wtorek, 31 grudnia 2013

Dieta bezglutenowa - co zaobserwowałam w swoim organizmie po odstawieniu glutenu?

Hej hej Kochane :)
Kiedy zaczęłam prowadzić bloga, jadłam bardzo glutenowo - mnóstwo zbóż, owsianka i inne płatki na śniadanie, kromka pełnoziarnistego chleba na II śniadanie, często pełnoziarnisty makaron na obiad czy kolację. Nawet w moich "jedzeniowych" wpisach jest kilka przepisów na makaron czy inne zbożowe posiłki.

Czułam się wtedy bardzo źle, mimo chwilowej utraty kilku kg. Nie wiedziałam, co się dzieje, przecież odżywiałam się tak, jak mówią wszędzie - chudo, pełnoziarniście, "zdrowe" tłuszcze, z większą ilością warzyw i mniejszą owoców. Miałam straszne migreny, nerwicę, wszystkim się przejmowałam, zaczęłam na nowo tyć, czułam takie otępienie, nie mogłam się na dłużej na niczym skupić, miałam problemy z cerą i kilka innych problemów. 

Pewna osoba zasugerowała mi, że to mogą być problemy z glutenem. Poczytałam, dowiedziałam się, co to jest gluten, gdzie można go spotkać i jak go wyeliminować. 
Ale byłam w szoku - sama wtedy bardzo interesowałam się "zdrowym żywieniem" (jak wtedy myślałam), nie mogło do mnie dojść, jak tak wszędzie polecana pszenica w formie pełnoziarnistej może mi szkodzić, przecież to ma być podobno podstawa. Przeczytałam jednak kilka książek i publikacji (potem napiszę, jakie) i doszło do mnie, że to wszystko nie wygląda tak, jak próbuje nam się wmówić.

Moje życie po odstawieniu glutenu naprawdę się zmieniło, piszę to z doświadczeń swoich, męża i synka, jeśli jesteście ciekawe, zapraszam :)


1. Co to jest gluten?
Gluten do nic innego, jak mieszanina białek roślinnych, znajdujących się w zbożach: pszenica (a więc również orkisz), żyto, jęczmień, owies (ten jest naturalnie bezglutenowy, ale często zanieczyszczony glutenem, więc też się go wymienia).

2. Gdzie możemy znaleźć gluten?
Gluten możemy teraz znaleźć niemalże wszędzie - w chlebie, bułkach, makaronie, płatkach śniadaniowych, kaszach pszennych i jęczmiennych, wyrobach mącznych (np. naleśniki, pierogi, krokiety), ciastkach, ciastach, drożdżowkach, batonikach, czekoladach, panierkach, kawie zbożowej, piwie, gotowych sosach i potrawach, proszkach do pieczenia, przyprawach, a także niektórych wyrobach mięsnych (parówki, pasztety, kiełbasy, konserwy). 

3. Jak go wyeliminować?
Przede wszystkim przestać bać się tłuszczu, masła, mięsa, jajek. O tłuszczu i cholesterolowym micie napiszę innym razem, ale już można w internecie znaleźć na ten temat wiele informacji :)
 Jeść jajka, mięso, warzywa, owoce, orzechy, nabiał (jeśli komuś nie szkodzi i ktoś preferuje, choć o nabiale też słyszę różne, niekoniecznie dobre rzeczy), bezglutenowe węglowodany (ziemniaki, ryż, kasza jaglana, gryczana, kukurydza, amarantus). 

A teraz jak przestać jeść gluten :)
*Najgorzej jest chyba z chlebem na śniadanie, mi wyeliminowanie chleba poszło łatwo, od zawsze źle się czułam po chlebie i podświadomie go nie lubiłam. Na śniadanie teraz jadam  jajecznicę z boczkiem i pomidorami, omlet z warzywami i domową kiełbaską, bardziej na słodko: kaszę jaglaną czy ryż z owocami i śmietanką 30%,  placuszki jaglane. Jednak najbardziej lubię jaja i je najczęściej jem na śniadanie.

*Przekąski - z bezglutenowych czekolad na pewno jest gorzka i klasyczna goplana. Można ubić sobie śmietankę 30% i dodać do niej owoce, orzechy, startą gorzką czekoladę. Mam też przepis na pyszny mus kawowy, smakuje absolutnie wszystkim, napiszę o tym niebawem. Jest wiele przepisów na bezglutenowe babeczki czy brownie, smakiem niczym się nie różnią od tych wykonanych z mąki pszennej, warto spróbować. Sama na co dzień jem niewiele słodkiego, ale może spróbuję coś deserowego przyrządzić.

*Obiad - mogą być pieczone czy gotowane ziemniaczki, kasza jaglana, gryczana, ryż, do tego wieprzowina, kurczak, wołowina, ryby, ważne, by bez panierki, chyba że kupicie mąkę bezglutenową. Surówki (uwaga - gotowe lubią mieć dodatek skrobii pszennej), warzywa. Albo ryż z mięsem i warzywami. Zupa - proszę bardzo, ale nie zagęszczona mąką pszenną, tylko kukurydzianką. I bez kostki rosołowej czy warzywnej ;) Pyszne są zupki na śmietanie 18%.

*Dla miłośników makaronów - są bezglutenowe makarony, ja jednak nie jadłabym ich zbyt często, bo składowo nie są zbyt ładne, ale od czasu do czasu - jak ktoś musi :)

*Tęsknimy za pizzą, naleśnikami czy krokietami? Mamy mąkę kukurydzianą, ryżową, jaglaną. Są przepisy na pyszności z takich mąk. Ja na co dzień jednak nie jadam takich rzeczy, ale przepisów w internecie jest mnóstwo.

4. Co dało mi tych kilka miesięcy bez glutenu?
Nie wiem, od kiedy dokładnie nie jem glutenu, może jakoś od kwietnia-maja? 
A teraz czas na efekty, bo moje życie bez glutenu naprawdę się zmieniło :)

*przede wszystkim psychika - nie przejmuję się już wszystkim, do wielu rzeczy potrafię teraz podejść z dystansem, jestem mniej nerwowa, skończyły się moje fobie i nerwice

*zniknęło wieczne otępienie umysłowe i taka mgła, potrafię się teraz na nowo skupić i zrobić więcej rzeczy na raz, nie pląta mi się język i nie gubię myśli - widzę zmiany przede wszystkim właśnie w psychice

*mam więcej energii i siły, wcześniej nie chciało mi się wstać z łóżka

*nie tyję dalej, a nawet udało mi się zrzucić kilka kg :) ale do wymarzonej wagi zostało jeszcze co najmniej 10, powinnam się wreszcie porządnie za to wziąć ;)

*skończyły się koszmarne migreny, nie pamiętam, kiedy ostatnio nawet troszkę bolała mnie głowa - to pojawiło się najwcześniej i trwa do dziś, ketonal i solpadeine były na porządku dziennym

*cera - wcześniej często coś mi wyskakiwało, teraz nie mam praktycznie żadnych krostek, chyba że nieopacznie zjem coś glutenowo - na drugi dzień mam zawsze nowe 2-3 krostki

*włosy - nie zauważyłam różnicy, ale blog jest włosowy i musiałam o tym wspomnieć ;)

*przewód pokarmowy - skończyły się wieczne wzdęcia, przelewanie w brzuchu, zaparcia na zmianę z biegunkami, bóle brzucha

5. Książki i publikacje, które warto przeczytać, żeby zgłębić wiedzę
*Wywiad z Williamem Davisem, autorem książki "Pszeniczny brzuch" tutaj
*Książka "Dieta bez pszenicy" Williama Davisa - mam w domu, bardzo polecam, dużo rozjaśnia w temacie i daje do myślenia, często do niej wracam i czytam na nowo
*Książka "Życie bez pieczywa" W. Lutza - czytałam, polecam, acz wolę książkę Davisa
*Strona Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na diecie bezglutenowej tutaj - kopalnia wiedzy


------------------------------------------------------
Żeby było Kochani jasne - nikogo do niczego nie namawiam, każdy robi i je w życiu to, co chce. Warto jednak poczytać i zgłębić wiedzę i może popatrzeć na to wszytko z innej perspektywy, a nuż Wasze życie zmieni się tak, jak moje :) Wiem teraz, że to właśnie żywienie bezglutenowe mi pomogło, a czułam się naprawdę bardzo, bardzo źle.

