czwartek, 31 lipca 2014

Włosy w lipcu 2014r.

Hej hej Kochane ;)
Czy lipiec też tak daje w kość Waszym włosom? Moje coś się troszkę złoszczą na upały, ale dzięki bogato emolientowej pielęgnacji z kapką silikonów - jakoś dają sobie radę. Zobaczcie, co tam słychać u moich fal w lipcu :)


Włosy bez stylizacji, po balsamie marokańskim planeta organica, zdjęcie z lampą:

I tutaj bez lampy:

W wersji po stylizacji tutaj, z lampą:


Olejowanie:
W lipcu używałam oleju sojowego, nowość, która przyszła do mnie w paczuszka z ZSK w zeszłym miesiącu :) Nie zachwycił mnie chyba aż tak, jak ukochany krokosz czy orzech włoski, recenzja niebawem.

Mycie:
Przez większość miesiąca myłam włosy balsamem mrs. potters z aloesem i jedwabiem. Do oczyszczania - szampon piwny z barwy (recenzja).

Odżywianie:
*Balsam marokański planeta organica - nie mogę się nadziwić, ale zapowiada się na to, że będzie jeszcze cudowniejszy, niż turecki i tybatański brat. Spisuje się rewelacyjnie, dociąża, nawilża, pachnie, no coś pięknego, spodziewajcie się recenzji niebawem :)
*Odżywka alverde z awokado i winogronem - spisała się słabiej, niż moja ulubiona odżywka alverde z morelą i cytryną. Recenzja awokado i winogrona tutaj.
*Odżywka nivea long repair - potrzebne mi były silikony na upały, ta odżywka takowy ma, nie spisuje się jednak najlepiej, recenzja niebawem.
*Maska kallos color - coraz popularniejszy kallos z olejem lnianym :) Zapowiada się bardzo ciekawie, jeszcze go potestuję :)

Odżywka bs:
Najczęściej joanna naturia z lnem i rumiankiem (recenzja), kiedy stylizuję włosy w fale oraz balsam green pharmacy z arganem i granatem, kiedy robię włosy na prosto (recenzja).

Końcówki:
Najczęściej kuracja marokańska z avonu albo olej z pestek malin. Albo nic ;)

Stylizacja:
Najczęściej żel mrożący joanna (recenzja tutaj), czasem też na prosto, bez stylizacji.

Płukanka:
Ze 2 razy cytrynowa.

Porost:
Kończę 3 opakowanie tabletek skrzypoptima :)


Jak tam Wasze lipcowe włosy, upały też dały im w kość? :) Całuję :*


niedziela, 27 lipca 2014

Zrób to sam - łagodzący żel z aloesem, panthenolem i alantoiną

Hej hej Kochane :)
Doskwiera Wam czasem swędząca, podrażniona i wysuszona skóra głowy? Mnie to czasem dopada, zwłaszcza, jak użyję nieodpowiedniego szamponu, wcierki czy odżywki na skalp. Co ratuje mnie w takich sytuacjach? Domowej roboty żel z aloesem, panthenolem i alantoiną. Zobaczcie, jak prosto go wykonać :)



Przepis na 10ml żelu:
-9ml wody destylowanej
-1ml aloesu
-0,05 ml alantoiny
-10 kropli panthenolu
-troszkę gumy ksantanowej do zagęszczenia
-2 krople konserwantu optiphen plus/FEOG


Sposób wykonania:
*Dezynfekujemy zlewkę i łyżeczki, których będziemy używać. 
*Do zlewki odmierzamy 9ml wody destylowanej, dodajemy 1ml aloesu i mieszamy. 
*Następnie odmierzamy 0,05ml alantoiny i dodajemy do zlewki (można na chwilę wstawić zlewkę do ciepłej kąpieli wodnej, mała łyżeczka miarowa 0,05 jest na ZSK --> KLIK) i mieszamy, alantoina troszkę ciężko się rozpuszcza. 
*Następnie dodajemy 10 kropli panthenolu.
*Potem dodajemy malutkimi porcjami gumę ksantanową i po każdej porcji dokładnie mieszamy. Dodajemy odrobinkę, na końcu noża, mieszamy i znowu, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Guma też lubi ciężko się mieszać, dlatego dodawajmy małymi porcjami. W ciągu kilku godzin w lodówce żel i tak jeszcze nieco zgęstnieje :)
*Na końcu dodajemy 2 krople konserwantu optiphen plus (jest na mazidłach) bądź FEOG (jest na Zrób sobie krem). Jeśli nie mamy konserwantu, żel można przechowywać do 14 dni w lodówce.

Jeśli macie na stanie tylko aloes zatężony, to oczywiście można nie dodawać panthenolu i alantoiny, wtedy dajemy 9ml wody, 1ml aloesu i opcjonalnie konserwujemy, jeśli nie chcemy trzymać żelu w lodówce :)  Żel ma taki specyficzny, delikatny zapach , właśnie przez zawartość aloesu.


