Jak zabezpieczam końcówki włosów?

Jak zabezpieczam końcówki włosów?

Hej hej Kobietki :)
Dzisiaj o tym, jak zabezpieczam końcówki moich włosów. Kiedyś tego nie robiłam i trochę cierpiały, zwłaszcza zimą, kiedy przyszło im się ocierać o kurtki i szaliki, a i latem należy im się ochrona . Teraz po każdym myciu coś im serwuje, zależnie od tego, gdzie mam być i co robić ;) Bez zbędnego gadania ;) Zabezpieczam włosy lekko wilgotne lub już suche. Pomagają mi w tym 3 specyfiki:


Oleje z truskawki, maliny i róży piżmowej:
Ich używam najczęściej, biorę około 1-2 kropel, rozcieram w dłoniach i wgniatam we włosy z głową pochyloną w dół, najwięcej oczywiście w końce, ale i do połowy włoski coś tam dostaną. Jeśli nie weźmiemy dużo, włosy nie będą obciążone, choć wiem, że dla niektórych z Was 2 krople to będzie za dużo, dla innych za mało, samemu trzeba znaleźć optymalną ilość :) Włosy często po takim zabiegu są troszkę lepiej skręcone na końcach, są takie jedwabiste, oleje to prawdziwe cudo tak na włosy, jak i na końcówki.





Krem do rąk be beauty z biedronki:
Ten pan jest bardzo fajny także do dłoni :) Noszę go zawsze w torebce, często przydaje mi się gdzieś na mieście, zwłaszcza zimą czy przy wietrznej pogodzie, szukam wtedy szybko jakiejś toalety i wgniatam odrobinkę wielkości malutkiego groszka w końcówki. Chroni końce plus przy wietrze zapobiega troszkę lataniu włosów na wszystkie strony ;) O dziwo nie puszy mi włosów, mimo oleju kokosowego i masła shea w składzie, z którymi to moje włosy się nie lubią. Ale w takiej małej ilości na końce absolutnie mi nie przeszkadza. Ładnie, delikatnie pachnie, naprawdę świetny wybór, żeby użyć na mieście. 











Jedwab w płynie Green Pharmacy Link do KWC:
Jakiś czas temu odkryłam też świetny jedwab bez jedwabiu ;) firmy green pharmacy. Oprócz silikonu lotnego i silikonu zmywalnego łagodniejszym detergentem ma też ekstrakt z aloesu, olej ryżowy i kameliowy, oliwę z oliwek i olejek cedrowy, skład bardzo fajny. Świetnie zabezpiecza włosy w czasie ciężkiej pogody, a także dobrze wpływa na końcówki, zauważyłam że puszą się po nim dużo mniej, są gładsze i lepiej nawilżone, ale o nim powstanie niedługo osobny post :)











Jakie są Wasze sposoby zabezpieczania końcówek? A może macie jakiś fajny, sprawdzony olej na końce? Chętnie przeczytam Wasze propozycje :)


Olejowanie włosów - jak olejuję włosy krok po kroku

Olejowanie włosów - jak olejuję włosy krok po kroku

Hej hej Kochane :)
Kilka osób (między innymi Kosodrzewina o pięknych lokach i cudownych kosmetycznych zbiorach) prosiło mnie o napisanie wpisu, jak olejuję włosy krok po kroku. Teraz powstało sporo metod, na mokre włosy, na odżywkę, na psikacza, ja tam jestem wierna mojej starej metodzie i olejuję suche włosy. Ale próbowałam na mokre, nie widziałam zmian, muszę spróbować na odżywkę i zobaczyć, czy będą oszałamiające efekty ;) Edit - olejuję włosy teraz także na odżywkę i widzę wspaniałe efekty, także zrobię o tym dopisek niżej :)




Olejowanie na suche włosy:
*Olej nakładam na całą noc lub kilka godzin, staram się na co najmniej  1-2 godzinki. Są włosy, które kochają całonocne olejowanie, są też takie, które wolą krótkie, godzinne, bo dłuższe je puszy. Musimy to sprawdzić na naszych włosach - niekonieczni im dłużej, znaczy lepiej :)

*Jak już pisałam, olejuję suche włosy, nakładam około niecałej łyżeczki na długość włosów do ramion, więcej mi absolutnie nie trzeba. Nie kładę oleju bardzo dużo, nie lubię, jak włosy niemalże nim ociekają, potem dużo ciężej go przez o zmyć.

*Olej nakładam rękami, porcjami, pasmo po paśmie ale często niezbyt dokładnie, staram się zwłaszcza dopieścić nim końcówki ;) To właśnie końcówki najczęściej są bardziej suche, niż reszta włosów i one potrzebują większej ilości dobroci.

*Zmywam olej odżywką, myję teraz głównie balsamami mrs. Potters, zmywam dla pewności 2 razy, choć często i jeden dokładny raz wystarczył. Olej dużo lepiej zmywa mi się właśnie odżywką, niż szamponem. Jeśli zdarzyło mi się niedomycie - to zawsze właśnie szamponem ;)

*Nakładam potem zawsze maskę albo odżywkę, ale już przeważnie jakąś lżejszą, bez dodatkowego oleju :) Inaczej włosięta mogę mieć szybciej przeciążone, a tego nie lubię:)

*Potem odżywka bez spłukiwania, stylizacja i suszenie suszarką z dyfuzorem - jak normalnie :)


Olejowanie na odżywkę:
Jak już wspomniałam, spróbowałam olejowania na odżywkę - z ręką na serce mogę powiedzieć, że efekty widać dużo szybciej, włosy są nawilżone, miękkie, dociążone. Zdarza mi się je jednak wtedy szybciej przenawilżyć, zwłaszcza jeśli olejuję na coś nawilżającego. Jak olejuję na odżywkę?

