czwartek, 27 czerwca 2013

Szampon piwny z Barwy

Hej hej Kobietki :)
Jak wiecie, na co dzień myję włosy odżywką, raz na tydzień delikatniejszym szamponem, a raz na jakieś 2 tygodnie tak zwanym rypaczem ;) Kiedy skończył mi się mój szampon z farmony ze skrzypem, poszłam do auchana na poszukiwania czegoś nowego, ale również mocno oczyszczającego. Wybór padł na szampon piwny z barwy - skusiła mnie i nazwa, i wygląd ;)

Barwa, Szampon piwny



Skład:
Mamy mocny detergent po wodzie, nieco dalej sól (może podrażniać wrażliwe skalpy), jest ekstrakt z drożdży, witamina B5, witamina E, witamina A, bioflawonidy, biotyna, przy końcu alkohol. Może trochę za dużo dobroci na raz w szamponie, który za zadanie ma myć, ale o tym dalej ;)

Zapach:
Na pewno nie piwny, spokojnie ;) Taki ziołowy, delikatny, nawet przyjemny, mi absolutnie nie przeszkadza.

Konsystencja:
Rzadkawy, pomarańczowy żel, lubi spłynąć z dłoni. Jednak myję przeważnie kubeczkowo, w połączeniu z wodą świetnie się pieni, w kubeczku wygląda jak piwo - tworzy się u góry pianka ;)

Opakowanie:
Buteleczka plastikowa, przezroczysta, widać ubytek szamponu, naklejka lubi się odkleić i zmarszczyć pod wpływem wody. Otwór w nakrętce nie jest za duży, dobrze, bo szampon jest dość rzadki.

Działanie:
Mocne szampony  służą mi do mycia raz na 2 tygodnie. Całkiem przyzwoicie oczyszcza, choć mam wrażenie, że te małe ziołowe barwy oczyszczają deczko lepiej. Nie plącze też aż tak strasznie włosów, jak one. Są po nim całkiem miękkie, choć wiadomo, że maska czy odżywka ds jest niezbędna :) Nie podrażnia skóry głowy, użyty raz za czas oczywiście, bo na dłużej mój skalp mocnych detergentów niestety nie toleruje.

Cena i wydajność:
Kosztuje malutko, ja mam swój za 4zł, dostępny m.in. w auchanie czy lewiatanie :)


Miałyście już piwny szampon? ;) Jakie polecacie mi mocne szampony do gruntownego oczyszczania? Całuję :*

wtorek, 25 czerwca 2013

Green Pharmacy - balsam do włosów z pokrzywą zwyczajną

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj post będzie o balsamie, na który niepotrzebnie się skusiłam w czasie wizyty w rossmannie. Widziałam skład, widziałam parafinę, ale jednak szał na kosmetyki green pharmacy dopadł i mnie. No cóż - mądry Polak po szkodzie, jak to mówią ;) Zapraszam na recenzję balsamu do włosów green pharmacy z pokrzywą zwyczajną.


Green Pharmacy - Balsam do włosów z pokrzywą zwyczajną



Skład:
Jaki jest, każdy widzi ;) W mojej wersji akurat ekstrakty roślinne są przed zapachem, ale w innych wersjach są za zapachem, no cóż.

Po wodzie jest emolient, antystatyk i emulgator, dalej mamy parafinę, kolejny antystatyk,  nieco dalej silikon cykliczny (odparuje) i silikon zmywalny łagodniejszym detergentem. Dalej 5 ekstraktów: ze skrzypu polnego, pokrzywy zwyczajnej, dziurawca zwyczajnego, kasztanowca zwyczajnego, owoców żurawiny. Ciekawa jestem, ile procentowo jest tych ekstraktów.

Konsystencja:
Rzadkawa i balsamowata, czasem spływa z dłoni w czasie aplikacji na włosy, dobrze dodać do niego trochę skrobi, która ładnie balsam nam zagęści.

Opakowanie:
Bardzo podobają mi się opakowania kosmetyków tej firmy, stylizowane na kosmetyki naszej babci ;) Buteleczka jest przezroczysta, widać ubytek kosmetyku.

Zapach:
Zapach jest ziołowy, ale nie nachalny, nie czuć go na włosach po spłukaniu balsamu. Dla mnie bardzo przyjemny, ale ja lubię ziołowe zapachy :)

Działanie:
Włosy są po nim troszkę miększe. I tutaj powinnam skończyć :D Używany kilka razy pod rząd zmiękczał włosy, raczej nie nawilżał, jednak po 2 już razie włosy były nieco oklapnięte, skręt nie ten, podejrzewam parafino-silikonowe działanie. W małej ilości nic dobrego nie robił z włosami, wręcz lekko je przesuszał - podejrzewam o to ziółka.  Bardzo mało wydajny, szybko mi się skończył, pewnie przez rzadką konsystencję. Niestety nie polubiliśmy się.


Czaję się jednak na inny balsam tej firmy z lepszym składem - zgadniecie który? :) A może Wy mi któryś polecicie? Całuję :*

piątek, 21 czerwca 2013

Jakie są moje włosy i jakie produkty lubią - część II

Hej hej moje Kochane :)
Cieszę się, że pierwsza część wpisu Jakie są moje włosy i jakie produkty lubią Wam się spodobała, mam nadzieję, że znajdziecie w niej coś dla siebie i spróbujecie głębiej wpatrzyć się w potrzeby Waszych włosów :) Dzisiaj czas na drugą część, bez przedłużania - zaczynamy :D
Będę aktualizować post co jakiś czas ;)


1. Szampony i inne myjadła:
*Z SLS/SLES  raz na 1-2 tygodnie – jakiś najprostszy, przeważnie barwa, ta za 3 zł z dużym otworem, np. lniana, pokrzywowa, żurawinowa czy jabłkowa, lubię też farmonę ze skrzypem czy rumiankiem. Świetny jest też szampon fitomedu do włosów suchych i normalnych; nie spisał się szampon green pharmacy przeciwłupieżowy, podrażnił i wysuszył włosy na długości.

*Delikatniejszy od czasu do czasu – najbardziej hippa.
Nie przepadam za szamponem i żelem uniwersalnym babydream  (robią mi za miękkie włosy i lekko puszą), nie lubię też szampono-żelu schauma baby. Facelle najpierw spisywał się świetnie, potem zaczął mi matowić i przesuszać włosy.

*Na co dzień mycie włosów balsamami mrs. Potters, najbardziej lubię tego z lotosem i kolagenem, aloesem i jedwabiem oraz z melisą; uwielbiałam też myć maskami bingo, maską kokosową z profisa, maską water mask z profisa, serical crema al latte, maską i emulsją gloria, za to isana babassu obciążała mi włosy przy myciu, tak samo nie lubiłam hegrona, rzadki, brzydko pachnie i słabo domywał.

