Jessicurl: Too Shea! Extra Moistrutizing Conditioner

Witajcie Kochani :)
Kilka dni temu recenzowałam dla Was pierwszy z kosmetyków od Jessicurl, a dokładniej spray reanimacyjny o wdzięcznej nazwie Awe Inspiraling Spray ;) Recenzję możecie przeczytać sobie TUTAJ. Spray niestety nie zachwycił mnie zbyt mocno, a wszystko przez nieszczęsną glicerynę ;) Dzisiaj przybywam z recenzją bardzo ciekawej odżywki - Jessicurl: Too Shea! Extra Moistrutizing Conditioner. Nie powiem, miałam wobec niej pewne obawy - moje włosy swego czasu nie przepadały za masłem shea, odżywka ma w składzie również sporo ziółek, chociaż skład ogólnie ma bardzo mocno emolientowy i przeważają w niej właśnie emolienty, nie ziółka. Jesteście ciekawi, jak moje wybredne włosy zareagowały na tę odżywkę? :)


Skład:
Mamy tutaj morze emolientów i w dalszej części ziołowych ekstraktów, jest też jedna bardzo ciekawa proteina i jeden nawilżacz :) Zaraz po wodzie znajdziemy sporo emolientów, w tym emolient tłusty, masło shea, olej jojoba oraz olej awokado. Dalej antystatyk, nawilżający sok z aloesu, natłuszczająca lecytyna, hydrolizowana mąka owsiana i morze ekstraktów ziołowych: ze skrzypu polnego, mięty pieprzowej, rozmarynu, wawrzynu szlachetnego, bazylii pospolitej, pokrzywy zwyczajnej, łopianu większego, prawoślazu lekarskiego, lebiodki pospolitej, palczatki pogiętej, tymianku, szałwii lekarskiej. Dalej już olejki eteryczne, substancje zapachowe i konserwanty.

Citrus Lavender: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Behentrimonium Methosulfate, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder, Lecithin, Hydrolyzed Oat Flour, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Flower/Leaf/Stem Extract, Laurus Nobilis (Bay Laurel) Leaf Extract, Ocimum Basilicum (Basil) Leaf Extract, Urtica Dioica (Nettle) Leaf Extract, Arctium Lappa (Burdock) Root Extract, Althea Officinalis (Marshmallow) Root Extract, Origanum Vulgare (Oregano) Leaf Extract, Cymbopogon Flexuosus (Lemongrass) Extract, Thymus Vulgaris (Thyme) Leaf Extract, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Lavandula Officinalis (Lavender) Flower Oil, Citrus Sinensis (Sweet Orange) Peel Oil Expressed, Citrus Paradisi (Grapefruit) Peel Oil, Cinnamal, Citral, Eugenol, Geraniol, Citronellol, Limonene, Linalool, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol


Konsystencja i zapach:
Odżywka jest dość gęsta, aż mnie to zaskoczyło - pewnie przez sporą zawartość masła shea, które jak wiemy jest naprawdę gęste. Ma lekko kremowy kolor oraz ziołowy zapach - bardzo miły, dla wielbicielek ziółek ;) Odżywka bardzo dobrze trzyma się włosów i dobrze się rozsmarowuje.

Działanie:
Producent radzi, aby zaaplikować odżywkę na mokre włosy, na 3-5 minut. Sama najczęściej trzymałam ją od 5 do 10 minut, czasem pod samym ręcznikiem, czasem pod nagrzanym suszarką czepkiem - kiedy chciałam głębszego odżywienia. Powiem Wam, że niepotrzebnie się martwiłam o przesuszenie - mimo sporej zawartości ziółek, ale jednak dalej w składzie, bo za olejami, nawilżaczem i antystatykiem - odżywka absolutnie mnie nie przesuszyła. Zdarzało mi się nawet używać jej co mycie, a w takim przypadku z pewnością włosy miałabym suche i matowe, jeśli miałaby jakiś przesuszający potencjał ;) Bardzo ładnie podkreśla skręt, może przez tą hydrolizowaną mąkę owsianą? Traktowałam ją później już jako produkt lekko proteinowy i rzadziej stosowałam kosmetyki z keratyną,  co by się za mocno nie przesuszyć i nie przeproteinować. Too Shea! Extra Moistrutizing Conditioner bardzo ładnie wygładza i lekko nawilża moje włosy, no i robi je takie mięciutkie, bardzo przyjemne ;) Nałożona w rozsądnej ilości nie przetłuszcza i nie obciąża, chociaż raz dałam jej zbyt dużo i trzymałam zbyt długo pod czepkiem i ręcznikiem - wtedy miałam pod koniec dnia lekkie strączki i mały przyklap, ale naprawdę niewielki ;) Używam jej za każdym razem, kiedy chcę mieć ładnie dociążone, skręcone, mięciutkie i pogodoodporne fale - odżywka całkiem dobrze spisywała się w czasie ostatnich mrozów i nie przyczyniała się do puszenia, chociaż włosy i tak chowałam pod czapką i szalikiem ;) Jak widać, moje włosy coraz mocniej lubią masło shea, a kiedyś było to nie do pomyślenia. Ziółka w tak emolientowym towarzystwie nie zaszkodziły, acz moim zdaniem osoby, której nie tolerują żadnej ilości ziół w kosmetykach powinny mieć się na baczności ;)