*stoję nad wanną i moczę lekko włosy, nie bardzo mocno, tak, żeby były wilgotne, ale nie tak, żeby z nich ciekło, to nic fajnego ;)

*nakładam na nie porcję odżywki/maski, najczęściej nawilżającej, np. kallos aloe czy maska nawilżająca ecolab; ile odżywki - zależy od Waszych włosów - na moje do ramion, o średniej gęstości idzie gdzieś płaska łyżka odżywki

*teraz kładę olej - znowu łyżeczkę na włosy do ramion, nie lubię, jak włosy ociekają mi z oleju, bardzo nie lubię ;)

*nie chodzę z taką mieszanką zbyt długo - 1-2 godzinki w zupełności wystarczają, żeby osiągnąć świetne efekty


Jakie są Wasze ulubione sposoby olejowania? Piszcie koniecznie ;) Całuję :*


Odżywka NaturVital do włosów skłonnych do wypadania - cudeńko dostępne tylko w Naturze.

Odżywka NaturVital do włosów skłonnych do wypadania - cudeńko dostępne tylko w Naturze.

Hej hej Kochane ;)
Właśnie kończę trzecie już opakowanie jednej z moich ukochanych odżywek do włosów, którą znalazłam przypadkiem w Naturze. Z całą pewnością należy jej się osobny post. Uwaga - będą zachwyty :)

NaturVital odżywka do włosów skłonnych do wypadania


Skład:
Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Soybean (Glycine soja) germ extract, Wheat (Triticum vulgare) germ extract, Ginseng (Panax ginseng) extract, Althaea officinalis root extract, Panthenol (Vit. B5), Cyclomethicone, Calcium Pantothenate (Vit. B3), Inositol (Vit. B7), Biotin (Vit. H), Retinol (Vit. A), Tocopheryl Acetate (Vit. E), Glyceryl Linoleate, Glyceryl Linolenate, Glyceryl Arachidonate (Vit. F), Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, CI 77891.

Mamy tutaj cudowny koktajl ekstraktów i witaminek. Są emolienty i jeden antystatyk, dalej  widzimy ekstrakty z soi, pszenicy, żeń szenia, prawoślazukoktajl witamin B5, B3, B7, H, A ,E, F, odżywka o takim składzie musi działać świetnie ;) Jest też leciutki silikon, który odparowuje.

Konsystencja i zapach:
Odżywka jest gęsta, bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, nie spływa po nich; zapach męskiej wody kolońskiej, bardzo przyjemny jak dla mnie, choć wiem że nie każdy za nim przepada.

Opakowanie:
Troszkę zbyt twarda buteleczka, od połowy mam problem z wydobyciem odżywki do końca, bo sama odżywka jest gęsta.

Obciążenie:
Nakładam na długość jak i na skalp, na skalp minimalnie przyspiesza przetłuszczanie, ale nie jakoś bardzo dramatycznie. Odżywka ładnie, naturalnie dociąża włosy, ale niezbyt mocno.

Działanie:
Włosy są cudownie nawilżone, mięsiste, elastyczne, gładziutkie w dotyku, takie pełne życia, świetnie skręcone. Do tego bardzo ładnie i widocznie się błyszczą. I zawsze tak się po niej zachowują, czasem dodaję do niej kilka kropel oleju, ale nie jest to konieczne, bo sama działa rewelacyjnie. Używana na skórę głowy ładnie ją koi i lekko przyspiesza porost włosów. Uwielbiam ją i mam już 3 opakowanie, a to naprawdę coś znaczy :) Myślę, że na wypadanie  też powinna dać radę, ja nie mam już takiego problemu.


Tutaj moje fale po bliższym spotkaniu z odżywką ;)

A jak Wasze wrażenia, używałyście już mojego cudeńka?;) Szkoda, że jest tylko w Naturze, bo ostatnio bywam tam rzadko, ale zawszę robię jej mały zapas. Całuję :*



Garnier odżywka z morelą i migdałem

Garnier odżywka z morelą i migdałem

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj o cudownie pachnącej odżywce, która niestety bardzo mnie rozczarowała, a mowa o odżywce z Garniera z morelą. Jak powąchałam ją w drogerii, musiałam ją kupić, chociaż nie powalała składem, ale musiałam no ;) Teraz nie wiem, co zrobię z resztą buteleczki, ponieważ odżywka nie przypadła mi do gustu. Będę chyba tylko wchodzić do łazienki i ją wąchać, bo pachnie przecudnie :D

Garnier odżywka z morelą i migdałem


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Dipalmtoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Quaternium 80, Glyceryl Stearate, Limonene, Linalool, Propylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Geraniol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Coumarin, Prunus Amygdalus Dulcis Extract/Sweet Almand Fruit Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Glycerin, Parfum 

W składzie widzimy emolienty, antystatyki oraz humektanty. Dość wysoko w składzie jest też quaternium - może obciążyć. Pod koniec składu mamy tytułowe ekstrakty z moreli i migdałów.

Zapach:
Uwielbiam go, po prostu uwielbiam. Słodkie, słoneczne morelki, zapach jest cudowny, czuć go potem jeszcze w dniu umycia przy ruchu głową, nie tylko ja go czuję, otoczenie również wyczuwa :)

Konsystencja:
Rzadsza niż  w garnierze z awokado i karite, ale nie za rzadka, taka w sam raz, nie spływa z włosów, bardzo wygodna w nakładaniu.

Opakowanie: 
Odżywka bardzo ładnie wygląda w łazience, estetyczna buteleczka z ładnym obrazkiem, optymistyczny kolorek. Nie mam problemu z wydobyciem odżywki, zobaczymy, jak będzie pod koniec opakowania.

