piątek, 31 października 2014

Włosy w październiku 2014r.

Hej hej Kochane :)
Czas na październikową aktualizację włosów. Jesień to ciężki okres dla moich fal, dlatego częściej je olejowałam, nawet do dwóch razy w tygodniu. Włączam do włosowej diety ponownie silikony, a tym samym częściej oczyszczam włosięta. Z początkiem miesiąca nałożyłam kolejną hennę, tym razem naturalną, bez domieszki amli, oczywiście od khadi ;) Efekt po hennowaniu możecie obejrzeć w TYM POŚCIE. Włosy już coraz gorzej reagują na ugniatanie, co pokażę w zdjęciu poniżej. Przeważnie cały miesiąc suszyłam je na prosto, po czym w coś zawijałam, żeby osiągnąć delikatną falę :) Jak moje włosy prezentowały się w październiku?


 Zdjęcie bez lampy, w słoneczku, już Wam je pokazywałam, ale bardzo je lubię, tutaj po 1 pętelce:

A tak wyglądają po ugniataniu na minimalnej ilości żelu i odżywki b/s,
 jest niestety troszkę strączków, zdjęcie z lampą:



Olejowanie:
W październiku używałam wspaniałego oleju z ziaren maku polnego, działa na moje fale tak cudownie, jak krokosz, orzech włoski i kiełki pszenicy. Wczoraj zrobiłam o nim oddzielny wpis :) Dokańczałam potem również olej z pestek śliwki oraz orzecha laskowego, oba z przewagą kwasów omega 9, na wygładzenie i dociążenie, bardzo bardzo bardzo je lubię :)

Mycie:
Przez większość miesiąca myłam włosy oczywiście balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem. Do oczyszczania - szampon z żeń szeniem od farmony bądź szampon isany z mocznikiem (recenzja niebawem).

Odżywianie:
*Maska OMIA z olejem arganowym - z początku wydawała mi się za lekka, ale winę ponosiło coś innego. Maseczka ślicznie nawilża i skręca moje delikatne fale, mogłaby deczko lepiej dociążać, ale dodatek kilku kropli ulubionego oleju załatwia sprawę. Recenzja jest TUTAJ.

*Maska biovax gold z olejem arganowym i złotem - bardzo lubię tą maseczkę, choć przez sporą zawartość gliceryny nie używałam jej zbyt często w tym miesiącu przez wysoką wilgotność i deszcze. Jednak w odpowiednich warunkach działa cuda, recenzja TUTAJ.

*Bioetika maseczka regenerująca: recenzja na dniach, ale swojej nawilżającej siostry nie pobiła.

Odżywka b/s:
Czasem joanna naturia z lnem i rumiankiem (recenzja) oraz  dużo częściej balsam green pharmacy z arganem i granatem (recenzja).

Końcówki:
Jedwab z green pharmacy - mój ulubiony i niezastąpiony ;)

Stylizacja:
Żel męski isana, ze starym składem, ale naprawdę rzadko. Recenzja tutaj. Na co dzień suszyłam włosy na prosto - suszarką lub naturalnie, a potem zawijałam w koczka czy pętelkę :)

Porost:
Tabletki skrzyp optima i calcium panthethenicum, ale tak średnio regularnie ;)


Jak sprawowały się Wasze włosięta w październiku? :) Jak reagują na jesienną pogodę? Całuję :*

środa, 29 października 2014

Olej z ziaren maku - witaj, kolejny olejowy ulubieńcu do włosów :)

Hej hej Kochane :)
Olejowania włosów ciąg dalszy. Tym razem padło na olej z ziaren maku. Stałam się bardziej regularna i olejuję wreszcie 1-2 razy w tygodniu, nie ma zmiłuj ;) Tytuł od razu zdradził mój stosunek do tego rzadko spotykanego oleju - pokochałam go praktycznie tak samo, jak krokosza, orzech włoski i kiełki pszenicy :)



*Swój olej kupiłam w sklepie e-naturalne, zimnotłoczony i nierafinowany. Pachnie delikatnie jakby orzeszkami, bardzo przyjemnie, ma średnio gęstą konsystencję, na pewno nie jest bardzo ciężki, ale też nie ultra lekki, jak np. olej konopny. Nie jest to na pewno bardzo popularny olej, a szkoda :)

*Ciężko znaleźć o nim więcej informacji, udało się jednak :) Rozkład kwasów tłuszczowych prezentuje się tak: około 20% kwasów omega 9 oraz 70-75% kwasów omega 6. Wydawałoby się, że mieszanka idealna dla mnie - i tak też było ;)

*Jak olej spisał się w pielęgnacji moich fal? Już po pierwszym razie byłam zachwycona, a kolejne aplikacje coraz bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że będzie to jeden z moich ukochanych olejów. Maczek wspaniale dociążał i nawilżał moje fale, dodatkowo zapewniał piękny blask i bardzo ładnie podkreślał skręt, nawet kiedy robiłam włosy na prosto i w coś je zawijałam :) Nie puszył, nie matowił, nie odbierał objętości, coś pięknego :) Kilka razy zabezpieczałam nim również końcówki, nie strączkował ani nie obciążał, za to ładnie wygładzał i uelastyczniał. No po prostu olej ideał :) Olejowałam nim włosy na sucho, a także na odżywkę - w każdym wypadku spisał się kapitalnie :)

*Nie używałam go do twarzy, tak pokochałam nakładać go na włosy, ale następną buteleczkę na pewno przetestuję także na facjacie ;)

*Zmywał mi się bez problemu, spokojnie jeden bądź dwa razy balsamem mrs. potters. Szamponem powinien zejść od razu :) Nie zdarzyło mi się go nie domyć.

