich napiszę Wam niedługo.



Jaki jest Wasz ulubiony stylizator? :) Całuję :*

15:06:00

Olej inca inchi - zastępca oleju lnianego?

Olej inca inchi - zastępca oleju lnianego?
Witajcie Kochani :)
Lubicie olejować włosy? U mnie bardzo dobrze spisuje się metoda na sucho, która jest jednocześnie najszybszą metodą, zatem najczęściej ją stosuję ;) Przez kilka miesięcy testowałam ciekawy i mało znany olej Inca Inchi firmy Etja. Składowo jest on bardzo podobny do znanego i lubianego oleju lnianego. Sam olej lniany spisywał się u mnie poprawnie, acz nie jest to mój ulubiony olej. Jak zatem egzamin zdał olej Inca Inchi? 

olej inca inchi

*Swój olej kupiłam w zielarni, olej firmy Etja. 50 ml za troszkę ponad 10zł, czyli bardzo dobra cena ;) Olej naturalny, nierafinowany. Ma średnio gęstą konsystencję i zbożowo-orzechowy zapach.

*W składzie oleju inca inchi przeważają kwasy tłuszczowe omega 3 - jest ich od 45 do 60%, oprócz tego około 25-37% kwasów omega 6. Podobny do oleju lnianego :)


*Jak już wspomniałam, olej Inca Inchi nakładałam najczęściej na suche włosy, na godzinkę, do całej nocy. Spisuje się dobrze, acz nie zrobił u mnie  jakiegoś mega szału. Włosy są po nim miększe - i właściwie chyba tyle. Jednak od idealnego oleju oczekuje czegoś więcej - sprężystości, blasku, poprawy skrętu czy mięsistości. Tutaj ta miękkość - która dla wielu osób może być dużą zaletą. Na szczęście nie zaszkodził, nie spuszył, nie przesuszył ;) Jednak olej lniany spisywał się u mnie nieco lepiej, chociaż też nie jest moim ulubionym olejem. Myślę, że inca inchi może świetnie zdać egzamin na sztywnych, szorstkich włosach.

*Zabezpieczanie końcówek - o, tutaj spisywał się całkiem dobrze, nie obciążał, dawałam 2 kropelki, końcówki były bardzo przyjemne w dotyku. Przyjemnie pachnie, choć wiem, że nie każdemu ten zapach może się spodobać.

olej inca inchi włosy


Lubicie się z tym olejem, albo jego lnianym kuzynem? :) Całuję :*

12:33:00

Ovoc, Agrest, Obłędnie owocowa maska do włosów

Ovoc, Agrest, Obłędnie owocowa maska do włosów
Witajcie Kochani :)
Mam do napisania sporo recenzji, bo troszkę produktów się u mnie przewinęło, a jeszcze nie doczekały się one wpisu na blogu. Lubicie owocowe zapachy w kosmetykach? Ja uwielbiam, dlatego kilka miesięcy temu skusiłam się w moim osiedlowym sklepiku na maseczkę do włosów firmy Ovoc. Moja wersja jest agrestowa, do wyboru było jeszcze kilka innych. Oprócz masek,  były także odżywki i szampony. Wszystkie produkty razem ze składami możecie obejrzeć sobie TUTAJ.


Skład:
Zwróciłam uwagę, że wszystkie maski mają taką samą podstawę, jeśli chodzi o skład. Dopiero po cetrimonium chloride do każdej dodają inne ekstrakty. Zacznijmy od początku - po wodzie same emolienty - w tym olej sojowy z przewagą kwasów tłuszczowych omega 6, masło shea (dużo nasyconych oraz omega 9), dwa silikony - jeden odparowujący, drugi zmywalny delikatnym detergentem - acz zauważyłam, że dimethiconol oraz dimethicone trochę trudniej mi się zmywają i wolę użyć co jakiś czas mocnego szamponu, kiedy ich używam. Następnie antystatyk  - i do tego momentu każda z masek ma taki sam skład. Dopiero po antystatyku mamy zmiany. Tutaj jest ekstrakt z agrestu, nawilżający sorbitol, ekstrakt z alg, oblepiaczo-kondycjoner, antystatyk, nawilżający glikol propylenowy, ekstrakt z rumianku, zapach. Konserwanty, w tym niestety te dwa brzydkie na literkę M, które są w kallosach i jeszcze jeden inny, nieładny. Z tego powodu uważałabym z aplikacją maski blisko skóry głowy, może podrażnić.


Konsystencja i zapach:
Maseczka Ovoc pachnie obłędnie - owocowo, mocno, zapach czuć na włosach po zmyciu produktu. Bardzo przypadł mi do gustu, nie jest zbyt słodki, naprawdę piękny. Konsystencja maseczki - o dziwo nie jest bardzo ciężka, przyjemnie kremowa, dobrze aplikuje się na włosy.

Cena i pojemność:
Za 500 ml maseczki zapłacimy poniżej 10zł - naprawdę cena bardzo opłacalna, nawet jeśli maseczka miałaby nam służyć jako emolientowa podstawa do mieszanek.