Działanie:
I przechodzimy do najważniejszego - odżywka niestety obciąża i strączkuje moje fale, są po niej takie matowe i bez życia, skręt również bardzo słaby. Są troszkę spuszone i suche w dotyku. Próbowałam nakładać ją solo, nieco lepiej było z olejem, ale to też nie to, o co mi chodziło. Bez znaczenia. czy nakładałam ją na 3 minuty, czy na 10 - zawsze ten sam, nieładny efekt. Szkoda, bo tak pięknie pachnie :(


Bardzo się rozczarowałam, coś garnier nie przypadł do gustu moim falom. Jakie macie doświadczenia z tą odżywką? Spisała się u Was fajnie?  Całuję :*


Jak wybrać idealny olej do włosów + jakie oleje służą moim włosom?

Jak wybrać idealny olej do włosów + jakie oleje służą moim włosom?

Witajcie Kochane :)
Dzisiaj będzie znowu włosowo, a jakże :) Odświeżę temat olei, kiedyś zrobiłam podział olei na grupy według kwasów tłuszczowych, które znajdują się w składzie danego oleju. Według tej tabelki dobieram sobie oleje, bo dzięki niej dowiedziałam się, które mi służą, a które nie. Opowiem o swoich ulubionych olejach i o tym, jak w ogóle zabrać się za to wszystko i jak sprawdzić, który olej nam służy, bo wiele osób mnie o to tutaj pyta. Zajrzyjcie wcześniej do TEGO POSTA :)



1.Teraz jak się za to zabrać? Najprościej jak się da :) 
Kupujemy w sklepie z półproduktami najlepiej małą buteleczkę oleju z każdej grupy, np. z grupy 1 może to być olej z orzechów laskowych lub znajdująca się być może u nas w kuchni oliwa z oliwek. Choć oleje z góry listy, zawierające większą zawartość omega 9 mogą działać inaczej niż te z dołu listy, mające mniej omega 9. U mnie np. dużo lepiej działa bardzo bogaty w omega 9 olej z orzechów laskowych  niż mniej bogata oliwa z oliwek.

Z grupy 2 sporo olei jest w sklepie Zrób sobie krem, ja zaopatruję się w oleje głównie tam. Albo spróbować oleju z pestek winogron dostępnego w biedronce, ja miałam i używałam zarówno w kuchni do sałatek, jak i na włosy :) W grupie drugiej większość olei ma przewagę kwasów omega 6, ale są trzy oleje, w których przeważają kwasy omega 3 i są podkreślone, te mogą zadziałać na nasze włosy inaczej, niż oleje z omega 6, zwróćcie więc na to uwagę.

Z grupy 3 najprościej będzie zdobyć olej kokosowy lub masło shea. 

Można też spróbować olei z grupy 4, tam już są oleje o różnych składach i każdy może inaczej zadziałać na włosy, trzeba sprawdzić na swoich ;)


2. Mamy już swoje oleje. I co dalej?
Załóżmy że mamy oliwę z oliwek z 1 grupy, olej z pestek winogron z 2 i kokosowy z 3. Postarajmy się przez miesiąc nakładać 1 olej i zobaczyć, jak efekty. U mnie np. kokos przez 2-3 pierwsze użycia działał fajnie, potem zaczął puszyć i nie sprawdzał się kompletnie. Poużywaliśmy miesiąc oleju kokosowego, przynajmniej 1-2  razy w tygodniu nakładałyśmy i widzimy, że włosy błyszczą, są wygładzone, a może przy kręconych mają lepszy skręt? To znaczy, że olej nam służy i warto używać go dalej. Można zatem spróbować np. oleju babassu, jeśli kokos nam służy.

3. A co, jeśli kokos mi nie służy, a wszyscy się nim zachwycają?
Nie przejmować się, ja też tak mam, a jako pierwszy kupiłam kokosowy. Było mi przykro, że wszyscy zadowoleni, on tak pięknie pachnie, a mi robił kaczuszkę i puch na głowie. Ale potem w ZSK kupiłam kilka innych olejów  z innych grup i zaczęło się - doszłam małymi kroczkami do tego, jakie oleje mi służą i do teraz posługuję się wyżej podaną listą i wybieram oleje z grupy 1 i 2 (choć w grupie 1 są wyjątki, które mi nie odpowiadają).



A które oleje kochają moje włosy?
Wielka trójka jak na razie to krokosz, kiełki pszenicy i orzech włoski. Ale bardzo  lubię także orzech laskowy, słodkie migdały, pestki śliwki, pestki moreli, pestki dyni, arbuza, konopny i jojobę :) Orzech laskowy, pestki śliwki, moreli i słodkie migdały z 1 grupy; krokosz, pszenica, konopny, pestki dyni i arbuza z 2. Po omega 3 - olej lniany - nie miałam szałowych efektów, ale olej miałam słabej jakości i w sumie długo go nie testowałam ;)

Ulubione oleje (krokosz, orzech włoski i kiełki pszenicy) poprawiają mi skręt, fale po ich regularnym używaniu są takie mięsiste i błyszczą - uwielbiam ten efekt, są w dotyku bardzo nawilżone i takie do głaskania :)

 
To zdjęcia z najlepszego okresu moich włosów, olejowałam moja trójcą olejów co każde mycie, zobaczcie, co potrafi dobrze dobrany olej. 