*Cena - oczywiście przepłaciłam, bo 45ml na e-naturalne kosztuje aż 19zł, za to znalazłam olej makowy na ol'vita, 250ml za 30zł, sa sa sa :D


Tutaj mój wrześniowy skręt po oleju z nasion maku :)



Skusicie się na ten rzadko spotykany, ale jakże cudowny olej? :D Całuję :*


poniedziałek, 27 października 2014

Niedziela dla włosów z kallosem bananowym i olejem z orzecha laskowego :)

Hej hej Kochane :)
Czas na udokumentowanie włosowych niedzielnych działań :) Na kameralnym spotkaniu włosomaniaczek w Krakowie dostałam kilka odlewek,w tym cudownie pachnącego kallosa bananowego (dostałam również kallosa algowego, maskę eco hysteria objętość XXL oraz olej ryżowy). Nie byłabym sobą, jakbym zaraz nie zaczęła go testować. Co wynikło po naszym pierwszym razie? ;)

Olejowanie: olej z orzecha laskowego na odżywkę farmony z żeń szeniem
Mycie: balsam mrs. potters z aloesem i jedwabiem x2
Maska: kallos bananowy solo na 20 minut pod czepek
Odżywka b/s: balsam gp z arganem i granatem
Końcówki: nic


Włosy naolejowałam jednym z moich ulubionych olejów z kwasami omega 9 - orzechem laskowym. Położyłam go na odżywkę farmony z żeń szeniem i trzymałam jakąś godzinkę. Następnie umyłam włosięta dwukrotnie balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem. Zaaplikowałam kallosa bananowego solo, bez żadnych dodatków, na 20 minut pod czepek. Spłukałam maseczkę, odsączyłam delikatnie włosy z wody i na takie dość mocno wilgotne poszedł groszek balsamu green pharmacy z arganem i granatem. Rozczesałam je grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami, wysuszyłam ciepłym, a potem chłodnym nawiewem na prosto, a następnie zawinęłam w kucyk. Nie stylizowałam ich w żaden sposób. Po pół godzinie rozwinęłam go, włosięta wyglądają tak:


Zdjęcia niestety z lampą, było już za późno na takie w naturalnym świetle:

Jest i mistrz drugiego planu, synuś się kąpie, a mama robi sobie zdjęcia, co oczywiście Kuba musiał skomentować (mamo, znowu robisz sobie zdjęcie, mogę Ci zrobić) ;) Jestem bardzo mile zaskoczona, bo jak na razie kallos spisał się całkiem przyjemnie, mimo oliwy z oliwek w składzie, za którą to nie przepadam. Oczywiście nie wydaję werdyktu po jednym użyciu, ale mam nadzieję, że zaprzyjaźnimy się na dłużej :) Włosy są bardzo ładnie dociążone - nawet marudne końcówki, na które nie nałożyłam tym razem silikonowego serum ani oleju. Ani grama puchu, dociążono, dość gładko i nawilżono. Końcówki bardzo ładnie się wywinęły, mimo że były tylko chwilę w kucyku. Blask umiarkowany. Zobaczymy, co będzie jutro :D


Jak tam Wasze niedzielne poczynania? :) Całuję :*


sobota, 25 października 2014

Zrób to sam - odżywka do skóry głowy z żeń szeniem, kawą i drożdżami piwnymi

Hej hej Kochane :)
Robiłam przegląd półproduktów do włosów i znalazłam dwa bardzo ciekawe półprodukty, które idealnie nadają się do skóry głowy. Dodatkowo w szafce stała sobie smutno odlewka balsamu seboradinu z żeń szeniem. Poczyniłam zatem odżywkę do skóry głowy z żeń szeniem, ekstraktem z kawy oraz ekstraktem z drożdży piwnych. Zobaczcie :)

Zrób to sam - odżywka do skóry głowy z żeń szeniem, kawą i drożdżami piwnymi

Mały pomocnik w trakcie mieszania :)

Przepis:
*30 ml balsamu seboradinu z żeń szeniem KWC, MOJA RECENZJA
*1ml ekstraktu z drożdży piwnych e-naturalne
*1ml ekstraktu z kawy e-naturalne
*opcjonalnie kapka konserwantu optiphen czy FEOG (3 krople)

Wykonanie:
Sposób wykonania jest banalnie prosty - do balsamu dodajemy 1ml drożdży i 1ml kawy oraz opcjonalnie ze 3 krople konserwantu optiphen plus (opcjonalnie, ponieważ balsam seboradinu ma swoje konserwanty, a ilość jest niewielka i nie powinien się zepsuć). Można oczywiście użyć innej odżywki/maski, ja wybrałam tę z seboradinu, ponieważ mnie nie obciąża przy skórze głowy oraz ma w składzie mój ukochany żeń szeń :)

W jaki sposób będę używać odżywki?
Sumiennie będę nakładać porcję odżywki na skórę głowy po każdym myciu, na przynajmniej 20-30 minut ;) Mam nadzieję, że mnie nie podrażni, bo nieźle zajeżdża alkoholem, ekstrakt z drożdży ma go sporo ;) Za jakiś miesiąc napiszę, czy włosy coś szybciej urosły :)


Opis poszczególnych składników odżywki przyspieszającej porost:

