09:45:00

Olejowanie na wodę z miodem - bardzo mocne nawilżenie włosów

Olejowanie na wodę z miodem - bardzo mocne nawilżenie włosów
Witajcie Kochani :)
Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu rękami i nogami broniłam się przed położeniem miodu na włosy. Wcześniej miałam kilka przygód z nim związanych, były to głównie maseczki miodowe, stosowane przed myciem. Próbowałam także gotowych, drogeryjnych produktów z miodem, głównie był to kallos honey oraz maska seri z miodem. Miód w żadnej postaci nie spisywał się na moich włosach. Nie tak dawno postanowiłam jednak ponownie dać mu szansę - w końcu mam już zupełnie inne włosy, niż kilka lat temu. Nie żałuję - miód cudownie nawilża, nadaje ładny, ciepły odcień. Chciałabym Wam dzisiaj napisać co nieco o olejowaniu włosów na wodę z miodem - koniecznie przeczytajcie :)




Jak olejować włosy na miodowy podkład?
Nie radzę nakładać na włosy czystego miodu, bo wiem, że niektóre osoby tak próbowały :) Z pewnością nieziemsko on sklei włosy i usztywni je, ciężko to potem będzie zmyć. Sama do 100ml wody daję pół łyżeczki miodu, woda niech będzie lekko ciepła, dzięki temu miód lepiej się rozpuści. Taką mieszanką spryskujemy obficie włosy na całej długości, a później aplikujemy ulubiony olej. Włosy po miodzie są lekko sztywne i klejące, to normalne ;)


Jak długo trzymać taką mieszankę?
Początkowo radzę nie przesadzać z długością olejowania włosów na coś nawilżającego - inaczej może nas spotkać puch i takie rozmiękłe, przenawilżone włosy. Ja trzymam do godzinki, ale już nawet 30 minut daje świetne efekty. Później myjemy normalnie włosy szamponem czy maseczką. Sama myję szamponami ecolab :)

Jakiego miodu użyć?
Ja używam miodu z gospodarstwa Sądecki Bartnik. Jest to miód lipowy. Nie wiem, jak spiszą się mieszanki miodów, które można niedrogo kupić w niektórych sklepach. Pewnie też dobrze :)


Jak olejowanie na wodę z miodem spisuje się na moich falach?
Miodowy podkład idealnie nawilża moje włosy - przekonałam się o tym po kolejnym farbowaniu chemią ;) 2 razy pod rząd olejowania na miód wręcz lekko przenawilżyło moje włosy ;) Moje fale po miodowym podkładzie ładniej się kręcą, są nawilżone, mięciutkie i zyskują taki delikatny, ciepły, złotawy odcień. Po olejowaniu na miód i zmyciu wszystkiego szamponem, warto nałożyć coś emolientowego, ponieważ miód to naprawdę mocny nawilżacz. Sama raz nałożyłam później mocno nawilżającą maskę i nawilżenia było już za dużo. Zobaczcie, jak ładnie się skręciły, choć tutaj na zdjęciu były po drugim miodowaniu i lekko się już przenawilżyły:



Spróbujecie olejowania na miodek? :) Całuję :*

00:10:00

Włosy w kwietniu 2018r.

Włosy w kwietniu 2018r.
Witajcie Kochani :)
Najwyższy czas pokazać Wam, jak aktualnie prezentują się moje włosy. Ostatnio zafarbowałam je na dość odważny kolor - kilka lat temu nie byłabym na to gotowa ;) Wyszło bardzo ładnie, zobaczymy, jak długo rudości się utrzymają. Przeczytajcie, czego używałam w ostatnim czasie oraz w jakiej kondycji są moje włosy.


Znowu położyłam farbę garnier olia, tym razem w odcieniu 6.46. Miałam już się zdecydować na kupno farby color&soin, ale garnierowy odcień tak mnie zauroczył, że przepadłam ;) Jeśli jednak wypłuka się tak szybko, jak poprzedni odcień, który położyłam bezpośrednio na hennę, przejdę na color&soin - ponoć praktycznie nie przesusza włosów, zobaczymy. Garnier jednak trochę mnie podsusza, a tego na dłuższą metę chciałabym uniknąć. Ach, te kompulsywne zakupy ;)


Mycie:
Włosy myję oczywiście szamponami ecolab - nie wiem, czy szybko zdecyduję się na coś innego :) Miałam krótki romans z szamponem le cafe de beaute, fajny, ale jakoś wolę ecolaby. Tym razem mam wersję z żurawiną, bardzo ją lubię. Niedawno skończyłam ecolaba z awokado. Co jakiś czas, może raz na 3 tygodnie oczyszczam włosy szamponem familijnym. Nie mam potrzeby częściej, ecolab zmywa większość stosowanych przeze mnie silikonów.


