piątek, 26 lipca 2013

Ziaja Rebuild - Serum drenujące

Hej hej Kobietki :)
W lutym 2012 roku urodziłam synka i od tamtej pory regularnie używam produktów ujędrniających, wyszczuplających czy innych takich, robiącym z ciałem niby cuda ;) Serum drenujące z ziaji miałam już kiedyś, byłam zadowolona przed ciążą, po ciąży również. Zapraszam do lektury :)


Ziaja Rebuild - Serum drenujące "Reduktor cellulitu"




Skład:
Skład: Aqua (Water), Glycerin, Carnitine, Caffeine, Ananas Sativus Extract, Coenzyme A, Cetearyl Ethylhexanoate, Propylene Glycol, Fucus Vesiculosus Extract, Hedera Helix Extract, Citrus Aurantium Amara Peel Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Coco-Glucoside, Caprylyl Glycol, Alcohol, Glaucine, Dimethicone, Elaeis Guineensis Oil, Hydrogenated Coco-Glycerides, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Cetearyl Alcohol, PEG-20 Stearate, Sodium Polyacrylate, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional.

Skład jest świetny, po wodzie mamy glicerynę i dalej same pyszności: l-karnitynę, kofeinę, koenzym A i kilka ekstraktów: z ananasa, z morszczynu, z bluszczu, z gorzkiej pomarańczy i rozmarynu, nieco dalej jest glaucyna. Jest też alkohol, który pewnie ma za zadanie lepiej przeniknąć składnikom w głąb naszej skóry. Mojej skóry absolutnie nie wysuszył ani nie podrażnił. Po takim składzie można się spodziewać dobrych efektów. A takowe są :)

Opakowanie:
Charakterystyczna dla balsamów z ziaji buteleczka, wygodnie się otwiera, wygodnie się dozuje, otwór jest w sam raz. Czerń podobno wyszczupla ;) Przez kolor wyróżnia się na półce drogeryjnej.

Konsystencja:
Konsystencja rzadkiego mleczka, które wchłania się dłuższą chwilę i musimy się przyłożyć do dokładnego rozsmarowania - ale o to właśnie chodzi, bo masaż też robi swoje ;)

Zapach:
Czysty anyżek, na początku mnie lekko drażnił, teraz nawet go lubię i zupełnie nie zwracam na niego uwagi.

Działanie:
Od razu powiem, że nie wymagam od tego typu kosmetyku, żeby w magiczny sposób zniknęło mi kilka cm z uda czy brzucha. Liczę na ujędrnienie i napięcie skóry, wygładzenie i fajnie, jeśli byłoby nawilżenie. Tutaj otrzymuję wszystko - brzuszek wygląda lepiej, uda są napięte, ujędrnione i dzięki temu cellulit jest mniej widoczny. Czy go likwiduje? Myślę, że bez dobrej diety, dużej ilości wody i ćwiczeń to chyba niemożliwe, mój jest już coraz mniejszy, ale to też dzięki odstawieniu nabiału ;) Skóra jest też delikatnie nawilżona i gładka, dodatkowy plus.
Brak efektu chłodzącego, jak np. w serum eveline, niektórzy go nie lubią, ja nawet lubię, również zimą ;)

Cena, wydajność i dostępność:
Serum niestety jest koszmarnie niewydajne, jedną tubkę mam średnio na 3 tygodnie używania 1 raz dziennie na brzuch i uda, ale za takie działanie - wybaczam. Nie jest też najdroższe, cena waha się gdzieś między 15-18zł. Widuję w marketach i mniejszych drogeriach.


Miałyście coś z czarnej serii rebuild ziaja? Czaję się na coś jeszcze, może któreś masło, ale nie mogę się zdecydować i liczę na Wasze sugestie :) Korzystacie z takich kosmetyków, czy jednak stawiacie na regularny ruch i dietę? Całuję :*

środa, 24 lipca 2013

Złota maska ajurwedyjska - jak spisała się na moich falach?

Hej hej Kochane :)
Przez część czerwca i cały niemalże lipiec testowałam regularnie złotą maskę ajurwedyjską - hit wielu z Was. Czy jednak mój hit? Maseczka kusiła mnie strasznie, oj strasznie, od razu jak zobaczyłam rosyjskie kosmetyki, to powiedziałam sobie, że kiedyś wszystkie maski planeta organica będą moje :) Na razie miałam dwie - marokańską i ajurwedyjską - o tej drugiej właśnie chcę Wam dzisiaj napisać :)


 Złota Maska Ajurwedyjska Planeta Organica

Skład:
Aqua with infusions of: Organic Melia Azadirachta Seed Oil(organiczny olej drzewa nim), Hydrocotyle Asiatica Extract(wąkrotka azjatycka), Euterpe Oleracea Fruit Extract(jagody acai), Organic Santalum Album (Sandalwood) Oil(organiczny olej drzewa sandałowego), Cedrus Atlantica Bark Oil (olej cedra atlantyckiego), Juniperus Communis Fruit Extract (ekstrakt z owoców jałowca), Bambusa Vulgaris Leaf/Stem Extract (ekstrakt bambusa); Cetearyl Alcohol, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Mica, Titanium Dioxide, Silica, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

W składzie mieszanina wody z kilkoma olejami, olejkami i ekstraktami. Dalej emolienty, antystatyki i lżejszy silikon, zmywalny szamponem z delikatnymi detergentami. Jest też guar - kolejny potencjalny obciążacz.

Konsystencja:
Maseczka jest zbita, masełkowata, zupełnie inna, niż w maskach, z którymi miałam do tej pory do czynienia :) Kolor złoty, cudownie mieniące się drobinki, to robi wrażenie, naprawdę nie bez przyczyny maska nazywa się złotą. Lubi spadać z dłoni i rozpływać się po nich, trzeba uważać przy aplikacji.