Ekstrakt z drożdży piwnych:
INCI:  Aqua, Propylene Glycol, Alkohol, Faex Extract
PRODUKT PRZEZNACZONY DO UŻYTKU ZEWNĘTRZNEGO - KOSMETYCZNEGO 
Ekstrakt z drożdży piwnych zawiera duże ilości bardzo ważnych biologicznie protein, witamin z grupy B oraz soli mineralnych. Działają one na skórę kondycjonująco, stymulują syntezę kolagenu, a także uzupełniają niedobór witamin i minerałów. Chronią również włosy przed uszkodzeniami zewnętrznymi, odbudowują je oraz działają kondycjonująco. Poprawiają elastyczność włosa poprzez pokrycie go cienkim filmem obniżającym ryzyko pęknięcia.
Drożdże piwne są bogatym źródłem protein. Frakcja protein zawiera znaczne ilości wszystkich aminokwasów egzogennych (niezbędne aminokwasy, które nie są syntetyzowane przez organizm i muszą być dostarczane do niego wraz z dietą). Są jednym z najbogatszych źródeł witamin z grupy B. W ich skład wchodzi również biotyna (witamina H lub B7), cholina oraz PABA (kwas para-aminobenzoesowy). Ponadto drożdże zawierają dużą ilość minerałów i oligoelementów - głównie fosforu, potasu, siarki, magnezu i wapnia.
Działanie kondycjonujące skórę wynika z zawartości protein w drożdżach piwnych. Polarna natura protein nadaje im zdolność do wiązania cząsteczek wody poprzez wiązania wodorowe. Stymulowanie syntezy kolagenu - bo o niej mowa - czyli tzw. biostymulacja to grupa procesów ukierunkowanych na stymulowanie anabolizmu fibroblastów, zwłaszcza syntezy kolagenu III, elastyny i kwasu hialuronowego z ich prekursorów: odpowiednio proliny, lizyny I glukozaminy. Uzupełnienie niedoboru witamin i minerałów pozwala na przywrócenie naturalnej równowagi skórze, opartej na zawartości witamin i minerałów.
Minerały i witaminy obecne w drożdżach piwnych odżywiają i wzmacniają skórę, chroniąc ją przed stresem, poprawiając właściwości barierowe oraz zapobiegając powstawaniu pierwszych oznak starzenia.
Korzystne działanie drożdży piwnych na włosy wynika z zawartości protein, witamin, minerałów i oligoelementów. Działanie protein na włosy polega m.in. na ochronie przed uszkodzeniami zewnętrznymi, odbudowie, kondycjonowaniu oraz poprawie elastyczności włosa poprzez pokrywanie włókna włosa cienkim filmem obniżającym ryzyko pęknięcia.

Minerały i witaminy zawarte w drożdżach piwnych korzystne dla włosów to:

  • witamina B2 (ryboflawina) wzmacnia strukturę włosa,
  • witamina B6 (pirydoksyna) zwalcza łojotok,
  • witamina B7 (inozytol) stymuluje wzrost włosa,
  • witamina B8 (biotyna) przyczynia się do zmniejszenia wypadania włosów,
  • witamina B9 (kwas foliowy) wpływa na melaninę, przyczyniając się do ochrony naturalnej barwy włosów,
  • PABA (kwas para-aminobenzoesowy) chroni przed odbarwianiem włosów
  • i magnez - nadaje objętości włosom
  • oraz selen - pomaga zwalczać łupież.

Działanie drożdży piwnych:

  • przyspieszają gojenie się ran,
  • działają nawilżająco i łagodząco na skórę,
  • działają odżywiająco,
  • główną funkcją drożdży piwnych jest promowanie syntezy kolagenu i elastyny, co czyni je idealnym produktem do zastosowania w kosmetykach przeciwstarzeniowych,
  • działają stymulująco i rewitalizująco,
  • kondycjonują i wzmacniają włosy,
  • regulują wydzielanie sebum,
  • działają przeciwłupieżowo,
  • chronią kolor włosów.




    Ekstrakt z kawy:
    INCI:  Glucerin, Aqua, Propanediol, Caffe Arabica Seed Extract
    Ekstrakt z kawy otrzymywany jest z palonych nasion Coffea arabica. Jest idealnym składnikiem w preparatach antycellulitowych redukujących tkankę tłuszczową, przeciwstarzeniowych (silny przeciwutleniacz), antyseptycznych i oczyszczających.
    Do najważniejszych składników kawy należą proteiny, polisacharydy, węglowodany, lipidy, proteiny, substancje aromatyczne oraz przede wszystkim drogocenna kofeina. Kawa jest także bogata w minerały i mikroelementy.
    Kofeina – 1,3,7-trimetylksantyna - to alkaloid metyloksantynowy. Czysta kofeina to bardzo gorzki, biały proszek. Po raz pierwszy wyizolowana została w roku 1819 przez niemieckiego chemika Ferdinanda Runge, a w roku 1821 opisało ją dwóch francuskich chemików - Pierre Joseph Pelletier i Pierre Jean Robiquet (Weinberg&Bealer, 2001).
    Filiżanka kawy zawiera 0,10–0,25 g kofeiny, w zależności od rodzaju kawy i sposobu jej przygotowania. Kasantyny i polifenole zawarte w kawie działają na tkankę tłuszczową (cellulit), stymulują system nerwowy poprzez hamowanie enzymu fosfodiesterazy i zwiększanie poziomu komórkowego cAMP.
    Działanie antycellulitowe wzmagane jest także poprzez mobilizację wapnia i zwiększenie przepuszczalności błon. Wpływ kofeiny na redukcję tkanki tłuszczowej został potwierdzony badaniami naukowymi.
    Jako przeciwutleniacz wychwytuje wolne rodniki i zmniejsza ich powstawanie, chroni błony komórkowe i cytoplazmę przed utlenianiem oraz zmniejsza wykorzystanie przez organizm innych przeciwutleniaczy, np. witaminę E czy keratoidów.
    Właściwości te czynią kawę idealnym składnikiem preparatów przeciwstarzeniowych, a także chroniących kolor włosów.
    Posiada działanie antybakteryjne oraz stymuluje krążenie krwi.


