Dzień dla włosów - porządne doproteinowanie

Dzień dla włosów - porządne doproteinowanie

Witajcie Kochani :)
Kilka dni temu na moim instagramie KLIK oraz facebooku KLIK pokazywałam Wam zdjęcia moich falo-loczków po porządnym doproteinowaniu. Proteiny pełnią istotną rolę dla mojego skrętu - już kilka myć bez protein sprawia, że moje fale zaczynają się puszyć, strączkować i tak dziwnie ciągnąć - klasyczne przenawilżenie ;) Zobaczcie, jakie włosowe spa zrobiłam moim włosom kilka dni temu.



Włosy umyłam maseczką kallos color - więcej możecie o niej przeczytać u mnie TUTAJ. Następnie nałożyłam na włosy saszetkę maseczki cien z keratyną i jedwbiem - KLIK RECENZJA, którą wzbogaciłam kilkoma kroplami keratyny hydrolizowanej. Nie próbujcie tego w domu, jeśli wasze włosy nie kochają protein tak, jak moje ;) Całość przetrzymałam jakieś 30 minut pod czepkiem i ręcznikiem.


Spłukałam wszystko dokładnie ciepłą wodą, włosy w dotyku były gładkie i jedwabiste, jak po dobrze dobranych proteinach ;)  Następnie na ociekające wodą włosy nałożyłam kilka porcji rozwodnionego kallosa color - aby ochronić włosy przed puchem i przygotować je na porcję żelu do włosów. Odcisnęłam lekko nadmiar wody rękami, wyprostowałam się, przeczesałam włosy palcami, zrobiłam przedziałek i wzięłam się za wgniatanie żelu. U mnie to kilka małych groszków ukochanego żelu syoss men power hold - KLIK RECENZJA. Pougniatałam chwilkę włosy, wysuszyłam suszarką z dyfuzorem. Całość po odgnieceniu lekkich strączków z żelu prezentowała się tak:


Fale całkiem ładnie się skręciły, jak na ich możliwości :) Były błyszczące, troszeczkę sztywniejsze po dużej ilości protein, ale absolutnie nie suche. Skręt trzymał się do rana, choć oczywiście rano musiałam troszkę mu dopomóc. Muszę pamiętać o proteinach, moje włosy zawsze wyglądają wtedy inaczej ;)



Jak często używacie protein w pielęgnacji włosów? :) Całuję :*
PRZYKŁADOWY PLAN PIELĘGNACJI ZGODNY Z METODĄ CG - BEZ PROTEIN

PRZYKŁADOWY PLAN PIELĘGNACJI ZGODNY Z METODĄ CG - BEZ PROTEIN

Witajcie Kochani :)
Mój poprzedni plan pielęgnacji włosów zgodny z metodą CG miał w sobie sporo proteinowych produktów - możecie go zobaczyć TUTAJ. Wiele fal i loków bardzo lubi proteiny, są jednak takie, które tolerują je rzadziej, np. raz na 7, 10 czy nawet 14 dni. Ciężko mi dokładnie określić, jakie włosy macie Wy same i to do Was właśnie należy zadanie, aby to zbadać :) Chciałabym troszeczkę pomóc i przygotowałam drugi plan pielęgnacji, zgodny z metodą CG, jednak w ogóle bez protein. Polecam jednak je gdzieś tam wpleść w któreś mycie, choć raz na 7-10-14 dni, zamiast którejś z wymienionych tutaj maseczek. Proteinowe produkty, zgodne z metodą CG to np. maska cien keratyna i jedwab, taka czerwona saszetka lub odżywka/maska o'herbal z lnem i proteinami mlecznymi.




1 mycie: warto nałożyć sobie na włosy olej, najlepiej na jakąś nawilżającą maskę, zgodną z metodą CG - np. saszetki cien, o których pisałam TUTAJ, najbardziej nawilżająca jest ta fioletowa z aloesem :) Później myjemy włosy maseczką - albo kallos color, albo maskami bingo spa z masłem shea, albo maską scandic fruit, albo vatiką z czarnuszką. Wybierzmy naszą ulubioną, uprzedzam, że kallos color lubi podrażniać, ma niezbyt ładne konserwanty. Nakładamy teraz coś nawilżającego - może to być pomarańczowa saszetka maseczki cien regenerującej lub jej biovaxowy odpowiednik do włosów suchych i zniszczonych. Polecam wzbogacić maseczkę kilkoma kroplami oleju, jeśli pogoda jest mało sprzyjająca, a zimą przeważnie tak jest ;) Po zmyciu maseczki, na ociekające wodą włosy aplikujemy kilka porcji odżywki bez spłukiwania, najlepiej emolientowej. Może to być nasz kallos color. Do stylizacji używamy żelu syoss men power hold - na początek lepiej mniej, niż więcej, ewentualnie żel lniany - ale zimą może puszyć, miejmy to na uwadze.



