Stylizacja fal i loków - żele i kremy - recenzja zbiorcza

Witajcie Kochani :)
Ostatnio na facebooku pokazywałam Wam kolekcję stylizatorów do moich falowanych włosów ;) Padła propozycja, aby stworzyć recenzję zbiorczą i napisać krótko o każdym z nich, żeby wszystko było w jednym miejscu. Spełniam życzenie :)







1. Żel syoss men power hold - recenzja
Zaczynam oczywiście od mojego ulubieńca - jest on też najmocniejszy z całej kolekcji. Trzeba używać go rozsądnie, ponieważ zaaplikowany w nadmiernej ilości może nam włosy posklejać i zmatowić. Sama daję w ilości najmniejszej 3 groszki a największej małą łyżeczkę - a i to jest czasami troszkę za dużo. Ważne, aby pod spód koniecznie dać odżywkę bez spłukiwania - w przypadku tego jedynego żelu to konieczne, inaczej efekt nie będzie zbyt ładny. Żel najmocniej podkreśla skręt i utrwala go u mnie na 2-3 dni. Często na drugi dzień nie muszę włosów reanimować, a to już coś ;) Łyżeczka tego żelu potrafi wyczarować mi tak mocny skręt, jaki widzicie na zdjęciu niżej. Rany, chyba zacznę znowu nakładać łyżeczkę :D Zostawia bardzo mocne strączki, zwłaszcza nałożony w większej ilości, ale da się je odgnieść, trzeba tylko poświęcić z 3 minutki. Szczerze mówiąc nie polecam go raczej dla początkujących falek i loczków - można zrobić sobie nim krzywdę i zrazić się do żeli na dobre. 



2. Żel syoss max hold - recenzja
Brata mojego ulubieńca polecam już na początek  zakręconej przygody:) Żel ten słabiej podkreśla i utrwala skręt, niż czarno-pomarańczowy brat. Nie znaczy to jednak, że nie podkreśla nic a nic - radzi sobie całkiem przyzwoicie. Najważniejszą jego wadą jest w moim przypadku to, że niestety po kilku godzinach lekko puszy i przesusza moje włosy - niezależnie od pogody. Bardzo nie przepadam za stylizatorami z gliceryną wysoko w składzie, a ten niestety ją ma ;) Nie czuć go na włosach tam mocno, jak mojego ulubieńca, nie zostawia też praktycznie strączków albo słabo wyczuwalne, jeśli nałożymy go więcej. Może być dobry dla początkujących, którym nie przeszkadza gliceryna wysoko w składzie w przypadku stylizatorów.



3. Bielenda graffiti żel bardzo mocny
Widzę, że żel nie ma jeszcze recenzji - muszę szybko to zmienić ;) Niestety kompletnie nie mogę się z nim dogadać - nie spisuje się w moim przypadku ani do stylizacji właściwej po umyciu, ani do reanimacji porannej. Zostawia dziwną, matową warstwę na włosach, nawet nałożony w niewielkiej ilości. Słabo podkreśla skręt, często puszy. Nie lubimy się niestety. Zauważyłam, że raczej nie przepadam za stylizatorami, które na początku składu mają polyquaternium ;)



4. Isana hidden control
Użyłam go dopiero kilka razy, ale zapowiada się obiecująco. Bardzo ładnie podkreśla skręt. Może nie aż tak, jak mój ukochany syoss, ale radzi sobie całkiem dobrze, naprawdę dobrze. Daje taki fajny efekt objętości, czego nie mam w syossie. Można nałożyć go więcej, nawet łyżeczkę, łatwo się odgniata i nie zostawia tak sztywnych strączków jak syoss. Będę testować go dalej, ale myślę, że początkujące falowane i zakręcone głowy mogą śmiało próbować - jest w każdym rossmanie ;)



5. Balea power flex żel 
Wiem, że pewnie niewiele z Was ma dostęp do kosmetyków balea, można je dostać w drogeriach DM. Oba żele dostałam od Ani :) Napiszę jednak o nich kilka słów ;) Żel ten wysoko ma glicerynę - wiemy już, co to znaczy? :) A no to, że skręt podkreśla całkiem całkiem, ale bardzo szybko przesusza i puszy, nawet jak jestem w domu a punkt rosy jest idealny. Włosy są po nim za lekkie, puchate, oj nie przepadam za tym efektem. Próbowałam nim reanimować włosy na drugi dzień, ale były jeszcze bardziej suche, niż przed reanimacją :P Nie dla mnie żele z morzem gliceryny.