Zapraszam do dyskusji - próbowałyście może odstawić gluten, zmieniło się coś, a może zupełnie nic? Miałyście do czynienia z alergią, nietolerancją glutenu czy celiakią u siebie, albo u swoich bliskich?
Całuję :*




poniedziałek, 30 grudnia 2013

Trzy ulubione odżywki wygładzające w 2013r.

Hej hej Kochane :)
W poprzednim poście pisałam o ulubionych maseczkach wygładzających, dzisiaj czas na 3 ulubione odżywki wygładzające 2013 roku. Włosy falowane i kręcone zapewne wiedzą, jak ważne jest odpowiednie wygładzenie, żeby nie przywitać się z miotłą na głowie ;) Zaczynajmy - będzie króciutko, ale konkretnie :)



Alverde odżywka z morelą i cytryną
Hymny pochwalne najdują się tutaj. W działaniu bardzo podobna do mojej ukochanej alterry morelkowej, wycofanej już, mam ostatnią buteleczkę :( Ale miało być o alverde - pięknie pachnie, włosy są po niej mięsiste, gładziutkie i ślicznie nawilżone. Naprawdę warto :)








Yves rocher odżywka odbudowująca
Pisałam o niej nie tak dawno tutaj. Moje ostatnie odkrycie i włosowy hit, pewniak, jeśli muszę mieć ładne włosy i przyjemnie skręcone fale. Dociąża, nawilża, wygładza, a jak pachnie, warto spróbować przy okazji zakupów w sklepie yves rocher. Wydajna i gęsta :)







Seboradin balsam regenerujący z żeń szeniem
Zachwalany tutaj.  Kocham kolagen i kocham żeń szeniem - a ten balsam posiada oba składniki. Włosy są cudowne w dotyku, gładkie, a jak błyszczą. Skręt super - czego chcieć więcej? :) No - może jedna wada, za twarda buteleczka. Zapach - ja już go nawet lubię - to taki mój cudowny mały śmiedzielek.








Jakie są Wasze ulubione odżywki wygładzające? Ja uwielbiam jeszcze odżywki alterry, ale ich używałam już wcześniej, a miały być kosmetyki 2013r. :) Całuję :*





niedziela, 29 grudnia 2013

Trzy ulubione maski wygładzające w 2013r.

Hej hej Kochane :)
Rok 2013 prawie się kończy, czas na podsumowania. Tak swoją drogą - bardzo lubię takie podsumowujące posty na Waszych blogach, nie wiem, czy też tak macie :) Dzisiaj napiszę Wam o trzech ulubionych maskach wygładzających, jakie dane mi było tego roku używać, zapraszam :)



Maska nawilżająca bioetika 


Zachwalałam ją tutaj. Włosy są po niej jak z reklamy - aksamitne, gładziutkie, mięciutkie, nawilżone, żaden włosek nie odstaje. Absolutnie nie obciąża - mój włosowy pewniak, którego nie musiałam niczym wzbogacać. Nie puszyła, mimo sporej ilości nawilżaczy w składzie. Myślę, że sprawdzi się zarówno na wysoko, średnio jak i niskoporowatych włosach :) Szkoda, że tak ciężko ją dostać. Słyszałam, że jest dostępna w Makro, można oczywiście kupić przez internet.








Czarna maska marokańska Planeta Organica

Pisałam o niej tutaj. Włosy po niej pięknie błyszczą, są dociążone, nawilżone, śliskie i gładziutkie jak jedwab, spada z nich każda gumka do włosów :) Niestety - na drugi dzień obciąża, ale jeśli zależy nam na ładnym wyglądzie włosów na jeden wieczór  - naprawdę warto :) Nieco osłabia mi skręt.










Ziaja maska wygładzająca do włosów niesfornych

Zachwalałam ją w tym poście. Zawsze zapewniała mi bardzo mięciutkie, gładkie, elastyczne i przyjemnie dociążone fale, bez odstających i puszących się włosków. Nie obciąża, mimo silikonu w składzie. Naprawdę nadaje się do włosów niesfornych :) Świetny ziajowy kosmetyk w tak niskiej cenie :)










Jakie są Wasze ulubione maseczki wygładzające? :) Całuję :*

piątek, 27 grudnia 2013

Keratyna hydrolizowana - moja ulubiona proteinka

Hej hej Kochane :)
Proteiny to bardzo ważne substancje w pielęgnacji naszych włosów. To one odpowiadają za regenerację i odbudowywanie mini ubytków we włosach. Jedne włosy lubią się z nimi bardziej, inne mniej. Warto poszukać i znaleźć swoją ulubioną proteinę. Dzisiejszy wpis poświęcę keratynie hydrolizowanej - tej, którą najbardziej ukochały sobie moje fale. Zapraszam :)




W jaki sposób używam keratyny?
*Przede wszystkim świetnie spisuje się w pielęgnacji moich falowanych włosów - rewelacyjnie podbija mi skręt, włosy wydają się grubsze, są sprężyste, mają jakby optycznie większą objętość, pięknie błyszczą i wyglądają na zdrowsze. Używam jej nawet co mycie, ale zawsze w emolientowo-nawilżającym towarzystwie. Dokapuję po prostu kilka kropli do porcji maski/odżywki do spłukiwania. Mój niezbędnik, nie dam rady żyć bez keratyny :)

*Robię z niej czasem reanimacyjne psikadła do włosów, ale koniecznie z emolientową odżywką, wtedy ładnie podkreśla skręt bez puchu i wysuszenia. Kiedyś zrobiłam na samej wodzie z keratyną w dopuszczalnym stężeniu, wysuszyła, zmatowiła i spuszyła, jak można się domyślić ;)

*Swojego czasu postanowiłam zadbać z keratyną także o paznokcie - zrobiłam na bazie kremowej z ZSK takie mazidło z keratyną, panthenolem i olejami, smarowałam dłonie i paznokcie. Faktycznie były mocniejsze, jaśniejsze i mniej się łamały, muszę do tego koniecznie wrócić, ale ważna jest regularność.



Właściwości keratyny hydrolizowanej:
Hydrolizat keratyny pozyskiwany jest metodą kontrolowanej hydrolizy wełny owczej.
Keratyna jest białkiem włóknistym naskórka i jego wytworów takich jak włosy i paznokcie. 

Jest głównym budulcem łodygi włosa, odpowiedzialnym za właściwości fizykochemiczne włosów, a także ich wygląd, kondycję i jakość. Najważniejsza strukturalna część łodygi włosa, - czyli kora - jest zbudowana ze skręconych włókienek keratyny związanych ze sobą poprzecznymi wiązaniami dwusiarczkowymi. 

Keratyna wchodzi również w skład zewnętrznej osłony włosa, której stan odpowiedzialny jest za połysk, gładkość i wrażliwość włosów na działanie różnych szkodliwych czynników zewnętrznych.