     Opisy pochodzą ze strony e-naturalne.



    Lubicie takie własnoręcznie robione wcierki/odżywki do skóry głowy? :) Całuję :* 

czwartek, 23 października 2014

Maska OMIA z olejem arganowym - jak bomba odżywcza zadziałała na moje fale? :)

Hej hej Kochane :)
Bardzo lubię mocno nawilżające maski, a od ponad 2 miesięcy miałam przyjemność używać maski arganowej firmy OMIA, którą dostałam od kochanej Eter :* Troszkę się jej obawiałam, a to przez dość wysoką zawartość gliceryny i aloesu, które jako humektanty lubią mnie czasem w nieodpowiednim towarzystwie spuszyć. Jak było tym razem i jak bomba odżywcza od omii spisała się na moich falach?  Przeczytajcie :)




Skład:
Skład: Aqua, Myristyl Alcohol**, Behenamidopropyl Dimethylamine**, Cetearyl Alcohol**, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glycerin*, Argania Spinosa Kernel Oil*, Propanediol**, Calendula Officinalis Flower Extract**, PCA**, Oleyl Alcohol**, Butyrospermum Parkii Butter*, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Citric Acid, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum

Skład jest bardzo ładny, nawilżająco-natłuszczający. Z początku widzimy emolient, antystatyk, kolejny emolient i 2 nawilżacze (humektanty) - sok z aloesu oraz glicerynę. Dalej tytułowy olej arganowy, ekstrakt z nagietka i jeszcze 2 kolejne emolienty, w tym masło shea.

Opakowanie:
Solidny słoiczek, porządnie wykonany, nie raz spadł mi na podłogę i o dziwo całkiem dobrze się trzyma :) Możemy wydobyć bez problemu maseczkę do końca, a opakowanie umyć i do czegoś wykorzystać. 

Konsystencja i zapach: 
Maseczka jest gęsta, bardzo przyjemnie nakłada się na włosy i przyjemnie je otula. Zapach - dla mnie taki mdło-kosmetyczny, jakby lekko mydlany, niezbyt przyjemny, ale nie zwracam na niego już większej uwagi. Dobrze, że nie pachnie olejem arganowym ;)

Działanie:  
Maseczka spisała się pięknie, nie spodziewałam się tego po niej :) Bardzo ładnie nawilża moje włosięta, uratowała mnie po 2 hennach, gdzie fale były jednak przesuszone. Mogłaby deczko lepiej dociążać, ale z dodatkiem ulubionego oleju jest IDEALNIE :) Co ważne - bardzo ładnie podkreśla mój skręt, zarówno kiedy ugniatam włosy z żelem, jak i wtedy, kiedy je w coś zawijam. Zobaczycie za chwilkę na zdjęciach :)  Nałożona w rozsądnej ilości nie obciąża, a to teraz dla mnie bardzo ważne, bo wiele rzeczy mnie obciąża. Fale bardzo ładnie po niej błyszczą, co zauważyło już kilka osób ;) 

Tutaj po maseczce, w wersji po zawijaniu i po ugniataniu:


Używałam również OMII z aloesem, recenzja jest TUTAJ.


Miałyście którąś z maseczek OMIA? Mnie kusi teraz jej siostra z makadamią, którą ukochała sobie moja włosowa kuzynka Eter ;) Całuję :*


  

niedziela, 19 października 2014

Niedziela dla włosów z olejem z pestek śliwki i omią arganową oraz ciepłą herbatką :):)

Hej hej Kochane :)
Słoneczna niedziela za nami, pogoda dzisiaj była u nas piękna i spędziłam ją leniwie z mężusiem w ogrodzie :) Dzięki temu mam sporo zdjęć moich włosów w świetle naturalnym, które najlepiej obrazują aktualny ich stan i kolor. Właśnie takie zdjęcia lubię najbardziej :):)


Olejowanie: olej z pestek śliwki na suche włosy na całą noc
Mycie: balsam mrs. potters z aloesem i jedwabiem x2
Maska: OMIA z olejem arganowym
Odżywka b/s: balsam green pharmacy z arganem i granatem
Końcówki: tym razem nic
Stylizacja: brak, tylko związane w zwykłego kucyka na godzinę, potem rozpuszczone


Włosy naolejowałam olejem z pestek śliwki (uwielbiam jego marcepanowy zapach) na całą noc. Rano zmyłam go dwukrotnie balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem i nałożyłam na jakieś 20 minutek maskę OMIA z olejem arganowym. Zmyłam maskę, na końcówki poszedł dosłownie groszek balsamu green pharmacy z olejem arganowym i jedwabiem jako odżywka b/s. Wyjątkowo nie zabezpieczałam końcówek. Nie stylizowałam ich też w żaden sposób. Włosy wysuszyłam ciepłym nawiewem suszarki i związałam na godzinę w zwykłego kucyka, żeby opadł nieco posuszarkowy puch. Rozwinęłam i poszliśmy na ogród z ciepłą herbatką ;)

A to zdjęcie zażyczył sobie Pan Mąż (i nawet wyraził zgodę na publikację na blogu hehe), powiedział, że włosy wyszły mi tu tak, jakby płonęły ;)   Zdjęcie w pełnym słoneczku:

A tu ta herbatka, oczywiście lekkie rumieńce mamy od tego, że była bardzo gorąca ;);)

Zdjęcia w słoneczku:

A tak śmiesznie zawija mi się kucyk teraz za każdym razem, taki mam bonus po hennie ;)

Jak minęła Wam niedziela, również słonecznie? :) Całujemy :*

sobota, 18 października 2014

Olej musztardowy - miękko, bardziej miękko, puch?