6. Balea ultra strong żel
No tu już nieco lepiej - glikol propylenowy spisuje się u mnie lepiej, niż gliceryna ;) Lepiej podkreśla też skręt, niż poprzednik. Choć zdarzyło mu się mnie lekko spuszyć i przesuszyć - może też ten sorbitol robi czarną robotę - sama nie wiem, nie kojarzę go za bardzo w innych stylizatorach. Muszę go jeszcze lepiej przetestować, na razie nic więcej nie napiszę. Na pewno wolę go od brata z pomarańczową nakrętką ;)



7. Boots krem do loków - recenzja
O bootsie już Wam pisałam. Nie przepadam za nim, jeśli chodzi o typową stylizację po umyciu - zostawia włosy miękkie, ale słabo podkreśla moje fale. Za to jest idealny do porannej reanimacji i teraz używam w tym celu głównie jego. Moczę rano porządnie włosy, do tego kapeczka bootsa, wgniatam i podsuszam. Gotowe. Nic nie jest spuszone, bo krem jest bardzo emolientowy.



8. Marc anthony krem do loków - recenzja
Krem dostałam od kochanej Czytelniczki Kasi :* W składzie niestety nie ma żadnego polimeru, zatem z moim skrętem nie zrobił nic. Mam po nim delikatną falę, ale nie podkreślił go i nie utrzymał, jak robią to żele. Ładnie za to dociąża, czasem wręcz przeciąża. Oj, nie dla mnie. Może dla właścicielek mocnego skrętu się nada?



9. Żel do loków jessicurl
Żel ma w składzie polyquaternium-69, tak samo jak nie lubiany żel bielenda. Dalej nawilżacz i emolienty. Jessicurl spisuje się jednak lepiej od bielendy. Jeśli trafię na dobrą pogodę i przed nim użyję czegoś mocno emolientowego, potrafi bardzo ładnie skręcić mi włosy. Czasami jednak dość mocno puszy. Nigdy tak naprawdę nie wiem, kiedy i jaki da do końca efekt. Używam go maleńko, ponieważ lubi obciążyć. Dość łatwo się odgniata. Nie wiem, komu mogłabym go polecić ;) Z jessicurl uwielbiam szampon, olejek i odżywki, za to ze stylizatorami mi coś nie po drodze ;) Nie jest dostępny w Polsce.



10. Krem do loków jessicurl
Krem jak to krem - wiecie, że wolę żele :) W miarę skręt podkreśla o dziwo, ale pozostawia taki dziwny, lekko matowy efekt. Nie jest to bardzo nieprzyjemne, ale ja tak przywykłam do żeli, że nie potrafię już chyba cieszyć się z efektów po kremach :) Nie trzeba go odgniatać, jak nie raz w przypadku żeli. Za to oczywiście super do porannej reanimacji i tak go używam, obok bootsa ;) Ten chyba nawet ładniej poprawia poranny skręt, choć włosy są po nim nieco bardziej puszyste (ale nie spuszone) niż po bootsie. Nie dostępny w Polsce.