Hydrolizat keratyny posiada skład aminokwasów podobny do ludzkiego włosa i charakteryzuje się szczególnie wysoką zawartością siarkowych aminokwasów: cystyny i metioniny. Dzięki temu wykazuje wysokie powinowactwo do keratynowych struktur włosa i jest cenną substancją aktywną o działaniu kondycjonującym i regenerującym stosowaną w kosmetykach do pielęgnacji i upiększania włosów. 

Przewaga hydrolizatu keratyny nad innymi związkami o podobnym działaniu polega na jego zdolności do wnikania w głąb i trwałego wiązania się z łańcuchami keratynowymi włosa, dzięki czemu poprawia się ich wygląd i właściwości: wytrzymałość mechaniczna, sztywność, podatność na skręcanie i układanie.

Hydrolizat keratyny wykazuje największe powinowactwo do włosów silnie uszkodzonych i osłabionych, podczas gdy zdrowe włosy wchłaniają tylko nieznaczne jego ilości.

Poprzez wbudowywanie się cząsteczek w uszkodzone miejsca osłonek włosów powstające pod wpływem niszczących czynników chemicznych (farbowanie, trwała ondulacja), fizycznych (słońce, wiatr) i mechanicznych (czesanie, szczotkowanie), hydrolizat keratyny uzupełnia niedobór naturalnych składników budujących strukturę włosa. Dzięki takiemu działaniu, włosy ulegają wyraźnemu wzmocnieniu i w sposób zauważalny zwiększa się ich objętość, przywraca połysk i zdrowy wygląd.

Obok zdolności wypełniania ubytków w strukturze włosów, hydrolizat keratyny wykazuje również właściwości nawilżające i regulujące wilgotność. Pozwala utrzymać właściwą zawartość wody wewnątrz włókien keratynowych oraz właściwy poziom nawilżenia skóry, przez co chroni włosy i skórę przed ich nadmiernym wysychaniem i zapewnia włosom odpowiednią sprężystość, elastyczność i miękkość.

Hydrolizat keratyny posiada również zdolność regeneracji struktury uszkodzonej płytki paznokciowej, powoduje jej utwardzenie i wzmocnienie oraz zapobiega łamaniu się i rozdwajaniu paznokci. 

Pochodzenie: naturalne - zwierzęce (owcza wełna)
Sugerowane stężenie: 3-5%
Ciężar właściwy: 1,07 g/ml
pH: 5,1
Stabilny pomiędzy: 4,0 - 6,5 pH
Rozpuszczalność: całkowicie rozpuszczalny w wodzie

Opis pochodzi ze strony mazidła



Moje zadowolone fale po ukochanej proteince :)

Lubicie keratynę, czy nie przepadacie za proteinkami? :) Jakie są Wasze ulubione? Całuję :* 
 

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt Kochane :*

I ja chciałabym Wam życzyć, moje kochane czytelniczki, zdrowych i spokojnych świąt w ciepłej atmosferze. Pamiętajmy, żeby  w tym nadchodzącym Nowym Roku cieszyć się z każdej małej rzeczy, bo to one nadają życiu sens.

Wesołych świąt! :*

środa, 18 grudnia 2013

Yves rocher - odżywka odbudowująca

Hej hej Kochane :)
Czy jest w Waszych zbiorach taka odżywka, która zawsze sprawia, że włosy wyglądają nienagannie? Ja mam kilka takich perełek, a ich grono powiększyło się właśnie o kolejną pozycję. Przeczytajcie o cudownej odżywce odbudowującej z yves rocher. [Aguś - dziękuję :*].


Yves rocher odżywka odbudowująca 




Skład:
aqua, cetyl alcohol, stearyl alcohol, behentrimonium chloride, jojoba oil, prunus amygdalcus oil, isopropyl alcohol, sodium benzoate, parfum, guar hydroxypropyltrimonium chloride, citric acid, panthenol


Skład jest bardzo ładny i emolientowy - na początku mamy 2 emolienty i 1 antystatyk, dalej oleje: jojoba i ze słodkich migdałów. Uwaga na potencjalnie wysuszający alkohol. Na szarym końcu wzmacniający i nawilżający panthenol. Za zapachem widzimy też guar - może obciążyć ;)


Konsystencja, zapach, opakowanie:
Konsystencja dość gęsta, bardzo kremowa, przyjemnie nakłada się na włosy. Bardzo wydajna, na włosy trzeba niewiele.  Zapach słodki, bardzooo przyjemny, szkoda, że nie utrzymuje się na moich włosach. Mogłabym mieć perfumy o takim zapachu. Opakowanie to wygodna tubka z klapką, stoi na głowie, dzięki czemu bez problemu możemy wydobyć kosmetyk do końca.


Działanie:
Ostatnio moje włosy nie były w najlepsze kondycji, bo testowałam na nich niezbyt odpowiadające mi odżywki ;) Ale odżywka z yr doprowadziła je do porządku i tchnęła w nie życie - włosy stały się dociążone, błyszczące, mięsiste, bardzo gładziutkie i pięknie nawilżone - efekt bardzo podobny do moich ukochanych odżywek z alterry. Zero puchu i odstających włosków - to lubię :) Solo działa idealnie, nie trzeba dodawać do niej innych półproduktów, żeby działała fajnie [choć często to robię, tak już mam ;)]. Pięknie skręca włosy, za to również ją kocham. Nie obciąża moich delikatnych fal, mimo zawartości olejków. Dla mocno zniszczonych i suchych włosów użyta solo może być za słaba, warto wtedy dodać do niej kilka kropel ulubionego oleju :)


Zdjęcie moich włosów w wersji kręconej po odżywce:


I w wersji prostej: 


Bardzo się cieszę, że dostałam odlewkę od Agnieszki, mam jeszcze drugą - owsianą :) Jak sprawdzają się u Was kosmetyki do włosów z Yves Rocher - możecie mi jakiś jeszcze polecić? Całuję :*

piątek, 13 grudnia 2013

Olej z pestek arbuza - fale są miło zaskoczone :)

Hej hej Kochane :) 
Jakiś czas temu miałam przyjemność dopieszczać włosy olejem z pestek arbuza. Nie wiem czemu, byłam jakoś dziwnie nastawiona, ale olej bardzo miło mnie zaskoczył. Jakże mógł się zachowywać olej, który ma w składzie przewagę moich ukochanych kwasów omega 6 :) Najpierw miałam odlewkę, potem sama kupiłam kolejną buteleczkę, tak bardzo go polubiłam. Zapraszam na recenzję oleju z pestek arbuza - tego jakże pysznego owocu ;)



*Swój olej miałam ze sklepu Zrób sobie krem - bardzo lubię ten sklep za wielki wybór olejów, w małych pojemnościach, w sam raz na przetestowanie. Jest rafinowany, więc niestety nie pachniał. Chyba dlatego byłam do niego lekko uprzedzona,  a bardzo miło mnie zaskoczył. Konsystencja jest dość rzadka, lekka, chyba niewiele jest takich lekkich olei, dorównuje konopnemu ;)

*Składowo wygląda mniej więcej tak: około 15% kwasów tłuszczowych nasyconych, 15% kwasów omega 9 oraz 62% kwasów omega 6. Bałam się troszkę tych nasyconych kwasów, na szczęście nic złego się nie działo.