Jakiś czas temu używałam popularnego już oleju musztardowego, najpierw miałam niewielką odlewkę, ale zaciekawiona początkowymi efektami - kupiłam na spółkę z koleżanką 250ml buteleczkę. Olej lądował zarówno na mojej skórze głowy, jak i na długości włosów. Czy udało mu się spełnić wymagania moich wybrednych fal? :)

Olej musztardowy - olej z gorczycy

Z początku nawet nie wiedziałam, że popularny olej musztardowy to po prostu olej z gorczycy ;) Jest taki olej, dostępny w sklepie e-naturalne, przeczytajmy może na początek kilka informacji o nim.

NCI:  Sinapis Alba Seed Oil
Olej z gorczycy białej nierafinowany to idealna propozycja do pielęgnacji skóry trądzikowej, podrażnionej, skłonnej do niedoskonałości. To także propozycja pielęgnacji skóry góry, działa przeciwłupieżowo oraz pozwala ułatwia utrzymanie włosów w prawidłowej świetnej kondycji.
Olej jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych: kwas oleinowy około 35%, kwas linolenowy około 20%, kwas kozenowy około 10% oraz m.in.: kwas ikozadienowy, nerwonowy, itp. Jest bogaty w związki śluzowe, związki białkowe, flawonoidy, fitosterole, glikozydy (m. in. synigrynę), olejek eteryczny, witaminy A, K, P oraz ß–karoten i duże ilości siarki, co czyni go bardzo dobrym produktem do walki z niedoskonałościami.


Zastosowanie dodatek do kremów, balsamów do pielęgnacji ciała i twarzy, oraz składnik odżywek do włosów. Można stosować do olejowania włosów oraz olejków myjących. Do smarowania miejsc problemowych lub zmienionych chorobowo.
Zalecane stężenie Do 100% zalecane do 10% w produktach kosmetycznych.
Przechowywanie Zaciemnione, czyste miejsce, w temperaturze 15-20 st. C.
Rozpuszczalność W tłuszczach.
Termin ważności Do 24 miesięcy od daty produkcji








Moja opinia:
 *Swój olej najpierw testowałam z odlewki (głownie na skórę głowy, ze 2 razy na długość włosów), następnie kupiłam na alledrogo olej musztarodowy dabura ;)

*Ma taką tłustą, oleistą, dość gęstą konsystencję, inną, niż w używanych przeze mnie do tej pory olejach. Zapach - faktycznie czuć tą musztardę i jakiś sos ;) Nie jest to jednak zapach, którego nie mogłabym znieść, nawet potem przestał mi przeszkadzać i nie czułam go na włosach. mój W także nie czuł za bardzo ;)

*Składowo (podążając za stroną e-naturalne) prezentuje się tak: około 35% kwasów tłuszczowych omega 9, 20% kwasów omega 3, 10% kwasu kozenowego i małe ilości innych, m.in. kwas ikozadienowy, nerwonowy.

*Jak musztarda spisała się na moich włosach? :)
Zacznijmy od skóry głowy - przyjemnie się aplikował, nakładałam go przez jakiś miesiąc, na godzinkę przed myciem, jakieś 2 razy w tygodniu.  Nie spodziewałam się wielkich efektów, jednak mam wrażenie, że delikatnie przyspieszył mi porost, choć oczywiście nie zmierzyłam. Ładnie uspokajał skórę głowy, nie podrażniał, nie wypadało mi przez niego więcej włosów.

Jeśli chodzi o długość włosów, to mam mieszane uczucia. Olej daje naprawdę piękny i zauważalny blask i to już po pierwszych użyciach. Włosy są też po nim miękkie, bardzo miękkie. Jest jednak za lekko, musztarda niestety nie dociąża moich włosów tak, jak lubię. Co mi z blasku i mięciutkich włosów, skoro są jeszcze bardziej lekkie i "dziecięce", niż normalnie ;)

Myślę, że skuszę się jeszcze kiedyś na niego, ale będę stosować tylko na skórę głowy i zrobię na pewno zdjęcie długości włosów przed wcieraniem i po ;)


Jak olej musztardowy spisał się na Waszych włosach i skórze głowy? :) A może nie miałyście jeszcze tego gagatka w Waszych zbiorach? Całuję :*


środa, 15 października 2014

Mleczko jedwabne w pielęgnacji włosów

Witajcie Kochani :) Pisałam Wam niedawno, że testuję właśnie kilka nowych półproduktów do włosów, m.in. mleczko jedwabne, proteiny zbożowe oraz roślinny kompleks nawilżający. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o mleczku jedwabnym - czym owe mleczko jest, jak je stosuję i w jaki sposób działa na moje fale. Zapraszam :)




W jaki sposób używam mleczka jedwabnego?
*Mleczko jedwabne to mieszanina protein, emolientów i humektantów. Oczywiście dorzucam kilka kropel (3-4) do maski bądź odżywki do włosów. Wybieram te emolientowe, gdyż mleczko jedwabne zawiera w składzie hydrolizowany jedwab, a proteinki najlepiej spisują się u mnie właśnie w emolientowym towarzystwie ;)