2 mycie: czas na emolienty, te są niezbędne w pielęgnacji fal i loków. Olejujemy suche włosy ulubionym olejem - na kilka godzin lub nawet na całą noc. Myjemy następnie dokładnie włosy maseczką kallos color. Później nakładamy ponownie maskę kallos color, wzbogaconą kilkoma kroplami oleju. Solo kallos ten jest dość lekki i mógłby się nie spisać zbyt dobrze. Następnie odżywka b/s - znowu może być nasz kallos color i stylizacja żelem syossa lub lnianym.



3 mycie: znowu czas na nawilżanie. Myjemy włosy maseczką, następnie nakładamy produkt z aloesem - albo saszetkę maski cien z aloesem, tej fioletowej, albo jej biovaxowy odpowiednik z aloesem do włosów wypadających. Warto je wzbogacić kilkoma kroplami oleju, zawsze to polecam :) Później oczywiście odżywka b/s - można użyć innej, niż kallos color, jednak uważałabym tutaj na odżywki czy maski z nawilżaczami, one w produktach bez spłukiwania mogą puszyć, zwłaszcza zimą. Kallos color jest dość bezpieczny tutaj ;) Stylizacja żelem syoss men power hold lub żelem lnianym. Jeśli chodzi o syossa - polecam zacząć od kilku groszków żelu, później można kombinować z większą ilość. Często jednak większa ilość nie daje się odgnieść i mocno czuć ten żel, sama tak miewam ;)



4 mycie: czeka nas olejowanie na nawilżający podkład. Może to być olejowanie na żel lniany czy na nawilżającą maskę - możecie o tym poczytać TUTAJ i TUTAJ. Pochodzimy sobie tak 1-2 godzinki i zmywamy nasz olej maseczką. Później możemy zaaplikować lubianą przez fale i loczki maskę ziaji z olejem arganowym i tsubaki - jest to emolientowy produkt z dodatkiem nawilżającego panthenolu. Możemy do niej dodać również dodatkowo kilka kropel oleju dla lepszego dociążenia, ale nie jest to koniecznie  Jeśli nie możemy dostać tej maski, możemy znowu użyć kallos color z kilkoma kroplami oleju.  . Następnie odżywka b/s oraz stylizator.



5 mycie: kolejne będzie czysto emolientowe mycie - możemy wcześniej nałożyć olej na suche włosy, jeśli mamy czas i ochotę. Myjemy włosy maską, później aplikujemy mieszankę kallosa color z kilkoma kroplami oleju. Potem oczywiście odżywka b/s i stylizator. Szybko, łatwo i oby przyjemnie ;)



6 mycie: myjemy włosy maseczką kallos color bądź inną,  później aplikujemy jedną z dostępnych w rossmannie odżywek petal fresh - może być np. lawendowa, z tego co widziałam, to chyba wszystkie są zgodne z CG. Jeśli okaże się za lekka - dodać jej kilka kropel oleju do jednorazowej porcji i będzie lepiej. Potem standardowo odżywka b/s i stylizator. Jeśli nie mamy odżywki petal fresh - użyjmy fioletowej saszetki cien z aloesem.



7 mycie: co robimy? Olejujemy włosy na nawilżającą maseczkę - na maskę fioletową cien czy na odżywkę petal fresh. Później oczywiście myjemy włosy maseczką, np. kallos color ;) Następnie aplikujemy coś emolientowego - może to być jedna z saszetek cien. Albo ta wzmacniająca z bambusem i awokado (ciemno zielona) lub jej biovaxowy odpowiednik bambus i awokado, albo cien rewitalizująca żółte opakowanie argan makadamia kokos (biovaxowy odpowiednik już się nie nadaje, ma cięższe składniki i nie będzie cg). Następnie odżywka b/s oraz stylizator. Jeśli nie mamy tych saszetek cien - użyjmy kallosa color z dodatkowym olejem.


Kilka uwag:
*Oczywiście muszę zamieścić jeszcze kilka słów :) Naprawdę ciężko jest stworzyć uniwersalny plan, ale wiem, że każdy potrzebuje na początek czegoś, na czym może się oprzeć. Starałam się operować dosłownie kilkoma łatwiej dostępnymi produktami, takimi jak kallos color czy saszetki cien, które można dostać w lidlu, albo saszetki maseczek biovax.
*Naprawdę spróbowałabym wpleść w tą pielęgnację chociaż jeden dzień z produktem proteinowym i nałożyć go zamiast produktu nawilżającego lub emolientowego - to powinno mocniej skręcić nam włosy i zapobiec przenawilżeniu, które wcale nie jest takie fajne ;) Chyba, że naprawdę nie znosimy protein ;)
*Myć możemy włosy kallosem color - mi on nie zrobił krzywdy, ale coraz częściej słyszę, że podrażnia i wzmaga wypadanie włosów. Można myć np. maską bingo spa z masłem shea czy zieloną glinką, a także maską scandic fruit. Są osoby, które myją odżywkami petal fresh i ponoć dobrze się spisują ;)
*Do stylizacji możemy używać wszystkiego, co zgodne z CG :) Ja stawiam na żel syoss men power hold. Może być też żel isana hidden control (z rossmanna), ale on ma wysoko nawilżacz i zimą może puszyć i przesuszać. Tak samo żel lniany - wiele osób puszy, choć wiele osób też go chwali ;)
*Olejować możemy sobie nawet co mycie, na sucho lub na coś nawilżającego - ale bez protein  często olejując na nawilżacze szybciej możemy doczekać się przenawilżenia. O przenawilżeniu więcej u mnie TUTAJ i TUTAJ wraz ze zdjęciami:) 
Jak aktualnie wyglądają moje włosy? Zdradziłam hennę na rzecz drogeryjnej farby ;)