*Użyty standardowo do olejowania - na suche włosy, na kilka godzin przed myciem lub na całą noc - spisał się bardzo dobrze. Fale bardzo ładnie po nim błyszczą, są dużo gładsze, bardziej nawilżone, ładnie skręcone, nie obciążone. Blask naprawdę był widoczny :) Nie spuszył ani nie zmatowił moich fal. Nie używałam go niestety do ochrony końcówek, ale podejrzewam, że sprawdziłby się bardzo ładnie :)

*Zmywał mi się zawsze bez problemu, balsamem mrs. potters bądź lekkim szamponem. Nigdy nie zdarzyło mi się go nie domyć, nawet przy myciu odżywką. To naprawdę lekki olej :)

*Nie stosowałam go do twarzy, ale wiem, że jest bardzo chwalony w pielęgnacji cery tłustej - faktycznie jest bardzo lekki i może spisać się bardzo ładnie - warto spróbować :)


Używałyście już oleju z pestek arbuza? Do włosów, a może do tłustej cery? Kusi Was? :) Całuję :*

niedziela, 8 grudnia 2013

Awaria komputera + paczuszka z fitomedu

Hej hej Kochane :)
Mam niestety awarię laptopa, w tym tygodniu oddaję go do naprawy, ale powinno udać mi się wejść z innego laptopa w tym tygodniu, także nie zdążycie o mnie zapomnieć :) A z milszych rzeczy - przyszła kilka dni temu do mnie kolejna paczuszka z Fitomedu. A w niej dwie pyszności - aktywny olej witaminowy tutaj oraz glinka biała tutaj. Olej witaminowy już w użyciu, glinkę nałożę dzisiaj, ponoć to najdelikatniejsza z glinek, moja wrażliwa i płytko unaczyniona cera to osądzi :)




Całuję Was i trzymajcie kciuki za mojego laptopa :*

czwartek, 5 grudnia 2013

Balsam Planeta Organica z olejem cedrowym - cudowna miękkość, ale i 'cudowny' puch? ;)

Hej hej Kochane :)
Przez cały listopad testowałam odżywkę planeta organica z olejem cedrowym. To jedna z rosyjskich rzeczy, które bardzo chciałam mieć, a dzięki J (dziękuję :*) udało mi się zużyć sporą odlewkę :) Teraz cieszę się, że była to tylko odlewka ;) Jesteście ciekawe, co o niej sądzę? Zapraszam :)


Skład:
Skład: Aqua, Cedrus Deodara Wood Oil, Dicocoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Arcticum Lappa Seed Oil, Urtica Dioica Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cellulose Gum, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.  

W składzie widzimy antystatyki, emolient oraz emulgator. Wysoko w składzie, bo zaraz po wodzie -tytułowy olej z cedra syberyjskiego, nieco dalej olej z łopianu oraz ekstrakt z pokrzywy.

Konsystencja i zapach:
Konsystencja jest gęsta, kremowa, przez to bardzo wydajna, wystarczy jej naprawdę niewiele, żeby pokryć całe włosy. Zapach baaardzo mi się spodobał, świeży, leśny, jakby właśnie cedrowy :) Niestety, nie zostaje na włosach po zmyciu, a szkoda, bo bardzo przypadł mi do gustu :)

Działanie: 
Odżywka, trzymana nawet tylko 5 minut, zostawia włosy bardzo bardzo miękkie,  odżywione i śliskie, ale.... No właśnie, część włosów jest mięciutka, gładka i śliska, a część (zwłaszcza dolna partia) jest niestety zbyt lekka i zaczyna się puszyć. Szkoda, bo efekt śliskości i gładkości w górnej części jest cudowny, wszystkie wsuwki mi się tam zsuwają i nie chcą trzymać ;) Myślę, że moja bardziej zniszczona dolna warstwa włosów jest bardziej porowata niż górna i to dlatego. Ale właścicielki niskoporowatych włosów - niech się na nią czają - może zadziałać świetnie :) Uważajmy - odżywka lubi obciążyć, przynajmniej moje cienkie i delikatne włosy ;)


Ciekawi mnie mimo wszystko jeszcze wersja z rokitnikiem i pewnie się kiedyś na nią skuszę :) Miałyście którąś z tych odżywek, jak się u Was spisały? Całuję :* 


wtorek, 3 grudnia 2013

Ce ce med z jedwabiem - odżywka, która mnie nie zachwyciła

Hej hej Kochane :)
Nie wiem, jak u Was, ale u mnie słoneczko pięknie świeci, niedługo ubieram się ciepło z synkiem i idziemy na spacerek. A tymczasem śpieszę do Was z recenzją odżywki - Ce Ce med z jedwabiem. Zapraszam.


Ce Ce med odżywka z jedwabiem



Skład:
Skład widzimy wyżej, mamy emolient, humektant, antystatyk, kolejny emolient, dalej hydrolizowane proteiny pszenicy, quaternium, hydrolizowany jedwab, parabeny i olej pszeniczny. Czuć te proteinki :)

Opakowanie:
Odżywka była zapakowana w kartonowe pudełeczko z obszernym opisem. Samo opakowanie jest ładne, jednak za twarde, a otworek zbyt mały i od samego początku jest problem z wydobyciem odżywki.

Konsystencja:
Gęsta jak na odżywkę, przez mały otworek naprawdę ciężko ją wydobyć, trzeba się namęczyć.

Zapach:
Przyjemny, ciężko mi go określić, ale podobnie pachną kosmetyki z jedwabiem. Nie drażni, nie zostaje na włosach po zmyciu. Na plus :)

Działanie:
Odżywka zachowywała się za każdym razem dziwnie - włosy są po niej ładnie skręcone, chcą być miękkie, ale niektóre partie włosów są szorstkawe, odstają, są matowe, trochę spuszone. Lubi też  moje włosy obciążyć, mimo że nakładam niewiele, chyba quaternium znowu mnie tak załatwiło. Jednak moja siostra (włosy lekko falowane, raczej nisko-średnioporowate) jest zadowolona, jej pasuje większość rzeczy, które nie pasują mi :)  Z dodatkiem oleju było deczko lepiej, ale na pewno nie na tyle, żebym była zachwycona. Mam mieszane uczucia, naprawdę dziwna odżywka ;)

Miałyście coś z Ce Ce med? Ja mam jeszcze jedną odżywkę, tym razem bez quaternium :) Całuję :*

niedziela, 1 grudnia 2013

Zrób to sam - serum antyoksydacyjne z pine bark

Hej hej Kochane :)
Jeśli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że całkiem niedawno otrzymałam cudowne paczuszki z półproduktami --> klik. Ukręciłam już z nich kilka mazidełek, między innymi serum antyoksydacyjne do twarzy z pine bark. Wzorowałam się przepisem z Mazideł - przepis.


Serum antyoksydacyjne z pine bark




Mała uwaga:
W oryginalnym przepisie żel ha zastąpiono hydromanilem, mnie jednak on podrażnia, dobrze, że sprawdziłam na małym kawałku skóry, oczywiście odpowiednio rozcieńczony. Hydromanil ma w składzie glikol propylenowy, który właśnie mnie podrażnia, ale spokojnie można go zastąpić żelem hialuronowym.

