wtorek, 31 grudnia 2013

Dieta bezglutenowa - co zaobserwowałam w swoim organizmie po odstawieniu glutenu?

Hej hej Kochane :)
Kiedy zaczęłam prowadzić bloga, jadłam bardzo glutenowo - mnóstwo zbóż, owsianka i inne płatki na śniadanie, kromka pełnoziarnistego chleba na II śniadanie, często pełnoziarnisty makaron na obiad czy kolację. Nawet w moich "jedzeniowych" wpisach jest kilka przepisów na makaron czy inne zbożowe posiłki.

Czułam się wtedy bardzo źle, mimo chwilowej utraty kilku kg. Nie wiedziałam, co się dzieje, przecież odżywiałam się tak, jak mówią wszędzie - chudo, pełnoziarniście, "zdrowe" tłuszcze, z większą ilością warzyw i mniejszą owoców. Miałam straszne migreny, nerwicę, wszystkim się przejmowałam, zaczęłam na nowo tyć, czułam takie otępienie, nie mogłam się na dłużej na niczym skupić, miałam problemy z cerą i kilka innych problemów. 

Pewna osoba zasugerowała mi, że to mogą być problemy z glutenem. Poczytałam, dowiedziałam się, co to jest gluten, gdzie można go spotkać i jak go wyeliminować. 
Ale byłam w szoku - sama wtedy bardzo interesowałam się "zdrowym żywieniem" (jak wtedy myślałam), nie mogło do mnie dojść, jak tak wszędzie polecana pszenica w formie pełnoziarnistej może mi szkodzić, przecież to ma być podobno podstawa. Przeczytałam jednak kilka książek i publikacji (potem napiszę, jakie) i doszło do mnie, że to wszystko nie wygląda tak, jak próbuje nam się wmówić.

Moje życie po odstawieniu glutenu naprawdę się zmieniło, piszę to z doświadczeń swoich, męża i synka, jeśli jesteście ciekawe, zapraszam :)


1. Co to jest gluten?
Gluten do nic innego, jak mieszanina białek roślinnych, znajdujących się w zbożach: pszenica (a więc również orkisz), żyto, jęczmień, owies (ten jest naturalnie bezglutenowy, ale często zanieczyszczony glutenem, więc też się go wymienia).

2. Gdzie możemy znaleźć gluten?
Gluten możemy teraz znaleźć niemalże wszędzie - w chlebie, bułkach, makaronie, płatkach śniadaniowych, kaszach pszennych i jęczmiennych, wyrobach mącznych (np. naleśniki, pierogi, krokiety), ciastkach, ciastach, drożdżowkach, batonikach, czekoladach, panierkach, kawie zbożowej, piwie, gotowych sosach i potrawach, proszkach do pieczenia, przyprawach, a także niektórych wyrobach mięsnych (parówki, pasztety, kiełbasy, konserwy). 

3. Jak go wyeliminować?
Przede wszystkim przestać bać się tłuszczu, masła, mięsa, jajek. O tłuszczu i cholesterolowym micie napiszę innym razem, ale już można w internecie znaleźć na ten temat wiele informacji :)
 Jeść jajka, mięso, warzywa, owoce, orzechy, nabiał (jeśli komuś nie szkodzi i ktoś preferuje, choć o nabiale też słyszę różne, niekoniecznie dobre rzeczy), bezglutenowe węglowodany (ziemniaki, ryż, kasza jaglana, gryczana, kukurydza, amarantus). 

A teraz jak przestać jeść gluten :)
*Najgorzej jest chyba z chlebem na śniadanie, mi wyeliminowanie chleba poszło łatwo, od zawsze źle się czułam po chlebie i podświadomie go nie lubiłam. Na śniadanie teraz jadam  jajecznicę z boczkiem i pomidorami, omlet z warzywami i domową kiełbaską, bardziej na słodko: kaszę jaglaną czy ryż z owocami i śmietanką 30%,  placuszki jaglane. Jednak najbardziej lubię jaja i je najczęściej jem na śniadanie.