Tutaj nie kombinuję, mam kilka sprawdzonych produktów i ich się trzymam.
Za to w odżywkach i maskach kombinuję :)


2. Odżywki:
Odżywki lubiane:
*alterra odżywka z morelką
*alterra odżywka z granatem
*alverde odżywka z morelą i cytryną
*bania agafii balsam odżywczo-regeneracyjny
*faith in nature odżywka aloesowa
*farmona odżywka z żeń szeniem
*farmona odżywka z lnem
*green pharmacy balsam z olejem arganowym i granatem
*isana nawilżająca odżywka z ekstraktem z bawełny
*joanna ożywka jajeczna
 *NaturVital odżywka granatowa do włosów wypadających
*planeta organica afryka odżywka z olejem arganowym
*planeta organica afryka odżywka z olejem makadamia
*planeta organica balsam turecki
*planeta organica balsam marokański
*planeta organica balsam tybetański 
*seboradin balsam z żeń szeniem
*yes to carrots odżywka marchewkowa
*yves rocher odżywka odbudowująca z olejami
*yves rocher do włosów kręconych z baobabem

Odżywki średnie i słabe:
*alverde odżywka z awokado i winogronem
*balea odżywka oil spulung z olejem arganowym
*balsam na brzozowym propolisie
*balsam na kwiatowym propolisie
*cece med odżywka z jedwabiem
*garnier odżywka z masłem shea i awokado
*garnier odżywka z morelą i migdałem
*green pharmacy balsam z pokrzywą zwyczajną
*isana odżywka z olejem babassu
*isana odżywka professional do włosów łamliwych i rozdwajających się
*joanna odżywka arganowa
 *nivea long repair odżywka
*planeta organica balsam z olejem cedrowym
*planeta organica balsam z olejem rokitnikowym
*pollena eva odżywka z lawendą, chabrem i dziką różą
*schauma balsam z masłem shea i kokosem
*schauma odżywka krem i olejek
*schauma balsam extra owoc i witamina
*ziaja odżywka oliwkowa



3. Maski:
Maski lubiane:
*alterra z granatem
*bioetika maska nawilżająca I
*biovax gold z arganem i złotem
*biovax do włosów blond
*biovax do włosów suchych i zniszczonych
*biovax z keratyną i jedwabiem
*bingo maseczki: z shea i algami, ze spiruliną i keratyną, mleczna z elastyną
*gloria maseczka
*kallos blueberry
*kallos banana
*kallos keratin
*kallos color
*lady spa maska arganowa
*marion maseczka do włosów brązowych oraz do czerwonych
*Mrs. Potters z aloesem i jedwabiem
*NaturVital maska z aloesem
*OMIA maska z aloesem
*OMIA maska z olejem arganowym
*Pat&Rub maska regenerująca
*Planeta organica maska marokańska
*scandic maska bananowa
 *scandic maska kokosowa
*tołpa maska regenerująca
 *ziaja maska wygładzająca do włosów niesfornych


Maski średnie i słabe:
*bioetika maseczka z proteinami mlecznymi IV
*biovax 3 oleje

*biovax z mlecznymi proteinami 
*biovax z aloesem do wypadających
*bingo kuracja arganowa
*bingo drożdżowa
*bingo z zieloną glinką
 *domowe recepty maska z kawą i aloesem
*joanna maseczka arganowa
*joanna maseczka jajeczna
*joanna kompres z mlekiem i miodem
*joanna maski naturia (len&rumianek, mak&bawełna, miód&cytryna)
*kallos latte
*serical crema al latte
*lorysy (miałam kilka, nie pamiętam już dokładnie jakie)
*Love2mix maska z efektem laminowania
*mypa maska z masłem shea
*planeta organica złota maska ajurwedyjska
*planeta organica maska toskańska
*romantic maska z olejem arganowym i jedwabiem
*ruska bania jajeczno-śmietankowa



4. Odżywki bez spłukiwania:
Teraz świetnie spisuje się balsam green pharmacy z olejem arganowym i ekstraktem z granatu.
Bardzo lubię farmonę z lnem. Balsam joanny z mlekiem i miodem puszył dość mocno. Odżywki joanna naturia matowią i przesuszają. Nie spisują się u mnie psikacze w roli odżywki b/s, chyba że samoróbne do reanimacji, z mocno przemyślanym składem :)


5. Stylizacja
*pianki niet, była pianka z isany bez alkoholu, ale ja nie umiem się z piankami obchodzić, słabo podkreślają skręt i sklejają mi włosy
*miałam na początku balsam nivea fleible curls – w niedużej ilości był ok., czasem delikatnie obciążył, ale sam dość słabo podkreślał skręt, lubił też raz spuszyć, raz nie
*mleczko marion do włosów kręconych - niestety puch, pewnie przez glicerynkę wysoko i dość słabe podkreślenie skrętu
*żel zielony z rossmanna – taki duży 500ml, kompletnie się nie spisał, sklejał mimo odciśnięcia sucharków, słabo podkreślał, oddałam chyba siostrze albo mamie
*żel artiste – ja miałam fioletowy – fajny do reanimacji, miał z tego co pamiętam kilka humektantów, w wilgotną pogodę potrafił mi zrobić szopa na głowie ;) jako stylizator po myciu ładnie podkreślał skręt, ale na krótko, jakieś kilka godzin tylko
*żel octagon z rossmanna – taki w 250ml opakowaniu, ja miałam różowy, teraz mam fioletowy, solo podkreślał średnio i na dość krótko, za to super do reanimacji
*żele bielenda – mocne albo extra mocne – bardzo ładnie podkreślają skręt, ale skręt zaczyna się dużo niżej niż po żelu z joanny czy isany, skręt długo trzymają, ciężko z nimi przesadzić, świetne do reanimacji
*żel mrożący joanna – łatwo z nim przesadzić, wtedy łatwo o efekt szorstkich włosów, ale świetna trzyma i podkreśla skręt, fale są skręcone dużo wyżej
*żel męski isana z rossmana – mój ulubiony, idealnie podkreśla i trzyma skręt, również łatwo z nim przesadzić, wtedy murowany efekt przykurzonych, szorstkich i suchych w dotyku włosów, skręca fale dużo wyżej
*męski żel z lidla cien najmocniejszy -  zmienili ostatnio skład mojego kochanego męskiego żelu z isany, więc szukam godnego zamiennika, żel z lidla utrwala bardzo ładnie, a i ciężej z nim przesadzić, jak to było z isaną
*żel lniany – mi coś nie pasuje, ewentualnie do mieszania z drogeryjnymi, słabo podkreśla, za to pięknie nawilża i zmiękcza, ja wolę jednak lepiej podkreślone fale, lubię go za to jako dodatek do maseczki



6.Wcierki
Farmona radical - zahamowała wypadanie, delikatnie przyspieszyła porost, ale wysuszyła dość mocno skalp. 
Farmona jantar - okropne podrażnienie po 3 użyciach. Oj nie.
Joanna rzepa - mnóstwo bejbików i o dziwo brak większego wysuszenia.
Fratti spray z szungitem - pięknie przyspiesza porost, raczej nie przesusza skalpu ;)


7. Płukanki
*ulubiona to lniana, cytrynowa i octowa, a jeszcze lepiej lniano-octowa albo lniano-cytrynowa
*nie znoszę miodowej, piwnej oraz ziołowych