Wykonanie:
Wykonanie jest bardzo proste - do szklanej, zdezynfekowanej zlewki wlewam odpowiednią ilość hydrolatu, w niej rozpuszczam ekstrakt z pine bark (robią się farfocle i warto zlewkę umieścić w gorącej kąpieli wodnej - czyli praktycznie do filiżanki nalać gorącej wody, włożyć na chwilkę zlewkę i teraz rozpuścić pine bark, pójdzie dużo łatwiej). Następnie rozpuścić niacynamid i dodać żel hialuronowy w odpowiedniej ilości. Gotowe serum przelewam do szklanej, ciemnej buteleczki z pipetą, wtedy dużo łatwiej je aplikować na dłoń, a potem z dłoni na twarz :)

Przechowywanie:
Przechowujemy w lodówce maksymalnie 2 tygodnie, chyba że użyjemy konserwantu, ja akurat wolę robić małe porcje kosmetyku z różnymi ekstraktami na 2 tygodnie właśnie. Przed użyciem warto potrzepać buteleczkę, bo resztki pine bark lubią osiąść troszkę na dnie.

Co zaobserwowałam?
Serum używałam codziennie rano, przez 2 tygodnie. Akurat starczyło mi prawie że idealnie na te 2 tygodnie :) Mam już swoje ulubione antyoksydanty, jednak pine bark jest całkiem niezły. Serum ładnie wpłynęło na naczynka, nie podrażniło, samo łagodziło delikatne zaczerwienienia i podsuszało małe niespodzianki. Skóra była bardziej elastyczna. Jednak serum nie nawilżało wystarczająco mojej suchej skóry, ale sama wiedziałam, że to lekkie, beztłuszczowe i że może nie dać rady. Następne ukręcę z olejem i emulgatorem :) Jestem zadowolona, acz miałam już lepsze sera antyoksydacyjne, o których niebawem napiszę.


Kręcicie własne sera do twarzy? A może lubicie gotowe produkty, możecie mi polecić coś z gotowców? :) Całuję :*

wtorek, 26 listopada 2013

Olej z pestek winogron - początkowy zachwyt, późniejsze rozczarowanie

Hej hej Kochane :)
Dzisiaj czas na kolejny olejowy post - olej z pestek winogron. Popularny w kuchni, wylądował dawno temu na moich włosach. Jakiś czas temu znowu  do niego wróciłam i czas wydać ostateczny werdykt, zapraszam Was do dalszej części posta :)



*Swój olej mam z... biedronki :) Wielka butla za niewiele ponad 10zł, aż ciężko całą zużyć na włosy, ja na nim robiłam też olejki myjące do twarzy. Rafinowany, bez zapachu.

*Składowo wygląda mniej więcej tak: 15% kwasów tłuszczowych nasyconych, 20% kwasów omega 9 oraz 60% kwasów omega 6.

*Przy pierwszych próbach byłam nawet zadowolona - włosy były miękkie, całkiem ładnie skręcone, nieobciążone. Jednak po kilku użyciach stawały się zbyt miękkie, wręcz jakby rozmiękłe, za lekkie, choć puchu jako takiego nie było, to efekt przestał mi się podobać. Nie dociążał i nie wygładzał włosów tak, jak lubię. Nie próbowałam nim ochraniać końcówek, ale myślę, że dałby radę ;) Ciekawa jestem, czy miało znaczenie to, że był rafinowany (lepiej jednak działają u mnie nierafinowane), na mazidłach tutaj jest fajna, nierafinowana wersja, ale wychodzi drogo, może kiedyś się skuszę jednak :)

*Zmywałam go dla pewności 2 razy odżywką, nie jest aż tak lekki jak krokosz czy olej konopny.

*Nie używałam go do pielęgnacji twarzy, robiłam na nim jedynie olejki myjące - spisuje się w tej roli świetnie, nie zapycha, a butla jest naprawdę duża i niedroga :)


Myślę, że na pewno warto spróbować, zwłaszcza tego niedrogiego biedronkowego oleju, zawsze można zużyć go inaczej :)  Próbowałyście już winogronka? Całuję :*

poniedziałek, 25 listopada 2013

Fitomed - żel do mycia twarzy dla cery suchej i wrażliwej

Hej hej Kochane :)
Współpraca z Fitomedem kwitnie. To moja pierwsza współpraca, ale powiem szczerze, że jestem bardzo zadowolona, produkty Fitomedu bardzo lubię, idealnie trafiają w moje zamiłowanie do naturalnej pielęgnacji :) Dzisiaj czas na recenzję żelu do mycia twarzy do cery suchej i wrażliwej. Wybrałam sobie właśnie ten produkt, bo chciałam trochę odpocząć od olejków myjących, które swoją drogą bardzo lubię. A że mam cerę i suchą i wrażliwą - powinien być jak znalazł. Czy tak było? Zapraszam na recenzję :)

Fitomed żel do mycia twarzy do cery suchej i wrażliwej


Skład:
Skład widzimy poniżej, są ekstrakty ziołowe, delikatniejsze detergenty, jest też SLES, dalej łagodząca alantoina i panthenol.


Opakowanie:
Zgrabna buteleczka, z przezroczystego plastiku, widać, ile żelu nam zostało. Wygodna klapka, nie za duża dziurka, bardzo na plus.

Konsystencja i zapach:
Rzadki żel bursztynowego koloru. Wystarczy jednak odrobina, żeby skutecznie oczyścić całą twarz, bardzo wydajny i dobrze się pieni. Zapach jest ziołowy, wydaje mi się, że czuję lipę :) Dla mnie bardzo przyjemny, ja lubię takie naturalne, ziołowe zapachy.

Działanie:
Od żelu oczekuję dobrego oczyszczenia bez wysuszenia i nieprzyjemnego napięcia skóry. Nie może też podrażniać. Żel fitomedu prawie spełnia te 3 warunki - niewielka ilość delikatnie się pieni i świetnie oczyszcza twarz bez podrażnienia. Skóra po osuszeniu nie jest sucha, nie ma odstających skórek, jednak jest delikatnie napięta, nie jest to bardzo nieprzyjemny efekt, ale jednak, podejrzewam, że z mniejszą ilością detergentów byłoby idealnie. Żel nie nawilży nam cery, ale chyba na to nie liczymy, od tego możemy mieć krem, serum czy tonik :) Szczerze - obawiałam się trochę tych ziółek, niektóre lubią mnie podrażnić, mam wrażliwą cerę. Nic takiego nie miało jednak miejsca, żadnego zaczerwienienia, aż dobrych kilka minut po 1 użyciu przyglądałam się sobie w lustrze, czy nic mi tam nie wychodzi ;) Jestem zadowolona i po zużyciu pewnie wrócę jeszcze kiedyś do fitomedowego żelu, to jeden z nielicznych żeli drogeryjnych, który mnie zadowolił :)



Czego używacie do oczyszczania twarzy? :) Całuję :*

czwartek, 21 listopada 2013

Olej z kiełków pszenicy z Fitomedu - jak zareagowała moja cera i włosy :)

Hej hej Kochane :)
W listopadzie miałam przyjemność testować olej z kiełków pszenicy z Fitomedu --> klik i klik. Olej z kiełków pszenicy już znam, swój miałam ze sklepu Zrób sobie krem. Chciałam sprawdzić, czy Fitomedowy olej jest tak samo dobry jakościowo, jak ten z ZSK. Co się okazało? Zapraszam do lektury :)

Olej z kiełków pszenicy



Opis ze strony producenta:
Kiełki zbożowe mają wysoką wartość odżywczą ze względu na obecność różnych witamin i składników mineralnych. Ponadto zawierają fosfolipidy, lecytynę, fitosterole, karoteny a także fitohormony. Olej tłoczy się na zimno aby nie uszkodzić cennych substancji czynnych. Obok oleju rokitnikowego olej z kiełków pszenicy ma najwyższą zawartość witaminy E. Stosowany w maseczkach oraz emulsjach odżywczych i odmładzających do pielęgnacji cery z pierwszymi oznakami starzenia się i cery dojrzalej.