*Przekąski - z bezglutenowych czekolad na pewno jest gorzka i klasyczna goplana. Można ubić sobie śmietankę 30% i dodać do niej owoce, orzechy, startą gorzką czekoladę. Mam też przepis na pyszny mus kawowy, smakuje absolutnie wszystkim, napiszę o tym niebawem. Jest wiele przepisów na bezglutenowe babeczki czy brownie, smakiem niczym się nie różnią od tych wykonanych z mąki pszennej, warto spróbować. Sama na co dzień jem niewiele słodkiego, ale może spróbuję coś deserowego przyrządzić.

*Obiad - mogą być pieczone czy gotowane ziemniaczki, kasza jaglana, gryczana, ryż, do tego wieprzowina, kurczak, wołowina, ryby, ważne, by bez panierki, chyba że kupicie mąkę bezglutenową. Surówki (uwaga - gotowe lubią mieć dodatek skrobii pszennej), warzywa. Albo ryż z mięsem i warzywami. Zupa - proszę bardzo, ale nie zagęszczona mąką pszenną, tylko kukurydzianką. I bez kostki rosołowej czy warzywnej ;) Pyszne są zupki na śmietanie 18%.

*Dla miłośników makaronów - są bezglutenowe makarony, ja jednak nie jadłabym ich zbyt często, bo składowo nie są zbyt ładne, ale od czasu do czasu - jak ktoś musi :)

*Tęsknimy za pizzą, naleśnikami czy krokietami? Mamy mąkę kukurydzianą, ryżową, jaglaną. Są przepisy na pyszności z takich mąk. Ja na co dzień jednak nie jadam takich rzeczy, ale przepisów w internecie jest mnóstwo.

4. Co dało mi tych kilka miesięcy bez glutenu?
Nie wiem, od kiedy dokładnie nie jem glutenu, może jakoś od kwietnia-maja? 
A teraz czas na efekty, bo moje życie bez glutenu naprawdę się zmieniło :)

*przede wszystkim psychika - nie przejmuję się już wszystkim, do wielu rzeczy potrafię teraz podejść z dystansem, jestem mniej nerwowa, skończyły się moje fobie i nerwice

*zniknęło wieczne otępienie umysłowe i taka mgła, potrafię się teraz na nowo skupić i zrobić więcej rzeczy na raz, nie pląta mi się język i nie gubię myśli - widzę zmiany przede wszystkim właśnie w psychice

*mam więcej energii i siły, wcześniej nie chciało mi się wstać z łóżka

*nie tyję dalej, a nawet udało mi się zrzucić kilka kg :) ale do wymarzonej wagi zostało jeszcze co najmniej 10, powinnam się wreszcie porządnie za to wziąć ;)

*skończyły się koszmarne migreny, nie pamiętam, kiedy ostatnio nawet troszkę bolała mnie głowa - to pojawiło się najwcześniej i trwa do dziś, ketonal i solpadeine były na porządku dziennym

*cera - wcześniej często coś mi wyskakiwało, teraz nie mam praktycznie żadnych krostek, chyba że nieopacznie zjem coś glutenowo - na drugi dzień mam zawsze nowe 2-3 krostki

*włosy - nie zauważyłam różnicy, ale blog jest włosowy i musiałam o tym wspomnieć ;)

*przewód pokarmowy - skończyły się wieczne wzdęcia, przelewanie w brzuchu, zaparcia na zmianę z biegunkami, bóle brzucha

5. Książki i publikacje, które warto przeczytać, żeby zgłębić wiedzę
*Wywiad z Williamem Davisem, autorem książki "Pszeniczny brzuch" tutaj
*Książka "Dieta bez pszenicy" Williama Davisa - mam w domu, bardzo polecam, dużo rozjaśnia w temacie i daje do myślenia, często do niej wracam i czytam na nowo
*Książka "Życie bez pieczywa" W. Lutza - czytałam, polecam, acz wolę książkę Davisa
*Strona Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na diecie bezglutenowej tutaj - kopalnia wiedzy


------------------------------------------------------
Żeby było Kochani jasne - nikogo do niczego nie namawiam, każdy robi i je w życiu to, co chce. Warto jednak poczytać i zgłębić wiedzę i może popatrzeć na to wszytko z innej perspektywy, a nuż Wasze życie zmieni się tak, jak moje :) Wiem teraz, że to właśnie żywienie bezglutenowe mi pomogło, a czułam się naprawdę bardzo, bardzo źle.