No i są zdjęcia, niestety pogoda kompletnie nie sprzyja zdjęciom w naturalnym świetle :( Tutaj po moim standardowym zestawie - umyte szamponem ecolab, potem odżywka too shea, b/s kallos multivitamin i żel syoss men.

Dostępność:
Bardzo żałuję, że kosmetyków tych nie można kupić w Polsce - bo jednak kilka perełek jest - niebawem o nich napiszę ;)  Wiem jednak, że czyta mnie sporo osób zza granicy, podam Wam zatem kilka przydatnych stron, gdzie można je nabyć ;)


Współpraca z Jessicurl


Polecam się skusić, szkoda, że nie ma takich fajnych linii do włosów falowanych i kręconych u nas w Polsce, chyba że o czymś nie wiem? :) Macie swoją ulubioną odżywką dla fal i loków? Całuję :*

13 komentarzy:

  1. Moje włosy tak jak i Twoje lubią masło shea :) Pięknie się kręcą !

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, przydałaby się taka fajna seria do włosów kręconych w polskich sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi się marzy kiedyś stworzenie takiej serii, ach :):)

      Usuń
  3. Ale bogaty skład, ja musze sprawdzić działanie na swoich włosach masła shea ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu dopiero rozpoczynam swoją przygodę z olejami. Bardzo przydatne są Twoje tabelki ale mam jedno pytanie dotyczące rozmiaru cząsteczek tych olei.
    Czy do włosów średnio porowatych odpowiednie będą oleje jednonienasycone omega-9 a do wysoko porowatych omega-3 i omega-6? Dobrze zrozumiałam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko to tak do końca określić też, bo nie można powiedzieć, że wysokoporowate to tylko omega 3 i 6, a 9 zaszkodzi :) Wiele wysokoporków lubi się np. z olejem z orzechów laskowych czy z moreli, bo często mi o tym piszą, a to jest omega 9 :) No i i fakt, że przeważnie chwalą lniany. Sama bardzo lubię omega 6, ale niektórym nie służy.

      Jeśli masz wysoką porowatość, to radziłabym Ci najpierw spróbować z tym lnianym :) A potem można coś z omega 9, bo naprawdę często się sprawdza ;)

      Usuń
    2. Tak naprawdę jak sama nie wypróbujesz to się nie przekonasz jakie oleje lubią Twoje włosy. Ogólnie zasada jest taka, że do wysokoporowatych poleca się te z olejemi omega 6 i omaga 3 a w praktyce różnie. Ja mam wysokoporowate i np. kompletnie nie zachwycam się lnianym a ten z orzechów laskowych okazał się dla mnie jeszcze gorszy.

      Usuń
    3. To prawda, ciężko z tymi olejami :) Dlatego na początku zawsze radzę takie mniejsze pojemności różnych typów kupić i próbować na sobie. Czasem też mylimy swoją porowatość albo mamy problem z jej określeniem i przez to też ciężko olej dobrać ;)

      Usuń
  5. Ja też ubolewam, że w Polsce linii typowo do loków jest tyle, co kot napłakał, a jeszcze jak piszesz fajnych linii do takich włosów to pewnie wcale ;). Ale ja tu z problemem żelowym. Używam żelu, który ma w składzie SLS. Nie mam pojęcia po co, bo to przecie detergent oczyszczający, ale jednak tam jest. Wprawdzie daleko w składzie bo na 17 mejscu a kilka miejsc wcześniej jest gliceryna i panthenol. Czy mogę się nie obawiać przesuszenia, skoro SLS jest pod koniec składu no i jak przypuszczam to wysuszające ewentualne działanie równoważą te humektanty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem to widzę tak dziwne składniki w odżywkach czy żelach, że to aż śmieszne ;);)
      Jak jest tak daleko, to nie powinien zaszkodzić ;)

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)