Za którymi olejami za to nie przepadają?
Nie spisały się u mnie oleje i masła nasycone - olej kokosowy, babassu, masło shea, olej palmowy.  Dodam, że mam włosy wysokoporowate, a wiele z nich z nasyconymi właśnie się nie lubi. Nie lubię się też z oliwą z oliwek, rzepakiem i makadamią, awokado też trochę puszy. I co potrafi źle dobrany olej - skręt taki sobie, za lekko, puch z każdym użyciem był większy, tutaj niewiele go widać, ale zapewniam, że był [bez makijażu i rano po wstaniu z łóżka, więc nie za pięknie ;)]:


Mam nadzieję, że rozwiałam wiele wątpliwości, ale w razie pytań służę pomocą :) I pytanie, które powtarzało się też dość często - tak, zmywam oleje odżywką, przeważnie myję 2 razy balsamami potters, wszystkie oleje oprócz maseł i oleju rycynowego schodzą mi elegancko ;)


Jakie są Wasze ulubione oleje? Które służą Waszym włosom, a które nie? Zapraszam do dyskusji :) Całuję :*
  
Półprodukty do włosów - te na plus i te na minus :)

Półprodukty do włosów - te na plus i te na minus :)

Hej hej Kochane :)
A ja dalej o włosach będę gadać, blog z włosowo-kosmetyczno-jedzeniowego robi się tylko włosowy ;) Dzisiaj o jednym z moich ulubionych tematów - półprodukty dodawane do masek i odżywek. Napiszę o tych, które stale mam w lodówce i regularnie stosuję oraz o tych, po których moje włosy wyglądały bardzo niekorzystnie, co zobaczycie na kilku zdjęciach. A jak sprawdzałam, co mi służy? Starałam się przez jakieś 2 tygodnie używać stałych zestawów do włosów, tj. ta sama odżywka do mycia (co jakiś czas szampon z SLS), ta sama odżywka lub maska i różne ilości półproduktu oraz ten sam stylizator. Jeśli któryś raz z rzędu otrzymuję większy skręt i ogólnie ładniejsze włosy czy np. większy puch, wiedziałam, który półprodukt za to odpowiada. Jak używałam wszystkich na zmianę, ciężko było to wyłapać. No to zaczynamy! :)



Panie i Panowie, oto półprodukty, które świetnie wpływają na moje fale:




Keratyna:
Keratyna to moje małe objawienie, pamiętam jak powiedziałam wow, jak użyłam jej pierwszy raz :) niesamowicie poprawia mi skręt, zawsze jest większy i to nawet przy odżywkach, które same w sobie mi go osłabiają, włosy wydaję się grubsze, pełne życia. Za to już w psikaczu do włosów nie spisuje się - i przez zapach maggi, i przez usztywnienie włosów. Ale do porcji maski - rewelacja. Daję około 5-7kropel, zależnie od aktualnej długości włosów.

Przy keratynie, jak przy każdych proteinach, trzeba pamiętać o możliwym zjawisku przeprotenowania. Włosy są wtedy suche, sztywne, trudne do ułożenia. I mi to się przytrafiło, kiedy zaślepiona miłością do keratyny dodawałam jej co każde mycie w sporych ilościach do maski. Potem musiałam ratować się maskami mocno nawilżającymi, a teraz zawsze dodaję keratynę do emolientowej maski, albo sama razem z keratyną dokapuję do maski kilka kropel oleju.







Żeń-szeń:
Żeń-szeń to chyba najcudowniejszy ekstrakt roślinny dla moich włosów - a zaczęłam używać go do włosów przypadkiem, kupiłam go do serum do twarzy, ale nie sprawdził się, za to jak zaczęłam dodawać łyżeczkę miarową 0,15ml do porcji maski, przeżyłam szok. Włosy błyszczące, skręt bardzo duży, rulony same tworzyły się na potęgę i długo trzymały. Nie pachnie zbyt cudownie, ale to nie jest ważne - liczy się działanie :) Zresztą same zobaczcie. Żałuję, że nie zrobiłam żadnej wcierki na skórę głowy z tym ekstraktem, ale wszystko przede mną :)






 Aloes:
 O aloesie już kilka razy pisałam, wiele fal bardzo go lubi, ja zawsze po nim mam bardzo elastyczne, śliskie, nawilżone i bardzo przyjemne w dotyku fale. Jeśli dodaję go do maski, która ma w sobie już aloes, daję około 5 kropli, jeśli do takiej, która go nie ma - daję nawet 10 kropli. Zawsze widzę różnicę, kiedy dodam aloes - włosy są takie inne, jak ja to mówię - aloesowe fale :) Czasem skręt po nim jest nieco słabszy, choć nie zawsze, ale aloesowe fale mi go wynagradzają ;)

Aloes to humektant i musimy uważać na pogodę, u mnie potrafi troszkę spuszyć, jak wyjdę na deszcz, a aloesu dam sporo. Ale wtedy zabezpieczam włosy 2 kroplami jakiegoś oleju i jest w porządku.









Mleczko migdałowe:
Przy okazji mazidlanych zakupów wzięłam też sporą buteleczkę mleczka migdałowego, miał również służyć jako nawilżacz do twarzy i spisał się rewelacyjnie, ale musiałam też spróbować do włosów, a jakżeby inaczej :) I nie pożałowałam - skręt, nawilżenie, miękkość, błysk i korkociągi to zasługa właśnie mleczka migdałowego. Jest jeszcze m.in. mleczko owsiane, winogronowe i manuka - bardzo chcę wszystkie i pewnie za jakiś czas ich też popróbuję. Ma postać białej, niezbyt gęstej cieczy, dodawałam szczerze na oko, ale sporo, koło 15 kropel do maski na pewno.









Panthenol:
Z witaminką B5 trzeba uważać przy wilgotnej pogodzie tak samo, jak z aloesem - potrafiła również zrobić mi mały puszek, ale zabezpieczenie włosów olejem załatwiało sprawę. Po panthenolu włosy są bardzo mięciutkie i ładnie nawilżone, łapały ładniejszy skręt. Jednak jak dałam go za dużo, włosy były jakby lepkie i nieco przetłuszczone, w moim wypadku przy dłuższych włosach maksymalnie 5 kropel, przy takich do ramion 2-3 to było maksimum, a efekt naprawdę fajny.