Zapraszam do dyskusji - próbowałyście może odstawić gluten, zmieniło się coś, a może zupełnie nic? Miałyście do czynienia z alergią, nietolerancją glutenu czy celiakią u siebie, albo u swoich bliskich?
Całuję :*




poniedziałek, 30 grudnia 2013

Trzy ulubione odżywki wygładzające w 2013r.

Hej hej Kochane :)
W poprzednim poście pisałam o ulubionych maseczkach wygładzających, dzisiaj czas na 3 ulubione odżywki wygładzające 2013 roku. Włosy falowane i kręcone zapewne wiedzą, jak ważne jest odpowiednie wygładzenie, żeby nie przywitać się z miotłą na głowie ;) Zaczynajmy - będzie króciutko, ale konkretnie :)



Alverde odżywka z morelą i cytryną
Hymny pochwalne najdują się tutaj. W działaniu bardzo podobna do mojej ukochanej alterry morelkowej, wycofanej już, mam ostatnią buteleczkę :( Ale miało być o alverde - pięknie pachnie, włosy są po niej mięsiste, gładziutkie i ślicznie nawilżone. Naprawdę warto :)








Yves rocher odżywka odbudowująca
Pisałam o niej nie tak dawno tutaj. Moje ostatnie odkrycie i włosowy hit, pewniak, jeśli muszę mieć ładne włosy i przyjemnie skręcone fale. Dociąża, nawilża, wygładza, a jak pachnie, warto spróbować przy okazji zakupów w sklepie yves rocher. Wydajna i gęsta :)







Seboradin balsam regenerujący z żeń szeniem
Zachwalany tutaj.  Kocham kolagen i kocham żeń szeniem - a ten balsam posiada oba składniki. Włosy są cudowne w dotyku, gładkie, a jak błyszczą. Skręt super - czego chcieć więcej? :) No - może jedna wada, za twarda buteleczka. Zapach - ja już go nawet lubię - to taki mój cudowny mały śmiedzielek.








Jakie są Wasze ulubione odżywki wygładzające? Ja uwielbiam jeszcze odżywki alterry, ale ich używałam już wcześniej, a miały być kosmetyki 2013r. :) Całuję :*





niedziela, 29 grudnia 2013

Trzy ulubione maski wygładzające w 2013r.

Hej hej Kochane :)
Rok 2013 prawie się kończy, czas na podsumowania. Tak swoją drogą - bardzo lubię takie podsumowujące posty na Waszych blogach, nie wiem, czy też tak macie :) Dzisiaj napiszę Wam o trzech ulubionych maskach wygładzających, jakie dane mi było tego roku używać, zapraszam :)



Maska nawilżająca bioetika 


Zachwalałam ją tutaj. Włosy są po niej jak z reklamy - aksamitne, gładziutkie, mięciutkie, nawilżone, żaden włosek nie odstaje. Absolutnie nie obciąża - mój włosowy pewniak, którego nie musiałam niczym wzbogacać. Nie puszyła, mimo sporej ilości nawilżaczy w składzie. Myślę, że sprawdzi się zarówno na wysoko, średnio jak i niskoporowatych włosach :) Szkoda, że tak ciężko ją dostać. Słyszałam, że jest dostępna w Makro, można oczywiście kupić przez internet.








Czarna maska marokańska Planeta Organica

Pisałam o niej tutaj. Włosy po niej pięknie błyszczą, są dociążone, nawilżone, śliskie i gładziutkie jak jedwab, spada z nich każda gumka do włosów :) Niestety - na drugi dzień obciąża, ale jeśli zależy nam na ładnym wyglądzie włosów na jeden wieczór  - naprawdę warto :) Nieco osłabia mi skręt.










Ziaja maska wygładzająca do włosów niesfornych

Zachwalałam ją w tym poście. Zawsze zapewniała mi bardzo mięciutkie, gładkie, elastyczne i przyjemnie dociążone fale, bez odstających i puszących się włosków. Nie obciąża, mimo silikonu w składzie. Naprawdę nadaje się do włosów niesfornych :) Świetny ziajowy kosmetyk w tak niskiej cenie :)