Jak aktualnie wyglądają moje włosy? Zdradziłam hennę na rzecz drogeryjnej farby ;)

Witajcie Kochani :)
Ostatnio nie miałam najłatwiejszego okresu w życiu. Permanentny brak czasu dla siebie i dla rodziny zaowocował chęcią zmian. Poczułam, że muszę zmienić coś w moich włosach. Chodziło mi po głowie już rozjaśnianie (hennowałam czystą czerwoną henną, zatem nie groził mi zielony glonek), cieszę się jednak, że nie zdecydowałam się na ten krok ;) Postanowiłam za to zmienić kolor włosów, nie sięgnęłam jednak po żadną inną hennę. Zdradziłam ją z drogeryjną farbą do włosów - kto by się tego po mnie spodziewał co? :) Henna zaczęła mnie męczyć - dłuższe przygotowanie, dłuższe nakładanie, dłuższe trzymanie na włosach, dodatkowo z każdą kolejną aplikacją nadbudowywała mi się na włosach, które były coraz ciemniejsze. Próbowałam ją rozjaśnić kwasem jabłkowym, ale efekt był bardzo słaby. No i dość mocno osłabiła mój skręt - a to już ciężko mi jest jej wybaczyć ;) Zrobiłam kilka zdjęć w nowym kolorze, nadal nie mogę się przyzwyczaić, zobaczymy, czy zostanę przy nim, czy zdecyduję się na coś bardziej rudego, daję sobie na razie czas ;)

Zdjęcie bez lampy, w bardzo pochmurny dzień, szkoda, bo przez to nie mogę oddać prawdziwego koloru :( Kto zgadnie, jaka bajka idzie w tle? :D

Zdecydowałam się na farbę garnier olia w odcieniu 6.6. Słyszałam o niej różne opinie - część twierdziła, że koszmarnie wysusza, druga część była zadowolona i twierdziła, że miała po niej gładkie i wręcz odżywione włosy. Sama przesuszem jakoś bardzo się nie martwiłam, mam swoje sposoby na głębokie nawilżenie włosów. Po 1 farbowaniu naprawdę uważam, że nie jest źle. Fakt, że zmywałam farbę samą wodą i później zaaplikowałam maskę, załączoną do farby i na drugi dzień włosy faktycznie były suche. Być może przez tą maskę, bo miała w składzie alkohol ;) Jednak po moim pierwszym, normalnym myciu z olejowaniem - dzisiaj włosy są gładkie i miękkie, może minimalnie przesuszone na końcówkach. Zobaczymy, jak będzie po dalszych farbowaniach ;)


Kolor najmocniej złapał na moich naturalnych odrostach, tam aż bije po oczach. Dalej jest wiele warstw henny i jest już nieco mniej intensywny kolorek, ale niewiele. Sama jestem zaskoczona, bo wiele osób pisało, że żadna farba nie chwyci na hennie. Zobaczymy, jak będzie się wymywać ;) Fakt, że dalej operuję w rudościach i czerwieniach pewnie ułatwia mi zadanie. 

Tutaj zdjęcie do słoneczka, widać, jak ładnie złapało na całej długości, zdjęcie bez lampy. W cieniu nie jest aż tak intensywny ;)

Poniżej jeszcze kilka zdjęć, po koczku ślimaczku, tutaj już z lampą. Coś mi się chciały włosy strasznie kręcić, choć dostały sporo ciężkiej maski ;) Ciekawa jestem, czy z czasem, po zaprzestaniu hennowania, zaczną kręcić się mocniej. Widzę po latach, że henna niestety dość mocno mi skręt osłabiła. To mam jej naprawdę za złe ;) Wiem, że część osób nie widzie różnicy w skręcie po hennowaniu, duża część jednak narzekała, że mocno ona skręt osłabia i robi przyklap - to też mogę stwierdzić ;)







