środa, 28 grudnia 2016

Moje włosy ... się zmieniają i zdrowieją ;)

Witajcie Kochani :)
Dzisiaj taki luźniejszy post. Obserwuję moje włosy od dłuższego czasu i przechodziły one naprawdę spore metamorfozy. Chciałabym Wam dzisiaj pokrótce o tym napisać, ponieważ zauważyłam, że moje włosy znowu się zmieniają i warto moje Czytelniczki - oraz Czytelników o tym poinformować :)




A tak się zaczęło:
Najpierw, na samym początku pielęgnacji, moje włosy były naprawdę w złym stanie. Bardzoooo matowe, suche, zniszczone, połamane, końcówki, jak i całe włosy na długości wołały o pomstę do nieba. Praktycznie nic nie było w stanie ich obciążyć - maseczki mogłam kłaść łyżkami, tak samo oleje, a do mycia używałam balsamów do włosów, zamiast szamponu.  Chociaż lekki przyklapik od skóry głowy miałam zawsze, możecie zobaczyć - nieważny, czy myłam szamponem, czy maseczką :) Dopiero włosy od ucha wyglądały najgorzej, o końcówkach nie wspomnę. Tutaj 2010 rok.



Potem...
Potem zaczęłam je pielęgnować - mycie odżywkami, oleje, maseczki, stylizacja. Oleje praktycznie co mycie, bogate maseczki pod czepek również. Zaczęły się kręcić i w dotyku robiły się już przyjemniejsze. Ale ja tutaj młodo wyszłam, oczywiście bez makijażu, początek 2011 roku, a co tam, nie będę się zamazywać ;) Nadal potrafiły przyjąć sporo kosmetyków i olejów - łyżka-półtorej na taką długość szła jak nic.


Następnie...
Dalej pielęgnowane, zwłaszcza w ciąży odwdzięczały mi się coraz lepszy wyglądem, byłam z nich wtedy taka dumna, no i rosły jak szalone, czego nie mogę o nich powiedzieć teraz ;) Stosowałam nadal bogate olejowanie, bogate i cięższe maseczki, mycie balsamem. Ciężko było je obciążyć. Koniec roku 2011.

Potem katastrofa...
Tutaj omijam temat mojego półtorarocznego zaniedbania włosów po urodzeniu synka, taką niezbyt ciekawą historię mieliśmy ;) Przenosimy się do dalszych lat, kiedy znowu intensywnie dbałam ;) Stan wyjściowy w 2013 roku był taki jak poniżej. Ścięłam naprawdę dużo włosów, 20cm jak nic, ale były sztywne, matowe i suche - przez te półtora roku kilka razy widziały odżywkę, myłam je żelem pod prysznic, no cóż ;) Na zdjęciu akurat miały dobry włosowy dzień, ale największe zniszczenia po ścięciu zniknęły, to też miało duży wpływ.


Dalej...
Dalej pielęgnowane, zaczynały wyglądać dużo lepiej. Od czasu do czasu zdarzyło mi się obciążenie, co kiedyś było nie do pomyślenia. Częściej wprowadzałam też delikatny szampon obok maseczki myjącej.  Oleje z omega 9 w większej ilości zaczęły mnie obciążać, musiałam zredukować nakładaną ilość. Bogatsze maseczki dużo rzadziej, takie pod czepek dosłownie raz na tydzień, a nie co mycie, jak kiedyś ;) To był rok 2014. Moje włosy zmieniły wtedy swój stosunek do olejów - zaczęły tolerować te nasycone, od czasu do czasu.  Wcześniej wszystkie takie oleje matowiły i mocniej puszyły moje fale. Popełniłam jakoś wtedy wpis o spadku porowatości - KLIK.


Potem...
Potem dalej pielęgnowane, raz myte maseczką, raz delikatnym szamponem, częściej oczyszczałam. Zaczęłam ograniczać silikony i olejowanie, ponieważ dla moich włosów było to już za dużo ;) Zdarzało się coraz częściej obciążenie.