Jak używałam oleju z kiełków pszenicy?
O oleju z kiełków pszenicy z ZSK pisałam i wychwalałam go TUTAJ. Fitomedowy w niczym nie odbiega od tego tego z ZSK. Używam go zarówno do włosów, jak i do twarzy, sporo moich mazidełek wykonuję teraz właśnie na nim :)

*Pielęgnacja twarzy:
Świetnie spisuje się jako uniwersalny nawilżacz na wieczór z żelem hialuronowym - dla cery tłustej może być deczko za ciężko, przy mojej przesuszonej jest idealny, rano skóra jest mięciutka, nawilżona i jednolita. Zrobiłam na nim też małą porcję olejku myjącego z emulgatorem, a także ostatnio olejek z olejową witaminą C do twarzy.

*Pielęgnacja włosów 
Kocham oleje z omega 6 i kocham olej z kiełków pszenicy - ten również spisuje się świetnie. Włosy mają lepszy skręt, są elastyczne, mięsiste, nawilżone i błyszczące. Dość łatwo się zmywa, ja zmywam raz balsamem mrs. potters, czasem dla pewności dwa razy :) Kropelka oleju dobrze spisuje się też w zabezpieczaniu końcówek włosów. Nie obciąża, ale naprawdę daję 1-2 kropelki na wilgotne włosy.

No i przede wszystkim - duża pojemność i niska cena, w niczym jakością nie odbiega od oleju pszenicznego z ZSK, mam więc godny polecenia zamiennik :D


Fitomed 


Jak tam spisują się u Was oleje z omega 6? ;) Całuję :*

wtorek, 19 listopada 2013

Joanna z apteczki babuni - kompres nawilżająco-regenerujący

Hej hej Kochane :)
Z kosmetykami joanny jest różnie - niektóre kocham ponad wszystko, inne są średnie, a jeszcze inne zupełnie słabe. Kompresu nawilżające-regenerującego z miodem i mlecznymi proteinami używałam kilka lat temu, kiedy moje włosy były jeszcze spuszone, zniszczone i zmęczone codziennym prostowaniem. Kilka miesięcy temu zużyłam około 50ml odlewkę i mam już w pełni wyrobione zdanie na jej temat, zapraszam :)


Joanna z apteczki babuni - kompres nawilżająco-regenerujący



Skład:
Skład: aqua, cetaryl alcohol, quaternium-91, dimethicone, glycerin, paraffinum liquidum, cetrimonium methosulfate, mel extract, hydrolyzed milk protein, propylene glycol, panthenol, triethanolimine, parfum, coumarin, dmdm hyndatoin, methylchloroisothiazolinole, methylisothiazolinole. 

W składzie na początku emolient, dalej oblepiaczo-kondycjoner, lżejszy silikon dimethicone, gliceryna, parafina, antystatyk. Jest tytułowy ekstrakt z miodu i hydrolizowane proteiny mleczne. Dalej glikol propylenowy i wzmacniający panthenol. Sporo nawilżaczy, jak dla mnie chyba za dużo ;)

Opakowanie:
Ja miałam kilka lat temu jeszcze starą szatę graficzną, brązowo-białą. Wygodny słoiczek, ładny design, nie mam mu nic do zarzucenia.

Konsystencja i zapach:
Budyniowata, ale mam wrażenie, że deczko za rzadka, jak na taki kompres. Nic jednak nie spływało. Zapach dla mnie bardzo przyjemny, słodkawy, szkoda, że nie utrzymywał się na włosach, ale trzymanie kompresu na włosach było czystą przyjemnością :)

Działanie:
Kompres działał dużo lepiej na moich zniszczonych, suchych i zmęczonych prostowaniem włosach - zmiękczał je, ujarzmiał, były milsze w dotyku, nie puszyły się aż tak. Wyglądały wizualnie dużo lepiej, lubiłam go używać, choć nie był zbyt wydajny i szybko mi się kończył. Nie obciążał wtedy moich włosów, ale naprawdę były suche, było ich jednak więcej, niż teraz. Jednak na zdrowych włosach nie spisał się dobrze - włosy szybko były obciążone, strączkowały się, chociaż były miękkie, to niestety nieświeże i  bez życia zaraz po myciu. Często puszył, pewnie przez zbyt dużą ilość nawilżaczy - a tutaj mamy ich naprawdę sporo. Myślę, że na grubych, suchych  i trudnych do obciążenia włosach może spisać się lepiej, choć kto wie :)


Używałyście kompresu joanny? A może macie doświadczenia z innymi joannowymi kosmetykami? Całuję :*


niedziela, 17 listopada 2013

Faith In Nature - odżywka aloesowa - skóra mojej głowy jest za nią wdzięczna :)

Hej hej Kochane :)
Ostatnimi czasy skóra mojej głowy zrobiła się naprawdę wybredna i wrażliwa - więcej rzeczy ją podrażnia, muszę być dla niej delikatniejsza i częściej ją nawilżać. A jeśli mowa o nawilżaniu skalpu - nie sposób nie wspomnieć o cudownej, aloesowej odżywce z Faith In Nature, która w ostatnich miesiącach ratowała skórę mojej głowy przy okazji podrażnień. Zapraszam na recenzję.


Faith In Nature - odżywka aloesowa
źródło 

Skład:
Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Aloe barbadensis leaf juice (sok z aloesu), Brassica Campestris Seed Oil (olej rzepakowy), Citrus Limonum Peel Oil (olejek cytrynowy), Citrus Aurantifolia Oil (olejek limonkowy), Melaleuca Alternifolia Leaf Oil (olejek z drzewa herbacianego), Cetrimonium Chloride (antystatyk), CI 75810 ,Limonene, Citral 

Mamy wodę, emolient i zaraz, bardzo wysoko w składzie nawilżający sok z aloesu - brawo! Potem olej rzepakowy i 3 olejki eteryczne - cytrynowy, limonkowy i z drzewa herbacianego. Dalej antystatyk, barwnik i zapachy.

Konsystencja:
Rzadka, jednak deczko za rzadka, część spada z palców i lubi wylądować na podłodze.  Za to jak już trafi na skalp, to wygodnie się na nim rozprowadza. na skórę głowy dużo bardziej wolę aplikować rzadsze produkty, niż te gęste.

Zapach:
Aloesowy, roślinny, mnie bardzo się podoba, ale ja lubię takie naturalne, roślinne zapaszki. Na pewno nie drażni i nie utrzymuje się potem na włosach czy skórze głowy.

Działanie:
Moja skóra głowy ją kocha. Szczerze - użyłam jej na długość dosłownie dwa czy trzy razy - wyszły ładnie dociążone, pięknie nawilżone, jak ja to mówię - aloesowe, lejące fale. Żal mi jej jednak na długość, bo cudownie nawilża i koi mój skalp, kiedy jest podrażniony. Znika suchość, małe strupki czy swędzenie - prawdziwy czarodziej :) Już mi się prawie kończy, poważnie myślę nad pełnowymiarowym opakowaniem (tę miałam ze sporej odlewki). Nie obciąża włosów przy skórze głowy, mimo że ma w składzie oleje i olejki ;) Kusi mnie teraz okrutnie wersja czekoladowa, ehh ;)


Lubicie używać aloesowych produktów? ;) Jakie są Wasze ulubione?  Całuję :*


sobota, 16 listopada 2013

Olej z orzecha włoskiego - kolejny przedstawiciel kwasów omega 6

Hej hej Kochane :)
Po moich olejowych wpisach zapewne się już zorientowałyście, że kocham miłością szczerą i oddaną większość olei, w których przeważają kwasy tłuszczowe omega 6. Dziś przedstawiam Wam kolejnego przedstawiciela tej grupy, a mowa o orzechu włoskim.