Odżywianie:
Tutaj jak zwykle różnorodnie ;) Ostatnio zachwycam się mocno proteinową maseczką Dr. Sante z keratyną, argininą i kolagenem. Bardzo podkreśla mój skręt i robi mi gdzieniegdzie spiralki. To prawdziwa proteinowa bomba, nie stosuję jej częściej, niż raz na 7-10 dni. Na co dzień stosuję za to produkty nawilżające i emolientowe. Nawilżaczy dostarcza mi maseczka Anwen do włosów wysokoporowatych oraz maseczka farmony z lnem i aloesem - ona ma też troszkę keratyny. Jeśli potrzeba mi emolientów - stawiam na czerwoną odżywkę garniera z żurawiną lub wzbogacam kallosa multivitamin wybranym olejem.



Olejowanie:
Staram się nakładać olej raz w tygodniu. Ostatnio testuję nowe metody olejowania. Nakładam olej na wodę z miodem lub wodę z cukrem. Niebawem napiszę Wam o tym coś więcej ;) Kończę drugą buteleczkę oleju Anwen marakuja do włosów wysokoporowatych, skończyłam także olej z krokosza i olej kameliowy. Chyba czas na zakupy ;)


Stylizacja:
Tutaj oczywiście idealnie spisuje się mój ukochany żel syoss men power hold. Od czasu do czasu używam też jego zielonego brata max hold. Ugniatam dzielnie włosy i suszę suszarką z dyfuzorem. Na noc albo zostawiam sucharki z żelu i odgniatam rano, albo robię plopping na noc, najczęściej na suche, odgniecione z żelu włosy.






Używałyście już farby color&soin? Następnym razem skuszę się chyba właśnie na nią i na odcień 8c. Całuję :*

21:05:00

Farmona, Herbal Care, Nawilżająca maska do włosów 'Aloes i kwiat lnu'

Farmona, Herbal Care, Nawilżająca maska do włosów 'Aloes i kwiat lnu'
Witajcie Kochani :)
Słoneczko przepięknie dziś świeciło, wreszcie można było ubrać balerinki! :) Wymęczyłam dziś chłopców długiiiiim spacerem, więc wieczór mam wolny, bo poszli spać już o 20. Postanowiłam zatem napisać Wam o maseczce, która powinna idealnie spisać się na falowanych i kręconych włosach, zapraszam na recenzję nawilżającej maseczki z aloesem i lnem od farmony :)





Skład:
Czymże byłaby moja recenzja bez dokładnej analizy składu? :) Maseczka farmony ma emolientowo-nawilżająco-proteinowy skład. Moje włosy jednak twierdzą, że protein nie ma tutaj jakoś bardzo dużo, zatem nie ma co obawiać się o przeproteinowanie, oczywiście jeśli nie będziemy maseczki używać co każde mycie. Co zatem ciekawego siedzi w składzie? Po wodzie mamy emolient, antystatyk, olej ze słodkich migdałów - emolient. Dalej nawilżająca gliceryna, kolejny emolient, antystatyk, emolient, nawilżający sok z aloesu, nawilżający ekstrakt z lnu, nawilżający glikol propylenowy, hydrolizowana keratyna, dwa kolejne antystatyki, inulina - prebiotyk, konserwanty, zapach. Jak widzimy - skład głównie emolientowo-nawilżający, jest troszkę keratyny hydrolizowanej. Maseczka jest zgodna z metodą CG, nie ma silikonów, oblepiaczy oraz alkoholu.


Konsystencja i zapach:
Maseczka farmony z aloesem i lnem jest kremowa, o białym kolorze oraz bardzo przyjemnym zapachu. Coś kwiatowego, kosmetycznego, zapach nie drażni oraz nie utrzymuje się długo na włosach po zmyciu produktu. Podobnie pachniała stara wersja odżywki farmony z lnem, którą bardzo lubiłam :)



Działanie:
Jak działa to małe cudo? A no fantastycznie :) Maseczka powinna idealnie spisać się na falach i lokach - przepięknie podkreśla skręt moich falowanych włosów, sprawia, że są elastyczne i sprężyste. Pięknie błyszczą. Nie puszą się, mimo zawartości gliceryny - jest tutaj jednak sporo emolientów i to chyba ich zasługa :) Mimo zawartości protein - nie przesusza, nie usztywnia, mogę jej używać 2-3 razy pod rząd i zawsze mam piękne włosy. Używając tej maseczki muszę wręcz uważać na przenawilżenie - więcej tutaj czuję właśnie nawilżaczy, których w składzie jest całkiem sporo - zaznaczyłam je na niebiesko. Świetnie spisuje się również pod olej, ale tak na góra 30 minut - jest tu jednak ta keratyna. Maseczka nie obciąża włosów, idealna do metody curly girl, bardzo, bardzo polecam :) Swoją tubkę kupiłam w biedronce, były jeszcze 2 inne wersje. Są też u mnie dostępne w drogerii kosmyk. Takie mi spiralki zrobiła :)