8. Oleje
Nie spisały się:
-nasycone: olej palmowy, masło shea, masło babassu
-oliwa z oliwek
-arganowy
-sojowy
-z ostropestu
-z pestek winogron
-lniany
-musztardowy

-olejek alverde z różą i rokitnikiem
-olejek alverde z arniką

Spisały się:
Omega 9:
-z orzecha laskowego
-ze słodkich migdałów
-z pestek brzoskwini
-z pestek moreli
-z pestek śliwki
-z pestek wiśni
-sezamowy
-awokado
-makadamia

Omega 6:
-z krokosza barwierskiego
-z orzecha włoskiego
-z kiełków pszenicy
-z nasion maku
-z pestek dyni
-z pestek arbuza
-konopny
-słonecznikowy
-jeżynowy
-malinowy

Inne: 
-kokos
-jojoba
-abisyński
-oliwka hipp
-olejek BDFM
-olejek alverde z arganem


 Uff, chyba koniec, choć pewnie co chwila będę coś dopisywać, ale wydaje mi się, że jest wszystko.
Widzicie jakieś podobieństwa? Może lubimy podobne rzeczy, albo zupełnie na odwrót?
Piszcie koniecznie, czy coś Wam się pokrywa :)

Chętnie przeczytam takie posty u Was :)
Całuję :*




środa, 19 czerwca 2013

Jakie są moje włosy i jakie produkty lubią - część I

Hej hej Kobietki ;)
Pewna dobra duszyczka tego bloga (littlecurlyhair) ;* prosiła mnie o wpis na temat tego, jakie produkty lubią moje włosy. Ja od siebie spróbuję tutaj też napisać, jakie ogólnie są moje włosy, co lubią i jakie dokładnie produkty lubią, choć wpis będzie chyba podzielony na części, bo będzie tego sporo.


Króciutko moja historia
*Od 2007 roku przez jakieś 3 lata prostowałam włosy bez żadnej ochrony co 2 dni, czasem dzień w dzień, zdarzało się nawet rano i wieczorem, jak wieczór gdzieś szłam, bo włosy wiecznie się wywijały. Często prostowałam nawet wilgotne włosy. Oczywiście używałam szamponu ziołowego i nie używałam żadnej odżywki. (zdjęcie 1)

*Potem się opamiętałam i zaczęłam używać jakiejś odżywki i przestałam prostować. (zdjęcie 2)

*W 2010 roku w sierpniu zaczęłam dbać o włosy metodą CG i wydobywać naturalne falo-loki z moich włosów. Tak jest do dzisiaj. W między czasie 3 razy podcinałam włosy w sporej ilości, za każdym razem szło 15-20cm, chciałam się pozbyć każdego cm zniszczonych włosów po prostowaniu.
*Teraz włosy na całej długości są zdrowe, choć z natury są bardziej suche, niż włosy proste. (zdjęcie 3)

Namiętnie prostowane, na zdjęciu też były wyprostowane, normalnie sianko było zatem dużooo większe

 
 Tak było potem, używałam już jakiejś odżywki, po naturalnym wyschnięciu bez stylizacji


  A tak jest teraz, po stylizacji, zdjęcie robione w dziennym świetle i bez lampy, więc włosy nie wyglądają tak ładnie, jak z lampą, wiecie pewnie, o czym mówię ;)


Jakie są moje włosy?
*Były bardzo porowate, muszę zbadać, jakie są teraz, po stopniowym obcięciu całej zniszczonej części. Kiedyś dużo ciężej było mi je obciążyć, teraz cięższe silikony, guar, parafina, polyquaternium czy quaternium skutecznie mi włosy przykapują, jeśli przesadzę z ich ilością.

*Włosów nie mam ani dużo, ani mało, to taka średnia ilość.
Jednak pojedynczy włos jest niestety cienki i lekki, stąd często wrażenie, że włosy mam miękkie i lekkie jak u dziecka. Zależy mi na delikatnym dociążeniu, najlepiej naturalnym przez oleje, za dużo silikonów czy parafina w formie dociążenia nie jest mile widziana.

*Mam naturalny kolor włosów, tak zwany mysi blond, który lubię, myślę kiedyś o jakiejś hennie, która nie zmieni drastycznie koloru. Ale raczej nie planuję farbować włosów na stale chemicznymi farbami.

*Mam włosy falowane, przy dobrej i regularnej pielęgnacji robią się falo-loki. Po normalnym wysuszenia i bez stylizacji zawsze się wywijają.


Czego moje włosy nie lubią:
*nie lubią ciężkich silikonów (np. simethicone, trimethicone), są po nich klapnięte i bez życia
*w niedużych ilościach tolerują amodimethicone i dimethicone, ale i to nie zawsze, też potrafią obciążyć
*nie lubią za dużo polyquaterniów i quaterniów -  przyklapik
*nie lubią gliceryny, puszy, chyba że jest jej nie dużo i w mocno emolientowym towarzystwie
*nie lubią parafiny – zmniejsza skręt, przyklapuje, obciąża
*nie lubią maseł i olei nasyconych (oleju kokosowego, masła shea, masła babassu, oleju palmowego)
*nie przepadają również za oliwą z oliwek, oleje rzepakowym, arganowym i rokitnikowym
*nie lubią jedwabiu hydrolizowanego w za dużej ilości, za to aminokwasy jedwabiu są bardzo w porządku
*nie lubię protein mlecznych w nadmiarze, niedużo jest ok
*nie lubią miodu, łyżeczka w masce czy płukance spusza i usztywnia włosy, za to niewielka ilość w masce zrównoważonej emolientami może być, ale i też nie zawsze
*bardzo nie lubią nadmiaru ziół w maskach i odżywkach, wysuszają momentalnie
*nie lubią płukanki piwnej i płukanek ziołowych (pokrzywa, skrzyp, rumianek, lipa) ponieważ wysuszają
*nie przepadają za psikaczami do włosów do reanimacji, a już na pewno za psikaczami z keratyną
*skalp nie toleruje alkoholu, jedynie w niewielkich ilościach i to przy odpowiednim nawilżeniu skóry głowy
*długość włosów toleruje obecnie alkohol rzadko i w niewielkich ilościach - kiedyś nie przesuszał tak mocno



A teraz coś, co moje włosy lubią:
*kochają odżywki i maski emolientowe, bogate w oleje
*kochają keratynę hydrolizowaną, nawet w ilości 5-10 kropel, co 2-3 mycie, zrównoważoną w masce olejem i nawilżaczem, świetnie podkreśla mi skręt i sprawia wrażenie, że włos jest grubszy
*lubią kolagen, ładny skręt i objętość, uwielbiam dzięki temu balsam seboradinu z żeń szeniem, który to kolagen właśnie zawiera
*lubią także elastynę, mam kolagen z elastyną,  lubią  maskę bingo z elastyną
*lubią spirulinę jako dodatek do maski w towarzystwie oleju, ale też nie dużo i nie co każde mycie, bo inaczej delikatnie przesusza
*kochają oleje jedno i wielonienasycone z małymi wyjątkami (oliwa z oliwek, rzepak, argan)
*lubią dodatek 5-10 kropel oleju (najchętniej owocowego: malina, truskawka, żurawina, jeżyna, śliwka, morela) jako dodatek do odżywki czy maski
*lubią aloes, ale nie co każde mycie i zrównoważony emolientami
*lubią silikony cykliczne (np. cyclomethicone)



