piątek, 8 stycznia 2016

Emolientowe kallosy - multivitamin, blueberry, omega, cherry, banana, caviar - za co je tak kocham? :)

Witajcie Kochani :)
Kallosy zna chyba każda włosomaniaczka i nie tylko :) Producent wypuścił w ubiegłym roku wiele nowości, udało mi się przetestować każdą z nich. Maseczki tej firmy stanowią teraz podstawę mojej pielęgnacji - chciałabym Wam dzisiaj napisać, za co tak kocham kallosy :) Od razu zaznaczam, że zachwycać się będę tymi nowszymi emolientowymi kallosami: multivitamin,  blueberry, cherry, omega, banana czy caviar nie piszę o starszych wersjach (latte, color, argan, vanilla, jaśmin) ani o proteinowych (keratin, milk, chocolate czy botox) czy nawilżających (aloe, honey).


1. Prosty emolientowy skład
Moje fale kochają emolienty, a prawie każdy kallos jest właśnie emolientowy :) Wyjątkiem jest wersja keratin, milk, chocolate czy botox - te są proteinowe, albo aloe - nawilżająca - choć niektóre z nich również bardzo lubię. Mogę do takiego kallosa dodać kilka kropel oleju i mam wspaniałą, emolientową maseczkę na deszcz czy mróz. Nie spotka mnie po niej puch czy susza - emolienty w taką pogodę są niezbędne dla fal i loczków. Kallosy pięknie, naturalnie dociążają moje włosy. Uprzedzam jednak, że mogą one być zbyt lekkie dla mocno suchych czy zniszczonych włosów. Chyba, że dorzucimy naprawdę porządną ilość ulubionego oleju ;)

2. Brak obciążenia i niewielka ilość silikonów
Odkąd stylizuję fale żelem, bardzo mocno ograniczyłam silikony, które używane w dużych ilościach zabijają mój skręt. Z silikonowych produktów używam właściwie tylko kallosów, one jednak silikony mają po zapachu, moje włosy ich tam praktycznie nie czują ;) Maseczki te nie obciążają moich delikatnych fal, dzięki czemu mogę cieszyć się skrętem 2-3 dni, a nie jeden wieczór, jak z innymi oblepiającymi produktami ;)

3. Brak gliceryny! 
Stałe czytelniczki mojego bloga pewnie pamiętają, że moje włosy i gliceryna to niezbyt udany duet ;) Uwielbiam kallosy za brak gliceryny, nie widziałam jej chyba w żadnej wersji :)  Dzięki temu mogę używać przez całe miesiące wymiennie samych kallosów, dodając do nich jedynie jakieś proteinowe czy nawilżające półprodukty. Moje włosy bez gliceryny odżywają! :)

4. Ładny skręt
Praktycznie po każdym z kallosów mam mocniejszy skręt - a to bardzo lubię :) Najmocniej skręt wzmacniają mi kallosy z proteinami, ale wersja caviar, multivitamin, omega, cherry, blueberry, czy banana również są niczego sobie ;)

5. Dobra podstawa do mieszanek
Kallosy mają dość prosty skład, przez zapachem przeważnie są raptem 3-4 składniki. Uwielbiam do takich prostych maseczek dodawać półprodukty - np. olej z panthenolem albo aloes z keratyną hydrolizowaną. Można dorzucić także coś z kuchni - skrobię ziemniaczaną czy odrobinę kakao i żelu lnianego.

6. Mogą służyć jako odżywki bez spłukiwania
Ileż czasu szukałam idealnej, emolientowej odżywki bez spłukiwania, która nie będzie mieć gliceryny, alkoholu, ziółek i nie obciąży moich fal? Któregoś dnia postanowiłam rozwodnić kallosa omega, porcja maseczki na porcję wody - dzięki temu znalazłam idealną odżywkę bez spłukiwania :) Polecam ostatnio ten sposób wszystkim falom i loczkom - rozwodnione emolientowe kallosy spisują się świetnie w tej roli. 