W jaki sposób go używać?
W moim przypadku żel pięknie łagodzi skórę głowy, kiedy jest podrażniona i wysuszona, bardzo ładnie ją nawilża i uspokaja. Jeśli obawiacie się konserwantu, możecie zrobić małą porcyjkę i przechowywać do 14 dni w lodówce, bo wiem, że niektóre głowy są naprawdę wrażliwe :)

Żel może również służyć jako naturalny stylizator loczków i fal, choć uwaga - w nieodpowiednich warunkach pogodowych może puszyć, przez sporą zawartość humektantów. Można by opcjonalnie dodać do niego na dłoni z 2 krople oleju przed nałożeniem na włosy i ugniataniem, wtedy włosy nie powinny się puszyć. Osobny post o żelu aloesowym jako stylizatorze loczków i fal zamieszczę niebawem :)

Zrobiłam sobie ostatnio większą, 50ml porcję i smaruję żelem łydki i okolice intymne po goleniu, bardzo ładnie łagodzi i nic nie swędzi, jak to lubi robić czasem po goleniu :)


Skusicie się na taki prosty, uniwersalny żel łagodzący? :) Całuję :*


piątek, 25 lipca 2014

Romans z alverde trwa - odżywka z awokado i winogronem

Hej hej Kochane :)
Romans z alverde rozpoczęłam od odżywki z morelą i cytryną, która naprawdę mocno mnie zachwyciła. Jeśli jesteście ciekawe jej recenzji, to jest tutaj. Przez ostatnie dwa miesiące testowałam odżywkę z awokado i winogronem. Ciężko było mi wyrobić sobie o niej zdanie, niestety tu już nie będzie tak różowo. Jesteście ciekawe, co o niej sądzę? :)

Alverde odżywka z awokado i winogronem


Skład:
Aqua, Glycine Soja Oil*, Alcohol*, Gycerin, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Persea Gratissima Oil*, Sodium Lactate, Vitis Vinifera Extract*, Myristyl Myristate, Rhus Verniciflua Cera, Panthenyl Ethyl Ether, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Hydrogenated Lecithin, Simmondsia Chinensis Oil*, Lauroyl Sarcosine, Biotin, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Geraniol**

Skład jest naprawdę bardzo emolientowy, widzimy też kilka olejów, w tym olej sojowy bardzo wysoko w składzie, bo zaraz po wodzie. Nieco dalej olej awokado, słonecznikowy i jojoba. Za olejem sojowym - potencjalnie wysuszający alkohol. Jest również kilka humektantów, antystatyków, ekstraktów (winogrono) i witamin (B7, E, A).

Konsystencja i zapach:
Odżywki alverde są gęste, ta jest naprawdę bardzo gęsta i przez to piekielnie wydajna, odlewkę zużywałam prawie 2 miesiące, na zmianę z innymi odżywkami :) Zapach - w wersji z morelą i cytryną odpowiadał mi dużo bardziej, tutaj czuć mocno ten alkohol, drażni mnie, ale jestem w stanie go przeżyć ;)

Działanie:
No i tutaj mam trochę mieszane uczucia. Kiedy użyłam jej pierwszy raz (a robiłam włosy na prosto), to tuż po wysuszeniu suszarką wydawało się, że wszystko jest bardzo w porządku. Włosy nawilżone, dociążone, gładkie. Jednak po jakiejś godzinie wierzchnia warstwa włosów stała się taka jakby lekko matowa, a włosy leciutko się spuszyły, głównie końcówki. I tak potem za każdym razem. Skręt mam po niej słabszy, lubi mnie też obciążyć. Nie widzę również takiego blasku na włosach, jak po wersji z morelą i cytryną. Nie jest to na pewno bardzo zła odżywka, ale  nie dołącza do grona moich ulubieńców. Może za dużo oleju sojowego, może alkohol zaczął przeszkadzać bardziej moim włosom? Sama nie wiem ;) Mam nadzieję, że inne odżywki z alverde spiszą się tak samo dobrze, jak moja ulubienica z morelą i cytryną. Awokado i winogrono raczej mnie już nie skusi :)


Przedstawiam moje fale po odżywce, widać słabszy skręt i lekkie obciążenie:


Używałyście już kosmetyków do włosów z alverde? Macie swoją ulubioną odżywkę? :) Całuję :*


poniedziałek, 21 lipca 2014

Jak moje włosy reagują na oleje z poszczególnych grup?

Hej hej Kochane :)
Zostałam niedawno poproszona o wpis dotyczący tego, jak moje włosy reagują na oleje z poszczególnych grup (nasycone, omega 9, omega 6, omega 3). Zaczynajmy, zapraszam na porównanie :)






Na początek małe przypomnienie: podział olejów wg zawartości kwasów tłuszczowych:



1. Oleje z przewagą kwasów nasyconych
Z tej grupy przetestowałam kilka olejów, w tym olej kokosowy, monoi i babassu, a także masło shea. Pierwsza trójka, czyli kokos, monoi i babassu mają w składzie przewagę nasyconego kwasu laurynowego, który robi na moich włosach wybitną kaczuszkę ;) Mianem kaczuszki określam włosy zbyt lekkie i zbyt miękkie, jakby dziecięce, fruwające na wszystkie strony. Choć skręt po kokosie jest całkiem mocny, ale co z tego, jak włosy są spuszone ;)
Masło shea, choć również z przewagą kwasów nasyconych - głównie nasycony kwas stearynowy oraz jednonienasycony kwas omega 9 - działa na moje włosy już inaczej - również lekko puszy, ale też bardziej matowi, niezbyt przyjemny efekt.