I koniec części pierwszej :) Wielką przyjemność mi sprawiło pisanie tego posta, przypomniałam sobie o tym, co lubią moje włosy, a czego nie :) W kolejnym poście wypiszę produkty do włosów (szampony, odżywki, maski, stylizatory, oleje), które mi służyły i które się nie spisały. Całuję :*

wtorek, 18 czerwca 2013

Szampon Bambino - przyjemny szampon, ale nie tak delikatny


Hej hej Kobietki ;)
Dzisiaj ciąg dalszy rozważań o delikatniejszych szamponach do włosów - zapraszam na recenzję różowego szamponu bambino :) Nie jest on jednak aż tak delikatny, jak o nim mówią ;)



Szampon Bambino

Skład:
Produkt nie jest już tak delikatny, jak szampon hipp czy babydream. Bambino posiada dość mocny detergent - Sodium Myreth Sulfate, a przy końsu również SLES. Jest polyquaternium - oblepiacz oraz wartościowy niacynamid (witamina B3),  prawie na samym końcu składu. Nie ma potencjalnie drażniącej soli - duży plus.

Zapach i konsystencja:
Zapach delikatny, ciężko mi go określić, ale bardzo przyjemny. Konsystencja dużo gęstsza niż w babydremowym szamponie, nie trzeba dużej ilości, zwłaszcza jeśli myje się kubeczkowo - bardzo polecam tę metodę :)

Cena i dostępność:
Sklepy, markety, drogerie, rossmanny ;) Kupuję i za 5zł, i za 7ł, różnie, najlepiej polować na promocje. Widuję go często, zatem nie powinno być problemu z dostępnością.

Działanie:
Lubię go używać raz na jakiś czas – ładnie myje, włosy nie są po nim za lekkie ani za miękkie. Nie są obciążone, skóra głowy zadowolona i nie podrażniona. Mam wrażenie, że sam łagodzi delikatniejsze podrażnienia. Dobrze domywa oleje. Włosy całkiem przyjemnie i widocznie po nim błyszczą :) Używany co mycie lekko podsusza moje fale, ale one są naprawdę wymagające. Bardzo przyjemny produkt, do stosowania maksymalnie raz w tygodniu -  nie jest aż tak delikatny jak hipp czy babydream. Włosy synka są również zadowolone i pięknie po nim pachną ;)


Miałyście go już? A może wolicie inne szampony? Ciekawią mnie te z alterry, do tej pory miałam jeden z morelką. Całuję i dobrej nocy ;*

Szampon Babydream - kolejny delikatny szampon do włosów - czy jednak się sprawdził?

Hej hej Kobietki :)
Wczoraj było o moim ukochanym szamponie hipp, dzisiaj o mniej kochanym szamponie babydream. Babydream był pierwszym delikatniejszym szamponem bez agresywnych detergentów, trochę mnie zraził do takich delikatnych szamponów, potem zaczęłam myć odżywką, aż znalazłam hippa - i od nowa uwierzyłam w moc delikatnych myjadeł :)


Szampon Babydream


Skład:
Nie ma agresywnych detergentów, tyko te delikatniejsze - duży plus. Widzimy także ekstrakt z pszenicy, rumianku i panthenol. Brak soli, silikonów, parafiny, quaterniów. Nie powinien obciążać.

Konsystencja i zapach:
Rzadsza niż hippowa i jakby delikatnie bardziej klejąca, ale nie przecieka przez palce, sama i tak myję kubeczkowo ;) Dzieciaczkowy, rumiankowy zapach, bardzo przyjemny, sporo babydreamowych kosmetyków pachnie podobnie.

Cena i dostępność:
Szampon jest taniutki, można nawet upolować w promocji za niecałe 3zł, normalnie około 4-5 zł. Dostępny oczywiście  w rossmannach.

Działanie:
Szampon średnio przypadł mi do gustu - niby użyty kubeczkowo dość dobrze się pieni i dość dobrze myje Widzę jednak kilka wad - w moim przypadku delikatnie puszy włosy, są po nim za lekkie i za miękkie, jak u dziecka. Przy myciu masuję jedynie skórę głowy, nie trę włosów i nie plątam ich, a po babydreamie włosy i tak są bardziej splątane, choć odżywka d/s i odżywka b/s potem w dużej mierze załatwiają sprawę, ale jednak włosy nie wyglądają tak ładnie, jak po innych  myjadłach. Przy dłuższym używaniu podrażnia skórę głowy i wypada mi przez to więcej włosów. Nie zawsze udało mu się zmyć jednorazowo cięższy olej (np. alterra z granatem i awokado), choć olej ten bez problemu zmywałam 2 razy odżywką. Ogólnie jednak polecam - naprawdę warto w tej cenie chociaż spróbować, moim włosom po prostu nie do końca służy, albo ja już jestem za bardzo wymagająca ;);)

Miałyście już ten szampon?  Polecacie coś z delikatniejszych produktów do mycia? :) Całuję :*

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Szampon hipp - mój ideał do delikatniejszego oczyszczania

Hej hej Kobietki :)
Jak może pamiętacie, na ogół myję włosy odżywką, ale raz na tydzień staram się je oczyszczać delikatniejszym szamponem. Aktualnie mam w domu 3 takie szampony - hipp, bambino i babydream. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o pierwszym i zarazem ulubionym z nich - zapraszam do lektury :)


Szampon Hipp


Skład:
Hipp zawiera delikatniejsze detergenty, przed zapachem mamy także ekstrakt ze słodkich migdałów i glicerynę. Ma niestety sól, która może co wrażliwsze skalpy podrażnić. Mnie skład bardzo zadowala, bez wielu zbędnych dobroci, bo szampon ma myć ;) Nie ma też silikonów, parafiny, polyquaternium i quaternium.

Konsystencja i zapach:
Konsystencja jest średnio gęsta,  bardzo przyjemna - i tak nalewam do kubeczka i myję kubeczkowo. Ale nie spływa z rąk przy normalnej metodzie mycia. Zapach przyjemny, podobny do innych hippowych kosmetyków, a tych kilka w domu mam, bo z synkiem bardzo tę firmę lubimy :)

Działanie:
Robi, co ma robić i przy tym mnie nie denerwuje :) Czyli dobrze myje - wiadomo że raz na jakieś 2 tygodnie używam szamponu z SLS do dokładniejszego oczyszczenia włosów, ale raz na tydzień hipp spisuje się świetnie. Zostawia włosy miękkie, lekkie, ale nie za lekkie i nie puszące się, jak inny dziecięcy szampon, ale o tym napiszę niebawem ;) Ładnie się pieni, choć nie tak jak szampony z SLS. Skóra głowy zadowolona, nic nie swędzi, włosy nie przetłuszczają się szybciej. Nie szczypie w oczy - ważne w pielęgnacji włosowej dzieciaczków ;) Jestem z niego bardzo zadowolona.

