Zrób to sam - serum antyoksydacyjne z pine bark

Hej hej Kochane :)
Jeśli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że całkiem niedawno otrzymałam cudowne paczuszki z półproduktami --> klik. Ukręciłam już z nich kilka mazidełek, między innymi serum antyoksydacyjne do twarzy z pine bark. Wzorowałam się przepisem z Mazideł - przepis.


Serum antyoksydacyjne z pine bark




Mała uwaga:
W oryginalnym przepisie żel ha zastąpiono hydromanilem, mnie jednak on podrażnia, dobrze, że sprawdziłam na małym kawałku skóry, oczywiście odpowiednio rozcieńczony. Hydromanil ma w składzie glikol propylenowy, który właśnie mnie podrażnia, ale spokojnie można go zastąpić żelem hialuronowym.

Wykonanie:
Wykonanie jest bardzo proste - do szklanej, zdezynfekowanej zlewki wlewam odpowiednią ilość hydrolatu, w niej rozpuszczam ekstrakt z pine bark (robią się farfocle i warto zlewkę umieścić w gorącej kąpieli wodnej - czyli praktycznie do filiżanki nalać gorącej wody, włożyć na chwilkę zlewkę i teraz rozpuścić pine bark, pójdzie dużo łatwiej). Następnie rozpuścić niacynamid i dodać żel hialuronowy w odpowiedniej ilości. Gotowe serum przelewam do szklanej, ciemnej buteleczki z pipetą, wtedy dużo łatwiej je aplikować na dłoń, a potem z dłoni na twarz :)

Przechowywanie:
Przechowujemy w lodówce maksymalnie 2 tygodnie, chyba że użyjemy konserwantu, ja akurat wolę robić małe porcje kosmetyku z różnymi ekstraktami na 2 tygodnie właśnie. Przed użyciem warto potrzepać buteleczkę, bo resztki pine bark lubią osiąść troszkę na dnie.

Co zaobserwowałam?
Serum używałam codziennie rano, przez 2 tygodnie. Akurat starczyło mi prawie że idealnie na te 2 tygodnie :) Mam już swoje ulubione antyoksydanty, jednak pine bark jest całkiem niezły. Serum ładnie wpłynęło na naczynka, nie podrażniło, samo łagodziło delikatne zaczerwienienia i podsuszało małe niespodzianki. Skóra była bardziej elastyczna. Jednak serum nie nawilżało wystarczająco mojej suchej skóry, ale sama wiedziałam, że to lekkie, beztłuszczowe i że może nie dać rady. Następne ukręcę z olejem i emulgatorem :) Jestem zadowolona, acz miałam już lepsze sera antyoksydacyjne, o których niebawem napiszę.


Kręcicie własne sera do twarzy? A może lubicie gotowe produkty, możecie mi polecić coś z gotowców? :) Całuję :*

12 komentarzy:

  1. Dobrze, że się sprawdziło :)
    Ja co prawda nie ukręciłam jeszcze nic do twarzy.. Jestem za leniwa. Moja buzia nie jest wymagająca i do tego nie mam problemu z naczynkami, więc to tym bardziej potęguje moje nieróbstwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę niewymagającej cery :)

      Usuń
  2. oo pine bark mam w planach jak tylko będę robić zakupy na mazidłach..od dawna się na niego czaję, najczęściej robię sera antyoksydacyjne z wit C i aceroli lub samej aceroli..teraz będę testować inny przepis z witaminą C, za jakiś czas opiszę spostrzeżenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, kusiłaś mnie tą acerolą, muszę się jej przyglądnąć :)

      Usuń
  3. Nie wiem skąd ta moda na używanie angielskiej nazwy ekstraktu :D

    Samo serum wygląda ciekawie, ale nie chciałoby mi się przygotowywać porcji dwa razy w miesiącu. W ogóle jak kosmetyk musi stać w lodówce, to niestety, ale raczej go nie używam. Po prostu muszę mieć na widoku to, co jest mi potrzebne na co dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A napisałam po angielsku, bo na mazidłach tak jest i jakoś tak mi weszło w krew ;)
      Mam konerwant, ale na razie testuję powoli różne antyoksydanty i stąd mniejsze porcje :)

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że nie będziesz mi mieć za złe komentarza nie na temat, bo już mi głupio zawracać Ci głowę;)

    Otóż mogłabyś się pochwalić jakiej suszarki z dyfuzorem używasz? Bo chce wybrać lepszą dla siebie po ostatnich doświadczeniach :D (btw zdjęcie podrzuciłam pod tamtym postem;)) i drugie pytanie: odżywki/maski nakładasz również na skalp?;> Mam tu na myśli Alterrę, Biovaxy itp.;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, zawracaj głowę zawracaj :)

      Mam philipsa HP4983. Kupiłam w przecenie jakieś 3 lata temu za jakieś 80zł :)
      Idę oglądać zdjęcia :D

      A na skalp nakładam zawsze coś, ale przeważnie nie to, co na długość. Często coś lżejszego aloesowego, albo drożdżową agafii czy balsamy seboradinu :)

      Usuń
    2. Dzięki! Po każdej rozmowie z Tobą czuję się włosowo mądrzejsza ;) fajnie, że masz taką cierpliwość:) i dziękuję za miłe słowa:*

      Usuń
    3. Cierpliwość muszę mieć anielską, mam prawie dwuletniego synka, który właśnie przeżywa swój bunt ;)

      Usuń
  5. I ja sie zmobilizowalam na zakupy. Mamie ukrece jakies serum na swieta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. BArdzo fajnie, że dziewczyny chcą coś więcej niż tylko gotowiznę! te kosmetyki są dużo czystsze i nie wywołują tyle alergii co drogeryjne.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)