Zapach:
Prawdziwie kadzidlany, cięższy, czuć go jeszcze przez 2-3 dni na moich włosach, poważnie. Mi się podoba, choć nie przepadam za kadzidełkami, ale na co dzień miałabym go dość. Bardzo intensywny i może odrzucać, ale można też się w nim zakochać :)

Opakowanie:
Porządnie wykonany, twardy słoiczek, bardzo ładne nadruki. Wygodnie się otwiera, szerokie opakowanie, bez problemu możemy wydobyć maseczkę, nawet dużą łyżką ;) A potem coś w nim trzymać.

Działanie:
Powiem tak - nie jest to dla mnie cud nad cudami, jak dla niektórych z Was ;) Chciałabym, bo maseczka wygląda na pewno efektownie i zapach ma bardzo ładny i chciałoby się jej używać już zawsze ;) Maseczka przede wszystkim lubi  spuszyć moje włosy, pewnie przez olej z miodli indyjskiej, który ma sporą część kwasów tłuszczowych nasyconych, za którymi niestety nie przepadam. Fale są po niej za miękkie, za lekkie i fruwające. Niestety nie dociąża ich tak, jakbym sobie tego życzyła. Nadaje jednak ładny blask i zmiękcza te włosy - ale dla mnie to stanowczo za mało. Skręt mam po niej różny, czasem jest całkiem ładny, czasem zupełnie odwrotnie, nie wiem, od czego to zależy. Na długości potrafi obciążyć, nakładam niewiele i na maksymalnie 20 minut. Trochę ciężko się zmywa, muszę zmywać ją dłużej, niż inne maseczki, nie wiem, czy też odniosłyście takie wrażenie :) Mam troszkę mieszane uczucia, spodziewałam się czegoś dużo lepszego, po tak wspaniałych opiniach. Ale ja mam wybredne fale ;)




Za jakiś czas recenzja maseczki marokańskiej. A jak złotko spisało się u Was? :) Całuję :*

środa, 17 lipca 2013

Historia moich fal w zdjęciach - długi post z wieloma zdjęciami

 Hej hej Kochani ;)

 Dzisiaj długi post z dużą ilością zdjęć o burzliwej historii moich fal.

Zapraszam do czytania. Będzie długo :)


 Rok 2010
Tutaj włosy czasach namiętnego prostowania, mycia ziołowym szamponem (barwa i szampon familijny), bez używania odżywek ani nic chroniącego przed prostownicą – tak wyglądało moje sianko, które już kilka razy widziałyście u mnie na blogu, nie mam innego zdjęcia, które najlepiej je obrazuje niestety. Góra jak widzimy jest dość gładka i mniej porowata, dół za to matowy i sianowaty.

Czerwiec 2010
Tutaj już używałam jakiejś odżywki, pewnie coś drogeryjnego typu schauma, gliss kur, dove. Włosy już nie prostowane, wycieniowane i zostawione same sobie, czesane na sucho.
Jak byk widać, że to fale ;)


A cała historia z curly girl zaczęła się teoretycznie 10 sierpnia 2010 roku, kiedy to pierwszy raz umyłam włosy odżywką. Ale tak naprawdę prawdziwa i bogata pielęgnacja ze stylizacją zaczęła się w styczniu 2011 roku i od tego momentu pokażę Wam zdjęcia.


Początek 2011r.
Kręci się coś. Myłam włosy odżywką, intensywnie olejowałam i szukałam idealnego stylizatora.

Środek 2011r.
Tu już używałam żelu, głównie bielendy z czarną rzepą i męskiej isany. Testowałam, które oleje i półprodukty mi służą, już wtedy kochałam maski biovaxa i odżywki alterry ;)

Koniec 2011
Pod koniec września nastąpił przełom, włosy praktycznie zawsze przez najbliższe miesiące były ładnie skręcone, nie miały złych dni, kręciły się wyżej i skręt utrzymywał się długo, dobrze wyglądały na drugi dzień. Byłam już w ciąży, może to też miało znaczenie ;)
Znałam już ulubione oleje, półprodukty, maski i odżywki, olejowałam przeważnie co każde mycie, włosy były w najlepszej dla nich kondycji, co mam nadzieję widać na zdjęciach ;)



1 lutego Kubuś urodził się przez cesarskie cięcie.


Luty 2012
Zdjęcie zrobione kilka dni po porodzie, co hormony robią z włosami, użyłam ulubionego zestawu, stylizowałam i suszyłam jak zawsze, ale dużo prostsze, niż na poprzednich zdjęciach. Jeszcze nie wypadały.

Kwiecień 2012
Przypomniały sobie niedługo swój dawny skręt, jakoś jak się połóg skończył ;) Jeszcze nie wypadają, rosły jak szalone, były mięsiste i nawilżone.


Maj 2012
Jakoś w maju 2012 roku zaczęły się problemu brzuszkowe Jakubka, kolki, wzdęcia,, włosy zaczęłam myć pierwszym lepszym szamponem albo nawet żelem pod prysznic, odżywka czasem, ale rzadko, żadnej stylizacji, nie myślałam w ogóle o sobie, tylko o dziecku. 
Teraz wszystko bym rozegrała inaczej, ale mądry Polak po szkodzie ;)
 Włosy zaczęły wypadać strasznie, naprawdę strasznie. A ja, zamiast iść ze sobą do lekarza czy endokrynologa, latałam po lekarzach z synkiem.  A włosy wypadały sobie nadal prawie rok. 
Aż nadszedł marzec 2013 roku, kiedy to problemy brzuszkowe synka się skończyły. 
A tym samym moje stresy ;)
Uff, patrzę w lustro i.... szok. Włosów miałam dużo mniej, przedziałek tak przerzedzony, że aż chce się płakać, jak sobie przypomnę ten widok. No to czas na podcięcie, poszło jakieś 15-20 cm, bo jednak włosy nie były w dobrym stanie, nie dbałam o nie. Przez długość do ramion wydawały się przynajmniej troszkę gęstsze. Nie mam zdjęć z tego okresu. I dobrze ;)


Maj 2013
Zaczynają się ładnie kręcić i rosnąć :)

Czerwiec 2013
Zdjęcie po warstwowym cięciu u fryzjera i obcięciu włosów w kształt litery V, które potem okazało się klapą ;) Uważajmy na fryzjerów, którzy nie potrafią słuchać :(

Sierpień 2013
Cięcie w trójkąt nie przypadło do gustu moim smętnym wiszącym ogonkom, które często przypominały 2-3 wiszące cienkie link. Poprosiłam mojego Wojtka o wyrównanie włosów w delikatne U - niestety straciłam sporo z długości :( I czas zapuszczać od nowa.