11. Płyn do stylizacji loków jessicurl
No i wytłumaczcie mi te moje włosy -tutaj gliceryna również dość wysoko w składzie, ale płyn spisuje się często gęsto całkiem fajnie. Nie podkreśla skrętu tak mocno, jak żele, jednak robi to naprwadę przyzwoicie - może to przez ten ekstrakt z lnu ;) Psikam nim na bardzo mokre włosy i ugniatam. Uważam z nim w czasie bardzo niekorzystnego punktu rosy, ale w pozostałe dni jest całkiem ok. Spisuje się do szybkiej stylizacji, kiedy nie mam czasu - parę psików na bardzo mokre włosy, pougniatać i zostawić do wyschnięcia. Zostawia nieco lżejszy skręt, ale nie trzeba nic odgniatać i nie ma nieprzyjemnego efektu na włosach. Ten stylizator polecam :) Nie do kupienia w Polsce niestety - może się to zmieni? 




Jestem bardzo ciekawa, jaki jest Wasz ulubiony stylizator dla fal i loczków - napiszecie mi? :) Całuję :*

16 komentarzy:

  1. Chyba się w końcu zdecyduję na Twojego ulubionego Syossa :) Coraz częściej jest wyprzedaż, chyba rzeczywiście za niedługo zniknie całkiem z rynku :/ Tym razem w Tesco za 10,49.

    Co do PQ-69, to dziwna sprawa, bo ciężko znaleźć info o tym składniku. Znalazłem kilka badań, które wychwalają go pod niebiosa - że w porównaniu do PVP - PQ-69 utrwala na dłużej w ekstremalnie wilgotnych warunkach bez puszenia (a i u mnie i u Ciebie puszy), do tego ten mat - też to zauważyłem.
    Sama zerknij - http://ashlandstylebook.com/wp-content/uploads/2015/02/ISP-PC6926_11361_AquaStyle_300_sheet_updates_VF.pdf

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzej, nie strasz błagam Cię. Nie mogą wycofać mojego syossa...

      Nie znoszę tego pq ;) Wiesz jak to z badaniami hehe. Ważne, że nam nie służy :P

      Usuń
  2. Dzięki, bardzo przydatne porównanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja po użyciu syossa pomarańczowego podchodzę do innych żeli jak pies do jeża - tak bardzo syoss podniósł poprzeczkę. Każdy inny power żel przy nim się chowa, a ja jestem tylko zdenerwowana że nie jest na równi z syossem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie patrzę Kasiu, że wraz ze zmianą opakowania na nowsze trochę zmienili skład naszego żelu.Teraz skład wygląda tak: Aqua, PVP, Acrylates/Hydroxyesters Acrylates Copolymer, Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Crosspolymer, Aminomethyl Propanol, Phenoxyethanol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum,DMDM Hydantion, Glycerin,Panthenol, Niacinamide, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Benzoic Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Cl 60730.

      Usuń
    2. Oo, jeszcze dalej gliceryna, wspaniale :):)

      Usuń
    3. A nie wiecie, czy po zmianie składu działanie jest takie samo? Bo obawiam się teraz kupować, a właśnie ja też mam ogromny problem ze znalezieniem odpowiedniego żelu, większość się u mnie nie sprawdza i nie bardzo chcę wyrzucać pieniądze na coś, co się tylko będzie marnowało, bo tego nie zużyję.

      Usuń
    4. U mnie działa bez zmian

      Usuń
    5. U mnie również tak samo :) Właśnie kupiłam niedawno nową wersję ;)

      Usuń
  4. dzięki Tobie kupiłam syossa power hold :) i odżywkę oherbal :) fale są super :) już Ci dziękowałam za rady na grupie zakręconej na fb :) ten isany hidden control też fajny :) oba trzeba nauczyć się nakładać :) świetne porównanie :) brakuje mi tu kremu do włosów isany ( taki pomarańczowy, masz z nim jakieś doświadczenie? )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam Kochana małą porcyjkę od koleżanki - ale dla mnie katastrofa :) Włosy klejące, matowe, nawet jeśli nałożyłam maleńką ilość na ociekające wodą włosy ;)

      Usuń
  5. Zdecydowanie sięgnę po ten Isanowy jak tylko zdenkuję 2 kupione w zapasie Bielendy xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest zupełnie inny niż syoss i myślę że na pewno Ci się spodoba ☺

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)