Jakie są Wasze ulubione maseczki wygładzające? :) Całuję :*

piątek, 27 grudnia 2013

Keratyna hydrolizowana - moja ulubiona proteinka

Hej hej Kochane :)
Proteiny to bardzo ważne substancje w pielęgnacji naszych włosów. To one odpowiadają za regenerację i odbudowywanie mini ubytków we włosach. Jedne włosy lubią się z nimi bardziej, inne mniej. Warto poszukać i znaleźć swoją ulubioną proteinę. Dzisiejszy wpis poświęcę keratynie hydrolizowanej - tej, którą najbardziej ukochały sobie moje fale. Zapraszam :)




W jaki sposób używam keratyny?
*Przede wszystkim świetnie spisuje się w pielęgnacji moich falowanych włosów - rewelacyjnie podbija mi skręt, włosy wydają się grubsze, są sprężyste, mają jakby optycznie większą objętość, pięknie błyszczą i wyglądają na zdrowsze. Używam jej nawet co mycie, ale zawsze w emolientowo-nawilżającym towarzystwie. Dokapuję po prostu kilka kropli do porcji maski/odżywki do spłukiwania. Mój niezbędnik, nie dam rady żyć bez keratyny :)

*Robię z niej czasem reanimacyjne psikadła do włosów, ale koniecznie z emolientową odżywką, wtedy ładnie podkreśla skręt bez puchu i wysuszenia. Kiedyś zrobiłam na samej wodzie z keratyną w dopuszczalnym stężeniu, wysuszyła, zmatowiła i spuszyła, jak można się domyślić ;)

*Swojego czasu postanowiłam zadbać z keratyną także o paznokcie - zrobiłam na bazie kremowej z ZSK takie mazidło z keratyną, panthenolem i olejami, smarowałam dłonie i paznokcie. Faktycznie były mocniejsze, jaśniejsze i mniej się łamały, muszę do tego koniecznie wrócić, ale ważna jest regularność.



Właściwości keratyny hydrolizowanej:
Hydrolizat keratyny pozyskiwany jest metodą kontrolowanej hydrolizy wełny owczej.
Keratyna jest białkiem włóknistym naskórka i jego wytworów takich jak włosy i paznokcie. 

Jest głównym budulcem łodygi włosa, odpowiedzialnym za właściwości fizykochemiczne włosów, a także ich wygląd, kondycję i jakość. Najważniejsza strukturalna część łodygi włosa, - czyli kora - jest zbudowana ze skręconych włókienek keratyny związanych ze sobą poprzecznymi wiązaniami dwusiarczkowymi. 

Keratyna wchodzi również w skład zewnętrznej osłony włosa, której stan odpowiedzialny jest za połysk, gładkość i wrażliwość włosów na działanie różnych szkodliwych czynników zewnętrznych.

Hydrolizat keratyny posiada skład aminokwasów podobny do ludzkiego włosa i charakteryzuje się szczególnie wysoką zawartością siarkowych aminokwasów: cystyny i metioniny. Dzięki temu wykazuje wysokie powinowactwo do keratynowych struktur włosa i jest cenną substancją aktywną o działaniu kondycjonującym i regenerującym stosowaną w kosmetykach do pielęgnacji i upiększania włosów. 

Przewaga hydrolizatu keratyny nad innymi związkami o podobnym działaniu polega na jego zdolności do wnikania w głąb i trwałego wiązania się z łańcuchami keratynowymi włosa, dzięki czemu poprawia się ich wygląd i właściwości: wytrzymałość mechaniczna, sztywność, podatność na skręcanie i układanie.

Hydrolizat keratyny wykazuje największe powinowactwo do włosów silnie uszkodzonych i osłabionych, podczas gdy zdrowe włosy wchłaniają tylko nieznaczne jego ilości.

Poprzez wbudowywanie się cząsteczek w uszkodzone miejsca osłonek włosów powstające pod wpływem niszczących czynników chemicznych (farbowanie, trwała ondulacja), fizycznych (słońce, wiatr) i mechanicznych (czesanie, szczotkowanie), hydrolizat keratyny uzupełnia niedobór naturalnych składników budujących strukturę włosa. Dzięki takiemu działaniu, włosy ulegają wyraźnemu wzmocnieniu i w sposób zauważalny zwiększa się ich objętość, przywraca połysk i zdrowy wygląd.