Marzec 2014
Włosy odrastały, rosły wtedy bardzo wolno. Chyba miałam jakieś koszmarne niedobory, czułam się wtedy naprawdę źle.

Wrzesień 2014
Falujemy się i rośniemy powolutkuuu ;)

Październik 2014
Zahennowałam się naturalną henną od khadi, włosy stały się tak gładkie, ciężkie i śliskie,
że nie chcą się tak falować...

Listopad 2014
... Ale znowu się udaje :)

Grudzień 2014
Wycieniowałam dość mocno włosy i zrobiłam warstwy u sprawdzonej fryzjerki - dzięki temu skręt mam teraz dużo mocniejszy i łatwiej osiągalny ;)


Czerwiec 2015:
Kręcą się i rosną:)

Listopad 2015
Rosną dalej :)

Grudzień 2015
I jeszcze mocniej kręcą :)

Styczeń 2016
W grudniu podcięłam znowu włosy - niby byłam zadowolona z cięcia, chyba jednak wolałam to grudniowe, no ale czasem mnie tak bierze, że muszę coś zmienić i idę do fryzjera ;) Włosy kręciły się tutaj bardzo ładnie, również dzięki temu, że znalazłam nowy cudowny żel do włosów - syoss men w czarno-pomarańczowym opakowaniu.

Kwiecień 2016:
Rosną sobie powolutku:

Lipiec 2016:
Kręcimy się nadal, chociaż upały się zdarzały i było sucho ;)

Wrzesień 2016:
Często spinałam włosy w ten sposób, ponieważ dużo mocniej kręci mi się spodnia warstwa, niż wierzchnia ;) Tutaj byłam już w drugiej ciąży.

Styczeń 2017:
Końcówki pod koniec 2016 r. błagały już o podcięcie, nie były ruszane nożyczkami cały rok ;) No to troszkę ścięłam i znowu skończyłam z długością lekko za ramiona:

Lipiec 2017:
Włosy powoli sobie rosną, oczywiście bez szału ;) Zdjęcie akurat po okropnych upałach, ale całkiem dobrze się mają ;)


Mam nadzieję, że udało Wam się  przebrnąć przez tego długiego posta . Ciąg dalszy nastąpi :)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Wcierka farmona radical - jak spisała się na mojej głowie?

Hej hej Kochane :)
Jak wiecie, jakiś czas temu postanowiłam powalczyć o zahamowanie wypadania włosów i przyspieszenie ich wzrostu. Jednym z wojowników w tej walce była wcierka radical z farmony. Czy pomogła mi? A może wręcz przeciwnie? Zapraszam do przeczytania opinii mojej i mojej głowy :)


Wcierka farmona radical


Skład:
Aqua, Alcohol Denat., Equisetum Arvense (horsetail) extract, Panthenol, Inulin, Hydrolyzed Silk, Camelia Sinensis (green tea) extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, DMDM hydantoin Methylchloroisothiazolinone, Nethylisothiazolinone, Parfum, Butylphenyl MEthylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool.

Na początku mamy alkohol, który jest promotorem przejścia i ma pomóc wniknąć aktywnym składnikom. Dalej znajdziemy ekstrakt ze skrzypu polnego, witaminę B5, inulinę, proteiny jedwabiu i ekstrakt z zielonej herbaty. Potem troszkę brzydkich konserwantów. Alkohol może wysuszyć i podrażnić skórę głowy, o czym za chwilkę ;)

Konsystencja:
Jasno brązowy płyn, ciężko mi się aplikowała z tej buteleczki tak rzadki płyn i przelałam do buteleczki z atomizerem - aplikacja stała się dużo łatwiejsza i przyjemniejsza. Szkoda, że wielu producentów umieszcza swoje wcierki w tak dziwnych i nieporęcznych opakowaniach ;)

Zapach:
Ziołowy, nienachalny, dla mnie nawet przyjemny, lubię ziołowe zapachy, na pewno mi nie przeszkadzał w aplikacji wcierki.

Działanie:
To moja 3 buteleczka, z czego 2 poprzednich używałam w zeszłym roku, nie zauważyłam wtedy wysuszenia skalpu, włosy rosły szybciej i zauważyłam dużo nowych, malutkich włosów :) Jak wcierka spisała się teraz? Pod koniec buteleczki, zauważyłam wysuszenie i swędzenie skalpu, suchy łupież, maleńkie strupki. Od razu odstawiłam wcierkę, na szczęście się nie pogorszyło, koję teraz skórę głowy żelem aloesowym i żelem lnianym, jest już lepiej. Zdziwiłam się, bo poprzednim razem, przy używaniu 2 buteleczek pod rząd nie zauważyłam wysuszenia i swędzenia, a teraz to mnie spotkało, a nic nowego nagle na skalp nie wprowadziłam. Cóż, człowiek się starzeje ;);)

Czy pomogła na wypadanie i porost?
Pomogło na porost, mam na pewno więcej bejbików (co jest również zasługą maseczki drożdżowej babci agafii, ale ją wprowadziłam w innym czasie), ale nie zahamowała wypadania (tutaj uratowała mnie maseczka drożdżowa). Włosy rosły szybciej, ale swędzący i suchy skalp nie pozwolił na dalsze używanie. 

Na razie odstawiam wcierki na bazie alkoholu, wiem, że takowe mogą działać lepiej, bo alkohol może pozwolić lepiej wniknąć składnikom. Ja jednak boję się znowu wysuszenia i swędzenia, to bardzo nieprzyjemne uczucie. Na pewno spróbuję farmony jantar, a może coś sama wymodzę w domowym zaciszu z polecanych przez Was produktów, np. wcierka z czosnku, cebuli i kawy :) Czaiłam się na joannę rzepę, ale ta też ma alkohol, na razie dam odpocząć biednej głowie i muszę ją do końca wyleczyć i nawilżyć.