Już kilka osób mówiło mi, że wyglądam teraz poważniej - może nie będą dawać mi już 16 lat, a 18, wszakże mam już 2 dzieci :D :D Tym wesołym akcentem kończę dzisiejszy post. I idę przyzwyczajać się do nowego koloru :) Całuję :*
Dr. Sante - Maska do włosów z olejem makadamia

Dr. Sante - Maska do włosów z olejem makadamia

Witajcie Kochani :)
Z ostatnich wiadomości - miałam kryzys i musiałam zmienić coś w wyglądzie - myślę, że młode mamy wiedzą, o co chodzi ;) Padło na włosy, a jakże. Od kilku dni mam włosy w kolorze bordowym. Zastanawiałam się, czy kolor złapie po hennie. Odrosty bardzo mocno złapały i wyglądają pięknie, długość troszkę gorzej, ale i tak kolor jest dość intensywny. Niebawem porobię zdjęcia, jak będzie więcej słoneczka i pochwalę się ;) Dwa zdjęcia pokazywałam już na  instagramie: KLIK oraz KLIK. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o maseczce Dr. Sante z olejem makadamia.


Skład:
W składzie zaraz po wodzie widzimy emolient, antystatyk, emulgator, silikon, oblepiaczo-kondycjoner, emolient, oleje: makadamia, kokosowy, moringa. Dalej ekstrakt z gardenii, hydrolizowane proteiny sojowe, hydrolizowana keratyna. Następnie silikon, oblepiaczo-kondycjoner, kwas mlekowy i zapach. Skład mocno emolientowy, z dodatkiem protein. Maseczka nie jest zgodna z metodą curly girl.



Konsystencja i zapach:
Maseczka pachnie bardzo słodko, z lekką kwiatową nutką. Zapach jest bardzo ładny, nie czuć go na włosach po umyciu.  Konsystencja jest gęsta, kremowa, świetnie nakłada się na włosy.


Działanie:
O ile maseczkę Dr. Sante z olejem arganowym kochałam miłością wierną i oddaną - KLIK RECENZJA, tak tutaj muszę być bardziej ostrożna. Maseczka z makadamią potrafi przesuszyć moje włosy, jeśli używam jej zbyt często. Być może przyczyną jest to, że w składzie praktycznie nie ma nawilżaczy, które to występowały w wersji z olejem arganowym, za to jest sporo protein. Makadamia bardzo ładnie podkreśla skręt moich włosów, świetnie dociąża, włosy jednak nie są obciążone i pozbawione objętości. Muszę uważać, żeby nie używać jej zbyt często - tak raz na 10 dni jest optymalnie. Unikam w międzyczasie innych protein. Czuję, że jest ich tutaj naprawdę sporo. Jeśli marzą mi się ładne, dociążone fale, a wcześniej przez kilka myć stroniłam od protein - maseczka ta będzie strzałem w 10. Jednak jak już wspominałam - nie za często ;)


Tutaj moje fale po porządnym doproteinowaniu Doktorem Sante, zdjęcie bez lampy:


Znacie te maseczki? Są jeszcze litrowe opakowania, ja chyba zużywałabym taki litr rok albo dłużej :) Całuję :*
Garnier, Botanic Therapy, Odżywka z żurawiną i olejkiem arganowym

Garnier, Botanic Therapy, Odżywka z żurawiną i olejkiem arganowym

Witajcie Kochani :)
Mój drugorodny miał ostatni ciężki okres, a ja żyłam tylko kawą i nie miałam zwyczajnie sił na jakiekolwiek wpisy. Mam nadzieję, że troszeczkę się za mną stęskniłyście ;) Nie tak dawno przerzuciłam się na silikonową pielęgnację włosów - uzupełniłam zatem zapasy o nowe maseczki i odżywki - powoli chciałabym Wam je zrecenzować :) Jedną z nich jest Odżywka Garnier Botanic Therapy z żurawiną i olejkiem arganowym. To chyba ta sama odżywka z takim samym składem, jaka była kiedyś dostępna ;) Wcześniej jednak nie miałam okazji jej przetestować, przybywam do Was zatem z recenzją właśnie teraz. Powiem Wam, że produkt ten może Was bardzo zainteresować, zwłaszcza, że zima zbliża się wielkimi krokami, w końcu mamy już połowę grudnia :)


Skład:
Skład jest naprawdę ładny, mocno emolientowy, z bardzo niewielką ilością humektantów. Zaraz po wodzie znajdziemy kilka emolientów, w tym olej z żurawiny oraz olej arganowy dokładnie na 6 i 8 miejscu w składzie. Jest tutaj także antystatyk, który ma za zadanie ułatwienie rozczesywania - na 3 miejscu. Po emolientach Substancje zapachowe, zakwaszające, a także nawilżający glikol propylenowy oraz gliceryna - ale jest ich bardzo malutko - na moje szczęście ;) Brak wysuszającego alkoholu. Odżywka ma obciążający składnik - quaternium, zatem może nie spisać się dobrze w pielęgnacji curly girl.