Oleje:
Oleje do maski czy odżywki dodaję teraz zawsze, jak tylko pamiętam, świetny był olej z pestek śliwki, używam też oleju z pestek malin, truskawki, z róży piżmowej i jeżynowego. Dodaję przy krótszych włosach 5 kropel, przy dłuższych 10, dociąża (ale nie obciąża) moje fale, ładnie błyszczą i są nawilżone, to taki mój niezbędnik :)

Ekstrakty owocowe:
Miałam ekstrakt z truskawki i banana - przede wszystkim piękny błysk i lepszy skręt, a są naprawdę tanie, więc warto spróbować. Dawałam małą łyżeczkę miarową 0,15ml do porcji maski.




Druga grupa to półprodukty, które nic znaczącego w pielęgnacji włosów nie wniosły, przynajmniej gołym okiem, są to: niacynamid czyli witamina B3, zestaw witamin all in one, ekstrakt przeciwłupieżowy i coś tam pewnie by się jeszcze znalazło, ale już nie pamiętam :)




Czas na trzecią grupę, czyli półprodukty-puszaki-brzydaki ;)


 Jedwab hydrolizowany:
Widzicie ten puch i piórka? Tak tak, to właśnie pan jedwab mi to czynił za każdym razem. I szczerze - nie używałam go przepisowe 2 tygodnie, bo nie lubiłam efektu po nim. Próbowałam dawać go do mocno emolientowej odżywki, dodawać oleju, mleczka migdałowego, a efekt zawsze był mnie lub bardziej zły. Dawałam 10 i 5 kropel, i 2 - przy 2 nie było takiej tragedii, jak widzimy na zdjęciu obok, ale nie wpłynął pozytywnie na skręt czy błysk, przestałam go zatem używać i zużyłam do serum do twarzy, tam przynajmniej ładnie wygładzał. Moje fale piórkował, puszyły się, były jakby przylizane, za lekkie, same zresztą widzicie. Myślałam, że jak moje włosy kochają keratynę, pokochają i jedwab - ale niestety. Ale co tam ;) Kilka razy próbowałam jeszcze później dać mu szansę, ale efekt zawsze ten sam.

Za to jedwab w niewielkich ilościach maskach i odżywkach często toleruję, zwłaszcza w towarzystwie olejów i innych emolientów.








Gliceryna:
Widzimy i lekki puszek (lekki, bo dodałam sporo oleju, w innym wypadku był dużo większy) i piórkowate włosy, miękkie jak kaczuszka i jak u mojego synka ;) Z gliceryną się nie lubię, jako półprodukt z apteki. Moje kochane odżywki alterry również ją mają, ale są tak zrównoważone olejami i ekstraktami, że kompletnie mi tam nie szkodzą. Także w maskach i odżywkach, zrównoważona sporą ilością olejów - jest ok.

Jednak odżywkom i maskom z wysoką zawartością gliceryny, a bez odpowiedniej ilości emolientów - mówię stanowcze nie :)











Miód:
Zdjęcia po dodaniu miodu do maski i innym razem po zrobieniu płukanki miodowej nie mam i może dobrze, bo nie było się czym chwalić ;) Miód puszy mi włosy, choć po kilku razach delikatnie zmienił i ocieplił ich kolor, głównie w tym celu chciałam go używać. Ale za puch panu podziękuję. W płukance usztywniał i sprawiał, że włosy wydawały się takie szorstkawe. O dziwo mam miód w jednej masce biovaxa  i nie zauważyłam tego efektu, ale jest tam zrównoważony olejem ze słodkich migdałów i ekstraktami, może dlatego mi nie zaszkodził, a wręcz odwrotnie :)

Olej kokosowy, masło shea i inne oleje nasycone:
Próbowałam dodawać po trochu do porcji odżywki czy maski, ale moje włosy nie lubią olei i maseł nasyconych, zawsze była za duża lekkość i puch, mniejszy lub większy. Za to są świetne do ciała jako balsam.



A jakie Wy kochane  jakie macie doświadczenia z półproduktami? Z wielką chęcią o tym poczytam. Zapraszam do dyskusji :) Całuję :*


Odżywka Farmony z lnem -  moje włosy kochają także i len :)

Odżywka Farmony z lnem - moje włosy kochają także i len :)

Hej hej kochane :)
Niedawno pisałam o odżywce żeń-szeniowej z farmony, dzisiaj czas na recenzję jej równie cudownej lnianej siostry. Bardzo się cieszę, że przypadkiem odkryłam te odżywki, wcześniej o nich nie słyszałam, a okazały się świetnymi i tanimi produktami :) Zapraszam do zapoznania się z opinią moją i moich wybrednych fal ;)





Skład:
Aqua (Water),  Behentrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Glycerin, Inulin, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Hydrolyzed Keratin, Ceramide 3, Milk Lipids, Lactic Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional.

Skład jest bardzo ładny i zachęca od razu do zakupu, widzimy sporo antystatyków, jest też jeden emolient, humektanty, z wartościowych składników widzimy:  ekstrakt z lnu, prebiotyk inulinę, keratynę hydrolizowaną, ceramidy i tłuszcz mleczny.