*Jak mleczko działa na moje fale? No niestety, ale dość podobnie do jedwabiu hydrolizowanego, czyli zyskuję po nim piórkowate, za miękkie, kaczuszkowate włosy, lekko spuszone i niedociążone. Nie ma to nic wspólnego z przeproteinowaniem, tak niestety działa na mnie hydrolizowany jedwab KLIK, który jest obecny w mleczku jedwabnym. Plus za to, że włosy bardzo ładnie po nim błyszczą, ale jednak po mleczku nie zachwycają;) Szkoda, że nie mam zdjęcia, pokazałabym Wam ten kaczuszkowaty efekt :) Przyjemnie za to spisuje się jako dodatek do serum do twarzy, zmiękcza i nawilża :)  Mleczko kosztuje 3,60zł za 10g, zatem warto się skusić, najwyżej zużyjecie do twarzy :)

Właściwości mleczka jedwabnego:
INCI:  Aqua, Hydrolyzed Silk, Helianthus Annuus Seed Oil, Butylene Glycol, Glyceryl Stearate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil 
Proteina, emolienty, humektant.

Mleczko z jedwabiu poprawia poziom nawilżenia skóry. Posiada zdolność zatrzymywania wody w jej głębokich warstwach, co daje efekt wygładzenia oraz liftingu, przy jednoczesnej regeneracji naskórka. To także idealny preparat do pielęgnacji włosów. Zwiększa poziom ich nawilżenia poprzez zatrzymanie wilgoci na ich powierzchni, poprawia także elastyczność, dodając im miękkości i gładkości, a przy tym jednocześnie ułatwia rozczesywanie i zapobiega elektryzowaniu.
Proteiny jedwabiu są doskonałym materiałem budulcowym, a dzięki swej niskiej masie cząsteczkowej oraz charakterowi podobnemu do soli są zdolne przenikać do zewnętrznych warstw naskórka, scalając je i poprawiając poziom nawilżenia.

Głównymi aminokwasami jedwabiu są alanina i glicyna – obydwa w znaczących ilościach obecne w białkach budulcowych naszej skóry, mające dobre właściwości nawilżające i regeneracyjne. Trzecim znaczącym aminokwasem jedwabiu jest seryna, która posiada zdolność wiązania wody i tworzenia ochronnego filmu na powierzchni skóry.

Mleczko z jedwabiu może być wprowadzane z powodzeniem do kosmetyków ukierunkowanych na pielęgnację włosów. Aminokwasy obecne w surowcu odbudowują wiązania cysteinowe, eliminując wolne grupy – SH i przywracając właściwą strukturę włosów. Kosmetyki z mleczkiem z jedwabiu sprawiają, że włosy są łatwiejsze w rozczesywaniu i odzyskują swój naturalny blask.

Dzięki obecności oleju słonecznikowego w mleczku, który odznacza się wysoką zawartością rdzennego kwasu tłuszczowego - kwasu linolowego, mleczko staje się cenionym surowcem we wszelkiego rodzaju aplikacjach kosmetycznych. Olej, dzięki obecności nienasyconych kwasów tłuszczowych, ma regenerujący wpływ na tkanki skórne. Miejscowa aplikacja trójglicerydów bogatych w kwas linolowy odbudowuje lipidową warstwę ochronną skóry, w szczególności u ludzi cierpiących na niedobór kwasów tłuszczowych i pogorszone własności warstwy rogowej.

Zastosowanie Odżywki do włosów i paznokci. Tusze do rzęs. Żele do pielęgnacji skóry i włosów. Kremy do twarzy i szyi. Płyny i balsamy po goleniu. Kremy do rąk. Toniki do twarzy. Balsamy do ciała.
Zalecane stężenie Od 1,0 do 100%
Przechowywanie W lodówce.
Rozpuszczalność Rozpuszczalne w wodzie i alkoholach, nierozpuszczalne w  tłuszczach.
Ciężar właściwy 1,00 g/ml
Termin ważności Podany na opakowaniu.

Opis pochodzi ze strony e-naturalne.





Miałyście już takie mleczko?  Skusiłam Was?A może zupełnie odwrotnie? ;) Całuję :*

poniedziałek, 13 października 2014

Wyniki rozdania maseczkowego :)

Hej hej Kochane :)
Synek poszedł spać o 19!? Nie wiem, co mu się stało, chyba wystarczająco go dzisiaj wymęczyłam ;)
Siadłam zatem i udało mi się wylosować osobę, która wygrała moje włosowe, maseczkowe rozdanie
---> KLIK.

Zatem - zwyciężczynią zostaje lealise :)

Gratuluję Ci serdecznie i już piszę do Ciebie meila :)
Całuję Was i do usłyszenia :*

niedziela, 12 października 2014

Niedziela dla włosów mocno proteinowa z biovaxem z keratyną i jedwabiem :)

Hej hej :)
Czas na kolejną, włosową niedzielę. Czułam już, że falki potrzebują proteinowego kopa i nie myliłam się :) Dostały swoją ukochaną, proteinową maseczką do włosów z biovaxa, o której pisałam już TUTAJ.