Zamieszczam zdjęcia po kokosie:


2. Oleje z przewagą kwasów omega 9
Na swoim koncie mam już kilka przetestowanych olejów z omega 9, w tym olej z orzecha laskowego, słodkich migdałów, pestek śliwki, pestek moreli, pestek brzoskwini, sezamowy, arganowy, makadamia, awokado, oliwa z oliwek. Kilka z nich średnio przypadło mi do gustu, a mowa o oliwie z oliwek (matowi i lekko puszy), awokado i makadamia (troszkę za miękko i za lekko) i arganowy (praktycznie brak efektów, troszkę za miękko).
Ale cała reszta - orzech laskowy, pestki śliwki, moreli i brzoskwini, słodkie migdały oraz sezam - sprawiają, że włosy mam bardzo gładkie, dociążone, nawilżone, ale praktycznie bez skrętu ;) Tak, oleje z przewagą omega 9 aż tak wygładzają włosy, że bardzo ciężko mi wtedy o skręt. Włosy są po nich jakby bardziej mięsiste i grubsze, inny efekt, niż w przypadku olejów z przewagą omega 6. Nałożone w za dużej ilości potrafią także mnie nieco obciążyć i zmywają się ciężej, niż oleje z omega 6, o których napiszę za chwilkę.

Zamieszczam zdjęcie po sezamie: 



3. Oleje z przewagą kwasów omega 6 
Moja ukochana grupa olejów i chyba najlepiej przeze mnie przetestowana :) Na moich włosach znalazł się już krokosz, orzech włoski, kiełki pszenicy, nasiona maku, pestki dyni, pestki arbuza, konopny, słonecznikowy, z pestek winogron, z ostropestu i sojowy. Polubiłam większość z nich, jedynie winogrono z biedronki, soja i ostropest niezbyt mi pasowały. Efekt po olejach z omega 6? Bardzo ,bardzo miły ;) Kiedy stylizuję włosy w fale, skręt mam zawsze większy i lepiej zdefiniowany. Włosy są takie sprężyste, nawilżone i widocznie bardziej błyszczące. Kiedy robię włosy na prosto, końcówki momentalnie się wywijają, włosy nadal są nawilżone, elastyczne i błyszczące. Raczej ciężko mi z nimi przesadzić, nie zdarzyło im się obciążyć moich cienkich falowańców i zmywają się dużo łatwiej, niż oleje z omega 9 ;) 

Włosy w wersji prostej i falowanej po krokoszu:




 Jak Wasze włosy tolerują oleje z poszczególnych grup? A może zawartość kwasów tłuszczowych nie ma żadnego znaczenia i dobieracie je na chybił trafił? :) Całuję :* 

 

niedziela, 20 lipca 2014

Romantic - maska z olejem arganowym i jedwabiem - to niestety nie to

Hej hej :)
Ostatnio sporo miłych recenzji zamieściłam, to czas na małego bubelka :) Maskę romantic z olejem arganowym i jedwabiem kupiłam kilka miesięcy temu w bierdonce, za szałową cenę 9.99 :D Miałam nadzieję, że nada się chociaż do mycia włosów. Jak się spisała? Przeczytajcie :)



Skład:
Skład: Aqua, Ceteryl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Myristate, Dimethicone Copolyol, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolyzed Silk, Parfum, Isopropyl Alcohol, 2-Bromo-2 Nitropropane-1,3-Diol, Citric Acid, Linalool.

W składzie widzimy kolejno emolient, dwa antystatyki, emolient, silikon zmywalny wodą, olej arganowy i hydrolizowane proteiny jedwabiu. Dalej zapach, alkohol i konserwanty.

Konsystencja i zapach:
Konsystencja taka lekko perłowa, gęsta, jak na maseczkę przystało. Zapach, lekko słodki, kosmetyczny, całkiem przyjemny.