I wreszcie...
No i stało się - nadszedł rok 2016 i zbyt bogata pielęgnacja mi już tak nie służy :) Po silikonach i innych oblepiaczach muszę włosy oczyszczać praktycznie po 1-2 myciach, zatem coraz rzadziej używam takich kosmetyków. Częściej również używam zarówno delikatnych, jak i tych mocniejszych szamponów. Maseczką myję fale już właściwie od święta, a kiedyś było to moje podstawowe myjadło ;) Olejuję raz na tydzień, maksymalnie 2 razy, ale częściej raz. Oleju daję niecałą łyżeczkę, zwłaszcza jeśli to olej z przewagą kwasów omega 9. Bardziej służą mi nieco lżejsze produkty, a mocniej obciążają te, bez których kiedyś nie wyobrażałam sobie pielęgnacji. Nie ma szans, abym zastosowała już złożoną pielęgnację włosów, którą stosowałam w 2014 i 2015 roku - tutaj macie 3 posty na ten temat: KLIK. No i niestety włosy bardzo wolno mi teraz rosną, ale to już obserwowałam od kilku lat, a właściwie od wielkich stresów i 2012 roku. Nie wiem, czy doczekam kiedyś długości z 2011 roku ;)


Wiem, że częściej będę Wam teraz polecać nieco lżejsze produkty, ponieważ moje włosy nie potrzebują już tak mocno dociążenia, olejów i silikonów, jak jeszcze lata temu. W każdej jednak recenzji staram się pisać, na jakich włosach dany produkt ma szansę się spisać, czy jest bardziej lekki, czy ciężki. Miejcie jednak na uwadze to, że moja pielęgnacja jest już uboższa, niż kiedyś i nie potrzebuję tak ciężkich produktów ;)


Ciekawa jestem zmian i metamorfoz na Waszych włosach po latach pielęgnacji - udało Wam się obniżyć porowatość i uzdrowić włosy? :) Całuję :*

12 komentarzy:

  1. u mnie świetnie sprawdzają się oleje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie również, ale już tak często ich właśnie nie stosuję :) Ale na początku pielęgnacji ratowały życie :D

      Usuń
  2. Kochana napiszesz jak dokładnie przygotowujesz henne - jestem zachwycona !! kolorem , będę wdzięczna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, to ja jeszcze go nie napisałam? :) Miałam zdjęć kiedyś tyle, ale chyba mi przepadły hehe. Przy następnej hennie zrobię znowu zdjęcia i opiszę ;)

      Usuń
  3. Obserwuję twoje włosy już kilka lat i zawsze podziwiałam ich pielęgnację:)
    Kiedy zaczęłam obserwować twojego bloga miałam kręcone, suche,wysokoporowate, rozjaśnione włosy, teraz są proste i średnioporowate. Niestety z wypadaniem dalej nie umiem sobie poradzić:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O szaleństwo :) Czyli pewnie rozjaśnianie tak im dało w kość co? :)

      Usuń
  4. Walka o piękne i zdrowe włosy to ciężka sprawa, wiem coś o tym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tam się cieszę, że teraz bardziej pasują Ci lżejsze kosmetyki. Mam cienkie włosy u mnie takie też lepiej się spisują. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to pewnie więcej tu teraz znajdziesz kosmetyków dla siebie :) Nigdy nie sądziłam, że będę zachwalać coś lżejszego, zawsze takich dociążaczy szukałam :)

      Usuń
  6. Zazdroszcze bardzo, że jesteś już tam gdzie jesteś :) Ja ostatnio przechodzę kryzys i zaczynam myśleć że intensywne dbanie o włosy to w moim przypadku syzyfowa praca... Kiedy zaczynałam o nie dbać rok temu, wyobrażałam sobie że po roku już będą takie wooow, a tu okazuje się że chyba jeszcze wielu lat potrzeba, żeby były takie o jakich marzę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bo masz loczki :) Pora roku też nie sprzyja, ja zimą często się na nie irytowałam lata wcześniej i chodziłam w związanych, bo zaraz gdzieś puch i odstawacze. Mam też wrażenie, że loczki potrzebują troszkę więcej czasu, żeby dojść do siebie. Pisze do mnie sporo prostowłosych dziewczyn i im udaje się szybciej dojść z włosami do ładu :) A fale i loczki mają przeważnie trudniej i dłużej trzeba czekać na efekty, ale warto :) Zresztą ja Twoje loczki uwielbiam :)

      Mi mimo wszystko nawet teraz zdarza się zły włosowy dzień, ale już bardzo rzadko, jednak zdarza ;)

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...