Jak spisała się farmona u Was? Podrażniła, a może spowodowała wysyp nowych włosków? Macie porównanie do jantara i innych wcierek? Całuję :*

niedziela, 14 lipca 2013

Zrób to sam - krem nawilżający do cery naczynkowej

Witajcie Kochani :)
Obiecałam Wam wczoraj podać przepis na krem nawilżający do cery naczynkowej, który ukręciłam niedawno na bazie kremowej ze sklepu zrób sobie krem --> Baza kremowa. Zapraszam zatem, długopis w dłoń i jedziemy ;)


Krem nawilżający do cery naczynkowej


Jak robić kremy na bazie ze Zrób Sobie Krem?
Robienie kremów na podstawie tej bazy jest naprawdę bardzo proste - na 50ml kremu wystarczy odmierzyć 10ml bazy kremowej, 10ml wybranego przez nas oleju i 30ml fazy wodnej - i do tej fazy wodnej dajemy głównie hydrolat, można dać żel hialuronowy i różności, na które mamy ochotę, np. mocznik, panthenol, niacynamid, aloes, mleczko pszczele, kolagen, ekstrakty, liposomy.


Przepis:
*10ml baza kremowa
*10ml olejów: 9ml olej awokado + 1ml oleju z pestek dyni
*30ml faza wodna: 10ml hydrolat różany, 5ml żel hialuronowy, 3ml mocznik, 2ml ekstrakt z róży klik, 10ml liposomy na naczynka z Naturalisa --> Liposomy


Wykonanie:
Odmierzyłam do czystego i zdezynfekowanego pojemniczka 10ml bazy kremowej, dodałam do niej 10ml olei i dokładnie wymieszałam szklaną bagietką. Następnie w czystej i zdezynfekowanej zlewce umieściłam 10m hydrolatu, dodałam 5ml żelu ha i w tej mieszance rozpuściłam mocznik i ekstrakt z róży (można zlewkę umieścić w ciepłej kąpieli wodnej, wtedy wszystko szybciej się rozpuści). Dodałam fazę wodną do bazy i oleju, zamknęłam pudełeczko i mocno wstrząsnęłam, żeby wszystko się wymieszało. Jak już się wymieszało, dodałam 10ml liposomów na naczynka i znowu dokładnie wymieszałam i potrzepałam pojemniczkiem. Czytałam, żeby liposomy dodawać do gotowej już emulsji, tak zatem zrobiłam :)


Efekty:
Od dawna dodaję do własnoręcznie robionych kremów liposomy na naczynka, świetnie działają na moje policzki, które już bardzo rzadko się czerwienią, a nawet nie czerwienią, a delikatnie zaróżowią ;)

Krem ma dość gęstą konsystencję, zostawia przez jakiś czas lekkie uczucie lepkości przez mocznik w składzie, ale zależało mi na dobrym nawilżeniu, mocznik zatem musiał być. Nawilża świetnie ;) Używam go zarówno wieczorem, jak i rano, dość szybko się wchłania i nie lepi jakoś bardzo długo :)


Robicie własne kremy? A może spróbujecie, to naprawdę fajna sprawa. :) Całuję :*

sobota, 13 lipca 2013

Moja naturalna pielęgnacja twarzy

Hej hej Kochane :)
Moja cera wygląda najlepiej, kiedy nie używam drogeryjnych żeli, toników i kremów, toleruje jedynie maseczki :) Postanowiłam od nowa zadbać o cerę - po urodzeniu Kubusia czasu było mało, sięgałam więc po gotowe kosmetyki, jednak moja cera nie wyglądała tak ładnie i promiennie, jak przy naturalnej pielęgnacji. Od jakiś 3 miesięcy od nowa używam olejków myjących, hydrolatów, olejów i własnoręcznie robionych kremów. 

Jak teraz wygląda pielęgnacja mojej twarzy? Zapraszam :)

*Olejek myjący zamiast żelu do mycia twarzy:
 Uwielbiam olejki myjące, swojego czasu miałam gotowy z biochemii urody pomarańczowy oraz ze zrób sobie krem z czarnuszką i migdałem. Ten zrobiłam sama, na bazie oleju słonecznikowego i płynnego emulgatora SLP, dostępnego w sklepie Zrób sobie krem. Dodałam też kilka kropel olejku eterycznego, żeby ładnie pachniał, lubię olejek pomarańczowy. Olejki myjące świetnie domywają filtry, podkłady, pudry i co tam sobie jeszcze zamarzymy ;) Nie myję nimi oczu, ale podobno z makijażem oczu też dobrze sobie radzi, ja oczy wolę zmywać chusteczkami nawilżanymi, podkradanymi synkowi ;)


*Hydrolaty zamiast toników:
Lubię hydrolaty, ładnie nawilżają, tonizują, przywracają właściwe ph skórze, przygotowują do nałożenia kremu/serum. Nie potrafię ich nie używać, tak się już do nich przyzwyczaiłam. Teraz mam te widoczne powyżej, ale najbardziej lubię różany i migdałowy. Lubię przecierać rano nimi oczy, od razu się budzę :)


*Żel hialuronowy i olej zamiast porannego kremu:
Żel ha i olej to hit mojej porannej pielęgnacji, wyciskam na dłoń większą krople żelu, dodaję 3-4 krople oleju, mieszam i wklepuję jakieś pół minuty-minutę w twarz i szyję. Uwielbiam tą delikatność i miękkość po oleju. Cerę teraz mam suchą i najlepiej się spisuje awokado, orzech laskowy i pestki moreli. Pestki dynią solo barwią (efekt znika po zmyciu), ale świetnie się spisują w duecie z jojobą. Lubię też truskawkę. Konopny jest teraz za lekki. Koloryt skóry jest ładnie wyrównany po oleju, dodatkowo żaden mnie nie podrażnia, jak niektóre gotowe kremy, a cerę mam niestety wrażliwą.