Konsystencja i zapach:
Odżywka ganiera pachnie przepięknie - dla mnie to najpiękniejszy wiśniowy zapach, jaki do tej pory miałam okazję wąchać ;) Włosy pachną wiśniami jeszcze kilka godzin po umyciu, na co zwrócił uwagę również mój mąż, więc coś w tym musi być ;) Konsystencja o dziwo jest dość rzadka, trzeba nałożyć sporą ilość odżywki, aby poczuć ją na włosach. Nie będzie zbyt wydajna, już to widzę.

Działanie:
Produkt idealnie spisuje się w czasie deszczu, wiatru czy mrozu. Pięknie dociąża włosy, nie puszy ich, sam wręcz zapobiega puszeniu. Kiedy wysuszę je suszarką na prosto, a potem na chwilę zawinę w koczka ślimaczka, tworzy na moich włosach lekko pofalowaną taflę - do tej pory coś takiego robiła mi chyba tylko czarna maska marokańska :) Włosy pięknie po niej błyszczą i bardzo ładnie pachną. Warto używam jej wymiennie z czymś bardziejj nawilżającym - sama nam włosów mocno nie nawilży, sprawi jednak, że nie będą się puszyć, będą gładsze i zdrowsze. Coś czuję, że sprawię sobie więcej odżywek z serii garnier botanic therapy, chyba od stycznia mają być w rossmannie ;) Moją odżywkę kupiłam w drogerii kosmyk, ale miałam tam też inne wersje, chyba im się bliżej przyjrzę.



Wiem, że dostępna będzie m. in. wersja z olejem rycynowym i migdałem, z oliwą z oliwek, z miodem i propolisem, z zieloną herbatą i eukaliptusem. Są odżywki i maski :)  Skusicie się na odżywki garniera z tej nowej serii? Całuję :*
Plan pielęgnacji włosów na zimę - silikonowe maseczki i dużo emolientów

Plan pielęgnacji włosów na zimę - silikonowe maseczki i dużo emolientów

Witajcie Kochani :)
W ostatnim poście pisałam Wam, dlaczego rezygnuję z pielęgnacji włosów metodą Curly Girl. Tym samym postanowiłam zaopatrzyć się w kilka silikonowych maseczek i odżywek, ażeby wprowadzić zimową porą do pielęgnacji więcej emolientów. Zobaczcie, jakie nowości zagościły już w mojej pielęgnacji, będą to niemalże same nowości :)



Mycie:
Stawiam oczywiście na uwielbiane przeze mnie szampony ecolab - wersja wzmacniająca oraz odżywcza. Jeśli zajdzie potrzeba - w ruch pójdzie szampon familijny :) Rezygnuję na razie z mycia maską kallos color - zajmuje mi to za dużo czasu (szampon myje w pół minutki, kallosem myję z 5 minut). 


Odżywianie:
Tutaj będzie bardzo różnorodnie - pokazywałam Wam niedawno na instagramie moje nowości. Postawiłam głównie na emolienty - stąd maseczka garnier frucris oil repair butter oraz odżywka garnier botanic therapy z olejem żurawinowym i arganowym. Olejek marion z marakują - podstawą jest słonecznik, dalej marakuja, ciekawe, ile procentowo jej jest ;) Na końcówki i jako dodatek do maski.


Skusiłam się także na proteinową maseczkę Dr. Sante z olejem makadamia - uwielbiałam wersję z olejem arganowym, makadamia po kilku użyciach zapowiada się tak samo wspaniale. Suchy szampon pokrzywowy z farmony - czasem chciałoby się odświeżyć włosy, ale nie ma czasu na umycie. Bardzo intensywnie pachnie, zobaczymy, jak będzie się spisywał. 


Przydałoby się jeszcze coś nawilżającego - zostało mi prawie pół maseczki Anwen do włosów wysokoporowatych, czas wreszcie ją skończyć, jest cięższa, na zimę w sam raz ;) Będę używać jej pod olej, ewentualnie jako normalną maskę po umyciu, jeśli punkt rosy nie będzie tragiczny.


Olejowanie:
Zimą warto używać większej ilości emolientów - ostatnio często olejuję włosy, najszybciej, czyli na sucho :) Na tapecie oleje z nacomi - z czarnuszki oraz konopny. Oba spisują się świetnie, o czarnuszce napiszę osobnego posta. Zastanawiacie się pewnie, co na zdjęciu robi kremowe serum do ciała od bielendy ;) Otóż będę używać go do kremowania włosów, w składzie przeważa masło shea i parafina, zobaczymy, czy moje włosy zmieniły zdanie o parafinie ;) Na końcówki stosować będę wspomniany już wyżej olejek marion z marakują oraz olejek z isany z silikonami.




Ciekawa jestem, czy macie coś fajnego, silikonowego i ochronnego na zimę w swoich zbiorach :) Całuję :*

Pielęgnacja włosów zgodnie z metodą Curly Girl - dlaczego rezygnuję?