Cena i dostępność:
Kosztuje coś ponad 10zł, dostępny w rossmannach, ja swój mam z auchana, ale pewnie bez problemu go znajdziecie :)


Mój faworyt w dziedzinie delikatnych szamponów :) Używam go też do mycia włosów synka. A jacy są Wasi faworyci?  Całuję ;*

czwartek, 13 czerwca 2013

Maska NaturVital z aloesem - aloesowe cudo!

Hej hej Kobietki!
Wreszcie świeci słoneczko, przynajmniej w okolicach Krakowa :) Dzisiaj napiszę Wam o bardzo przyjemnej maseczce do włosów z cudownie nawilżającym  składnikiem - aloesem. Miałam już jej 2 słoiczki, ostatnio w ogóle nie widzę jej w naturach, a bardzo mi jej już brakuje :( Przed Państwem maska Naturvital z aloesem i jałowcem :)




Skład:
aqua, ceteatyl alcohol, aloe barbadensis leaf juice, cetyl esters, glycerin, juniper communis fruit extract, behetrimonium chloride, panthenol, cetrimonium chloride, parfum, phenoxyethanol, benzoic acid, dehydroacetic acid, CI 77891

Maseczka ma niedługi, acz bardzo wartościowy skład: są emolienty i antystatyki, wysoko sok z aloesu, dalej gliceryna i panthenol oraz ekstrakt z jałowca. Krótko, treściwie, bez zbędnych składników :)

Konsystencja:
Dość gęsta, ale wygodnie rozsmarowuje się w dłoniach, trochę tępo nakłada na włosy, ale da się przyzwyczaić, ja bardzo lubię jej używać. Na pewno nie spłynie nam z włosów, bardzo przyjemnie się nosi.

Zapach:
Bardzo roślinny, niektórym może się nie podobać, mi akurat bardzo odpowiada, czuć go jeszcze na włosach delikatnie po zmyciu, ale nie bardzo długo. Dla mnie przyjemny, nienachalny :) 

Opakowanie:
Ciekawe rozwiązanie, ma taką klapkę, którą możemy otwierać i wydobyć maseczkę, albo normalnie odkręcić jak każdy inny słoiczek. Fajny pomysł :) Opakowanie porządnie wykonane, praktyczne, możemy wydobyć kosmetyk do końca. 

Działanie:
Uwielbiam aloes, po tej maseczce mam lejące, gładkie, takie aloesowe fale, jak ja to nazywam ;) Nie zmniejsza skrętu, bardzo ładnie go podkreśla. Lekko dociążone, ale nie obciążone, nie za lekkie, mięsiste, bardzo przyjemne w dotyku fale, uwielbiam ten aloesowy efekt na włosach.  Miłośniczki aloesu wiedzą pewnie, co mam na myśli :) Jednak praktycznie zawsze muszę dodać do niej kilka kropel oleju, inaczej zdarza się, że może spuszyć i przesuszyć włosy ;) Maseczka nie obciąża, choć może dawać takie wrażenie przez tą śliskość włosów. Dodatkowo pięknie nawilża i koi skórę głowy.

Cena, wydajność, dostępność:
Kosztuje około 20zł, dostępna tylko w naturze, u mnie jest troszkę niewydajna, ale jak już ją mam, to używam bardzo często, może to dlatego :)


Moje aloesowe fale, na zdjęciu nie widać tego aloesowego efektu, dopiero widać na żywo i czuć w dotyku ;) 


 Też ją kochacie? :)Całuję :* 
 

środa, 12 czerwca 2013

Maska regenerująca z Tołpy - czy się polubiłyśmy?

Hej hej Kobietki ;)
Z niektórymi kosmetykami jest tak, że jak nam się kończą, biegniemy do sklepu kupić nowe opakowanie. Przynajmniej ja tak mam w przypadku kilku odżywek i masek do włosów ;) Czy pobiegłabym ponownie po maseczkę, o której dzisiaj Wam napiszę? Przekonajmy się ;)


Tołpa, Maska odbudowująca



Skład:
aqua, cetearyl alkohol, behentrimonium chloride, simmondsia chinensis seed oil, prunus amygdalus dulcis almond oil, cetyl esters, parfum, potassium phosphate, panthenol, tcopheryl acetate, creatine, peat extract, betaine, keratin amino acids, hibiscus esculentus seed extract, hydroxypropyl guar, hydropropyltrimonium chloride, hydroxyethylcellulose, disodium EDTA, lactic acid, phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, butylparaben, propylparaben, isobutylparaben, DMDM hydantoin

Skład na pierwszy rzut oka wydaje się ładny, szkoda, że większość wartościowych rzeczy znajduje się po zapachu, co może znaczyć, że ich stężenie w kosmetyku jest bardzo małe. Ale od początku – mamy emolienty i antystatyki. Pogrubiłam wartościowe oleje – jojoba i ze słodkich migdałów, po zapachu już mamy witaminkę B5, witaminę E, kreatynę, ekstrakt z torfu, betainę, keratynę ,ekstrakt z hibiskusa.

Zapach:
Bardzo ładny, kwiatowo-kremowy, nie nachalny, czuję go jeszcze delikatnie po zmyciu odżywki. Nie powinien denerwować nawet właścicielek bardzo wrażliwych nosów ;)

Opakowanie:
Opakowanie w formie tuby, nie przepadam za takimi, ale o dziwo maska dość dobrze się wyciskała, przy ostatniej porcji musiałam troszkę potrzepać ;)

Konsystencja:
Nie za gęsta, taka w sam raz, kremowa, przyjemnie się rozsmarowuje w dłoniach i dobrze aplikuje na włosy.

Działanie:
To przyjemna maseczka, pozostawia moje fale nawilżone, miękkie ale nie za miękkie, elastyczne, nieobciążone. Skręt jest ładny. Nie ma jednak efektu wow, jak po alterrach, odżywkach farmony czy biovaxach. Fale są ładne, ale wiem, że niektóre odżywki i maski potrafią wycisnąć z nich więcej. Używałam ją zarówno na 10 minut, jak i niemalże godzinę pod czepkiem i ręcznikiem – efekt zawsze tak samo ładny, bez obciążenia.

Cena i dostępność:
No właśnie, nie żeby była bardzo droga, około 18-20zł, dość słabo dostępna, ja swoją dorwałam w auchanie, pojemność to 150ml, które starczyło mi na jakieś 9-10 razy, miałam jednak wydajniejsze maseczki. Mimo, że jest dobra, to nie wiem, czy skuszę się na nią znowu, zwłaszcza że znam tańsze, a lepsze.