A taki dzisiaj mieliśmy miły dzionek :)




Skusicie się na maseczkę farmony? :) Całujemy :*

16:24:00

Maska Garnier Oil Repair Butter

Maska Garnier Oil Repair Butter
Witajcie Kochani :)
Jakiś czas temu skusiłam się w rossmannie na maseczkę garnier fructis oil repair 3 butter. To był typowy, nieprzemyślany, kompulsywny zakup :) Wiecie - mama chorego starszaka i ząbkującego młodszego wybrała się do drogerii i po prostu MUSIAŁA COŚ KUPIĆ :) Padło na garniera - szkoda, bo po składzie mogłam spodziewać się małej porażki. Zobaczcie, co mam tej pięknie pachnącej maseczce do zarzucenia.




Skład:
Z najważniejszych rzeczy - w maseczce znajdziemy masę emolientów, w tym wysoko olej kokosowy i nieco dalej olej makadamia i jojoba. Masło shea i olej ze słodkich migdałów bliżej końca. Jest też niacynamid, czyli witamina B3, dalej kilka ekstraktów roślinnych, za którymi moje włosy nie przepadają. Trochę chemii, zapachy, konserwanty. Maseczka typowo emolientowa z ekstraktami roślinnymi i dużą zawartością oleju koksowego. Jest też alkohol w połowie składu i jeden lżejszy silikon.


Konsystencja i zapach:
Maseczka ma bardzo przyjemną, gęstą, masełkowatą konsystencję. Na moje włosy wystarczyła naprawdę niewielka ilość, ale wiecie, że ja ogólnie nie nakładam masek łyżkami :) Zapach jest bardzo ładny, słodko-owocowy, utrzymuje się na moich włosach po zmyciu. 


Działanie:
Taka ilość oleju kokosowego i roślinnych ekstraktów nie miała szans dobrze zadziałać na moich falach. No, jak już pisałam - zakup był dość kompulsywny. Maseczka już po 1 użyciu lekko przesuszyła moje fale. Na plus to, że nie obciążyła mnie oraz poprawiła skręt - ale co mi z suchych, choć lepiej skręconych włosów ;) Pięknie pachnie, ma przyjemną konsystencję, no ale tego przesuszenia jej nie daruje. Być może to też kwestia alkoholu w składzie, ale namiętnie od kilku tygodni używam odżywki garniera z olejem rycynowym, która również posiada alkohol i nic złego nie zauważyłam ;) Raczej nie polecam maseczki dla suchych z natury loczków, bardziej dla posiadaczek niskoporowatych włosów i tych lubiących się z olejem kokosowym - tutaj jest go naprawdę sporo. Swój słoiczek oddałam siostrze, która ma prawie że proste włosy o niskiej porowatości - jest zachwycona ;)


Lubicie tego garniera? :) Całuję :*

21:22:00

Plan pielęgnacji włosów - regeneracja po zimie

Plan pielęgnacji włosów - regeneracja po zimie
Witajcie Kochani :)
Dzisiaj znowu zawitała do moich Niepołomic piękna wiosna - pół dnia spędziliśmy na zewnątrz i cieszyliśmy się ciepłem i słoneczkiem. Oglądałam tak moje włosy w słońcu i pomyślałam, że przydała by im się regeneracja po zimie. No to czas na nowy plan pielęgnacji - zaprezentuję go również tutaj :) Będzie to naprawdę bogaty plan, zimą włosy dostały w kość i trzeba im to teraz wynagrodzić. Plan nie jest zgodny z cg, ale jakby tak pod niektóre produkty podłożyć te zgodne z cg, to wtedy byłby - możecie tak spróbować ;) Zaczynajmy.



Zaczniemy od olejowania na coś nawilżającego - to zabieg, który ma za zadanie bardzo mocno nawilżyć nasze biedne, przesuszone zimą włosy. Można nałożyć ulubiony olej (u mnie to będzie olejek Anwen do włosów wysokoporowatych) na maskę nawilżającą (w moim przypadku maska anwen kakao i kiełki pszenicy). Równie dobrze możemy sięgnąć po znanego i dobrze dostępnego kallosa aloe czy odżywkę petal fresh - wybierzcie swoją ulubioną opcję. Zmywamy wszystko delikatnym szamponem - w moim przypadku to oczywiście któryś z ecolabów, teraz mam odżywczy z awokado. Wy możecie wybrać któryś z szamponów vianek czy sylveco albo biolaven. Fajne są też podobno petal freshe - muszę któryś bliżej poznać. Czas na odżywkę lub maskę emolientową - uwielbiam czerwonego garniera z żurawiną, warto także sięgnąć po odżywkę garnier z olejem rycynowym - uwaga tylko, dalej w składzie ma alkohol i co wrażliwsze włosy może podsuszyć. Wybierzcie swojego emolientowego ulubieńca. Właścicielki fal i loków powinny później użyć ulubionego stylizatora - żel, krem czy pianka. Najlepiej bez alkoholu. Wiecie, że najmocniej polecam żel syoss men power hold ;) Na koniec kropelka silikonowego serum.



