19:24:00

Odżywka Farmony z lnem - moje włosy kochają także i len :)

Odżywka Farmony z lnem -  moje włosy kochają także i len :)
Hej hej kochane :)
Niedawno pisałam o odżywce żeń-szeniowej z farmony, dzisiaj czas na recenzję jej równie cudownej lnianej siostry. Bardzo się cieszę, że przypadkiem odkryłam te odżywki, wcześniej o nich nie słyszałam, a okazały się świetnymi i tanimi produktami :) Zapraszam do zapoznania się z opinią moją i moich wybrednych fal ;)





Skład:
Aqua (Water),  Behentrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Glycerin, Inulin, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Hydrolyzed Keratin, Ceramide 3, Milk Lipids, Lactic Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional.

Skład jest bardzo ładny i zachęca od razu do zakupu, widzimy sporo antystatyków, jest też jeden emolient, humektanty, z wartościowych składników widzimy:  ekstrakt z lnu, prebiotyk inulinę, keratynę hydrolizowaną, ceramidy i tłuszcz mleczny.

Konsystencja i zapach: 
Lniana odżywka jest dużo rzadsza od jej żeń szeniowej siostry, trochę to niewygodne szczerze mówiąc, ale ma ładniejszy zapach, taki ziołowo-kwiatowy, bardzo przyjemny, jednak nie czuć go po zmyciu z włosów, a szkoda ;)

Opakowanie: 
Miękka tuba, odżywka łatwo wychodzi z opakowania, na tubce widać piękny niebieski kwiat lnu, zachęcający do zakupu :)

Działanie: 
Odżywka zachwyciła mnie tak samo, jak jej żeń szeniowa siostra, pięknie nabłyszcza moje fale i to naprawdę zauważalnie. Są po niej lekkie (ale nie za lekkie), nawilżone, mięciutkie, aż chce się je głaskać i głaskać i sama muszę się powstrzymywać, żeby cały czas tego nie robić :) Do tego bardzo ładnie podkreśla mi skręt, na zdjęciu będzie widać kilka korkociągów, które dzięki niej osiągam :) Nie dociaża jednak bardzo mocno włosów, jeśli tego oczekujemy, można dokapać do niej kilka kropel oleju - wtedy działa idealnie :) Nie obciąża moich fal ani troszeczkę, ostatnio użyłam jej też 2 razy bez spłukiwania w sporej ilości, włosy były jeszcze bardziej błyszczące i miękkie, ale w ogóle nieobciążone :)

Cena i dostępność:
Niestety odżywki z farmony są słabo dostępne, a szkoda, bo są bardzo tanie, u mnie w małej drogerii kosztują 7 zł, jest jeszcze wersja z wspomnianym żeń-szeniem, skrzypem polnym i rumiankiem, na rumianek na pewno się skuszę :)


 Na zdjęciach moje fale i kilka ruloników po lnianej farmonie :)



Polecam ją serdecznie wszystkim Włosomaniaczkom, mam nadzieję, że uda Wam się na nią trafić :) A może już się z nią spotkałyście, albo miałyście inne wersje? Całuję :*

14:42:00

Balsamy Mrs Potters jako idealne odżywki do mycia włosów

Balsamy Mrs Potters jako idealne odżywki do mycia włosów
Hej hej Kochane :) 
Chciałabym Wam dziś przedstawić moje ukochane od dawna odżywki, którymi myję włosy - mowa o balsamach Mrs Potters. Myję włosy odżywką już od dawna, jedynie raz na jakieś 2 tygodnie oczyszczam je szamponem z SLS. Odżywka rewelacyjnie zmywa oleje, śmiem nawet stwierdzić, że robi to lepiej, niż szampon :)

Mrs. Potter's balsamy do włosów

*Balsamy mają średnio gęstą konsystencję, ja nakładam kilka porcji na mokre włosy, polewam troszkę wodą, potem masuję, masuję, masuję i dokładnie spłukuję.

*Mają bardzo fajny skład bez silikonów, jest jeden zmywalny wodą, nie robi nam zatem problemów, bo odżywkę i tak zmywamy potem wodą ;)

*Duży wybór zapachów i rodzajów, ja używam różnych na zmianę, ale ostatnio przepadam za zapachem tego po lewej z lotosem i kolagenem, ale lubię też z aloesem i jedwabiem, melisą oraz ginko biloba i keratyną.