Obok zdolności wypełniania ubytków w strukturze włosów, hydrolizat keratyny wykazuje również właściwości nawilżające i regulujące wilgotność. Pozwala utrzymać właściwą zawartość wody wewnątrz włókien keratynowych oraz właściwy poziom nawilżenia skóry, przez co chroni włosy i skórę przed ich nadmiernym wysychaniem i zapewnia włosom odpowiednią sprężystość, elastyczność i miękkość.

Hydrolizat keratyny posiada również zdolność regeneracji struktury uszkodzonej płytki paznokciowej, powoduje jej utwardzenie i wzmocnienie oraz zapobiega łamaniu się i rozdwajaniu paznokci. 

Pochodzenie: naturalne - zwierzęce (owcza wełna)
Sugerowane stężenie: 3-5%
Ciężar właściwy: 1,07 g/ml
pH: 5,1
Stabilny pomiędzy: 4,0 - 6,5 pH
Rozpuszczalność: całkowicie rozpuszczalny w wodzie

Opis pochodzi ze strony mazidła



Moje zadowolone fale po ukochanej proteince :)

Lubicie keratynę, czy nie przepadacie za proteinkami? :) Jakie są Wasze ulubione? Całuję :* 
 

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt Kochane :*

I ja chciałabym Wam życzyć, moje kochane czytelniczki, zdrowych i spokojnych świąt w ciepłej atmosferze. Pamiętajmy, żeby  w tym nadchodzącym Nowym Roku cieszyć się z każdej małej rzeczy, bo to one nadają życiu sens.

Wesołych świąt! :*

środa, 18 grudnia 2013

Yves rocher - odżywka odbudowująca

Hej hej Kochane :)
Czy jest w Waszych zbiorach taka odżywka, która zawsze sprawia, że włosy wyglądają nienagannie? Ja mam kilka takich perełek, a ich grono powiększyło się właśnie o kolejną pozycję. Przeczytajcie o cudownej odżywce odbudowującej z yves rocher. [Aguś - dziękuję :*].


Yves rocher odżywka odbudowująca 




Skład:
aqua, cetyl alcohol, stearyl alcohol, behentrimonium chloride, jojoba oil, prunus amygdalcus oil, isopropyl alcohol, sodium benzoate, parfum, guar hydroxypropyltrimonium chloride, citric acid, panthenol


Skład jest bardzo ładny i emolientowy - na początku mamy 2 emolienty i 1 antystatyk, dalej oleje: jojoba i ze słodkich migdałów. Uwaga na potencjalnie wysuszający alkohol. Na szarym końcu wzmacniający i nawilżający panthenol. Za zapachem widzimy też guar - może obciążyć ;)


Konsystencja, zapach, opakowanie:
Konsystencja dość gęsta, bardzo kremowa, przyjemnie nakłada się na włosy. Bardzo wydajna, na włosy trzeba niewiele.  Zapach słodki, bardzooo przyjemny, szkoda, że nie utrzymuje się na moich włosach. Mogłabym mieć perfumy o takim zapachu. Opakowanie to wygodna tubka z klapką, stoi na głowie, dzięki czemu bez problemu możemy wydobyć kosmetyk do końca.


Działanie:
Ostatnio moje włosy nie były w najlepsze kondycji, bo testowałam na nich niezbyt odpowiadające mi odżywki ;) Ale odżywka z yr doprowadziła je do porządku i tchnęła w nie życie - włosy stały się dociążone, błyszczące, mięsiste, bardzo gładziutkie i pięknie nawilżone - efekt bardzo podobny do moich ukochanych odżywek z alterry. Zero puchu i odstających włosków - to lubię :) Solo działa idealnie, nie trzeba dodawać do niej innych półproduktów, żeby działała fajnie [choć często to robię, tak już mam ;)]. Pięknie skręca włosy, za to również ją kocham. Nie obciąża moich delikatnych fal, mimo zawartości olejków. Dla mocno zniszczonych i suchych włosów użyta solo może być za słaba, warto wtedy dodać do niej kilka kropel ulubionego oleju :)


Zdjęcie moich włosów w wersji kręconej po odżywce:


I w wersji prostej: 


Bardzo się cieszę, że dostałam odlewkę od Agnieszki, mam jeszcze drugą - owsianą :) Jak sprawdzają się u Was kosmetyki do włosów z Yves Rocher - możecie mi jakiś jeszcze polecić? Całuję :*