Skusicie się na tę maseczkę? :) Całuję :*
 


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Biovax maseczka do włosów blond oraz do włosów suchych i zniszczonych


Hej hej Kochani :)
Chciałabym Wam dzisiaj napisać o znanych chyba każdej włosomaniaczce maseczkach biovax - a konkretniej o wersji do włosów blond oraz do włosów suchych i zniszczonych. Maseczki te to takie moje małe niezbędniki, które zawsze muszę mieć w swojej łazience :)


Biovax maseczka do włosów blond oraz do włosów suchych i zniszczonych


Skład:
Maseczki mają piękne składy - emolientowo-nawilżające ;) Po początkowej mieszaninie emolientów i antystatyku, widzimy ekstrakt z cytryny (wersja blond) i cynamonu (wersja suche), następnie nawilżający ekstrakt z miodu, olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z henny, nawilżającą glicerynę i lanolinę.  Na szczęście gliceryna i miód mi tutaj nie szkodzą, pewnie dzięki bogatemu emolientowemu towarzystwu :)

Konsystencja:
Są gęste, jak prawdziwe maseczki, wygodne w aplikacji, fajne do mieszania z innymi półproduktami, choć w przypadku biovaxów nie jest to konieczne – same z siebie działają cudownie. No dobrze, czasem, zimą dorzucę do nich troszkę oleju, żeby działały jeszcze przyjemniej :)

Zapach:
Wersja do blond pachnie mi troszkę bananowo, słodko. Wersja do włosów suchych również słodko, jakby bardziej miodowo, oba zapachy są bardzo przyjemne, ale nie są nachalne, trzymanie maseczki po czepkiem i ręcznikiem to sama przyjemność ;) Zapachy czuć jeszcze na włosach po zmyciu maseczki.

Opakowanie:
Trochę wąskie, ciężko wydobyć maseczkę z dna, trzeba użyć łyżeczki. Wieczko nie do końca trzyma się opakowania, takie małe wady. Do tego porządny opis producenta, lubię czytać opisy na tych maseczkach, takie moje małe zboczenie ;)

Działanie:
Kocham, kocham, kocham i miłuję. Tyle wystarczy :D A tak na poważnie: świetny skręt, świetny blask, fale pełne życia, objętości i dociążenia, nie ma puchu, nie ma odstających włosków, to po postu moje maseczki – nigdy mnie nie zawodzą, pewniak, jeśli chcę mieć ładne włosy. Nie obciążają mnie, ale nie nakładam na skórę głowy, czuję, że tak by obciążały, ale od ucha w dół – rewelacja. Pięknie dociążają włosy w naturalny sposób - właścicielki loczków i włosów o wyższej porowatości powinny się nimi poważnie zainteresować  :)


 Na dowód zdjęcia po biovaxie do włosów blond:



Wiem, że maseczki te albo się kocha, albo nienawidzi. Do której grupy wy należycie? ;) Możecie mi polecić inne biovaxy? Całuję :*



 




sobota, 8 czerwca 2013

Maska Alterra z granatem i aloesem - moja ulubienica :)

Hej hej Kochane ;)
Jak to się mogło stać, że pisałam Wam już o alterrowych odżywkach, a pominęłam ich cudowną maseczkę do włosów? Już nadrabiam i piszę o jednej z moich maseczkowych ulubienic, zapraszam do poczytania ;) Ciekawa jestem, czy Wam również przypadła do gustu, można ją dostać w każdym rossmanie ;)


Alterra maska do włosów z granatem i aloesem

Skład: Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil*, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Carthamus Tinctorius Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extrakt*, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronelloll**, Citral**.


Skład:
Piękny i bogaty w oleje, ekstrakty i witaminki, tak samo jak w odżywkach alterrowych. Wysoko  potencjalnie wysuszający alkohol, dalej emolient i antystatyk. Za gliceryną, olej sojowy, olej z pestek granatu, masło shea, olej krokoszowy, olej rycynowy, ekstrakt z granatu, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z akacji, panthenol (witamina B5), witamina E, olej słonecznikowy, witamina C.

Konsystencja:
Gęsta, bardzo gęsta, trochę ciężko rozprowadza się na włosach, ale już się do niej przyzwyczaiłam ;) Dobra do wzbogacania płynnymi składnikami, jak próbowałam do niej dodać skrobi ziemniaczanej, która sama w sobie zagęszcza, nie mogłam nałożyć na włosy ;)

Opakowanie:
No i czemu tubka ja się pytam, przy tak gęstej konsystencji? O ile wygodniejszy byłby słoiczek. No ale jest tubka, nie za twarda, ale maska jest gęsta i już w połowie musiałam ją przeciąć, żeby wydobyć resztki mojego cuda.

Zapach:
Ładny, owocowy, lubię zapachy kosmetyków do włosów z alterry, są przyjemne, ale nienachalne. Szkoda, że włosy nie pachną nimi prawie w ogóle po zmyciu.

Działanie:
Lubię ją tak tyci tyci mniej od odżywek z morelką i granatem, pewnie przez to shea w składzie ;) A tak na poważnie, podbija mi skręt, fale są mięsiste, odczuwalnie nawilżone, pełne życia, jak to po alterrach. Są niezawodne i jak długo będą je produkować, tak będę mieć je w łazience. Maseczka nie obciąża moich kudełków, za to ładnie, naturalnie je dociąża.

Cena i dostępność:
Coś koło 10zł chyba, dostępne w rossmannach, czyli na wyciągnięcie ręki u wielu z Nas ;)


Moje fale po alterkowej przyjemności, niestety z marca zeszłego roku, teraz jest ich po ciąży dużo mniej, ale dzielnie walczę o porost ;(



Miałyście? Uwielbiacie tak, jak ja, a może jej nie lubicie? Piszcie koniecznie ;) Całuję :*

czwartek, 6 czerwca 2013

Męski żel isana z rossmanna - mój hit w stylizacji włosów

Hej hej Kochane :)
W pielęgnacji falowanych włosów ważne jest dobrze dobrane myjadło, maska, odżywka do i bez spłukiwania oraz stylizator. Niektóre z Was kochają żel lniany, ale wiem, że żel, o którym dziś opowiem ma wiele zwolenniczek, jak również przeciwniczek. Ja należę do tej pierwszej grupy - uwielbiam go i jak tylko nauczyłam się, w jaki sposób i ile go nakładać, staliśmy się nierozłączni. Zużyłam już kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt tubek ;) Szkoda, że nie zbierałam ich i nie zrobiłam zbiorczego zdjęcia, zrobiłoby pewnie wrażenie ;)


Oto mój król stylizacji - słynny męski żel isany z rossmanna:



Skład:
Aqua, VP/Methacrylamide/Vinyl, Imidazole Copolymer, VP/VA Copolymer, PVP, Phenoxyethanol, Acrylates Beheneth-25, Methacrylate Copolymer, Polysorbate-20, Hydroxethylcellulose, Carbomer, Sodium Hydroxide, Niacynamide, Parfum, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnamal. 

Nie karzcie mi go analizować ;) Pogrubiłam polimery, mające za zadanie utrwalić nam fryzurę i podkreślić nasze fale/loki, jest ich naprawdę sporo. Na szarym końcu znajduje się niacynamid - witamina B3, ale podejrzewam, że nie jest jej dużo, nie ma zatem większych szans, żeby żel odżywił nam włosy. Nie ma na szczęście alkoholu, zatem nie wysuszy.