Mycie: balsam potters z aloesem i jedwabiem
Maska: biovax z keratyną i jedwabiem
Odżywka bs: balsam green pharmacy z arganem i granatem
Końcówki: jedwab green pharmacy

Włosy umyłam balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem, następnie nałożyłam na 15 minut maseczkę biovaxa z keratyną i jedwabiem. Zmyłam i wgniotłam kapkę rozwodnionego balsamu green pharmacy z arganem i granatem jako b/s, a na końcówki jedwab green pharmacy. Wysuszyłam włosy naturalnie, a suche zawinęłam w godzinkę w jedną pętelkę. Efekt możecie zobaczyć niżej :) Bez puchu, delikatna i mięsista fala po proteinach, nawilżono i dociążono,  bez strączków. Jest dobrze :)

Zdjęcie z lampą oraz bez niej:


Jak tam Wasze niedzielne dopieszczanie włosów? :) Całuję :*



czwartek, 9 października 2014

Moje fale po czystej hennie od khadi

Hej hej Kochane :)
Chciałabym Wam pokazać, jak wygląda aktualny kolorek na moich włosach po czystej hennie od khadi. Może część z Was pamięta, że to moje drugie hennowanie, pod koniec września użyłam henny z amlą, efekt w niedzieli dla włosów jest TUTAJ. Kolor jednak był dla mnie troszkę za mało czerwono-rudy, miałam nadzieję, że po czystej hennie uzyskam więcej czerwonawych tonów.
Zobaczcie, jak fale prezentują się teraz:


Kolor w słoneczku jest bardziej rudawy, zdjęcie bez lampy:

W dużo mniejszym słońcu,  zdjęcie bez lampy:


Jestem zadowolona, bo uzyskałam więcej czerwonawych tonów :) Niestety rudości nigdy nie osiągnę, mam naturalnie zbyt ciemne włosy. Na szczęście obyło się prawie że bez przesuszu, ponieważ dodałam do henny łyżkę maski Naturvital z aloesem, efekt dużo przyjemniejszy, niż po pierwszej hennie, gdzie nie dodałam nic i włosięta były niestety dość wyraźnie przesuszone ;)


Odważyłyście się zahennować włosy? :) Całuję :*


środa, 8 października 2014

Balsam koloryzujący venita - romans na jedną noc? ;)

Hej hej Kochane :)
Całe dotychczasowe, 25-letnie życie nosiłam naturalny kolor włosów. Jednak od kilku lat chodziły za mną rudości, czerwienie, mahonie ;) Po ślubie postanowiłam się odważyć i nałożyłam na włosy balsam koloryzujący z venity w odcieniu miedzianym. Chciałam zobaczyć, jak czuję się w takim kolorze, żeby potem ewentualnie farbować włosy naturalnie, czyli henną. Czy balsam podbił moje serce? Wybieram naturę, czy chemię? Przeczytajcie :)

Balsam koloryzujący venita w odcieniu miedzianym

Skład:
Skład nie należy do najpiękniejszych, z początku mamy detergenty, zaraz za nimi wysuszający alkohol. Na 6 miejscu w składzie znajdziemy ekstrakt z henny, zatem tak bardzo wiele go nie ma ;) Dalej oblepiacze, silikony.

Konsystencja, opakowanie:
W kartoniku znajdziemy rękawiczki, instrukcję obsługi i tubkę z balsamem.
Nic nie trzeba ze sobą mieszać, mamy gotowy kosmetyk do użycia, który nakłada się bardzo łatwo, na umyte szamponem włosy.
Na moje włosy ledwo do łopatek spokojnie starczyło 3/4 opakowania, a nakładałam hojnie :)
Zapach jest nawet przyjemny, na pewno nie denerwuje, jak w niektórych farbach chemicznych.

Efekty:
Balsam trzymałam na włosach jakieś 30 minut. Kolor chwycił bardzo ładnie, był intensywny, ale do 1 mycia ;) Po drugim myciu już sporo się wypłukał, po 4 myciu pozostały tylko delikatne refleksy. Czym jednak mnie do siebie zraził?  Bardzo podrażnił i wysuszył mi skórę głowy, zapewne przez ten nieszczęsny alkohol. Zaczęło mi przez to wypadać dużo więcej włosów, nawet zaczęłam panikować, ale znalazłam ukojenie - prawdziwą henną khadi, ale o tym innym razem ;) Przesusz na długości włosów jakoś opanowałam, chociaż łatwo nie było, nawet po czystej hennie przesusz nie był tak wielki, jak po tym balsamie. Jestem już jednak po 2 hennowaniach czystą henną khadi i na pewno nie zamienię jej na inną ;)


Jeszcze raz pokażę efekty po balsamie venity, zdjęcie bez lampy,
kolorek wyszedł troszkę mniej wiśniowy, niż to pokazane na zdjęciu ;)

Miałyście już balsam z venity?  A może stawiacie na naturalną hennę, jak ja teraz? :) Całuję :*

wtorek, 7 października 2014

Hydrolat z róży stulistnej - przyjemny nawilżacz dla suchych i wrażliwych cer :)

Hej hej Kochane :)
Jak pewnie zauważyłyście, hydrolatów w roli toników używam już od kilku lat :) Drogeryjne specyfiki niestety bardzo często mnie podrażniały, wyjątkiem jest mój ukochany tonik urody z melisą, ale o nim z pewnością napiszę innym razem. Dzisiaj zapraszam na recenzję hydrolatu z róży stulistnej - pięknie pachnącej i łagodzącej 'wody' ;)




*Hydrolat zawsze ląduje u mnie w buteleczce z atomizerem, po umyciu twarzy spryskuję nim obficie cerę, po czym nakładam serum lub mieszankę żelu hialuronowego z olejem.

*Od hydrolatu oczekuję nawilżenia, dlatego wybieram przeważnie te bardziej nawilżające, niż ściągające ;) Hydrolat z róży stulistnej delikatnie nawilża i zmiękcza skórę, moja cera (już w kierunku normalnej) jest zadowolona. Jednak nie nawilża aż tak pięknie, jak hydrolat z kwiatów lipy czy jaśminu.