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Eksperyment: codzienne mycie delikatnym szamponem, zamiast mycia odżywką

Hej hej Kochane :)
Pod koniec listopada skończył mi się mój balsam mrs. potters, którym jak zapewne wiecie z przyjemnością myję włosy na co dzień. Nie panikowałam jednak, ponieważ mam spory zapas delikatnych dziecięcych szamponów i to nimi postanowiłam myć włosy na co dzień przez kolejne 2-3 tygodnie. Czy miało to jakiś wpływ na moje włosy? Przeczytajcie :)




Niestety - ani skóra głowy, ani włosy na długości na taki eksperyment nie zareagowały dobrze.
*Skalp zareagował chyba najgorzej - po kilku myciach pod rząd szamponem hipp (częściej) lub bambino (rzadziej), zaczęły pojawiać się małe strupki i swędzenie, mimo dbania o skórę głowy, jak zawsze. Nie ma to miejsca nigdy przy myciu włosów i skalpu odżywką. Nie zauważyłam zmian w przetłuszczaniu, ale tutaj musiałabym przeprowadzić dłuższy eksperyment. Delikatniejszym szamponom na co dzień skóra głowy mówi nie.

*Włosy na długości też zaprotestowały - stały się lekko spuszone, mniej przyjemne w dotyku i odczuwalnie bardziej suche. Myślałam, że to może przez niekoniecznie korzystną pogodę, ale po umyciu włosów przez kolejne 3 mycia odżywką  - problem zniknął. Długość włosów również mówi nie codziennemu myciu delikatnym szamponem.

Wiem już na pewno, że moje włosy kochają mycie odżywką i lubią dziecięce szampony, ale używane nie częściej, niż raz na tydzień bądź rzadziej. Niestety nie znalazłam jeszcze żadnego łagodnego szamponu, który zadowalałby mnie na co dzień. Chociaż właściwie - po co tak naprawdę ich szukam, jeśli mam moje ukochane pottersy :)


Jak delikatne szampony spisują się u Was? A może uwielbiacie - tak jak ja - delikatne mycie odżywką? :) Całuję :*

piątek, 13 grudnia 2013

Olej z pestek arbuza - fale są miło zaskoczone :)

Hej hej Kochane :) 
Jakiś czas temu miałam przyjemność dopieszczać włosy olejem z pestek arbuza. Nie wiem czemu, byłam jakoś dziwnie nastawiona, ale olej bardzo miło mnie zaskoczył. Jakże mógł się zachowywać olej, który ma w składzie przewagę moich ukochanych kwasów omega 6 :) Najpierw miałam odlewkę, potem sama kupiłam kolejną buteleczkę, tak bardzo go polubiłam. Zapraszam na recenzję oleju z pestek arbuza - tego jakże pysznego owocu ;)



*Swój olej miałam ze sklepu Zrób sobie krem - bardzo lubię ten sklep za wielki wybór olejów, w małych pojemnościach, w sam raz na przetestowanie. Jest rafinowany, więc niestety nie pachniał. Chyba dlatego byłam do niego lekko uprzedzona,  a bardzo miło mnie zaskoczył. Konsystencja jest dość rzadka, lekka, chyba niewiele jest takich lekkich olei, dorównuje konopnemu ;)

*Składowo wygląda mniej więcej tak: około 15% kwasów tłuszczowych nasyconych, 15% kwasów omega 9 oraz 62% kwasów omega 6. Bałam się troszkę tych nasyconych kwasów, na szczęście nic złego się nie działo.

*Użyty standardowo do olejowania - na suche włosy, na kilka godzin przed myciem lub na całą noc - spisał się bardzo dobrze. Fale bardzo ładnie po nim błyszczą, są dużo gładsze, bardziej nawilżone, ładnie skręcone, nie obciążone. Blask naprawdę był widoczny :) Nie spuszył ani nie zmatowił moich fal. Nie używałam go niestety do ochrony końcówek, ale podejrzewam, że sprawdziłby się bardzo ładnie :)

*Zmywał mi się zawsze bez problemu, balsamem mrs. potters bądź lekkim szamponem. Nigdy nie zdarzyło mi się go nie domyć, nawet przy myciu odżywką. To naprawdę lekki olej :)