Konsystencja i zapach: 
Lniana odżywka jest dużo rzadsza od jej żeń szeniowej siostry, trochę to niewygodne szczerze mówiąc, ale ma ładniejszy zapach, taki ziołowo-kwiatowy, bardzo przyjemny, jednak nie czuć go po zmyciu z włosów, a szkoda ;)

Opakowanie: 
Miękka tuba, odżywka łatwo wychodzi z opakowania, na tubce widać piękny niebieski kwiat lnu, zachęcający do zakupu :)

Działanie: 
Odżywka zachwyciła mnie tak samo, jak jej żeń szeniowa siostra, pięknie nabłyszcza moje fale i to naprawdę zauważalnie. Są po niej lekkie (ale nie za lekkie), nawilżone, mięciutkie, aż chce się je głaskać i głaskać i sama muszę się powstrzymywać, żeby cały czas tego nie robić :) Do tego bardzo ładnie podkreśla mi skręt, na zdjęciu będzie widać kilka korkociągów, które dzięki niej osiągam :) Nie dociaża jednak bardzo mocno włosów, jeśli tego oczekujemy, można dokapać do niej kilka kropel oleju - wtedy działa idealnie :) Nie obciąża moich fal ani troszeczkę, ostatnio użyłam jej też 2 razy bez spłukiwania w sporej ilości, włosy były jeszcze bardziej błyszczące i miękkie, ale w ogóle nieobciążone :)

Cena i dostępność:
Niestety odżywki z farmony są słabo dostępne, a szkoda, bo są bardzo tanie, u mnie w małej drogerii kosztują 7 zł, jest jeszcze wersja z wspomnianym żeń-szeniem, skrzypem polnym i rumiankiem, na rumianek na pewno się skuszę :)


 Na zdjęciach moje fale i kilka ruloników po lnianej farmonie :)



Polecam ją serdecznie wszystkim Włosomaniaczkom, mam nadzieję, że uda Wam się na nią trafić :) A może już się z nią spotkałyście, albo miałyście inne wersje? Całuję :*

Balsamy Mrs Potters jako idealne odżywki do mycia włosów

Balsamy Mrs Potters jako idealne odżywki do mycia włosów

Hej hej Kochane :) 
Chciałabym Wam dziś przedstawić moje ukochane od dawna odżywki, którymi myję włosy - mowa o balsamach Mrs Potters. Myję włosy odżywką już od dawna, jedynie raz na jakieś 2 tygodnie oczyszczam je szamponem z SLS. Odżywka rewelacyjnie zmywa oleje, śmiem nawet stwierdzić, że robi to lepiej, niż szampon :)

Mrs. Potter's balsamy do włosów

*Balsamy mają średnio gęstą konsystencję, ja nakładam kilka porcji na mokre włosy, polewam troszkę wodą, potem masuję, masuję, masuję i dokładnie spłukuję.

*Mają bardzo fajny skład bez silikonów, jest jeden zmywalny wodą, nie robi nam zatem problemów, bo odżywkę i tak zmywamy potem wodą ;)

*Duży wybór zapachów i rodzajów, ja używam różnych na zmianę, ale ostatnio przepadam za zapachem tego po lewej z lotosem i kolagenem, ale lubię też z aloesem i jedwabiem, melisą oraz ginko biloba i keratyną.

*Bardzo dobrze myją włosy, delikatnie się pienią, zmywają bez problemu oleje i inne włosowe mieszanki. Mam wręcz wrażenie, że domywają oleje nawet lepiej, niż niejeden szampon ;)

*Dzięki myciu włosów odżywką, moje włosy nie przetłuszczają się tak szybko, ponieważ nie wysuszam ich szamponem i nie muszą się bronić, wydzielając nadmierną ilość tłuszczu - taki myk :)

*Nie pamiętam już, co to łupież i swędzenie skóry głowy, a uwierzcie mi, że strupy i drapanie głowy do krwi w erze mycia agresywnymi szamponami były na porządku dziennym, nie mogłam sobie z tym poradzić. Balsamy same w sobie nie podrażniają mi skóry głowy.

*Włosy po umyciu nie plątają się, jak po szamponach z SLS, są mięciutkie i zupełnie inne w dotyku. Dodatkowo mycie odżywką naturalnie dociąża moje włosy :)

*Są bardzo tanie (około7-8zł) za dużą pojemność (500ml), fakt, że nakładam ich więcej, niż szamponu, ale jeden balsam spokojnie wystarcza mi na jakieś 2 miesiące.


Wszystkim z całego serca polecam mycie włosów odżywką, a zwłaszcza balsamami mrs. potter's. Przekonałam do nich już kilka moich koleżanek. Trzeba tylko pamiętać, by co jakiś czas myć włosy szamponem z SLS, jeśli używamy kosmetyków z trudnozmywalnymi silikonami czy innymi nadbudowującymi się substancjami (parafina, polyquaternium czy polimery w żelach stylizujących).
Kallos Latte - czy wizażowy hit spisał się na moich włosach?

Kallos Latte - czy wizażowy hit spisał się na moich włosach?

Hej hej Kochane :)
Kallos latte to chyba jedna z najsłynniejszych maseczek, znanych włosomaniaczkom :) I piszę tutaj o tym oryginalnym, biało-fioletowym kallosie, a nie o masce serical crema al latte ;) Sama miałam do kallosa aż dwa podejścia, kiedyś, kiedy zafundował mi matowe siańsko oraz niedawno. Czy coś się zmieniło i pokochałam go? Przeczytajcie :)



Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipamytoylethyl Hydroxyethylomonium Methosulfate, Parfum, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG- 5 Cocomonium Methosulfate, Methylisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane.

W składzie przez zapachem znajdziemy emolient i dwa antystatyki. Po zapachu - humektant, konserwant, dalej, sporo dalej z wartościowych rzeczy widzimy hydrolizowane proteiny mleczne, ale podejrzewam, że nie ma ich tam dużo ;)

Konsystencja i zapach:
Zapach urzeka i niejedna z nas się o tym przekonała,  mleczno-budyniowo-waniliowy, cudowny i słodki, mi się nie nudził absolutnie nigdy, ale ja kocham takie słodkie jadalne zapachy. Konsystencja budyniowa, dość gęsta, taka kremowa, świetna do wzbogacania, nie spływa z włosów.