Działanie:
Tutaj już niestety jest gorzej, choć dawałam jej kilka szans.
*Nakładana solo na 10-30 minut puszyła, dziwnie usztywniała i wyraźnie matowiła moje włosy. Deczko je sklejała. Skręt nie ten, nawilżenie słabe, wygładzenia prawie że brak. To nie to.
*Jako baza do wzbogacania - już nieco lepiej, chociaż włosy dalej były po niej matowe. Najlepiej spisywała się z dodatkiem oleju i mleczka roślinnego (bawełniane i waniliowe).
*Jako odżywka do mycia włosów - domywała ładnie włosy, może się nadać jako typowa maska do mycia, ja mam jednak inne ulubienice ;)

Miałyście już którąś z masek romantic?  Były jakiś czas temu w biedronce, pewnie wiele z nas się skusiło ;) Całuję :*

środa, 16 lipca 2014

Ziaja Sopot Sun - antyoksydacyjny krem z witaminą C spf50

Hej hej Kochane :)
Upały znowu mają nadejść, a filtromaniaczki namiętnie się filtrują. Ehh, tak, oprócz włosomaniaczki stałam się także filtromaniaczką, zaczęło się 2 lata temu :) W zeszłym roku używałam głównie kremu soraya spf25 - recenzja. Jednak soraykę porzucam późną wiosną i przerzucam się na wyższe filtry. Moim hitem ostatnich miesięcy jest krem antyoksydacyjny z witaminą C od ziaji. Przeczytajcie, za co go tak pokochałam :)


Ziaja Sopot Sun  antyoksydacyjny krem z witaminą C spf50

Skład:
Filtr ma kilka stabilnych, nowoczesnych filtrów chemicznych. Z pielęgnujących składników znajdziemy glicerynę i witaminki: C, E i B5. Nie zawiera parsolu - możemy kłaść na niego dowolny podkład czy puder - to dla mnie bardzo ważne :)

Konsystencja i zapach:
Produkt ma jasnożółte zabarwienie i średnio gęstą konsystencję. Twarz po użyciu też nabiera delikatniuśko żółtego odcienia, nie przeszkadza mi to zupełnie - a wręcz bardzo mi odpowiada, maskuje moją lekko zaróżowioną twarz. Krem nie przeraża gęstością i ciężkością, jak w niektórych filtrach. Zapach ma taki kremowy, bardzo przyjemny :)

Działanie:
Bardzo mile mnie zaskoczył i uwielbiam go odrobinkę więcej, niż wersję matującą ziaja med ;) Po nałożeniu przepisowej ilości (ja nakładam jakieś 1,2 ml na twarz) i wklepaniu, zostaje delikatna, klejąca powłoczka, nie ma zmiłuj.  Jednak krem absolutnie nie bieli, całkiem przyjemnie się rozsmarowuje i mogę zrobić na nim przyzwoicie wyglądający makijaż. Nakładam najczęściej krem bb i matuję go pudrem bambusowym bądź skrobią ziemniaczaną. Czasem nie nakładam podkładu ani kremu bb, tylko sama skrobia. Krem nie ma parsolu, zatem można kłaść na niego dowolną kolorówkę - a to ważne dla wielu z nas.

Nie podrażnia mnie i nie uczula - następny ogromny plus. Nie migruje też do oczu i ich również nie podrażnia, co zdarzało mi się w przypadku innych filtrów. Całkiem przyzwoicie nawilża, jestem bardzo mile zaskoczona. Rano nie kładę pod niego już żadnego serum, nie mam takiej potrzeby, sam radzi sobie całkiem przyjemnie z nawilżeniem.

Skóra jest po nim taka jaśniejsza, lekko promienieje, może to zasługa witaminki C w składzie, kto wie :) Nie wyskakują mi po nim żadne krostki i zaskórniki, a bywały filtry, które lubiły mnie mocno zapchać. Można go znaleźć w większych supermarketach i mniejszych drogeriach, kosztuje około 10-12 zł :) Mam już mały zapas, boję się, że go wycofają, jak lubią to robić z niektórymi hitami ;) 

Oczywiście krem nałożony w przepisowej ilości działa - nie opaliłam twarzy, a spędzam z synkiem czas na polu. Jeśli bardzo się spocimy lub kąpiemy się, trzeba filtr reaplikować. Mam wtedy ze sobą nawilżane chusteczki, wklepuję potem nową porcję kremu i na to puder bambusowy lub skrobia ziemniaczana.

Podsumowując - nie jest to na pewno filtr matujący, ale da się na nim zrobić bardzo przyzwoity makijaż, tylko trzeba czegoś dobrze matującego. Świetnie chroni, nie podrażnia, niewiele kosztuje. Dla mnie ideał :)


Skusiłyście się już na ten produkt? A może nie używacie kremów z filtrem? :) Całuję :*

wtorek, 15 lipca 2014

Ponowne losowanie: kto zdobył nagrodę pocieszenia?

Hej hej dziewczyny :)
Jako, że osoba, która wygrała nagrodę pocieszenia w moim rozdaniu nie zgłosiła się, ponownie losuję następną. 

Kto wygrywa? :)
Gratuluję Kochana, już piszę meila  ;)

niedziela, 13 lipca 2014

Trzy oleje - trzy różne efekty na dwóch różnych typach włosów

Hej hej Kochane :)
Tytuł trochę zawile mi wyszedł, ale już tłumaczę ;) Od jakiegoś czasu troszkę męczę moją siostrę olejowaniem, odżywianiem włosów i tak dalej, i tak dalej :) Robię też zdjęcia jej włosów po użyciu różnych olejów. Postanowiłam porównać efekty działania kilku olejów na jej włosach oraz na moich.