*Nie stosowałam go do twarzy, ale wiem, że jest bardzo chwalony w pielęgnacji cery tłustej - faktycznie jest bardzo lekki i może spisać się bardzo ładnie - warto spróbować :)


Używałyście już oleju z pestek arbuza? Do włosów, a może do tłustej cery? Kusi Was? :) Całuję :*

niedziela, 8 grudnia 2013

Awaria komputera + paczuszka z fitomedu

Hej hej Kochane :)
Mam niestety awarię laptopa, w tym tygodniu oddaję go do naprawy, ale powinno udać mi się wejść z innego laptopa w tym tygodniu, także nie zdążycie o mnie zapomnieć :) A z milszych rzeczy - przyszła kilka dni temu do mnie kolejna paczuszka z Fitomedu. A w niej dwie pyszności - aktywny olej witaminowy tutaj oraz glinka biała tutaj. Olej witaminowy już w użyciu, glinkę nałożę dzisiaj, ponoć to najdelikatniejsza z glinek, moja wrażliwa i płytko unaczyniona cera to osądzi :)




Całuję Was i trzymajcie kciuki za mojego laptopa :*

czwartek, 5 grudnia 2013

Balsam Planeta Organica z olejem cedrowym - cudowna miękkość, ale i 'cudowny' puch? ;)

Hej hej Kochane :)
Przez cały listopad testowałam odżywkę planeta organica z olejem cedrowym. To jedna z rosyjskich rzeczy, które bardzo chciałam mieć, a dzięki J (dziękuję :*) udało mi się zużyć sporą odlewkę :) Teraz cieszę się, że była to tylko odlewka ;) Jesteście ciekawe, co o niej sądzę? Zapraszam :)


Skład:
Skład: Aqua, Cedrus Deodara Wood Oil, Dicocoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Arcticum Lappa Seed Oil, Urtica Dioica Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cellulose Gum, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.  

W składzie widzimy antystatyki, emolient oraz emulgator. Wysoko w składzie, bo zaraz po wodzie -tytułowy olej z cedra syberyjskiego, nieco dalej olej z łopianu oraz ekstrakt z pokrzywy.

Konsystencja i zapach:
Konsystencja jest gęsta, kremowa, przez to bardzo wydajna, wystarczy jej naprawdę niewiele, żeby pokryć całe włosy. Zapach baaardzo mi się spodobał, świeży, leśny, jakby właśnie cedrowy :) Niestety, nie zostaje na włosach po zmyciu, a szkoda, bo bardzo przypadł mi do gustu :)

Działanie: 
Odżywka, trzymana nawet tylko 5 minut, zostawia włosy bardzo bardzo miękkie,  odżywione i śliskie, ale.... No właśnie, część włosów jest mięciutka, gładka i śliska, a część (zwłaszcza dolna partia) jest niestety zbyt lekka i zaczyna się puszyć. Szkoda, bo efekt śliskości i gładkości w górnej części jest cudowny, wszystkie wsuwki mi się tam zsuwają i nie chcą trzymać ;) Myślę, że moja bardziej zniszczona dolna warstwa włosów jest bardziej porowata niż górna i to dlatego. Ale właścicielki niskoporowatych włosów - niech się na nią czają - może zadziałać świetnie :) Uważajmy - odżywka lubi obciążyć, przynajmniej moje cienkie i delikatne włosy ;)


Ciekawi mnie mimo wszystko jeszcze wersja z rokitnikiem i pewnie się kiedyś na nią skuszę :) Miałyście którąś z tych odżywek, jak się u Was spisały? Całuję :* 


wtorek, 3 grudnia 2013

Ce ce med z jedwabiem - odżywka, która mnie nie zachwyciła

Hej hej Kochane :)
Nie wiem, jak u Was, ale u mnie słoneczko pięknie świeci, niedługo ubieram się ciepło z synkiem i idziemy na spacerek. A tymczasem śpieszę do Was z recenzją odżywki - Ce Ce med z jedwabiem. Zapraszam.


Ce Ce med odżywka z jedwabiem



Skład:
Skład widzimy wyżej, mamy emolient, humektant, antystatyk, kolejny emolient, dalej hydrolizowane proteiny pszenicy, quaternium, hydrolizowany jedwab, parabeny i olej pszeniczny. Czuć te proteinki :)

Opakowanie:
Odżywka była zapakowana w kartonowe pudełeczko z obszernym opisem. Samo opakowanie jest ładne, jednak za twarde, a otworek zbyt mały i od samego początku jest problem z wydobyciem odżywki.