Działanie:
Kiedyś maseczka kallos latte  zafundowała mi matowe sianko. No nic, włosy mam już dużo zdrowsze i pomyślałam - tania, kupię jeszcze raz, najwyżej zużyję do mycia włosów. I tak musiała niestety skończyć ;) Maseczka nadal sprawia, że moje fale są szorstkie, matowe i suche. Nieco lepiej sprawdzała się, kiedy wzbogacałam ją sporą ilością oleju i ewentualnie nawilżaczem. Zatem - jako taka baza do domowych masek - jest ok, acz nie ma szału, jak w przypadku innych produktów, chociażby poczciwej maseczki gloria, którą to uwielbiam do wzbogacania :) Złe działanie nie jest raczej spowodowane obecnością protein, moje fale naprawdę bardzo je lubią.

Jako odżywka do mycia:
Tu spisała się bardzo dobrze - ładnie domywała oleje, a gęsta konsystencja  i piękny zapach uprzyjemniały mycie, może jeszcze kupię ją w tym celu :)


Jak mleczny kallos spisał się u Was? Wiem, że mnóstwo osób jest z niej zadowolonych :) Całuję :*

Cuda nad cudami - odżywki do włosów z Alterry

Cuda nad cudami - odżywki do włosów z Alterry

Hej hej Kobietki :)
Dzisiaj czas na post o moich dwóch ukochanych odżywkach z alterry - nabłyszczającą z morelką i nawilżającą z granatem i aloesem. Macie takie kosmetyki, bez których nie wyobrażacie sobie pielęgnacji? W moim przypadku są to właśnie te owocowe cudeńka, zapraszam :)

Odżywki alterra z morelą oraz z granatem

Składy:
Morelka: Skład: Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Triticum Vulgare Oil, Sodium Lactate, Prunus Armeniaca Fruit Extract*, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Vitis Vinifera Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Limonene**.

Granat:  Skład: Aqua, Alcohol*, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbardensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract*, Lauroyl Sarcosine, Sodium Lactate, Hydroxyethylcellulose, Carthamus Tinctoris Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil,
Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**.

 
Mnóstwo pięknych olejów i ekstraktów - brawo!
*w odżywce morelkowej widzimy emolienty, antystatyk i glicerynę, możemy znaleźć też olej sojowy, z kiełków pszenicy, słonecznikowy, kokosowy, ekstrakty z moreli, winogrona, z kwiatu tiare. Wysoko potencjalnie wysuszający alkohol.

*w odżywce z granatem widzimy emolienty, antystatyk oraz glicerynę, z wartościowych rzeczy można wyróżnić: olej sojowy, z pestek granatu, rycynowy, krokoszowy, słonecznikowy, ekstrakty z aloesu, granatu, akacji. Wysoko w składzie znajduje się potencjalnie wysuszający alkohol.


Zapach:
Mają piękne, owocowe zapachy, chyba wolę odrobinę bardziej ten morelkowy, ale obie pachną pięknie i niechemicznie, trzymanie ich na włosach to czysta przyjemność

Konsystencja:
Są bardzo gęste, naprawdę bardzo, aż pod koniec ciężko wydobyć je z opakowania, ale przez to są bardzo wydajne i nie spływają z włosów, uwielbiam je nakładać na moje kudełki:)

Działanie:
Mam po nich murowane korkociągi – mam włosy falowane, ale jeśli użyję którejś z nich, ZAWSZE mam 2,3 regularne, długo trzymające skręt korkociągi, uwielbiam je za to.
Włosy pięknie po nich błyszczą, są naprawdę zauważalnie nawilżone i takie mięciutkie, poprawiają mi skręt i naprawdę potrafią pięknie go wydobyć.
 Nie odbierają mi objętości, włosy są pełne życia, fale elastyczne i sprężyste.
Nie obciążają, za to naturalnie dociążają włosy - właścicielki suchych i zniszczonych włosów koniecznie powinny się nimi zainteresować.

Mogłabym się tak rozwodzić i rozwodzić, a większość z Was już pewnie alterki zna i mam nadzieję kocha tak, jak ja :)


Cena i wydajność:
Są bardzo gęste i naprawdę wydajne, mimo że używam ich bardzo często. Koszt - poniżej 10zł w rossmanie, ja kupuję zawsze kilka jak jest promocja za około 7zł, ostatnio coś słyszę, że wycofują mi moją kochaną morelkę, co to ma znaczyć?


 A tu na dowód moje zdjęcia, raz po morelce, raz po granacie. A powiem Wam, że naprawdę nie zawsze mam taki skręt, po odżywkach, które mi nie służą, włosy często są spuszone i dużooo mniej skręcone.






 Czy Wy też jesteście tymi dwoma owocowymi cudeńkami tak samo zachwycone, jak ja? Czy tylko ja tak ślepo zakochana? :)  Całuję :*

Seboradin balsam do włosów z żeń szeniem - jeden z ulubieńców :)

Seboradin balsam do włosów z żeń szeniem - jeden z ulubieńców :)

Hej hej Kochane :)
Jakiś czas temu wspominałam tylko w kilku słowach o jednym z moich ulubieńców w pielęgnacji włosów, a jemu przecież należy się całkiem osobny post :) Mowa o cudownym balsamie do włosów z żeń szeniem od firmy seboradin - czy któraś z nas nie zna jeszcze tego wspaniale działającego śmierdzielka? :D Przeczytajcie kilka słów u mnie :)




Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol (and) Panax Ginseng Extract, Soluble Collagen, Isopropyl Myristate, Raphanus Nigra Etract, Parfum,Castor Oil, Jojoba Oil,Citric Acid  
 