*Własnoręcznie ukręcony krem zamiast wieczornego drogeryjnego kremu:
Piękny kolorek co :D To przez olej awokado i kapkę oleju z pestek dyni, ukręcony na bazie kremowej ze sklepu Zrób sobie krem. Bajecznie prosto robi się na niej kremy, o czym pisałam już tutaj i zamieściłam kilka moich przepisów --> Przepisy na kremy. Dokładny przepis na ten powyżej napiszę w przyszłym poście, ale w skrócie napiszę, że świetnie nawilża i rozjaśnia, jest gęsty i nieco lepki przez zawartości mocnika, ale o tym niebawem :) Dorzuciłam do niego też liposomy na naczynka ze sklepu Naturalis --> Liposomy . Idealny wieczorny krem, acz używam go czasem także rano, podkład świetnie się na nim rozprowadza, jak już po 5 minutach się wchłonie ;)


*Serum rozjaśniające z biochemii urody --> Serum z BU
Kupiłam z wygody gotowy zestaw, zawiera sporo składników. Serum ma postać płynnej, białawej emulsji, szybko się wchłania, raczej nie nawilża, potrafi delikatnie zaszczypać w jakieś świeże ranki po krostkach, jeśli takowe mamy. Używam go co drugi dzień na wieczór, po jakimś miesiącu widać już różnicę w cerze, jest bardziej promienna i jednolita.

Jak wygląda Wasza naturalna pielęgnacja? A może stawiacie na dobrze działające gotowe kosmetyki? Całuję :*






piątek, 12 lipca 2013

Rośnijcie włoski rośnijcie - czyli jak wspomagam porost włosów :)

Hej hej Kobietki ;)
Po porodzie przez prawie rok włosy wypadały mi w sporej ilości. Ja jednak dużo z tym nie robiłam, bo synek miał poważne brzuszkowe problemu i kompletnie nie myślałam o sobie, tylko o nim, co widać w prawie rocznej przerwie na moim blogu ;( Włosy dość wyraźnie się przerzedziły, teraz staram się jak mogę, by wspomóc ich porost, liczę też, że przedziałek zagęści się jeszcze bardziej i wyrosną nowe, małe włoski.

A co robię?
 *Piję herbatkę z pokrzywy i skrzypu – nazbierałam w ogrodzie i wysuszyłam zarówno pokrzywę, jak i skrzyp, pokruszyłam i teraz robię sobie codziennie herbatki. Lubię ziołowe herbaty i odpowiada mi ich smak, także robię to z prawdziwą przyjemnością. Ale mam też gotowe herbatki z pokrzywy i skrzypu, ale wolę jakoś te moje ;)

*Wcierałam 2-3 razy w tygodniu wcierkę z farmony radical – widzę dużo nowych bejbików i to chyba jej zasługa po części, a po części cudownej maseczki, o której już pisałam i zaraz znowu napiszę. A co do radicala – pod koniec buteleczki alkohol jednak podrażnił mi skalp, zrobił się suchy, wrażliwy, zaczął swędzieć i pojawiły się małe jasno czerwone plamki. Kończę na razie z wcierkami na bazie alkoholu. Teraz koję skórę za pomocą żelu aloesowego i lnianego, już jest prawie dobrze ;)

*Na skórze głowy lądowała maseczka drożdżowa babci agafii – przy każdym myciu, co 2-3 dzień, ona na pewno bardzo zahamowała mi spore wypadanie włosów i spowodowała wysyp bejbików. Dodatkowo ładnie nawilża skalp. Teraz będzie testowana jajeczna od babci agafii.

Jak efekty?
Na zdjęciach ciężko mi uwiecznić przyrost, bo zawsze mają inny skręt, jak skręcą się bardziej, wydają się krótsze. Ale widzę, że na pewno mam więcej bejbików i przedziałek na głowie kłuje od krótszych i dłuższych nowych włosków, wkleję zdjęcie przedziałka, bebjki z przodu widać, szkoda że nie miałam zdjęcia przerzedzonego przedziałka, naprawdę włosów było dużo mniej i przedziałek wyglądał tragicznie, choć teraz wcale dobrze nie jest, ale na pewno lepiej.



Co jeszcze planuję?
-picie siemienia lnianego
-wcierka farmona jantar, bo nie ma alkoholu

Czego nie będę robić?
-żadnej wcierki na bazie alkoholu, przynajmniej na jakiś czas, muszę dać odpocząć skórze głowy
-picie drożdży, mam teraz problemy brzuchowe i drożdże mi na pewno nie posłużą ;)


Co jeszcze polecacie? Co dało kopa Waszym włosom i sprawiło, że zaczęły rosnąć jak szalone? Całuję :*

czwartek, 11 lipca 2013

Jedwab Green Pharmacy - świetny na ochronę końcówek

Hej hej Kobietki ;)
Zabezpieczacie końcówki swoich włosów? Mi w tym celu służyły do tej pory głównie oleje albo kapka kremu do rąk, np. isany z mocznikiem. Jednak jakiś czas temu odkryłam bardzo, bardzo przyjemny i pięknie pachnący jedwab do włosów (bez jedwabiu) firmy green pharmacy. Jesteście ciekawe, co o nim sądzę ja i moje wybredne fale? :)


Jedwab  green pharmacy


Skład:
Skład mnie zaskoczył bardzo na plus i dlatego skusiłam się na ten produkt – oprócz 2 silikonów na początku, jednego cyklicznego, który odparuje i drugiego zmywalnego łagodniejszym szamponem, możemy znaleźć też kilka dobroci: oliwę z oliwek, ekstrakt z aloesu, olej ryżowy, olej kameliowy i olej z orzeszków cedrowych. Fajnie, że oprócz zabezpieczających i chroniących końcówki silikonów mamy też oleje i aloes, które powinny ładnie wpłynąć na delikatne końce naszych włosów ;)

Konsystencja i zapach:
Konsystencja gęstego olejku, bardzo wygodnie się rozsmarowuje w dłoniach i dobrze aplikuje na włosy. Zapach ciężko mi określić, ale jest piękny, czuć go jeszcze na włosach przez jakiś czas ;)

Opakowanie:
30ml plastikowa buteleczka, widać ubytek kosmetyku. Fajna pompka, która pozwala wydobyć odpowiednią ilość serum.