*Bardzo ładnie łagodzi ewentualne, drobne podrażnienia, sam absolutnie nie podrażnia i nie robi krzywdy mojej wrażliwej i płytko unaczynionej cerze ;) Daje bardzo przyjemne uczucie odświeżenia.

*Ma naprawdę pozytywny wpływ na moje naczynka na twarzy - razem z oczarem i lipą wpisują się w moją trójkę ulubionych 'naczynkowych' hydrolatów ;)

*Od jakiegoś czasu używam hydrolatów również na skórę głowy, jeśli dopadnie ją podrażnienie, swędzenie i zaczerwienienie. Radzi sobie tu całkiem przyjemnie, delikatnie nawilża i łagodzi podrażnienie, acz deczko gorzej, niż lipa i jaśmin ;)

*Pachnie prześlicznie, świeżo, różami, nie za słodko, pięknie :)

Bardzo przyjemny hydrolat do cery przesuszonej, normalnej, myślę, że może się sprawdzić także w przypadku cery mieszanej :)



Właściwości hydrolatu z róży stulistnej:
Hydrolat otrzymywany w wyniku destylacji płatków kwiatów róży stulistnej o różanym, bujnym i słodkim zapachu.. Dzięki obecności antocyjanów oraz kwasu galusowego wykazuje właściwości antyoksydacyjne, wzmacniające naczynia krwionośne oraz ściągające i oczyszczające.

Terapeutyczne znaczenie antocyjanów należących do grupy flawonoidów dotyczy ich działania jako substancji leczniczych przeciwko symptomom kruchości żył i naczyń krwionośnych. Redukują przepuszczalność naczyniową i zwiększają ich wytrzymałość. Częściowo odbywa się to dzięki inhibicji enzymu odpowiedzialnego za degradację kolagenu.

Hydrolat dzięki temu redukuje zaczerwienienie oraz polepsza ogólną kondycję skóry. Ściągające, przeciwzapalne oraz ochronno-regenerujące właściwości kwasu galusowego czynią Hydrolat Różany odpowiednim również dla cer z nadmiernym wydzielaniem sebum oraz uszkodzonych i przesuszonych.

Opis pochodzi z mazideł.


 Miałyście już ten pięknie pachnący hydrolat? ;) A może macie innych ulubieńców? Całuję :*

środa, 1 października 2014

Włosy we wrześniu 2014r.

Hej hej Kochane :)
Moje włosy we wrześniu znowu nie miały ze mną łatwo ;) Z początkiem miesiąca miałam ślubną sesję zdjęciową, zatem w ruch znowu poszła lokówka i tona lakieru, który musiał zostać zmyty kilkukrotnie agresywnym szamponem ;)  Pod koniec miesiąca zafundowałam im kilkudniową zmianę koloru balsamem koloryzującym z venity, który zawiera w składzie sporo alkoholu i nieco mi włosięta przesuszył. Kilka dni temu zdecydowałam się zahennować włosy - henną z amlą, więc chwilowy przesusz nawiedził mnie ponownie ;) Spójrzcie, jak włosięta prezentowały się w kilku odsłonach w tym miesiącu:


Tutaj po koloryzacji balsamem z venity, stylizowane w fale, zdjęcie bez lampy:


W wersji ze stylizacją, 3 umycia po koloryzacji venitą, z kolorku zostały już tylko delikatne refleksy, zdjęcie bez lampy:


I po hennowanie henną z amlą od khadi, zdjęcie z lampą:


Olejowanie:
We wrześniu skończyłam odlewkę oleju musztardowego, o którym napiszę niebawem :) Zaczęłam również używać oleju z nasion maku, który zapowiada się rewelacyjnie, ale o nim niebawem ;)

Mycie:
Przez większość miesiąca myłam włosy balsamem mrs. potters z ginko biloba i keratyną. Do oczyszczania - szampon z żeń szeniem od farmony bądź szampon biały jeleń z bawełną.

Odżywianie:
*Maska OMIA z olejem arganowym - solo chyba za lekka, ale jeszcze poużywam jej w październiku, żeby wydać ostateczny werdykt :) Za to bardzo ładnie nawilża.
*Maska biovax gold z olejem arganowym i złotem - recenzja jest tutaj.
Oczywiście dokończę ją w tym miesiącu, nie mam zamiaru się z nią rozstawać :)
*Planeta organica balsam z olejem rokitnikowym - nawilża bardzo ładnie, ale też często lubi mniej lub bardziej spuszyć, potestuję go jeszcze, ale nie będzie raczej ideałem.
*Bioetika maseczka regenerująca-  po więcej szczegółów zapraszam niebawem :)
*Maseczka łopianowa przepisy babci agafii - siostra maseczki drożdżowej, spisuje się jednak dużo słabiej od niej.

Odżywka bs:
Najczęściej joanna naturia z lnem i rumiankiem (recenzja), kiedy stylizuję włosy w fale  oraz balsam green pharmacy z arganem i granatem, kiedy robię włosy na prosto (recenzja).

Końcówki:
Jedwab z green pharmacy bądź kapka oleju.

Stylizacja:
Żel męski isana, ze starym składem, mam go jeszcze troszkę dzięki Włosowej Siostrze ;) Recenzja tutaj.

Płukanka:
Kilka razy ukochana lniana :)

Porost:
Tabletki skrzyp optima ;)


Jak Wasze włosy we wrześniu? Testowałyście jakieś nowe maseczki :) Całuję :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...