Włosy mojej siostry - niskoporowate, prawie że proste.
Moje włosy - średnioporowate, falowane.


Zdjęcia w przypadku moich fal specjalnie robiłam na włosach zrobionych na prosto (albo prawie na prosto), jak i po stylizacji, żeby można było łatwo zobaczyć działanie oleju.



Włosy siostry: 
1. Przedstawiciel kwasów nasyconych: olej kokosowy
Widzimy śliczną gładkość  i dociążenie, zwłaszcza na  zdjęciu bez lampy. Nie ma puchu i odstających włosków. Blask bardzo ładny i naturalny.


2. Przedstawiciel kwasów omega 9 - olej makadamia
Nadal jest gładko, dociążono i ładnie, siostra bardzo lubi się z olejami z zawartością kwasów omega 9 - przetestowała ich już kilka, w tym awokado, makadamię, słodkie migdały i pestki moreli :)


3. Przedstawiciel kwasów omega 6 - olej konopny
Widać już niezadowolone końcówki i odstające włoski na całej długości. Podobnie było po moim ukochanym krokoszu, zatem chodzi chyba o omega 6 ;)



Moje włosy:
1. Przedstawiciel kwasów nasyconych: olej kokosowy
Widzimy, że włosy są spuszone, głównie końcówki ;) Nawinęłam je potem na 3 kwiatuszkowe papiloty, żeby ukryć trochę ten puch. Jednak jest za lekko i puchato, choć po palilotach dużo mniej to widać, przed papilotami było dużo gorzej, wierzcie mi na słowo ;)


2. Przedstawiciel kwasów omega 9 - olej sezamowy
Prawie zawsze po olejach z przewagą kwasów omega 9 włosy są gładkie, proste i bardzo ładnie dociążone, nie są również tak skore do falowania, co widać na zdjęciu po prawej :)


3. Przedstawiciel kwasów omega 6 - olej krokoszowy
Widzimy bardzo ładne wygładzenie i dociążenie, robiłam włosy na prosto, ale jak to po omega 6 - końcówki już się wykręcają i falują, bez żadnych papilotów. Blask i elastyczność są większe, niż w przypadku omega 9 - uwielbiam to :)



Wnioski :)
Oczywiście każde włosy mogą reagować inaczej i wyciągam teraz takie luźniejsze wnioski, dotyczące włosów moich i siostry. Ale może znajdziecie podobieństwo, inspirację i podobne reakcje na Waszych włosach :) Jak widać, łączy nas jedynie uwielbienie do olejów z przewagą kwasów tłuszczowych omega 9, za to bardzo różnie reagujemy na oleje z kwasami nasyconymi oraz omega 6.

Niskoporowate, prawie że proste włosy Anety:
Uwielbiają oleje nasycone, w tym olej kokosowy i monoi,  lubią oleje z kwasami tłuszczowymi omega 9 (słodkie migdały,  moreli, makadamia, awokado), nie przepadają za olejami z kwasami omega 6 (konopny, krokosz).

Moje średnioporowate, falowane włosy:
Nie przepadają za olejami nasyconymi (kokos, babassu, palmowy, masło shea), lubią większość olejów z omega 9 (słodkie migdały, orzech laskowy, pestki śliwki, pestki brzoskwini, pestki moreli, sezam, pestki wiśni), uwielbiają oleje z omega 6 (krokosz, orzech włoski, kiełki pszenicy, nasiona maku, pestki dyni, pestki arbuza, konopny).



Znalazłyście jakieś zależności między zawartością danych kwasów tłuszczowych w olejach, a efekcie na Waszych włosach? :) Całuję :* 

sobota, 12 lipca 2014

Wyniki, wyniki, wyniki :)

Hej hej Kochane :)
Udało mi się wczoraj spisać wszystkie osoby, wrzucić do maszyny losującej i wybrać 2 zwycięzców :) Bez zbędnego gadania, kto miał szczęście? :)


Nagrodę główną zgarnia...



Zaś nagrodę pocieszenia...


Gratuluję serdecznie kochane, już piszę do Was meila, żeby jak najszybciej wysłać paczuszki :)
Czekam na Wasze adresy 3 dni :)

czwartek, 10 lipca 2014

Półprodukty, które mają wpływ na skręt moich włosów

Hej hej Kochane :)
Jakiś czas temu pewna miła osóbka prosiła mnie o wpis na temat półproduktów do włosów, które mają wpływ na zwiększenie skrętu. W przypadku moich fal jest kilka takich pewniaków, po których zawsze, ale to zawsze mam większy skręt. Jesteście ciekawe, które to gagatki? :D 

Jako pierwsza i najważniejsza, królowa mojego skrętu:
*Keratyna hydrolizowana
Zawsze, ale to zawsze mam większy skręt i wręcz nie fale, a falo-loczki po keratynie, zarówno tej dokapywanej, jak i tej znajdującej się już w masce czy odżywce. Dlatego np. biovax proteinowy tak pięknie podkreśla mi skręt - recenzja. O samej keratynie pisałam tutaj.