Działanie:
Spisuje się świetnie jako zabezpieczenie końcówek przez zawarte w składzie silikony i oleje. Co naprawdę ważne – w odpowiedniej ilości nie skleja i nie obciąża włosów ani trochę, często dostanie się trochę włosom na długości, który są potem bardzo przyjemne w dotyku. Końce są chronione, nie puszą się, są mięciutkie i gładkie, chce się je głaskać ;) Wierzę też, że zawarte w składzie oleje i aloes nawilżą je i odżywią.
Cena, wydajność i dostępność:
Kosztuje 10zł, jest bardzo wydajne, ja daję 2 nieduże pompki na końcówki, ale włosy teraz mam kawałek za ramiona. Widuję go w rossmannie, chyba w auchanie również mi mignął ;) 

Bardzo polecam go do zabezpieczania końcówek, nie powinien obciążyć włosów, nałożony w rozsądnej ilości :) Całuję :*

środa, 10 lipca 2013

Żel do włosów Octagon z rossmana - delikatne utrwalenie w niskiej cenie

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj o niepozornym żelu, który możemy znaleźć na najniższej półce w rossmanie. Swoją drogą, mam zboczenie szukać w drogeriach po najniższych półkach, bo tam często kryją się różne perełki, też tak macie? :) Miałam kiedyś wersję różową, teraz mam fioletową. Nie widzę jednak między nimi żadnej różnicy, opiszę je zatem razem, zapraszam ;)

Żel Octagon Extra Strong

Skład:
Żel nie ma w składzie alkoholu, brak więc działania wysuszającego. Mamy z początku 2 polimery, glikol propylenowy i nieco dalej panthenol, to są humektanty, więc może spuszyć w wilgotną pogodę, uważajmy zatem. Nie ma parafiny, polyquaternium ani quaternium.

Konsystencja i zapach:
Dość rozwodniona, żel na pewno jest bardziej wodnisty niż żele bielenda grafitti czy z czarną rzepą. Jest to dość lekki produkt. Zapach - taki kosmetyczny, nie przeszkadza mi, ale też go jakoś mocno nie uwielbiam.

Opakowanie:
Przezroczysty słoiczek z nakrętką, można wygodnie i nez problemu wydostać produkt do końca.

Działanie:
Dla mnie na co dzień żel ten jest niestety za słaby. Jest dość mocno rozwodniony, muszę nakładać go naprawdę dużo, a fale i tak nie są podkreślone tak, jakbym chciała. Skręt też nie trzyma długo, ale jest świetny do porannej reanimacji - moczę włosy i wgniatam  sporą ilość tego żelu. Na drugi dzień, jest miękko, elastycznie, brak szorstkości i sztywności, tak charakterystycznej dla innych żeli do włosów. Może lepiej się spisze na naturalnie kręconych włosach, moje fale potrzebują mocniejszego kopa, bo lubię je bardziej skręcone. Ale jeśli ktoś szuka delikatnego podkreślenia skrętu bez sklejenia, sztywności i wysuszenia - bardzo polecam.


Lubicie mocniejsze podkreślenie fal/loków, czy używacie czegoś delikatniejszego? Całuję :*

niedziela, 7 lipca 2013

Żel mrożący joanna - rewelacyjne utrwalenie i podkreślenie skrętu

Hej hej Kobietki :)
Do tej pory nieustannie wielbiłam męski żel z isany, jako najlepszy do podkreślenia i utrwalenia moich fal. Natrafił on jednak na poważną konkurencję - żel mrożący z joanny. Podpatrzyłam, że dziewczyny na zakręconym wątku z wizażu bardzo go chwalą, zatem nie byłabym sobą, jakbym nie spróbowała ;)


Żel mrożący Joanna


Skład:
W składzie znajduje się kilka polimerów (będzie dobrze podkreślać skręt), nie ma alkoholu, nie powinien więc wysuszyć włosów - duży plus dla falowanych i kręconych. Jest obciążające polyquaternium i nawilżająca (a czasem i pusząca) gliceryna.

Konsystencja i zapach:
Gęsty, lepki, nawet bardziej od męskiej isany. Fajnie go mieszać z żelem lnianym czy odzywką bez spłukiwania. W dłoniach dość ciężko go rozetrzeć, niektóry nie lubią tego efektu lepienia, po aplikacji koniecznie trzeba umyć ręce. Zapach przyjemny, kosmetyczny, dla mnie ładniejszy, niż isanowy, nienachalny.

Opakowanie:
Wygodna tubka stawiana na głowie, widać, ile kosmetyku zostało. Nie mam zastrzeżeń :)

Działanie:
Pierwsze i najważniejsze: najlepiej nakładać go na bardzo mokre, wręcz lekko ociekające wodą włosy i koniecznie na odżywkę b/s, dodatkowo w niedużej ilości. Inaczej, jak damy na mocno odciśnięte włosy, te po wysuszeniu często są szorstkie i splątane, sprawiają wrażenie wysuszonych. Ale jeśli nałożymy na mocno mokre i na odżywkę b/s, to żel REWELACYJNIE podkreśla skręt, który utrzymuje się naprawdę bardzo długo. Włosy nie są spuszone, fale są miękkie i przyjemne w dotyku, oczywiście po odciśnięciu żelu :) Do reanimacji skrętu na drugi dzień jest za mocny, tutaj mam innych ulubieńców.

Cena i dostępność:
Kosztuje jakieś 8-9zł, dostępny w rossmannie i innych drogeryjkach, jest jeszcze elastyczny i gumowy, których koniecznie muszę wypróbować :)


Miałyście już żel mrożący? Jak się u Was spisuje w porównaniu do męskiej isany? Całuję :*


czwartek, 4 lipca 2013

Maska gloria - stara, poczciwa i przyjemna ;)

Hej hej Kobietki :)
Czy któraś z Was nie słyszałam jeszcze o starej poczciwej glorii? Maseczka, która ze swoim krótkim, prostym składem potrafi sprawić na włosach cuda. Sama miałam 3 opakowania, jeszcze w starej wersji graficznej, przy wizycie w auchanie na pewno kupię 4. Jak się u mnie spisała?