Opakowanie:
Przystojny? ;) mężczyzna z dziwną fryzurą, miękka tubka, z której łatwo wydobyć kosmetyk, choć wolałabym jakieś inne opakowanie, ale na co dzień zbytnio nie zwracam na nie uwagi.

Konsystencja:
Jest bardzo lepka, gęsta, ciężko rozciera się w dłoniach, wygodnie aplikuje się mokrymi rękami, warto go też zmieszać z kapką odżywki b/s czy żelem lnianym, choć ja przeważnie używam go solo.

Zapach:
Taki trochę męski, dla mnie przyjemny, słabo wyczuwalny na włosach po wysuszeniu, choć mój mąż akurat go czuje, pomyśli jeszcze, że pachnę innym facetem ;)

Działanie:
Na początku nie umiałam się nim obsługiwać i tworzył mi na włosach matowe, sklejone strączki, u mnie sprawdzają się 3 zasady:
*ilość - każdy musi dopasować swoją, na moje włosy teraz za ramiona nakładam jakieś pół łyżeczki, większa ilość może sprawić, że po wysuszeniu i odgnieceniu żelu włosy wyglądają na przykurzone, są sztywne i szorstkie, ilość jest więc bardzo ważna
*nakładać na bardzo mokre włosy - w moim przypadku wręcz na lekko ociekające wodą,  a nie na za bardzo odciśnięte w koszulkę, inaczej może się pojawić to co wyżej, czyli sztywne, szorstkie włosy
*wcześniej nałożyć odżywkę do spłukiwania - żel nałożony na włosy otulone odżywką bez spłukiwania nie jest tak wyczuwalny na włosach :)

Kiedy stosuję się do tych zasad, nigdy nie zrobił mi żadnej przykrej niespodzianki, choć na początku nie potrafiłam się nim obsługiwać, sklejał, usztywniał, włosy były szorstkie i jakby suche. Rewelacyjnie podkreśla skręt, tak samo jak żel mrożący z joanny, ale do tego mam jakoś większy sentyment :) Skręt trzyma się praktycznie cały dzień, nie opada po kilku godzinach, jak po innych żelach. Umiejętnie użyty i nałożony naprawdę sprawdza się super. Nie lubię go jednak do reanimacji, do tego wolę inne żele, ale o tym niebawem :)

Miałyście już tego przystojniaka w czarno-pomarańczowym opakowaniu? Spisuje się, czy może skleja i usztywnia włosy? A może nie lubicie żeli, napiszcie, czego używacie do stylizacji Waszych fal/loczków :)

środa, 5 czerwca 2013

Garnier awokado i karite - moje włosy niestety nie lubią olei nasyconych

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj o odżywce, którą masa prosto, falowano i kręconowłosych dziewczyn uwielbia, czyli o Garnierze z olejem awokado i masłem karite. Czasem mam wrażenie, że odżywka ta chyba tylko u mnie nie spisała się dobrze, bo wszędzie same ochy i achy ;);)


Skład:
Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance (FIL C39789/1). (03.07.2010)

Skład jest bardzo ładny i bogaty w emolienty, po wodzie widzimy właśnie emolient, w tym olej palmowy, olej awokado oraz masło shea. Są też antystatyki i gliceryna daleko w składzie.

Konsystencja:
Odżywka jest gęsta, ma piękny żółty kolor, nie spływa z włosów i rewelacyjnie się ją na włosy aplikuje, jest taka kremowa, dość gęsta, świetna konsystencja, rzadko spotykana w odżywkach, czuć, że bogata, albo dobrze zagęszczona ;)

Zapach:
Wiele z Was się nim zachwyca i ja dołączam do tego grona, słodki, cudowny, jakby toffi z ajerkoniakiem dla mnie ;) Czuć go jeszcze chwilę po zmyciu włosów. Warto spróbować chociażby dla samego cudownego, słodkiego zapachu :)

Opakowanie:
Przyjemna, nie za twarda buteleczka z ładną klapką-listkiem. Odzywka, mimo że gęsta, ładnie wychodzi z buteleczki, może pod koniec opakowania miałam delikatne problemy. Lubię garnierowe opakowania i ich wygląd ;)

Obciążanie:
Niewiele odżywek mnie obciąża, ale ta ma kilka olejów i bogaty skład i zdarzył mi się mały przyklap po niej, dlatego trzymałam ją krócej niż inne odżywki, maksymalnie 15-20 minut.

Działanie:
Na początku osiągałam po niej całkiem miłe, elastyczne, nawilżone fale, ale przez 2-3 pierwsze użycia. Potem pojawił się mniejszy lub większy  puch, włosy były stanowczo za lekkie i za miękkie - za chiny nie polubię się z nasyconymi olejami i muszę się z tym pogodzić, a tu mamy takie 2. Podejrzewam, że pewnie bardziej zaszkodził mi olej palmowy (bardzo podobny do kokosa), który jest wyżej w składzie, bo masło karite znajduje się jednak sporo dalej. Próbowałam ją mieszać z proteinową odżywką pół na pół bądź dokapywać ulubionego oleju, ale efekt nie był taki, jakiego oczekiwałam. Sama z siebie mam cienkie, miękkie jak u dziecka i lekkie fale, a ta odżywka jeszcze pogłębiała ten efekt. To naprawdę świetna odżywka z ładnym składem, choć wysokoporowate włosy lub te nielubiące nasyconych olei i maseł mogą być niezadowolone. Choć kto wie, na pewno warto spróbować, najwyżej będziemy mieć pięknie pachnącą piankę do golenia nóg :)


Ciekawa jestem, czy u którejś z Was też nie spisała się dobrze? Może wtedy się okazać, że lubimy podobne produkty, szukam ostatnio włosowej siostry i patrzę też pod tym kątem, piszcie więc koniecznie :) Całuję :*

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Jajeczna odżywka z joanny - moje fale lubią żółtko :)

Hej hej Kobietki :)
Kiedyś, jak jeszcze chodziłam do liceum, miałam więcej czasu (i chyba chęci) na przyrządzanie domowych maseczek do włosów na bazie żółtka, oliwy czy cytryny. Wiem, że żółtko bardzo mi odpowiadało, ale z wygody skusiłam się już dawno temu na odżywkę jajeczną z joanny, która właśnie owe żółtko zawiera. Jak sprawdziła się u mnie? Zapraszam do lektury :)

Joanna odżywka jajeczna

Skład:
Skład: aqua, cetyl alcohol, cetearyl alcohol, ricinus communis seed oil, stearalkonium chloride, peg-20 stearate, cetrimonium chloride, isopropyl alcohol, peg-40 hydrogenated castor oil, polyquaternium-28, glycerin, propylene glycol, triticum vulgare germ extract, amica montana flower extract, panax ginseng root extract, luteum ovi extract, cinchona succirubra bark extract, pollen extract, urtica dioica leaf extract, capsium frutestens fruit extract, tocopherol, trietholamine, parfum, benzyl salicytate, hexyl cinnamal, dmdm hydantoin, methylchloroisothiazolino ne, methylisothiazolinone, ci 19140, ci 16255

Skład jest bardzo bogaty: widzimy emolienty, antystatyki i humektanty. Wysoko w składzie potencjalnie wysuszający alkohol. Jest też wartościowy olej rycynowy oraz kilka ekstraktów: ekstrakt z kiełków pszenicy, z arniki górskiej, z żeń szenia, z żółtka jaja, z kory chinowca, pyłek kwiatowy,ekstrakt  z liści pokrzywy, z papryki cayenne.  Widzimy też witaminę E oraz polyquaternium - może obciążać.