*Bardzo dobrze myją włosy, delikatnie się pienią, zmywają bez problemu oleje i inne włosowe mieszanki. Mam wręcz wrażenie, że domywają oleje nawet lepiej, niż niejeden szampon ;)

*Dzięki myciu włosów odżywką, moje włosy nie przetłuszczają się tak szybko, ponieważ nie wysuszam ich szamponem i nie muszą się bronić, wydzielając nadmierną ilość tłuszczu - taki myk :)

*Nie pamiętam już, co to łupież i swędzenie skóry głowy, a uwierzcie mi, że strupy i drapanie głowy do krwi w erze mycia agresywnymi szamponami były na porządku dziennym, nie mogłam sobie z tym poradzić. Balsamy same w sobie nie podrażniają mi skóry głowy.

*Włosy po umyciu nie plątają się, jak po szamponach z SLS, są mięciutkie i zupełnie inne w dotyku. Dodatkowo mycie odżywką naturalnie dociąża moje włosy :)

*Są bardzo tanie (około7-8zł) za dużą pojemność (500ml), fakt, że nakładam ich więcej, niż szamponu, ale jeden balsam spokojnie wystarcza mi na jakieś 2 miesiące.


Wszystkim z całego serca polecam mycie włosów odżywką, a zwłaszcza balsamami mrs. potter's. Przekonałam do nich już kilka moich koleżanek. Trzeba tylko pamiętać, by co jakiś czas myć włosy szamponem z SLS, jeśli używamy kosmetyków z trudnozmywalnymi silikonami czy innymi nadbudowującymi się substancjami (parafina, polyquaternium czy polimery w żelach stylizujących).

10:00:00

Kallos Latte - czy wizażowy hit spisał się na moich włosach?

Kallos Latte - czy wizażowy hit spisał się na moich włosach?
Hej hej Kochane :)
Kallos latte to chyba jedna z najsłynniejszych maseczek, znanych włosomaniaczkom :) I piszę tutaj o tym oryginalnym, biało-fioletowym kallosie, a nie o masce serical crema al latte ;) Sama miałam do kallosa aż dwa podejścia, kiedyś, kiedy zafundował mi matowe siańsko oraz niedawno. Czy coś się zmieniło i pokochałam go? Przeczytajcie :)



Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipamytoylethyl Hydroxyethylomonium Methosulfate, Parfum, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG- 5 Cocomonium Methosulfate, Methylisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane.

W składzie przez zapachem znajdziemy emolient i dwa antystatyki. Po zapachu - humektant, konserwant, dalej, sporo dalej z wartościowych rzeczy widzimy hydrolizowane proteiny mleczne, ale podejrzewam, że nie ma ich tam dużo ;)

Konsystencja i zapach:
Zapach urzeka i niejedna z nas się o tym przekonała,  mleczno-budyniowo-waniliowy, cudowny i słodki, mi się nie nudził absolutnie nigdy, ale ja kocham takie słodkie jadalne zapachy. Konsystencja budyniowa, dość gęsta, taka kremowa, świetna do wzbogacania, nie spływa z włosów.

Działanie:
Kiedyś maseczka kallos latte  zafundowała mi matowe sianko. No nic, włosy mam już dużo zdrowsze i pomyślałam - tania, kupię jeszcze raz, najwyżej zużyję do mycia włosów. I tak musiała niestety skończyć ;) Maseczka nadal sprawia, że moje fale są szorstkie, matowe i suche. Nieco lepiej sprawdzała się, kiedy wzbogacałam ją sporą ilością oleju i ewentualnie nawilżaczem. Zatem - jako taka baza do domowych masek - jest ok, acz nie ma szału, jak w przypadku innych produktów, chociażby poczciwej maseczki gloria, którą to uwielbiam do wzbogacania :) Złe działanie nie jest raczej spowodowane obecnością protein, moje fale naprawdę bardzo je lubią.

Jako odżywka do mycia:
Tu spisała się bardzo dobrze - ładnie domywała oleje, a gęsta konsystencja  i piękny zapach uprzyjemniały mycie, może jeszcze kupię ją w tym celu :)


Jak mleczny kallos spisał się u Was? Wiem, że mnóstwo osób jest z niej zadowolonych :) Całuję :*

10:16:00

Cuda nad cudami - odżywki do włosów z Alterry

Cuda nad cudami - odżywki do włosów z Alterry
Hej hej Kobietki :)
Dzisiaj czas na post o moich dwóch ukochanych odżywkach z alterry - nabłyszczającą z morelką i nawilżającą z granatem i aloesem. Macie takie kosmetyki, bez których nie wyobrażacie sobie pielęgnacji? W moim przypadku są to właśnie te owocowe cudeńka, zapraszam :)

Odżywki alterra z morelą oraz z granatem

Składy:
Morelka: Skład: Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Triticum Vulgare Oil, Sodium Lactate, Prunus Armeniaca Fruit Extract*, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Vitis Vinifera Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Limonene**.