Pielęgnacja włosów zgodnie z metodą Curly Girl - dlaczego rezygnuję?

Witajcie Kochani :)
Pewnie zauważyłyście, że ostatnio mniej mnie na blogu jak i na naszej zakręconej, facebookowej grupie. Miałam małe zawirowania domowe, dodatkowo opieka nad ząbkującym Maluchem i jego starszym bratem ostatnio mocno mnie zmęczyła, a życie troszkę przytłoczyło. Wiecie, jak jest ;) Na bloga nie miałam siły, ani czasu. Wieczorem, zamiast siąść do komputera czy myć włosy - marzyłam tylko o tym, żeby posiedzieć w ciszy albo włączyć odmóżdżający serial - pierwsza miłość górą ;) Może pamiętacie, jak pisałam Wam na początku września o wprowadzeniu pielęgnacji włosów zgodnej z metodą curly girl. Sumiennie stosowałam się do niej przez prawie 2 miesiące. Zbliża się 3 miesiąc, muszę niestety z niej zrezygnować. Zaraz napiszę Wam, co jest przyczyną ;)



Co i jak?
Przyczyną jest między innymi ten Mały przystojniak, którego widzicie wyżej. Ząbkowanie w pełni, ja mam jeszcze dodatkowe zlecenia i zobowiązania poza blogiem, starszego Synka, Męża, no i siebie, która też potrzebuje oddechu i odpoczynku ;) Oczywiście mam Męża, która ogromnie mi pomaga, ale pewnych rzeczy za mnie jednak nie zrobi ;) A ja wieczorem wolę zwyczajnie odpocząć czy spędzić czas ze Starszakiem, który również potrzebuje mamy. I nie liczy się dla niego to, jakie loki mam na głowie ;) Pielęgnacja włosów zgodna z metodą CG za dużo mnie kosztowała. Dlaczego?
*Po 1 - mycie maską, które zajmuje więcej czasu, niż mycie delikatnym szamponem. Szampon zajmuje mi maksymalnie minutę, maseczkę trzeba masować, masować, masować i dokładnie spłukać.
*Po 2 - ugniatanie i stylizacja włosów - i tutaj moja największa bolączka. Kiedy nie ugniatam włosów, wystarczy, że je szybko wysuszę suszarką, bądź zostawię do naturalnego wyschnięcia, a później zawinę w ślimaka. W przypadku metody CG czas zajmuje mi wgniatanie żelu i suszenie, bo bez dyfuzora mam dużo słabszy skręt. Dodatkowo poranna reanimacja loków, kiedy każda minuta snu jest teraz na wagę złota. To nie dla mnie ;)
*Po 3 - idzie zima i w tym okresie lubię włączyć do włosowej diety silikonowe maseczki i silikonowe sera do końcówek :)

Jak teraz będzie wyglądać moja pielęgnacja i stylizacja włosów?
A dokładnie tak, jak opisałam TUTAJ :) Mycie delikatnym szamponem, później maska/odżywka silikonowa na 5 minut, silikonowe serum, suszarka lub suszenie naturalne i koczek ślimak. 

Mowa końcowa :)
Nie przeczę, że kiedyś może wrócę do tej metody. Włosy są jednak dla mnie, a nie ja dla nich ;) Z pewnością mogę powiedzieć, że pielęgnacja zgodnie z metodą CG wzmocniła mój skręt - niestety głównie 1 dnia. Drugiego dnia włosy potrafiły być tak gładkie, że bardziej przypominały lekkie fale, niż loczki. Jednak henna dość mocno je wygładziła i naturalnie dociążyła. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadza :) Szykujcie się zatem na nowe włosowe, silikonowe nabytki i recenzje, będzie wreszcie o czym poczytać :) Ostatnio już kupiłam parę nowości.




O aktualnej pielęgnacji z silikonowymi produktami przyszykuję Wam jeszcze osobny wpis :) Całuję :*
Biolaven - odżywczy krem do rąk - idealny krem na co dzień ;)

Biolaven - odżywczy krem do rąk - idealny krem na co dzień ;)

Witajcie Kochani :)
Od jakiegoś roku przestawiłam się prawie zupełnie na kosmetyki naturalne czy ekologiczne, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy czy ciała. Królują u mnie takie marki, jak sylveco, biolaven, vianek, ecolab czy le cafe de beaute. Dzisiaj chciałabym Wam napisać o pewnym bardzo przyjemnym kremie do rąk, który być może zauroczy i Was, zapraszam :) Przeczytajcie o kremie odżywczym do rąk firmy biolaven.