Maska gloria


Skład:
Aqua, Cetrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Humulus Lupulus Extract, Parfum, Panthenol, E 471, Citric Acid, Methylchloroisothiazolino ne(and) Methylisothiazolinone, Bromonitropropandiol, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Benzyl Salicylate, Citral.

Skład prosty i dość krótki, z początku widzimy antystatyk i emolient, dalej ekstrakt z szyszek chmielu i panthenol po zapachu. Można by pomyśleć, że z takim składem nie ma co liczyć na jakieś fajne działanie, ale wiele osób jest z niej zadowolonych, w tym i ja :)

Konsystencja:
Rzadka, budyniowata, po dodaniu do niej płynnych półproduktów (np. aloes, olej) zamienia się w istną wodę :D Warto dorzucić trochę skrobi, żeby ją zagęścić.

Zapach:
Taki babciny, bardzo kontrowersyjny, ja jestem dziwna i go lubię, mam z nim dobre skojarzenia ;) Czuć go delikatnie na moich włosach po zmyciu maseczki.

Opakowanie:
Bardzo prosty, dość miękki słoiczek, bez udziwnień, nie wygląda najpiękniej na półce, ale liczy się wnętrze prawda :)

Działanie:
Kiedy używałam jej solo - włosy były ładnie skręcone, miękkie, gładkie, przyjemne w dotyku, elastyczne, mogłam na drugi dzień przeczesać fale palcami bez problemu. Jednak było odrobinę za lekko, nie ma co spodziewać się naturalnego dociążenia włosów. Ale gloria jest świetną bazą do tuningowania: dodawałam do niej olej i keratynę, olej i aloes, olej i mleczko pszczele, olej i niacynamid. Bez oleju nadal było troszeczkę za lekko, więc olej szedł zawsze, ale niewiele, maks. 5 kropel i już fale były ładne i odpowiednio dociążone.

Nie zachwyciła mnie aż tak, jak maski biovaxu do włosów blond czy do suchych ani jak maska alterry z granatem, ale na prawdę ją lubię, solo działa fajnie, z półproduktami jeszcze lepiej. Jeśli mamy jakieś ulubione oleje czy proteinki - nic tylko wrzucić je do glorii w odpowiedniej ilości i możemy cieszyć się odżywczą maską z ulubionymi składnikami :) Swego czasu to była moja główna maseczka, do której dodawałam półprodukty i sprawdzałam ich działanie.

Odżywka do mycia:
Świetnie myło mi się nią także włosy, nie podrażniła skalpu, rewelacyjnie domywała oleje. Nie obciążała, nie powodowała sianka.



Miałyście naszą poczciwą glorię? Jak spisała się na Waszych włosach? Całuję :*

środa, 3 lipca 2013

Maska drożdżowa Babci Agafii - o blogowym i wizażowym hicie ;)

Hej hej Kobietki ;)
Dzisiaj chciałabym Wam napisać o blogowym i wizażowym hicie – Maska drożdżowa Babci Agafii. Z tego, co czytałam, Wy jesteście zachwycone - a jak spisała się u mnie?  Zapraszam do czytania ;)


Maska drożdżowa Babci Agafii


Skład:
Aqua with infusions of: Yeast Extract(drożdże), Betula Alba Juice(sok brzozowy); enriched by extracts: Inula Helenium Extract(oman wielki), Arctostaphylos Uva Ursi Extract(mącznica lekarska), Silybum Marianum Extract(ostropest plamisty), Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, ; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil(olej z kiełków pszenicy), Ribes Aureum Seed Oil(olej z nasion czarnej porzeczki), Pinus Siberica  Cone Oil(olej z orzeszków cedrowych), Rosa Canina Fruit Oil(olej z owoców dzikiej róży), Ascorbic Acid(witamina C), Panthenol(witamina B5), Glucosamine(glukozamina), Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid

Skład naturalny, mieszanina wody z pięknymi ekstraktami i olejami, są tytułowe drożdże, dalej sok brzozowy z kilkoma ekstraktami, oleje, witaminki. Jest też jeden antystatyk, emolient i emulgator.

Konsystencja:
Rzadka, jednak wygodna, jeśli używamy na skalp. Ja używałam jej tak przez większość czasu, na opuszki palców i wmasowywałam kilka porcji w skalp. Na długość spadała z rąk, ale trzeba było sobie jakoś radzić. Mogłaby być jednak gęstsza, dodatek skrobi ziemniaczanej załatwia sprawę ;)

Opakowanie:
Trochę za miękki plastik, praktyczny słoiczek, stylizowany na starodawne opakowanie z babcią agafią, bardzo ładne, mi się podoba i cieszy oko. Zabezpieczający plastczek pod pokrywką, bo maseczka jest rzadka i mogłaby się rozlać.

Zapach:
Cudowne maślane ciasteczka, maseczkę mam już jakieś półtora miesiąca, a i tak codziennie odkręcam słoiczek i ją wącham, no cóż - to chyba powinno się leczyć ;)

Działanie:
Powiem tak – na długość piękny skręt zawsze, ale nieco za lekko, bez kilku porządnych kropli oleju się nie obędzie. Na pewno nie dociąża, włosy są lekkie, puszyste (ale nie spuszone), miękkie. Pięknie po niej błyszczą. Ale na skalp – moi drodzy, cudo. Nie używałam nic nowego na skalp oprócz niej, a tutaj mnóstwo nowych włosków, a co najważniejsze – zahamowała moje straszne, naprawdę straszne wypadanie. Jak wypadało mi kiedyś kilkanaście włosów w czasie mycia, tak teraz 2-3. to musi być jej zasługa, bo nic nowego nie było,  na skalp idzie też wcierka radical, ale jej mam już 2 buteleczkę, powoduje wzrost włosów, ale nie hamowała mi wypadania, więc to podejrzewam zasługa drożdżowej maseczki. Na skalpie trzymam ją maksymalnie 40 minut, kiedyś się zapomniałam i trzymałam półtorej godziny i podrażniła, ale na Boga, kto tyle trzyma, zapomniałam po prostu ;) Ale tak to nie podrażnia, włosy u nasady są lekkie, puszyste, odbite od głowy, nie obciąża ich u nasady nic a nic, wręcz przeciwnie. Teraz żal mi jej na długość, kończy mi się 1 opakowanie, zużyte w większość na skalp, ale mam już z allegro drugie :D