Działanie:
Maseczka jest przyzwoita - nie robi szału, jak inni moi ulubieńcy - np. odżywka Anwen emolientowy irys czy maseczki cien, ale naprawdę jest dobrze. Maseczka agrestowa Ovoc jest mocno emolientowa, silikonowa, porządnie dociąża, acz nie obciąża moich delikatnych fal ;) Mogę jej używać zimą, kiedy to warunki pogodowe często są niesprzyjające. Humektantów jest niewiele i są ładnie zrównoważone emolientami. Jeśli tylko lubicie się z olejem sojowym i masłem shea - produkt powinien przypaść Wam do gustu. Najczęściej używałam jej, kiedy nie stylizowałam włosów żelem, tylko suszyłam na prosto i zawijałam w ślimaka. Włosy pięknie i długo po niej pachną. Dobry produkt, nie najlepszy, ale nie robi krzywdy i fale wyglądają po niej całkiem przyzwoicie ;) Może służyć jako maska, może także być świetną bazą do wzbogacania - kilka kropel keratyny albo łyżeczka miodu. Nie jest zgodna z metodą CG, ale do OMO - jak najbardziej.

Tutaj moje fale po koczku ślimaczku, właśnie po maseczce agrestowej Ovoc:


Macie ją już w swoich zbiorach, czy nie interesuje Was ona za bardzo? :) Całuję :*

21:53:00

Wracam - i dziękuję :)

Wracam - i dziękuję :)
Dostałam od Was tyle ciepłych wiadomości - na meila, na facebooka, na instagrama, w których pytacie, czy wszystko u mnie w porządku. To strasznie miłe i kochane, wzruszyłam się :) Miałam problemy z dzieciakami, przewinął nam się szpital, w ogóle nie miałam głowy do bloga, do włosów, do niczego. Wpadłam w jakiś taki marazm, byłam bardzo zmęczona. Jest już jednak lepiej, bardzo tęsknię za blogowym światem, za Wami, za rozmowami i pogaduszkami właśnie o włosach, jak i o innych sprawach. Wracam, muszę jakoś się rozkręcić i ożywić moje włosy ;)


11:51:00

Sattva, Odżywka do włosów mango

Sattva, Odżywka do włosów mango
Witajcie Kochani :)
Ostatnio dość mocno zaniedbałam bloga, ale piątki w życiu każdego dzieciaczka wyżynają się tylko raz w życiu - oczywiście cztery na raz :D Za nami już gorączka, zapalenie gardła, marudzenie, płacz, ale dwie górne są już prawie na wierzchu. Wierzę, że wrócę do żywych, jak to wszystko się już skończy. Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów o pewnej bardzo ciekawej odżywce, którą otrzymałam do testów od SATTVA AYURVEDA, zapraszam :)


Skład:
Skład: Aqua, Cetyl alcohol, Cetocetyl alcohol, Cator oil, Glyceryl monostearate, Sodium alginate, Lanolin, Mango, Lecitin, Propanediol, Sunflower oil, Stearic Acid, Jojoba oil, Shea butter, Cocoa butter.

Skład jest mocno emolientowy z dodatkiem humektantów, zwrócić uwagę należy na olej rycynowy na wysokim miejscu w składzie. Oprócz tego mamy tutaj alginat - czyli ekstrakt z alg, który ma działanie nawilżające. Dalej lanolina - emolient, ekstrakt z mango, lecytynę, nawilżający propanediol - glikol roślinny. Kolejne emolienty - olej słonecznikowy, jojoba, masło shea i masło kakaowe.

Konsystencja i zapach:
Odżywka sattva mango ma średnio gęstą konsystencję, zapach jest specyficzny - taki indyjski, trochę jak kadzidełka. Ja akurat nie przepadam za nim, chociaż na pewno znajdzie swoich amatorów ;)


Działanie:
Decydując się na tę odżywkę wiedziałam, że prawdopodobnie będę używać jej do skóry głowy. Nie myliłam się :) Jeden jedyny raz nałożyłam ją na 5 minut na długość włosów, jednak olej rycynowy wysoko w składzie zrobił swoje i włosy miałam szorstkie i matowe, bardzo nieprzyjemne w dotyku. Za to na skórę głowy - cudo :) Powiem Wam, że nawet moje oporne na przyspieszacze porostu włosy ruszyły do przodu. Stosowałam ją jakoś 2 razy w tygodniu, kilka razy przed myciem włosów, później zaczęłam aplikować odżywkę normalnie po umyciu włosów szamponem, na 10-15 minut. Wmasowywałam ją ze 2 minuty, żeby dotarła do każdego zakamarka skóry głowy i zostawiałam na te kilkanaście minut. Kilka razy czułam ciepło i przyjemne mrowienie, nie wiem, który składnik może za to odpowiadać ;) Wyraźnie widzę, że włosy urosły mi szybciej, odrost nie kłamie :D Z pewnością nadal będę ją stosować właśnie na skórę głowy,  zauważyłam, że maski i odżywki aplikowane właśnie tam dużo ładniej przyspieszają porost w moim przypadku, niż olejki czy wcierki. Włosy nie są po niej przetłuszczone, ale jeśli zauważycie, że odżywka nałożona po umyciu szamponem i spłukana tylko wodą was obciąży - śmiało możecie ją położyć przed myciem, na godzinkę.