Teraz mycie czysto emolientowe - myjemy włosy naszym delikatnym szamponem, następnie pod czepek i ręcznik na 20-30 minut aplikujemy emolientową maskę lub odżywkę. Jeśli macie któregoś z emolientowych kallosów (multivitamin, blueberry, cherry, omega, color), warto wzbogacić je kilkoma czy nawet kilkunastoma kroplami oleju, kallosy same w sobie są zbyt słabe, żeby mocno odżywić i dociążyć włosy. Następnie oczywiście stylizator w przypadku fal i loczków oraz serum silikonowe na końcówki.




Mieliśmy już mycie nawilżające i emolientowe, czas zatem na proteiny. Najpierw naolejujemy włosy na nawilżającą maskę lub odżywkę - ogólnie proteiny dużo lepiej spisują się na nawilżonych włosach i często przed proteinową bombą olejuję właśnie na coś nawilżającego. Następnie zmywamy włosy, albo delikatnym szamponem, albo mocniejszym (np. szampon familijny), jeśli czujemy, że mamy już taką potrzebę, może jednak nie będzie trzeba i wystarczy delikatny. Aplikujemy teraz maskę lub odżywkę proteinową - fajne są maski dr. sante, ta z olejem makadamia i jeszcze lepsza z olejem arganowym. Możemy też użyć starego i poczciwego kallosa keratin, ale moim skromnym zdaniem protein wielu z nim nie ma ;) Trzymamy ją 15-20 minut i spłukujemy. Następnie stylizator w przypadku fal i loków oraz serum silikonowe.




Czas na złożoną pielęgnację - myjemy włosy delikatnym szamponem, następnie na 15-20 minut nakładamy maskę lub odżywkę nawilżającą - może to być odżywka petal fresh, jeśli lubimy glicerynę, czy np. maska biovax z aloesem. U mnie pod olej super spisuje się maska anwen, ma sporo nawilżaczy. Spłukujemy ją i na 5-10 minut nakładamy jeszcze maskę lub odżywkę emolientową - może być czerwona odżywka garniera z żurawiną czy któryś z emolientowych kallosów z kapką oleju. Zmywamy. Później stylizator i serum do końcówek.




Czas na drugie z kolei, czysto emolientowe mycie. Olej aplikujemy sobie na suche włosy - lepiej na suche, ponieważ nawilaczy sporo mieliśmy w 2 poprzednich myciach. Zmywamy delikatnym szamponem, następnie nakładamy emolientową maskę lub odżywkę - może być czerwony garnier, może być coś z yves rocher, w linkach na końcu posta macie spis emolientowych produktów. Stylizator i coś do końcówek.


Znów czas na olej - tym razem możemy zaaplikować go na żel lniany. W linkach poniżej opisałam dokładnie tę metodę. Myjemy włosy albo delikatnym szamponem, albo mocniejszym. Teraz proteiny - wybierzmy z poniższego spisu swojego ulubieńca. Może być saszetka maski biovax z keratyną i jedwabiem czy maski cien z lidla, tej czerwonej, jest lżejsza od biovaxa. Stylizator oraz serum do końcówek.



Kilka uwag:
*Plan na 2 tygodnie, 6 myć, jeśli myjemy włosy co 2 dni.
*Uwzględniłam olejowanie co 2 mycie albo nawet i częściej, lepiej nie rzadziej, w końcu to plan regeneracji włosów po zimie ;)
*Proteiny raz w tygodniu, lepiej z nimi częściej nie szaleć, zwłaszcza, jeśli mamy suche włosy po zimie.
*Właścicielki fal i loczków przed stylizatorem powinny nałożyć porcję odżywki bez spłukiwania - może to być któryś z emolientowych kallosów - MÓJ WPIS O KALLOSACH
*Jeśli obciąża nas serum silikonowe lub po prostu nie chcemy go używać, możemy go zamienić na 2 krople ulubionego oleju - ja do końcówek lubię pestki malin :)
*Oczyszczać włosy powinniśmy według potrzeb - w planie jest co 3 mycie, równie dobrze może będziemy potrzebować go dosłownie raz na miesiąc, obserwujmy :)
*Poniżej zamieszczę kilka linków, które mogą się przydać, powodzenia :)

Na pewno Ci się przyda:


Czy u Was też już wiosna? :) Całujemy ;*