Skład:
Zaczniemy oczywiście od analizy składu :) Jeśli chodzi o kremy do rąk, uwielbiam te z zawartością mocznika, zwłaszcza wysoko w składzie. Tutaj mocznik mamy nieco dalej, krem jednak spisuje się całkiem ładnie. Zajrzyjmy do składu. Zaraz po wodzie widzimy olej sojowy, nawilżającą glicerynę, masło shea, olej z pestek winogron, dwa emulgatory, dwa emolienty, nawilżający mocznik, lecytynę, skwalan, masło z awokado, emolient, zagęszczacz, olejek lawendowy, konserwanty i zapach. Skład emolientowo-nawilżający.


Konsystencja i zapach:
Jeśli używałyście kosmetyków biolaven, to kojarzycie zapach doskonale :) Wyczuwam tutaj winogronowo-lawendową, charakterystyczną, całkiem przyjemną nutkę. Wiem, że niektóre osoby zapach tej serii drażni, ja bardzo go lubię ;) Krem ma średnio gęstą konsystencję, nie jest zbyt rzadki ani zbyt gęsty, taki w sam raz.


Działanie:
Idealny krem do rąk powinien dobrze nawilżać dłonie, ładnie pachnieć i nie wchłaniać się wieki. Krem ten spełnia wszystkie te warunki (acz nie jest moim ideałem - o nim napiszę Wam następnym razem). Krem odżywczy do rąk biolaven bardzo ładnie nawilża dłonie, choć nie wiem, czy poradzi sobie z takimi ekstremalnie suchymi, np. po mrozach czy bardzo częstym myciu w wysuszających środkach ;)  Sama przez kilka miesięcy nie używałam kremu do rąk - zupełnie zapomniałam po urodzeniu Małego, a stary gdzieś zgubiłam. Dodatkowo często kąpałam się w siarczanie magnezu, który to skórę dość mocno przesusza, przez co skóra moich rąk dostała nieźle w kość. Biolaven poradził sobie z nią całkiem dobrze, naprawdę ładnie nawilżył dłonie, pozbyłam się lekkich szorstkości i suchości. Wchłania się całkiem ładnie, choć nie aż tak błyskawicznie, jak inne kremy. Mamy tutaj jednak mocznik, który lubi się lekko lepić, za to mocznik cudownie nawilża, zatem muszę mu to wybaczyć ;) Mogę go z czystym sercem polecić dla lekko suchych dłoni i na co dzień. Do zadań specjalnych mam innego ulubieńca, którego pokazywałam Wam już niedawno na instagramie, napiszę o nim w następnym wpisie ;)


Macie swój ulubiony krem do rąk? Wiem, że chyba w rossmannie są jakieś nowe serie i zapachy, ale nie przyglądałam im się specjalnie :) Całuję :*
Efekty po dwóch miesiącach pielęgnacji CG - Curly Girl

Efekty po dwóch miesiącach pielęgnacji CG - Curly Girl

Witajcie Kochani :)
Już ponad dwa miesiące stosuję pielęgnację CG - czyli Curly Girl, która dedykowana jest szczególnie właścicielkom falowanych i kręconych włosów. Ogólne zasady tej pielęgnacji są takie: myjemy włosy delikatnie, najlepiej odpowiednio dobraną do tego celu odżywką lub maską; unikamy produktów z silikonami i innymi oblepiaczami (quaternia, polyquaternia, guma guar i pochodne); unikamy produktów z alkoholem wysoko w składzie, nie czeszemy suchych włosów; ręcznik frotte zamieniamy na bawełnianą koszulkę. No i chyba tyle ;) Efekty miesięcznej pielęgnacji CG przedstawiłam Wam już w TYM POŚCIE.  Czas na dzisiejsze podsumowanie, zapraszam :)



1. Co się zmieniło po 2 miesiącach?
Włosy nadal ładnie się kręcą, acz wcale nie jakoś dużo mocniej, niż po miesiącu pielęgnacji ;) Nie wiem, czy przypadkiem to nie jest ich maksimum skrętu, ale dam im jeszcze szansę. W moim przypadku im włosy dłuższe, tym lepiej się kręcą i bardziej ten skręt widać. Są z pewnością dużo ładniej nawilżone - często stosuję nawilżające maseczki cien, bardzo pomaga również mycie włosów kallosem color zamiast szamponu. Zdjęcie powyżej i te, które zobaczycie niżej zostały zrobione kilka dni temu. Widać, że jak na moje możliwości - skręt jest całkiem przyzwoity. Włosy wydają się również krótsze, ponieważ lepiej się kręcą ;)



2. Jakich kosmetyków używam?
Włosy myję nadal oczywiście kallosem color - kupiłam już drugi słoiczek, muszę go mieć na stanie, bo dość dużo go zużywam - na jedno mycie jakieś 2 płaskie łyżki maski. Nie ma co sobie jej żałować przy takiej metodzie mycia włosów. Jeśli chodzi o odżywianie - używam praktycznie samych maseczek cien z lidla - oszalałam na ich punkcie ;) Moje recenzje możecie zobaczyć TUTAJ oraz TU. Czasami użyję starej i poczciwej odżywki o'herbal z lnem, jednak to cienie podbiły teraz moje serce ;)



Włosy bardzo często olejuję na nawilżającą odżywkę - w moim przypadku to faith in nature z jojobą. Stosuję też świetnie zapowiadający się olej - a mianowicie olej z czarnuszki, pełen kwasów omega 6 ;) Świetnie wypadł stosowany już na sucho oraz na odżywkę, niebawem napiszę Wam o nim coś więcej.