*Kolagen z elastyną
To moja druga ulubiona proteinka, zaraz po keratynie. Bardzo ładnie podkreśla skręt, robi ze 2 korkociągi i falo-loczki. O kolagenie z elastyną pisałam tutaj. Bardzo lubię dzięki temu balsam seboradinu z żeń szeniem, który w składzie zawiera właśnie kolagen, recenzja znajduje się tutaj.

*Spirulina
Zielony śmierdziuszek również znajduje się na liście :) Jeśli nie dam jej za dużo i zrównoważę olejem, włosy odwdzięczają mi się całkiem przyjemnym skrętem. O spirulinie pisałam już w tym poście. Z gotowych kosmetyków - warto spróbować maseczki bingo ze spiruliną i keratyną :)

*Mleczka roślinne (migdałowe, winogronowe, owsiane, waniliowe, bawełniane)
Każde z nich kocham chyba tak samo, nie miałam jeszcze mleczka manuka :) Mleczka bardzo ładnie podkreślają mi skręt, a dodatkowo nawilżają. Pisałam o nich tutaj. Z gotowych kosmetyków, które mają mleczko, znam odżywkę yves rocher jedwabistą (mam odlewkę, ale jeszcze nie używałam), w składzie ma mleczko owsiane ;)

*Mleczko pszczele
To też miły półprodukt :) Mleczko pszczele zawiera w swoim składzie sporo protein, które pewnie zwiększają mi skręt :) Dodatkowo ładnie nawilża i z dodatkiem oleju nie puszy. Pisałam o nim w tym poście. Chętnie wypróbowałabym jakiś kosmetyk z mleczkiem pszczelim :)

*Żeń szeń
Po żeń szeniu ładny skręt i przynajmniej 2 ruloniki zapewnione. Bardzo lubię kosmetyki z tą roślinką, m.in. osławiony seboradin z żeń szeniem (recenzja) oraz odżywkę farmony z żen szeniem (recenzja). O samym żeń szeniu pisałam już tutaj.

*Ekstrakty owocowe
Mowa o sypkich ekstraktach owocowych, których spory wybór jest np. na mazidłach. Miałam ekstakt z truskawki, banana i pomarańczy. Dodane do porcji maski i odżywki (niewiele, jakieś 0,3ml na 10ml maski) bardzo ładnie podkreślają mi skręt i dodają blasku. Muszę zrobić o nich osobnego posta, to zalinkuję ;)



Kolejna część o półproduktach, które tym razem pomagają mi wygładzić włosy już wkrótce :) Macie swoje ulubione półprodukty?  Całuję :*

środa, 9 lipca 2014

Co najbardziej wpłynęło na poprawę stanu moich włosów?

Hej hej Kochane :)
Tak sobie włosomaniaczymy razem, próbujemy różnych rzeczy, testujemy maski i odżywki. Ostatnio się zastanawiałam, co tak naprawdę najbardziej wpłynęło na poprawę stanu moich włosów. Jeśli jesteście ciekawe, co przyszło mi na myśl - zapraszam :)




1. Oleje
Podejrzewam, że ten punkt znajdzie się na liście większości z nas ;) Dobrze dobrane oleje, nakładane odpowiednią dla nas metodą potrafią naprawdę zdziałać cuda. Włos staje się bardziej elastyczny, błyszczący i dociążony, puch zminimalizowany. O olejowaniu pisałam już wiele razy, zerknijcie:
*Oleje - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych cz.I
*Oleje - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych cz. II 
*Masła i oleje nasycone - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych   
*Podział olei na grupy wg. zawartości kwasów tłuszczowych 
*Jak wybrać idealny olej + jakie oleje służą moim włosom 
*Jak olejuję włosy krok po kroku
*Olejowanie włosów - praktyczne wskazówki
*Olejowanie włosów na odżywkę - moja nowa ulubiona metoda 
*Olejowanie włosów na odżywkę - jakich odżywek używam w tym celu? 
*Mój idealny olej - czyli jaki? 
*Trzy oleje i trzy efekty na dwóch różnych typach włosów
*Jak moje włosy reagują na oleje z poszczególnych grup?
*Przetestowałam już kilka olejów i żaden mi nie służy - to też Twój problem?

2. Mycie włosów odżywką
Mycie włosów odżywką, zamiast mycia szamponem to jedna z lepszych włosowych decyzji, jaką podjęłam w moim falowanym życiu ;) O myciu odżywką pisałam obszernie w tych postach:


3. Odpowiednie zestawianie emolientów, humektantów i protein 
Od kiedy umiejętnie ze sobą łączę emolienty, proteiny i humektanty, włosy dużo rzadziej zaskakują mnie złym włosowym dniem i wyglądają ładniej i zdrowiej :) O trójce wspaniałych pisałam TUTAJ.