Skład jest niedługi, ale za to bardzo wartościowy, widzimy emolienty, antystatyk i humektant. Mamy tutaj także ekstrakty z żeń szenia i czarnej rzodkwi, kolagen, po zapachu olej rycynowy i jojoba. Pięknie i bez zbędnej chemii - to lubimy ;)

Konsystencja:
Jest dość gęsta, ciężko wydobyć ją z buteleczki, która sama w sobie jest twarda i to właściwie jedyna wada tego produktu. Na którą jednak przymykam oko, bo kocham ten balsam miłością szczerą i oddaną i mam już jego 3 buteleczkę, a to coś znaczy :) 

Zapach:
To taki śmierdzielek, pewnie przez ekstrakty, ale toć to sama natura :D  Mnie nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się, choć czuć go jeszcze delikatnie na następny dzień. Jednak bądźcie gotowe na intensywne, zapachowe doznania :)

Działanie:
Przechodzimy do sedna sprawy - balsam działa REWELACYJNIE - nabłyszcza, cudownie nawilża, mam po nim świetny skręt, włosy są ujarzmione, ale ładnie uniesione i nie przyklapnięte, są pełne życia, mięciutkie i elastyczne, no będę się zachwycać, bo po prostu go wielbię i nawet teraz siedzę z nim na głowie :D Lekko dociąża, choć na pewno nie jest to efekt jak po silikonach - uprzedzam, dlatego warto dodać do niego kilka kropel oleju :) Nakładam go też na skalp, uspokaja go, włosy są ładnie odbite od nasady, błyszczące, uniesione, mięciutkie, koi ewentualne podrażnienia, ciekawa jestem, czy przyspiesza wzrost, muszę pomierzyć.

Cena i wydajność:
Robi się coraz droższy, pewnie też przez takie recenzje jak moja ;) Jest gęsty, jednak mam wrażenie, że nie jest zbyt wydajny, albo to ja go sobie tak hojnie nakładam, bo kładę go również na skórę głowy i używam non stop ;)


A tu się pochwalę włosami po użyciu tego cudeńka, a co ;)



Uwielbiam go i polecam każdej z Was - żeń szeń to samo dobro dla włosów. Jak spisał się u Was? Ja mam ochotę na jakieś inne balsamy, jest jeszcze jakiś fioletowy, niebieski, zielony, muszę się porozglądać :) Całuję :*

Pojedynek isany - nowa nawilżająca kontra stara babassu

Pojedynek isany - nowa nawilżająca kontra stara babassu

Hej hej Kochane :)
Wiele z Was ubolewało nad wycofaniem odżywki z isany z olejem babassu, u wielu z Was spisywała się świetnie i czyniła cuda na włosach. W zamian wprowadzili wersję nawilżającą z ekstraktem z bawełny, dzisiaj mały pojedynek tych dwóch odżywek, zapraszam :)





Skład:
Babassu:  
Aqua, Cetearyl alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Bis-diglyceryl Polyacyladipate-2, Orbignya Oleifera Oil, Behentrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Isopropyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid, Sodium Hydroxide

 W odżywce z olejem babassu mamy emolienty, w tym olej babassu, humektant, antystatyki oraz alkohol przed zapachem. Skład krótszy, niż wersji nawilżającej.

Nawilżająca:   
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stereate Se, Propylen Glycol, Niacinamide, Panthenol, Betaine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Glycerin, Quaternium 87, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethyleamine, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxhide, Citric Acid.

Składowo ładniej moim zdaniem prezentuje się odżywka nawilżająca: są emolienty, antystatyki, mamy tsporo nawilżaczy: gliceryna, niacynamid(wit. B3), panthenol(wit. B5),  betainę, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z bawełny. Jest też oblapiaczo-kondycjoner oraz alkohol, jeszcze przed zapachem. 


Konsystencja, opakowanie, zapach:
Obie odżywki mają podobną konsystencję, troszkę gęstszą,  dobrze wmasowuje się je we włosy, nie spływają, są fajne do wzbogacania. Opakowania to troszkę za miękkie buteleczki, łatwo się otwierają, za tą cenę nie ma co narzekać ;) Zapach - niebieska pachnie jak świeże pranie, mi zapach się podoba, nie czuć go na drugi dzień na włosach. Różowa pachnie tak dość słodko, kosmetycznie, ładnie, nie drażni.

Działanie:
Czas na najważniejszą sprawę - działanie :) W moim przypadku kompletnie nie spisała się odżywka do włosów z olejem babassu - pewnie przez glicerynę oraz nasycony olej babassu wysoko w składzie. Oba te składniki niestety nie działają dobrze na moje włosy, które mają wyższą porowatość. Moje fale były po niej spuszone, za lekkie oraz niewystarczająco nawilżone. Skręt również miałam po niej słabszy. Nie pomagało wzbogacanie ulubionym olejem.

Zupełnie inaczej sprawa przedstawia się z odżywką nawilżającą z bawełną :) Ta spisuje się na moich włosach bardzo dobrze - fale są po niej nawilżone, miękkie, bardzo ładnie skręcone i błyszczące. Mogłaby troszkę lepiej dociążać, z dodatkowym olejem działa idealnie. Najczęściej dodawałam do niej olej z truskawki, maliny bądź róży piżmowej ;) Jeśli nie stylizuję ich w falo-loczki, a jedynie suszę na prosto chłodnym nawiewem suszarki, są bardzo ładnie nawilżone i błyszczące, lekko wywinięte na końcach - takie wyjściowe ;)


W moim przypadku pojedynek bezapelacyjnie wygrywa niebieska nawilżająca odżywka isany - a jak jest u Was? :) Całuję :*




Odwiedzisz mnie na instagramie? :)