Granat:  Skład: Aqua, Alcohol*, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbardensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract*, Lauroyl Sarcosine, Sodium Lactate, Hydroxyethylcellulose, Carthamus Tinctoris Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil,
Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**.

 
Mnóstwo pięknych olejów i ekstraktów - brawo!
*w odżywce morelkowej widzimy emolienty, antystatyk i glicerynę, możemy znaleźć też olej sojowy, z kiełków pszenicy, słonecznikowy, kokosowy, ekstrakty z moreli, winogrona, z kwiatu tiare. Wysoko potencjalnie wysuszający alkohol.

*w odżywce z granatem widzimy emolienty, antystatyk oraz glicerynę, z wartościowych rzeczy można wyróżnić: olej sojowy, z pestek granatu, rycynowy, krokoszowy, słonecznikowy, ekstrakty z aloesu, granatu, akacji. Wysoko w składzie znajduje się potencjalnie wysuszający alkohol.


Zapach:
Mają piękne, owocowe zapachy, chyba wolę odrobinę bardziej ten morelkowy, ale obie pachną pięknie i niechemicznie, trzymanie ich na włosach to czysta przyjemność

Konsystencja:
Są bardzo gęste, naprawdę bardzo, aż pod koniec ciężko wydobyć je z opakowania, ale przez to są bardzo wydajne i nie spływają z włosów, uwielbiam je nakładać na moje kudełki:)

Działanie:
Mam po nich murowane korkociągi – mam włosy falowane, ale jeśli użyję którejś z nich, ZAWSZE mam 2,3 regularne, długo trzymające skręt korkociągi, uwielbiam je za to.
Włosy pięknie po nich błyszczą, są naprawdę zauważalnie nawilżone i takie mięciutkie, poprawiają mi skręt i naprawdę potrafią pięknie go wydobyć.
 Nie odbierają mi objętości, włosy są pełne życia, fale elastyczne i sprężyste.
Nie obciążają, za to naturalnie dociążają włosy - właścicielki suchych i zniszczonych włosów koniecznie powinny się nimi zainteresować.

Mogłabym się tak rozwodzić i rozwodzić, a większość z Was już pewnie alterki zna i mam nadzieję kocha tak, jak ja :)


Cena i wydajność:
Są bardzo gęste i naprawdę wydajne, mimo że używam ich bardzo często. Koszt - poniżej 10zł w rossmanie, ja kupuję zawsze kilka jak jest promocja za około 7zł, ostatnio coś słyszę, że wycofują mi moją kochaną morelkę, co to ma znaczyć?


 A tu na dowód moje zdjęcia, raz po morelce, raz po granacie. A powiem Wam, że naprawdę nie zawsze mam taki skręt, po odżywkach, które mi nie służą, włosy często są spuszone i dużooo mniej skręcone.






 Czy Wy też jesteście tymi dwoma owocowymi cudeńkami tak samo zachwycone, jak ja? Czy tylko ja tak ślepo zakochana? :)  Całuję :*

10:22:00

Seboradin balsam do włosów z żeń szeniem - jeden z ulubieńców :)

Seboradin balsam do włosów z żeń szeniem - jeden z ulubieńców :)
Hej hej Kochane :)
Jakiś czas temu wspominałam tylko w kilku słowach o jednym z moich ulubieńców w pielęgnacji włosów, a jemu przecież należy się całkiem osobny post :) Mowa o cudownym balsamie do włosów z żeń szeniem od firmy seboradin - czy któraś z nas nie zna jeszcze tego wspaniale działającego śmierdzielka? :D Przeczytajcie kilka słów u mnie :)




Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol (and) Panax Ginseng Extract, Soluble Collagen, Isopropyl Myristate, Raphanus Nigra Etract, Parfum,Castor Oil, Jojoba Oil,Citric Acid  
 
Skład jest niedługi, ale za to bardzo wartościowy, widzimy emolienty, antystatyk i humektant. Mamy tutaj także ekstrakty z żeń szenia i czarnej rzodkwi, kolagen, po zapachu olej rycynowy i jojoba. Pięknie i bez zbędnej chemii - to lubimy ;)

Konsystencja:
Jest dość gęsta, ciężko wydobyć ją z buteleczki, która sama w sobie jest twarda i to właściwie jedyna wada tego produktu. Na którą jednak przymykam oko, bo kocham ten balsam miłością szczerą i oddaną i mam już jego 3 buteleczkę, a to coś znaczy :) 

Zapach:
To taki śmierdzielek, pewnie przez ekstrakty, ale toć to sama natura :D  Mnie nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się, choć czuć go jeszcze delikatnie na następny dzień. Jednak bądźcie gotowe na intensywne, zapachowe doznania :)

