15:06:00

Olej inca inchi - zastępca oleju lnianego?

Olej inca inchi - zastępca oleju lnianego?
Witajcie Kochani :)
Lubicie olejować włosy? U mnie bardzo dobrze spisuje się metoda na sucho, która jest jednocześnie najszybszą metodą, zatem najczęściej ją stosuję ;) Przez kilka miesięcy testowałam ciekawy i mało znany olej Inca Inchi firmy Etja. Składowo jest on bardzo podobny do znanego i lubianego oleju lnianego. Sam olej lniany spisywał się u mnie poprawnie, acz nie jest to mój ulubiony olej. Jak zatem egzamin zdał olej Inca Inchi? 

olej inca inchi

*Swój olej kupiłam w zielarni, olej firmy Etja. 50 ml za troszkę ponad 10zł, czyli bardzo dobra cena ;) Olej naturalny, nierafinowany. Ma średnio gęstą konsystencję i zbożowo-orzechowy zapach.

*W składzie oleju inca inchi przeważają kwasy tłuszczowe omega 3 - jest ich od 45 do 60%, oprócz tego około 25-37% kwasów omega 6. Podobny do oleju lnianego :)


*Jak już wspomniałam, olej Inca Inchi nakładałam najczęściej na suche włosy, na godzinkę, do całej nocy. Spisuje się dobrze, acz nie zrobił u mnie  jakiegoś mega szału. Włosy są po nim miększe - i właściwie chyba tyle. Jednak od idealnego oleju oczekuje czegoś więcej - sprężystości, blasku, poprawy skrętu czy mięsistości. Tutaj ta miękkość - która dla wielu osób może być dużą zaletą. Na szczęście nie zaszkodził, nie spuszył, nie przesuszył ;) Jednak olej lniany spisywał się u mnie nieco lepiej, chociaż też nie jest moim ulubionym olejem. Myślę, że inca inchi może świetnie zdać egzamin na sztywnych, szorstkich włosach.

*Zabezpieczanie końcówek - o, tutaj spisywał się całkiem dobrze, nie obciążał, dawałam 2 kropelki, końcówki były bardzo przyjemne w dotyku. Przyjemnie pachnie, choć wiem, że nie każdemu ten zapach może się spodobać.

olej inca inchi włosy


Lubicie się z tym olejem, albo jego lnianym kuzynem? :) Całuję :*

12:33:00

Ovoc, Agrest, Obłędnie owocowa maska do włosów

Ovoc, Agrest, Obłędnie owocowa maska do włosów
Witajcie Kochani :)
Mam do napisania sporo recenzji, bo troszkę produktów się u mnie przewinęło, a jeszcze nie doczekały się one wpisu na blogu. Lubicie owocowe zapachy w kosmetykach? Ja uwielbiam, dlatego kilka miesięcy temu skusiłam się w moim osiedlowym sklepiku na maseczkę do włosów firmy Ovoc. Moja wersja jest agrestowa, do wyboru było jeszcze kilka innych. Oprócz masek,  były także odżywki i szampony. Wszystkie produkty razem ze składami możecie obejrzeć sobie TUTAJ.


Skład:
Zwróciłam uwagę, że wszystkie maski mają taką samą podstawę, jeśli chodzi o skład. Dopiero po cetrimonium chloride do każdej dodają inne ekstrakty. Zacznijmy od początku - po wodzie same emolienty - w tym olej sojowy z przewagą kwasów tłuszczowych omega 6, masło shea (dużo nasyconych oraz omega 9), dwa silikony - jeden odparowujący, drugi zmywalny delikatnym detergentem - acz zauważyłam, że dimethiconol oraz dimethicone trochę trudniej mi się zmywają i wolę użyć co jakiś czas mocnego szamponu, kiedy ich używam. Następnie antystatyk  - i do tego momentu każda z masek ma taki sam skład. Dopiero po antystatyku mamy zmiany. Tutaj jest ekstrakt z agrestu, nawilżający sorbitol, ekstrakt z alg, oblepiaczo-kondycjoner, antystatyk, nawilżający glikol propylenowy, ekstrakt z rumianku, zapach. Konserwanty, w tym niestety te dwa brzydkie na literkę M, które są w kallosach i jeszcze jeden inny, nieładny. Z tego powodu uważałabym z aplikacją maski blisko skóry głowy, może podrażnić.


Konsystencja i zapach:
Maseczka Ovoc pachnie obłędnie - owocowo, mocno, zapach czuć na włosach po zmyciu produktu. Bardzo przypadł mi do gustu, nie jest zbyt słodki, naprawdę piękny. Konsystencja maseczki - o dziwo nie jest bardzo ciężka, przyjemnie kremowa, dobrze aplikuje się na włosy.

Cena i pojemność:
Za 500 ml maseczki zapłacimy poniżej 10zł - naprawdę cena bardzo opłacalna, nawet jeśli maseczka miałaby nam służyć jako emolientowa podstawa do mieszanek.


Działanie:
Maseczka jest przyzwoita - nie robi szału, jak inni moi ulubieńcy - np. odżywka Anwen emolientowy irys czy maseczki cien, ale naprawdę jest dobrze. Maseczka agrestowa Ovoc jest mocno emolientowa, silikonowa, porządnie dociąża, acz nie obciąża moich delikatnych fal ;) Mogę jej używać zimą, kiedy to warunki pogodowe często są niesprzyjające. Humektantów jest niewiele i są ładnie zrównoważone emolientami. Jeśli tylko lubicie się z olejem sojowym i masłem shea - produkt powinien przypaść Wam do gustu. Najczęściej używałam jej, kiedy nie stylizowałam włosów żelem, tylko suszyłam na prosto i zawijałam w ślimaka. Włosy pięknie i długo po niej pachną. Dobry produkt, nie najlepszy, ale nie robi krzywdy i fale wyglądają po niej całkiem przyzwoicie ;) Może służyć jako maska, może także być świetną bazą do wzbogacania - kilka kropel keratyny albo łyżeczka miodu. Nie jest zgodna z metodą CG, ale do OMO - jak najbardziej.

Tutaj moje fale po koczku ślimaczku, właśnie po maseczce agrestowej Ovoc:


Macie ją już w swoich zbiorach, czy nie interesuje Was ona za bardzo? :) Całuję :*

21:53:00

Wracam - i dziękuję :)

Wracam - i dziękuję :)
Dostałam od Was tyle ciepłych wiadomości - na meila, na facebooka, na instagrama, w których pytacie, czy wszystko u mnie w porządku. To strasznie miłe i kochane, wzruszyłam się :) Miałam problemy z dzieciakami, przewinął nam się szpital, w ogóle nie miałam głowy do bloga, do włosów, do niczego. Wpadłam w jakiś taki marazm, byłam bardzo zmęczona. Jest już jednak lepiej, bardzo tęsknię za blogowym światem, za Wami, za rozmowami i pogaduszkami właśnie o włosach, jak i o innych sprawach. Wracam, muszę jakoś się rozkręcić i ożywić moje włosy ;)