4. Wzbogacanie masek i odżywek do spłukiwania półproduktami  
Moja mania wzbogacania i zauroczenia półproduktami zaczęła się już kilka lat temu i trwa nadal, a w lodówce coraz mniej miejsca :) Uwielbiam kombinować, testować różne zestawienia, tu troszkę spiruliny, tam kapka oleju czy mocznika. Dobrze dobrane do włosów półprodukty również bardzo, bardzo poprawiają ich stan :) Poradnik o tym, jak mądrze wzbogacać maski i odżywki półproduktami znajduje się TUTAJ.

5. Odpowiednie traktowanie włosów
Czyli nie trę ich już frotowym ręcznikiem, nie szarpię szczotką, zabezpieczam końcówki, śpię w spiętych włosach, nie prostuję i nie kręcę na lokówce. I kilka innych rzeczy, o których zapewne każda z nas wie :) 


Oczywiście można by tak wymieniać w nieskończoność, napisałam jedynie o rzeczach, które najbardziej wpłynęły na poprawę moich włosów :) Co znalazłoby się na Waszej liście? :) Całuję :* 

niedziela, 6 lipca 2014

Nawilżacz cukrowy w pielęgnacji włosów

Hej hej Kochani :)
Większość z nas zapewne słyszała już o tak znanych nawilżaczach, jak aloes, gliceryna czy mocznik :) Dzisiaj postanowiłam napisać o nieco mniej znanym półprodukcie - przedstawiam Wam Kochane nawilżacz cukrowy - jeden z moich ostatnich, ukochanych nawilżaczy :)





W jaki sposób używam nawilżacza cukrowego?
Oczywiście dorzucam do emolientowej maski lub odżywki do spłukiwania :) Czyli np. odżywki arganowej planeta organica afryka, która jest mocno emolientowa, a z dodatkiem nawilżacza działa jeszcze cudowniej. Albo do czarnej maski marokańskiej.  Na łyżeczkę maski daję około 5 kropel nawilżacza. Sam w sobie nie podkreśla mi skrętu, tak jak niektóre półprodukty, za to pięknie nawilża i wygładza, co mam nadzieję będzie widoczne na zdjęciu poniżej. Ogranicza puch i przyjemnie dociąża, dużo ciężej z nim przesadzić, niż np. z mleczkiem pszczelim czy aloesem.nCzasem dorzucam go również do reanimacyjnego psikadła do moich fal, składającego się m.in. z wody, emolientowej odżywki, keratyny, panthenolu i właśnie nawilżacza. Raz zrobiłam płukankę, ale żal mi go do tej metody, bo idzie go sporo, ale efekty były całkiem przyjemne, choć nie jestem pewna, czy to na pewno po nawilżaczu cukrowym :)

Nawilżacz dostępny jest chyba tylko na Naturalisie.  Edit - z tego, co widzę, nie jest on już tam dostępny, ani nigdzie indziej :(


Właściwości nawilżacza cukrowego:
Płynny węglowodanowy kompleks, który doskonale odpowiada naturalnemu składowi     węglowodanów obecnych w warstwie rogowej ludzkiego naskórka. Składnik jest pozyskiwany w procesie przetwarzania d-glukozy pochodzenia roślinnego. Często jest stosowany w ekskluzywnych kosmetykach naturalnych.

Jest wyjątkowym składnikiem, który reguluje wilgotność głębokich warstw skóry, likwiduje szorstkość  naskórka, oraz utrzymuje wysoki poziom nawilżenia nawet po oczyszczeniu skóry detergentami. 

Aktywna molekuła  doskonale wiąże cząsteczki wody  w komórkach skóry, działając zarówno w naskórku jak i głębszych warstwach skóry.  Potocznie jest nazywana magnesem wody ponieważ mocno przywiera do keratyny znajdującej się w naskórku, kumulując w sobie zapasy H2O. Dzięki   tworzeniu tak silnych  połączeń z keratyną, składnik jest odporny na  wymywanie podczas codziennego oczyszczania skóry detergentami.  Jest usuwany tylko podczas naturalnego procesu złuszczania naskórka. Dzięki temu regularne stosowanie cukrowego nawilżacza wyraźnie poprawia stopień nawilżenia skóry i normalizuje funkcje jej płaszcza hydrolipidowego.

W przeciwieństwie do innych popularnych humektantów nie traci swoich nawilżających właściwości nawet przy bardzo niskim poziomie względnej wilgotności powietrza . Dzięki temu jest doskonałym nawilżaczem szczególnie w okresie jesienno-zimowym kiedy wilgotność powietrza w pomieszczeniach spada nawet  poniżej 30%.  Świetna wiadomość dla nas - włosomaniaczek :)

Opis pochodzi ze strony Naturalis.