7. Można myć nimi włosy
Sama próbowałam kilka razy myć włosy kallosem banana i bodajże color. Niestety kallosy podrażniały po kilku użyciach skórę mojej głowy, ale jeśli macie mniej wrażliwy skalp - polecam spróbować - są duże, tanie, można je rozwodnić i brać się do mycia :) Edytuję - od ponad miesiąca z sukcesem myję włosy maseczką kallos multivitamin - nic mnie teraz nie podrażnia i maseczka pięknie się spisuje ;)


 Kochacie kallosy tak samo, jak ja? :) Który należy do Waszych ulubieńców? Całuję :*



56 komentarzy:

  1. Też kocham Kallosy <3, nie wyobrażam sobie nie mieć żadnego w zapasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Większość Kallosów jeszcze przede mną :) Na razie zachwycam się Color, następny będzie pewno Omega albo Multivitamin. Ale ja poluję na te mniejsze słoiczki :)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Color tak średnio mi do gustu przypadł akurat ;);)

      Usuń
  3. Zgadzam się, szczególnie z tym, że Kallosy to dobra podstawa do mieszanek! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czytałam o tych maskach dużo dobrego, ale osobiście nie miałam. Mam ochotę zamówić, więc może się to zmieni :)
    Pozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz są już małe wersje na allegro :)

      Usuń
  5. Dzięki za wpis. Jako początkująca chłonę wszystko, a tu mam podane na tacy. Nie miałam jeszcze żadnego Kallosa, ale po tym wpisie muszę się zaopatrzyć w jakiegoś emolientowego i to szybko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię te maseczki, obecnie używam Silk, ale planuję już kolejne zamówienie, tym razem skuszę się na bananową i może multivitamin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, nie używałam wersji silk ;)

      Usuń
  7. Lubiłam je do czasu, aż zrobiły mi matowe, wywijające się na wszystkie strony świata włosy. :) Teraz zużywam je do golenia i więcej ich nie kupię. Najlepiej jednak spisywała się Omega z dodatkiem oleju, Color i ewentualnie Blueberry. Najgorzej wspominam Cherry, Keratin.
    Sandra

    OdpowiedzUsuń
  8. Totalnie kocham! Teraz używam Latte, Chocolate urzekła mnie zapachem, Keratin pięknie wygładzała włosy.. Mam w planach zakup bananowego i Blueberry :)
    Ciekawy pomysł na odżywkę bez spłukiwania, z chęcią wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Keratin uwielbiam, chocolate niestety nie spisało się dobrze ;)

      Usuń
  9. uwielbiam Kalloski :) najbardziej, dziękuje CI za to, że napisałaś który z nich jest proteinowy który emolientowy i który nawilżający ! spiszę sobie do notesiku i już będę wiedzieć co kupić następnym razem !

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jakoś zawiesiłam sie na rosyjskich i innych takich ... I chyba niepotrzebnie przepłacać skoro mamy taką paletę kallosów:) dodaję do listy chocolate i multiwitamin. Wrócę na pewno do latte bo moje włosy ja uwielbiają. Biorąc to pod uwagę myślisz Kasiu, ze chocolate i multivitamin to najlepszy wybór? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s. Czy Kallos latte 1000ml różni się jakoś od tego w małym opakowaniu? Mi służył w tym małym, a ktoś mnie nastraszył, ze to inne maski.(?) moze ktoś się orientuje:)

      Usuń
    2. Również miałam dłuższy epizod z rosyjskimi kosmetykami ;)Niestety większość ma albo ziółka albo guar, a ten oblepia mi włosy i nie mogę go używać, jak stylizuję włosy żelem ;)

      Skoro polubiłaś latte, to chocolate powinno przypaść Ci do gustu :) Multivitaminka jest świetna i powinna spodobać się każdemu :)

      Ten kallos który ma 1000ml to tak naprawdę jest maska serical latte, inny firma w ogóle :) Jest mały kallos latte, ma chyba 250ml, w biało-fioletowym opakowaniu. One mają inne składy troszkę, ale oba mogą spisać się dobrze ;)

      Usuń
    3. Ale dystrybutorem jest Kallos, przynajmniej tyle na swojej wyczytałam :D.

      Usuń
    4. Ciekawe, to na razie zaopatrzę się w "małą latte":) właśnie trochę za dużo ostatnio Rosji na moich włosach , pewnie o te ziółka chodzi. Dzieki Kochana za odpowiedź :)

      Usuń
    5. Miałam z kolei dollce latte (oceniam na 5)i już nie spisywała sie tak dobrze jak mała latte (oceniam na 6).