Działanie:
Przechodzimy do sedna sprawy - balsam działa REWELACYJNIE - nabłyszcza, cudownie nawilża, mam po nim świetny skręt, włosy są ujarzmione, ale ładnie uniesione i nie przyklapnięte, są pełne życia, mięciutkie i elastyczne, no będę się zachwycać, bo po prostu go wielbię i nawet teraz siedzę z nim na głowie :D Lekko dociąża, choć na pewno nie jest to efekt jak po silikonach - uprzedzam, dlatego warto dodać do niego kilka kropel oleju :) Nakładam go też na skalp, uspokaja go, włosy są ładnie odbite od nasady, błyszczące, uniesione, mięciutkie, koi ewentualne podrażnienia, ciekawa jestem, czy przyspiesza wzrost, muszę pomierzyć.

Cena i wydajność:
Robi się coraz droższy, pewnie też przez takie recenzje jak moja ;) Jest gęsty, jednak mam wrażenie, że nie jest zbyt wydajny, albo to ja go sobie tak hojnie nakładam, bo kładę go również na skórę głowy i używam non stop ;)


A tu się pochwalę włosami po użyciu tego cudeńka, a co ;)



Uwielbiam go i polecam każdej z Was - żeń szeń to samo dobro dla włosów. Jak spisał się u Was? Ja mam ochotę na jakieś inne balsamy, jest jeszcze jakiś fioletowy, niebieski, zielony, muszę się porozglądać :) Całuję :*

14:45:00

Pojedynek isany - nowa nawilżająca kontra stara babassu

Pojedynek isany - nowa nawilżająca kontra stara babassu
Hej hej Kochane :)
Wiele z Was ubolewało nad wycofaniem odżywki z isany z olejem babassu, u wielu z Was spisywała się świetnie i czyniła cuda na włosach. W zamian wprowadzili wersję nawilżającą z ekstraktem z bawełny, dzisiaj mały pojedynek tych dwóch odżywek, zapraszam :)





Skład:
Babassu:  
Aqua, Cetearyl alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Bis-diglyceryl Polyacyladipate-2, Orbignya Oleifera Oil, Behentrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Isopropyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid, Sodium Hydroxide

 W odżywce z olejem babassu mamy emolienty, w tym olej babassu, humektant, antystatyki oraz alkohol przed zapachem. Skład krótszy, niż wersji nawilżającej.

Nawilżająca:   
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stereate Se, Propylen Glycol, Niacinamide, Panthenol, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Glycerin, Quaternium 87, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethyleamine, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxhide, Citric Acid.

Składowo ładniej moim zdaniem prezentuje się odżywka nawilżająca: są emolienty, antystatyki, mamy tsporo nawilżaczy: gliceryna, niacynamid(wit. B3), panthenol(wit. B5),  betainę, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z bawełny. Jest też oblapiaczo-kondycjoner oraz alkohol, jeszcze przed zapachem. 


Konsystencja, opakowanie, zapach:
Obie odżywki mają podobną konsystencję, troszkę gęstszą,  dobrze wmasowuje się je we włosy, nie spływają, są fajne do wzbogacania. Opakowania to troszkę za miękkie buteleczki, łatwo się otwierają, za tą cenę nie ma co narzekać ;) Zapach - niebieska pachnie jak świeże pranie, mi zapach się podoba, nie czuć go na drugi dzień na włosach. Różowa pachnie tak dość słodko, kosmetycznie, ładnie, nie drażni.

Działanie:
Czas na najważniejszą sprawę - działanie :) W moim przypadku kompletnie nie spisała się odżywka do włosów z olejem babassu - pewnie przez glicerynę oraz nasycony olej babassu wysoko w składzie. Oba te składniki niestety nie działają dobrze na moje włosy, które mają wyższą porowatość. Moje fale były po niej spuszone, za lekkie oraz niewystarczająco nawilżone. Skręt również miałam po niej słabszy. Nie pomagało wzbogacanie ulubionym olejem.

Zupełnie inaczej sprawa przedstawia się z odżywką nawilżającą z bawełną :) Ta spisuje się na moich włosach bardzo dobrze - fale są po niej nawilżone, miękkie, bardzo ładnie skręcone i błyszczące. Mogłaby troszkę lepiej dociążać, z dodatkowym olejem działa idealnie. Najczęściej dodawałam do niej olej z truskawki, maliny bądź róży piżmowej ;) Jeśli nie stylizuję ich w falo-loczki, a jedynie suszę na prosto chłodnym nawiewem suszarki, są bardzo ładnie nawilżone i błyszczące, lekko wywinięte na końcach - takie wyjściowe ;)


W moim przypadku pojedynek bezapelacyjnie wygrywa niebieska nawilżająca odżywka isany - a jak jest u Was? :) Całuję :*