Konsystencja:
Konsystencja jest dość rzadka, ale nie przecieka przez palce, potrafi jednak spłynąć z włosów, lubię zatem dodać do niej trochę skrobi ziemniaczanej, która skutecznie odżywkę zagęści.

Zapach:
Dla mnie to słodki kogel-mogel, bardzo przyjemny, niechemiczny, szkoda, że nie czuć go po zmyciu z włosów.

Opakowanie:
Ja mam jeszcze starą wersję, która wg mnie była ładniejsza i bardziej funkcjonalna, bo widać było, ile kosmetyku nam zostało, teraz odżywka jest w białym opakowaniu i innym kształcie.

Dostępność i cena:
Odżywka jest śmiesznie tania, kosztuje około 6 złotych, jest jednak mało wydajna. Ciężko też z dostępnością, ja mam jeden nieduży sklepik, w którym kupuję, albo zostają nam zakupy internetowe.

Działanie:
Działanie w recenzjach zostawiam sobie zawsze na koniec, żeby się wyżyć lub pozachwycać :) Teraz się pozachwycam, bo odżywka zawsze sprawia, że moje fale są bardzo ładnie skręcone, pięknie błyszczą, są elastyczne, miękkie, bardzo przyjemne w dotyku. Nie używam jej jednak kilka razy pod rząd, bo kiedyś przez proteiny z żółtka lekko przeproteinowała mi włosy, były wtedy trochę spuszone, sztywniejsze, ale wiedziałam, że chodzi o przeproteinowanie. Stosuję ją zawsze z kilkoma kroplami oleju, nie ma wtedy mowy o puchu, a uzyskuję maksymalnie nawilżone fale :) Odżywka nie obciąża włosów, spisuje się naprawdę bardzo przyjemnie :)


Na zdjęciu moje fale po użyciu tej słodko pachnącej odżywki:

Ciekawa jestem, czy ją miałyście i jak spisała się na Waszych włosach, zwłaszcza, jeśli jak ja jesteście falowane albo kręcone :) Całuję :*

sobota, 1 czerwca 2013

Jak niszczyłam swoje włosy?


Hej hej Kobietki ;)
Ostatnio czytałam, w jaki sposób nie traktować włosów i doszło do mnie, że jakieś 3 lata temu i wcześniej sama traktowałam moje okropnie, jak teraz o tym pomyślę, to aż włos (już na szczęście zdrowy) jeży mi się na głowie ;) Zapraszam serdecznie na post pt: "Jak niszczyłam swoje włosy?" :)




1. Krótka historia mojego dzieciństwa:
Może zacznę od krótkiej historii mojego dzieciństwa: nikt nie uczył mnie, jak traktować swoje włosy, traktowałam je zatem tak, jak robiła to moja mama – myła je ziołowymi, agresywnymi szamponami z SLS, tarła je mocno ręcznikiem frotte, rozczesywała okrutne kołtuny pierwszym lepszym grzebieniem, wyrywając przy tym i niszcząc masę włosów. Nigdy żadnej, nawet najlżejszej odżywki bez spłukiwania. To było straszne i jako mała, 4-5 letnia dziewczynka powiem Wam, że nie znosiłam mycia włosów, wyrywanie i ciągnięcie mokrych włosów bardzo bolało i to była taka moja mała trauma z dzieciństwa. Nikt też nie zaplatał mi warkocza na noc, nie związywał, spałam w rozpuszczonych włosach, a one nocą ocierały się o poduszkę, przygniatały i niszczyły. Do tego mama zawsze związywała mi je za dnia bardzo ciasno, że aż bolały mnie cebulki włosów, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Potem już byłam większa i nie dałam sobie tak ciasno włosów związywać ;) I tak samo postępowałam z nimi, jak już trochę urosłam i myłam włosy sama, aż do sierpnia 2010 roku, kiedy to zaczęłam moją przygodę z wydobywaniem naturalnego skrętu moich włosów ;)


2. Jak niszczyłam włosy? Zaczynamy ;)
*myłam włosy zwykłymi, tanimi ziołowymi szamponami z SLS, które bardzo plątały i wysuszały moje włosy, a skóra głowy była w opłakanym stanie – swędziała, łupież, strupy, szkoda, że rodzina nie traktowała mojego problemu poważnie, dopiero jak dorosłam, sama zainteresowałam się tym tematem

*żadnej odżywki, ani ze spłukiwaniem, ani bez spłukiwania, o masce nie wspomnę ;)

*tarcie mokrych włosów ręcznikiem frotte – myślałam, że tylko tak da się je osuszyć, nie wiedziałam wtedy, że można je delikatnie odcisnąć w bawełnianą koszulkę i to nawet skuteczniejszy sposób

*rozczesywanie oczywiście mokrych włosów grzebieniem albo szczotką, ciągnięcie ich, niszczenie i wyrywanie, bo nijak przecież po ziołowym szamponie i braku odżywki nie dało się ich rozczesać

*suszenie gorącym nawiewem suszarki, czasem rozplątywanie pozostałych po czesaniu kołtunów palcami czy szczotką

*spanie w rozpuszczonych włosach, a wierciłam się bardzo, włosy więc niszczyły się w czasie spania

*noszenie  gumek z metalowymi elementami i ciasne związywanie włosów

*noszenie rozpuszczonych włosów w zimie, kiedy ocierały się o kurtki, szaliki, oczywiście niczym ich nie zabezpieczałam

*czesanie suchych włosów – falowanych i kręconych nie powinno się czesać, bo włosy się niszczą, a na głowie powstaje bezkształtna szopa, przynajmniej w moim wypadku, choć już nie jest tak źle, jak kiedyś

*w liceum doszło prostowanie włosów co 2 dzień, oczywiście bez żadnej ochrony, doszła byle jaka odżywka od święta; o zgrozo często prostowałam jeszcze wilgotne lub mokrawe włosy, które jeszcze bardziej były podatne na uszkodzenia


A teraz dowody okropnego traktowania włosów ;) Zdjęcie sprzed 4 lat, już było sianko, a były wyprostowane, więc pomyślcie, że normalnie bez wyprostowania wyglądały dużo, dużo gorzej. 


Tutaj już nie prostowałam i używałam po każdym myciu odżywki, nie wiedziałam, że jestem falowana, a na zdjęciu widać jak byk, że fale są ;)

Dla porównania obecne włosy z końca maja ;)


 Ciekawa jestem, jak Wy niszczyłyście swoje włosy, napiszcie też, jak były traktowane, jak byłyście małe, jestem bardzo ciekawa ;) Często złe nawyki z dzieciństwa pozostają, tak jak było to w moim przypadku. Całuję :*