      Usuń
    6. P.s. Moze Kasiu zrobisz porównanie dollce latte z kallosem Latte i z tym malutkim "kallosem" ? :)

      Usuń
    7. Ciężko mi zrobić, bo sama nawet nie wiem, jakie są aktualne składy :) Chyba że kiedyś kupię wszystkie i poużywam, ale wiem, że się u mnie nie spiszą jednak :P

      Usuń
  11. Sporo się ich uzbierało :) Ja póki co używałam tylko wersji bananowej a keratin leży w zapasach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę kupić znowu małego bananka, jak troszkę pokończę tych kalllosów ;)

      Usuń
  12. muszą przepięknie pachnieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Multiwitamina pachnie cudnie, banan i omega też fajnie ;)

      Usuń
  13. Ja generalnie Kallosy uwielbiam, ale kilka zachowało się u mnie średnio: Blueberry czy Omega, po których nie było tragedii, ale szału też nie :) Ponieważ u mnie proteiny górują nad emolientami, to w mojej łazience króluje Keratin i Silk, w przyszłości chciałabym spróbować oczywiście także Latte :) A po proteinowym tuningu zachwycająca była też Algae. Pozostałe (jak Banana czy Multivitamin) są u mnie świetnymi maskami "pomiędzy" proteinami :)

    A co do mycia to warto wspomnieć, że jeśli ktoś nie lubi Kallosów (albo jakichkolwiek innych odżywek/masek) na skórze głowy, to można nimi myć po prostu długość i to jest dla mnie naprawdę idealna opcja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz - u mnie proteinki już rzadziej, niż kiedyś, za to wolę teraz emolienty ;):)

      Usuń
  14. u mnie Kallosy solo srednio się sprawdzają :) musze dodawac do nich troszeczke oleju i wtedy sa cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama lubię dodać do nich troszkę oleju, choć nie zawsze :)

      Usuń
  15. Bananowy to mój ulubieniec :-)
    Niebawem kupię któryś z tych trzech: multiwitamina, wiśnia, jagody - daj znac która pachnie najładniej :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie multivitamina ;) Najcudowniej pachnie i wspaniale działa ;)

      Usuń
  16. bananowa super pachnie , aż chce sie nakładać na włosy , mam 3 : banana , blueberry i aloe , chcę jeszcze kupić honey , ale nie umiem okreslić tak na prawdę ich jak działają bo zawsze uzywam ich z innymi kosmetykami i nie wiem co daje efekt końcowy najbardziej , aloe - daje pod olej i honey tez chciałam po olej (z orzeszków arachidowych) , blueberry i banana uzywam na końcu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bananek super :) Honey niestety śmierdzi :P

      Usuń
  17. Moje wysokoporowate włosy bardzo dobrze znoszą bananową wersję, wcześniej stosowałam ją jedynie jako maskę pod czepek, ale ostatnio spróbowałam także do mycia i u mnie sprawdza się bardzo dobrze. Czytając twoje wpisy dochodzę do wniosku, że jak tylko zużyję bananowca zakupię multiwitaminę i wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam teraz multivitamin,aloe i bananową ,dwóch ostatnich jeszcze nie używałam,ale kallosy to u mnie podstawa :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cherry mam i bardzo lubię za wspaniałe działanie oraz piękny zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,zapach jest słodziutki.

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że każdy kallos z czasem zaczyna troszkę chemicznie zajeżdżać :)

      Usuń
    3. Coś w tym jest, nie zwalają z nóg zapachy. Pierwsze użycia tak, później chemię czuć. O dziwo wersja czekoladowa mi się nie znudziła, w sensie zapach i bardziej czuję czekoladę niż chemię;).

      Usuń
  20. Hej Cherry jest ok :) Piszę aby się podzielić swoim odkryciem, otóż zakupiłam ostatnio w Hebe maskę Nacomi na skalp, mieszanka 4 olei i 4 ziół, stosuję dopiero dwa tygodnie ale czuję, że będzie suuuuper :) Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo widzisz :) Ja troszkę boję się nadmiaru ziółek na skórę głowy, lubią wysuszyć i podrażnić ;(

      Usuń
  21. Jeszcze zapomniałam... dziewczyny, czy któraś z was używała może odżywki Organix Coconut Milk? Ładnie wygląda na sklepowych półkach ale jest dość droga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądam czasem te organixy, ale żadnej nie miałam :)

      Usuń
  22. Nie ma to jak wielkie pudło dobrej maski ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocham kallosy, bo świetnie spisują się na moich włosach. Do tego wielkie opakowanie w świetnej cenie. A ostatnio moje serce podbiła wersja miodowa, bo rozjaśnia moje włoski. Muah :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że polubiłaś honeyka ;):)

      Usuń

Dziękuję Ci za komentarz :)
Jeśli masz jakieś pytanie - pytaj śmiało, postaram się jak najszybciej odpowiedzieć.
Pamiętaj, że nie toleruję chamstwa i wulgaryzmów ;)