Tutaj efekty na moich falach po dodaniu nawilżacza do emolientowej odżywki:


Skusicie się na ten mało znany, ale pięknie nawilżający półprodukt? :) Całuję :*

sobota, 5 lipca 2014

Balsam tybetański - bardzo przyjemny wygładzacz :)

Hej hej :)
Rosyjskich kosmetyków przetestowałam już sporo, kilka mocno mnie rozczarowało (zerknijcie na recenzje --> KLIK). Zauważyłam jednak, że najbardziej lubię te z serii Planeta Organica - są przeważnie mocno emolientowe, a moje fale to lubią. Pisałam już pozytywnie o czarnej masce marokańskiej --> KLIK, odżywce afrykańskiej z olejem arganowym --> KLIK oraz balsamie tureckim --> KLIK. Dzisiaj czas na kolejną wspaniałość - przedstawiam Wam balsam tybetański :)


Balsam tybetański planeta organica



Skład:
Skład: Aqua with infusions of: Organic Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil, Organic Helichrysum Arenarium Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract, Thermopsis Alpine Extract, Origanum Majorana Leaf Extract, Pimpinella Anisum (Anise) Seed Extract, Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract, Crocus Sativus Flower Extract, Curcuma Longa Root Extract, Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract; Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

W składzie widzimy standardowo mieszaninę wody z olejem z białego imbiru oraz wieloma ekstraktami ziołowymi, m.in. nieśmiertelnika, majeranku, szafranu, kurkumy, nawłoci. Dalej jest emolient, humektant, antystatyki i oblepiaczo-kondycjoner, zmywalny prawdopodobnie tylko mocnym szamponem.
 
Konsystencja i zapach:
Konsystencja bardzo gęsta, bardzo, bardzo wydajna, używam odlewki już 2 miesiąc na zmianę z innymi produktami . Zapach - czuć ziółka, taki kadzidlany, powiem szczerze, że bardzo mi się podoba :) Ale może męczyć.

Działanie:
Powiem szczerze, że bałam się tej ilości ziółek, naprawdę. Używałam jednak balsamu czasem kilka razy pod rząd, czasem na zmianę z innymi i nie zauważyłam żadnego przesuszenia. Wręcz przeciwnie - włosy po użyciu balsamu zawsze miałam bardzo gładziutkie, nawilżone aż po same końce, sypkie i lejące. No i zapach - utrzymuje się jeszcze w dzień mycia i dzień po, coś pięknego :) Skręt przy stylizacji miałam nieco słabszy (ale był), ale to przez to piękne wygładzenie. Przez zawartość quaternium - lubi mnie na następny dzień obciążyć, niestety składnik ten obciąża mnie dużo bardziej, niż silikony. Ale jeśli zależy mi na dociążonych, gładziutkich i nawilżonych włosach jednego dnia, balsam tybetański spisuje się rewelacyjnie.


Zamieszczam zdjęcie włosów, robionych na prosto, zauważyłam, że końcówki chcą dalej falować:


Miałyście już to tybetańskie cudo? Razem z tureckim bratem spisują się wspaniale, a mnie okrutnie kusi teraz balsam marokański :) Całuję :*

środa, 2 lipca 2014

Włosy w czerwcu 2014r.

Hej hej Kochane :)
Postanowiłam zacząć częściej  stylizować włosy :) Moje fale wraz z długością są większe, więc ładniejszym skrętem będę mogła się pochwalić za kilka miesięcy, ale już teraz postanowiłam o niego zadbać :)


Włosy po masce bananowej scandic, stylizowane męskim żelem isana ze starym składem:

Olejowanie:
W czerwcu królował olej ze słodkich migdałów z fitomedu (recenzja), nie olejuję jednak już tak często, jak wcześniej, wystarczy raz na tydzień :)

Mycie:
Przez większość miesiąca myłam włosy balsamem mrs. potters z lotosem i kolagenem. Oczywiście raz za czas - szampon rumiankowy barwy (recenzja).

Odżywianie:
*Balsam tybetański planeta organica -uwielbiam go prawie tak samo, jak tureckiego brata, na dniach zamieszczę recenzję :)
*Maska bananowa scandic - pięknie nawilża, wygładza i skręca, zachwycałam się nią tutaj.
*Kallos keratin - kolejna świetna maseczka. Nawilżenie, blask, skręt, dociążenie, brak puchu, coś pięknego :) Recenzja tutaj.
*Alverde odżywka z awokado i winogronem - jeszcze ją testuję, ale chyba nie będzie tak cudowna, jak wersja z morelą i cytryną.
*Fitomed odżywka do włosów suchych i normalnych - używana tylko na skórę głowy, ładnie przyspieszyła porost i delikatnie nawilżyła skalp. Recenzja znajduje się tutaj.

Odżywka bs:
Nadal odżywka yves rocher do włosów kręconych z baobabem (recenzja). Daję dosłownie groszek, inaczej może obciążyć. Standardowo też joanna naturia z lnem i rumiankiem (recenzja), kiedy stylizuję włosy w fale.

Końcówki:
Najczęściej kuracja marokańska z avonu :) Albo nic.

Stylizacja:
Żel męski isana ze starym składem (recenzja tutaj), czasem też na prosto, bez stylizacji.

Płukanka:
Praktycznie żadnej nie robiłam w tym miesiącu.

Porost:
Nadal biorę tabletki skrzypoptima, dają rewelacyjne efekty :)


Jak Wasze włosy czuły się w czerwcu? ;)Całuję :*