*Swój olej miałam z Mazideł.  Nierafinowany i zimnotłoczony. Dość lekki, niezbyt gęsty, pięknie pachnie orzechami włoskimi :) Następnym razem kupię jakiś spożywczy, nierafinowany, wyjdzie taniej :) Na mazidłach wyszedł jednak troszkę drogo, ale dla efektów - było warto :)

*Składowo prezentuje się tak: około 10% kwasów tłuszczowych nasyconych, 78% kwasów tłuszczowych omega 6 oraz 10% kwasów omega 3. Dużo omega 6 - to coś dla moich fal :)

*Uwielbiam go do pielęgnacji włosów - fale są po nim sprężyste, błyszczące, elastyczne, przyjemne w dotyku, nieobciążone, dociążone, dużo lepiej się kręcą - oj tak, uwielbiam jak olej wzmacnia skręt :) Dobrze spisuje się też jako ochrona końcówek, nie obciąża i włosy pięknie, delikatnie po nim pachną. Podobny efekt daje olej krokoszowy, choć krokoszka kocham odrobinę bardziej ;) Najczęściej olejowałam nim na sucho, na kilka godzin bądź całą noc.

*Łatwo się zmywa, wystarczy u mnie jeden raz balsamem mrs. potters, nie zdarzyło mi się go kiedykolwiek nie domyć. Delikatne szampony też spokojnie powinny dać radę.

*Lubiłam go do pielęgnacji twarzy w czasie, gdy miałam cerę tłustą. Lekki, nie zapychał, ale ładnie nawilżał, nie był tłusty. Przy obecnej, suchej skórze - jest nieco zbyt lekki, ale cery tłuste i mieszane powinny się z nim polubić :)


 Tutaj moje ciążowe włosy po całonocnym olejowaniu orzechem włoskim:


Lubicie oleje z omega 6? A może są dla Waszych włosów za lekkie? :) Całuję :*
 



 

środa, 13 listopada 2013

Uzależnienie od prostownicy - moja historia

Hej hej Kochane :)
Pogoda dzisiaj brzydka, pada, zimno i wietrznie. Synek drzemie, a ja siadam do Was z kubkiem kawy ze śmietanką i gorzką czekoladą. Dzisiaj postanowiłam Wam opisać moją historię uzależnienia od prostownicy - a wiem, że więcej z nas było tak uzależnionych, napiszcie o tym w komentarzach :)



Wszystko zaczęło się w gimnazjum, kiedy postanowiłam nosić rozpuszczone włosy. Jednak włosy bardzo mi się puszyły, zwłaszcza zniszczone przez brak pielęgnacji końce. Kilka co wredniejszych osób nazywało mnie lwem albo mówiło: uczesz się wreszcie. Przez to zaczęłam marzyć o gładkich, a przede wszystkim PROSTYCH włosach. Zaczęłam poszukiwania prostownicy.

Kupiłam model z remingtona, nie pamiętam już dokładnie jaki, ale maksymalna temperatura na niej wynosiła 220 stopni. Zaczęło się prostowanie. Prostowałam włosy codziennie, czasem dwa razy dziennie. Bardzo często mokre (o zgrozo), oczywiście niczym nie zabezpieczałam włosów przed prostowaniem, odżywek też używałam od święta, oczywiście biorąc pierwszą lepszą z drogeryjnej półki. Włosy miałam proste, gładkie, byłam zachwycona. Wreszcie wredne osoby przestały mi dokuczać, same w tym czasie zaczęły namiętnie farbować lub rozjaśniać włosy. Ja postanowiłam nie farbować ani nie rozjaśniać, z czego teraz bardzo się cieszę.

Po kilku miesiącach namiętnego prostowania, postanowiłam zrobić sobie tydzień bez prostownicy. Nie mogłam jednak patrzeć na włosy bez wyprostowania ich i wytrzymałam całe 2 dni bez prostownicy. Przypominały totalne siano, suche, szorstkie, połamane, końcówki były porozdwajane. Niczym nie dało się ich choćby wizualnie wygładzić. No to prostowałam dalej, choć wyprostowane nie wyglądały już tak pięknie, jak na początku. No to cięcie - i tak co kilka miesięcy ścinałam po kilka cm. Znowu byłam dumna z moich pięknych, prostych włosów. Prostowałam nawet, jak byłam w domu czy jak byłam chora - to było prawdziwe uzależnienie, nie potrafiłam nie prostować, nie mogłam na siebie wtedy patrzeć.

Jednak po jakiś 2 latach, włosy zaczęły wyglądać fatalnie na całej długości, nie tylko dolna połowa, nawet przy uchu były porozdwajane, sianowate, odstające, suche, sztywne i połamane. Miałam wtedy włosy gdzieś do łopatek. Aż wreszcie w sierpniu 2010r. trafiłam na zakręcony wątek na wizażu - poczytałam i zorientowałam się, że nie mam dziwnych, niesfornych, wywijających się włosów - tylko fale. Poszłam ściąć radykalnie włosy - poszło 15-20cm najbardziej zniszczonych końców.

Postanowiłam zacząć wydobywać moją naturalną falę, odstawiłam prostownicę z dnia na dzień - teraz naprawdę kocham moje włosy i jestem z nich naprawdę dumna. Teraz jestem starsza, dojrzalsza, mądrzejsza i zapewne już nie przejmowałabym się komentarzami osób na temat moich włosów, zanim zaczęłam je prostować. Swoją drogą, teraz te osoby zmagają się z rozjaśnianym, połamanym i wysuszonym siankiem i nie mają pojęcia o pielęgnacji, bo i włosy rozjaśniane, które są odpowiednio pielęgnowane, mogą być piękne - wiem to, bo odwiedzam właścicielki kilku takich blogów :)

Regularnie podcinałam sporą ilość, dlatego teraz mam takie krótkie włosy - jednak teraz są zdrowe na całej długości. Nie wierzyłam kiedyś, że uda mi się to osiągnąć :)


Po lewej stronie wyprostowane siano, widać, jakie były zniszczone i spuszone, mimo że wyprostowane. Po prawej obecne, zdrowe włosięta - wreszcie! :)



Odkurzamy pajączki :) 



Byłyście uzależnione od prostownicy? Ja ostatni raz sięgnęłam po nią w maju 2012r. na chrzciny mojego synka, czyli półtora roku temu. Ale kompletnie nie podobałam się sobie w wyprostowanych włosach i czuję, że już więcej ich nie wyprostuję, kocham moje falo-kręciołki ;) Całuję:*


poniedziałek, 11 listopada 2013

Trio z dove, czyli jak zrobić masakrę na moich cienkich, falowanych włosach.

Hej hej Kochane :)
Jakiś czas temu otrzymałam dzięki wizażowi kilka kosmetyków firmy Dove, w tym kosmetyki do włosów. O ile lubię ich żele pod prysznic czy niektóre mydełka, tak seria do włosów okazała się kompletnym niewypałem dla moich cienkich, falowanych włosów. Dlaczego? Przeczytajcie :)




Szampon:
Zacznę od szamponu - szampony były dwa, jeden z serii intense repair i drugi z serii splits ends rescue. Drugiego nie ma na zdjęciu, już go nie mam, bo tak strasznie podrażnił skórę mojej głowy, że nawet nie chciałam go widzieć. Oba szampony dobrze się pieniły, przyjemnie pachniały, ale już po kilku godzinach po umyciu włosy były bez objętości, przyklapnięte, przyklejone do skóry głowy. Nawet wtedy, kiedy umyłam głowę samym szamponem, a potem nie nakładałam już żadnej maski, tylko lekką odżywkę b/s. Do tego podrażnienie, suchy łupież, podziękuję.