Stylizuję moje fale najczęściej żelem syoss men power hold, czasami isaną hidden control. Syoss idealnie spisuje się w czasie deszczu - zero puchu, czego nie mogę powiedzieć o isanie ;)




Chciałabym Wam pokazać jeszcze jedno zdjęcie, słabej jakości, bez lampy, zrobione telefonem. Na nim najlepiej jednak widać skręt ;)


Co tam ciekawego u Waszych włosów? Wybaczcie, jeśli porobiłam jakieś błędy, ale Mały ząbkuje i ledwo żyję :) Całuję :*
Maseczki cien professional - odbudowująca oraz wzmacniająca

Maseczki cien professional - odbudowująca oraz wzmacniająca

Witajcie Kochani :)
Oszalałam na punkcie  maseczek cien professional - recenzje trzech z nich możecie zobaczyć w TYM POŚCIE. Idealnie spisują się u mnie oprócz jednej, którą pokażę Wam w dzisiejszym poście ;) Maseczki te idealnie nadają się do metody CG - Curly Girl. Nie mają silikonów ani innych oblepiaczy, jest za to sporo aktywnych składników, takich jak oleje, nawilżacze, ekstrakty czy proteiny. Przeczytajcie o kolejnych moich zdobyczach :)



Składy:
Czymże były by moje recenzje bez dokładnego omówienia składów? :) Maseczka odbudowująca jest typowo proteinowa, a ta wzmacniająca - emolientowa ze sporym dodatkiem ekstraktów roślinnych. Wersja odbudowująca do złudzenia przypomina maskę biovax z keratyną i jedwabiem (choć różni się trochę składem i nie ma silikonu, jak biovax), zaś wersja wzmacniająca - biovaxa z bambusem i awokado ;) Spójrzmy na składy:


Zajmijmy się wersją czerwoną - proteinową. Po wodzie mamy dwa emolienty, następnie antystatyk, emolient - olej ze słodkich migdałów. Dalej ekstrakt z henny i morze protein - hydrolizowana keratyna, hydrolizowany jedwab oraz aminokwasy jedwabiu. Dalej lanolina - emolient, nawilżająca gliceryna i zapach. Jak dobrze, że gliceryny tutaj tak mało ;)

Czas na wersję zieloną - emolientową z dodatkiem roślinnych ekstraktów. Po wodzie standardowo dwa emolienty, dalej olej z awokado, antystatyk, ekstrakt z pędów bambusa, olej słonecznikowy, ekstrakt z henny, kolejny ekstrakt z bambusa i bambusa zwyczajnego. Lanolina - emolient, nawilżający gliceryna. Konserwanty, zapach.

Opakowanie, konsystencja, zapach:
Obie maseczki pachną prześlicznie, praktycznie tak samo, jak ich biovaxowe odpowiedniki. Mają dość gęstą, kremową konsystencję. Jedna saszetka mieści 20ml maseczki, mi wystarcza to na 2 aplikacje, ale ja daję naprawdę niewiele ;) Koszt jednej saszetki - 1,3 ;)


Działanie:
Zacznę od maseczki, która niestety nie spisała się na moich falach, tak samo jak jej biovaxowy odpowiednik - mowa o wersji wzmacniającej z bambusem i awokado. Olej awokado lubię, nie lubię za to ekstraktów roślinnych i pewnie bambusa ;) Maseczka słabo dociążała moje włosy, a po 2 aplikacjach pod rząd zwyczajnie je przesuszała. Za to kręciły się po niej nieco mocniej, zawsze tak mam, jak je lekko podsuszę, takie dziwaki. Za to mogę powiedzieć, że objętość faktycznie miałam jakby większą, ale to z przesuszu ;) Czas na jedną z moich ulubionych maseczek cien professional - wersję odbudowującą z keratyną i jedwabiem. Moje włosy kochają proteiny i emolienty, a tutaj mamy sporo i tego i tego. Fale zawsze mam po niej pięknie skręcone, dociążone, gładziutkie, takie, jak po odpowiednio użytych proteinach. Maseczka nie obciąża moich włosów, pięknie pachnie, taki niezbędnik dla osób, które chcą być CG. Muszę zrobić zapas saszetek, jakby je mieli wycofać albo co ;)




Lubicie maseczki cien lub biovax? :) Która jest Wasza ulubiona? Całuję :*

Odwiedzisz mnie na instagramie? :)