Podsumowując – świetnie spisuje się na skórze głowy, na długości wolę efekt bardziej mięsistych i nieco bardziej dociążonych fal, tutaj było nieco za lekko i za miękko. Wkleję zresztą zdjęcie, żeby Wam pokazać :)  Teraz biorę w obroty jej jajeczną siostrę  ;) Czaję się na łopianową i jak wykończę te, na pewno kupię. 



Miałyście już ten rosyjski maseczkowy hit? ;) Jak spisała się u Was na skórze głowy, a jak na długości? Całuję ;*




poniedziałek, 1 lipca 2013

Mycie włosów odżywką – co mi dało + jakimi odżywkami myję włosy?

Hej hej Kobietki ;)
Jak pewnie wiele z Was wie, na co dzień myję włosy odżywką, czasem dziecięcym szamponem czy płynem facelle, a raz na 1-2 tygodnie oczyszczającym, ziołowym szamponem. Dzisiaj opowiem Wam o myciu odżywką - mojej ukochanej od lat metodzie mycia włosów ;)

Wcześniej, kiedy myłam drogeryjnymi szamponami (głównie schaumy, dove, gliss kury, timotei), miałam sporo problemów z włosami. Przede wszystkim strasznie podrażniony skalp, strupy, swędzenie nie do wytrzymania. Włosy były poplątane i wbrew pozorom dość szybko się przetłuszczały, choć mogłoby się wydawać, że to po myciu odżywką będą przetłuszczone. Nic z tych rzeczy :)





Co mi dało mycie odżywką?
*Nie podrażniony skalp – mycie odżywką prawdziwie ukoiło mój skalp, nie mam już żadnego łupieżu, żadnego strupka, nic nie swędzi, nawet nie wiecie, jaka to ulga po latach okropnego swędzenia skóry głowy. To była moja największa bolączka, lekarze przepisywali tylko jakieś apteczne szampony, które na chwilę łagodziły problem, albo nie robiły tego wcale, a nie należały do najtańszych.

*Wolniejsze przetłuszczanie – dla mnie to największa zaleta mycia odżywkami, oprócz pierwszego punktu, czyli nie podrażnionego skalpu ;) Powiadają, że szampon z agresywnym detergentem wysusza skórę głowy, ta w obronie wytwarza jeszcze więcej sebum (tłuszczu) i jeszcze mocniej się przetłuszcza, tak samo jest ze skórą twarzy, potwierdzam ;) Jak myłam agresywnymi szamponami, musiałam myć włosy codziennie, maksymalnie co 2 dzień, teraz spokojnie mogę myć co 3-4, ale lubię myć co 2, żeby mieć ładniejszy skręt ;)

*Łatwe rozczesywanie, nie splątane włosy – same wiecie, jak ciężko rozczesać włosy po myciu agresywnym szamponem, po części sprawę załatwi odżywka, ale nie w całości, ja teraz rozczesuję wilgotne włosy palcami z odżywką bs, ale kiedyś, kiedy takowych nie używałam, rozplątywanie kołtunów i rozczesywanie było męczarnią. Teraz już w czasie spłukiwania odżywki, którą myłam, czuję, jak włosy są lejące, mięciutkie, niepoplątane, mogę bez problemu przejechać po włosach palcami.

*Miękkie, nie przesuszone włosy – oj tak, szampony z agresywnymi detergentami bardzo wysuszały moje włosy i skórę głowy, przy myciu odżywką nadeszło wyczekiwane ukojenie, włosy są mięciutkie, przyjemne w dotyku, nie przesuszone.

*Lepiej domyty olej – odżywka dużo lepiej domywa olej, z tego co słyszałam wiele z Was też to zauważa ;) Myję 2 razy odżywką, a jak przypada kolej szamponu, najpierw emulguję olej odżywką, a potem myję szamponem. Dużo częściej nie udało mi się domyć porządnie oleju szamponem, niż nawet 1 raz odżywką.

Jestem chora, jak przypada kolej mycia szamponem z SLS, a niestety często po 1-2 tygodniach moje włosy już się tego domagają.  Uwielbiam mycie odżywką, to takie delikatniejsze, jest mniej piany, nie znoszę teraz piany w czasie mycia, kompletnie się odzwyczaiłam.



A jakimi odżywkami miałam przyjemność myć włosy?

 
*maski bingo – świetnie mi się nimi myło
*maska i emulsja gloria – również rewelacyjne do mycia
*coco mask i water mask z profisa – bardzo dobrze myły
*joanna naturia – ok., dobrze mi się nią myło
*isana babassu – obciążyła, nie myło mi się nią dobrze i tylko kilka razy próbowałam
*hegron różowy i fioletowy – nie domywał mi do końca włosów, rzadki, zapach straszny, nie lubiłam
*kallos latte – przez kilka pierwszych myć ok., potem coś się chyba nadbudowywało, bo włosy nie do końca wydawały się domyte, ale może to nie przez to, ale co któreś mycie między szamponem ok.
*balsamy mrs Potters – moi faworyci, tych używam najczęściej, 500ml kosztuje 6-7zł, delikatnie się pieni na włosach, zmieszany z wodą, świetnie domywa wszystkie oleje i niektóre mieszanki na włosach





Próbowałyście myć włosy odżywką? Warto chociaż spróbować, zwłaszcza, jeśli macie suche, zniszczone czy kręcone włosięta :) Całuję :*