Konsystencja:
Gęsta jak na odżywkę, przez mały otworek naprawdę ciężko ją wydobyć, trzeba się namęczyć.

Zapach:
Przyjemny, ciężko mi go określić, ale podobnie pachną kosmetyki z jedwabiem. Nie drażni, nie zostaje na włosach po zmyciu. Na plus :)

Działanie:
Odżywka zachowywała się za każdym razem dziwnie - włosy są po niej ładnie skręcone, chcą być miękkie, ale niektóre partie włosów są szorstkawe, odstają, są matowe, trochę spuszone. Lubi też  moje włosy obciążyć, mimo że nakładam niewiele, chyba quaternium znowu mnie tak załatwiło. Jednak moja siostra (włosy lekko falowane, raczej nisko-średnioporowate) jest zadowolona, jej pasuje większość rzeczy, które nie pasują mi :)  Z dodatkiem oleju było deczko lepiej, ale na pewno nie na tyle, żebym była zachwycona. Mam mieszane uczucia, naprawdę dziwna odżywka ;)

Miałyście coś z Ce Ce med? Ja mam jeszcze jedną odżywkę, tym razem bez quaternium :) Całuję :*

niedziela, 1 grudnia 2013

Zrób to sam - serum antyoksydacyjne z pine bark

Hej hej Kochane :)
Jeśli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że całkiem niedawno otrzymałam cudowne paczuszki z półproduktami --> klik. Ukręciłam już z nich kilka mazidełek, między innymi serum antyoksydacyjne do twarzy z pine bark. Wzorowałam się przepisem z Mazideł - przepis.


Serum antyoksydacyjne z pine bark




Mała uwaga:
W oryginalnym przepisie żel ha zastąpiono hydromanilem, mnie jednak on podrażnia, dobrze, że sprawdziłam na małym kawałku skóry, oczywiście odpowiednio rozcieńczony. Hydromanil ma w składzie glikol propylenowy, który właśnie mnie podrażnia, ale spokojnie można go zastąpić żelem hialuronowym.

Wykonanie:
Wykonanie jest bardzo proste - do szklanej, zdezynfekowanej zlewki wlewam odpowiednią ilość hydrolatu, w niej rozpuszczam ekstrakt z pine bark (robią się farfocle i warto zlewkę umieścić w gorącej kąpieli wodnej - czyli praktycznie do filiżanki nalać gorącej wody, włożyć na chwilkę zlewkę i teraz rozpuścić pine bark, pójdzie dużo łatwiej). Następnie rozpuścić niacynamid i dodać żel hialuronowy w odpowiedniej ilości. Gotowe serum przelewam do szklanej, ciemnej buteleczki z pipetą, wtedy dużo łatwiej je aplikować na dłoń, a potem z dłoni na twarz :)

Przechowywanie:
Przechowujemy w lodówce maksymalnie 2 tygodnie, chyba że użyjemy konserwantu, ja akurat wolę robić małe porcje kosmetyku z różnymi ekstraktami na 2 tygodnie właśnie. Przed użyciem warto potrzepać buteleczkę, bo resztki pine bark lubią osiąść troszkę na dnie.

Co zaobserwowałam?
Serum używałam codziennie rano, przez 2 tygodnie. Akurat starczyło mi prawie że idealnie na te 2 tygodnie :) Mam już swoje ulubione antyoksydanty, jednak pine bark jest całkiem niezły. Serum ładnie wpłynęło na naczynka, nie podrażniło, samo łagodziło delikatne zaczerwienienia i podsuszało małe niespodzianki. Skóra była bardziej elastyczna. Jednak serum nie nawilżało wystarczająco mojej suchej skóry, ale sama wiedziałam, że to lekkie, beztłuszczowe i że może nie dać rady. Następne ukręcę z olejem i emulgatorem :) Jestem zadowolona, acz miałam już lepsze sera antyoksydacyjne, o których niebawem napiszę.


Kręcicie własne sera do twarzy? A może lubicie gotowe produkty, możecie mi polecić coś z gotowców? :) Całuję :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...