Maska:
Ekspresowa maska regenerująca z serii intense repair. W składzie nic ciekawego, głownie oblepiacze i silikony. Zapach ładny, konsystencja gęsta, przyjemnie siedzi na włosach. W duecie z szamponem dove masakra razy 2 - włosy oklapnięte jeszcze bardziej, od razu po wyschnięciu, bez życia, przyklejone do skalpu, postrączkowane, złudnie miękkie i słabo nawilżone.

Serum:
Serum z serii split ends rescue - na początku wydawało mi się ok, choć i tak oceniam je najwyżej z całej tej czwórki kosmetyków. Konsystencja kremowa, nie oleista, zupełnie inna, niż np. w jedwabiu green pharmacy. Przez to jednak musimy użyć więcej kosmetyku, więc mimo większej pojemności - wydajność jest słabsza. O dziwo - nawet nie obciążało mi włosów, przez kilka pierwszych użyć nawet ładnie wygładzało, potem końcówki zaczęły być spuszone i przesuszone, odstawiłam, żeby nie zrobić sobie jeszcze większej krzywdy - a myślałam, że choć serum na końcówki się sprawdzi. Oczywiście końcówek nam nie scali, ale w to nie wierzymy przecież raczej ;)

Trio - szampon+maska+serum powodowało na mojej głowie smalec pierwszej klasy ze złudną miękkością i słabym nawilżeniem. 


Nie polecam, ale ciekawa jestem, czy kosmetyki dove , zwłaszcza do włosów, spisują się u Was?
Całuję :)

czwartek, 7 listopada 2013

Olejowanie włosów - praktyczne wskazówki

Hej hej Kochane :)
Wiele z Was prosi mnie w komentarzach albo w e-mailach o praktyczne wskazówki na temat olejowania włosów, zwłaszcza na początku olejowej przygody. Olejuję włosy dość regularnie od ponad 3 lat, więc spróbuję coś takiego napisać. Dla wielu z Was będą to pewnie znane rzeczy, ale może ktoś dowie się czegoś nowego, zapraszam do lektury :)



1. Właściwy olej
Bardzo ważną rzeczą jest znalezienie właściwego oleju lub grupy olejów, które przypadną do gustu naszym włosom. Ze swojej strony odradzam na początek olej kokosowy - i na niego przyjdzie czas, a może z początku zrazić do olejowania, bo często lubi nam robić na włosach puch i kaczuszkę (zwłaszcza wysokoporowatym włosom). Warto też uważać z oliwą z oliwek, którą pewnie wiele z nas ma w kuchni. Oliwa ciężko się zmywa i wbrew pozorom też lubi puszyć włosy bądź mocno je obciążyć. Może spróbujmy z czymś z omega 6 (olej z pestek dyni czy z pestek winogron) albo z omega 3 (popularny lniany). Uwaga na omega 9 (np. awokado czy orzech laskowy) - te lubią obciążyć delikatniejsze włosy i zmywają się nieco ciężej. Na pewno w wyborze oleju przydadzą Wam się poniższe tabelki:
*Oleje - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych cz.I
*Oleje - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych cz. II 
*Masła i oleje nasycone - dokładna zawartość procentowa wszystkich kwasów tłuszczowych 

2. Ilość oleju
Błąd, który ja popełniałam na początku - na włosy do łopatek nakładałam ze 2 łyżki oleju, aż niemalże kapało ;) Potem ciężko to było domyć, nawet dwukrotnie szamponem z SLSem, a trochę bezsensowne wydawało się olejowanie, żeby potem myć 2 razy agresywnym szamponem. Każdy musi odkryć swoją ilość, ale myślę, że na włosy do ramion - łyżeczka oleju spokojnie wystarczy, w przypadku cięższego oleju nawet deczko mniej.

3. Sposób nakładania oleju
Szczerze powiem, że mało eksperymentuję ze sposobem nakładania oleju - przeważnie nakładam go na suche włosy. Ale wiem, że są włosy, które lubią np. tylko na mokro bądź w olejowym serum, warto więc spróbować i się przekonać.

Edit: od 2013 roku sporo się zmieniło, zaczęłam kombinować z różnymi sposobami olejowania, o efektach możecie przeczytać w poniższych linkach:
*Olejowanie włosów na żel lniany - najlepsza metoda dla suchych włosów
*Olejowanie włosów na mokro - czy moje włosy polubiły tą metodę?
*Olejowanie włosów na odżywkę - moja nowa ulubiona metoda
*Olejowanie włosów na odżywkę - jakich odżywek używam w tym celu?  

4. Jak długo trzymać olej na włosach?
U mnie najlepsze efekty osiągam, trzymając od kilku godzin do całej nocy. Dużo mniejsze efekty widzę, trzymając olej 1-2 godziny, acz też jakieś tam są. Trzeba sprawdzić na sobie, choć wiadomo, że nie zawsze jest możliwość nakładać olej na całą noc, wtedy na pewno lepiej nałożyć na te 3-4 godziny rano czy wieczorem i zmyć, niż nie nakładać w ogóle :) U mnie osobiście oleje nasycone (kokos, masło shea) mniej puszyły włosy, nakładane na krócej, np. godzinkę. Ale już ich nie używam, jest tyle innych, cudownych olejów dla moich włosów ;)

5. Zmywanie oleju
Z początku zmywałam tylko agresywnym szamponem, potem przekonałam się do zmywania olejów odżywką. Cięższe oleje (awokado czy orzech laskowy) zmywam 2 razy odżywką, lżejsze (konopny, krokosz) 1 dokładny raz. Warto nałożyć wcześniej jakąś lekką odżywkę na włosy, żeby zemulgować olej, wtedy dużo łatwiej go zmyjemy. Odżywkę myjącą też trzymajmy i masujmy kilka minut, a potem bardzo dokładnie spłuczmy - a wszystko powinno nam się dobrze zmyć, choć wiem, że nie każdemu służy mycie odżywką. Wtedy zostaje nam delikatniejszy szampon, bądź bardziej oczyszczający, jeśli komuś służy.

6. Jak nie straszyć domowników i partnera olejem na włosach?
Olejuję włosy na całą noc lub na kilka godzin w dzień. W dzień - związuję włosy w jakiś ładny koczek, gdzieś tam spineczka żabka i nieraz mój W nie orientuje się, że mam olej na włosach (ale nie olejuję teraz skalpu, dlatego tak nie widać). W nocy - włosy znowu w koczek, oleju mam łyżeczkę, więc nie kapie, poza tym jest ciemno i można zająć się innymi rzeczami, niż oglądaniem oleju na włosach ;) A potem na poduchę pielucha tetrowa, co by sobie poduszki nie pobrudzić. Rano szybko myję, żeby już z olejem nie latać tyle. 

7. A co, jeśli olejowanie nie jest dla mnie i jest jeszcze gorzej, niż przed?
Najpierw trzeba spróbować innego oleju, innej metody nakładania (na mokro, na odżywkę, w serum olejowym), innej ilości oleju, na krótszy bądź dłuższy czas. Moje włosy tak kochają dobrze dobrane oleje, że nie wierzę, że któreś mogą nie kochać :P ;)


Przyznajcie się, olejujecie regularnie, czy się troszkę nie chce? :) Całuję :*